Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Spiker przy ołtarzu

Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 23/2003

Jan Suzin to bez wątpienia legenda polskiej telewizji. Przez blisko pół wieku, obok Krystyny Loski i Edyty Wojtczak, był spikerem, którego na ulicy rozpoznawało nawet każde dziecko. Dziś jest wprawdzie na emeryturze, ale nadal użycza swego głosu. Czyta fragmenty Pisma Świętego podczas niedzielnych Mszy w kościele Matki Bożej Nieustającej Pomocy na Saskiej Kępie.

Inaczej sobie to wszystko wyobrażałem.
Spodziewałem się, że telewizja będzie łączyć świat,
że ludzie staną się dzięki niej lepsi, mądrzejsi.
Tymczasem jest zupełnie odwrotnie

Gdy w piątek po południu dzwonię do Suzina, by umówić się spotkanie, od razu się zgadza. W poniedziałek mam się stawić w herbaciarni przy ulicy Francuskiej.
Dochodzi jedenasta. Czekam przy stoliku, na zewnątrz lokalu. Z daleka dostrzegam wysokiego mężczyznę w białej, sportowej kurtce, w jasnych spodniach i adidasach. Z siatką w ręku powolutku zmierza w moją stronę. Na pierwszy rzut oka wcale nie przypomina spikera, którego pamiętam z telewizji. Kiedy podchodzi bliżej, moje wątpliwości znikają. - Zaraz do pani przyjdę, tylko kupię kurę na obiad - mówi z uśmiechem. Po chwili dodaje: - Tu robią znakomitą kurę z rożna.
Zamawia filiżankę małej czarnej i siada przy stoliku. - Lubię ten lokal - mówi.

Byliśmy zapaleńcami

Do telewizji trafił właściwie przypadkowo. Gdy ukończył Wydział Architektury na Politechnice Warszawskiej, po prostu zajrzał kiedyś na Woronicza. Z ciekawości. Bo słyszał, że ma się tam odbyć konkurs na spikerów. - Telewizja to było magiczne słowo. W Warszawie mało kto w ogóle miał wtedy telewizor.
Suzin przeszedł kolejne stopnie eliminacji i ostatecznie ten konkurs wygrał. Postanowił sprawdzić się w pracy spikera. Był rok 1955.
Początkowo program był nadawany dwa razy w tygodniu po dwie godziny, pracował zatem stosunkowo niewiele. - Pamiętam, jak wchodziłem na wizję i mówiłem: "Do widzenia państwu, kończymy program, zobaczymy się ponownie za trzy dni"- wspomina. - Wejście na wizję zawsze wiązało się ze stresem. Choć pomniejszonym o świadomość niewielkiej liczby odbiorców. Wiedziałem, że mało kto mnie ogląda, nie było też mowy o tym, by ludzie rozpoznawali mnie na ulicy.
Ale telewizja stopniowo się rozwijała. A wraz z upływem lat coraz więcej ludzi zaczynało kupować telewizory. Zwłaszcza w latach sześćdziesiątych, kiedy program były nadawany trzy razy w tygodniu, a w końcu prawie codziennie, oprócz piątków.
- Praca w telewizji całkowicie zmieniała mój tryb życia, wychodziłem z domu koło południa a wracałem o północy - mówi Jan Suzin. Ale mu to nie przeszkadzało. Lubił swój zawód. - Byliśmy zapaleńcami, wierzyliśmy, że tworzymy nową, wspaniałą rzeczywistość.
Urozmaicały ją rozmaite "wpadki". Na przykład w czasie programu przepaliła się kiedyś żarówka i dalszą część trzeba było nadawać przez chwilę po ciemku. Innym razem Edytka usiadła przed kamerą, i nagle zaczął jej się ruszać nos. Widać było, że chciała kichnąć. W końcu kichnęła, ale prosto w kamerę. Po czym powiedziała: "Przepraszam państwa bardzo" i mówiła dalej. A był i taki przypadek, że lektor, który czytał film, zamiast "żółtodziób", powiedział: "Zółciodup". I poszło to w eter.

Nie oglądam telewizji

Praca w TVP zupełnie inaczej wyglądała w stanie wojennym. Cała telewizja była opanowana przez wojsko. - Spikerów na początku w ogóle nie wpuszczano na wizję, my zresztą wcale o to nie zabiegaliśmy - mówi Suzin. Toteż spokojnie czekał w domu na to, co się zdarzy. W końcu, któregoś dnia do drzwi jego mieszkania zapukał ośnieżony żołnierz. - Kiwnął palcem, dając znak, że jedziemy. Wsadzili mnie do samochodu, zawieźli na Woronicza i dali nam do czytania jakieś komunikaty - wspomina spiker. - Siadałem więc przed kamerą i czytałem. Pamiętam, że chcieli nas ubrać w mundury, ale ktoś powiedział: wyobraźcie sobie Loskę albo Edytę w mundurze. I wszyscy mało nie pękli ze śmiechu. Zrezygnowano więc z tego pomysłu.
Dopiero po zniesieniu stanu wojennego atmosfera nieco zelżała.
Choć Suzin ma ogromny sentyment do początkowego okresu pracy, dzisiaj telewizję wspomina z niesmakiem. - Inaczej sobie to wszystko wyobrażałem. Spodziewałem się, że telewizja będzie łączyć świat, że ludzie staną się dzięki niej lepsi, mądrzejsi. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Codzienne programy dają doskonały instruktaż dla bandziorów, nie mają końca walki, strzelaniny, drastyczne obrazy. Dlatego już od kilku lat nie oglądam telewizji.
A sentyment? - pytam Suzina.
- Po prostu się wypalił - odpowiada stanowczo. - Zostało rozczarowanie. I żal, że kawał życia włożyliśmy w fajną sprawę, a wyszło zupełnie co innego.
Mimo to Suzin nie żałuje czasu spędzonego w telewizji. - Człowiek zawsze ma w życiu do wyboru kilka dróg. Ta, na którą ja się wtedy zdecydowałem musiała być dla mnie najwłaściwsza, bo na niej wytrwałem - zapewnia.
Znamienne, że Suzin nie chodzi do kina, nawet na najbardziej okrzyczane filmy. - Jako lektor przeczytałem ich w życiu parę tysięcy, niektóre nawet po dwa razy. Jak tylko zobaczę początek jakiegoś filmu, to średnio po 15 minutach przysypiam, bo wiem, co się dalej wydarzy. To takie skażenie zawodowe.

Reklama

Po prostu dobry człowiek

Od roku 1996 Suzin już nie pracuje. - Szkoda, że jest już na emeryturze - mówił o nim jeden z reżyserów: - Nigdy nie zapomnę tych wszystkich westernów, które przeczytał w TV, po prostu nadawał im drugie tło. Suzin jest świetny w każdym gatunku, ale według mnie najlepiej wypadał w kryminałach i westernach. Kiedy oglądało się tamte filmy z jego głosem, to czuło się jakiś niepowtarzalny klimat. Z tym trzeba się urodzić.
Suzin: - Myślałem, że jak przejdę na emeryturę, to się zanudzę na śmierć. Tymczasem się okazuje, że mam więcej zajęć, niż wtedy gdy pracowałem: choćby wbicie haczyka w ścianę czy pomalowanie stołu. Albo zakupy, np. kura na obiad, którą pani polecam.
Nie bierze już on dzisiaj udziału w żadnych programach. Co najwyżej użycza głosu do reklam. I przynosi to skutek. Bo na przykład lek na gardło: Neo- Angin stał się popularny po reklamie, w której wystąpił Suzin.
Od kilku lat, na niedzielnych Mszach czyta czasem fragmenty Pisma Świętego w kościele przy Nobla. Kiedyś poprosił go o to ks. prał. Stanisław Rawski. - Cudowny człowiek, samo serce - mówi o nim Suzin.
Jak twierdzą księża, którzy pracują w parafii na Saskiej Kępie, ludzie rozpoznają Suzina, chętnie go słuchają. - Gdy ktoś widzi, że znana osoba nie wstydzi się wiary, że identyfikuje się z Kościołem, jest to budujące, to z pewnością rodzaj świadectwa - mówi jeden z kapłanów. Dodaje, że Suzin chętnie angażuje się w akcje charytatywne, gdy trzeba wspiera materialnie dzieła parafialne. - To po prostu dobry człowiek, bardzo uczynny i pokorny.

W klubie "Jolkowiczów"

Na Saskiej Kępie mieszka od blisko czterdziestu lat. Z żoną i... żółtym kanarkiem, Guciem. Kocha zwierzęta, zwłaszcza psy. Ale przestał je trzymać w domu, bo pies żyje krócej niż człowiek i wtedy trzeba przejść przez rozstanie. Z kanarkiem wprawdzie też trzeba się rozstać, ale to mniej boli.
Suzin jest urodzonym warszawiakiem, rocznik 1930.
Lubi Starówkę. Zwłaszcza tę dawną. - Tuż po odbudowie, kiedy pachniała jeszcze farbą - mówi. Sentymentem darzy też kościół garnizonowy przy ulicy Długiej, który po wojnie odbudowywał z ojcem.
W czasie wolnym chętnie czyta. I rozwiązuje krzyżówki. - Wśród naszych znajomych zawiązał się klub "Jolkowiczów", czyli tych, którzy rozwiązują najtrudniejszą z krzyżówek: Jolkę. Gdy w czwartki pojawia się w kioskach, bez reszty oddaje się pasji wpisywania haseł w nienumerowane kratki. Teraz zajmuje mu to dwie godziny. Gdy nie miał jeszcze takiej wprawy, potrafił rozwiązywać ją nawet przez cały dzień.
Komórki i komputera Suzin nie ma i mieć nie zamierza. Z wyboru. Zamiast surfować po Internecie, woli chodzić z plecakiem po górach.
- Kasprowy Wierch zaliczyłem setki razy, także na nartach. Góry mają niepowtarzalny urok, sprawiają, że człowiek naprawdę może zachwycić się światem.

Na dyskotekę w Adwencie?


Edycja warszawska 49/2005

Graziako/Niedziela

„Koleżanka zaprosiła mnie na osiemnastkę do modnego klubu. Impreza odbędzie się w Adwencie. Wiem, że będą tańce przy głośnej muzyce. Bardzo chciałabym pójść, ale nie wiem, czy mogę. W końcu Kościół nakazuje w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach”.
Martyna z Piastowa

Odpowiada o. Tomasz Wytrwał, dominikanin

W dzieciństwie, każdy z nas uczył się na pamięć katechizmu. Między innymi - przykazań kościelnych. I pewnie niewielu z nas uświadamiało sobie wtedy, że Kościół może coś w tej materii zmienić. Jak wielu z nas musiało być zaskoczonych, gdy dowiedziało się, że trzeba na nowo uczyć się przykazań kościelnych, że Katechizm Kościoła Katolickiego wprowadził nowe przykazania kościelne (por. KKK n. 2041-2043).
Dlatego przypomnijmy sobie brzmienie przykazań kościelnych w nowym sformułowaniu:
1. W niedzielę i święta nakazane uczestniczyć we Mszy św. i powstrzymać się od prac niekoniecznych.
2. Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty.
3. Przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię św.
4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach.
5. Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła.
Nas szczególnie interesuje czwarte przykazanie kościelne.
Wszyscy wierni są zobowiązani do pokutowania za swoje grzechy. Jest to wyraz naszej pobożności. Dlatego Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, aby wierni podejmowali pokutę nie tylko samodzielnie, ale także we wspólnocie.
Czasem pokutnym w Kościele są poszczególne piątki całego roku i czas Wielkiego Postu.
Czynami pokutnymi są: post, modlitwa i jałmużna. Ponadto uczynki pobożności i miłości, umartwienia, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post. Wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych obowiązuje wszystkich, którzy ukończyli 14. rok życia we wszystkie piątki i Środę Popielcową oraz jest zalecana, ze względu na polską tradycję, w Wigilię Bożego Narodzenia. Post (jeden posiłek do syta i dwa skromne) obowiązuje w Środę Popielcową i w Wielki Piątek wszystkich między 18. a 60. rokiem życia.
Powstrzymywanie się od zabaw obowiązuje we wszystkie piątki i w czasie Wielkiego Postu. Oznacza to między innymi, że w piątki całego roku, a więc także w okresie Adwentu, nie można chodzić np. na dyskoteki, urządzać zabaw etc.
Z powyższych zmian powinniśmy zapamiętać, że Adwent nie jest czasem pokutnym, a radosnym oczekiwaniem na spotkanie ze Zbawicielem.

(Oprac. Michał Gawryszewski)

O. Tomasz Wytrwał jest dominikaninem, duszpasterzem rodzin w klasztorze św. Jacka na ul. Freta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Prezydent Duda wspomina Bartosza Niedzielskiego

2018-12-17 07:20

Wczoraj w szpitalu w Strasburgu zmarł Bartosz Niedzielski. Piąta Ofiara śmiertelna zamachu z 11.12. Pracował w Parlamencie Europejskim i znałem Go z widzenia - napisał na Twitterze prezydent Andrzej Duda.

Jakub Szymczuk/KPRP
Wywiad Prezydenta RP Andrzeja Dudy dla Polskiej Agencji Prasowej

Jestem wstrząśnięty. Nie zdawałem sobie sprawy, że to właśnie On został śmiertelnie ranny chroniąc innych ludzi

- przyznał.

Cześć Jego Pamięci! RiP

- czytamy w tweecie głowy państwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem