Reklama

Trzy adwentowe dramaty

BISKUP KAZIMIERZ ROMANIUK
Edycja warszawska (st.) 51/2000

Wszystkie trzy zostały opisane w adwentowych czytaniach mszalnych. Wszystkie trzy wiążą się z przyjściem na świat Jezusa Chrystusa. Ich główne ludzkie postacie to Maryja - przyszła Bogurodzica, Józef - Jej Oblubieniec, oraz Jan Chrzciciel. A oto i owe dramaty.

Maryja

Pierwszy miał miejsce w momencie zwiastowania Maryi, że z woli Boga ma być Matką Jezusa. Anioł Gabriel powiedział:" Maryjo, znalazłaś łaskę u Boga. Oto poczniesz w swym łonie i porodzisz syna i nadasz Mu imię Jezus" (Łk 1, 30n). Właśnie to, co anioł nazwał" łaską", stało się przyczyną największego niepokoju, żeby nie powiedzieć, że wręcz wewnętrznego rozdarcia, które wyszło na jaw w pytaniu Maryi:" Jakże się to stanie? Przecież ja nie znam męża" (Łk 1, 34). Co znaczy wyrażenie" znać męża" - dość powszechnie wiadomo. Wątpliwości natomiast budzi czasowy zakres maryjnego" nieznania męża" . Jedni są zdania, że Maryja nawiązywała w ten sposób do stanu swojej niezamężności wtedy, gdy nawiedzał ją anioł, inni utrzymują - i to wydaje się być bardziej prawdopodobne, że jej oświadczenie stanowiło aluzję do wcześniejszego postanowienia, rodzaju ślubu czystości - obejmującego całe jej życie - że nigdy nie będzie znała męża. Tak czy owak, zakłopotanie Maryi (Ewangelia mówi wyraźnie o" przelęknieniu") było oczywiste i w pełni uzasadnione, choć, rzecz jasna, znacznie większe przy założeniu, że" nieznanie męża" miało się rozciągać na całe życie.

Co robić? Jak się to stanie? Oto dramat spowodowany zderzeniem się woli Boga z planami ludzkimi, jak najbardziej przecież godziwymi. Maryja nie przedstawiła żadnego pomysłu własnego na wyjście z trudnej sytuacji, w jakiej się nagle znalazła.

Józef

To, co wypadło przeżyć Józefowi, zasługuje na miano chyba jeszcze większego dramatu." A oto jak było z narodzeniem Jezusa Chrystusa: Kiedy Maryja, Matka Jego, była dana za żonę Józefowi, nim jeszcze zamieszkali razem, poczuła, że stanie się matką za sprawą Ducha Świętego. Wtedy Józef, mąż jej, ponieważ był człowiekiem prawym i nie chciał jej zniesławić publicznie, postanowił oddalić ją od siebie po kryjomu" (Mt 1, 18n). Nie ma żadnych dowodów na to, że Józef wiedział o interwencji samego Ducha Świętego w sprawę przyszłego macierzyństwa Maryi. Ale nawet gdyby wiedział, co kilku znanych egzegetów sugeruje, to i tak, wobec obowiązującego prawa, sytuacja jego małżonki Maryi musiała budzić prawdziwe zatroskanie. Oto bowiem co nakazywało prawo:" Jeżeli jakaś młoda kobieta, jeszcze dziewica, została już z kimś zaręczona i w tym czasie spotka ją jakiś inny mężczyzna i zbliży się do niej, to sprowadzicie oboje do bramy miasta i zadacie im śmierć przez ukamieniowanie: młodą kobietę za to, że będąc w mieście nie wzywała głośno pomocy, mężczyznę za to, że zbezcześcił żonę bliźniego" (Kpł 22, 23n). Zakłada się, rzecz jasna, że wydanie wyroku ukamieniowania powinno być poprzedzone zeznaniami wiarygodnych świadków, którym zresztą przysługiwało prawo - a może był to nawet obowiązek? - rzucenia pierwszych kamieni na skazanych.

W przypadku Józefa sytuację dodatkowo komplikuje - zarówno Józefowi osobiście, jak i pragnącym zrozumieć należycie jego dramat - wzmianka o tym, że Józef był człowiekiem prawym. Owa" prawość" musiała się przejawiać także w poszanowaniu wszelkich nakazów prawa, uważanego powszechnie za wyraz woli Bożej. Tym razem do kolizji dochodzi między tak rozumianą wolą Bożą a ludzką miłością Józefa do Maryi. I ta miłość też zawierała się w ramach prawości Józefa. Jakże mógł wydać na śmierć swoją umiłowaną małżonkę? Niektórzy sądzą, że jakoś się tę miłość" ocali", gdy owo nieszczęsne zdanie poboczne przetłumaczy się w sposób przyzwalający:" ...chociaż był człowiekiem prawym, czyli troszczącym się o zachowanie prawa, to jednak postanowił po kryjomu rozstać się z Maryją, zamiast zadenuncjować ją urzędowo przed odpowiednim trybunałem". Trudno powiedzieć, czy tak właśnie rozumował Józef. Nie ulega natomiast wątpliwości, że przeżywał nie byle jaką rozterkę, ale rzeczywisty dramat.

Co miał robić Józef? W odróżnieniu od Maryi, zdobył się na pomysł, różnie zresztą interpretowany przez znawców Ewangelii Mateusza. Jedni sądzą, że zamierzał oddalić Maryję, inni - że sam postanowił ją opuścić. Ponieważ jednak przy obydwu założeniach pozostawienie samej Maryi, znajdującej się w stanie brzemiennym, trzeba by uznać za czyn okrutny, absolutnie nie dający się pogodzić z ludzką prawością Józefa, wszystkie wysiłki egzegetów koncentrują się na interpretacji przysłówka" po kryjomu". Niektórzy sformułowanie to rozumieją jako zamiar dalszych, nieprzerwanych, ale dyskretnych kontaktów Józefa z Maryją mimo pozornego Jej opuszczenia. Trzeba przyznać, że niewiele to wyjaśnia. Sam pomysł Józefa nie był najszczęśliwszy i chyba nie przyniósł mu należytego spokoju sumienia.

Reklama

Jan

Trzeci dramat wypadło przeżyć Janowi Chrzcicielowi. Na czym ten dramat polegał? Trochę przesadzając można by powiedzieć, że na tym, iż Jan zawiódł się na Jezusie, w co aż jemu samemu trudno było uwierzyć, bo to przecież on właśnie usłyszał, że" chrzczony" przez niego w Jordanie Jezus był umiłowanym Synem Boga Ojca. Jak wielu jemu współczesnych, był Jan przekonany, że Syn Człowieczy, gdy przyjdzie, uwolni nie tylko Izrael od obcej przemocy, lecz całą ludzkość od wszelkiego zła. Tymczasem jak się przedstawia rzeczywistość, w której Jan tak wiernie wypełniał swoje posłannictwo? On sam znajduje się w więzieniu, a wokół szaleje zło, którego uosobieniem jest Herod. I co na to Jezus? Dlaczego nie reaguje? Przychodzą Janowi do głowy najróżniejsze myśli. Oto jedna z nich: Może Ten, którego przyjście zapowiadał i którego osobiście ochrzcił w Jordanie, nie jest Mesjaszem? Może na prawdziwego Mesjasza nadal trzeba oczekiwać?

Jan podejmuje próbę uwolnienia się od tych prawie bluźnierczych wątpliwości:" Posłał do Jezusa swych uczniów z takim zapytaniem: Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też winniśmy oczekiwać na innego" (Mt 11, 3).

* * *

Te adwentowe dramaty ludzi - przynajmniej dwojga spośród nich - mają szczęśliwe zakończenia.

Maryja, dowiedziawszy się, że zostanie Matką za sprawą Ducha Świętego, zrozumiała, iż nadal wolno jej będzie" nie znać męża". Pewnie też jakąś rolę w poddaniu się woli Bożej odegrało to wszystko, czego Maryja dowiedziała się o zbawczej działalności Jej przyszłego Syna. Wszystko to, co skłoniło Maryję do wypowiedzenia wiekopomnego" niech mi się tak stanie", stało się za sprawą anioła.

Aniołem także posłużył się Bóg, żeby nakłonić Józefa do nierozstawania się z Maryją. To anioł powiedział Józefowi:" Nie bój się przyjąć do siebie Maryi... to bowiem, co się w niej poczęło, pochodzi od Ducha Świętego" (Mt 1, 21). Nie wiemy, co Józef pomyślał sobie o wspomnianych już wymogach prawa. Chyba ze wszystkim zdał się na Boga. Opis Józefowego dramatu kończy się stwierdzeniem:" Obudziwszy się, Józef uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pański: przyjął swoją małżonkę" (Mt 1, 24).

Nie ma tak wyraźnego happy endu opis dramatu Jana Chrzciciela. Przez wysłanników Jana Jezus doradzał rozejrzeć się dokoła. Przecież tylu ślepych wzrok odzyskało, chromi chodzą, trędowaci są oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, a ubogim opowiada się Dobrą Nowinę (Mt 10, 5). Jan powinien dostrzec i nie mieć żadnych wątpliwości, komu to wszystko należy zawdzięczać. Jan nie rozpoznał" czasu swego", nie odczytał jak należało znaków czasu. I co jeszcze ważniejsze: Jan miał fałszywe wyobrażenie o całym posłannictwie Jezusa. Jeśli powiedzieliśmy przed chwilą, że opis dramatu Janowego nie ma szczęśliwego zakończenia, to dlatego, że nic nie wiemy o tym, jak zachował się Chrzciciel, co powiedział swoim uczniom, gdy wrócili z ich misji do Jezusa.

Rozważania nad rozterkami ludzkimi związanymi ze sprowadzaniem na świat Słowa Wcielonego (verbum incarnatum) skłaniają do refleksji nad analogicznymi doświadczeniami w związku z przekazywaniem natchnionego Słowa Bożego (verbum inspiratum). W tym ostatnim przypadku nawet najlepsza wola i wszelkie kompetencje nauczających jakże często spotykają się z obojętnością albo czynnym oporem nauczanych. Przypominają się w tym miejscu ubolewania św. Pawła:" Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, świadkiem mi jest w sumieniu Duch Święty: odczuwam ogromny smutek i ustawiczny ból w moim sercu. Gotów byłbym dla braci moich być wyłączony i pozostawać z dala od Chrystusa. Są to przecież rodacy moi według ciała. Izraelici, którzy się cieszą przybranym synostwem i chwałą, i przymierzem, i Prawem, i pełnieniem służby Bożej, i obietnicami" (Rz 9, 1-4). I nieco dalej:" Bracia, naprawdę całym sercem pragnę ich zbawienia i modlę się za nich do Boga. Muszę bowiem przyznać im, że posiadają zapał Boży, ale nie mają dość rozeznania. Oto odrzuciwszy sprawiedliwość Bożą, próbują na jej miejsce wprowadzić własną sprawiedliwość, nie poddając się sprawiedliwości Bożej. A przecież celem Prawa jest Chrystus dający usprawiedliwienie każdemu, kto wierzy" (Rz 10, 1-4). Ale Paweł mimo to stwierdza gdzie indziej:" Właśnie dla owej Ewangelii znoszę ucisk i jestem więziony jak złoczyńca. Ale słowo Boże nie zostało jednak mimo to skrępowane" (2 Tm 2, 9).

Happy end - jak w poprzednich trzech dramatach.

Abp Jędraszewski rozmawiał z wiernymi o państwie i Kościele

2018-10-19 10:13

Joanna Folfasińska/ archidiecezja krakowska / Kraków (KAI)

„Dialogi z Arcybiskupem” – spotkanie wiernych z abp. Markiem Jędraszewskim odbyło się w kościele Matki Bożej Różańcowej na Piaskach Nowych w Krakowie. Temat spotkania brzmiał: „Stulecie niepodległości. Kościół a państwo. Relacje.”

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Dialogi rozpoczęły się od krótkiej modlitwy i prezentacji sondy ulicznej, w której przechodnie odpowiadali na pytanie o relacje pomiędzy Kościołem i państwem. Większość odpowiedzi sugerowała ich rozdział. Pojawiały się również głosy, w których respondenci zaznaczali, że Kościół powinien mieć wpływ na to, co się dzieje w państwie, ponieważ początek istnienia naszego kraju na arenie międzynarodowej łączy się nierozerwalnie z religią. Arcybiskup, komentując nagrany materiał, zwrócił uwagę, że Sobór Watykański II, mówiąc o relacjach pomiędzy państwem i Kościołem, podkreśla ich autonomiczny charakter.

– Pojawia się tu pytanie, na jakiej zasadzie ma opierać się ten rozdział. Może to być wrogość: walka z Kościołem. Tak było w czasach komuny i wynikało z fundamentów marksizmu, dla którego religia to opium (…) Podobnie walczono z Kościołem w czasach hitlerowskich w Niemczech (…) Pierwszym europejskim przykładem, w którym wrogo oddzielono państwo od Kościoła była Wielka Rewolucja Francuska z 1789 roku.

Rozdział państwa i Kościoła może mieć również charakter obojętności, kiedy państwo przyjmuje do wiadomości, że Kościół istnieje, ale traktuje go jak jedną z wielu instytucji. Trzecim modelem – zalecanym przez Sobór Watykański II – jest autonomia, która opiera się na współpracy wszędzie tam, gdzie chodzi o wspólne dobro np. w szkolnictwie, czy w systemie wartości, który gwarantuje poprawne życie społeczne. Pisał o tym Jana Paweł II w encyklice „Centesimus annus” z 1991, w której zaznacza, że jeśli demokracja nie będzie oparta na trwałych wartościach, łatwo może przekształcić się w państwo totalitarne. Metropolita, za papieżem Benedyktem XVI, powtórzył, że współcześnie bardzo często dochodzi do sytuacji „dyktatury mniejszości”. – Demokracja obraca się przeciwko społeczeństwu, gdy nie ma trwałych wartości. – podsumował.

Arcybiskup przywołał wydarzenia z Włocławka, gdzie w okolicy tamy na Wiśle znaleziono ciało ks. Popiełuszki. Władze komunistyczne karały wtedy księży, którzy podczas homilii przypominali o V przykazaniu Dekalogu. – Misją Kościoła jest głoszenie Ewangelii, a więc pewnego systemu wartości. Trzeba, aby Kościół stał się znakiem sprzeciwu dla zła, a nawet stał się Kościołem Męczenników, jeśli chodzi o obronę Ewangelicznych wartości.

Przypomniał, że kiedy w 1920 r. do Warszawy zbliżały się wojska bolszewickie, wszystkie przedstawicielstwa dyplomatyczne opuściły Polskę. W stolicy został tylko ówczesny Nuncjusz Apostolski, a późniejszy papież Pius XI, który kilka lat przed wybuchem II wojny światowej krytykował w swoich encyklikach komunizm i Hitlera.

Po krótkim wstępie, arcybiskup odpowiedział na kilka pytań, które nadesłano drogą internetową. Pierwsze z nich dotyczyło sposobu pomocy w diecezji osobom homoseksualnym. Metropolita odpowiedział, że człowiek jest osobą duchowo – cielesną, a sfera biologiczna określa go jako kobietę i mężczyznę ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu. Dodał, że nie można zgodzić się ze stwierdzeniem, że życie według zasad homoseksualnych jest czymś dobrym.

Drugie pytanie odnosiło się do ekskomuniki. Pytający chciał wiedzieć, czy Kościół wykazuje się brakiem odwagi, nie nakładając ekskomuniki na niektórych polityków, którzy przystępują do Komunii św. i publicznie opowiadają się za aborcją? Arcybiskup nazwał taką postawę „gorszącą niekonsekwencją” i wyjaśnił, że ekskomunika byłaby sprzeczna z duszpasterską troską. – Zawsze najłatwiej coś przeciąć raz na zawsze, a trudniej przywrócić jedność (…) Myślę, że nikt w Polsce nie uważa, że Kościół lekceważy sprawę aborcji i milczy w tej kwestii. Kościół w Polsce jest pod tym względem bardzo jednoznaczny i w sposób pozytywny odróżnia się od innych.

Podczas spotkania pojawiło się pytanie o dotacje państwowe dla Radia Maryja i wątpliwość, czy Kościół nie traci na tym wizerunkowo? Metropolita odniósł się przede wszystkim do kwestii wizerunku Kościoła. Podkreślił, że trzeba wziąć pod uwagę to, jakimi kryteriami posługuje się jednostka, chcąc, żeby wizerunek Kościoła był jak najbardziej popularny wśród ludzi. Zaakcentował fakt, że Kościoła nie można zamknąć w zakrystii.

Kolejny pytający chciał wiedzieć, czy katolicki nacjonalista popada w herezję? Arcybiskup zapytał, czy samą herezją nie jest już sformułowanie „katolicki nacjonalista”? Katolik, to ktoś związany z Kościołem katolickim, powszechnym, tzn. otwartym na każdego. – Jak katolik ma być nacjonalistą, czyli człowiekiem, który uważa, że jego naród jest najważniejszy a inne są gorsze? (…) To jest coś, co jest wewnętrznie sprzeczne – katolik, który jest nacjonalistą. Arcybiskup odwołał się do nauczania Jana Pawła II, który w książce „Pamięć i tożsamość” wprowadził rozróżnienie między nacjonalizmem a patriotyzmem, rozumianym jako miłość do własnego kraju, kultury i tradycji z równoczesną świadomością bogactwa innych narodów. Przypomniał pierwszą pielgrzymkę papieża po upadku komunizmu i jego przemówienie w Kielcach, dotyczące V przykazania Dekalogu. Papież przerwał odczytywaną z kartki homilię i dobitnie oznajmił, że on nie może milczeć, ponieważ Polska jest także jego Ojczyną.

Następne pytania kierowali do arcybiskupa, zgromadzeni w Kościele wierni. Jeden z nich prosił o przypomnienie roli trzech wielkich postaci – kard. Aleksandra Kakowskiego, kard. Adama Sapiehy i prymasa Augusta Hlonda w budowaniu polskiego Kościoła i naszej narodowej tożsamości. Metropolita przypomniał o jeszcze innej postaci, która wniosła niebagatelny wkład w dzieje Kościoła i Polski – o kardynale Edmundzie Dalborze, pierwszym prymasie Polski po wyzwoleniu. Arcybiskup przywołał również osobę ks. Ignacego Skorupki, którego śmierć stała się jednym z symboli Bitwy Warszawskiej. Dzięki zgodzie kard. Kakowskiego, został on Kapelanem Wojska Polskiego. Metropolita podzielił się wspomnieniami, które przekazała mu jego mama. W momencie wybuchu wojny, kardynał Hlond obiecywał Poznaniakom, że zostaje z nimi i będzie ich wspierał w tym trudnym czasie. Kiedy polski rząd, znając jego autorytet, poprosił go o wyjazd do Watykanu, gdzie miał bronić sprawy polskiej, mieszkańcy Poznania nie kryli smutku. W 1944 r. kardynał został aresztowany przez Gestapo i przedstawiono mu propozycję powrotu po Poznania, którego ceną miała być pochwała Hitlera. Kardynał Hlond kategorycznie odmówił. Arcybiskup przypomniał, że ogromną zasługą kardynała było wprowadzenie na Ziemiach Odzyskanych polskiej administracji i struktur Kościoła katolickiego. Dzięki temu, przebywający na ziemiach zachodnich Polacy nie podzielili losu mieszkańców NRD i znaleźli wsparcie w mieszkających tam duchownych. Kolejne pytanie odnosiło się do artykułu 82. Konstytucji RP, w którym jest mowa o tym, że obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne. Pytająca chciała wiedzieć, czy zapis ten w takim samym stopniu obejmuje arcybiskupa i każdego polskiego obywatela, zwłaszcza młodych ludzi, którzy wypowiadali się w odtworzonej na początku spotkania sądzie ulicznej? Pytająca zacytowała słowa Jana Ignacego Paderewskiego: „Święta sprawa Ojczyzny nas wzywa! By przyszły ład, jaki zapanuje na świecie, opierał się nie na gwałcie i sile, lecz na zasadach nauki Chrystusa, na sprawiedliwości i na zgodnym współżyciu wielkiej rodziny wolnych narodów.” Metropolita przypomniał, że Paderewski jest dla Poznania symbolem walki o wolność i zaczynem powstania wielkopolskiego. Powiedział, że podziela niepokój rozmówczyni w związku z, zawartymi w ulicznej sondzie, wypowiedziami młodych. Jego zdaniem, jest to spowodowane bezrefleksyjną nauką historii. – Nie musimy się przekonywać, zwłaszcza teraz, kiedy obchodzimy 40-lecie wyboru kardynała Karola Wojtyły na papieża, że to, co się dokonało w minionych latach, w dużej mierze zawdzięczamy właśnie jemu, bo on miał siłę i moc ducha, by upominać się o Polskę i uczyć Polaków, jak należy żyć i wybierać.

Zauważył, że Polacy nie zawsze słuchali Ojca Świętego i niejednokrotnie podejmowali złe wybory. Dodał, że od wieków istniało i nadal istnieje niebezpieczeństwo zakłamania historii, ale on – dzięki rodzicom i mądrym wychowawcom – poznał prawdziwą historię Polski, w której wielcy Polacy – świeccy i duchowni – zajmują właściwe dla siebie miejsce.

Obecny na spotkaniu salezjanin pytał arcybiskupa, co sądzi o duszpasterskiej działalności w środowiskach nacjonalistycznych, a także o akcjach, organizowanych przez Młodzież Wszechpolską, ONR i środowiska kibicowskie? Chciał również wiedzieć, co metropolita uważa o odniesieniach Młodzieży Wszechpolskiej do nauczania kard. Wyszyńskiego i jego podejścia do nacjonalizmu.

Arcybiskup odpowiedział, że kard. Wyszyński rozumiał nacjonalizm w inny sposób niż ma to miejsce dziś. Jego rozumienie nacjonalizmu pokrywa się ze współczesnym pojmowaniem patriotyzmu. Odnosząc się do kwestii kibiców, zaznaczył, że wielu z tych, których zna, może określić mianem prawdziwych patriotów. Dodał, że kiedy odwiedzał groby swoich rodziców, widział „kiboli”, którzy kwestowali na renowację grobów dla powstańców wielkopolskich. – Trzeba bardzo uważać z różnymi inwektywami, rzucanymi w przestrzeń publiczną. Można niekiedy przesadzić, zranić albo dać fałszywy obraz dość złożonej rzeczywistości.

Arcybiskup stanowczo odciął się od haseł ksenofobicznych i tych, które wbrew Ewangelii, godzą w godność drugiego człowieka.

Padło również pytanie o zasadność umieszczania na szatach liturgicznych symboli państwowych i udostępnianie ambony politykom. Metropolita zauważył, że ambona powinna być miejscem, które pełni wyłącznie liturgiczną funkcję. Kwestia ozdabiania szat i naczyń liturgicznych jest dyskusyjna i zależy od wyczucia i dobrego smaku.

Ostatnie pytanie skoncentrowało się na wpływie państwa polskiego na rozwój Kościoła w Polsce w ostatnich 30 latach. Arcybiskup przypomniał o porozumieniu między władzami państwowymi a kościelnymi, jakie miało miejsce przed czerwcowymi wyborami w 1989 r. Mówił także o tym, że w 1993 r. podpisano konkordat ze Stolicą Apostolską, a ustawa o wyrażeniu zgody na ratyfikację umowy z Watykanem została uchwalona dopiero w 1998 r. „Dialogi” to cykl tematycznych spotkań arcybiskupa Marka Jędraszewskiego z wiernymi, ale także ze wszystkimi zainteresowanymi. To okazja do rozwiania wątpliwości i lepszego poznania Kościoła oraz jego Pasterza. Spotkania rozpoczynają sondy uliczne na wybrany w danym miesiącu temat, a następnie metropolita odpowiada na pytania – zarówno te, które zostały wcześniej nadesłane i te, które zadawane są na bieżąco. Wszystkie informacje na temat czasu, miejsca i tematyki kolejnych dialogów znaleźć można na stronie dialogi.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Viganò ponownie oskarża ws. abp. McCarricka

2018-10-19 17:33

st (KAI) / Watykan

List prefekta Kongregacji ds. Biskupów, kard. Marca Ouelleta uznaje istotne stwierdzenia jakie poczyniłem i czynię oraz kwestionuje stwierdzenia, jakich nie poczyniłem i nie czynię – pisze w noszącym datę dzisiejszą liście były nuncjusz w USA, abp Carlo Maria Viganò.

Bożena Sztajner/Niedziela

Abp Viganò przytacza po raz kolejny poszczególne tezy swojego noszącego datę 22 sierpnia b.r. „Świadectwa”, a następnie ustosunkowuje się do listu prefekta Kongregacji ds. Biskupów, kard. Marca Ouelleta z 7 sierpnia b.r. Swoje uwagi kończy stwierdzeniem, że „kard. Ouellet uznaje istotne stwierdzenia jakie poczyniłem i czynię oraz kwestionuje stwierdzenia, jakich nie poczyniłem i nie czynię”. Ocenia, że jedyny punkt polemiczny to twierdzenie kard. Ouelleta, jakoby nie było wystarczających dowodów domniemanej winy abp McCarricka. Abp Viganò wskazuje na szereg dokumentów znajdujących się w archiwach zarówno Kongregacji ds. Biskupów jak i w Sekretariacie Stanu. Podtrzymuje, że 23 czerwca 2013 roku papież Franciszek sam pytał go o to, jaka jest sytuacja ówczesnego kard. McCarricka.

Były nuncjusz w USA, a wcześniej delegat ds. nuncjatur w Sekretariacie Stanu i sekretarz Gubernatoratu Państwa Watykańskiego wskazuje, że w skierowanych przeciw niemu publicznych oskarżeniach pominięto dramat ofiar a także rolę homoseksualizmu w demoralizacji kapłanów i biskupów. W odniesieniu do tej ostatniej plagi stwierdza: „Ogromną hipokryzją jest ubolewanie z powodu nadużyć, zachęcanie, by płakać wraz z ofiarami, i odmawianie potępienia głównej przyczyny tylu seksualnych nadużyć: homoseksualizmu. Hipokryzją jest odmawianie przyznania, że ta plaga wynika z poważnego kryzysu w życiu duchowym kleru i nie uciekania się do środków zaradczych” – twierdzi abp Viganò.

Podkreśla, że przyczyn nadużyć duchowieństwa nie można ograniczać do klerykalizmu. Ubolewa, że walka z tą demoralizacją nie znajduje poparcia i solidarności nawet w najwyższych sferach Kościoła. Zapewnia jednocześnie o swej żarliwej modlitwie w intencji Ojca Świętego. Wzywa też biskupów i kapłanów do odważnego świadectwa prawdzie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem