Reklama

Canale d’Agordo - miasto Jana Pawła I

2012-10-12 09:32

Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 42/2012, str. 8-9

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH
Kościół w Canale d'Agordo

Dolomity to jedna z najpiękniejszych części włoskich Alp, rozciągająca się między dolinami rzek Adygi i Piawy. Erozja wapiennych skał sprawiła, że są podzielone na wiele osobnych masywów o urwistych stokach i szczytach podobnych do bajkowych średniowiecznych zamków. O wschodzie i zachodzie słońca białe szczyty przybierają fantastyczne kolory, stając się czerwone, różowe, żółte i fioletowe. Ten górski raj przyciąga zewsząd tłumy turystów i alpinistów, a miejscowości, takie jak Cortina d’Ampezzo, Ortisei, Moena znane są na całym świecie. Ja jednak jadę w te strony nie po to, by podziwiać piękno gór i alpejskich wiosek, lecz by odwiedzić mało znane miasteczko - Canale d’Agordo, miejsce urodzenia Albina Lucianiego, który w 1978 r. został wybrany na 263. biskupa Rzymu i przyjął imię Jan Paweł I. Sierpień, wrzesień i październik są miesiącami ważnych rocznic związanych z życiem tego Papieża: 26 sierpnia, uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej - to data wyboru na Stolicę Piotrową; 28 września - rocznica nagłej i niespodziewanej śmierci; 17 października - 100. rocznica urodzin.

Syn emigranta

Trudno uwierzyć, że ten piękny i zamożny region 100 lat temu był jednym z najbiedniejszych zakątków Włoch. Ludzie żyli w skrajnym ubóstwie i zmuszeni byli emigrować w poszukiwaniu pracy. Giovanni Luciani, ojciec Albina, po raz pierwszy wyjechał za chlebem poza rodzinną wioskę Forno di Canale - taką nazwę do połowy minionego stulecia nosiło Canale d’Agordo - gdy miał zaledwie 11 lat. Później pracował w różnych krajach Europy, a raz nawet wyjechał do Ameryki. Ożenił się, ale losy jego rodziny były dramatyczne: miał trzech synów, którzy zmarli w młodym wieku, a dwie córki urodziły się głuchonieme; niedługo potem zmarła także jego żona. Jako 40-letni wdowiec, pracując w Wenecji, poznał 31-letnią Bortolę Tancon. Pobrali się w 1911 r., a rok później przyszedł na świat ich pierwszy syn, któremu dano na imię Albino. Mieli następnie jeszcze troje dzieci, ale tylko dwoje z nich przeżyło. Gdy Albino miał rok, ojciec wyjechał do Argentyny, wrócił w 1915 r., bo musiał wstąpić do wojska - były to straszne lata I wojny światowej. Wojna nie tylko siała śmierć, ale wpędziła w jeszcze większą nędzę i tak już ubogą ludność. Edoardo, brat Albina, wspominał, że w owym czasie jedzono znajdowane na polach i w lasach rośliny i ich korzenie, a chleb robiono z otręb mieszanych z trocinami.

Powołanie

Albino rzadko widywał ojca - całe jego dzieciństwo upłynęło u boku matki. Bortola Luciani była kobietą bardzo religijną i - jak wspominał późniejszy papież - to właśnie ona była jego pierwszą katechetką. Do szkoły podstawowej uczęszczał w rodzinnym miasteczku - był inteligentny i uczył się bardzo dobrze. Jego pasją była lektura - czytał wszystkie książki, które udało mu się pożyczyć od miejscowego proboszcza. Miał też wielką łatwość pisania, co było jego wielką zaletą do końca życia. W dzieciństwie zrodziło się w nim powołanie do kapłaństwa - na początku chciał zostać franciszkaninem lub jezuitą, ale za radą proboszcza wstąpił do seminarium diecezjalnego w Belluno. Okres studiów seminaryjnych był dla młodego chłopaka z gór okresem dynamicznego rozwoju intelektualnego i kulturalnego - śledził dyskusje polityczne, społeczne i kulturalne owych lat, ale przede wszystkim czytał, mając szczególne upodobanie do literatury klasycznej. Wśród jego lektur znajdowały się książki nie tylko Pascala, Bernanos, Chestertona, Goethego, Dostojewskiego, Tołstoja, Puszkina, Dickensa, ale także Darwina, Marksa i Lenina. Ta wielka ciekawość intelektualna sprawiła, że opanowały go wątpliwości co do jego powołania i zaczął przeżywać wewnętrzny kryzys. Pomógł mu go przezwyciężyć spowiednik w seminarium - o. Leopold Mandić, święty kapucyn słynny w całym regionie Veneto. O tym, jak wielki wpływ wywarł ten ojciec duchowy na młodego kleryka, świadczy fakt, że Luciani przez cały czas nosił w portfelu jego zdjęcie obok zdjęcia matki.

Reklama

Kapłan i biskup

Albino Luciani został wyświęcony na kapłana w 1935 r. i przez dwa lata pracował jako kapelan w Agordo. Bardzo lubił pracę apostolską wśród zwykłych ludzi i często powtarzał, że nie aspirował do żadnej innej misji w Kościele. Ale przełożeni wezwali go do seminarium w Belluno, gdzie pracował przez 10 lat (1937-47) - najpierw jako wykładowca, później jako wicerektor. Pomimo że był to okres wojny, udało mu się uzyskać doktorat z teologii na rzymskim Uniwersytecie Gregoriańskim. W 1954 r. został mianowany wikariuszem generalnym diecezji Belluno, a w 1958 r. został biskupem Vittorio Veneto.Na motto biskupie wybrał: „Humilitas” (Pokora). Jako biskup brał udział w Soborze Watykańskim II. Uczestniczył we wszystkich jego sesjach, chociaż nie ma żadnych dokumentów z jego wypowiedziami.
Bp Luciani stał na czele diecezji Vittorio Veneto przez 11 lat - w 1969 r., niespodziewanie, Paweł VI powołał go na jeden z najbardziej prestiżowych urzędów we włoskim Kościele, mianując go patriarchą Wenecji; podczas konsystorza w 1973 r. Papież podniósł go do godności kardynalskiej. Gdy w 1978 r. umarł Paweł VI, kard. Albino Luciani udał się do Watykanu na konklawe, ale nie był uznawany za „papabile” - kandydata na papieża. Po bardzo krótkim konklawe, które trwało zaledwie dwa dni, w czwartym głosowaniu został wybrany na papieża patriarcha Wenecji. Albino Luciani przyjął imię swych poprzedników, papieży Jana i Pawła. Gdy 26 sierpnia nowy papież Jan Paweł I pojawił się w loży Bazyliki św. Piotra, nikt nie mógł przewidzieć, że jego pontyfikat będzie jednym z najkrótszych w historii. 33 dni później - rankiem 29 września 1978 r. zakonnica, która niosła mu kawę, znalazła w łóżku martwego Papieża. Jan Paweł I dla wielu pozostał „Papieżem uśmiechu”, „Papieżem katechetą” oraz „Papieżem - proboszczem świata”.
Dziś doczesne szczątki Jana Pawła I spoczywają w Grotach Watykańskich. 20 listopada 2003 r. w diecezji Belluno-Feltre, na terenie której urodził się Albino Luciani, rozpoczął się proces beatyfikacyjny Jana Pawła I; jego postulatorem jest urodzony w Feltre bp Enrico dal Covolo, rektor Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego.

Canale d’Agordo świętuje 100. rocznicę urodzin Jana Pawła I

Sercem Canale d’Agordo, rodzinnego miasteczka Albina Lucianiego, jest centralny rynek z fontanną („piazza Luciani”), przy którym stoją zabytkowy kościół, duża plebania, nowoczesny budynek urzędu gminnego oraz zabytkowe kamienice. Obiektem najbardziej związanym z dzieciństwem, młodością i życiem kapłańskim późniejszego Papieża jest kościół pw. św. Jana Chrzciciela, na którego fasadzie znajduje się dziś zdjęcie Jana Pawła I. Nowoczesny ołtarz kościoła wykonał miejscowy artysta Dante Moro - płaskorzeźby ołtarza są syntezą życia Albina Lucianiego, a główna scena ukazuje Jana Pawła I, który otrzymuje klucze Piotrowe od Jezusa. Przy wejściu do świątyni umieszczono wykonaną w brązie statuę Papieża, a na sąsiedniej ścianie zawieszono ikonę Matki Bożej Częstochowskiej - jest to dar kard. Marco Cé, patriarchy Wenecji, z okazji 20. rocznicy wyboru Jana Pawła I (wszyscy zwracają uwagę, że wyboru Lucianiego na Papieża dokonano właśnie w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej, 26 sierpnia).
Po drugiej stronie placu wznosi się duży budynek plebanii, na której zawieszono olbrzymi transparent przedstawiający kościoły parafialne w Canale d’Agordo i w Wadowicach, a pośrodku zdjęcie z Mszy św. inaugurującej pontyfikat Jana Pawła I - widać na nim klęczącego kard. Karola Wojtyłę, który oddaje hołd nowemu Papieżowi. Poniżej - dwa popiersia Papieży z brązu oraz marmurowa płyta informująca, że 26 sierpnia 1979 r. Jan Paweł II, pielgrzym w Canale d’Agordo, uczcił tutaj 1. rocznicę wyboru swego poprzednika. Natomiast w budynku urządzono małe muzeum poświęcone Albinowi Lucianiemu oraz wystawę fotograficzną upamiętniającą historyczną wizytę Jana Pawła II.
Przy jednej z ulic odchodzących z placu stoi dom, w którym urodził się 100 lat temu Albino Luciani. Przed nim trawnik i mały ogródek z warzywami i kwitnącymi kwiatami. Nie można go zwiedzać, bo mieszkają w nim krewni Papieża.
Chodząc uliczkami Canale d’Agordo, ma się wspaniałe widoki na otaczające miasteczko góry, a szczególnie na olbrzymi masyw, którego najwyższym szczytem jest góra Civetta. W jednej z sąsiednich dolin, w miejscowości Lorenzago di Cadore, sześć razy spędzał swe letnie wakacje Papież z Polski, następca Jana Pawła I. Tych dwóch Papieży łączyło nie tylko to samo imię, ale także umiłowanie gór, gdzie się urodzili i wychowali. Dlatego z inicjatywy władz miejskich i kościelnych doszło do zbratania Canale d’Agordo i Wadowic.

Tagi:
papież Jan Paweł I

Reklama

Papież 33 dni

2019-09-25 09:51

Ks. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 24-25

Urodził się w Canale d’Agordo w wielodzietnej biednej rodzinie robotniczej. Wygłosił tylko pięć rozważań podczas modlitwy „Anioł Pański”, odbył cztery audiencje generalne, podczas których wygłosił katechezy o: pokorze, wierze, nadziei i miłości. Papieżem był tylko 33 dni, ale został nazwany Papieżem Uśmiechu. Zmarł 41 lat temu, 28 września 1978 r. Wkrótce może zostać wyniesiony na ołtarze. Jaki był Jan Paweł I?

Wikipedia
Jan Paweł I

Kiedy jeszcze jako nowo wyświęcony biskup Albino Luciani, późniejszy papież Jan Paweł I, przybył na audiencję do Jana XXIII, wówczas Papież Dobroci zaproponował młodemu biskupowi, aby wspólnie odczytać fragment z „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis, z rozdziału 23, księgi III – o czterech źródłach prawdziwego pokoju: „Staraj się, synu, spełniać raczej cudzą wolę niż własną. Zawsze wybieraj mniej niż więcej. Szukaj zawsze niższego miejsca i poniżaj się przed innymi. Pragnij zawsze i módl się, aby działa się w tobie jedynie wola Boga” – napisał Tomasz a Kempis. Właśnie słowo „pokora” było najbliższe Janowi Pawłowi I. Miał je umieszczone jako program życia i działalności duszpasterskiej jako biskup, kardynał i papież.

Człowiek pokory

Kiedy bp Albino Luciani, po nominacji i święceniach na biskupa diecezji Vittorio Veneto odwiedził rodzinne Canale d’Agordo 6 stycznia 1959 r., powiedział w homilii do swoich krajan: „Pewnych rzeczy Pan nie chce zapisać ani w brązie, ani w marmurze, ale pisze je wręcz w prochu, aby (...) było jasne, że wszystko jest dziełem i wszystko zasługą jedynie Pana. (...) ja jestem czystym i biednym prochem (...). Jeśli kiedyś coś dobrego z tego wszystkiego wyniknie, to niech to będzie jasne już teraz: jest to wyłącznie owoc dobroci, łaski, miłosierdzia Pana”.

Przez całe życie był wierny temu, co napisał do niego jego ojciec – Giovanni Luciani. Otóż bardzo młody Albino na początku swojej drogi powołania otrzymał od ojca – który wyemigrował do Francji w poszukiwaniu pracy – list, który zawsze miał w swoim portfelu. „Mam nadzieję, że będąc księdzem – pisał Giovanni Luciani – pozostaniesz po stronie biednych, ponieważ Chrystus był po ich stronie”.

Spojrzenie Maryi

Myślę, że można powiedzieć, iż Jan Paweł I to papież Czarnej Madonny. Został wybrany na Stolicę Piotrową po wielkim pontyfikacie Pawła VI w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej – 26 sierpnia 1978 r. Zaraz po wyborze nowego papieża pojawiły się pytania, jakim znakiem dla Kościoła jest ten wybór następcy Piotra właśnie w dniu imienin Jasnogórskiej Matki i Królowej. Niektórzy komentatorzy już po wyborze kard. Wojtyły pisali, że wybór Jana Pawła I był zapowiedzią pontyfikatu papieża z Polski.

Świadectwa

Świadkowie życia Jana Pawła I podkreślają, że był on człowiekiem niezwykle skromnym. Ks. Andrea Tison, archiprezbiter w Canale d’Agordo w latach 1982 – 2000, w swoim świadectwie dla Vatican News tak wspominał Albino Lucianiego: „Spotkałem go w seminarium. Nauczał w naszym seminarium. Pamiętam rekolekcje, które głosił. Kiedy mówił, odczuwało się, że jest to człowiek pokorny. Mówił bardzo prosto. Nawet w jego przemówieniach, w tekstach, które pisał, w książkach jego język był zawsze dostojny, ale prosty, tak, aby naprawdę był zrozumiały. Mówi się, że papież Luciani był katechetą. Dla niego katecheta był tym, który musiał być wierny słowu Bożemu, i tym, którzy byli przed nim”.

Blisko Jana Pawła I był ks. Diego Lorenzi, orionista, jego sekretarz osobisty, który podzielił się swoim świadectwem dla „Messaggi di Don Orione”. „Po raz pierwszy spotkałem patriarchę Albino Lucianiego w grudniu 1973 r. W 1975 r. natomiast moi przełożeni wysłali mnie jako współpracownika w parafii św. Piusa X, która została nam powierzona w Marghera. I tam, w styczniu następnego roku, ponownie spotkałem się z patriarchą Lucianim podczas wizyty duszpasterskiej we wspólnocie” – wspominał ks. Lorenzi. „Jego życie jako patriarchy Wenecji było bardzo proste i wycofane. Miało swój zwyczajny rytm: praca, modlitwa, audiencje, spotkania, podróże i wizyty duszpasterskie. Wstawał o 5.00 rano (a w Watykanie nawet o 4.30) i natychmiast poświęcał półtorej godziny, a być może więcej, na osobistą modlitwę i medytację. O 7.00 celebrował Mszę św. O 7.30 – śniadanie, a następnie czytanie niektórych włoskich gazet. Potem w prywatnym gabinecie czekał na czas wizyt. Recytował ze skupieniem brewiarz i Różaniec. Wielką wagę przywiązywał do częstej modlitwy. Kiedyś napisał: «Nasze życie musi być lampą, co jest jasne; w lampie płomień to dobre uczynki: cierpliwość, słodycz, miłość do Boga i bliźniego; wosk lub olej, które wytwarzają płomień, to modlitwa. Te dwie rzeczy nie mogą być rozdzielone»” – podkreślił były sekretarz Jana Pawła I.

Ks. Diego Lorenzi dobrze zapamiętał dzień wyboru kard. Lucianiego na Stolicę św. Piotra. „W momencie wyboru kard. Albino Lucianiego byłem na Placu św. Piotra kiedy kard. Felici ogłosił wybór papieża. Późnym popołudniem 26 sierpnia nowy papież Jan Paweł I sprawiał wrażenie sympatycznego i radosnego na balkonie loggii św. Piotra. Został natychmiast nazwany Papieżem Uśmiechu. Ujmował prostotą i skromnością” – podkreślił ks. Lorenzi.

Bardzo trudnym momentem dla niego jako sekretarza Papieża Uśmiechu była wiadomość o jego śmierci. „29 września 1978 r. ok. 7.30 rano włoskie radio i ANSA wydały komunikat o śmierci papieża, a następnie biuletyn medyczny, którego oficjalny tekst rozpoczynał się w następujący sposób: «Dziś rano, ok. 5.50, sekretarz (nie podał swojego nazwiska) nie widział Ojca Świętego w kaplicy, w której zwykle był obecny. Wszedł do pokoju i zastał go martwego, w postawie czytania». Po kolacji poprzedniego wieczoru i po rozmowie telefonicznej z kardynałem Mediolanu Giovannim Colombo towarzyszyliśmy Ojcu Świętemu do sypialni” – powiedział Lorenzi. „Przeszedłem do swojego pokoju. Następnego ranka obudziła mnie siostra Vincenza Taffarel, która zauważyła, że papież nie wziął tacy z kawą, zapukała i otworzyła drzwi i odkryła, że papież nie żyje. Przyszła do mojego pokoju i powiedziała: «Papież nie żyje!». Poszedłem do pokoju papieża, było 5 minut do godz. 6.00. W pokoju był już drugi sekretarz – ks. Magee. Po kilku minutach do pokoju papieża przyszli urzędnicy kurialni. Doktor Buzzonetti zaintonował «Salve Regina», przyszła też siostrzenica Lina Petri, która pracowała w Watykańskim Biurze Prasowym. Minęło zaledwie 50 dni od śmierci Pawła VI...” – wspominał ks. Lorenzi.

Pia Luciani, bratanica Albino Lucianiego, w momencie rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego swojego wujka powiedziała mediom, że papież Jan Paweł I był człowiekiem wielkiej kultury, wielkich nadziei i wielkiej miłości do Kościoła i innych. „Próbował żyć zgodnie z Ewangelią i ubogo – mówiła. Jako najstarsza bratanica znałam go najdłużej. „Powtarzał mi często, że jestem «przywódcą» i że jeśli będę się dobrze zachowywała, wszyscy pozostali bracia i siostry pójdą za mną. Kiedy przybyłam do Rzymu, często go odwiedzałam. Ostatni raz – dziesięć dni przed śmiercią – powiedział do mnie: «Nie ma miejsca w mojej agendzie, ale chcę cię zobaczyć. Jeśli nie przeszkadza ci to, to przyjdź na obiad». Poszłam tam, czułam, że jest spokojny, otoczony współpracownikami. Powiedział mi, że ma dużo pracy i że chce osiągnąć tylko jedno: załatwić jak najwięcej różnych spraw urzędowych, aby mieć więcej miejsca na poświęcenie się apostolstwu, opiece duszpasterskiej” – podkreśliła Pia Luciani.

Jan Paweł I zmierza do chwały ołtarzy. Jest to kolejny papież XX wieku, po Piusie X, Janie XXIII, Pawle VI i Janie Pawle II, którego świętość jest znakiem dla naszych czasów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Joanna Jędrzejczyk: Jestem wdzięczna Bogu za wszystko, co mam

2019-11-21 21:08

wPolityce.pl

Joanna Jędrzejczyk sporo ostatnio zmieniła w swoim życiu. - Mam 32 lata, a czuję się jakbym miała 16 i dopiero zaczynała przygodę ze sportami walki. W środku cały czas jestem tą samą dziewczynką, która czuje głód sukcesu - przyznała pierwsza Polka UFC oraz mistrzyni tejże organizacji w wadze słomkowej (do 52 kg) w latach 2015–2017. - Usunęłam sępy z mojego życia - dodała prowadzącemu stronę pogongu.wordpress.com.

wPolityce.pl / youtube Traile
Joanna Jędrzejczyk

Jędrzejczyk przyjrzała na oczy i postanowiła iść swoją drogą oddzielając ziarno od plew.

Jestem po rozstaniu z moim narzeczonym. Mój menedżer ukradł mi pieniądze, a to była bardzo bliska mi osoba. Od roku zaczęłam korzystać z tego, co osiągnęłam. Ktoś do mnie powiedział: Aśka, osiągnęłaś tak dużo i nawet nie cieszysz się sukcesami. Wcześniej nawet nie korzystałam z zarobionych pieniędzy. Chciałam się dzielić dobrem. Udzielałam się bardzo mocno charytatywnie. Ludzie nie wiedzą, że kupowałam łóżka do szpitali, pomagałam dzieciom. Jestem wdzięczna Bogu za wszystko, co mam - przyznała na łamach bloga pogongu.

Zawodniczka mieszanych sztuk walki ostatnio powiedziała, że musiała usunąć sępy ze swojego otoczenia.

Masa ludzi była ze mną, gdy osiągnęłam sukces, ale też bardzo dużo osób przez to straciłam. Więcej niż po przegranej, ci ludzie nagle się rozpłynęli. Odeszli ode mnie, bo mieli pretensje, że nie miałam czasu się z nimi spotykać, pójść na imprezę czy zjeść kolacji, bo byłam na wiecznej diecie. Na szczęście mam przy sobie osoby, które są ze mną od wielu lat. One nie narzekają i nie mówią, że ciężko jest być moim przyjacielem. Nasze relacje nie są łatwe, bo są okupione tęsknotą, stresem i nerwami. Obiecuję przyjaciołom, że przyjdzie czas, że będziemy na hamaku oglądać wschody i zachody słońca. I pić wino. Teraz jest jednak czas na rozwój - dodała Jędrzejczyk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wilno: uroczystości pogrzebowe uczestników powstania styczniowego

2019-11-22 18:07

kos / Wilno (KAI)

Z udziałem prezydentów Litwy Gitanasa Nausėdasa i Polski Andrzeja Dudy, w Wilnie odbyły się uroczystości pogrzebowe 20 uczestników powstania styczniowego. Trumny ze szczątkami poległych zostały złożone w odnowionej kaplicy na wileńskiej Starej Rossie. Pochowani w niej zostali m. in. Konstanty Kalinowski, przywódca powstania na Litwie oraz gen. Zygmunt Sierakowski, jeden z dowódców insurekcji. Uroczystości poprzedziła Msza św. sprawowana w archikatedrze wileńskiej pw. św. Stanisława i św. Władysława przez abp. Gintarasa Grušasa, metropolitę wileńskiego.

Mszę św. koncelebrowali polscy, litewscy, białoruscy i łotewscy biskupi oraz księża i kapelani wojskowi. Obecni byli m.in. abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita archidiecezji mińsko-mohylewskiej na Białorusi oraz biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek. Eucharystię poprzedził apel wojskowy.

Podczas uroczystości pogrzebowych pochowani zostali: Konstanty Kalinowski, gen. Zygmunt Sierakowski, Bolesław Kołyszko, ks. Rajmund Ziemacki, Julian Leśniewski, Albert Laskowicz, Józef Jabłoński, Aleksander i Józef Rewkowscy, Karol Sipowicz, Jan Bieńkowski, Jan Marczewski, Edward Czapliński, Mieczysław Dormanowski, Ignacy Zdanowicz, Tytus Dalewski, Henryk Makowiecki, Władysław Nikolai, Kazimierz Syczuk i Jakub Czechan.

Trumny ze szczątkami zostały złożone przed ołtarzem katedry. Dwie z nich, gen. Zygmunta Sierakowskiego i Konstantego Kalinowskiego zostały okryte czerwonymi flagami z odwzorowaniem pieczęci powstania styczniowego, na której znalazły się Orzeł Biały, Pogoń oraz św. Michał Archanioł. Przed rozpoczęciem Mszy św. wieńce przy trumnach przywódców powstania złożyli prezydenci Polski i Litwy.

W homilii abp. Gintaras Grušas przypomniał, że powstanie styczniowe było walką prowadzoną nie tylko za „naszą i waszą wolność”, ale także walką o godność. Podkreślił, że wolność należy do wartości, które chrześcijaństwo ceni najwyżej. – Walka o wolność nigdy nie jest zbyteczna – powiedział.

Metropolita wileński przywołał postacie gen. Zygmunta Sierakowskiego, ks. Antoniego Mackiewicza oraz słowa Konstantego Kalinowskiego, bohaterów powstania styczniowego. Podkreślił, że pozostawione przez nich świadectwa „są głębokim przesłaniem silnej wiary w sens walki”. – Nadziei, która przewyższa wydarzenia teraźniejszości, świadectwem spojrzenia w przyszłość, której sami nie doświadczyli – przekonywał.

Arcybiskup wskazywał, że często podkreślamy zasługi przywódców powstania, jednak nie można zapomnieć o innych jego uczestnikach, „którzy zginęli albo zostali deportowani”. – Wszyscy oni stali się kamieniem węgielnym naszej wolności. Ich śmierć miała sens, dziś musimy im podziękować za wolność – zachęcał abp Gintar Grušas.

Kaznodzieja podkreślił, że „nadzieja jest transcendentną Bożą cnotą, która pozwala wytrwać we własnych decyzjach pomimo trudów, prześladowań, a nawet pomimo groźby śmierci”. Przywołał fragment Listu do Filipian: „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować”. – Dziękując tym żołnierzom za poświęcenie życia za naszą wolność i dokonując ich chrześcijańskiego pochówku módlmy się o miłosierdzie Boże dla nich – zaapelował.

Przed błogosławieństwem głos zabrał bp Józef Guzdek, który podkreślił, że „są czyny, których ocena mimo zmieniających się okoliczności jest zawsze pozytywna”. – Należą do nich walka o wolność i sprawiedliwość. Od wybuchu powstania styczniowego minęło już ponad 150 lat, a my nadal pamiętamy o jego uczestnikach – powiedział. Ordynariusz Wojskowy zwrócił uwagę, że „wspólna modlitwa w obecności najwyższych władz państwowych świadczy o tym, że ten powstańczy czyn oceniamy jednoznacznie, pozytywnie”. – Naszych przodków połączyła walka o wolność i sprawiedliwość. Walczyli pod wspólnymi sztandarami „W imię Boga za naszą i waszą wolność” – powiedział.

Dodał, że „wspominając przeszłość i zjednoczenie wokół idei walki o wolność miejmy coraz większą świadomość wspólnej odpowiedzialności za przyszłość i harmonijną współpracę naszych narodów”. – Razem pielęgnujmy i rozwijajmy gen wolności, który został zaszczepiony w każdym z nas, a pogłębiony wraz z przyjęciem chrześcijańskiej wiary, wszak „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). Obyśmy tej wolności nigdy nie utracili. Niech Maryja, Matka Miłosierdzia z Ostrej Bramy, wyprasza u Boga potrzebne łaski! Niech nam Bóg błogosławi! – powiedział.

Abp Kondrusiewicz przypomniał, że powstańcy byli przedstawicielami różnych narodów i wyznań, ale wszyscy walczyli z caratem o wolność swoich narodów. Przywołał postać Konstantego Kalinowskiego, „syna narodu białoruskiego, przywódcę ruchu narodowo-wyzwoleńczego, publicystę i poetę oraz szlachetnego człowieka, który wyróżniał się niezwykłą siłą ducha i był jednym z przywódców powstania”. – Konstanty Kalinowski należy do naszej historii jako ten, który uświadamiał sobie, że Białorusini są osobnym narodem, mającym prawo do samostanowienia. W nim i jego współtowarzyszach widzimy swoisty altruizm, oddanie i uświadomienie własnej godności – powiedział. Dodał, że choć powstanie nie odniosło spodziewanego zwycięstwa, to odcisnęło swój wkład w historii narodów.

Zwierzchnik katolików na Białorusi zwrócił uwagę, że dzisiejsze uroczystości nie są rozdrapywaniem ran, ale „okazją do spojrzenia i zrozumienia konsekwencji braku miłości bliźniego i poszanowania praw człowieka otrzymanych od Boga”. – Symboliczne, że pogrzeb szczątków powstańców odbywa się w Wilnie – mieście miłosierdzia Bożego. Swoimi modlitwami towarzyszymy poległym powstańcom i polecamy ich dusze miłosiernemu Bogu – powiedział.

Prezydent Litwy Gitanas Nausėdas podkreślił, że odnalezienie powstańców i ich ponowny pochówek jest okazją „do ponownego spojrzenia w przeszłość” i „przemyślenia XIX-wiecznej historii Litwy i całego regionu”. – Pozwoli lepiej zrozumieć jej złożoność i godniej uplasować powstanie w naszej pamięci historycznej – powiedział. Dodał, że idee za które walczyli powstańcy są aktualne do dziś a ich ofiara nie była daremną.

Prezydent Andrzej Duda powiedział, że uroczystość jest uczczeniem bohaterów powstania styczniowego. – Spotkaliśmy się pod znakiem Orła Białego, Pogoni i św. Michała Archanioła – godłami Polski, Litwy i Rusi, które widnieją na pieczęci Rządu Narodowego. Zryw 1863 roku skierowany był przeciwko imperium carów, które zniszczyło nasze wspólne państwo i zniewoliło nasze narody – podkreślił.

Jak zauważył powstanie styczniowe „było ostatnim akordem tej przepięknej symfonii różnych kultur, języków i wyznań, jaką niegdyś rozbrzmiewała dawna Rzeczpospolita”.

Zwrócił uwagę, że odnalezieni przez archeologów powstańcy styczniowi zostali wrzuceni przez Rosjan do zbiorowych dołów śmierci, a ich ręce były skrępowane. – Dobrze znamy ten charakterystyczny barbarzyński obyczaj, kontynuowany „od białego do czerwonego caratu”. Dodał, że „wszyscy oni – zarówno ci sprzed 150 lat, jak też ci sprzed 70 lat – są dla naszych narodów bohaterami wolności”.

– W osobach bohaterów, którzy dziś otrzymują wreszcie należny im godny pochówek, składamy hołd wszystkim uczestnikom zrywu 1863 roku. Był to wspólny bój wielu narodów dawnej Rzeczypospolitej – powiedział. Zauważył, że „upamiętniamy naszych historycznych bohaterów, ale robimy to, myśląc nie o przeszłości, lecz – ze względu na wspólną przyszłość”. – Łączy nas wspólnota doświadczeń i wartości, z których najważniejszą jest – dla nas wszystkich – wolność. Łączy nas również dzień dzisiejszy: partnerska współpraca, aspiracje i dążenia. Wreszcie, łączy nas właśnie przyszłość: aby była ona dobra i pomyślna, musimy opierać się na zasadzie solidarności, przyjaźni i wzajemnej pomocy – zaapelował.

Prezydent Duda zakończył swoje wystąpienie apelem o jedność krajów regionu. – Jedność narodów Europy Środkowej to niezbędny, niezawodny i najmocniejszy fundament i gwarancja wolności, suwerenności, siły i niepodległości naszych państw. I głęboko, mocno wierzę, że właśnie w tym duchu będziemy nadal działać, razem budując szczęśliwą Europę Środkową Wielu Narodów – powiedział.

Głos zabrał także Ihar Pietryszenko, wicepremier Białorusi, który wyraził wdzięczność za umożliwienie uczestniczenia w uroczystości Białorusinom. – Jestem przekonany, że kaplica na Rossie stanie się miejscem, gdzie będą przychodzić Polacy, Litwini, Białorusini, aby mogli oddać hołd swoim bohaterom – powiedział.

Po zakończeniu Mszy św. spod katedry wileńskiej wyruszył kondukt pogrzebowy. Procesja przeszła ulicami Wilna na cmentarz na Starej Rossie. Kondukt przeszedł przez Ostrą Bramę. Przejściu przez miasto towarzyszyły pieśni śpiewane w językach litewskim, polskim i białoruskim. Powstańcom styczniowym w ich ostatniej drodze towarzyszyli prezydenci Polski i Litwy, przedstawiciele rządów, m.in. premier Polski Mateusz Morawiecki, parlamentarzyści z Polski, Litwy, Łotwy, Ukrainy i Białorusi, wojskowa asysta honorowa, duchowni oraz mieszkańcy Wilna. Przemarszowi towarzyszył dźwięk dzwonów kościołów wileńskich.

Po przybyciu na cmentarz, trumny ze szczątkami dowódców i uczestników powstania styczniowego zostały wniesione do kaplicy na Starej Rossie, gdzie nastąpiło ostatnie pożegnanie. Wejściu na cmentarz towarzyszyły salwy honorowe oddane na cześć bohaterów powstania styczniowego.

Następnie odbyło się poświęcenie krypt odnowionej kaplicy, modlitwy oraz umieszczenie w krypcie przez żołnierzy kompanii honorowej trumienek ze szczątkami powstańców.

***

W latach 1863–1864 na placu Łukiskim w Wilnie władze carskie dokonały z rozkazu generał-gubernatora Michaiła Murawjowa serii egzekucji przywódców i uczestników powstania styczniowego. Pierwszy śmierć poniósł ks. Stanisław Iszora (3 czerwca 1863 r.). Generała Zygmunta Sierakowskiego ps. „Dołęga”, przywódcę powstania styczniowego na Żmudzi, stracono 15 czerwca 1863 r. Konstantego Kalinowskiego zamordowano zaś z wyroku zaborczych władz 22 marca 1864 roku. Wyrok na nim wykonano jako na ostatnim z grupy kilkudziesięciu skazańców. Ciała powstańców Rosjanie ukryli, choć w powszechnej świadomości mieszkańców Wilna trwała pewność co do złożenia ich na Górze Giedymina, na której od czasów cara Mikołaja I znajdowało się więzienie.

Pochówki powstańców zostały odkryte w 2017 r. w trakcie prowadzenia prac archeologicznych. Powstańców odnaleziono złożonych bez trumien i ze związanymi rękoma. Badania genetyczne potwierdziły tożsamość pogrzebanych tam bohaterów powstania styczniowego. Odnaleziono szczątki 20 powstańców.

Uroczystościom pogrzebowym towarzyszy wystawa „Przebudzenie. Historia powstańców odnalezionych na Górze Giedymina”, prezentująca zdjęcia, archiwalia oraz fotografie z prac archeologicznych, podczas których zostały odnalezione szczątki powstańców styczniowych. Zaprezentowane zostały przedmioty znalezione przy szczątkach: medaliki, krzyżyki, guziki, klamra oraz obrączka ślubna Zygmunta Sierakowskiego z napisem na stronie wewnętrznej: „Zygmund Apolonija 11 Sierpnia/30 Lipca 1862 r.”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem