Reklama

Rodzina

Rehabilitacja z błogosławieństwem Jana Pawła II

W życiu każdego człowieka przychodzi taki czas, gdy zaniedbania wynikające z dotychczasowego trybu życia zaczynają skutkować dolegliwościami, często utrudniającymi normalną egzystencję. Co wtedy robić? Jak ulżyć w cierpieniu?

2012-10-15 13:28

Niedziela Ogólnopolska 43/2012, str. 42

[ TEMATY ]

zdrowie

senior

Bożena Sztajner/Niedziela

Jeden z satyryków powiedział, że kiedy człowiek budzi się rano i nic go nie boli, to znaczy, że już nie żyje. W pewnym okresie życia zaczynają dawać o sobie znać zaniedbania spowodowane wieloletnią pracą, ciągłym stresem, nieodpowiednią dietą, wielogodzinnym siedzeniem przed telewizorem czy komputerem, a nawet tak prozaicznymi sprawami, jak jazda samochodem.
Tu nas boli, tam strzyka, sił i chęci do uprawiania ćwiczeń ruchowych coraz mniej, a zalecane przez lekarza rodzinnego leki z powodu ubocznych działań więcej szkodzą, niż pomagają. Nie eliminując schorzenia, staramy się doraźnie uśmierzyć ból, szczególnie gdy wizyta u specjalisty staje się dla przeciętnego obywatela nieosiągalna. Problem zaczyna się, gdy jedynym ratunkiem pozostaje tylko zabieg chirurgiczny, długie leczenie szpitalne i niezbędna rehabilitacja. W większości przypadków można było temu zapobiec, stosując higieniczny tryb życia, odpowiednią gimnastykę, szanując własne zdrowie. Szczególnie uciążliwe i bolesne są, niestety, coraz częściej występujące, wady i schorzenia kręgosłupa.

Rehabilitacja ulgą w cierpieniu

Po miesiącach oczekiwania na wizytę u neurologa w przychodni objętej refundacją NFOZ z diagnozą i stosownym skierowaniem udajemy się do poradni rehabilitacyjnej. I tu zaczynają się przysłowiowe „schody”. Jeśli pacjenta stać na zabiegi prywatne, obsłużony jest natychmiast, jeśli pragnie skorzystać z tego, na co zasłużył przez lata pracy, czyli z refundacji, czeka kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. No cóż, za nieudolność w resorcie służby zdrowia jak zwykle płacą najbiedniejsi. Na szczęście są miejsca, w których osoby potrzebujące, poszkodowane przez los i bezduszność urzędników znajdują pomoc i ulgę w cierpieniu.

Reklama

Tutaj błogosławi Jan Paweł II

Położony w uroczym zakątku Jury Krakowsko-Częstochowskiej - w Olsztynie k. Częstochowy Niepubliczny Zakład Ortopedyczno-Rehabilitacyjny im. Jana Pawła II przy Stowarzyszeniu Ludzi Otwartych Serc „LOS” od ponad 10 lat służy licznym pacjentom. Zakres świadczonych usług i wysokiej klasy sprzęt rehabilitacyjny nie odbiegają od standardu renomowanych placówek tego typu. Swoim doświadczeniem, radą i życzliwością służą lekarz, wykwalifikowani fizjoterapeuci i masażyści. Całością kieruje miejscowy społecznik - Tadeusz Porada, a błogosławi placówce od chwili powstania jej patron Jan Paweł II. Warto dodać, że w zbiorach zakładu znajdują się kartki z życzeniami świątecznymi, adresowane i podpisane osobiście przez Jana Pawła II. Trudno uwierzyć, że tutaj na wizytę u specjalisty z zakresu neurologii i rehabilitacji czeka się nie dłużej niż 2 tygodnie, a zaordynowane zabiegi realizowane są już po kilku dniach. Trzeba dodać, że zakład działa na podstawie umowy podpisanej z NFOZ, i choć przyznawane środki ledwie wystarczają na egzystencję, zabiegi prowadzone są bardzo solidnie i z wielką skutecznością. Według opinii prezesa stowarzyszenia, jest to możliwe wyłącznie dzięki operatywności i ofiarności członków Zarządu, życzliwości ludzi otwartych serc i dobrowolnym wpłatom pacjentów na cele statutowe.

Zaistnieli, by służyć potrzebującym

Stowarzyszenie „LOS”, będące organizacją pożytku publicznego, zostało zarejestrowane w roku 1994. Wszelkie prace adaptacyjne ośrodka w otrzymanym od gminy budynku wykonano bez pomocy i dotacji z zewnątrz, przy duchowym wsparciu miejscowego proboszcza ks. Ryszarda Grzesika. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był złożony kalectwem na skutek wypadku drogowego Tadeusz Porada, który, doświadczając podczas choroby pomocy i serca od ludzi na wózkach inwalidzkich, chciał w ten sposób symbolicznie im to wynagrodzić. Uroczystego otwarcia i poświęcenia zakładu w lipcu 2002 r. dokonał bp Antoni Długosz.
Celem Stowarzyszenia „LOS” jest także wspieranie wszelkich rozwiązań służących pomocą ludziom niepełnosprawnym, bezradnym i zagubionym w gąszczu przepisów, a także wspieranie ubogich rodzin i likwidacja barier. Corocznie z jego pomocy korzysta ponad tysiąc pacjentów z Olsztyna i okolicznych gmin.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lekarz dla seniora

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 57

[ TEMATY ]

zdrowie

lekarz

porady

adobe.stock.pl

- Z jakimi problemami warto się zwrócić do geriatry?

- Pacjent w starszym wieku często jest obciążony wielochorobowo i stosuje politerapię, m.in. przyjmuje kilka leków przepisanych przez różnych specjalistów. Zadaniem geriatry jest ocena, czy można zredukować liczbę leków lub zastosować preparaty złożone, tak by uzyskać efekt terapeutyczny przy mniejszej liczbie stosowanych tabletek. W starszym wieku mamy często do czynienia z upośledzoną czynnością wątroby lub obniżoną funkcją nerek. To ma wpływ na farmakokinetykę leków, czyli na czas osiągania ich maksymalnego stężenia w organizmie i czas wydalania – w takich przypadkach modyfikacja dawki lub pory przyjmowania leku pozwala pacjentowi wygodniej funkcjonować. Objawy chorobowe w starszym wieku są inne, mniej swoiste i typowe, sygnały choroby są maskowane z innych narządów. Osoby starsze często nie sygnalizują pierwszych objawów i np. problemy brzuszne uznają za niestrawność, a coraz częstsze zapominanie kładą na karb miażdżycy, tymczasem może się u nich zaczynać proces chorobowy.

CZYTAJ DALEJ

ks. Piotr Pawlukiewicz - Marka: Chrześcijanin

2020-01-17 08:06

[ TEMATY ]

duchowość

ks. Pawlukiewicz

ks. Piotr Pawlukiewicz

freelyphotos.com

Co znaczy w dzisiejszym świecie być chrześcijaninem? Co właściwie deklaruje osoba, która przykleja sobie rybkę na samochodzie albo zawiesza na szyi krzyżyk? Deklaruje ona, że będzie uczniem Chrystusa. Nie zawsze zdolnym, nie zawsze zdającym egzaminy, czasem skazanym na poprawki, ale uczniem.

Jestem chrześcijaninem to znaczy jestem w szkole Pana Jezusa i Jego program jest moim programem. On wypełnił go w sposób doskonały – ja będę go realizował najlepiej, jak potrafię, i będę się wpatrywał w mojego mistrza.

Kiedy słyszę pytanie o to, jaką marką dla świata powinien być chrześcijanin, mam przed oczami Matkę Bożą. Ona była – jak to się czasem mówi – marką samą w sobie. Nie tylko wpatrywała się w niebo, nie tylko recytowała Magnificat, ale przede wszystkim nieustannie wspierała innych, jak wtedy w Kanie Galilejskiej, kiedy pomagała przy organizacji wesela.

Zastanówcie się przez chwilę… Gdybyście mieli zorganizować przyjęcie weselne, kogo wzięlibyście do pomocy? Pewnie postawilibyście na człowieka obrotnego, co to się zna na orkiestrze, tańcach, wystroju sali, orientuje się w wódkach, w koniakach, prawda?

Matka Boża nie była pobożna w tym znaczeniu, jaki czasem nadajemy temu słowu – kogoś totalnie oderwanego od rzeczywistości, z innego świata (niektórzy jak patrzą na księdza, wyobrażają sobie, że jest tak pobożny, iż nie odróżnia klawiatury od monitora. Tak jest „wniebowzięty”!).

Maryja była absolutnym przeciwieństwem tak pojmowanej „wniebowziętości”. Choidziła twardo po ziemi – wszak to właśnie ona uratowała wesele w Kanie od kompletnej klapy.

Niektórzy twierdzą, że Matka Boża była w Kanie Galilejskiej jako pomoc kuchenna. Nie zgadzam się z tym. Pomoc kuchenna nie miałaby wglądu w zapasy alkoholu. Nawet starosta nie wiedział, że go brakuje, a ona już się orientowała, że jeszcze chwila i pana młodego spotka kompromitacja w oczach gości. I co robi? Rozkazuje sługom (czy pomoc kuchenna by rozkazywała?). Nie mówi: „Drodzy panowie, gdybyście byli tak łaskawi, to zróbcie, proszę, to, co powie wam mój Syn”. Nie. Ona przychodzi do sług i rzuca (krótka piłka!): „Uczyńcie wszystko, co wam powie…”. W czasach Maryi nie do pomyślenia było, żeby kobieta – w dodatku nie gospodyni – wydawała polecenia facetom. To jest marka sama w sobie!

My, katolicy, często oddzielamy życie świeckie od życia religijnego. Składamy ręce w kościele, a już w poniedziałek wynosimy z pracy jakieś tam deski czy śrubki. Bo i tak się zmarnuje… Tymczasem dobrze by było, żebyśmy czasem pomyśleli nad propagowaniem marki chrześcijaństwa przez solidne wypełnianie swojej roboty.

Byłem kiedyś na zastępstwie w kościele w jednym z warszawskich szpitali. I tak się stało, że się zaziębiłem. Mówię do pielęgniarki:

– Chyba muszę iść do lekarza. – Bo patrzę, siedzi akurat w pokoju dyżurnym lekarz. A ona mi na to:

– Niech ksiądz do niego nie idzie.

(Zdziwiłem się trochę, ale w porządku, posłuchałem rady).

– To pójdę do tej drugiej lekarki.

– Do tej też niech ksiądz nie idzie.

– To do kogo mam iść?

– O szesnastej zaczyna dyżur taki, co się zna…

Zrozumiałem wtedy, że nie wystarczy mieć dyplom lekarski, kitel i słuchawki, tylko trzeba być dobrym w swoim fachu.

Nie wystarczy, że mam święcenia kapłańskie i prawo noszenia sutanny. Powinienem być księdzem, co się trochę zna na psychologii, na teologii, na historii Polski. Powinienem umieć opowiedzieć dowcip, zabawić ludzi, ale i się z nimi pomodlić, zorganizować wspólnotę.

Człowiek musi się po prostu znać na swojej robocie i być dobrym w tym, co robi. Trzeba się więc niestety ciągle doskonalić i kształcić. A jeśli jakieś złe nawyki wejdą w krew, to umieć je u siebie zdiagnozować, a potem wyplenić.

Artykuł zawiera treści pochodzące z książki ks. Piotra Pawlukiewicza „Ty jesteś marką”, wyd. RTCK. Więcej o książce: Zobacz

rtck.pl

CZYTAJ DALEJ

Abp Jędraszewski podczas Dnia Judaizmu: łączy nas wielkie dziedzictwo

2020-01-18 09:23

[ TEMATY ]

Kraków

abp Marek Jędraszewski

Dzień Judaizmu

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska

- Tyle nas łączy: wielkie dziedzictwo. Tyle możemy odczytać, próbując zrozumieć święty czas wyznawców judaizmu – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas nabożeństwa Słowa Bożego w kaplicy św. Jana Pawła II na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Obchodom 23. Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce towarzyszą słowa z Księgi Wyjścia: „Pamiętaj o dniu szabatu, aby należycie go świętować”.

Metropolita krakowski przewodniczył nabożeństwu Słowa Bożego, w którym wziął udział przedstawiciel krakowskiej gminy żydowskiej.

Janusz Poniewierski, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów "Przymierze" w komentarzu podczas liturgii Słowa podkreślił, że Bóg pobłogosławił i oddzielił siódmy dzień tygodnia, aby ludzie przeznaczyli go na spotkania z Panem i modlitwę. Dzień szabatu to brama wiodąca do nieba i zapowiedź wieczności.

– Szabat jest Bożym darem danym człowiekowi dla jego ocalenia. Dobrze pokazuje to historia narodu wybranego – powiedział. Niedziela jest dniem zmartwychwstania Chrystusa, Jan Paweł II mówił, że jest to pierwszy dzień istnienia świata oraz zapowiedź ponownego przyjścia Jezusa. Chrześcijanie uważają, że to czego Bóg dokonał w stworzeniu i uczynił dla swego ludu, wyprowadzając go z Egiptu dopełniło się w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa - wskazał Poniewierski.

Abp Jędraszewski przypomniał, że szabat jest to święty czas przeznaczony Bogu. – Człowiek, oddając się Bogu, poświęcając Mu swój czas, odkrywa jak bardzo jest przez Niego kochany i jak Bóg chce, by jego dzieło stwórcze przez człowieka było kontynuowane – powiedział.

– Zrozumieć wielkie dzieło mesjańskie Jezusa Chrystusa to zakorzenić się w Starym Testamencie, w tym co stanowi wielkie dziedzictwo także chrześcijan, nie tylko Żydów – podkreślił metropolita krakowski. Zwrócił uwagę, że chrześcijańska niedziela nie jest tylko uwielbianiem Boga za dzieło stworzenia i wysławianiem Chrystusa, który zmartwychwstał, ale także radością ze zstąpienia Ducha Świętego, który umocnił zebranych w wieczerniku apostołów.

– Tyle nas łączy: wielkie dziedzictwo. Tyle możemy odczytać, próbując zrozumieć święty czas wyznawców judaizmu, jednocześnie widzimy nowość naszego czasu świętego – zauważył metropolita krakowski dodając, że wypełnieniem słów papieża Franciszka jest odnowienie relacji z Bogiem, drugim człowiekiem i światem stworzonym.

Na zakończenie nabożeństwa ks. prof. Łukasz Kamykowski podziękował arcybiskupowi za wygłoszone słowo, przedstawicielowi gminy żydowskiej, który wziął udział w modlitwie oraz wszystkim obecnym. – Cieszę się, że czynimy kolejny krok, by budować dobre relacje, uczyć się od siebie i głębiej wnikać w Boże zamiary wobec świata – powiedział konsultor Rady KEP ds. Dialogu Religijnego..

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję