Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Bp Nitkiewicz: Dialog z rosyjskim prawosławiem należy kontynuować

2014-07-04 14:34

Main Przeciszewski / Sandomierz / KAI

Archiwum
Bp Krzysztof Nitkiewicz podczas konferencji prasowej w gmachu KEP mówił: „Świat wraz ze swoimi zasobami został nam dany przez Boga byśmy nad nim sprawowali władzę i opiekę”

O tym czym dla Ukrainy jest Kościół greckokatolicki - mówi KAI bp Krzysztof Nitkiewicz. Przewodniczący Rady ds. Ekumenizmu KEP zastanawia się też jaki jest sens dalszego dialogu Kościoła katolickiego w Polsce z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym oraz podsumowuje stan stosunków ekumenicznych w Polsce.

KAI: Księże Biskupie, jako wieloletni pracownik Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich poznał Ksiądz dobrze problematykę grekokatolików i Ukrainy. W obecnych wydarzeniach w tym kraju olbrzymią rolę odgrywa Kościół greckokatolicki. Z czego to wynika? Jak można scharakteryzować rolę tego Kościoła w przeszłości i w dniu dzisiejszym?

Bp Krzysztof Nitkiewicz: Ukraiński Kościół greckokatolicki sięga swoimi korzeniami chrztu Rusi Kijowskiej, którego 1025 rocznica była niedawno uroczyście obchodzona. Potem przyszła Unia Florencka przyjęta przez metropolitę kijowskiego Izydora (1439 r.) oraz odwołująca się do niej Unia Brzeska (1595/1596).
O ile chrzest Rusi niósł ze sobą nową cywilizację duchową, rozwój piśmiennictwa, umocnienie struktur państwowych itd., to wspomniane unie, przy całym dramatyzmie podziału, gdyż nie wszyscy je przyjęli, przyczyniły się do odnowy religijnej, do wyjścia z pewnej stagnacji w jakiej pogrążony był Kościół i społeczeństwo. Cerkiew greckokatolicka odegrała znaczącą rolę w kształtowaniu się ukraińskiej tożsamości narodowej, podejmowała inicjatywy państwowotwórcze, a w okresie Związku Radzieckiego pielęgnowała pieczołowicie kulturę ukraińską w środowiskach emigracyjnych w Kanadzie, USA, Australii, Brazylii, w Europie Zachodniej.
Jeden z moich przełożonych w dykasterii watykańskiej śp. greckokatolicki arcybiskup Mirosław Marusyn organizował każdego roku dla nas Polaków ukraiński obiad na Boże Narodzenie, z narodowymi kolędami, wierszami i potrawami. To taki drobiazg ale bardzo wymowny. Zresztą w Rzymie istnieje od stu lat Papieskie Kolegium Ukraińskie, które nie tylko przygotowuje kandydatów do kapłaństwa ale i pielęgnuje narodowego ducha. Bywał w nim św. Jan Paweł II. Bardzo troszczył się o Kościół greckokatolicki zarówno ten działający w podziemiu jak i w Diasporze. Wielokrotnie spotykał Ukraińców, dodawał im otuchy, wspierał materialnie.

- Dzięki niemu Kościół greckokatolicki został uznany za ważny element Kościoła powszechnego, mógł też odrodzić się na Ukrainie po upadku ZSRR.

- Po upadku komunizmu i Związku Radzieckiego św. Jan Paweł II odnowił struktury Cerkwi greckokatolickiej na Ukrainie. Arcybiskup Większy Mirosław Lubaczowski powrócił do kraju z emigracji, biskupi z łagrów do swoich eparchii, powstały nowe eparchie i egzarchaty. To była normalizacja, uzupełnianie wieloletnich zaległości, a nie ekspansja.
Ukraińska Cerkiew greckokatolicka pozostała wierna wspaniałemu bizantyjskiemu dziedzictwu, a jednocześnie dzięki jedności z Biskupem Rzymu korzysta z wszelkich zasobów Kościoła powszechnego. Spogląda na świat i podejmuje działania w jedności z innymi katolickim Kościołami wschodnimi oraz z Kościołem łacińskim. Kieruje się katolicką nauką społeczną i posiada doświadczenie społeczeństwa demokratycznego. Z tego wynika formułowana przezeń po odzyskaniu niepodległości przez Ukrainę wizja odrodzenia narodu i państwa. Zwierzchnicy Cerkwi kard. Lubomir Huzar czy obecny arcybiskup większy Światosław Szewczuk są bardzo cenieni w swojej ojczyźnie właśnie dzięki takiemu uniwersalnemu spojrzeniu.

- Czy więc Ukraiński Kościół Greckokatolicki zostanie podniesiony do godności patriarchatu, o co od lat zabiega w Rzymie?

- Kwestia powstawania nowych patriarchatów jest bardzo złożona nie tylko w katolicyzmie ale i w prawosławiu. Dotyczy to również patriarchatu dla ukraińskich grekokatolików.

- Ze względu na stosunki z prawosławiem czy z innych powodów?

- Aspekt ekumeniczny jest niewątpliwie istotny i nie chodzi tylko o stosunki z prawosławiem w obrębie Ukrainy. Ten temat „elektryzuje” bardzo wiele środowisk, również politycznych.
Kiedy w 1963 r. Ukraińska Cerkiew Greckokatolicka otrzymała status arcybiskupstwa większego widziano w tym akcie uznanie dla niezłomnego Kościoła męczenników. Było więc mniej emocji. Jednak godność patriarsza jest na Wschodzie czymś szczególnym. Do rangi patriarchatu aspirują obecnie także Kościoły w Indiach: syromalabarski i syromalankarski. A Kościół syromalabarski liczbowo jest coraz bardziej porównywalny z ukraińskim.
Z punktu widzenia prawa kanonicznego przepisy odnoszące się do Kościoła patriarchalnego dotyczą również arcybiskupstwa większego. Inne są tylko zasady wyboru zwierzchnika. Nowo wybrany patriarcha prosi papieża o udzielenie mu komunii (jedności) kościelnej natomiast arcybiskup większy musi otrzymać zatwierdzenie. Jednak z punktu widzenia funkcjonowania Kościoła różnic nie ma. Może dlatego Stolica Apostolska czeka z podniesieniem Cerkwi ukraińskiej na bardziej dogodny moment, zachęcając ją aby rozwijała swoje struktury.

- Ale czy w obecnej sytuacji na Ukrainie nie jest ona potrzebna. Jest to przecież kwestia prestiżu Kościoła, który jest symbolem ukraińskiej tożsamości.

- Faktycznie podniosłoby to znaczenie Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie. Wynika to, jak już wspomniałem, z postrzegania roli patriarchy w Kościołach wschodnich, który jest "ojcem i głową" Kościoła. To ojcostwo i zwierzchnictwo dotyczy spraw nie tylko kościelnych. Widać to dobrze na Bliskim Wschodzie, gdzie patriarchowie od czasów ekspansji Islamu, troszczą się o religijne i świeckie prawa swoich wiernych. Sprzyja temu zresztą obowiązujący system prawny. Myślę, że grekokatolicy na Ukrainie podobnie postrzegają rolę abp. Szewczuka czy przedtem kard. Huzara. Zresztą w liturgii już nazywają swojego zwierzchnika patriarchą.
Sprawa ewentualnego przyznania patriarchatu wywołuje jednak negatywne reakcje ze strony prawosławia i to nie tylko rosyjskiego. Doświadczyłem tego na obradującym niedawno w Mińsku forum katolicko-prawosławnym. Należy więc zaufać Ojcu św., który wybierze najlepsze rozwiązanie.
Tymczasem Kościół greckokatolicki przewyższa pod względem liczbowym inne patriarchaty katolickie. O ile mamy np. około 170 tys. katolickich Koptów, 180 tys. syrokatolików, to Cerkiew ukraińska liczy około 5 milionów wiernych. Zgodnie z zachętą Ojca Świętego stale rozwija swoje struktury. Egzarchaty przekształcają się w eparchie czyli pełnoprawne diecezje. Powstała metropolia greckokatolicka w Brazylii. Siedziba arcybiskupa większego została przeniesiona do Kijowa, a jeszcze wcześniej poszerzono tzw. terytorium własne (kanoniczne) Cerkwi ukraińskiej.
Ojciec św. Franciszek to wszystko widzi. Poznał dobrze ukraińską Cerkiew greckokatolicką w Argentynie. Poczekajmy więc na jego decyzję.

- Przyznanie patriarchatu w obecnym momencie byłoby jednak pięknym gestem wobec Ukrainy, która podejmuje różnorodne działania w celu umocnienia swojej suwerenności i ustabilizowania sytuacji.

- Reakcje byłby z pewnością bardzo różne, wręcz skrajne. Ktoś mógłby widzieć w tym opowiedzenie się za którąś ze stron konfliktu, za jakimś konkretnym rozwiązaniem. Wydaje mi się, że ucierpiałoby na tym również samo postrzeganie urzędu patriarszego. Wierzę jednak, że Ojciec Święty kiedyś taką decyzję podejmie. Ale będzie to zrobione z wielką rozwagą, żeby nie osłabić dialogu ekumenicznego.

- A jak ocenia Ksiądz Biskup postawę Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej wobec tego co się dzieje obecnie na Ukrainie. Jest ona tam przecież silnie obecna?

- Cerkiew ukraińska związana hierarchicznie z Patriarchatem Moskiewskim jest największą wspólnotą religijną na Ukrainie. Nie posiada ona chwilowo zwierzchnika w ścisłym tego słowa znaczeniu ale jedynie administratora (locum tenens), którym jest metropolita Onufry. Ta delikatna sytuacja zbiegła się z niezwykle skomplikowaną sytuacją polityczną.
Hierarchia Ukraińskiej Cerkwi prawosławnej opowiedziała się za integralnością terytorialną kraju oraz za pokojowym rozwiązaniem konfliktu. Także wypowiedzi przedstawicieli Patriarchatu Moskiewskiego były bardzo wyważone i nawoływały do pokoju. Musimy pamiętać, że Ukraina ma dla tego patriarchatu ogromne znaczenie. Tu powstały pierwsze wspólnoty prawosławne i tutaj do dzisiaj znajduje się znaczna liczba parafii oraz klasztorów. Stąd pochodzi większość powołań kapłańskich i zakonnych.

- Z kolei samozwańczy patriarcha Filaret, stojący na czele niekanonicznego Ukraińskiego Patriarchatu Kijowskiego dąży do uzyskania autokefalii dla swego Kościoła. Postuluje też zjednoczenie wszystkich Kościołów prawosławnych na Ukrainie, co oznaczałoby radykalną separację od Moskwy także tej części Patriarchatu Moskiewskiego, która jest tam obecna.

- Nie sądzę, aby w obecnej sytuacji było możliwe kanoniczne uznanie Cerkwi której przewodzi Filaret. Wykluczone, aby uczynił to Patriarcha Konstantynopola. Także postulowane zjednoczenie prawosławnych Kościołów na Ukrainie wydaje mi się na dzień dzisiejszy mało prawdopodobne. Może przygotowywany na 2016 r. wszechświatowy sobór prawosławny zajmie się sprawą jurysdykcji patriarchów oraz nowym określeniem terytoriów kanonicznych. Te sprawy wywołują pewne emocje o czym świadczy niedawna wymiana listów pomiędzy patriarchami moskiewskimi oraz konstantynopolitańskim.

- A czy przypadkiem głównym dążeniem Cyryla, patriarchy Moskwy i całej Rusi, nie jest zdobycie pierwszego miejsca dla Moskwy w świecie prawosławnym?

- Rosyjski Kościół Prawosławny jest największy liczbowo i chyba najlepiej zorganizowany pod względem strukturalnym. Patriarchat Konstantynopolitański powołuje się na ustawodawstwo soborów powszechnych i tradycję. Na skutek masowej emigracji oraz powstania nowych krajów, zmieniła się jednocześnie światowa sytuacja prawosławia. Stąd potrzeba nowego spojrzenia i może nowych rozwiązań.

- Przejdźmy więc na własne podwórko. Jak Ksiądz Biskup postrzega dalszy dialog Kościoła w Polsce z rosyjskim prawosławiem. Rozpoczął się on wspólnym przesłaniem z sierpnia 2012 r. W rok później odbyła znakomita konferencja w Warszawie. Z kolei kard. Dziwisz zaprosił patriarchę Cyryla na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa. Co na nas czeka dalej?

- Cieszę się z tego, co zostało zrobione pomiędzy Kościołem Katolickim w Polsce a Rosyjską Cerkwią Prawosławną, chociaż obecna sytuacja na Ukrainie trochę te relacje ochłodziła. Osobiście jestem jednak optymistą. Dialog został rozpoczęty i należy go kontynuować.
W tej chwili powinniśmy przejść do konkretnych czynów. Była już kiedyś mowa o wymianie młodzieży zaangażowanej w środowiskach cerkiewnych i kościelnych. Można by ponadto zainicjować wymianę intelektualną na wzór tego co już robi się w Rzymie. Na tamtejszym Papieskim Instytucie Orientalnym studiuje wielu prawosławnych, którzy otrzymali z naszej strony stypendia naukowe. Absolwentem tego instytutu jest zresztą sam patriarcha Bartłomiej. Czy nie można by zapoczątkować czegoś podobnego na UKSW i na KUL. A nasi duchowni i świeccy mogliby studiować na rosyjskich uczelniach prawosławnych. Wystarczyłoby na początek kilka stypendiów po każdej stronie. To zaowocuje lepszym wzajemnym poznaniem i rozwojem relacji.

- Ksiądz Biskup kieruje Radą Episkopatu Polski ds. Ekumenizmu, odpowiada też za kontakty z Polską Radą Ekumeniczną. O jakich priorytetach w sferze ekumenizmu możemy mówić w Polsce dziś? Co jest planowane, nad czym trwają prace?

- Gotowy jest projekt apelu biskupów Kościoła katolickiego i Polskiej Rady Ekumenicznej dotyczący potrzeby świętowania i uszanowania wolnej niedzieli. Mam nadzieję, że po niezbędnych konsultacjach zostanie on ogłoszony w niedługim czasie. Troska o tę, wydawałoby się oczywistą sprawę, może nas bardzo połączyć.
Oczekujemy także na decyzję Stolicy Apostolskiej odnośnie wspólnej deklaracji Kościoła katolickiego i Kościołów zrzeszonych w Polskiej Rady Ekumenicznej o małżeństwach mieszanych.
Jeśli chodzi natomiast o generalną ocenę stanu ekumenicznych relacji w Polsce, to można powiedzieć, że jako chrześcijanie różnych Kościołów jesteśmy blisko siebie. Problem polega na ty, że Pan Jezus nie powiedział: "Bądźcie blisko siebie". Powiedział wyraźnie: "Abyście byli jedno". Zobowiązuje nas to nie tylko do bliskości i szacunku, ale do budowania jedności. Ta jedność nie powinna oznaczać jednolitości. Tylko Duch Święty wie w jakich formach ma się ona zrealizować.

- Co więc w Polsce należy jeszcze zrobić?

- Uważam, że za mała jest świadomość potrzeby modlitwy o jedność chrześcijan oraz dialogu ekumenicznego. Z roku na rok zmniejsza się liczba osób uczestniczących w nabożeństwach ekumenicznych podczas Tygodnia Modlitw o Jedność. Potrzebne są nowe inicjatywy, nowe kontakty i spotkania.
Może jakimś impulsem będzie zbliżająca się rocznica 500-lecia Reformacji, która przypada w 2017 r. Podczas marcowego zebrania plenarnego KEP, Księża Biskupi otrzymali raport luterańsko-rzymskiej katolickiej komisji dialogu ds. jedności „Od konfliktu do komunii”, który podejmuje tą problematykę. Dokument mówi jak doszło do Reformacji, przedstawia historię relacji katolicko-protestanckich oraz tłumaczy różne aspekty doktrynalne. Nie zabrakło w nim słów przeproszenia za wzajemne urazy. Warto z tego dokumentu skorzystać na katechezie i w parafiach.

- Ale jak możemy świętować 500-lecie Reformacji, skoro spowodowała ona tak wielki podział w łonie chrześcijaństwa zachodniego oraz wywołała liczne wojny religijne, w których zginęła masa ludzi?

- Wszelkie podziały są smutnym momentem w dziejach Kościoła Chrystusowego. Z drugiej strony Reformacja dała początek nowym Kościołom, które są obecne również w Polsce. One będą obchodziły tą rocznicę bardzo radośnie. Dla ważne będzie jej dostrzeżenie i ożywienie wzajemnego dialogu z naszymi siostrami i braćmi Protestantami.

- Ksiądz Biskup pasterzuje diecezji sandomierskiej. Jakie są w niej najważniejsze wyzwania duszpasterskie?

- Tak jak wszędzie jesteśmy dotknięci sekularyzacją. Dotyka ona i duchownych i świeckich. Próbujemy stawić temu czoła poprzez refleksję osobistą i wspólnotową nad sytuacją Kościoła. Z niej rodzą się konkretne inicjatywy. Wzywa do tego Ojciec św. Franciszek, uświadamiając nam różne nieprawidłowości i nasze niewierności wobec Chrystusa i Ewangelii. Podejście Ojca Świętego jest rewolucyjne, gdyż jest ewangeliczne. My tymczasem nie zawsze potrafimy to przyjąć. Jednak już samo poczucie winy wydaje się być dobrym początkiem. Z niego rodzi się nawrócenie do którego wzywa papież. To najlepszy sposób walki z sekularyzmem.
Krótko mówiąc, chodzi o to by duchowni byli szafarzami Bożej Łaski na wzór Chrystusa, a świeccy żeby porządkowali rzeczy doczesne w świecie po Bożemu. Wtedy wszystko będzie na właściwym miejscu.

- Diecezja sandomierska ma piękną kartę historyczną. Co dziś jest jej specyfiką, w czym się szczególnie wyróżnia na kościelnej mapie Polski?

- Trudno jednoznacznie scharakteryzować jej specyfikę, gdyż od momentu reorganizacji z 1992, ponad połowę obszaru stanowią dawne terytoria diecezji przemyskiej, lubelskiej i tarnowskiej. O ile księża zintegrowali się już zupełnie dobrze, to sytuacja w różnych częściach diecezji jest zróżnicowana. Widać to dobrze na przykładzie uczestnictwa we Mszy św. niedzielnej które waha się od 70 do 20 procent. Różna jest mentalność wiernych i zwyczaje. Doszedłem jednak do wniosku, że nie należy tych odmienności ujednolicać ale uszanować i wykorzystać jako fundament, na którym można dalej budować.
Widać naturalnie potrzebę nowej ewangelizacji. Stąd organizujemy kursy formacyjne dla różnych grup wiekowych, dni młodych, ewangelizujemy na ulicach, itd. Przed każdą Mszą św. odbywa się 5-minutowa katecheza. Dotyczy ona podstawowych prawd wiary oraz postaw jakie powinien przyjmować chrześcijanin w codziennym życiu. Chodzi o przypominanie katechizmu, aby pogłębić świadomość religijną wiernych. W tej chwili omawiamy sakramenty.

- Na ile udaje się Księdzu Biskupowi włączać świeckich w pracę apostolską? Jakie są tego przykłady?

- Dużą wagę przywiązuję do działalności katolickich centrów pomocy rodzinie, które zaczęły u nas powstawać 4 lata temu. Istnieją one już w każdym dekanacie. Nie są to tradycyjne poradnie życia rodzinnego, ale zespoły ludzi świeckich, liczące 30 do 50 osób: pedagodzy, psycholodzy, lekarze, prawnicy i inni specjaliści. Centra te prowadzą poradnictwo, szczególnie w kryzysach małżeńskim, porady i mediacje. Udzielają porad prawnych i pomocy żywnościowej. Ludzie zaangażowani w działalność centrów tworzą wspólnoty. Mają one silne oddziaływanie na zewnątrz.

- W styczniu Ksiądz Biskup podjął odważną decyzję odsłonięcia w katedrze kontrowersyjnego obrazu Karola de Prevot ukazującego Żydów dokonujących mordu rytualnego na chrześcijańskim dziecku. Towarzyszy temu tablica z odpowiednim wyjaśnieniem. Czy Ksiądz Biskup nie żałuje tej decyzji?

- Cieszę się, że udało się zorganizować w Sandomierzu, także przy pomocy KAI, ogólnopolski Dzień Judaizmu. Pozwolił on rozwiązać między innymi kwestię obrazu, jakże delikatną. Najważniejsze jednak było samo spotkanie, dialog i oczywiście modlitwa. Odnoszę wrażenie, że dzięki temu wydarzeniu atmosfera się poprawiła.
Po odsłonięciu obrazu i umieszczeniu tabliczki z wyjaśnieniami emocje opadły. Tabliczka tłumaczy w 3 językach: po polsku, angielsku i hebrajsku, że "wydarzenie to nie jest zgodne z prawdą historyczną, a co więcej nigdy nie mogło mieć miejsca, gdyż prawa judaizmu zabraniają spożywania krwi". Teraz ekspozycja obrazu nie wywołuje problemu, po żadnej ze stron. Planujemy kolejne inicjatywy w zakresie dialogu chrześcijańsko-żydowskiego.

- Jak Ksiądz Biskup spędza wolny czas? Jakim pasjom i zajęciom się oddaje?

- Lubię książki z historii Kościoła. Obecnie czytam dzienniki abp. Józefa Gawliny. Trochę jeżdżę na rowerze. Co roku organizujemy w Sandomierzu rowerowy Rajd Papieski, który gromadzi niemal tysiąc osób. Od początku biorę w nim udział. W wakacje nie zapominam o kajaku. Czasami udaje się pojechać do któregoś z krajów, gdzie kiedyś bywałem pracując w Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. Spojrzenie jest nieco inne ale wracają wspaniałe wspomnienia.

- Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
wywiad biskup

Kielce: biskup rozpoczął procedurę usunięcia z parafii proboszcza z Mnichowa

2018-06-30 19:22

dziar / Kielce (KAI)

Jak dowiedziała się KAI, bp Jan Piotrowski zamierza usunąć dotychczasowego proboszcza z Mnichowa, stosując odpowiednie przepisy prawa kanonicznego. Do czasu mianowania nowego proboszcza obowiązki duszpasterskie spełnia wikary, pomocą służy także dziekan dekanatu jędrzejowskiego i księża skierowani przez biskupa.

TER
Bp Jan Piotrowski

Do poważnego konfliktu na plebanii w Mnichowie k. Jędrzejowa doszło w sobotę 23 czerwca.

Wikariusz ks. Dariusz Nyga w niedzielę następnego dnia pokazał się wiernym ze śladami pobicia. Parafianie z Mnichowa tego samego dnia zmusili proboszcza, ks. Grzegorza Kaliszewskiego, do opuszczenia plebanii. Proboszcz złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury w Jędrzejowie. - Tuż po tym gorszącym wydarzeniu odbyło się spotkanie w cztery oczy pomiędzy bp. Piotrowskim i ks. Kaliszewskim – mówi ks. Mirosław Cisowski, rzecznik Kurii w Kielcach.

27 czerwca w środę ks. Grzegorz Kaliszewski zwołał w Kielcach konferencję prasową dla mediów, na której przedstawił swoją wersję zdarzeń. Stwierdził, że to on jest ofiarą, jako pobity przez wikariusza, na którego nigdy nie podniósł ręki. Konferencja została zwołana bez wiedzy kurii.

- Były podejmowane próby skontaktowania się z ks. Kaliszewskim, na które on nie reaguje. Dostarczył do kurii zwolnienie lekarskie - mówi ks. Cisowski. Dodaje, że sam był dzisiaj w Mnichowie. – Powiedziałem ludziom, że ksiądz biskup jest zdeterminowany, aby ks. Kaliszewski odszedł z parafii, ale muszą się odbyć procedury przewidziane prawem kanonicznym. Przeprowadzenie postępowania wymaga zrealizowania ścieżki proceduralnej, sprawa jest badana – wyjaśnia.

Zdaniem rzecznika, jest kilka przesłanek do przeprowadzenia tzw. administracyjnej procedury usunięcia proboszcza – zaistniały przesłanki z kan. 1741 KPK, ale dla dobra sprawy nie zostają ujawnione.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Dziś wyrusza Międzynarodowa Pielgrzymka Piesza z Suwałk do Ostrej Bramy

2018-07-15 12:14

rr / Suwałki (KAI)

Mszą św. sprawowaną o 7.00 rano w kościele Matki Bożej Miłosierdzia w Suwałkach rozpocznie się dziś 28. Międzynarodowa Piesza Pielgrzymka z Suwałk do Ostrej Bramy. W tym roku pątnicy pielgrzymują pod hasłem „Razem z Maryją Oblubienicą Ducha Świętego”.

Dorota Niedźwiecka

„Na drogach Litwy, po której idziemy, można spotkać wyjątkowych ludzi - Polaków i Litwinów, którzy chcą się ubogacić wspólnym spotkaniem. Można przeżyć swoistą lekcję historii i odbyć prawdziwe rekolekcje w drodze. Zapraszam serdecznie do udziału w tej Pielgrzymce” – zachęca kierownik pielgrzymki, ks. Tomasz Pełszyk SDB.

Pielgrzymka rozpocznie się od Mszy św. sprawowanej o godz. 7.00 rano w kościele Matki Bożej Miłosierdzia w Suwałkach.

Wejście Pielgrzymki do Ostrej Bramy w Wilnie nastąpi 24 lipca o godz. 11.30 (czasu litewskiego). O godz. 12.00 zostanie odprawiona uroczysta Msza św. przed cudownym obrazem Matki Bożej Miłosierdzia w Ostrej Bramie.

Organizacją pielgrzymki od początku jest istnienia zajmują się salezjanie inspektorii warszawskiej. Aktualnie głównym przewodnikiem, od dziewięciu już lat, jest ks. Tomasz Pełszyk SDB. Uczestnicy rekolekcji w drodze są podzieleni na siedem grup: trzy animują salezjanie, dwie pallotyni, jedną sercanie i jedną księża z diecezji ełckiej.

Wszystkich, którzy z różnych względów, nie mogą pielgrzymować fizycznie - zwłaszcza chorych, starszych, opuszczonych - organizatorzy zachęcali do dokonywania zapisu na pielgrzymkę duchową. "Tę duchową łączność, będziemy podtrzymywali na trasie poprzez codzienną modlitwą za Was i Wasze rodziny, podczas Apelu Maryjnego, jak również niosąc Wasze intencje przed Cudowny Obraz Matki Bożej Miłosierdzia w Ostrej Bramie" - zapewnia ks. Pełszyk.

Suwalska pielgrzymka po raz pierwszy wyruszyła do Ostrej Bramy w 1991 r., po odzyskaniu przez Litwę niepodległości. Miała być dziękczynieniem za wolność narodów Europu Środkowo-Wschodniej i upadek reżimów komunistycznych w tej części świata.

Kult Matki Ostrobramskiej od stuleci rozwijał się nie tylko wśród Polaków, ale także Litwinów, Łotyszy, Białorusinów i Ukraińców. W kolejnych latach pielgrzymka stawała się coraz bardziej popularna i w szczytowych momentach uczestniczyło w niej po 2 tys. pątników.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Apel Zespołu KEP: 100 dni abstynencji na stulecie niepodległości

2018-07-16 07:18

BP KEP / Warszawa (KAI)

"Czas od soboty 4 sierpnia do niedzieli 11 listopada 2018 roku to 100 dni. W tym roku odważnie prosimy: niech będzie to 100 dni abstynencji" - czytamy w Apelu Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych.

Bożena Sztajner/Niedziela

Autorzy apelu podkreślają, że wolność kosztowała życie wielu Polaków, a dziś takie poświęcenie nie jest konieczne. „Św. Jan Paweł II mówił nam, że 'prawdziwy egzamin z wolności jest dopiero przed nami'. To prawda. Nie możemy zawieść w tej tak ważnej sprawie. Dlatego podejmijmy to wezwanie: 100 dni abstynencji na stulecie niepodległości. To jest naprawdę egzamin z wolności i miłości do Ojczyzny!” – czytamy.

W Apelu przypomniano jak wiele szkód w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym wyrządza alkohol i kultura jego spożywania. „W domach, w których rodzice piją nadmiernie alkohol, często nie wystarcza pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb, w tym na zakup chleba” – wskazują członkowie Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych. Dodają, że wielu bohaterów walczących o wolność Polski zdawało sobie sprawę, że troska o trzeźwość Polaków jest fundamentem walki o niepodległość.

„Przypomnijmy, że alkohol nie jest substancją konieczną do życia, która ma być dostępna zawsze i wszędzie. Jest substancją psychoaktywną, narkotykiem, który jest tak groźny, bo sprzedawany legalnie i prawie wszędzie” – czytamy w Apelu.

Jego autorzy zaznaczają, że pijaństwo zagraża także osiągnięciu wielu ambitnych celów narodowych. Przypominają, że alkohol jest jednym z największych zagrożeń dla rodziny - źródłem rozwodów, przemocy, dramatów, w tym także licznych chorób. Ponadto co roku państo marnotrawi miliardy złotych na pokrycie kosztów nadmiernego spożycia alkoholu. "Chcemy być społeczeństwem praworządnym, a tymczasem nadużywanie alkoholu jest jednym z głównych czynników popełniania przestępstw, zwłaszcza tych najcięższych” – podkreśla członkowie Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych.


Publikujemt treść apelu:

Apel Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych na sierpień – miesiąc abstynencji 2018

W naszym codziennym życiu, ale także w ojczystej tradycji i kulturze, chleb zajmuje szczególne miejsce. Każdego dnia prosimy Boga Ojca: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Wyznajemy słowami ludowej mądrości, że „chleb to w domu włodarz, w pracy przyjaciel, w drodze towarzysz”. Taki jest nasz codzienny, ziemski chleb. W taki sposób go postrzegamy, szanujemy i kochamy.

Dzisiejsza Ewangelia opisuje cudowne rozmnożenie chleba. Nawiązując do tego wydarzenia, Katechizm Kościoła Katolickiego poucza nas, że „cudowne rozmnożenie chleba, w czasie którego Pan odmawia błogosławieństwo, łamie i podaje uczniom, aby nakarmić nim tłumy, jest zapowiedzią obfitości jedynego Chleba - eucharystycznego”.

Zarówno chleb nasz codzienny, dzięki któremu karmimy nasze ciała, nabieramy sił fizycznych, jak i Eucharystia, która jest pokarmem na życie wieczne, dzięki której wzrastamy duchowo, to wspaniałe dary dane przez Boga na czas naszej ziemskiej pielgrzymki. Wielu z nas potrafi docenić je i owocnie z nich korzystać. Wielu jednak marnuje je w różny sposób i rezygnuje z nich. Zdarza się, że we właściwym wykorzystaniu chleba codziennego i Eucharystii przeszkadza pijaństwo, uzależnienie od alkoholu, czy też inne zniewolenia. W domach, w których rodzice piją nadmiernie alkohol, często nie wystarcza pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb, w tym na zakup chleba. Grzeszne nałogi oddalają ludzi także od źródła życia – od zjednoczenia z Jezusem w Eucharystii. Trzeba podkreślić z mocą, że pijaństwo i uzależnienia są przyczyną dotkliwego, niszczącego głodu fizycznego i duchowego.

Troska o trzeźwość Polaków fundamentem walki o niepodległość

Przeżywamy rok jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości. Nasi przodkowie mieli aspiracje, aby wydźwignąć Polskę z niewoli ku niepodległości. Odrodzenie niepodległej Polski wymagało ofiarnej walki i wytrwałej pracy na różnych polach. Wielu bohaterów tamtych czasów zdawało sobie sprawę, że troska o trzeźwość Polaków jest fundamentem walki o niepodległość. Stanowi także podstawę jej utrzymania. I chociaż sto lat temu spożywaliśmy zaledwie 1 litr czystego alkoholu rocznie na osobę, to troska o trzeźwość Narodu była priorytetem w działaniach wielu polskich patriotów, chociażby generała Józefa Hallera, abstynenta, aktywnego działacza na rzecz trzeźwości.

A jak jest dziś, po stu latach? Dzisiaj ze smutkiem, ale i z przerażeniem trzeba powiedzieć, że spożywamy 10 razy więcej alkoholu, niż wtedy. Przypomnijmy, że alkohol nie jest substancją konieczną do życia, która ma być dostępna zawsze i wszędzie. Jest substancją psychoaktywną, narkotykiem, który jest tak groźny, bo sprzedawany legalnie i prawie wszędzie. Ojciec prof. Jacek Salij podkreślił, że „można zatem się zastanawiać, czy my na serio wierzymy w życie wieczne, jeśli tak niewiele czynimy dla stworzenia atmosfery społecznej, która skutecznie blokowałaby rozwój alkoholizmu. Przecież tu chodzi już nie tylko o to, że alkoholizm wprowadza wielki chaos w życie społeczne i jest źródłem nieszczęścia wielu rodzin; tutaj już chodzi wręcz o życie wieczne wielu spośród nas!”.

Pijaństwo zagraża także osiągnięciu wielu ambitnych celów narodowych. Chcemy, by rodziło się jak najwięcej dzieci w silnych i stabilnych rodzinach. Tymczasem alkohol to jedno z największych zagrożeń dla rodziny, to źródło rozwodów, przemocy i dramatów. Chcemy rozwijać się gospodarczo, a jednocześnie co roku marnotrawimy miliardy złotych na pokrycie kosztów nadmiernego spożycia alkoholu. Mamy ambicję być społeczeństwem zdrowym, a alkohol powoduje liczne choroby, w tym nowotwory. Alkohol odbiera rocznie życie tysiącom Polaków. Chcemy być społeczeństwem praworządnym, a tymczasem nadużywanie alkoholu jest jednym z głównych czynników popełniania przestępstw, zwłaszcza tych najcięższych.

Ta diagnoza musi nas skłonić do refleksji i odważnego działania. Abstynencja to pójście drogą proroków dobra. To wielkie błogosławieństwo dla każdego z nas, dla naszych bliskich, a także dla naszej ojczyzny. To podstawa szczęścia w małżeństwie i rodzinie. To warunek panowania nad sobą. Człowiek nietrzeźwy schodzi z drogi błogosławieństwa i życia. Zaczyna dręczyć samego siebie i swoich bliskich. Zwykle wikła się też w coraz większe zło moralne. Bez trzeźwości nie potrafimy naśladować Jezusa i iść drogą świętości. Jeżeli chcemy być dojrzałymi chrześcijanami, musimy zachować trzeźwość w myśleniu i postępowaniu.

Narodowy Program Trzeźwości szansą dla naszej Ojczyzny

W jubileuszowym roku odzyskania niepodległości ogłosiliśmy Narodowy Program Trzeźwości, który jest owocem Narodowego Kongresu Trzeźwości, który odbył się w 2017 roku.

Narodowy Program Trzeźwości to zadanie rozpisane na całe pokolenie. To program, który ma promować abstynencję i umiar wśród Polaków i doprowadzić do zmniejszenia przynajmniej o połowę ilości spożywanego obecnie alkoholu. Chodzi również o zmianę mentalności w tej dziedzinie. Narodowy Program Trzeźwości wskazuje na zadania Kościoła, rodziny, państwa i samorządu w trosce o abstynencję wielu i o trzeźwość wszystkich. Narodowy Program Trzeźwości jest potrzebny, abyśmy dalej istnieli jako Naród. Program ten nie jest jednak lekiem, ale receptą. Sam program nie wystarczy. Trzeba go brać w dłonie, trzeba go czytać i konsekwentnie realizować. Dopiero wówczas przyniesie oczekiwane rezultaty.

Musimy pamiętać, że nawet najlepsze prawo czy najbardziej profesjonalne programy profilaktyczne i terapeutyczne nie zadziałają „własną mocą”, czyli w sposób automatyczny. Potrzebni są ludzie, którzy – ofiarnie, mądrze i wytrwale kochając – podejmą służbę w tym zakresie. W Kościele, w rodzinach, we władzach państwowych i samorządowych mamy wiele osób kompetentnych, zatroskanych o trzeźwość Narodu. Współpraca i integracja ich wysiłków ma szansę przyczynić się do powstania ruchu społecznego „Ku trzeźwości Narodu”, powstania wielkiej narodowej koalicji ludzi dobrej woli – małżonków i rodziców, księży, psychologów i pedagogów, polityków i samorządowców, ludzi kultury i mediów, kościołów i związków wyznaniowych – na rzecz troski o trzeźwość naszego społeczeństwa.

Każdy z nas musi się przekonać, że wobec nadużywania alkoholu nie jesteśmy bezradni i że w normalnym społeczeństwie nie może być przymusu picia alkoholu i pielęgnowania zwyczajów pijackich. Troska o pomyślność naszej Ojczyzny wymaga od nas wszystkich zaangażowania w naprawę dramatycznej sytuacji spowodowanej pijaństwem i alkoholizmem. Około milion osób jest uzależnionych, a 3 miliony pije ryzykownie i szkodliwie. Statystyki wskazują, że 18 procent Polaków, których można nazwać głównymi „dostawcami problemów”, wypija aż 70 procent spożywanego w kraju alkoholu, czyli ponad 33 l. czystego alkoholu w ciągu roku. Niestety, narzucają oni pozostałym swój niszczący styl życia. Z tym musimy skończyć. Chcemy jednak podkreślić, że nie proponujemy prohibicji, lecz radosne życie w prawdziwej wolności, której nie ma bez trzeźwości.

Musimy bezwzględnie przestrzegać wymogu pełnej abstynencji od alkoholu wśród dzieci i młodzieży do pełnoletności oraz formować takich ludzi dorosłych, którzy żyją w trzeźwości, czyli są bądź abstynentami, bądź sięgają po alkohol bardzo rzadko, jedynie w symbolicznych ilościach i wyłącznie wtedy, gdy z jakichś względów nie są zobowiązani do abstynencji.

Troska o trzeźwość to jeden z filarów duszpasterstwa w Polsce. Miłość Chrystusa przynagla zwłaszcza kapłanów, do ratowania naszego Narodu przed plagą nietrzeźwości. Kościół zawsze będzie się troszczył o trzeźwość Narodu, gdyż jest ona warunkiem trwania w przyjaźni z Bogiem, a także warunkiem respektowania Dekalogu i uczciwego wypełniania podjętych zobowiązań w małżeństwie i rodzinie, w pracy zawodowej, parafii, środowisku i państwie. Ważne jest tworzenie i wspieranie grup modlitewnych w intencji trzeźwości, a także tworzenie nowych i aktywizacja już istniejących bractw i stowarzyszeń abstynenckich. Cenną rzeczą jest wspieranie grup Anonimowych Alkoholików oraz grup Al-Anon, a także promowanie na wskroś przecież chrześcijańskiego Programu Dwunastu Kroków, który ludzi uzależnionych czy współuzależnionych prowadzi od kryzysu do świętości. Cenne jest włączanie coraz większej liczby dzieci i młodzieży w Dziecięcą Krucjatę Niepokalanej, ruch Światło-Życie, czy inne ruchy istniejące w Kościele, a coraz więcej dorosłych w Krucjatę Wyzwolenia Człowieka. Ważne jest organizowanie spotkań modlitewnych, pielgrzymek, a także rekolekcji trzeźwościowych.

Ogromna odpowiedzialność stoi także przed władzami państwowymi i samorządowymi. Z nadzieją przyjmujemy ostatnie zmiany regulacji prawnych, które są początkiem do odważniejszej ochrony trzeźwości. To jednak wciąż zbyt mało. Regulacje prawne w różnych krajach całego świata mówią nam wprost: nadużywanie alkoholu można ograniczyć poprzez: całkowity zakaz reklamy i innych form promocji alkoholu, ograniczenie punktów i czasu jego sprzedaży, a także ograniczenie ekonomicznej dostępności alkoholu. Pozytywnym dla nas przykładem może być Litwa, gdzie z sukcesem podjęto odważne działania, między innymi likwidując alkohol ze stacji paliw i podnosząc wiek do 20 lat, w którym można kupić alkohol. Konieczna jest w Polsce także konkretna, profesjonalna pomoc dla miliona dzieci żyjących w rodzinach z problemem alkoholowym. Z przerażeniem patrzymy na dane z badań mówiące o tym, że po alkohol sięgają coraz młodsze dzieci. Trzeba ten trend zatrzymać. Nie wolno też tolerować łamania zakazu sprzedaży alkoholu nieletnim. Bł. ks. Bronisław Markiewicz ostrzegał dramatycznie: „Zdrajcą narodu i wiary jest ten, kto dzieci i młodzież chciałby wychować ze szklanką piwa lub kieliszkiem wina w ręku.”

Jako obywatele musimy odważnie mobilizować kandydatów w wyborach parlamentarnych i samorządowych, aby w swoich programach i deklaracjach wpisywali ochronę trzeźwości. Nie akceptujmy liderów społecznych, którzy nadużywają alkoholu. To jeden z warunków budowania spokojnych, bezpiecznych i rozwijających się lokalnych wspólnot, a także dostatniej Ojczyzny.

Sto dni abstynencji na stulecie odzyskania niepodległości

Co roku prosimy o przeżycie sierpnia bez alkoholu. Jednak w tym jubileuszowym roku chcemy zaprosić Polaków do ambitniejszego działania, do ambitniejszej drogi. Czas od soboty 4 sierpnia do niedzieli 11 listopada 2018 roku to 100 dni. W tym roku odważnie prosimy: niech będzie to 100 dni abstynencji. Sto dni abstynencji na stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę. Wolność kosztowała życie tak wielu Polaków. My dzisiaj nie musimy za Polskę umierać. Ale by chronić wolność i wspierać rozwój Polski i Polaków, musimy sobie wyznaczać ambitne cele. Jednym z nich jest właśnie ochrona trzeźwości. Św. Jan Paweł II mówił nam, że „prawdziwy egzamin z wolności jest dopiero przed nami”. To prawda. Nie możemy zawieść w tej tak ważnej sprawie. Dlatego podejmijmy to wezwanie: 100 dni abstynencji na stulecie niepodległości. To jest naprawdę egzamin z wolności i miłości do Ojczyzny!

Musimy zrozumieć, że dla nas wybiła godzina zmagań o wolność. Że znajdujemy się w szczególnym czasie, że od krzewienia trzeźwości zależeć będzie przyszłość Kościoła i naszej Ojczyzny. Przez bezinteresowny dar abstynencji wielu do trzeźwości wszystkich!

Prośmy Maryję, Królową Polski, aby wspierała nas w naszych szlachetnych postanowieniach dobrowolnej abstynencji, podejmowanej z miłości do bliźnich i do naszej Ojczyzny. Niech Polska będzie narodem ludzi trzeźwych, prawdziwie wolnych, dla których hasło: „Bóg. Honor. Ojczyzna” będzie wielkim wyzwaniem w codziennej pracy dla dobra polskich rodzin, Kościoła i całej umiłowanej Ojczyzny.

Bp Tadeusz Bronakowski Przewodniczący Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych

Łomża, dnia 24 maja 2018 r.

Materiał do wykorzystania duszpasterskiego w ostatnią niedzielę lipca 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem