Reklama

Nie „wyrabiają się” z intencjami

2016-08-17 08:31

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 34/2016, str. 24-25

Mateusz Wyrwich

Przychodzą od trzydziestu lat. Mają po 80, niekiedy prawie 90 lat. Ale są też młodsi – kobiety, mężczyźni. Z różnym wykształceniem, z różnym doświadczeniem życiowym, o różnych poglądach politycznych, wykonują różne zawody. Trwają dzień w dzień, noc w noc – na wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu

Adoracja Najświętszego Sakramentu trwa od najdawniejszych wieków chrześcijaństwa, głównie w zakonach, i to najczęściej w żeńskich. Dla świeckich wprowadzona została dopiero na początku XVI wieku w katedrze Narodzin św. Marii w Mediolanie. W Polsce adorację rozpoczęto w XVIII stuleciu. Rozpowszechniana w całym kraju zakazana została w czasie zaborów. Powrócono do niej w Polsce niepodległej. Dziś wieczysta adoracja trwa w dwunastu polskich kościołach.

Świątynia mimo wszystko

W warszawskim kościele pw. św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny na Kole wieczysta adoracja trwa najdłużej w powojennej Polsce – od trzech dekad. Dzień i noc, noc i dzień. W latach międzywojennych rozpoczęto tu budowę osiedla dla robotników, o którym marzył i pisał Stefan Żeromski – z obszernymi i widnymi pokojami, z zapleczem socjalnym. Osiedle nazwano imieniem pisarza. Wśród wybudowanych już nowoczesnych domów usytuowano drewniany kościół, który w 1944 r. został spalony przez niemieckich okupantów. Mimo komunistycznych szykan, a dzięki ofiarności ludzi w 1951 r. świątynia wreszcie stanęła. Konsekrował ją w 1963 r. prymas Polski kard. Stefan Wyszyński.

Kiedy ks. Jan Sikorski – doktor teologii, dziś również honorowy prałat Jego Świątobliwości, kapelan Solidarności i pierwszy naczelny kapelan Duszpasterstwa Więziennego RP, a od 2011 r. protonotariusz apostolski – objął probostwo na Kole w 1986 r., był trzecim z kolei proboszczem w parafii. Gdy po raz pierwszy chciał wejść do świątyni, zastał ją zamkniętą. Wierni poza Mszą św. i nabożeństwami mogli modlić się jedynie w przedsionku za kratą.

Reklama

– Uklęknąłem i pomyślałem: O nie, Panie Jezu, tak nie może być. Moją pierwszą decyzją będzie otwarcie kościoła – wspomina dziś ks. Sikorski, obecnie rezydent w parafii. – Na plebanii zastałem pewną kobietę, która powiedziała do mnie: Proszę księdza, ależ to skandal, że kościół jest zamknięty. Zapytałem ją: A pani jest tu parafianką? Odpowiedziała, że tak. Mówię więc: To skandal, że pani na to pozwoliła. I tak się grzecznie przekomarzaliśmy... W końcu ona powiedziała: Proszę księdza, moim marzeniem jest, by kościół był otwarty. Odpowiedziałem: Moim też. I już następnego dnia tak się stało. Jednak trzeba było mieć jakąś ochronę, ktoś musiał czuwać nad świątynią. Panował jeszcze komunizm, istniało więc niebezpieczeństwo, że SB będzie chciała wyrządzić nam jakąś „niespodziankę”. Pomyślałem, że może trzeba wiernych zachęcić do adoracji. Oczywiście tylko w ciągu dnia. I oni podjęli to hasło. Zgłosiło się kilkaset osób. Zależało mi na tym, by ludzie mieli stałe dyżury. Udało się. Adoracja trwała do dziewiętnastej, czyli do ostatniej Mszy św. Później zamykaliśmy kościół. Któregoś jednak dnia przyszedł do mnie parafianin i powiedział: Proszę księdza, wracam z pracy po drugiej zmianie, późnym wieczorem i chętnie bym się pomodlił w kościele do północy. Powiedziałem: Proszę bardzo – i dałem mu klucze. Wtedy też zacząłem się zastanawiać, czy nie zorganizować dyżurów i adoracji przez całą dobę. Znów chwyciło. Wierni czuwali przed tabernakulum, ale jeszcze nie był wystawiony Najświętszy Sakrament. Do całodobowego wystawienia Go zainspirowała mnie kolejna przypadkowa rozmowa. Dowiedziałem się, że w USA posługuje ks. Krzysztof Małachowski, który jest apostołem Wieczystej Adoracji. Przyjechał do nas z rekolekcjami i już na początku 1987 r. podjęliśmy całodobową adorację Najświętszego Sakramentu, we wszystkie dni tygodnia. I po tych trzydziestu latach mamy małżeństwa „adoracyjne”. Odprowadzał chłopak dziewczynę z adoracji, odprowadzał, odprowadzał... i jest małżeństwo.

Skoro mnie przywołałeś...

Zofia Klata adoruje od trzydziestu lat. Zaczynała, gdy była po pięćdziesiątce. Ma trójkę dzieci, więc adorowała w nocy. I tak już zostało. Adoruje przez dwie godziny co tydzień. Mówi, że na początku było jej trudno przyzwyczaić się do nocnej adoracji, ale teraz nie wyobraża sobie, aby mogła z tego zrezygnować.

– Kiedy idę na adorację, jestem obolała. Kiedy wracam, to jakbym frunęła – mówi pani Zofia. – Jestem pełna siły. Obecność przed Najświętszym Sakramentem zawsze mnie umacnia. Modlimy się nie tylko za swoje rodziny, ale też za cały świat. Mamy tak dużo intencji, że – mówiąc kolokwialnie – nie wyrabiamy się. A modlimy się i za tych, którzy są w Kościele, i za tych, którzy są poza nim. I widzę w tym wielki sens, szansę na poprawę świata.

Eugenia Kosior obchodzi w tym roku osiemdziesiąte drugie urodziny. „Trzyma się dobrze”, jak mówi, dzięki adoracji, choć ma trzy poważne schorzenia.

– Dla mnie adoracja to rozmowa z Bogiem. Dzięki niej żyję – podkreśla. – Już nie mogę klękać, ale siedzę i modlę się Różańcem. Trochę w milczeniu, czasem głośno. Odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia, a także modlitwy za dusze zmarłych i do św. Michała Archanioła. Jestem w kościele dwie godziny od dziesiątej wieczorem. Wtedy na adoracji jest najwięcej młodych ludzi. Co dziwne, przychodzi więcej chłopców niż dziewcząt.

Ewa Jędrzejowska adoruje od dwudziestu ośmiu lat. Pracowała w GUS i pomagała jako wolontariuszka na parafii ks. prob. Sikorskiemu. Dziś jest na emeryturze.

– Nie miałam czasu, kiedy przyszłam do posługi na plebanii – opowiada. – Ale stwierdziłam, że nie wypada nie przychodzić na adorację, kiedy tu jestem. Miałam sporo koleżanek i w marcu 1988 r. zdecydowałyśmy, że „bierzemy” noc z wtorku na środę. Od dwunastej do szóstej rano. Po nocy szłam do domu przebrać się i do pracy zawodowej na osiem godzin. Owszem, czasem jestem zmęczona, ale adoracja to dla mnie codzienność życia. Nie wyobrażam sobie, żeby tego nie było. To jest... jak jedzenie. Choć, prawdę mówiąc, początkowo nieprzyjemnie było samemu w kościele. Przychodziło mnóstwo bezdomnych. Spali, jedli. Robili taką noclegownię. Ale z czasem się wykruszyli. Zresztą nigdy nie czułam się zagrożona podczas adoracji. A poza tym... mówię: Panie Jezu, skoro mnie przywołałeś, to o mnie dbaj.

Przedziwne osoby

Na przestrzeni lat powstało w parafii Bractwo Adoracyjne. Oprócz codziennej posługi co roku organizuje ono lub współorganizuje Krajowe Forum Wieczystej Adoracji. Spotykają się na nim przedstawiciele parafii, w których trwa adoracja. Dziś na stałe adoruje trzystu dyżurnych. Bractwo ma koordynatorów grup, którzy m.in. ustalają dni i godziny dyżurów. Jest też wyznaczony przez proboszcza ks. kan. dr. Zbigniewa Godlewskiego opiekun bractwa, który co dwa tygodnie głosi konferencję. Jest nim ks. dr Bolesław Szewc.

– Od 2009 r. spotykamy się z koordynatorami w pierwsze piątki miesiąca – mówi ks. Szewc. – Przygotowujemy wówczas spotkanie formacyjne i omawiamy bieżące sprawy. Mam również konferencję dla wszystkich w trzecią niedzielę miesiąca. Teraz analizujemy tematy na Rok Święty Miłosierdzia – aktualnie bullę papieską „Misericordiae vultus”. Na spotkania przychodzi zazwyczaj kilkanaście procent spośród adorujących. Czasem kogoś zapraszamy, żeby wygłosił konferencję. Niekiedy prowadzi ją ksiądz proboszcz. Ci, którzy przychodzą, są grupą refleksji chrześcijańskiej. Ale są tacy, których ja nazywam grupą harcerzy. Przychodzą na adorację, odbywają swoje dyżury i nie chcą mieć nic wspólnego z innymi zadaniami w parafii. Uważają, że wypełnili obowiązki. Albo odwrotnie: adorują, ale nie zapisują się na dyżury... Adorujący to czasem przedziwne osoby. Z bardzo różnymi życiorysami, czasem zaskakującymi. Jest też ogromne grono ludzi, którzy przyjeżdżają z całej Warszawy i spoza niej. Powstał tu bowiem ośrodek modlitewny. Ludzie składają piękne świadectwa łask. Jedni ustnie, inni zapisują je w księdze, czasem nawet dzieci się wpisują. Adoracja bez wątpienia jest spotkaniem człowieka z Panem Bogiem.

Tagi:
adoracja

Cicha adoracja w centrach miast

2019-04-03 10:09

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 14/2019, str. VI

W ostatnich latach w naszej archidiecezji przybywa miejsc, gdzie odbywa się cicha adoracja Najświętszego Sakramentu

Ks. Mieczysław Puzewicz
Adoracja w kościele Ojców Kapucynów w Lublinie

Rosnący nawał informacji i bodźców nieustannie płynących z urządzeń cyfrowych często powoduje rozproszenie i zagubienie. Wielu ludzi poszukuje miejsc ciszy, w których mogliby spokojnie pomyśleć i zwrócić się do Boga. Jak ważne są takie miejsca, przekonuje choćby historia nawrócenia Andre Frossarda, biografa św. Jana Pawła II, który jako agnostyk wszedł na chwilę do kaplicy z Najświętszym Sakramentem, a wyszedł jako człowiek spragniony Boga. Jak sam pisał, zatrzymał wzrok „na drugiej z rzędu świecy palącej się na lewo od krzyża”, w pobliżu monstrancji.

Dni przy monstrancji

Adoracja kojarzy się przede wszystkim z Triduum Paschalnym. We wszystkich kościołach w Wielki Piątek i Wielką Sobotę przygotowywane są specjalne miejsca, gdzie w ciszy można rozważać największe tajemnice wiary. Od Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek do liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek jest to tzw. ciemnica, potem do Wigilii Paschalnej symboliczny grób Pański. W niektórych parafiach adoracja trwa nieprzerwanie od wieczoru w Wielki Czwartek do rezurekcji w Wielkanoc. Szczególna mobilizacja dotyczy nocy po Wigilii Paschalnej. W parafiach wiejskich, praktycznie w całej archidiecezji, w całonocne czuwania włączają się zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej, członkowie ruchów i wspólnot, harcerze i ministranci.

Najbardziej znanym miejscem całodniowej adoracji Najświętszego Sakramentu w Lublinie jest kaplica w kościele Ojców Kapucynów przy Krakowskim Przedmieściu. Adoracja zaczyna się po pierwszej Mszy św. o godz. 6 i trwa do późnego wieczoru. Położenie kościoła w centrum miasta, w pobliżu ważnych instytucji i urzędów, sprzyja częstym odwiedzinom przez wiernych. Nawiedzają oni Najświętszy Sakrament przed i po nabożeństwach; odosobnione miejsce zachęca do zatopienia się w cichej modlitwie. Adoracja bywa często przygotowaniem do spowiedzi odbywającej się również cały dzień po przeciwnej stronie świątyni. Drugim licznie odwiedzanym kościołem z całodzienną adoracją jest lubelska archikatedra. Kaplica sąsiaduje z cudownym obrazem Matki Bożej Płaczącej; wierni łączą często czuwanie przed obliczem Maryi z modlitwą do Chrystusa Eucharystycznego przed monstrancją. Mogą także skorzystać z sakramentu pojednania.

Więź z Chrystusem Eucharystycznym

Ważnym wydarzeniem ożywiającym kult adoracji Najświętszego Sakramentu był w archidiecezji lubelskiej Kongres Eucharystyczny w 2005 r. Abp Józef Życiński wskazywał w liście przed kongresem, że „potrzeba nam postawy adoracji i głębokiej modlitewnej więzi z Chrystusem ukrytym w postaci chleba”. Zachęcał także, aby rozwojowi techniki i postępowi w dziedzinie komputeryzacji towarzyszył wzrost liczby miejsc wieczystej adoracji.

Obecnie w Lublinie znajdziemy kilka kościołów, w których otwarte są kaplice z Najświętszym Sakramentem, dostępne powszechnie i często w ciągu całego dnia. W parafii pw. Świętej Rodziny na Czubach kaplica adoracji usytuowana jest w lewej nawie kościoła; po odnowieniu w ubiegłym roku została poświęcona przez abp. Stanisława Budzika. Proboszcz ks. prał. Tadeusz Pajurek przekonuje, że kaplica to „odpowiedź na nasze codzienne zabieganie i pośpiech. On zabiera nam medytacyjne przeżywanie życia. By odzyskać potrzebny pokój duszy i wewnętrzną harmonię, takie kaplice z adoracją eucharystyczną z pewnością mogą tu pomóc”.

Czciciele Najświętszego Sakramentu

Kaplica wieczystej adoracji funkcjonuje również w kruchcie kościoła Świętego Krzyża na Majdanku. Wnętrze zostało zaprojektowane i wykonane na wzór kaplicy w kościele św. Piotra – In Gallicantu w Jerozolimie. W ścianach wmurowane są kamienie z Ziemi Świętej. Dużą rolę przy ożywieniu kultu eucharystycznego w tej parafii odegrali świeccy zrzeszeni w Bractwie Czcicieli Najświętszego Sakramentu, przekształconego później w Honorową Straż. Ich członkowie podejmują często adoracje całonocne. Wśród kilkuset wiernych zapisujących się do czuwań widnieją małżeństwa i całe rodziny. Wspólnota objęta jest także regularną formacją duszpasterską. W dawnej robotniczej części Lublina monstrancja z Najświętszym Sakramentem wystawiana jest codziennie także w kościele św. Michała Archanioła przy ul. Fabrycznej.

Na Czechowie, w kolejnej dużej dzielnicy Lublina, adoracja odbywa się w kościele Księży Sercanów pw. Dobrego Pasterza; połączona jest z posługą w konfesjonale. Do adoracji przeznaczona jest kaplica Miłosierdzia Bożego, w której znajdują się obrazy Jezusa Miłosiernego, Matki Bożej Miłosierdzia (Ostrobramskiej), a także wizerunki i relikwie św. Faustyny i św. Jana Pawła II.

Długą tradycję całodniowej adoracji we wszystkie piątki ma kościół akademicki KUL, prowadzony przez Jezuitów. To miejsce chętnie odwiedzane jest przez studentów zamieszkujących pobliskie miasteczko akademickie. Od niedawna w niedzielne popołudnia adoracja animowana jest w języku angielskim (razem ze spowiedzią w tym języku), co wychodzi naprzeciw potrzebom coraz liczniejszych studentów obcokrajowców. Przy kościele Ojców Bernardynów na Sławinie kult eucharystyczny podjęła akademicka wspólnota Najświętszego Imienia Jezus, posiadająca specjalną diakonię adoracyjną.

W archidiecezji

Poza Lublinem kaplice z całodzienną adoracją Najświętszego Sakramentu znajdziemy w większych miastach. W Kraśniku Fabrycznym modlitwa w ciszy odbywa się w kaplicy przy kościele św. Józefa Robotnika. W Chełmie w parafii pw. Chrystusa Odkupiciela tej modlitwie dedykowana jest kaplica adoracyjna pw. św. Ojca Pio. W Puławach adoracje odbywają się w kościołach pw. Miłosierdzia Bożego (kaplica św. Faustyny) i pw. Matki Bożej Różańcowej. W Świdniku w dolnym kościele pw. Matki Kościoła adoracja trwa w każdy czwartek i pierwsze piątki miesiąca od Mszy porannej do wieczornej, często prowadzona jest przez proboszcza ks. Andrzeja Krasowskiego. Lubartów ma swoją kaplicę adoracji w bazylice św. Anny. Liczne zgromadzenia zakonne, szczególnie żeńskie, prowadzą także adoracje wewnątrz klasztorów, wpisane w charyzmat swoich wspólnot. Powszechnie dostępna jest kaplica z Najświętszym Sakramentem u Sióstr Karmelitanek w Dysie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mężczyzna z kanistrami benzyny zatrzymany w katedrze

2019-04-18 11:24

PAP

Mężczyzna z dwoma kanistrami benzyny został zatrzymany w środę wieczorem po wejściu do nowojorskiej katedy św. Patryka na Manhattanie - poinformowała policja.

Ks. Cezary Chwilczyński

37-letni mężczyzna, mieszkaniec stanu New Jersey, został zatrzymany przez ochronę po wejściu do katedry, jednej z najbardziej charakterystycznych budowli w Nowym Jorku.

Pracownicy ochrony zawiadomili policję, która - po wstępnym przesłuchaniu - przewiozła mężczyznę do aresztu.

Według policji, mężczyzna miał przy sobie ponad 4 galony (ponad 15 litrów) benzyny, dwie butelki innego palnego płynu oraz dwie zapalniczki. Nie wiadomo jakie były jego zamiary.

Mężczyzna tłumaczył, że skończyło mu się paliwo w samochodzie. Nie wiadomo jednak, po co wszedł z kanistrami do katedry.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Baranek i wspólnota

2019-04-18 21:25

Magda Nowak

– Kiedy w ten Wielki Czwartek próbujemy po raz kolejny pokłonić się wobec tajemnicy Mszy św., to dziś wydobądźmy z niej te dwie prawdy: Baranek i wspólnota, dwie nieodłączne tajemnice każdej Mszy św. – powiedział bp pomocniczy archidiecezji częstochowskiej Andrzej Przybylski. Słowa te wybrzmiały podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej sprawowanej w archikatedrze częstochowskiej na pamiątkę ustanowienia sakramentów kapłaństwa i Eucharystii.

Marian Sztajner/Niedziela

– Nie mamy wątpliwości, że baranek ofiarny to dla nas Chrystus, bo zawsze kiedy przyjmujemy Jego ciało przed komunią św. słyszymy te słowa: oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Ale czy przyjmujemy Go tylko dla siebie? Tylko dla własnej pobożności, świętości, bliskości z Bogiem? – pytał biskup. – Pan wyraźnie nam mówi, dlaczego Baranek nazywa się podczas Mszy św. komunią, bo Bogu chodzi o wspólnotę, bo tych wszystkich najważniejszych tajemnic, które w tych dniach będziemy przeżywać, Bóg nie czyni dla siebie. Bóg nie ponosi cierpienia dla samego siebie, żeby pokazać swoje bohaterstwo, Bóg nie umiera na krzyżu dla samego siebie i wreszcie nie zmartwychwstaje dla samego siebie, ale dla nas, dla każdego z nas.

Zobacz zdjęcia: Msza św. Wieczerzy Pańskiej w Częstochowie

Bp Andrzej Przybylski podkreślił, że Eucharystia kształtuje w nas zdolność do jedności. – Jesteśmy wiarygodnymi uczniami Chrystusa tylko we wspólnocie. Kiedy będziemy głosić Ewangelię i nie będziemy żyć we wspólnocie, i nie będziemy zdolni do jedności, to nasza ewangelizacja nie będzie skuteczna, bo nam nikt nie uwierzy, że jesteśmy reprezentantami Boga, a nie umiemy jak Bóg się miłować, przebaczać, być jednym – stwierdził. Wskazał również, że Kościół to nie organizacja społeczna, stowarzyszenie czy instytucja, Kościół to relacja z Bogiem i nasze wzajemne relacje.

Tradycyjnie Liturgia Wielkiego Czwartku połączona była z obrzędem umycia nóg. Biskup Przybylski obmył stopy dwunastu mężczyznom na znak, jaki uczynił Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy obmywając stopy dwunastu apostołom, dając im tym przykład miłości i pokory. Eucharystia zakończyła się procesyjnym przeniesieniem Najświętszego Sakramentu do ołtarza wystawienia tzw. Ciemnicy symbolizującej uwięzienie Chrystusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem