Reklama

Zakupy z sercem

Potrzeba strategicznego myślenia

2018-09-12 10:40

Z prof. Markiem Janem Chodakiewiczem rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 37/2018, str. 36-37

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Polscy politycy od dawna pocieszają Polaków i siebie samych, że nikt nam nic nie zrobi, bo z nami jest Ameryka...

PROF. MAREK JAN CHODAKIEWICZ: – Ci politycy albo są demagogami, albo są infantylni. Na Stanach Zjednoczonych nie można polegać, bo też są infantylne. To nie jest imperium zła, lecz imperium głupoty. Tak, my, Amerykanie, popełniamy grzech głupoty!

– I mówi to waszyngtoński konserwatysta, a nie lewacki demokrata?!

– Absolutnie tak! Stałym kłopotem Amerykanów jest to, że często zapominają, porzucają jakieś sprawy... Wietnamczycy Południowi byli przekonani, że ponieważ prawie 60 tys. Amerykanów zginęło w Wietnamie i miliardy dolarów poszły na pomoc dla tego kraju, to oni sami już nie muszą się o nic starać, bo zawsze będzie ta amerykańska pomoc. A gdy nadeszła kontrkultura i lewactwo dostało się do amerykańskiego Kongresu – wszystko obcięto, porzucono Wietnam Południowy. Stany Zjednoczone, podobnie jak Polska, nie mają – choć wielu tak myśli – stałej i długofalowej strategii. Pytanie, czy taka strategia jest w ogóle możliwa w demokracji.

– Nie jest?

– Jeśli nawet nie jest możliwa, to jest niezbędna, dlatego też w niektórych krajach w tej mierze działają instytucje pozademokratyczne, w ramach wywiadu cywilnego i wojskowego. Np. we Francji tego rodzaju instytucje wprost ignorują cywilną władzę polityczną, uważając, że są to zdrajcy, złodzieje i lewacy. Francuskie wojsko po prostu robi swoje, do tego stopnia, że na poziomie praktycznym nie funkcjonuje tam tzw. nadzór cywilny ani nad wojskiem, ani nad służbami specjalnymi. Gdy w parlamencie chciano wzmocnić tenże nadzór, to nagle w tabloidach pokazały się zdjęcia bratanka prezydenta republiki – który wtedy był ministrem kultury – w domu publicznym w Tajlandii z małymi chłopcami. I dyskusja w parlamencie się skończyła... Tak się to załatwia, jeśli nie ma innego wyjścia.

– Co pewien czas pojawiają się pomysły – których główną orędowniczką jest właśnie Francja – o konieczności utworzenia armii europejskiej. Co Pan Profesor na to?

– Ostatnio usłyszałem to od Viktora Orbána. Powiedział nam wprost: przedtem nas oskarżano, że mamy pomysły nierealistyczne, teraz będziemy robić rzeczy niemożliwe, czyli np. tworzyć armię europejską, bo amerykański parasol nie powinien być jedyny. Orbán jest pewny siebie. Ja uważam, że takie żarty można sobie robić, gdy ten amerykański parasol jeszcze istnieje... Na moje pytanie, kto będzie dowodził armią europejską, węgierski premier odpowiedział, wskazując na siebie: my! Dosyć dobrze zna ograniczenia europejskich polityków i doszedł do wniosku, że bez większego trudu można by przejąć ten cały interes...

– Samodzielnie, czy może jednak w ramach projektu Międzymorza?

– Jak najbardziej samodzielnie. Według niego, Węgry nie są takie jak Polska czy państwa bałtyckie, które – jego zdaniem – przesadnie kierują się fobią antyrosyjską. Oczywiście, rozumie zaszłości historyczne i często powtarza: „Polska to nasz przyjaciel”, ale podkreśla, że bliżej mu choćby do Czechów z powodu podobnego podejścia do Rosji. I nie chodzi tu już li tylko o sprawę energii, lecz o wybór geopolityczny. Dla Węgier ważne jest przede wszystkim to, że Rosja, nie będąc komuną, nie stanowi już zagrożenia ideowego. A zatem, wobec nieporadności europejskich polityków, premier Orbán uważa, że może śmiało zaproponować węgierskie przywództwo Europy.

– Czy w takim razie pomysł stworzenia wzmacniającego Europę i chroniącego kraje środkowoeuropejskie Międzymorza, tworzenia mocnej osi północ-południe – na realizacji którego tak bardzo zależy Polsce – nie staje się mało realny?

– Niekoniecznie. Siłą inercji Węgry zaczynają już tworzyć pewne zręby infrastrukturalne Międzymorza. W Siedmiogrodzie do tamtejszych górali premier Orbán powiedział: Bukareszt ma was w nosie, to my wam zbudujemy drogi, koleje, szkoły... To jest właśnie to, o czym już dawno temu pisałem, że trzeba budować wokół granic. Orbán, mimo że nie jest wielkim fanem idei Międzymorza, to zamierza je jednak po swojemu tworzyć. Ale przede wszystkim chce budować wielkie Węgry, korzystając z europejskiej próżni. W pewnym sensie jest nacjonalistą i myśli sobie, że na europejskim bezrybiu jest rekinem, ale tak naprawdę to przecież zaledwie zwinna płotka.

– A zatem Polska przesadnie liczy na węgierskich bratanków?

– Polska w każdej sytuacji powinna liczyć przede wszystkim na siebie. I – do znudzenia będę to powtarzał – przede wszystkim trzeba wygenerować odpowiednie elity polityczne, bo jeden Jarosław Kaczyński nie wystarczy!

– A tymczasem tym chyba najmniej się martwimy... Niedawno jeden z polskich emerytowanych generałów zagrzmiał, że jeżeli Polacy nie wyrzucą rządu PiS, to niechybnie grozi nam wojna z Rosją.

– Ta rosyjska wojna przecież już się toczy, choć tego nie widać, bo jej głównym teatrem są media i cyberprzestrzeń. Nie tylko Polacy nie chcą jej dostrzec, także większość amerykańskiej elity nie wierzy, że coś takiego się dzieje. Wyjątkiem tutaj jest tylko lewicowa narracja, że Władimir Putin zrobił Donalda Trumpa prezydentem, co jest bezsensem. Ale ta niewidoczna wojna jest prowadzona dosłownie na każdym poziomie – finansowym, kulturowym, informacyjnym. Nie potrzeba już konwencjonalnych działań wojskowych, by choćby za pomocą umiejętnej dezinformacji skutecznie osłabić przeciwnika. Dlatego np. przebiegli Chińczycy już nie starają się budować armii konwencjonalnej, lecz robią wszystko, by asymetrycznie, po partyzancku przezwyciężyć Amerykanów.

– I w ten sposób mogą rzeczywiście wygrać?

– Wygląda na to, że tak. Wszystkie ćwiczenia konwencjonalne prowadzone przez Amerykę, tzw. gry wojenne, pokazują, że to my wygrywamy, natomiast oni zdecydowanie zwyciężają w wojnie asymetrycznej, partyzanckiej... A zatem – wcale nie trzeba rozbudowywać kosztownej armii konwencjonalnej, lecz należy tworzyć tylko te struktury armijne, które w obecnych warunkach – czyli w świecie zdominowanym przez cybertechnologie – mogą dać rzeczywistą przewagę. Jeżeli postsowiecki helikopter kosztuje 100 mln zł, to z pewnością lepiej zainwestować w znacznie mniej kosztowną broń elektroniczną, która z łatwością pokona taki helikopter... Ale, oczywiście, zawsze dobrze byłoby mieć jakąś rezerwę, którą można szybko rozbudować, przystosować do działań wojennych. Budujmy więc w Polsce solidne traktory Ursus na eksport, choćby do Arabii Saudyjskiej, a jak zajdzie potrzeba, przerabiajmy je szybko na czołgi. Ale tu znowu potrzeba strategicznego myślenia, którego tak bardzo w Polsce brakuje.

– W Polsce bardzo boimy się rosyjskich czołgów, za to zupełnie bagatelizujemy prowadzoną przez Rosję cyberwojnę, w której Rosjanie są ponoć mistrzami świata.

– Prawdą jest, że Polska bagatelizuje cyberwojnę, natomiast Rosjanie wcale nie są w niej najlepsi; z pewnością są gorsi od Chińczyków, ale rzeczywiście lepsi od wszystkich innych. Rosjanie są dobrzy przede wszystkim w tym, co się nazywa otumanianiem innych, dezinformacją. Widać wyraźnie, że w tej wojnie już osiągają pożądane efekty.

– Z kolei Niemcy zwijają swoją armię i nie chcą płacić więcej na NATO. W Polsce nie wiemy, co o tym myśleć, czy się martwić, czy może cieszyć...

– To jest najwyraźniej antyamerykańska prowokacja. Bundeswehra ćwiczy dziś z miotłami, bo jej czołgi i łodzie podwodne są w bardzo kiepskim stanie. Nie dlatego, że Niemcy mają imigrantów i nie starcza im pieniędzy. Tak nie jest. Postępują tak z premedytacją. Niedawno zadzwoniła do mnie niemiecka telewizja z pytaniem, kiedy prezydent Trump rozwiąże NATO. Odpowiedziałem, że oczywiście, prezydent Trump tego nie zrobi i że to same Niemcy chcą się uwolnić od tej NATO-wskiej czapki, która je najwyraźniej krępuje. W związku z tym mamy teraz cały szereg rozmaitych prowokacji. Niepłacenie na NATO jest najważniejszą z nich, bo denerwuje Biały Dom.

– Może jednak powinniśmy się cieszyć z tego militarnego samoosłabiania się Niemców?

– Bynajmniej! Przypomnijmy sobie, że Hitler w ciągu kilku lat osłabione Niemcy wywindował na sam szczyt. Obecny potencjał gospodarczy Niemiec tym bardziej pozwala na taką sztuczkę.

– Na terenie naszego kraju mamy dziś wojska NATO funkcjonujące w trybie rotacyjnym, jednak w obliczu narastającego różnorakiego zagrożenia ze strony sąsiedzkich potęg Polska nalega na zainstalowanie stałych amerykańskich baz wojskowych na swoim terenie. Czy istotnie zwiększyłoby to nasze bezpieczeństwo?

– Tak, bo rzecz polega na tym, że stałe bazy wojskowe oznaczają obecność żołnierzy wraz z rodzinami. W razie ataku – nie tylko na amerykańskich żołnierzy, ale przede wszystkim na amerykańskich cywilów – amerykańskie społeczeństwo bardzo by się zdenerwowało i domagało zdecydowanej reakcji Waszyngtonu.

– Niektórzy powiadają, że najprościej było przenieść stałe bazy z Niemiec do Polski.

– Do tego w żadnym razie nie można dopuścić! Stany Zjednoczone przez 70 lat łożą wielkie pieniądze na infrastrukturę, technologię i personel swoich niemieckich baz wojskowych. To wszystko można by przenieść do Polski, być może nawet ku zadowoleniu Niemców, których coraz bardziej uwiera amerykańska obecność. I właśnie dlatego nie należy tego robić. Niemcy muszą wiedzieć, że przegrały wojnę. Trzeba im o tym nadal przypominać, bo robią wszystko i wszelkimi sposobami, by wyzwolić się z konsekwencji II wojny światowej. Permanentna amerykańska obecność w Niemczech jest wciąż nieodzowna. A poza tym na pewno nie da się przenieść tamtejszej amerykańskiej bazy medycznej, gdyż jej odtworzenie w Polsce zabrałoby co najmniej kilkadziesiąt lat.

– Stałe amerykańskie bazy w Polsce muszą więc raczej pozostać polską mrzonką?

– Niekoniecznie. Bo nawet jeśli takie rozwiązanie jest mało możliwe, to nie trzeba aż tak bardzo się tym martwić. Wojska rotacyjne wraz z szerokim zapleczem logistycznym (a więc dużą liczbą cywilnych pracowników amerykańskich sił zbrojnych) stanowią już dostateczną ochronę. A poza tym, aby w Polsce mogły być zainstalowane na stałe amerykańskie bazy wojskowe, Ameryka musi mieć w tym jakiś istotny interes.

– A Ameryce w tej chwili na Polsce aż tak nie zależy? Jak Polska jest widziana z perspektywy Waszyngtonu?

– Im mniej jest widziana, tym lepiej. Niestety, oprócz tego, że postrzega się ją jako miejsce „polskich obozów koncentracyjnych”, miejsce, w którym panoszą się „polscy naziści”, niewiele się wie o Polsce w USA. Wciąż wypomina się antysemityzm, nadal dominuje taka sama – nieżyczliwa narracja na temat Polski.

– Co Polska mogłaby zrobić, by ją przełamać?

– Chciałbym wreszcie zobaczyć polskich polityków, którzy potrafiliby wyzyskać choćby sentyment prezydenta Trumpa wobec proamerykańskiej Polski. Za czasów Baracka Obamy było to trudne, prawie niemożliwe. Gdy prezydent Andrzej Duda w czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych odwiedził nasz Institute of World Politics, dostał radę: Polska powinna zjednoczyć Międzymorze i w ten sposób pomóc Ameryce. Ponadto Polska, jako koordynator tegoż projektowanego Międzymorza, powinna jak najszybciej zorganizować „nową Norymbergę” – nasz instytut mógłby tu służyć organizacyjną pomocą – czyli wielki cyrk medialny pod hasłem „sąd nad komuną”. Pomogłoby to nie tylko Polsce w odkłamaniu jej wizerunku, ale także owładniętej przez lewactwo Ameryce, gdzie 85 proc. studentów chce, żeby był socjalizm, a większość uczniów myśli, że George Bush zabił więcej ludzi niż Józef Stalin! Niestety, ku naszemu zdumieniu, polski prezydent nie podchwycił tej myśli.

Prof. Marek Jan Chodakiewicz
Amerykański historyk polskiego pochodzenia, kierownik Katedry Studiów Polskich im. Tadeusza Kościuszki w waszyngtońskim Instytucie Polityki Międzynarodowej. Specjalizuje się w badaniu stosunków polsko-żydowskich i Holokaustu oraz historii Europy Środkowej i Wschodniej XIX i XX wieku.
Jest autorem ponad 20 książek w języku polskim i angielskim oraz setek materiałów naukowych.

Bp Przybylski: skąd bierze się ten strach, który wmawia, że Bóg chce położyć łapę na naszym życiu

2018-11-18 14:26

Magda Nowak

„Duch może więcej” – o tym przekonali się ci, którzy 17 listopada przybyli na spotkanie ewangelizacyjne Kana Młodych zorganizowane w Hali Sportowo-Widowiskowej „Polonia” w Częstochowie. Do uczestnictwa w tym ważnym dla lokalnego Kościoła wydarzeniu zaproszeni zostali młodzi z całej archidiecezji częstochowskiej. Przyjechali, aby wspólnie uwielbiać Boga, słuchać Słowa Bożego, doświadczyć jedności Kościoła, którego są nie tylko częścią, ale przede wszystkim przyszłością. Gośćmi specjalnymi spotkania byli: aktor Adam Woronowicz, polska biegaczka narciarska Sylwia Jaśkowiec i ks. Rafał Jarosiewicz. Z młodymi na modlitwie trwali pasterze archidiecezji częstochowskiej: abp Wacław Depo i bp Andrzej Przybylski, a także duża grupa kapłanów i katechetów.

Magda Nowak/Niedziela

O ogromnej, ojcowskiej miłości Boga, który nigdy nie zostawia, i zawsze czeka z otwartymi ramionami na swoje ukochane dziecko, mówił Adam Woronowicz: – Zaufajcie! Nie bójcie się. Rzućcie się w Jego objęcia. On nas nigdy nie zostawi samych. A nawet jeśli upadniecie, to nie dajcie sobie wmówić, że jest coś, co was może oddzielić od Jego miłości. Nic nie jest w stanie oddzielić nas od Jego miłości, nic! Ani życie, ani śmierć. – Jeżeli tutaj dzisiaj na tej sali siedzą w przyszłości wspaniali prawnicy, lekarze, może jakiś aktor, aktorka, ksiądz, siostra zakonna, to zmieniacie świat, zmieniacie oblicze ziemi – powiedział aktor – Jesteście iskrami Boga. Jesteście powołani do tego, aby iść i zapalić świat.

Zobacz zdjęcia: Kana Młodych

Sylwia Jaśkowiec podczas świadectwa opowiedziała, jak toczyła się jej kariera zawodowa, jak sport stał się dla niej bożkiem, i jak Jezus odnajdywał ją w czasie, gdy doznawała kontuzji. To były, jak mówi, punkty zwrotne, przez które Pan Bóg upominał się o jej serce. – Życie z Jezusem jest wielką przygodą. Nie zawsze jest pięknie, kolorowo, ale w tym wszystkim warto trwać i walczyć o Chrystusa w życiu – zapewniła narciarka. – Stawiam na młodych, na radość wiary, ale też na wytrwałość w zawodach, jakimi jest dojście do świętości każdego z nas – podkreśliła.

Ks. Rafał Jarosiewicz mówił o sakramencie pokuty. – Nie chodźcie do spowiedzi, jeśli ma to być byle jaka spowiedź – prosił – Jeżeli spowiedź to tylko prawdziwa, ponieważ nieprawdziwa spowiedź powoduje, że jesteś jeszcze dalej od Jezusa i jeszcze bardziej masz porąbane życie.

Konferencję do młodych wygłosił również bp Andrzej Przybylski. Wraz ze słuchaczami zastanawiał się, dlaczego nie podejmujemy decyzji pójścia za Chrystusem, choć wiemy, że jest dobry i że ma dla nas naprawdę najlepszy plan. Pytał skąd bierze się ten strach, który wmawia, że Bóg chce położyć łapę na naszym życiu, że nas obciąży, gdy położy na nas ręce. – Bóg kładzie na nas ręce, abyśmy mogli w tych rękach wzlecieć ku niebu – przekonywał.

Po świadectwach przyszedł czas na wspólne uwielbienie, modlitwę wstawienniczą i adorację Najświętszego Sakramentu. Na środku sali przygotowano dekorację obrazującą gorejący krzew. Na nim umieszczono otwarte Pismo Święte, a w czasie dalszej modlitwy na podwyższeniu kapłan ustawił monstrancję. Przybycie Jezusa Eucharystycznego odbyło się w uroczystej procesji, której towarzyszył orszak tancerek.

Centralnym punktem spotkania była Msza św. odprawiona pod przewodnictwem metropolity częstochowskiego abp. Wacława Depo. – Czy można znaleźć Jezusa poza Kościołem? Jezus nie powołał Kościoła doskonałego, ale powołał tych, których chciał – zaznaczył w homilii arcybiskup – Dziękujemy dzisiaj Bogu za fundament budowania przyszłości i głębokiej więzi z Nim na wieki i we wspólnocie, którą również dzisiaj tu stanowimy.

Spotkanie Kana Młodych było przede wszystkim dziękczynieniem za październikowy Synod Biskupów nt. młodzieży. Papież Franciszek wyraził wtedy życzenie, aby synod przeniósł się dalej, na tereny diecezji, parafii, na ruchy i stowarzyszenia. Dlatego na zakończenie spotkania abp Wacław Depo pobłogosławił kilkudziesięciu młodych i posłał ich do wspólnot parafialnych, aby zapalali wiarą swoich rówieśników.

– To spotkanie rozbudzi w małych promyczkach ogień – mówi z przekonaniem Paweł Kotas, 29 lat i dodaje – Nasze świadectwo jest najważniejsze. – Jesteśmy młodym Kościołem. Jest w nas bardzo duży potencjał. I jeśli ludzie zobaczą nas, to zobaczą, że młody Kościół nadal istnieje – dodaje 24-letni Mateusz Popielarz, a Daniel Maciągowski, 22 lata, podsumowuje: – Bóg chce mnie prowadzić, tylko oczekuje, żebym Mu zaufał. Jeżeli zgodzę się żyć zgodnie z Jego wolą, to On zrobi z mojego życia naprawdę piękne Boże dzieło.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Prymas Polski: Kościół konsekwentnie będzie walczył ze złem w swych szeregach

2018-11-19 18:55

Marcin Przeciszewski / Częstochowa (KAI)

- W opublikowanym dziś Stanowisku Konferencji Episkopatu Polski zostaje potwierdzona zdecydowana wola Kościoła do oczyszczenia się z grzechu i przestępstw nadużyć. Biskupi przepraszają Boga i ofiary za krzywdy wyrządzone przez duchownych, osoby konsekrowane i świeckich pracowników kościelnych – mówi KAI abp Wojciech Polak, Prymas Polski i przewodniczący Komisji ds. Duchowieństwa Konferencji Episkopatu Polski.

Mazur/Episkopat.pl

KAI: Ksiądz Prymas jako przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Duchowieństwa pilotuje działania związane ze zwalczaniem molestowania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne. Dziś zostało ogłoszone stanowisko Konferencji Episkopatu ukazujące działania Kościoła w Polsce związane z ochroną dzieci i młodzieży.

Abp Wojciech Polak: Jest to „Stanowisko Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez niektórych duchownych”. Ważną inspiracją był list Ojca Świętego Franciszka do Ludu Bożego. Podobnie jak papież napisał list do Ludu Bożego, wskazując na istotne sprawy dotyczące ochrony małoletnich, tak samo w ślad za tym wypowiada się nasz Episkopat. Dokument ukazuje, jak ważna jest ta tematyka w życiu i pracy Kościoła w Polsce oraz w jaki sposób do tej pory była podejmowana. Pokazuje też jakie są dziś główne punkty ciężkości w przezwyciężaniu grzechu i przestępstwa pedofilii jak również wskazuje kierunki i drogi, którymi pragniemy pójść w przyszłości.

- A konkretnie?

- Pierwsza część Stanowiska została zatytułowana „Ochrona dzieci i młodzieży niezbywalną częścią misji powierzonej Kościołowi”. Wskazujemy jasno jak istotnym elementem pracy Kościoła w ramach powierzonej mu przez Chrystusa misji jest m.in. ochrona dzieci i młodzieży przed przestępstwami wykorzystania małoletnich. Stanowisko polskiego Episkopatu ukazuje konieczność dalszego działania mającego na celu przezwyciężenie tego zła. Jak już powiedziałem, nawiązujemy do listu papieża Franciszka do Ludu Bożego ale także odwołujemy się do nauczania Benedykta XVI - zwłaszcza jego listu do biskupów z Irlandii; jak i do nauczania św. Jana Pawła II - wyrażonego choćby w przemówieniu do kardynałów amerykańskich z 2001 r. Wskazujemy, że jest to także linia Franciszka, który kontynuuje a nawet wzbogaca postępowanie swych poprzedników w reakcji na skandale z udziałem duchownych.
W drugiej części dokumentu zostaje potwierdzona wola Kościoła w Polsce do oczyszczenia się z grzechu przestępstw i nadużyć. Informujemy o zdarzających się sytuacjach z wykorzystaniem seksualnym dzieci i młodzieży przez duchownych. Jest ukazana zdecydowana wola walki z tym zjawiskiem. Jako biskupi po raz kolejny pragniemy przeprosić Boga i ofiary - za krzywdy wyrządzone przez duchownych, osoby konsekrowane i świeckich pracowników kościelnych.
Kolejny element dokumentu, to ukazanie drogi budowania bezpiecznego środowiska dla dzieci i młodzieży w Kościele. Przypomniane zostają zasadnicze kroki i działania, jakie zostały podjęte przez Konferencję Episkopatu od czasu przyjęcia Wytycznych, określających konkretne procedury i działania prawne. Jest też mowa o powołaniu przez Episkopat koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży w osobie o. Adama Żaka SJ, który już od 5 lat prowadzi szkolenia dla duchowieństwa i świeckich. Jednym z tych działań było też utworzenie Centrum Ochrony Dziecka, koordynującego te sprawy w skali ogólnopolskiej, aż po działania związane ze zwróceniem większej uwagi na formację ludzką w seminariach duchownych.
W kolejnej części Stanowiska znajdziemy wezwanie do dalszego działania, modlitwy i pokuty. Biskupi mówią tutaj m.in. o pomocy osobom pokrzywdzonym. Prosimy nie tylko, aby ofiary zgłaszały nam te bolesne przypadki, ale deklarujemy konkretną pomoc. Towarzyszy temu zachęta, by podjąć modlitwę i pokutę - skierowana do całego Ludu Bożego w Polsce oraz do zakonów kontemplacyjnych, osób konsekrowanych i kapłanów. Zapowiedziany został ogólnopolski dzień modlitwy wynagradzającej za przestępstwa wobec małoletnich. Będzie on przeżywany w Kościele w każdy pierwszy piątek Wielkiego Postu. Jest to odpowiedź na apel papieża Franciszka. Każda Konferencja Episkopatu winna wyznaczyć doroczny dzień takiej modlitwy.
Dokument zawiera także apel do sprawców przestępstw, sformułowany w duchu jaki Benedykt XVI wyraził w liście do biskupów irlandzkich. Mówił, że sprzeciwili się oni Ewangelii, zdradzili pokładane w nich zaufanie młodych a także szacunek społeczeństwa i Kościoła. Wzywani są do rachunku sumienia i uznania swojej odpowiedzialności za grzechy, do pokuty oraz spełnienia elementarnych wymogów sprawiedliwości - do zadośćuczynienia ofiarom.

- Na jakim etapie jest Kościół w Polsce w zakresie zwalczania tych przestępstw? Co pozostało jeszcze do zrobienia, by zasada „zero tolerancji” wobec przypadków molestowania seksualnego nieletnich przez duchownych została w pełni wprowadzona?

- Do niedawna odpowiadałem, że jesteśmy na początku drogi. Dziś należy mieć świadomość, że pewną drogę mamy już za sobą, Świadczą o tym te działania, które w dokumencie zostały pokazane. Natomiast nie możemy powiedzieć, że proces ten został już ukończony i zamknięty. Jest to proces, w którym nieustannie będziemy się zmagać ze złem. Skłania nas to jednak do jeszcze większej uwagi i wrażliwości. Trzeba mieć świadomość, że będą ujawniać się kolejne osoby, które w przeszłości zostały skrzywdzone przez duchownych. Być może część z tych duchownych już nie żyje. Jednak, jako Kościół musimy okazywać współczucie i pomoc, osobom skrzywdzonym w przeszłości, jeśli nawet proces został zamknięty bądź przedawniony w sensie prawa. Na wspólnocie Kościoła ciąży bowiem obowiązek wrażliwości na sygnały ze strony wszystkich ofiar. One zawsze powinny pozostawać w centrum naszej uwagi.
Sprawą, która wymaga dalszej pracy - a Wytyczne wprost o tym nie mówią - jest problem, co robić z przestępcą już po odbyciu kary, jeśli pozostaje on w szeregach kapłaństwa. Chodzi o to jak go resocjalizować? Sądzę, że powinni zostać mianowali w diecezjach kościelni kuratorzy, którzy będą czuwać nad taką osobą. Taki ksiądz, nawet po odbyciu kary nie może powrócić do obowiązków związanych z pracą z dziećmi czy młodzieżą, ale nadal wymaga on nadzoru i towarzyszenia. Te kroki określa dokładnie Kongregacja Nauki Wiary, dając wyraźne wskazówki biskupowi, co dalej należy zrobić. Jednak ktoś konkretny musi nad tym czuwać.
Chcemy też uczynić krok dalej w ochronie dzieci i młodzieży, poprzez przygotowanie i wdrożenie programów prewencji na terenie wszystkich diecezji oraz zakonów. Programy te będą obejmować nie tylko samych duchownych, ale całe środowisko Kościoła związane z pracą z dziećmi i młodzieżą, m.in.: szkoły katolickie, ośrodki wychowawcze, Caritas czy inne jednostki. Ufamy, że poprzez przygotowanie i wdrażanie programów prewencji, świadomość będzie wzrastać.

- Jak programy te są przygotowywane i co zawierają?

- Programy prewencji zostaną przyjęte w każdej diecezji, a ich przygotowanie następuje obecnie na poziomie poszczególnych metropolii, w konsultacji z Centrum Ochrony Dziecka. Pogram prewencji będzie zatwierdzany i wdrażany przez biskupów każdej diecezji, z adaptacją do jej specyfiki. Kilka metropolii zgłosiło się już do o. Żaka i umówiło konkretne terminy szkolenia dla osób przygotowujących taki program. A jest też kilka diecezji i zakonów, które już opracowały własne programy prewencji, np. diecezja warszawsko-praska. Myślę, że w ciągu roku programy będą obowiązywać we wszystkich diecezjach.

- A co konkretnie zawierać będzie program prewencji w archidiecezji gnieźnieńskiej, u Księdza Prymasa?

- Najpierw będzie jasno pokazywać stanowisko Kościoła. Zawierać będzie dokumenty Kościoła, m.in. Wytyczne Episkopatu. Proponować będzie też zbiór „dobrych praktyk”, czyli opis działania w zakresie pracy z młodzieżą. Będą tam nawet bardzo konkretne porady jak organizować zajęcia czy wycieczki - tak aby dzieciom zapewnić należytą ochronę. Będzie też deklaracja jaką po odbyciu wymaganych szkoleń, będzie podpisywać każdy duchowny i każda osoba pracująca z dziećmi i młodzieżą. Na szkolenia zaprosiłem przedstawicieli szkół katolickich, Caritas, harcerzy, katechetów i inne środowiska. Program prewencji będzie dotyczyć ich wszystkich.

- A jak wygląda sprawa pomocy ofiarom molestowania seksualnego ze strony duchownych? Pytam, gdyż wiele ofiar zgłasza zastrzeżenia. A główne z nich dotyczą kwestii odszkodowań. Pytają, dlaczego pomoc Kościoła dotyczy wyłącznie kwestii duszpasterskich czy opieki psychologicznej bądź prawnej, a odszkodowania mają wypłacać wyłącznie sprawcy, a nie szersza wspólnota kościelna?

- Trzymamy się tego, co zostało określone w Wytycznych KEP. Pomoc materialna ofiarom związana jest z procesem leczenia czy uzdrowienia. Oferowana jest więc nie tylko pomoc duszpasterska ale i psychologiczna oraz prawna. Diecezja powinna ponieść koszty psychologa, którego sobie dana osoba czy jej opiekunowie wybiorą. Podobnie jeśli chodzi o pomoc prawną. Natomiast czym innym jest odszkodowanie za popełnione przestępstwo. W tym zakresie stoimy na tym stanowisku, o którym mówi prawo polskie, że odszkodowanie jest po stronie sprawcy przestępstwa.

- A sprawa poznańska? Czy Ksiądz Arcybiskup nie obawia się, że wyrok sądu zasądzający wysokie odszkodowanie od zgromadzenia, do którego należał sprawca, wytyczył „linię orzeczniczą”, która będzie odtąd pojawiać się częściej, skutkując zasądzaniem odszkodowań wobec zakonów i diecezji?

- Jeśli sąd drugiej instancji potwierdził ten wyrok, to Kościół, w tym przypadku zgromadzenie zakonne się do niego stosuje. Nie znam dokładnie argumentacji sądu apelacyjnego w Poznaniu, ale sądzę, że jeśli wyrok został utrzymany, to sąd posiada dowody zaniedbania ze strony zgromadzenia chrystusowców. Znany publicznie jest fakt, jak długa była odległość czasowa od dokonania przestępstwa i poniesienia kary do przeniesienia sprawcy do stanu świeckiego. Ale w międzyczasie było też kilka podobnych spraw, m.in w Płocku, gdzie sąd odrzucił oczekiwania ofiary odnośnie do odszkodowania ze strony diecezji. Widocznie zaniedbania ze strony diecezji nie miały miejsca.

- Kościół w Polsce pracuje obecnie nad raportem (zbiorem statystyk) dotyczącym skali przypadków pedofilii wśród duchownych. Kiedy ta statystyka ujrzy światło dzienne, jaki okres obejmie? Czy mowa będzie także o ofiarach?

- Aby dobrze rozpoznać przyczyny tych czynów i ich skalę, rozpoczęliśmy zbieranie potrzebnych danych. Jest to ankieta, którą rozesłał Sekretariat Konferencji Episkopatu do wszystkich biskupów diecezjalnych oraz wyższych przełożonych zakonnych. Mają oni miesiąc, do końca listopada, aby opracować informacje i odesłać do sekretariatu Episkopatu. Potem ankiety zostaną fachowo opracowane przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego.

- A kiedy ujrzą światło dzienne?

- Sądzę, że styczniu 2019 r., gdyż rzecz musi zostać opublikowana jeszcze przed zaplanowanym na luty spotkaniem przewodniczących Episkopatów, zwołanym przez Franciszka do Rzymu.

- Co konkretnie zawierać będzie zbiór statystyk? Jaki okres obejmie?

- Obejmie okres od 1990 r. do współczesności. Zawierać będzie wszelkie istotne dane liczbowe na ten temat, m.in. liczbę przypadków w danej diecezji czy zgromadzeniu, które zostały zgłoszone czy też ilość ofiar, osób pokrzywdzonych. Warto dodać, że statystyki te obejmować będą stan na dziś. Mam świadomość, że mogą zostać ujawnione nieznane dotąd przypadki z przeszłości. Wówczas raport trzeba będzie uzupełnić.

- Na ile jest to problem obecny w Kościele w Polsce: w porównaniu np. do tego co się działo w niektórych krajach za granicą?

- Nie jest łatwo dziś dać precyzyjną odpowiedź. Można będzie jej udzielić, gdy poznany treść opracowania statystycznego.

- Zbigniew Nosowski postawił tezę, że Ksiądz Prymas jest w Episkopacie osamotniony jeśli chodzi o działania na tym polu. Jak to jest naprawdę?

- Ja sam tych działań się uczę i tak samo uczy się cały Episkopat - a robimy to we wzajemnym dialogu. Samo przyjęcie kilka lat temu Wytycznych pokazywało jednomyślność biskupów. Nikt z biskupów nie podważa linii „zero tolerancji”. Dla każdego jest to ewidentny grzech i przestępstwo. Bezdyskusyjne w Episkopacie są działania dotyczące karania tych przestępstw. Nie zdarzają się dziś sytuacje, które byłyby lekceważone przez biskupów, nie ma problemów z natychmiastowym uruchamianiem procesu kanonicznego. Także z zawiadamianiem prokuratury, jeśli taki przypadek zostanie wykryty i ma cechy wiarygodności - tak jak wymaga polskie prawo.
Więcej trudności jest z komunikacją na zewnątrz. Tu dostrzegam problem. Chodzi mi o odpowiednie informowanie szerszej społeczności. A do tego trzeba przełamać nasze obawy i to, co papież nazywa również naszym klerykalnym stylem myślenia.

- Czy nie uważa Ksiądz Prymas, że wraz z opublikowaniem statystyk Kościół powinien zachęcić inne środowiska w Polsce, by – w imię ochrony dzieci – poszły tą samą drogą, opracowując stosowne wytyczne dotyczące prewencji oraz raporty nt. nadużyć? Wydaje się, że publikując swoje materiały Kościół zyska moralne prawo do zainicjowania Narodowego programu Ochrony Dzieci i Młodzieży. Uważa Ksiądz Prymas podobnie?

- O. Żak już o tym mówił wcześniej. Jest to kierunek, w którym Kościół powinien pracować. Ważne jest, aby Kościół był jednym z partnerów. Najlepszą osobą, która mogłaby tego typu program zainicjować jest, tak sądzę, Rzecznik Praw Dziecka. Powinien on zaprosić Kościół do współpracy, ale także świeckie fundacje, które działają na tym polu: „Dajmy dzieciom siłę” czy inne. Taki narodowy program powinien być tworzony wokół Rzecznika Praw Dziecka. A Kościół winien się przyłączyć, mając swoje doświadczenia na tym polu. Jest to bowiem poważny problem społeczny w Polsce, dotykający wszystkich środowisk, z rodziną na pierwszym miejscu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem