tęczowy cooking

Zdrowa Nutella [krem czekoladowy]

Przyrządź pyszny krem czekoladowy do kanapek

Zobacz

opowiedz mi Biblię

Mój Aniele Boże

Nie zapomnij o modlitwie do swojego Anioła Stróża

Zobacz
Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij
Film Smoleńsk

Trzy adwentowe dramaty

BISKUP KAZIMIERZ ROMANIUK

Polub nas na Facebooku!

Wszystkie trzy zostały opisane w adwentowych czytaniach mszalnych. Wszystkie trzy wiążą się z przyjściem na świat Jezusa Chrystusa. Ich główne ludzkie postacie to Maryja - przyszła Bogurodzica, Józef - Jej Oblubieniec, oraz Jan Chrzciciel. A oto i owe dramaty.

Maryja

Pierwszy miał miejsce w momencie zwiastowania Maryi, że z woli Boga ma być Matką Jezusa. Anioł Gabriel powiedział:" Maryjo, znalazłaś łaskę u Boga. Oto poczniesz w swym łonie i porodzisz syna i nadasz Mu imię Jezus" (Łk 1, 30n). Właśnie to, co anioł nazwał" łaską", stało się przyczyną największego niepokoju, żeby nie powiedzieć, że wręcz wewnętrznego rozdarcia, które wyszło na jaw w pytaniu Maryi:" Jakże się to stanie? Przecież ja nie znam męża" (Łk 1, 34). Co znaczy wyrażenie" znać męża" - dość powszechnie wiadomo. Wątpliwości natomiast budzi czasowy zakres maryjnego" nieznania męża" . Jedni są zdania, że Maryja nawiązywała w ten sposób do stanu swojej niezamężności wtedy, gdy nawiedzał ją anioł, inni utrzymują - i to wydaje się być bardziej prawdopodobne, że jej oświadczenie stanowiło aluzję do wcześniejszego postanowienia, rodzaju ślubu czystości - obejmującego całe jej życie - że nigdy nie będzie znała męża. Tak czy owak, zakłopotanie Maryi (Ewangelia mówi wyraźnie o" przelęknieniu") było oczywiste i w pełni uzasadnione, choć, rzecz jasna, znacznie większe przy założeniu, że" nieznanie męża" miało się rozciągać na całe życie.

Co robić? Jak się to stanie? Oto dramat spowodowany zderzeniem się woli Boga z planami ludzkimi, jak najbardziej przecież godziwymi. Maryja nie przedstawiła żadnego pomysłu własnego na wyjście z trudnej sytuacji, w jakiej się nagle znalazła.

Józef

To, co wypadło przeżyć Józefowi, zasługuje na miano chyba jeszcze większego dramatu." A oto jak było z narodzeniem Jezusa Chrystusa: Kiedy Maryja, Matka Jego, była dana za żonę Józefowi, nim jeszcze zamieszkali razem, poczuła, że stanie się matką za sprawą Ducha Świętego. Wtedy Józef, mąż jej, ponieważ był człowiekiem prawym i nie chciał jej zniesławić publicznie, postanowił oddalić ją od siebie po kryjomu" (Mt 1, 18n). Nie ma żadnych dowodów na to, że Józef wiedział o interwencji samego Ducha Świętego w sprawę przyszłego macierzyństwa Maryi. Ale nawet gdyby wiedział, co kilku znanych egzegetów sugeruje, to i tak, wobec obowiązującego prawa, sytuacja jego małżonki Maryi musiała budzić prawdziwe zatroskanie. Oto bowiem co nakazywało prawo:" Jeżeli jakaś młoda kobieta, jeszcze dziewica, została już z kimś zaręczona i w tym czasie spotka ją jakiś inny mężczyzna i zbliży się do niej, to sprowadzicie oboje do bramy miasta i zadacie im śmierć przez ukamieniowanie: młodą kobietę za to, że będąc w mieście nie wzywała głośno pomocy, mężczyznę za to, że zbezcześcił żonę bliźniego" (Kpł 22, 23n). Zakłada się, rzecz jasna, że wydanie wyroku ukamieniowania powinno być poprzedzone zeznaniami wiarygodnych świadków, którym zresztą przysługiwało prawo - a może był to nawet obowiązek? - rzucenia pierwszych kamieni na skazanych.

W przypadku Józefa sytuację dodatkowo komplikuje - zarówno Józefowi osobiście, jak i pragnącym zrozumieć należycie jego dramat - wzmianka o tym, że Józef był człowiekiem prawym. Owa" prawość" musiała się przejawiać także w poszanowaniu wszelkich nakazów prawa, uważanego powszechnie za wyraz woli Bożej. Tym razem do kolizji dochodzi między tak rozumianą wolą Bożą a ludzką miłością Józefa do Maryi. I ta miłość też zawierała się w ramach prawości Józefa. Jakże mógł wydać na śmierć swoją umiłowaną małżonkę? Niektórzy sądzą, że jakoś się tę miłość" ocali", gdy owo nieszczęsne zdanie poboczne przetłumaczy się w sposób przyzwalający:" ...chociaż był człowiekiem prawym, czyli troszczącym się o zachowanie prawa, to jednak postanowił po kryjomu rozstać się z Maryją, zamiast zadenuncjować ją urzędowo przed odpowiednim trybunałem". Trudno powiedzieć, czy tak właśnie rozumował Józef. Nie ulega natomiast wątpliwości, że przeżywał nie byle jaką rozterkę, ale rzeczywisty dramat.

Co miał robić Józef? W odróżnieniu od Maryi, zdobył się na pomysł, różnie zresztą interpretowany przez znawców Ewangelii Mateusza. Jedni sądzą, że zamierzał oddalić Maryję, inni - że sam postanowił ją opuścić. Ponieważ jednak przy obydwu założeniach pozostawienie samej Maryi, znajdującej się w stanie brzemiennym, trzeba by uznać za czyn okrutny, absolutnie nie dający się pogodzić z ludzką prawością Józefa, wszystkie wysiłki egzegetów koncentrują się na interpretacji przysłówka" po kryjomu". Niektórzy sformułowanie to rozumieją jako zamiar dalszych, nieprzerwanych, ale dyskretnych kontaktów Józefa z Maryją mimo pozornego Jej opuszczenia. Trzeba przyznać, że niewiele to wyjaśnia. Sam pomysł Józefa nie był najszczęśliwszy i chyba nie przyniósł mu należytego spokoju sumienia.

Reklama

Jan

Trzeci dramat wypadło przeżyć Janowi Chrzcicielowi. Na czym ten dramat polegał? Trochę przesadzając można by powiedzieć, że na tym, iż Jan zawiódł się na Jezusie, w co aż jemu samemu trudno było uwierzyć, bo to przecież on właśnie usłyszał, że" chrzczony" przez niego w Jordanie Jezus był umiłowanym Synem Boga Ojca. Jak wielu jemu współczesnych, był Jan przekonany, że Syn Człowieczy, gdy przyjdzie, uwolni nie tylko Izrael od obcej przemocy, lecz całą ludzkość od wszelkiego zła. Tymczasem jak się przedstawia rzeczywistość, w której Jan tak wiernie wypełniał swoje posłannictwo? On sam znajduje się w więzieniu, a wokół szaleje zło, którego uosobieniem jest Herod. I co na to Jezus? Dlaczego nie reaguje? Przychodzą Janowi do głowy najróżniejsze myśli. Oto jedna z nich: Może Ten, którego przyjście zapowiadał i którego osobiście ochrzcił w Jordanie, nie jest Mesjaszem? Może na prawdziwego Mesjasza nadal trzeba oczekiwać?

Jan podejmuje próbę uwolnienia się od tych prawie bluźnierczych wątpliwości:" Posłał do Jezusa swych uczniów z takim zapytaniem: Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też winniśmy oczekiwać na innego" (Mt 11, 3).

* * *

Te adwentowe dramaty ludzi - przynajmniej dwojga spośród nich - mają szczęśliwe zakończenia.

Maryja, dowiedziawszy się, że zostanie Matką za sprawą Ducha Świętego, zrozumiała, iż nadal wolno jej będzie" nie znać męża". Pewnie też jakąś rolę w poddaniu się woli Bożej odegrało to wszystko, czego Maryja dowiedziała się o zbawczej działalności Jej przyszłego Syna. Wszystko to, co skłoniło Maryję do wypowiedzenia wiekopomnego" niech mi się tak stanie", stało się za sprawą anioła.

Aniołem także posłużył się Bóg, żeby nakłonić Józefa do nierozstawania się z Maryją. To anioł powiedział Józefowi:" Nie bój się przyjąć do siebie Maryi... to bowiem, co się w niej poczęło, pochodzi od Ducha Świętego" (Mt 1, 21). Nie wiemy, co Józef pomyślał sobie o wspomnianych już wymogach prawa. Chyba ze wszystkim zdał się na Boga. Opis Józefowego dramatu kończy się stwierdzeniem:" Obudziwszy się, Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pański: przyjął swoją małżonkę" (Mt 1, 24).

Nie ma tak wyraźnego happy endu opis dramatu Jana Chrzciciela. Przez wysłanników Jana Jezus doradzał rozejrzeć się dokoła. Przecież tylu ślepych wzrok odzyskało, chromi chodzą, trędowaci są oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, a ubogim opowiada się Dobrą Nowinę (Mt 10, 5). Jan powinien dostrzec i nie mieć żadnych wątpliwości, komu to wszystko należy zawdzięczać. Jan nie rozpoznał" czasu swego", nie odczytał jak należało znaków czasu. I co jeszcze ważniejsze: Jan miał fałszywe wyobrażenie o całym posłannictwie Jezusa. Jeśli powiedzieliśmy przed chwilą, że opis dramatu Janowego nie ma szczęśliwego zakończenia, to dlatego, że nic nie wiemy o tym, jak zachował się Chrzciciel, co powiedział swoim uczniom, gdy wrócili z ich misji do Jezusa.

Rozważania nad rozterkami ludzkimi związanymi ze sprowadzaniem na świat Słowa Wcielonego (verbum incarnatum) skłaniają do refleksji nad analogicznymi doświadczeniami w związku z przekazywaniem natchnionego Słowa Bożego (verbum inspiratum). W tym ostatnim przypadku nawet najlepsza wola i wszelkie kompetencje nauczających jakże często spotykają się z obojętnością albo czynnym oporem nauczanych. Przypominają się w tym miejscu ubolewania św. Pawła:" Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, świadkiem mi jest w sumieniu Duch Święty: odczuwam ogromny smutek i ustawiczny ból w moim sercu. Gotów byłbym dla braci moich być wyłączony i pozostawać z dala od Chrystusa. Są to przecież rodacy moi według ciała. Izraelici, którzy się cieszą przybranym synostwem i chwałą, i przymierzem, i Prawem, i pełnieniem służby Bożej, i obietnicami" (Rz 9, 1-4). I nieco dalej:" Bracia, naprawdę całym sercem pragnę ich zbawienia i modlę się za nich do Boga. Muszę bowiem przyznać im, że posiadają zapał Boży, ale nie mają dość rozeznania. Oto odrzuciwszy sprawiedliwość Bożą, próbują na jej miejsce wprowadzić własną sprawiedliwość, nie poddając się sprawiedliwości Bożej. A przecież celem Prawa jest Chrystus dający usprawiedliwienie każdemu, kto wierzy" (Rz 10, 1-4). Ale Paweł mimo to stwierdza gdzie indziej:" Właśnie dla owej Ewangelii znoszę ucisk i jestem więziony jak złoczyńca. Ale słowo Boże nie zostało jednak mimo to skrępowane" (2 Tm 2, 9).

Happy end - jak w poprzednich trzech dramatach.

Reklama

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Rodzina jest prawdziwym arcydziełem Boga. Jesteście nim wy – małżonkowie, rodzice, dzieci, dziadkowie złączeni więzami pięknej miłości na wzór Chrystusa, Boskiego Oblubieńca, i... »
Bp Krzysztof Nitkiewicz

Reklama

Słowo Ma Moc