Reklama

Przyprowadziła go sama Opatrzność

2013-08-19 14:14

Ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 34/2013, str. 16-17

Reprodukcja: Piotr Mecik/FORUM

Po wojnie propaganda komunistyczna „uszyła” mu buty człowieka przeciętnego. Jednak fakty z życia kard. Augusta Hlonda wystawiają mu zupełnie inne świadectwo: był prawdziwym tytanem ducha, mężem opatrznościowym

Trwało akurat burzliwe dwudziestolecie międzywojenne. Świat próbował sobie poradzić po zawirowaniach I wojny światowej. Nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też w całej Europie mieliśmy do czynienia z kryzysem ekonomicznym na niespotykaną dotąd skalę. Polska dopiero co odzyskała niepodległość, co wbrew pozorom wcale nie oznaczało sielanki, a wręcz same problemy. Na Śląsku sytuacja była jeszcze trudniejsza, bo nie po 123 latach, jak to miało miejsce w przypadku zaborów, ale po kilku wiekach dzielnica ta wróciła do Macierzy. W związku z oceną ówczesnych przemian podzielone było duchowieństwo, parafie, a nawet całe rodziny. Do dzisiaj, kiedy duszpasterze odwiedzają wiernych podczas kolędy, na ścianach mogą zobaczyć zdjęcia braci w żołnierskich mundurach: jedni są w polskim, inni - w niemieckim.

Dwa narody - jeden Kościół

W konsekwencji powstań, plebiscytu oraz decyzji międzynarodowych mocarstw Górny Śląsk został włączony do Polski. Wydarzenie to miało nie tylko doniosłe znaczenie historyczne, ale także przekładało się na wiele wyzwań. Trzeba było uporządkować rzeczywistość na nowo. Pojawiła się konieczność wprowadzenia do obiegu nowej waluty, ujednolicenia urzędowej dokumentacji czy zmiany nazwy miast i ulic.

Przed dokładnie tymi samymi dylematami stał Kościół katolicki. O ile do niedawna kuria biskupia zarządzająca parafiami na tym terenie mieściła się we Wrocławiu, o tyle po włączeniu Górnego Śląska do Polski pozostawienie takiej sytuacji bez zmian byłoby anachronizmem. Nie do pomyślenia byłoby zarządzanie sprawami Kościoła na polskim terenie przez niemieckich biskupów czy wikariuszy generalnych. Nie chodziło tu na pewno jedynie o sprawy logistyczne, choć z Katowic do Wrocławia jest daleko, a ponadto aby pokonać tę odległość, trzeba było przekroczyć granicę. Tu chodziło jednak także o kwestie mentalnościowe. Byłoby czymś niedorzecznym w tamtych latach mówić o przyjaźni polsko-niemieckiej.

Reklama

Nieprzyjaźń ta miała swoje źródła na długo przed powołaniem do życia najpierw Administracji Apostolskiej, a później śląskiej diecezji. Ówczesne parafie były areną bardzo licznych konfliktów na tle narodowościowym. Z oczywistych względów polityka Kurii wrocławskiej nie sprzyjała interesom ludności polskiej żyjącej w ramach niemieckich parafii. Chodziło tu nie tyle o sprawy drugorzędne, jak np. język, bo duszpasterski zmysł biskupów wrocławskich kazał zadbać o odpowiednią liczbę nabożeństw w języku polskim. Chodziło chociażby o osobliwą politykę personalną, dzięki której większe i bardziej znaczące parafie obsadzane były przez proboszczów o wyraźnej proweniencji niemieckiej. Polskie duchowieństwo spotykało się pod tym względem z szykanami, a nawet z dyskryminacją.

Oprócz zagadnienia polityki Kurii wrocławskiej na uwagę zasługuje też sytuacja wewnątrz Kościoła lokalnego na terenie Górnego Śląska przed włączeniem go do Polski. Chodzi o podziały wśród duchowieństwa. Część księży popierała niemiecką partię Centrum, której polityka była nastawiona przeciwko Polsce. Wśród duchowieństwa polskiego można było spotkać zwolenników Józefa Piłsudskiego, ale też Wojciecha Korfantego, który jako wytrawny Ślązak o wiele lepiej orientował się w lokalnych sprawach, a jako katolik budował podwaliny pod chrześcijańską demokrację.

Nie bez znaczenia wreszcie były też podziały dotykające rodzimą społeczność. Zgodnie z ustaleniami historyka B. Reinera, stosunki narodowościowe panujące na tym terenie były odbiciem panujących tu stosunków politycznych i ekonomiczno-społecznych: ludność polską od niemieckiej dzieliła przede wszystkim różnica języka, narodowości, a także pozycji społecznej czy kondycji ekonomicznej.

Diecezja narzędziem pokoju

W tak zagmatwanej sytuacji miał się znaleźć nowy biskup lokalnego Kościoła, którego zadaniem było ogarnięcie troską duszpasterską nie tylko Polaków, ale i Niemców. A trzeba pamiętać, że podział na Polaków i Niemców, jeśli chodzi o diecezję katowicką, nie jest oczywisty. Mieliśmy na tym terenie w ówczesnym czasie zwolenników Polski mówiących po polsku, ale też niektórzy popierali polskie interesy, mimo że ich językiem był niemiecki. Były również osoby, które mówiły po polsku czy niemiecku, a utożsamiały się ze Śląskiem, traktując go jak własną ojczyznę.

Niezwykle trudne byłoby ustalenie dokładnej liczby Niemców, którzy znaleźli się po polskiej stronie po włączeniu Górnego Śląska do Polski. Kolejne spisy ludności z 1921 r. i 1931 r. dostarczały jedynie danych przybliżonych.

Na tle narodowościowym dochodziło zatem do wielu napięć, którym - zgodnie z wolą Augusta Hlonda - zaradzić mieli duszpasterze. Nie dziwi więc, że nowy rządca Kościoła na Śląsku w momencie powołania do życia tygodnika „Gość Niedzielny” zachęcał jego redaktorów, by stworzyli pismo jak „gałązka oliwna”. Jak wynika z ustaleń Andrzeja Grajewskiego, zamieszczano w tym kontekście w „Gościu” zachęty następującej treści: „Kapłan powinien problemy narodowościowe rozwiązywać w duchu Chrystusowym, patrząc jedynie na dusze sobie powierzone”. W praktyce oznaczało to zabezpieczenie tym wszystkim, którzy uważali się za Niemców, prawa do duszpasterstwa w tym języku.

Niestety, proza życia wyglądała różnie. „Gość Niedzielny” był więc drukowany po polsku i niemiecku. Natomiast listy pasterskie odczytywane były najpierw po polsku, potem po niemiecku. Ludność polska bojkotowała niemiecką, wychodząc z kościoła na czas odczytywania listów pasterskich po niemiecku, i nie była pod tym względem dłużna swym niemieckim pobratymcom.

Niemcy - jak się wydaje - charakteryzowali się większą pieczołowitością w utrudnianiu Polakom życia. Świadczy o tym chociażby bojkot zjazdu katolickiego, który bardzo leżał na sercu polskim duszpasterzom, a osobiście bp. Hlondowi. Zaproszeni mówcy wywodzili się zarówno spośród katolików polskich, jak i niemieckich. Polskie teksty były przetłumaczone na język niemiecki. Można więc założyć, że ze strony polskiej zauważalna była dobra wola, jednak nie spotkała się ona z życzliwością Niemców, którzy nie tylko bojkotowali inicjatywy Polaków, ale także wysyłali na nich do Watykanu donosy, w tym na samego bp. Hlonda.

Prowadzony ręką Boga

Te doświadczenia mówią wiele na temat działań późniejszego prymasa Polski na Ziemiach Odzyskanych po II wojnie światowej. Niektórzy zarzucają pierwszemu biskupowi śląskiemu, że był zbyt gorliwy w usuwaniu niemieckich proboszczów czy niemieckich biskupów. A on doskonale wiedział, że polska ludność i niemiecki proboszcz to by było zbyt wiele, szczególnie zaś po doświadczeniach wojennych. Trudno też się dziwić, że kampania wrześniowa skłoniła kard. Hlonda do ucieczki przed Niemcami, którzy z powodu śląskich doświadczeń nienawidzili polskiego hierarchy. Zachowały się zapiski, z których wynika, że do polskiego prymasa, kiedy tylko niemiecki wywiad donosił o możliwym miejscu jego pobytu, strzelano jak do kaczek.

Gdzie zatem szukać źródeł fenomenu śląskiego hierarchy? Jak to się stało, że nieznany wcześniej nikomu zakonnik otrzymał zadanie stworzenia na Śląsku zrębów nowej diecezji? Wszystko wskazuje na to, że był człowiekiem przysłanym tu przez samą Opatrzność. Jako sprawny przełożony salezjański przypadł do gustu Achille Rattiemu, nuncjuszowi apostolskiemu, przyszłemu papieżowi Piusowi XI. Namiestnik Chrystusowy wiedział, że biskupem katowickim nie może zostać nikt z miejscowego duchowieństwa, bo istniejące w nim podziały uniemożliwiały bezstronność rządcy diecezji.

Po latach niełatwo o bilans działalności kard. Hlonda. Niewątpliwie był duszpasterzem niesamowicie pracowitym, o czym świadczą setki wydrukowanych stron, będących owocem nauczania i aktywności publicystycznej. Kolejnym świadectwem jego wielkości były niezliczone inicjatywy duszpasterskie. Był pionierem, jeśli chodzi o zaangażowanie na rzecz świeckich, prasy katolickiej czy duszpasterstwa na emigracji.

Niektórzy uważają, że kard. Hlondowi zawdzięczamy też świetlaną teraźniejszość: prawdopodobnie to dzięki jego intuicji, a przede wszystkim skłonności do wsłuchiwania się we wskazania Ducha Świętego do naszej historii możemy wpisać najpierw kard. Stefana Wyszyńskiego, a potem Jana Pawła II. Nawet gdyby niewiele zrobił w swojej pracy duszpasterskiej, ta ostatnia okoliczność jest wystarczająca, by okazywać mu naszą wdzięczność.

Tagi:
Hlond

Abp Muszyński: kard. August Hlond a „sprawa żydowska” – prawda historyczna i jej przekaz

2018-06-04 13:01

Abp Henryk Muszyński / Gniezno (KAI)

W obliczu poważnych oskarżeń Kardynała jest ważne, byśmy mogli poznać możliwie obiektywną prawdę w sprawach, o które jest oskarżany – pisze abp Henryk Muszyński. Publikujemy przekazany KAI artykuł metropolity gnieźnieńskiego seniora pt. „August Kardynał Hlond a „sprawa żydowska” – prawda historyczna i jej przekaz”.

Archiwum

„August Kardynał Hlond a „sprawa żydowska” – prawda historyczna i jej przekaz” [1]

August Kardynał Hlond, „wielki Prymas II Rzeczpospolitej Polskiej, niestrudzony organizator życia religijnego i narodowego społeczeństwa polskiego żyjącego w kraju i poza jego granicami … w czasie II wojny światowej nieugięty jej obrońca. … Jako Prymas Polski Kardynał Hlond przejął odpowiedzialność za losy duchowe całego narodu żyjącego w kraju i na emigracji, stając się ojcem duchownym narodu” – napisał ks. prof. dr hab. Bernard Kołodziej TChr, jeden ze znakomitych znawców osoby i dzieła Ks. Kardynała [2].

Jednakże poza Polską, szczególnie wśród Żydów, nierzadko kwestionowany jest nie tylko jako święty, ale także poważnie oskarżany o antysemityzm. Niemcy natomiast stawiają pod znakiem zapytania głównie specjalne uprawnienia otrzymane przez Księdza Kardynała od Stolicy Apostolskiej do zaprowadzenia polskiej administracji kościelnej na ziemiach zachodniej Polski, utraconych przez Niemcy po II wojnie światowej. Często mogłem osobiście słyszeć ze strony Niemców: „wielki Polak – owszem, ale nie święty”.

Wiele środowisk żydowskich kieruje pod adresem kard. Hlonda poważne oskarżenia o antysemityzm. Jego dzieło, zwłaszcza przed wojną, pośród Żydów zostaje przedstawione w sposób niezmiernie stronniczy i krzywdzący, czy wręcz nieprawdziwy. Nierzadko wprost określa się kard. Hlonda jako „groźnego antysemitę”.

1. Zarzuty wobec kard. Hlonda dotyczące Żydów

Aby nie być gołosłownym pozwolę sobie przytoczyć dwie niezmiernie wymowne wypowiedzi. W tygodniku „Vrij Nederland” z dnia 20 lipca 1966 roku, znany holenderski syjonista Jan Rogier napisał: „Antysemityzm był rodzimym produktem Polski, nie potrzebowała ona w tej sprawie żadnych lekcji od Zachodu. Faszyzm szerzył się szeroko w Polsce przed drugą wojną światową, a znajdował nawet więcej poparcia w kręgach kościelnych niż u konserwatywnych władz świeckich. Ledwie Piłsudski zamknął oczy, skrajny antysemita Kardynał Prymas Hlond ogłosił list pasterski (1938 r.), w którym zażądał ekonomicznego bojkotu Żydów i wygnania ich z kraju. Kardynał nie potrzebował pytać o zgodę władz państwowych, ponieważ nawet za czasów Piłsudskiego nie musiał o takie rzeczy pytać.... Za następców Piłsudskiego, pod rządami Becka i Rydza-Śmigłego, także wszystko znowu było możliwe” [3].

Druga wypowiedź jest jeszcze bardziej drastyczna: obarcza bowiem wprost odpowiedzialnością za pogrom, który miał miejsce 4 lipca 1946 roku w Kielcach nie tylko częstochowskiego biskupa Teodora Kubinę, ale także kard. Hlonda. W „Gazecie Ludowej” z dnia 8 lipca 1962 roku można wyczytać: „winni pogromowi kardynał Hlond, Kuria Biskupia w Kielcach i biskup częstochowski Kubina” [4]. Źródłem tej wiadomości była oficjalna propaganda stalinowska, która głosiła: „kieleckie kołtuny, zarażone hitlerowską trucizną dawaną przez andersowskich bandytów mszczą się za klęskę w referendum” [5] (aluzja do słynnego referendum 3 x tak, które miało miejsce 30 czerwca 1946 roku). Źródła stalinowskiej propagandy mają oczywiście korzenie rodzime, ale zostały one nierzadko przejęte i rozpowszechniane także przez środowiska żydowskie. Wymownym przykładem jest między innymi książka Marca Hillela poświęcona pogromowi kieleckiemu, która przejmuje w dużym stopniu nie tylko opis, ale także terminologię stalinowską [6].

Na potwierdzenie swojej tezy Jan Rogier odwołuje się do listu pasterskiego Kardynała Prymasa Hlonda z 29 lutego 1936 roku (a nie jak podaje z 1938): „O katolickie zasady moralne”. Treść tego listu Jan Rogier cytuje jednak w sposób wybiórczy, tendencyjny, i może on być uznany za typowy przykład jawnej manipulacji, gdyż autor nie uwzględnia ani kontekstu historycznego, ani też związku treściowego z całością listu Kardynała Prymasa.

Przytoczone wyżej wypowiedzi pochodzą z lat 60-tych XX w. Być może, po wydaniu przez Żydów dwóch dokumentów: „Dabru Emet – Powiedzcie prawdę (Za 8,16). Żydowskie oświadczenie na temat chrześcijan i chrześcijaństwa” z 10 września 2000 roku, a zwłaszcza po oświadczaniu rabinów ortodoksyjnych: „Czynić wolę naszego Ojca w niebie: ku partnerstwu Żydów i chrześcijan”[7] z 3 grudnia 2015 roku, oświadczenia te zostałyby nieco złagodzone. Pierwszy dokument wzywa bowiem do przezwyciężenia wielowiekowego „nauczania pogardy” w Kościele i ukazania także pozytywnych znamion chrześcijaństwa. Wspomniane oświadczenie rabinów przypomina, że nauczanie Kościoła katolickiego o judaizmie, po deklaracji „Nostra aetate” zapoczątkowało nowy proces pojednania pomiędzy naszymi społecznościami. Dokument przytacza także wypowiedzi papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI i stwierdza: „Gdy więc teraz Kościół katolicki uznał wieczne Przymierze między Bogiem a Izraelem, my Żydzi możemy potwierdzić trwałą, konstruktywną ważność chrześcijaństwa jako naszego partnera w odkupieniu świata, bez obaw, że zostanie to wykorzystane w celach misyjnych”[8].

Obecnie, po podpisaniu przez papieża Franciszka dekretu o heroiczności cnót kard. Augusta Hlonda[9], prymasa Polski w latach 1926-1948, z nową siłą odżyły dawne zarzuty dotyczące kard. Hlonda. Rabin David Rosen, dyrektor odpowiedzialny za międzynarodowe i międzyreligijne sprawy Komitetu Żydów Amerykańskich w liście do kard. Kocha, przewodniczącego Papieskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem, przestrzega, że kontynuacja procesu kanonizacji „będzie postrzegana w społeczności żydowskiej i poza nią jako wyraz aprobaty dla skrajnie negatywnego podejścia kard. Hlonda do społeczności żydowskiej”. W piśmie tym odwołuje się do listu pasterskiego kardynała Hlonda z 1936 roku, w którym hierarcha „potępił judaizm i Żydów za odrzucenie Jezusa” i nie potępił pogromu kieleckiego z 4 lipca 1946 roku, „ani nie wezwał Polaków do zaprzestania mordowania Żydów”. Wskazał natomiast, że „Żydzi są wszyscy komunistami albo zwolennikami komunizmu i że pogrom był ich winą”[10].

2. „Problem żydowski” wg listu pasterskiego kard. Hlonda z 1936 roku

W obliczu tak poważnych zarzutów, problem faktycznych wypowiedzi kard. Hlonda, zarówno w liście pasterskim z 1936 roku, jak i w kontekście pogromu kieleckiego, stał się znowu niezmiernie aktualny. Pozwolę sobie zatem przypomnieć istotne fragmenty wspomnianego listu, jak i wypowiedzi Kardynała związane z pogromem kieleckim. Chodzi o to, aby czytelnik mógł sobie wytworzyć możliwie obiektywne zdanie na temat zarzutów stawianych Księdzu Kardynałowi, na ile słuszne jest oskarżenie Prymasa Hlonda o skrajny antysemityzm. „Problem żydowski istnieje i istnieć będzie, dopóki Żydzi będą Żydami – napisał Ks. Kardynał. W poszczególnych krajach to zagadnienie ma różne natężenie i różną aktualność. U nas jest ono specjalnie trudne i powinno być przedmiotem poważnych rozważań. Tutaj dotykam krótko jego strony moralnej w związku z dzisiejszem położeniem.

Faktem jest, że Żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w wolnomyślicielstwie, stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego i akcji wywrotowej. Faktem jest, że wpływ żydowski na obyczajność jest zgubny, a ich zakłady wydawnicze propagują pornografię. Prawdą jest, że Żydzi dopuszczają się oszustw, lichwy i prowadzą handel żywym towarem. Prawdą jest, że w szkołach wpływ młodzieży żydowskiej na katolicką jest na ogół pod względem religijnym i etycznym ujemny. Ale — bądźmy sprawiedliwi. Nie wszyscy Żydzi są tacy. Bardzo wielu Żydów to ludzie wierzący, uczciwi, sprawiedliwi, miłosierni, dobroczynni. W bardzo wielu rodzinach żydowskich zmysł rodzinny jest zdrowy, budujący. Znamy w świecie żydowskim ludzi także pod względem etycznym wybitnych, szlachetnych, czcigodnych.

Przestrzegam przed importowaną z zagranicy postawą etycz#ną, zasadniczo i bezwzględnie antyżydowską. Jest ona niezgodna z etyką katolicką. Wolno swój naród więcej kochać; nie wolno ni#kogo nienawidzić. Ani Żydów. W stosunkach kupieckich dobrze jest swoich uwzględniać przed innymi, omijać sklepy żydowskie i żydowskie stragany na jarmarku, ale nie wolno pustoszyć sklepu żydowskiego, niszczyć Żydom towarów, wybijać szyb, obrzucać petardami ich domów. Należy zamykać się przed szkodliwemi wpływami moralnemi ze strony żydostwa, oddzielać się od jego antychrześcijańskiej kultury, a zwłaszcza bojkotować żydowską prasę i żydowskie demoralizujące wydawnictwa, ale nie wolno na Żydów napadać, bić ich, kaleczyć, oczerniać. Także w Żydzie należy uszanować i kochać człowieka i bliźniego, choćby się na#wet nie umiało uszanować nieopisanego tragizmu tego narodu, który był stróżem idei mesjanistycznej, a którego dzieckiem był Zbawiciel. Gdy zaś łaska Boża Żyda oświeci, a on szczerze pój#dzie do swojego i naszego Mesjasza, witajmy go radośnie w chrześcijańskich szeregach.

Miejcie się na baczności przed tymi, którzy do gwałtów antyżydowskich judzą. Służą oni złej sprawie. Czy wiecie, kto im tak każe? Czy wiecie, komu na tych rozruchach zależy? Dobra sprawa nic na tych nierozważnych czynach nie zyskuje. A krew, która się tam niekiedy leje, to krew polska”[11].

Przyznać trzeba, że dla dzisiejszego człowieka język, słownictwo i charakterystyka Żydów, ukazana w przedstawionym liście jest dość niezwykła, by nie powiedzieć szokująca. Dla należytej oceny trzeba jednak uwzględnić ówczesny kontekst historyczny i sytuację żydowską, która – jak pisze Kardynał – „w Polsce jest specjalnie trudna i powinna być przedmiotem poważnych rozważań”[12].

Dla przypomnienia pozwolę sobie przywołać kilka danych statystycznych z tamtego okresu: Według spisu ludności z 1935 r. w Polsce było 3,5 miliona Żydów, co stanowiło ok. 10% mieszkańców naszego kraju. W wielkich miastach, np. w Warszawie, liczba ta przekraczała nawet 34%. Na równi z innymi obywatelami Polski, Żydzi korzystali ze wszystkich uprawnień konstytucyjnych. Prawdą jest jednak również, iż po długich latach niewoli, odbudowa tożsamości narodowej znajdowała w katolicyzmie swego rodzaju kryterium “polskości”, co prowadziło w konsekwencji do znacznych napięć między Polakami a Żydami oraz innymi narodowościami.

Wskazuje się – nie bez racji – na pewną sprzeczność w odbudowie powstałego po prawie 130 latach państwa polskiego. Polska była przed wojną państwem wielonarodowościowym i skupiała obywateli różnych religii i wyznań. Usiłowano natomiast odbudować świadomość i tożsamość narodowościową w oparciu o religię katolicką, która stanowiła główne spoiwo w czasie rozbiorów. Można pytać czy to w ogóle było możliwe? Obok tego pytania nie może zabraknąć drugiego, które narzuca się prawie z równą siłą: czy istniały w ogóle inne więzy, które zdolne były zintegrować naród, który przez przeszło wiek był poddany ostrej polityce wynarodowienia? W sposób zrozumiały napięcia pomiędzy Polakami, Żydami, ale także innymi narodowościami, dochodziły szczególnie do głosu w środowiskach narodowo-chrześcijańskich. 

Głęboki kryzys gospodarczy lat 1929-1935 przyczynił się dodatkowo do ostrej rywalizacji i walki ekonomicznej, która przybierała nieraz formę bojkotu Żydów. Nie poprawiał ogólnej sytuacji także syjonistyczny ruch Żydów, dystansujący się w sposób świadomy od tak niedawno odrodzonego polskiego Państwa. Nie da się zatem zaprzeczyć, że w latach, o których mówimy, “problem żydowski” istniał, nawet jeśli występująca tu niechęć czy wrogość do Żydów nie miała nigdy podłoża rasowego, lecz najczęściej ekonomiczne, a także religijne i narodowe. I w takim właśnie świetle należy odczytywać słowa Kardynała Hlonda. Ważne jest również, by odczytywać je w całości, uwzględniając właściwą temu listowi antytetyczną strukturę literacką.

„Faktem jest – napisał Kardynał – że Żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w wolnomyślicielstwie, stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego i akcji wywrotowej. Faktem jest, że wpływ żydowski na obyczajowość jest zgubny, a ich zakłady wydawnicze propagują pornografię. Prawdą jest, że Żydzi dopuszczają się oszustw, lichwy i prowadzą handel żywym towarem. Prawdą jest, że w szkołach wpływ młodzieży żydowskiej na katolicką jest na ogół pod względem religijnym i etycznym ujemny…”[13].

W naszym odczuciu dzisiaj fragment ten zawiera wiele krzywdzących dla Żydów twierdzeń, jak chociażby zgubny wpływ obyczajowości żydowskiej  czy zarzut szerzenia pornografii. Można przyjąć, że kardynał Hlond przytacza opinie obiegowe. Wystarczy więc urwać w tym miejscu cytat, by przyznać rację oskarżycielom, tym łatwiej, jeśli nie uwzględnimy perspektywy historycznej. Aczkolwiek niepodobna nie zauważyć, że nawet i w tej części krytycznej Kardynał stara się nieco łagodzić niektóre ze swoich sformułowań, na przykład tam, gdzie mówi o wpływie młodzieży żydowskiej na katolicką, że jest on na ogół (bez generalizowania) ujemny i to pod względem religijnym i etycznym. Posłuchajmy jednak drugiej części, w której wskazuje wyraźnie na pozytywne cechy duchowości i postawy Żydów:

„Ale – bądźmy sprawiedliwi. Nie wszyscy Żydzi są tacy. Bardzo wielu Żydów to ludzie wierzący, uczciwi, sprawiedliwi, miłosierni, dobroczynni. W bardzo wielu rodzinach żydowskich zmysł rodzinny jest zdrowy, budujący. Znamy w świecie żydowskim ludzi także pod względem etycznym wybitnych, szlachetnych, uczciwych”[14].

Uwzględniając fakt, że list kard. Hlonda został wydany zaledwie 3 lata po dojściu Hitlera do władzy w Niemczech, kiedy rozpoczęło się już prześladowanie i niszczenie Żydów, na szczególną uwagę zasługuje ostrzeżenie: „Przestrzegam przed importowaną z zagranicy postawą etycz#ną, zasadniczo i bezwzględnie antyżydowską. Jest ona niezgodna z etyką katolicką… Miejcie się na baczności przed tymi, którzy do gwałtów anty#żydowskich judzą. Służą oni złej sprawie. Czy wiecie, kto im tak każe? Czy wiecie, komu na tych rozruchach zależy? Dobra sprawa nic na tych nierozważnych czynach nie zyskuje. A krew, która się tam niekiedy leje, to krew polska”[15].

Trudno nie dostrzec w tych słowach wyraźnej aluzji do bezwzględnej, nacechowanej nienawiścią pogardy rasowej ideologii hitlerowskiej. Zaledwie kilka lat dzieli to ostrzeżenie od urzeczywistnienia idei całkowitej zagłady Żydów, zarysowanej w „Mein Kampf” A. Hitlera. Kardynał, któremu obok antysemityzmu zarzuca się także skrajny nacjonalizm, przestrzega wyraźnie przed uleganiem propagandzie antyżydowskiej do gwałtów i przemocy oraz przypomina, że także z Żydami łączy nas wspólnota narodowa.

Prymas Hlond, który walczy o „katolickie zasady moralne w życiu narodu przyznaje, że wolno bojkotować szkodliwą prasę i wydawnictwa żydowskie czy sklepy żydowskie”, ale stawia też wyraźne granice, które są niezgodne z etyką katolicką: „nie wolno pustoszyć, niszczyć sklepów żydowskich, napadać, oczerniać, bić czy kaleczyć”. Naczelna zasada brzmi: „także w Żydzie należy uszanować i kochać człowieka i bliźniego, choćby się na#wet nie umiało uszanować nieopisanego tragizmu tego narodu, który był stróżem idei mesjanistycznej, a którego dzieckiem był Zbawiciel”[16].

Można zapytać: jak tego rodzaju stwierdzenie pogodzić z wysuwanym przez Rogiera oskarżeniem przed wojną Kościoła o faszyzm czy rzekomym żądaniem Kardynała o „wygnanie Żydów z kraju”?

Ksiądz Stanisław Kosiński SDB – bez wątpienia najlepszy znawca życia, dzieła i spuścizny kard. A. Hlonda, wydawca monumentalnego VII-tomowego dzieła p.t. Acta Hlondiana oraz wielu innych rozpraw związanych z kard. Hlondem, w nawiązaniu do omawianej problematyki stwierdza: „Hlond snując (w Liście Pasterskim z 29 lutego 1936 r.) na kanwie współczesnych systemów etycznych, niezgodnych z katolicką moralnością i jej zasadami, rozważanie o roli katolickiej etyki w życiu społeczeństwa, ostro piętnował braki, zwłaszcza egoizm, rozwiązłości i nienawiść, przestrzegając przed antysemityzmem i rasizmem, tak aktualnymi w tym czasie”[17].

Powyższe stwierdzenie znajduje pełne pokrycie w całości treści listu i ukazuje jak tendencyjne, oparte na określonych założeniach ideologicznych są wnioski, które oskarżają kard. Hlonda o jawny antysemityzm. Oskarżenie zaś Prymasa Hlonda o sprzyjanie faszyzmowi zakrawa wręcz o cynizm. Z tajnych dokumentów Służb Bezpieczeństwa III Rzeszy wynika wyraźnie, że był on uznawany wręcz „za jednego z najbardziej odrażających podżegaczy przeciwko Niemcom”[18]. Przebywając w czasie wojny na emigracji, szczególnie w Lourdes we Francji, wysyłał tajne raporty do Stolicy Apostolskiej, w których relacjonował o zbrodniach Niemców na okupowanych ziemiach polskich, w tym także dokonanych na Żydach.

3. Stosunek kard. Hlonda do mordu kieleckiego

Oskarżenie kard. Hlonda przez oficjalną, reżimową prasę PRL o współodpowiedzialność za pogrom Żydów w Kielcach jest nie tylko zakłamaniem, ale wręcz oszczerstwem. Zachowały się bowiem bezpośrednie wypowiedzi Prymasa Hlonda, które wprost zaprzeczają tym pomówieniom i ukazują pełną prawdę w odniesieniu do tego tragicznego wydarzenia, które wg eufemistycznej terminologii komunistycznej oficjalnie zawsze były określane jako „wypadki kieleckie”. Negowanie tej prawdy w okresie PRL było możliwe tylko dlatego, że cenzura komunistyczna konsekwentnie nie dopuszczała żadnego sprostowania ani też żadnej pozytywnej wypowiedzi na temat Ks. Kardynała.

Upływ czasu upoważnia mnie do tego, by najpierw przywołać kilka istotnych faktów związanych z tym tragicznym wydarzeniem, które kładzie się bolesnym piętnem na powojenne dzieje Polski i Polaków. Podczas gdy w Polsce, w okresie PRL, fakt ten był prawie nieznany Polakom, większość Żydów na całym świecie wiązała i wiąże nazwę miasta „Kielce” z tym właśnie pogromem.

Krótko po zakończeniu II wojny światowej ofiarą zbiorowego mordu w Kielcach padło 40 niewinnych ludzi (trzydzieścioro siedmioro Żydów, dwóch polskich cywilów i jeden polski oficer), w tym także kobiety i dzieci. Byli to w większości ludzie, którzy ocaleli z pogromu wojennego, wrócili do swoich domów i zostali zamordowani przez swoich współmieszkańców. Dokładny opis tych wypadków można znaleźć w opracowaniu p.t. „Wokół pogromu kieleckiego” pod redakcją Łukasza Kamińskiego i Jana Żaryna, wydanym przez Instytut Pamięci Narodowej w roku 2006.

Ten zbiorowy mord został dokonany w Kielcach 4 lipca 1946 roku na Żydach zamieszkałych przy ul. Planty 7, prawie bezpośrednio po słynnym referendum 3 x TAK, które miało miejsce 30 czerwca tego samego roku. Znamienne, że z rąk oprawców zginęli jedynie Żydzi syjoniści, nie zginął natomiast żaden z Żydów komunistów (żydokomuny) mieszkających w tym samym domu. Dziś wiadomo, że referendum to, które miało stanowić potwierdzenie woli narodu, i „demokratyczną” legitymację komunistycznych rządów w Polsce, zostało sfałszowane. Aby zatrzeć negatywne wrażenie, które ten fakt wywołał w Polsce i świecie, propaganda komunistyczna wykorzystała „wypadki kieleckie” do oskarżenia i zdyskredytowania opozycji antykomunistycznej jako ich sprawców.

Wszystko wskazuje na to, że mord kielecki stanowił prowokację komunistyczną, która miała odwrócić uwagę od tego referendum i ukazać wobec Zachodu, jak silne są w Polsce tendencje antysemickie, podtrzymywane przez siły reakcyjne i klerykalne. Był to rodzaj antysemityzmu instrumentalnego, który służył dobrze określonym celom propagandowym i utwierdzał jednocześnie środowiska żydowskie w przekonaniu o ciągłości antysemityzmu polskiego, który przetrwał nawet eksterminację Żydów w okresie okupacji.

Oficjalna propaganda partyjna jako sprawców oskarżała opozycję antykomunistyczną i duchowieństwo polskie. I Sekretarz PPR Władysław Gomułka, dnia 6 lipca 1946 roku w przemówieniu do aktywu partyjnego wskazał wprost na faszystów polskich i żołnierzy gen. Andresa jako faktycznych sprawców pogromu kieleckiego[19].

Bez względu na intencję prowokatorów „wypadków kieleckich” pozostaje jednak faktem, że strasznego pogromu dokonano polskimi rękami. Przerażające jest również to, z jaką łatwością tłumy uwierzyły w oskarżenie o dokonanie rzekomo mordu rytualnego na polskim chłopcu Henryku Błaszczyku. Świadczy to wymownie, że zabobon ten był nie tylko rozpowszechniony, ale także akceptowany.

Pytamy słusznie: jakie stanowisko zajęła wobec tych tragicznych wypadków władza kościelna: Kuria Kielecka, ówczesny biskup kielecki Czesław Kaczmarek i kard. Hlond., którzy przez różne środowiska wprost byli oskarżani o współodpowiedzialność za te wydarzenia?

Już dnia 11 lipca 1946 r. kard. Hlond wydał wobec amerykańskich dziennikarzy jednoznaczne i nie budzące żadnych wątpliwości oświadczenie (wobec zakazu cenzury komunistycznej - według mojej wiedzy – opublikowane dopiero w 1988 r.). Oświadczenie to stwierdza między innymi:

„1) Kościół katolicki zawsze i wszędzie potępia wszelkie mordy. Potępia je też w Polsce bez względu na to, przez kogo są popełnione i bez względu na to, czy popełnione są na Polakach czy na Żydach, w Kielcach lub w innych zakątkach Rzeczypospolitej.

2) Przebieg nieszczęsnych i ubolewania godnych wypadków kieleckich wykazuje, że nie można ich przypisywać rasizmowi. Wyrosły one na podłożu całkiem odmiennym, bolesnym a tragicznym. Wypadki te są potwornym nieszczęściem, które mnie napełnia smutkiem i żalem”[20].

Trudno nawet dziś, po upływie przeszło 70 lat, bardziej jednoznacznie wyrazić potępienie: „mord jako mord zasługuje zawsze na potępienie, niezależnie od tego, na kim zostaje popełniony – na Polakach czy na Żydach”. Kardynał nie ograniczył się przy tym do formalnego potępienia, ale wskazał również na źródła i inspiracje, które do tego mordu doprowadziły: „nie można ich (mordów) przypisywać rasizmowi. Wyrosły one na podłożu całkiem odmiennym, bolesnym i tragicznym”.

Uwzględniając okoliczności i czas tej wypowiedzi, można dostrzec wyraźną aluzję do komunistycznej prowokacji, której nie mógł – w sposób zrozumiały – nazwać właściwym imieniem. Przypomnienie, że nie miały one źródła rasowego, wskazuje, że nie stanowią one kontynuacji zbrodni nazistowskich na Żydach, które miały podłoże wyraźnie rasistowskie. Wskazanie na „podłoże całkiem odmienne, bolesne i tragiczne”, pośrednio sugeruje, że moralnymi sprawcami zbiorowego mordu były Służby Bezpieczeństwa PRL. Kardynał nie omieszkał też dodać, czym są te tragiczne wydarzenia dla niego osobiście: „wypadki te są potwornym nieszczęściem, które mnie napełnia smutkiem i żalem”.

W kontekście tamtego czasu wypowiedź ta była niezmiernie śmiała i wyrazista. Nie można zapominać, że wielki przełom w stosunku do Żydów dokonał się dopiero w czasie II Soboru Watykańskiego w roku 1965. Warto przy tym zauważyć niezmiernie wymowną zbieżność słów Księdza Kardynała ze słowami deklaracji „Nostra aetate”: „Kościół … potępia każde prześladowania jakichkolwiek ludzi, … ubolewa nad wszelkimi aktami nienawiści, prześladowań, wszelkimi manifestacjami antysemityzmu, jakie miały miejsce w jakimkolwiek czasie i ze strony jakichkolwiek ludzi”[21]. Słowa te następnie powtórzył Jan Paweł II w czasie pamiętnej wizyty w Synagodze Rzymskiej 13 kwietnia 1986 roku. W tym względzie kard. Hlonda można uznać wręcz za prekursora II Soboru Watykańskiego i wypowiedzi Jana Pawła II, którego wyprzedził o pełne 40 lat.

Wspomniane wyżej świadectwo kard. Hlonda z 11 lipca 1946 roku podaje także wiele cennych szczegółów dotyczących przebiegu i okoliczności wydarzeń pogromu kieleckiego, w tym także stosunku Kurii Kieleckiej i duchowieństwa wobec tych wydarzeń.

„3) Duchowieństwo katolickie w Kielcach – napisał Kardynał - spełniło swoje zadanie. Gdy wieść o wypadkach dotarła do kleru, ks. Roman Zelek, proboszcz parafii katedralnej, pobiegł na miejsce, ale u wejścia w ul. Planty został przez wojsko zawrócony. Gdy kordony wojskowe zostały zwinięte, pięciu księży udało się na miejsce wypadków, gdzie zauważyli, że tłumów już nie było, były tylko mniejsze grupy, którym przedstawiciel Kurii radził, by wróciły do domu.

Następnego dnia (5 lipca) przedstawiciel Kurii Biskupiej w porozumieniu z władzami i przedstawicielami miasta, przygotował odezwę uspokajającą, którą Wojewoda zaakceptował. Tej odezwy atoli władze nie opublikowały.

Dnia 6 lipca Kuria Biskupia wydała od siebie odezwę, która następnego dnia (7 lipca, niedziela) zastała odczytana z ambon we wszystkich katolickich kościołach miasta… Jeżeli mimo gwałtownego podniecenia w Kielcach w ostatnim tygodniu panował tam ład i spokój, przypisać to należy przede wszystkim celowemu i łagodnemu wpływowi duchowieństwa”[22].

We wspomnianej odezwie Kurii czytamy m. in.: „fakt rozmyślnego zabójstwa jest zbrodnią wołającą o pomstę do nieba i jako taki godzien jest całkowitego i bezwzględnego potępienia. Fakt ten jest karygodniejszy, gdy dzieje się na oczach młodych i nieletnich ludzi… Wzywamy katolickie społeczeństwo diecezji kieleckiej do zachowania spokoju, opanowania się oraz zrozumienia powagi chwili w interesie własnym i Narodu. Niechaj żaden katolik nie da się zwodzić nikomu, kto by go chciał pchnąć do podobnych czynów”[23].

Późniejsze dochodzenia, prowadzone już po upadku władzy ludowej, w pełni potwierdziły, że tragiczne wydarzenia w Kielcach z dnia 4 lipca 1946 r. wiarogodność świadectwa Kardynała. Opisy prasy komunistycznej służyły głównie zdyskredytowaniu walczącej o wolność Polski i Kościoła katolickiego. W oczach wielu Żydów pogrom kielecki uznawany jest jednak za wyraz niechęci do Żydów, któremu, pod, wpływem polskiego antysemityzmu, uległ fanatyczny motłoch.

Tragiczne wydarzenia kieleckie zostały również wyraźnie potępione zarówno przez biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka jak i biskupa częstochowskiego Teodora Kubinę.

„Wypadki kieleckie - jak pisze biskup Kaczmarek w raporcie przekazanym na ręce ambasadora Stanów Zjednoczonych w Warszawie Artura Bliss Lane`a – niezależnie od tła, niezależnie od tego, że były sprowokowane, niezależnie od tego, że władze rządowe mogły, lecz nie chciały do nich nie dopuścić, były jednak zbrodnią zostawiającą plamę na społeczeństwie polskim”[24].

Najbardziej jednoznaczne i zdecydowane stanowisko w sprawie masowej zbrodni w Kielcach zajął biskup Teodor Kubina: „W Kielcach dokonano zbrodni masowego mordu… Moralni i faktyczni sprawcy dokonanego mordu podeptali godność człowieka oraz dopuścili się strasznego w swej formie pogwałcenia chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego i ogólnoludzkiej zasady „nie zabijaj”.

Nic, absolutnie nic, nie usprawiedliwia zasługującej na gniew ludzi zbrodni kieleckiej, której tła i przyczyny poszukiwać należy w zbrodniczym fanatyzmie i nieusprawiedliwionej ciemnocie… I jedni i drudzy (inspiratorzy i wykonawcy) winni być bezwzględnie i bez jakichkolwiek zastrzeżeń potępieni jako zbrodniarze w zrozumieniu wszelkich praw Bożych i ludzkich”[25].

Kard. Hlond nie ograniczył się wyłącznie do potępienia i opisu przebiegu wydarzeń kieleckich, ale wskazał również na zasługi Polaków w ratowaniu Żydów w czasie okupacji niemieckiej. Warto przypomnieć, że tylko w Polsce groziła kara śmierci za ukrywanie i pomoc Żydom. Niekiedy całe rodziny z zastosowaniem odpowiedzialności zbiorowej przypłaciły to śmiercią. Nie omieszkał jednak zauważyć, że w powojennych władzach państwowych i partyjnych było wielu Polaków pochodzenia żydowskiego. Stwierdził miedzy innymi:

„4) W czasie eksterminacyjnej okupacji niemieckiej Polacy, mimo że sami byli tępieni, wspierali, ukrywali i ratowali Żydów z narażeniem własnego życia. Niejeden Żyd w Polsce zawdzięcza swe życie Polakom i polskim księżom. Że ten dobry stosunek się psuje, za to w wielkiej mierze ponoszą odpowiedzialność Żydzi, stojący w Polsce na przodujących stanowiskach w życiu państwowym, a dążący do narzucenia form ustrojowych, których ogromna większość narodu nie chce. Jest to gra szkodliwa, bo powstają stąd niebezpieczne napięcia. W fatalnych starciach orężnych na bojowym froncie politycznym w Polsce giną niestety niektórzy Żydzi, ale ginie nierównie więcej Polaków”[26].

Stanowisko kard. Hlonda nie ograniczało się wyłącznie do oświadczeń. Angażował się w sposób czynny w obronę i pomoc Żydom. Jego postawa w stosunku do Żydów jest najbardziej przekonywującym faktem, który trudno negować: contra facta nulla argumenta. Nie omieszkał odwołać się i przypomnieć także o tym fakcie:

„5) Moje osobiste stanowisko do Żydów – napisał - jest znane choćby z mych przedwojennych wypowiedzi. W czasie zaś wygnania we Francji w latach 1940-1941, ratowałem niejednego Żyda polskiego, niemieckiego, francuskiego, przed wywiezieniem do obozów śmierci – ułatwiałem im wyjazdy do Ameryki, umieszczałem ich w bezpiecznych schronieniach, starałem się dla nich o dokumenty, dzięki którym ocaleli. Pragnę serdecznie, by sprawa żydowska w świecie powojennym znalazła wreszcie swe właściwe załatwienie”[27].

Kardynał Hlond prosił, by jego oświadczenie zostało w całości, bez żadnych skrótów opublikowane w prasie[28]. Niestety, dziennikarze nie zastosowali się do jego prośby. Być może wielu nie mogło po prostu z powodu cenzury. Ten cenny dokument prawie przez pół wieku – przynajmniej po stronie polskiej – pozostawał w prawie zupełnym zapomnieniu, a w prasie zagranicznej był niekiedy nadużywany przeciwko Księdzu Kardynałowi.

Bogu dzięki istnieją także inne dokumenty z okresu bezpośrednio po wojnie, które oddają sprawiedliwość kard. Hlondowi i przypominają o jego zasługach w stosunku do Żydów. W styczniu 1946 r. Prymas udzielił w Poznaniu wywiadu przedstawicielowi Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego - prof. Michałowi Zylbergowi. Ze względu na wagę tego dokumentu pozwolę sobie przytoczyć go w całości:

„Wydaje się, że nieśmiertelne prawdy zawarte w Starym Testamencie - mówił kard. Hlond – zasady dziesięciorga przykazań, natchnione słowa proroków, musiały niepokoić tego prawdziwego szatana jakim był Hitler. Wydawało mu się w pysze antychrysta, jeśli wymorduje Żydów, znikną odwieczne zasady współczesnej cywilizacji i nie tylko fizycznie, ale i duchowo zapanuje pogańska myśl narodowych socjalistów. Nie mogło mu się to udać i choć naród żydowski poniósł tak ogromne straty, nie wyszedł jednak zakłamany.

Prof. Zylberg rozpoczął rozmowę od podziękowań: „chciałbym na ręce Jego Eminencji złożyć w imieniu Zrzeszeń Religijnych podziękowanie tym wszystkim, którzy nam pomagali ratować się przed piecami krematoryjnymi. Mówię tu przede wszystkim o zakładach sióstr zakonnych, które tak wiele dokonały dla ratowania dzieci.

Ogromnie mnie cieszy pańskie oświadczenie – mówił Kardynał. Tak musieli postąpić wszyscy, dla których zasady naszego Kościoła nie są pustym dźwiękiem. Ja sam starałem się w czasie pobytu we Francji o tzw. asyryjskie papiery dla Żydów polskich, a specjalnie o „żółte dokumenty”, na podstawie których mogli Żydzi wyjechać do Ameryki”.

Kolejne pytanie prof. Zylberga dotyczyło wybrania Polski na teren mordowania Żydów: „czy nie mógłby Jego Eminencja wytłumaczyć, dlaczego właśnie Polskę wybrał Hitler za teren mordowania Żydów z całej Europy?”

Kard. Hlond odpowiedział: „Myślałem o tym niejednokrotnie. Może najlepszą odpowiedź znalazłem w książce Rauschninga pt. „To on mi powiedział”. Autor przytacza rozmowy z Hitlerem w latach poprzedzających przyjście do władzy. W jednej z nich dowodzi Hitler, że tylko wprowadzenie niewolnictwa daje gwarancję wzrostu potęgi państwa. Przykłady tego Hitler widział w państwach starożytnych, a nawet w rozkwicie niektórych współczesnych imperiów. W czasie tej rozmowy dowiedział się Rauschning, że w planach Hitlera leżało uczynienie z Polski państwa niewolników. Miało w niej pozostać około 10 milionów ludzi, którzy by pracowali dla wielkości Niemiec. Reszta miała wyginąć. Mordowanie Żydów było wstępem do realizacji planów Hitlera”.

Prof. Zylberg poruszył też w rozmowie problem walki z Żydami po zakończeniu II wojny światowej: „Czy znane są Jego Eminencji wypadki napaści na Żydów już po wyzwoleniu Polski?”

„Przejmują mnie one prawdziwym smutkiem – takie świadectwo dał kard. Hlond - ponieważ są to czyny występujące przeciwko podstawowym zasadom religii katolickiej, wypadki te wołają o pomstę do nieba, na to nie ma rozgrzeszenia ani przebaczenia tym bardziej, że nie ma żadnych przyczyn do takich wystąpień, jak również brak obecnie w Polsce obiektywnych podstaw dla szerzenia antysemityzmu. To jest prawdziwie szaleństwo tych, którzy ciągle konspirują, siedzą w lasach. Wydaje się im, że robią politykę, że napadając na Żydów zwalczają rząd. Potępiam działalność ich jako katolik i jako Polak”.

Prawie z niedowierzaniem przyjmujemy dziś śmiałą odpowiedź Kardynała na postawione jemu pytanie dotyczące statusu Palestyny, i to w 1948 roku. Na pytanie prof. Zylberga: „Jaki jest pogląd Jego Eminencji na sprawę Palestyny?”, Prymas Hlond odpowiedział: „Niepodległość państwa żydowskiego jest sprawą pierwszorzędnej wagi. Naród żydowski odrodzi się wtedy w pełnym blasku po latach nieszczęść i tragedii. Nie wiem jak wygląda kwestia pojemności Palestyny. Podobno może w obecnej chwili przyjąć do miliona Żydów. To byłoby świetne. Życzę Wam ze szczerego serca powodzenia w waszych staraniach. W sprawie miejsc świętych dojdziemy z pewnością do porozumienia.”

Spotkanie z prof. Zylbergiem kard. Hlond zakończył słowami: „Cieszę się, że Pan mnie odwiedził. Niech Pan powtórzy swym siostrom i braciom słowa otuchy. W ich wielkiej tragedii i w dniach radosnych jestem wam sercem bliski. Pamiętajcie, że w tragicznych chwilach jedynie wiara może uchronić od zagłady i katastrofy”[29].

Dotychczas miałem okazję w różnych miejscach i środowiskach przedstawiać stanowisko kardynała Hlonda w tak ważnych kwestiach, dziś od nowa szczególnie aktualnych. W obliczu poważnych oskarżeń Kardynała jest ważne, byśmy mogli poznać możliwie obiektywną prawdę w sprawach, o które jest oskarżany. Cieszę się, że mogłem przypomnieć niektóre fakty i wydarzenia z jego życia w środowisku i Archidiecezji, w której pełnił przez wiele lat swoją pasterską posługę. Żywię nadzieję, że może uda się sprostować niejedną fałszywą i krzywdzącą w stosunku do niego opinię.

Abp Henryk Muszyński

1. W skróconej formie stanowisko kard. Hlonda wobec Żydów zostało przedstawione w Collectanea Theologica 1991, nr 3, s. 81-87 oraz w londyńskiej polonijnej Gazecie Niedzielnej, rok 51, nr 9/2639 z 28.02.1999 r., s. 1, 3-4.

2. B. Kołodziej, O Kardynale Auguście Hlondzie, w: Kardynał August Hlond. Kazania i mowy, Poznań 2009, s. 5.

3. T. Walichowski, Izrael a NRF, Warszawa 1967 r., s.176; zob. także Wypowiedź Jana Rogiera w: Acta Hlondiana (Dokumentacja Kardynała Augusta Hlonda), t. 6, cz.3, s.160.

4. Cyt. za: D. Olszewski, Polski antysemityzm w czasie okupacji i po wojnie, w: Znaki Czasu 7(3)/1987, s.91-92.

5. D. Olszewski, tamże.

6. Por. M. Hillel, Le massacre des survivants. Eu Pologne apres l`Holocauste, 1945-1947, Paris 1985, s.63-64, 126-127, 184, 233-234, 250.

7. Oba dokumenty w: Czy Żydzi mają diabła za ojca? t. 3, ks. M. Czajkowski, Warszawa 2016, s. 346-348, 355-357oraz w: Co Kościół myśli o Żydach i judaizmie. Co Żydzi myślą o Kościele?, Kielce 2017, s. 38-46. Zob. też St. Krajewski, w: Tajemnica Kościoła a tajemnica Izraela, Warszawa 2007, s. 139.

8. Co Kościół myśli o Żydach i judaizmie…, s. 43.

9. Proces beatyfikacyjny został otwarty w Archikatedrze św. Jana w Warszawie przez ks. Kard. Józefa Glempa, prymasa Polski dnia 9 stycznia 1992 r. 21 maja 2018 r. papież Franciszek zatwierdził dekret o heroiczności cnót kard. A. Hlonda.

10. http://www.rp.pl/Kosciol/180529592-Amerykanscy-zydzi-protestuja-ws-beatyfikacji-polskiego-kardynala-Augusta-Hlonda.html [dostęp 29.05.2018].

11. August Kard. Hlond, O katolickie zasady moralne, w: Listy Pasterskie, Poznań 1936, s.192-193, zob. także O katolickie zasady moralne w: Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172-173.

12. Tamże, List Pasterskie, s.192, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172.

13. Tamże, Listy Pasterskie, s.192, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172.

14. Tamże, Listy Pasterskie, s.192, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172.

15. Tamże, Listy Pasterskie, s.192-193, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.172-173.

16. Tamże, Listy Pasterskie, s.193, Acta Hlondiana, t.1, cz.1, s.173.

17. S. Kosiński, August Hlond 1926-1948 w: Na stolicy Prymasowskiej w Gnieźnie i w Poznaniu. Szkice o Prymasach Polski w okresie niewoli narodowej i w II Rzeczpospolitej, Poznań 1982, s.363.

18. E. Guz, Kardynał Hlond kłopotliwy dla III Rzeszy, w: Słowo Powszechne 1992, nr 9, s. 4.

19. Por. D. Olszewski, Polski antysemityzm w czasie okupacji i po wojnie, w: Znaki Czasu 1987, nr 7/3 s. 91-93.

20. S. Kosiński, August Kard. Hlond Prymas Polski w służbie Boga i Ojczyzny. Wybór pism i przemówień 1922-1948, Warszawa 1988, s.214, zob. także: Uwagi wobec dziennikarzy amerykańskich w: Acta Hlondiana, t.2, cz. 2, s.259.

21. Sobór Watykański II, Konstytucje, dekrety, deklaracje, Poznań 2002, s. 336.

22. S. Kosiński, tamże, s. 214; Acta Hlondiana, t. 2, cz. 2, s. 259-260.

23. A. Michnik, Pogrom Żydów. Dwa rachunki sumienia, w: Przeciw antysemityzmowi 1936-2009 t. 2, Kraków 2010 , s. 176.

24. A. Michnik, tamże, s.152.

25. A. Michnik, tamże, s.169.

26. S. Kosiński, August Kard. Hlond Prymas Polski w służbie Boga i Ojczyzny. Wybór pism i przemówień 1922-1948, Warszawa 1988, s. 214-215; zob. także Uwagi wobec dziennikarzy amerykańskich w: Acta Hlondiana, , t. 2, cz. 2, s. 259.

27. S. Kosiński, tamże, s. 215.

28. Wiadomości Katolickiej Misji Polskiej w Londynie, R. 8, nr 9 (1946) s. 12 (maszynopis), zob. także Uwagi wobec dziennikarzy amerykańskich w: Acta Hlondiana, t.2, cz.2, s. 260.

29. Maszynopis wywiadu otrzymany od ks. S. Kosińskiego, por. Dziennik Powszechny, Radom-Kielce, r. II: 1946 s. 2 z 22.I.1946, zob. także: Wywiad z prof. Michałem Zylbergiem w: Acta Hlondiana t. 2, cz. 2, s. 257-258.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: koncert w 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża

2018-10-17 06:51

luk / Kraków (KAI)

Stolica Małopolski wyjątkowo uczciła 40. rocznicę rozpoczęcia pontyfikatu św. Jana Pawła II. Mieszkańcy i przyjezdni, a także prezydent Polski, Andrzej Duda wraz z małżonką, oraz nuncjusz apostolski, abp Salvatore Pennacchio, wzięli udział w koncercie zatytułowanym „Ojcze Święty, dziękujemy”.

Jakub Szymczuk/KPRP

Wydarzenie, które odbyło się na krakowskim Rynku Głównym, zorganizował Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie. - Chcieliśmy tym wieczorem przypomnieć chwile wyboru papieża Polaka, ale i przeżyć je na nowo, wspominając słowa, które do nas kierował - podkreśliła jego dyrektor, Agata Szuta. Koncert poprowadzili Magdalena Wolińska-Riedi i Krzysztof Ziemiec. - Dziś także Rzym przypomina sobie Jana Pawła II - prezentujemy cały dzień wywiady, które mają pokazać wyjątkowość jego pontyfikatu. Czas służby papieża, który dla mnie jest punktem odniesienia, świętym, którego nauczanie prowadzi mnie przez życie - przyznała korespondentka TVP z Watykanu.

Na scenie nie zabrakło artystów polskiej sceny muzycznej. Dla zebranych zaśpiewali m.in. Alicja Węgorzewska, Kasia Moś, Marco Antonelli, Marek Tokarzewski, Magda Steczkowska, Mateusz Ziółko, Zakopower czy TGD. Gwiazdom towarzyszył Chór Rodzinny im. Jana Pawła II Instytutu oraz orkiestra pod dyrekcją Grzegorza Urbana.

- Miałam trzy lata, kiedy Karol Wojtyła został papieżem, ale pamiętam ten moment i tamte emocje. Zarówno mojej rodziny, jak i świata. Chcemy tym koncertem przekazać ludziom przesłanie, które nieustannie głosił Jan Paweł II - że miłość i solidarność międzyludzka jest najważniejsza - zaznaczyła Magda Steczkowska. Publiczność usłyszała m.in. „Życiem cudem jest”, „W cieniu Twoich rąk” czy „Twoja miłość jak ciepły deszcz. - Bardzo dobrze, że przypomina się papieża Polaka w tak radosny i jednoczący sposób. Dobrze zobaczyć go na telebimach i odświeżyć w pamięci słowa nauczania, które do nas kierował, kiedy przyjeżdżał do Polski - powiedziała pani Maria.

Na zakończenie głos zabrał abp Marek Jędraszewski, który powiedział, że wieczór jest wyjątkowym podziękowaniem za Bożą opatrzność, która czuwała nad wyborem na papieża 40 lat temu. - Dziękujemy, że dał nam tyle radości, tyle pokoju serca i tak wiele zmienił. Wtedy taki koncert byłby nie do wyobrażenia, a dziś możemy tutaj uwielbiać Boga wspólnie śpiewem. Taką normalność przywrócił Polsce i światu właśnie Jan Paweł II - powiedział metropolita krakowski.

Wydarzenie zwieńczyło odśpiewanie wspólnie z artystami piosenki „Oto jest dzień”. Podczas koncertu występy muzyczne przeplatane były krótkimi opisami życia św. Jana Pawła II oraz nagraniami lub filmami z jego homiliami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Hanna Suchocka: w obliczu kwestionowania wartości państwa prawa potrzebny jest głos Kościoła

2018-10-17 19:34

lk / Warszawa (KAI)

W obliczu kwestionowania wartości, jakie stały u podstaw mozolnie odbudowywanego po 1989 r. państwa prawa, oczekiwany jest głos Kościoła. Paradoksalnie, mimo jego dzisiejszej krytyki, to oczekiwanie jest wyrazem zaufania do instytucji, która potrafiłaby to wzburzone może uspokoić – powiedziała b. premier Hanna Suchocka podczas konferencji „Podzwonne dla rozdziału Kościoła i państwa?”, która odbyła się w środę w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.

Fotografia Felici

Uczestnicy konferencji zastanawiali się m.in. czy Kościół i ludzie wierzący powinni brać udział w debacie publicznej, także w jej politycznym wymiarze – jeśli tak, to na jakich zasadach i w jakich granicach?

Postawiono także pytanie, czy formuła niezależnych i autonomicznych wspólnot Kościoła i państwa – współpracujących ze sobą – „nie staje się już anachronizmem, a jeśli nie to czy trzeba ją redefiniować?”.

Dominikanin o. Maciej Zięba OP stwierdził, że odczuwa kilka powodów do głębokiego pesymizmu co do tego, jak postrzegane są obecnie relacje między państwem a Kościołem w Polsce.

Wskazał m.in. na tabloidyzację debaty publicznej, który to problem dotyczy także Kościoła, a wyrażany jest przez publicystów, polityków, ludzi kultury. Z jednej strony jest to np. katolicki publicysta krytykujący ofiary pedofilii w jednej ze stacji telewizyjnych, a z drugiej reżyser głośnego ostatnio filmu o duchowieństwie.

Dominikanin wyraził ubolewanie, że język tej debaty radykalizuje się i przypomina nawet czasy stalinowskie. Zaczynają dominować ekstremalne poglądy, które polaryzują debatę, a to działa na jej niekorzyść.

Jako przykład podał wiązanie religijności z niektórymi postawami ideowymi i politycznymi. – Dobry katolik to taki, który jest jednocześnie monarchistą i antysemitą – mówił o. Zięba. Jego zdaniem, ta triada zaczęła dominować w życiu publicznym, i jest to niebezpieczne.

W opinii dominikanina, konieczna jest redefinicja obecności religii w życiu publicznym. Trzeba przypomnieć, że można się z kimś nie zgadzać, ale nie można mu odbierać prawa do wyrażania bliskich mu poglądów. To samo dotyczy także tych, którzy chcieliby wyrugować religię z życia publicznego. Jego zdaniem Polskę czeka wojna religijna, która niestety podzieli obywateli na wiele lat.

Prof. Hanna Suchocka, b. premier i b. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej wyraziła ubolewanie, że tym, co przeszkadza w dyskusji o Kościele, jest silne upolitycznienie i emocjonalne nastawienie do tego tematu. W takiej sytuacji, gdy dominują stereotypy, trudno się przebić z jakimikolwiek racjonalnymi argumentami.

Była premier skrytykowała dwie skrajne postawy, które obecnie dominują w dyskursie na temat roli Kościoła w społeczeństwie. Z jednej strony jest to błędne utożsamianie Kościoła i wiernych z jedną opcją polityczną, z drugiej strony wciąż obecny antyklerykalizm, wspominający o „państwie wyznaniowym”, potrzebie wypowiedzenia Konkordatu, opisujący duchowieństwo wyłącznie w negatywny sposób.

Prof. Suchocka przypomniała okoliczności, w jakich 25 lat temu trwały prace nad Konkordatem między Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską, w tym o obawach, jakie pojawiał się w trakcie konstruowania zawartych potem w tekście sformułowań.

Wiadomo było np. że nie można po prostu odtworzyć modelu wzajemnych relacji zapisanego w Konkordacie przedwojennym, gdyż powstał on w warunkach przed Soborem Watykańskim II. Unikano też słowa „rozdział”, gdyż nosiło ze sobą negatywne skojarzenia z poprzednim systemem, w którym Kościół traktowany był wrogo.

Odpowiadając krytykom Konkordatu ze strony lewicowej i antyklerykalnej, twierdzącym, że usytuował on Polskę w „epoce średniowiecza”, b. premier przypomniała, że umowa ta była potwierdzeniem naszej przynależności do europejskiej cywilizacji wartości. Stwierdzono przecież w Konkordacie, że obie podpisujące go strony zobowiązują się kierować „powszechnymi zasadami prawa międzynarodowego, łącznie z normami dotyczącymi poszanowania praw człowieka, podstawowych swobód oraz wyeliminowania wszelkich form nietolerancji i dyskryminacji z powodów religijnych”.

„To są sformułowania zawarte explicite w Konkordacie. One nas osadzają w cywilizacji europejskiej kultury prawnej” – dodała prof. Suchocka.

Zdaniem prof. Suchockiej, konieczne jest dziś dokładniejsze określenie w debacie publicznej tego, co w wielu dokumentach prawnych i w dyskusji nad respektowaniem Konstytucji nazywa się dobrem wspólnym. Z tego bowiem niedookreślenia wynika obecny kryzys i podziały w polskim społeczeństwie.

Ta kategoria dziś jest niestety tylko sloganem, a przecież jest ona dynamiczna, obejmuje inne jej rozumienie w różnym czasie i w różnych kontekstach życia publicznego. Obecnie jest redukowana do zaspokajania dobra partyjnego. - To oczywiście jest sprzeczne z duchem posoborowym, gdyż jest wykluczające. Wyklucza np. tych, którzy są katolikami, a nie utożsamiają się z daną jedną partią polityczną – mówiła b. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej.

Inną kluczową kategorią wymagającą sprecyzowania jest „państwo prawa”. - Gdy przygotowany był Konkordat nie zakładaliśmy, że ta kategoria może zostać zakwestionowana – stwierdziła z ubolewaniem prof. Suchocka.

Jej zdaniem, przy obecnym sporze politycznym w kraju i w obliczu kwestionowania wartości, jakie stały u podstaw mozolnie odbudowywanego po 1989 r. państwa prawa, oczekiwany jest głos Kościoła. – Paradoksalnie, mimo takiej krytyki Kościoła, spowodowanej ostatnio pewnym filmem, to oczekiwanie jest bardzo silne jako wyraz zaufania do Kościoła jako instytucji, która potrafiłaby to wzburzone może uspokoić – powiedziała Hanna Suchocka.

Amerykański publicysta katolicki George Weigel przedstawił kilka zasadniczych idei dotyczących stanu demokracji w XXI wieku w świecie, jednocześnie sytuując w tym katalogu Kościół katolicki.

Wymienił m.in. ideę wolnego społeczeństwa, wolności jako takiej, kondycji cywilizacyjnej Europy Zachodniej, pamięć historyczną, pluralizm, patriotyzm przeciwstawiony nacjonalizmowi oraz „obecny publicznie Kościół w wolnym społeczeństwie”.

Zdaniem Weigla, europejski katolicyzm był przez długi czas wykorzystywany do ustanawiania Kościoła państwowego. Jan Paweł II wiedział, że te czasy już minęły. Jednak alternatywą dla Kościoła państwowego nie miał być ani Kościół prywatny, ani zepchnięty do getta, ani upartyjniony, ale właśnie obecny publicznie: taki, który w encyklice „Redemptor hominis” papież nazwał „Kościołem, który proponuje”.

W „Centesimus annus” papież nauczał, że działałby w przestrzeni publicznej przede wszystkim za pośrednictwem wolnych stowarzyszeń społeczeństwa obywatelskiego, a nie jako aktor polityczny. Byłby to Kościół, który przedstawia argumenty, a nie dąży do wypracowania środków politycznych.

Taki Kościół działałby „na głębszym poziomie życia publicznego – kulturowej świadomości i samozrozumienia”, czyli „byłby strażnikiem prawd, które umożliwiają dobre przeżywanie wolności”. Byłby wreszcie potrzebny postrzchrześcijańskiej obecnie Europie, która staje się też postracjonalna, niezdolna do zorganizowania silnej, przekazywanej przez kulturę i znajdującej polityczny oddźwięk obrony demokracji i wolnego społeczeństwa.

Wystąpieniom prelegentów towarzyszył następnie panel komentatorów, w którym głos zabrali: Andrzej Szostkiewicz („Polityka”), Michał Szułdrzyński („Rzeczpospolita”), politolog Sławomir Sowiński (UKSW) i Jakub Bierzyński (dom mediowy OMD).

Organizatorem debaty „Podzwonne dla rozdziału Kościoła i państwa?” była Fundacja Służby Rzeczypospolitej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem