I znak został wam dany
Katarzyna Woynarowska
W ziemię koloru popiołu, bo tylko taką można tu zobaczyć, wciska się świeża zieleń - gęsta, jędrna, nachalna. Natura nabiera oddechu i odbija się od dna. Jedziemy wąskimi drogami, grzęznąc w piasku. Co chwilę przeszkoda - rura przerzucona przez środek szosy. Rura podłączona jest do pompy, która wysysa wodę, wyrzuca ją w jedno miejsce, a ta - jak to woda - przepływa w inne. Zastanawiam się, kiedy ugrzęźniemy w tym piachu na dobre. Z obu stron rozlewiska niemal po horyzont. Woda stoi i cuchnie. Jeśli smród jest dojmujący, oznacza, że stoi tak od tygodni. Tę najstarszą pokrywa gruby zielony kożuch. Nie będziemy sprawdzać, co to jest. Domy z zaznaczoną na elewacji ciemną krechą, czyli granicą, dokąd dotarła woda, znikają szybko, a na ich miejsce pojawia się coraz więcej domów rozwalonych mniej lub bardziej. Na poboczach zwały śmieci nieokreślonej barwy, bo wszystko dawno zbutwiało. To, co zostało z wału przeciwpowodziowego, wyłania się raptownie zza zakrętu. Wokoło tylko piach, wiatr i „jeziorka” z kilkoma wetkniętymi w środek wierzbami. Tony piasku rozrzucono byle jak i byle gdzie. Teraz trzeba, by tej piaskowej połaci nadać jakiś kształt. Najlepiej w formie solidnego wału. Tak oto dotarliśmy do celu - do wsi Koćmierzów, niedaleko Sandomierza, gdzie pękł na Wiśle wał, sprowadzając tragedię na całą okolicę.
Niedziela Ogólnopolska 34/2010
, str. 12-13
E-mail:
Adres: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa
Tel.: +48 (34) 365 19 17