Reklama

Spiker przy ołtarzu

Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 23/2003

Jan Suzin to bez wątpienia legenda polskiej telewizji. Przez blisko pół wieku, obok Krystyny Loski i Edyty Wojtczak, był spikerem, którego na ulicy rozpoznawało nawet każde dziecko. Dziś jest wprawdzie na emeryturze, ale nadal użycza swego głosu. Czyta fragmenty Pisma Świętego podczas niedzielnych Mszy w kościele Matki Bożej Nieustającej Pomocy na Saskiej Kępie.

Inaczej sobie to wszystko wyobrażałem.
Spodziewałem się, że telewizja będzie łączyć świat,
że ludzie staną się dzięki niej lepsi, mądrzejsi.
Tymczasem jest zupełnie odwrotnie

Gdy w piątek po południu dzwonię do Suzina, by umówić się spotkanie, od razu się zgadza. W poniedziałek mam się stawić w herbaciarni przy ulicy Francuskiej.
Dochodzi jedenasta. Czekam przy stoliku, na zewnątrz lokalu. Z daleka dostrzegam wysokiego mężczyznę w białej, sportowej kurtce, w jasnych spodniach i adidasach. Z siatką w ręku powolutku zmierza w moją stronę. Na pierwszy rzut oka wcale nie przypomina spikera, którego pamiętam z telewizji. Kiedy podchodzi bliżej, moje wątpliwości znikają. - Zaraz do pani przyjdę, tylko kupię kurę na obiad - mówi z uśmiechem. Po chwili dodaje: - Tu robią znakomitą kurę z rożna.
Zamawia filiżankę małej czarnej i siada przy stoliku. - Lubię ten lokal - mówi.

Byliśmy zapaleńcami

Do telewizji trafił właściwie przypadkowo. Gdy ukończył Wydział Architektury na Politechnice Warszawskiej, po prostu zajrzał kiedyś na Woronicza. Z ciekawości. Bo słyszał, że ma się tam odbyć konkurs na spikerów. - Telewizja to było magiczne słowo. W Warszawie mało kto w ogóle miał wtedy telewizor.
Suzin przeszedł kolejne stopnie eliminacji i ostatecznie ten konkurs wygrał. Postanowił sprawdzić się w pracy spikera. Był rok 1955.
Początkowo program był nadawany dwa razy w tygodniu po dwie godziny, pracował zatem stosunkowo niewiele. - Pamiętam, jak wchodziłem na wizję i mówiłem: "Do widzenia państwu, kończymy program, zobaczymy się ponownie za trzy dni"- wspomina. - Wejście na wizję zawsze wiązało się ze stresem. Choć pomniejszonym o świadomość niewielkiej liczby odbiorców. Wiedziałem, że mało kto mnie ogląda, nie było też mowy o tym, by ludzie rozpoznawali mnie na ulicy.
Ale telewizja stopniowo się rozwijała. A wraz z upływem lat coraz więcej ludzi zaczynało kupować telewizory. Zwłaszcza w latach sześćdziesiątych, kiedy program były nadawany trzy razy w tygodniu, a w końcu prawie codziennie, oprócz piątków.
- Praca w telewizji całkowicie zmieniała mój tryb życia, wychodziłem z domu koło południa a wracałem o północy - mówi Jan Suzin. Ale mu to nie przeszkadzało. Lubił swój zawód. - Byliśmy zapaleńcami, wierzyliśmy, że tworzymy nową, wspaniałą rzeczywistość.
Urozmaicały ją rozmaite "wpadki". Na przykład w czasie programu przepaliła się kiedyś żarówka i dalszą część trzeba było nadawać przez chwilę po ciemku. Innym razem Edytka usiadła przed kamerą, i nagle zaczął jej się ruszać nos. Widać było, że chciała kichnąć. W końcu kichnęła, ale prosto w kamerę. Po czym powiedziała: "Przepraszam państwa bardzo" i mówiła dalej. A był i taki przypadek, że lektor, który czytał film, zamiast "żółtodziób", powiedział: "Zółciodup". I poszło to w eter.

Nie oglądam telewizji

Praca w TVP zupełnie inaczej wyglądała w stanie wojennym. Cała telewizja była opanowana przez wojsko. - Spikerów na początku w ogóle nie wpuszczano na wizję, my zresztą wcale o to nie zabiegaliśmy - mówi Suzin. Toteż spokojnie czekał w domu na to, co się zdarzy. W końcu, któregoś dnia do drzwi jego mieszkania zapukał ośnieżony żołnierz. - Kiwnął palcem, dając znak, że jedziemy. Wsadzili mnie do samochodu, zawieźli na Woronicza i dali nam do czytania jakieś komunikaty - wspomina spiker. - Siadałem więc przed kamerą i czytałem. Pamiętam, że chcieli nas ubrać w mundury, ale ktoś powiedział: wyobraźcie sobie Loskę albo Edytę w mundurze. I wszyscy mało nie pękli ze śmiechu. Zrezygnowano więc z tego pomysłu.
Dopiero po zniesieniu stanu wojennego atmosfera nieco zelżała.
Choć Suzin ma ogromny sentyment do początkowego okresu pracy, dzisiaj telewizję wspomina z niesmakiem. - Inaczej sobie to wszystko wyobrażałem. Spodziewałem się, że telewizja będzie łączyć świat, że ludzie staną się dzięki niej lepsi, mądrzejsi. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Codzienne programy dają doskonały instruktaż dla bandziorów, nie mają końca walki, strzelaniny, drastyczne obrazy. Dlatego już od kilku lat nie oglądam telewizji.
A sentyment? - pytam Suzina.
- Po prostu się wypalił - odpowiada stanowczo. - Zostało rozczarowanie. I żal, że kawał życia włożyliśmy w fajną sprawę, a wyszło zupełnie co innego.
Mimo to Suzin nie żałuje czasu spędzonego w telewizji. - Człowiek zawsze ma w życiu do wyboru kilka dróg. Ta, na którą ja się wtedy zdecydowałem musiała być dla mnie najwłaściwsza, bo na niej wytrwałem - zapewnia.
Znamienne, że Suzin nie chodzi do kina, nawet na najbardziej okrzyczane filmy. - Jako lektor przeczytałem ich w życiu parę tysięcy, niektóre nawet po dwa razy. Jak tylko zobaczę początek jakiegoś filmu, to średnio po 15 minutach przysypiam, bo wiem, co się dalej wydarzy. To takie skażenie zawodowe.

Reklama

Po prostu dobry człowiek

Od roku 1996 Suzin już nie pracuje. - Szkoda, że jest już na emeryturze - mówił o nim jeden z reżyserów: - Nigdy nie zapomnę tych wszystkich westernów, które przeczytał w TV, po prostu nadawał im drugie tło. Suzin jest świetny w każdym gatunku, ale według mnie najlepiej wypadał w kryminałach i westernach. Kiedy oglądało się tamte filmy z jego głosem, to czuło się jakiś niepowtarzalny klimat. Z tym trzeba się urodzić.
Suzin: - Myślałem, że jak przejdę na emeryturę, to się zanudzę na śmierć. Tymczasem się okazuje, że mam więcej zajęć, niż wtedy gdy pracowałem: choćby wbicie haczyka w ścianę czy pomalowanie stołu. Albo zakupy, np. kura na obiad, którą pani polecam.
Nie bierze już on dzisiaj udziału w żadnych programach. Co najwyżej użycza głosu do reklam. I przynosi to skutek. Bo na przykład lek na gardło: Neo- Angin stał się popularny po reklamie, w której wystąpił Suzin.
Od kilku lat, na niedzielnych Mszach czyta czasem fragmenty Pisma Świętego w kościele przy Nobla. Kiedyś poprosił go o to ks. prał. Stanisław Rawski. - Cudowny człowiek, samo serce - mówi o nim Suzin.
Jak twierdzą księża, którzy pracują w parafii na Saskiej Kępie, ludzie rozpoznają Suzina, chętnie go słuchają. - Gdy ktoś widzi, że znana osoba nie wstydzi się wiary, że identyfikuje się z Kościołem, jest to budujące, to z pewnością rodzaj świadectwa - mówi jeden z kapłanów. Dodaje, że Suzin chętnie angażuje się w akcje charytatywne, gdy trzeba wspiera materialnie dzieła parafialne. - To po prostu dobry człowiek, bardzo uczynny i pokorny.

W klubie "Jolkowiczów"

Na Saskiej Kępie mieszka od blisko czterdziestu lat. Z żoną i... żółtym kanarkiem, Guciem. Kocha zwierzęta, zwłaszcza psy. Ale przestał je trzymać w domu, bo pies żyje krócej niż człowiek i wtedy trzeba przejść przez rozstanie. Z kanarkiem wprawdzie też trzeba się rozstać, ale to mniej boli.
Suzin jest urodzonym warszawiakiem, rocznik 1930.
Lubi Starówkę. Zwłaszcza tę dawną. - Tuż po odbudowie, kiedy pachniała jeszcze farbą - mówi. Sentymentem darzy też kościół garnizonowy przy ulicy Długiej, który po wojnie odbudowywał z ojcem.
W czasie wolnym chętnie czyta. I rozwiązuje krzyżówki. - Wśród naszych znajomych zawiązał się klub "Jolkowiczów", czyli tych, którzy rozwiązują najtrudniejszą z krzyżówek: Jolkę. Gdy w czwartki pojawia się w kioskach, bez reszty oddaje się pasji wpisywania haseł w nienumerowane kratki. Teraz zajmuje mu to dwie godziny. Gdy nie miał jeszcze takiej wprawy, potrafił rozwiązywać ją nawet przez cały dzień.
Komórki i komputera Suzin nie ma i mieć nie zamierza. Z wyboru. Zamiast surfować po Internecie, woli chodzić z plecakiem po górach.
- Kasprowy Wierch zaliczyłem setki razy, także na nartach. Góry mają niepowtarzalny urok, sprawiają, że człowiek naprawdę może zachwycić się światem.

Reklama

Kard. Müller krytykuje doradców papieża

2019-02-18 20:49

pb (KAI/thetablet.co.uk) / Watykan

Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller powiedział, że choć sam papież Franciszek jest „ortodoksyjnym katolikiem”, to otoczony jest pochlebcami. Zdaniem niemieckiego purpurata, w doradzającej papieżowi Radzie Kardynałów dominują pomysły menedżerskie.

Monika Książek/Niedziela

Na łamach niemieckiego magazynu „Der Spiegel” z 16 lutego hierarcha podkreślił, że „obowiązkiem papieża jest jednoczenie Kościoła w prawdzie”. Tymczasem Franciszek jest otoczony ludźmi, którzy niewiele rozumieją z teologii i ze społecznego nauczania Kościoła, a ponadto „chlubią się tym, że są postępowcami wbrew reszcie Kościoła”.

Kardynał sprzeciwił się pojmowaniu relacji papieża do Kościoła na wzór relacji generała jezuitów do prowincjałów jezuitów. - Rządzenie całym Kościołem według reguł jezuickich jest po prostu nie do przyjęcia - ocenił były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Pytany o wykorzystywanie seksualne małoletnich przez duchownych, kard. Müller zaznaczył, że są miliony takich przypadków poza Kościołem, dlatego nie ma żadnego dowodu na to, że mają cokolwiek wspólnego z klerykalizmem. Korzeniem problemu jest, według niego, „zdeprawowany charakter sprawcy” i nie ma to żadnego związku z jego posługą.

Powtórzył też swe przekonanie o związku między wykorzystywaniem seksualnym i homoseksualizmem. Powołał się na statystyki Kongregacji Nauki Wiary, z których wynika, że ponad 80 proc. ofiar to osoby płci męskiej poniżej 18. roku życia. - Niestety, te statystyki nie odegrają roli podczas zbliżającego się watykańskiego szczytu w sprawie wykorzystywania seksualnego. Punkt widzenia Kościoła jest całkiem jasny: kto nie umie siebie kontrolować, nie kwalifikuje się do kapłaństwa. Co więcej, moim zdaniem nikt nie rodzi się homoseksualistą. Rodzimy się mężczyzną lub kobietą - podkreślił duchowny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tę wspólnotę miał na myśli papież, gdy mówił o wykorzystywaniu zakonnic

2019-02-18 20:52

pb (KAI/freres-saint-jean.org/VaticanNews), st / Lyon

W czasie lotu z Abu Zabi do Rzymu 5 lutego papież Franciszek odpowiedział na pytanie o wykorzystywanie seksualne zakonnic przez niektórych duchownych. Przyznał, że takie zjawisko istnieje i że „z tego powodu paru księży zostało usuniętych” z kapłaństwa, a nawet rozwiązano pewne żeńskie zgromadzenie zakonne.

wikipedia.com
O. Marie-Dominique Philippe, 2005 r.

Dyrektor ad interim Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej Alessandro Gisotti wyjaśnił później, że papież miał na myśli francuski Instytut Sióstr św. Jana i św. Dominika, wywodzący się spośród byłych członkiń żeńskiej gałęzi kontemplacyjnej Wspólnoty św. Jana. Jej założyciel, o. Marie-Dominique Philippe już po swej śmierci w 2006 r. został oskarżony o zachowania sprzeczne z czystością, jakich miał się dopuścić wobec sióstr. Poinformował o tym - „z własnej inicjatywy” - w 2013 r. ówczesny przeor generalny Braci św. Jana.

Założyciel

Marie-Dominique Philippe urodził się w 1912 r. w Cysoing na północy Francji jako ósme z dwanaściorga dzieci, z których siedmioro wybrało życie zakonne (w tym znany w Polsce o. Thomas Philippe OP, współzałożyciel wspólnot Arki). W 1930 r. wstąpił do zakonu dominikanów, a w 1936 r. przyjął święcenia kapłańskie. W latach 1939-45 i 1951-62 wykładał filozofię i teologię w Le Saulchoir (znanym dominikańskim domu studiów prowincji paryskiej), zaś w latach 1945-82 na uniwersytecie we Fryburgu Szwajcarskim.

Wokół o. Philippe skupiła się grupa studentów pragnących jedności między nauczanymi prawdami i osobistym życiem nauczającego. 8 grudnia 1975 r. w cysterskim opactwie Lérins we Francji, w trakcie głoszonych przez niego rekolekcji, zawiązała się wspólnota braci. Reguła wspólnoty, której patronowała francuska mistyczka Marta Robin, została oparta na Ewangelii św. Jana.

O. Philippe był cenionym rekolekcjonistą dla księży i osób konsekrowanych. W domu Marty Robin przez 17 lat prowadził także rekolekcje dla członków powołanych przez nią Ognisk Miłości. W 1981 r. Wspólnota św. Jana osiadła w Burgundii. Po roku powstało zgromadzenie sióstr kontemplacyjnych, dwa lata później zgromadzenie sióstr apostolskich. Dziś około 550 braci oraz 300 sióstr kontemplacyjnych i apostolskich żyje w kilkudziesięciu domach zakonnych na całym świecie.

Cechą charakterystyczną Wspólnoty jest poszukiwanie prawdy poprzez studiowanie filozofii i teologii. Szczególne miejsce zajmują tu myśl św. Tomasza z Akwinu i metafizyka. Wspólnota nie ma ukierunkowanego charyzmatu apostolskiego - pragnie służyć Kościołowi modlitwą i poszukiwaniem prawdy, a dzieła apostolskie podejmuje w zależności od lokalnych potrzeb. Np. we Francji bracia i siostry pracują wśród narkomanów, w Wilnie zajmują się formacją w diecezjalnym seminarium duchownym, a w Bukareszcie organizują opiekę nad tzw. dziećmi ulicy.

Wokół zgromadzeń skupiają się też świeccy sympatycy duchowości św. Jana: oblaci, którzy przyrzekają żyć zgodnie z radami ewangelicznymi: ubóstwem, czystością i posłuszeństwem na tyle, na ile stan i obowiązki im pozwolą - inaczej wygląda życie małżonków, ludzi wolnych, czy osób w podeszłym wieku. Wraz z braćmi i siostrami tworzą oni Rodzinę św. Jana.

Kryzysy

Do pierwszego kryzysu doszło w męskiej gałęzi Wspólnoty. Pojawiały się zarzuty o presję psychologiczną, zrywanie więzi z rodziną, brak opieki medycznej, metody formacyjne właściwe sektom, co przełożeni kategorycznie odrzucali. Jednak w 2000 r. bp Raymond Séguy, ówczesny ordynariusz Autun, pod którego władzą znajdował się instytut, wyraził zaniepokojenie zmęczeniem fizycznym i moralnym braci, wyczerpaniem, zachowaniami sprzecznymi z życiem chrześcijańskim i religijnym. Skłoniło to Stolicę Apostolską do mianowania trzech asystentów, którzy mieli doradzać i pomagać w kierowaniu Wspólnotą.

W 2009 r. doszło do kryzysu w żeńskiej gałęzi kontemplacyjnej Wspólnoty. Według samych sióstr, problemy dotyczyły zarządzania oraz różnic poglądów na temat powołania, co zakłócało ich jedność. Z tego powodu kard. Philippe Barbarin z Lyonu, któremu siostry podlegały, zwolnił z funkcji przeoryszy generalnej s. Alix Parmentier, która współpracowała z o. Philippe przy zakładaniu instytutu sióstr kontemplacyjnych i od 1982 r. nim kierowała. Po uzgodnieniu z watykańską Kongregacją ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego kard. Barbarin mianował nową przełożoną generalną. Decyzji tych nie zaakceptowała jednak część (ponad 30) sióstr, które postanowiły opuścić zgromadzenie.

W związku z tym kongregacja mianowała komisarza, którego władza jest taka jak przełożonej generalnej. Został nim bp Jean Bonfils z Nicei, którego zadaniem było przywrócenie zgromadzeniu jedności. Kongregacja nakazała też, aby cztery siostry z dawnej rady generalnej, w tym s. Alix, nie wywierały wpływu na resztę zgromadzenia.

Zdaniem bp. Bonfilsa, zgromadzenie sióstr kontemplacyjnych św. Jana przeżywało kryzys wzrostu, co jest typowe dla każdego zakonu, który po okresie fundacji musi przejść do fazy instytucjonalizacji. Tłumaczył, że s. Alix jest już w wieku, w którym powinna ustąpić ze stanowiska, tym bardziej, że Kodeks Prawa Kanonicznego przewiduje, że przełożeni nie powinni zbyt długo rządzić bez przerwy. Hierarcha podkreślał, że siostry powinny też uzgodnić między sobą, jaki jest charyzmat ich instytutu. Konieczne jest odnalezienie równowagi między czasem poświęcanym na modlitwę, studia biblijne i teologiczne, samotność, życie liturgiczne, wspólnotowe, pracę ręczną czy odpoczynek. Wspólnota św. Jana należała do najbardziej dynamicznie rozwijających się nowych gałęzi życia zakonnego. Wielokrotnie jednak rodzice młodych sióstr, czy też byłe zakonnice, które opuściły zgromadzenie, wskazywały na trudności: nadmierne obciążanie pracą najmłodszych sióstr czy problemy związane ze zdrowiem fizycznym i psychicznym.

W 2011 r. nowym komisarzem został bp Henri Brincard z Puy-en-Velay. Rok później siostry, które opuściły zgromadzenie, założyły w Kordowie w Hiszpanii Instytut Sióstr św. Jana i św. Dominika. Dołączyło do nich 70 nowicjuszek z dotychczasowej żeńskiej gałęzi kontemplacyjnej. Jednak w styczniu 2013 r. papież Benedykt XVI rozwiązał instytut. W 2014 r., w porozumieniu ze Stolicą Apostolską, bp Brincard zaproponował siostrom, które opuściły Wspólnotę św. Jana, by stworzyły stowarzyszenie wiernych, które w przyszłości stanie się wspólnotą zakonną, pod warunkiem wykluczenia z niego wspomnianych wcześniej czterech sióstr z rady generalnej. W sierpniu 2014 r. powstała w diecezji San Sebastian wspólnota Maria Stella Matutina (Maryi Gwiazdy Zarannej). W lutym 2016 r. zmarła s. Alix Parmentier.

Zarzuty

W międzyczasie, w 2013 r. przeor generalny o. Thomas Joachim poinformował swych współbraci o istnieniu świadectw nt. uchybień w dziedzinie czystości w życiu założyciela Wspólnoty. O. Marie-Dominique Philippe miał się ich dopuścić wobec kobiet, których był kierownikiem duchowym.

List do wszystkich braci Wspólnoty powstał w wyniku kapituły generalnej, jaka odbyła się w dniach 9-29 kwietnia 2013 r. Przyznając, że postać założyciela była dotychczas poddawana „pewnej idealizacji”, o. Joachim ujawnił, że podczas kapituły wspomniał o „świadectwach zgodnych i wiarygodnych w oczach tych, którzy mieli do nich dostęp (władz kościelnych i naszego zgromadzenia, w tym mnie), mówiących, że o. Philippe czasem podejmował działania sprzeczne z czystością wobec dorosłych kobiet, którym towarzyszył”. Według rzecznika Wspólnoty, br. Renaud-Marie, sprawa dotyczyła od pięciu do dziesięciu przypadków, wśród których nie było jednak stosunku płciowego.

O. Joachim dodał, że o. Philippe pozostaje założycielem Wspólnot i przyznał, że sam wiele mu zawdzięcza, w tym formację filozoficzną i teologiczną. „Moja wdzięczność pozostaje nienaruszona. Umiejmy wszyscy zachować tę wdzięczność za to, co otrzymaliśmy od niego, bardziej uświadamiając sobie charyzmat, którego był narzędziem, i czuwajmy nad swoim życiem, aby się bardziej uświęcać” - napisał przeor.

Wyjaśnienie

Po wypowiedzi papieża Franciszka i sprecyzowaniu jej przez Gisottiego, przeor generalny braci oraz przeorysze generalne sióstr kontemplacyjnych i sióstr apostolskich ogłosili 7 lutego br. w internecie list, w którym wyrazili głębokie współczucie „kobietom, które wielkodusznie ofiarując swe życie Bogu, stały się ofiarami” nadużyć, a także zapewniając o zaangażowaniu w walkę z nadużyciami „w komunii z papieżem Franciszkiem”.

- Rodzina św. Jana potępia nadużycia seksualne i nadużycia władzy swego założyciela, stwierdzone na podstawie zgodnych świadectw. Wśród kobiet-ofiar tych nadużyć znajdowały się siostry. Zgodne świadectwa sióstr i byłych sióstr mówią także o nadużyciach popełnionych w przeszłości przez braci. Zostały już na nich nałożone sankcje, a w [kolejnych] przypadkach trwają procedury. Władze Braci św. Jana są zdecydowane, by każdy przypadek nadużyć był potraktowany zgodnie z wytycznymi Kościoła katolickiego i prawa cywilnego - zapewnili przełożeni Wspólnoty.

Podkreślili, że od kilku lat bracia podejmują liczne działania, mające na celu zapobieganie sytuacjom nadużyć i zajmowanie się nimi: ulepszenie rozeznawania powołaniowego, formowanie dojrzałości uczuciowej braci, wprowadzenie procedur (zatwierdzonych przez Stolicę Apostolską), obejmujących m.in. przekazywanie informacji organom sądowym, stworzenie komisji (w skład której weszli także świeccy), mającej badać świadectwa, zeznania i skargi dotyczące nadużyć.

Ponadto 80 sióstr, z których obecnie składa się żeńska gałąź kontemplacyjna, podporządkowało się decyzjom władz kościelnych podjętym w 2009 r. i wprowadziło wówczas żądane reformy, „dotyczące zarządzania i wpływu”. - Siostry św. Jana nigdy nie zostały rozwiązane - zaznaczyli przełożeni. Natomiast w 2014 r. papież Franciszek ostatecznie wykluczył z życia zakonnego „cztery byłe odpowiedzialne, które sprzeciwiały się decyzjom podjętym przez władze kościelne i promowały rozłam”. Zarówno siostry, jak i bracia św. Jana od kilku lat „podejmują pracę nad odbudową [Wspólnoty] i naprawą tego, co powinno być poprawione, w pełnej współpracy z Rzymem i z pomocą podmiotów zewnętrznych”.

Osoby, które były ofiarami nadużyć ze strony członków Rodziny św. Jana mogą pisać do Komisji SOS Nadużycia, powołanej przez Wspólnotę, na adres: sos.abus@stjean.com lub na adres otwarty przez Konferencję Biskupów Francji: paroledevictimes@cef.fr.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem