Reklama

Ślad niebiańskiej muzyki

2012-11-13 08:43

Z o. Bernardem Sawickim OSB rozmawia Marcin Konik-Korn
Niedziela Ogólnopolska 47/2012, str. 22-23

GRAZIAKO
Bazylika katedralna Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Sandomierzu - posąg św. Cecylii

Chorał gregoriański, choć pozostaje oficjalną muzyką liturgii, wykonywany jest rzadko. Wielu wiernych nie wie w ogóle, czym on w istocie jest. O to, czym może być dla chrześcijanina chorał, pytamy o. Bernarda Sawickiego OSB, opata tynieckiego i inspiratora wydania na CD ośmiu tonów gregoriańskich w monumentalnej serii „Barwy chorału”.

MARCIN KONIK-KORN: - Jakie jest miejsce chorału w Kościele?

O. BERNARD SAWICKI OSB: - Powiedziałbym, że jest to symbol tego, co dzieje się w ogóle z liturgią. Symbol rozdźwięku pomiędzy tym, co powinno być, a co jest. Strażnikiem i kustoszem chorału pozostają głównie mury i środowiska klasztorne. W benedyktyńskiej Kongregacji Zwiastowania, do której należy opactwo tynieckie, jest ono jedynym klasztorem, w którym chorał zachował się w takim stopniu. Generalnie wszyscy poprzechodzili w liturgii na języki rodzime i na melodie, które są o wiele bardziej przystępne. Owszem, trwa debata i niektóre środowiska próbują coś z tym zrobić, przynajmniej zauważyć problem, pojawia się jednak ból, że nie ma konkretnych perspektyw. Wszystkie te ruchy są chaotyczne. Chorał na co dzień w Kościele w zasadzie nie istnieje.

- Wierni mogą argumentować, że po Soborze Watykańskim II liturgia powinna być bardziej dostosowana do możliwości odbioru przez szersze grupy wiernych. Chorał jest elitarny...

- To zagadnienie dotyczy w ogóle poziomu duchowego czy też klasy duchowości, jaką prezentujemy. Ludzie wolą dziś rzeczy łatwe, a kultura muzyczna, intelektualna czy literacka tak naprawdę jest na szerszą skalę bardzo niska. Żyjemy w czasach cywilizacji obrazkowej, szybkich i mocnych bodźców, które nie sprzyjają głębszej refleksji. W szkole nie ma sensownego wychowania muzycznego. Teraz powoli ono wraca, ale jedno czy dwa pokolenia nie miało takich zajęć. Katecheza jest na marginesie szkolnictwa. Religijność sprowadza się do emocji czy „ludowości”, a więc i do świadomości bardzo elementarnej. Chorał natomiast, jako twór wielu wieków, wymaga wiedzy i wrażliwości. Bazuje na języku łacińskim. Ten typ ekspresji wymaga pewnych kompetencji. To paradoks, że chorał jest powszechnie niedostępny, a jednocześnie zawiera on w sobie te rzeczy, których ludzie szukają w obcych nam kulturach. Dlatego, według mnie, chorał wymaga popularyzacji, przypominania, reedukacji. Trzeba popatrzeć na niego z innej strony, z inną wrażliwością.

- Czy chorał to muzyka, która może towarzyszyć czytaniu książki, obiadowi z rodziną, czy raczej tylko modlitwie?

- Marzy mi się, aby nagrane przez nas w przyszłości osiem tonów chorału stanowiło coś w rodzaju recepty na nasze różne stany duchowe, nastroje, potrzeby egzystencjalne i emocjonalne. Tak chorał funkcjonuje w liturgii. Mamy przecież święta bardziej radosne i takie, które są pełne napięcia. Muzyka liturgiczna to odzwierciedla. Kiedyś przeanalizowałem bożonarodzeniowe śpiewy chorałowe, po czym porównałem ich melodykę z naszymi kolędami. Wszystkie polskie kolędy, choć zróżnicowane, zasadniczo obracają się w podobnych kręgach ekspresji. Ale śpiewy chorałowe otwierają wiernych na dużo szersze, zupełnie nowe obszary przeżyć religijnych. Właśnie za to odpowiadają tony chorałowe. Ich osiem rodzajów daje pełne spektrum przeżyć. Pierwszy ton ma np. nastrój uroczysty. Drugi - charakter smutny, wyrażający intymne ludzkie przeżycia. Godzinne nagranie melodii w jednym tonie kumuluje określony typ ludzkiego przeżycia, demonstrując zarazem rozliczne jego niuanse. Jest to doświadczenie intensywne, ale i oczyszczające. Liczymy więc, że ludzie potraktują chorał tak, jak traktują go mnisi - jako towarzysza codzienności. Dzięki niemu możemy swój czas przesycać kontemplacją, schodzić coraz bardziej w głąb nas samych. Kiedy słyszymy gregoriańskie hymny na Wielkanoc czy Boże Narodzenie, stają przed nami wszystkie wcześniejsze Wielkanoce czy Boże Narodzenia. Czujemy się włączeni w wielowiekową pobożność. Jest to pewnego rodzaju lekarstwo na samotność i wyobcowanie, które, niestety, towarzyszą tak wielu ludziom.

- Wydaje mi się, że kiedy ktoś pierwszy raz słyszy chorał, to każdy utwór może odbierać jako identyczny. Człowiek bez wykształcenia muzycznego nie rozróżnia interwałów, subtelnych barw dźwięku...

- Wielu ludzi, którzy słuchają Mozarta, również nie rozróżnia jego symfonii. Wiedzą tylko, że to Mozart. Istnieje próg pewnego wysiłku, który musimy podjąć dla lepszego odbioru tych dzieł. Z chorałem jest jeszcze trudniej, bo ma on tylko jedną linię melodyczną, tylko kilkanaście dźwięków i pewne ograniczone formuły. To, o co idzie gra, to zachęta, aby w ogóle po chorał sięgnąć. To problem całej naszej cywilizacji. Jesteśmy przyzwyczajeni do mocnych bodźców, które ciągle się zmieniają. Natomiast kultura smakowania czasu, pracowania z dziełem, które nas przenika, jest trudniejsza - a przecież przynosi trwalsze i lepsze efekty. Pewien ksiądz nieco prowokacyjnie zauważył, że im więcej słucha się chorału, tym mniej potrzebuje się innej muzyki. Coś w tym jest. Kiedy wejdzie się w chorał, nawet wielcy klasycy wydają się przy nim prości, niekiedy wręcz prymitywni. W ich pięknych melodiach nie ma takiej głębi. To batalia o kulturę. Kulturę słuchania i uwagi. Chcemy o to powalczyć.

- Chorał działa na ducha czy na emocje? Jaki ma wpływ na wiarę?

- W tradycji biblijnej działało to razem. Miała miejsce integralność. Żyjemy z nowożytną skazą, która każe nam oddzielać wiarę od emocji. Kiedy czytamy Biblię, jawi się to inaczej. Bóg mówi wszystko dosadnie, a człowiek odbiera to całym sobą. Nie ma konfliktu między emocjami a duchem. Tak samo działa chorał. Emocje są dla nas ważne, bo za nimi idzie nasza postawa. Tak jak na Mszy św., podczas której chodzi też o to, że człowiek powinien pragnąć całym sobą być TAM. Św. Tomasz napisał w hymnie „Zbliżam się w pokorze”, że „mylą się, o Boże, w Tobie wzrok i smak”. Jest więc też pewna granica. Chorał prowadzi za tą granicę. Po jej przekroczeniu człowiek jest tak zafascynowany, że cały oddaje się sakramentalnemu wydarzeniu. W jednej z prefacji na Boże Narodzenie pojawiają się słowa o porwaniu człowieka przez Boga. Chorał właśnie porywa do poznawania rzeczy niewidzialnych. Ten moment zachwycenia jest dostępny każdemu. Ułatwia nam wejście w osobowe spotkanie z Bogiem. W relacjach między osobami dojrzałe emocje mają kluczowe znaczenie.

- Chorał jest wymagający zarówno dla słuchacza, jak i wykonawcy śpiewu. Czy zatem możemy liczyć na większe jego owoce, niż kiedy wybieramy mniej wymagające formy śpiewu liturgicznego?

- To wie jedynie sam Bóg. Na pewno prawdą jest, że im bardziej się wysilimy, tym więcej Bożej nieskończoności możemy ogarnąć. Trzeba wiedzieć, że to, co łatwe, szybciej nas nudzi. Pewien zakonnik z klasztoru znanego z lubianych pieśni liturgicznych opowiadał, że piękne, ale proste pieśni zaczęły się nudzić uczestnikom liturgii po kilku latach. Kiedy poszli po poradę do przełożonego, on odpowiedział: piszcie nowe! Jest to podejście trochę rynkowe, graniczy z liturgicznym konsumpcjonizmem. Sam pamiętam takie doświadczenie ze scholą parafialną, kiedy dziewczynkom piosenki religijne znudziły się po pół roku. Chorał jest wymagający i tak szybko się nie znudzi. Ma cechę dzieł genialnych: choć trzeba się do niego przekonać, później często się do niego wraca, odkrywając coraz to nowsze ślady działania Bożej łaski. Ten wysiłek gwarantuje, że jesteśmy na dobrej drodze. Nikomu nie starczy życia, by odkryć w chorale wszystko, co on ze sobą niesie. Jednak jeżeli jest on śladem muzyki niebiańskiej, to już teraz możemy mieć w niej udział.

Tagi:
muzyka chorał gregoriański

Reklama

Chorał gregoriański

2018-10-11 10:01

Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

W Opactwie Tynieckim chorał rozbrzmiewa codziennie; mnisi każdego dnia śpiewają Nieszpory i Kompletę, a przy wielkich świętach także Jutrznię. Chorał gregoriański w wykonaniu scholi benedyktynów tynieckich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: zmarł prof. Jacek Łuczak, twórca polskiej opieki paliatywnej

2019-10-22 21:41

ms / Poznań (KAI)

W Poznaniu 22 października zmarł prof. Jacek Łuczak, profesor nauk medycznych, założyciel i długoletni prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. Miał 84 lata.

poznan.pl

Prof. Łuczak był twórcą hospicjum Palium w Poznaniu i pierwszej poradni walki z bólem w Polsce.

„Był człowiekiem niezwykłej ofiarności, zawsze blisko chorego. Prawdziwy lekarz, dla którego hospicjum było domem, a człowiek chory, cierpiący miał uprzywilejowane miejsce w jego sercu” – mówi o zmarłym abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański wielokrotnie odwiedzał prowadzone przez prof. Łuczaka hospicjum.

„Profesor zawsze zwracał uwagę na relacje, które powinny nawiązać się pomiędzy chorym a lekarzami i pielęgniarkami oraz kapelanami hospicjum. Podkreślał nieustannie konieczność szacunku wobec człowieka, zwłaszcza umierającego” – zauważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Profesor Jacek Łuczak urodził się w 1934 r. w Poznaniu, ukończył studia na Wydziale Lekarskim poznańskiej Akademii Medycznej. Jest autorem ponad 400 prac naukowych, był specjalistą i konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny paliatywnej.

W 2019 r. prof. Jacek Łuczak został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kęszyca Leśna: Ogólnopolskie rekolekcje kapłańskie dla duszpasterzy nauczycieli

2019-10-24 01:08

Kamil Krasowski

W Kęszycy Leśnej odbywają się Ogólnopolskie rekolekcje kapłańskie dla duszpasterzy nauczycieli (22-24 października). Prowadzi je ojciec duchowny ks. dr Zygmunt Zapaśnik. W spotkaniu uczestniczy 13 duszpasterzy nauczycieli, z którymi jest bp Piotr Turzyński, delegat KEP ds. Nauczycieli.

Karolina Krasowska
Drugiego dnia rekolekcji ich uczestnicy odwiedzili Wyższe Seminarium Duchowne w Gościkowie-Paradyżu

- W tym roku na rekolekcje do Kęszycy zaprosiliśmy duszpasterzy z całej Polski. Jest nas wszystkich 13. Przyjechali duszpasterze z całej ściany wschodniej naszego kraju, a także z środkowej Polski. Jest z nami ksiądz biskup z Radomia również ze swoim duszpasterzem. Jeśli chodzi o ścianę zachodnią to są duszpasterze z Zielonej Góry, Poznania i Legnicy - mówi ks. Krzysztof Hołowczak, duszpasterz nauczycieli diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. - W ostatnim czasie takie spotkania odbywały się w Białobrzegach i Ostrowcu Świętokrzyskim, więc w tym roku zaprosiłem biskupa i księży do naszej diecezji, bo nigdy tutaj nie byli. Cieszą się tym, co widzą, naszą wspólną modlitwą, wspólnym byciem. 

W spotkaniu w Kęszycy Leśnej uczestniczy 13 duszpasterzy nauczycieli z całej Polski. Wśród nich ks. Janusz Podlaszczak. - Po pierwsze jest to okazja do wspólnej modlitwy. Po drugie do wsłuchiwania się w to, jak koledzy kapłani duszpasterze w innych zakątkach Polski są związani z nauczycielami różnych przedmiotów, jak praktykują duszpasterstwo nauczycieli. Po trzecie od strony praktycznej jest to zawsze dla nas okazja przygotowania Ogólnopolskiej Pielgrzymki Nauczycieli na Jasną Górę, aby to najistotniejsze wydarzenie w skali roku było z naszej strony jak najlepiej przygotowane - powiedział ks. Janusz Podlaszczak, diecezjalny duszpasterz nauczycieli diecezji rzeszowskiej, który pełni tę posługę od 2000 r.

W tym roku w czasie spotkania księża podejmowali również temat ustanowienia patronką nauczycieli pochodzącej z Rzeszowa bł. Natalii Tułasiewicz, nauczycielki, która zginęła w nazistowskim obozie koncentracyjnym Ravensbrück.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem