Reklama

Akcja dom

W Trójcy Świętej nie ma sprzeczności

Z dr. Lechem Szyndlerem rozmawiał Jan Ośko
Edycja warszawska (st.) 24/2003

"To nie ideały czy teoria nas wychowują czy uświęcają,
lecz Ojciec, który posyła widzialnie Syna i wraz z nim posyła widzialnie Ducha Świętego".

Rozmowa z dr. Lechem Szyndlerem, filozofem i teologiem

Jan Ośko: - Św. Augustyn twierdził, że tajemnicy Trójcy Świętej nie można zrozumieć. Czy rzeczywiście?

Dr Lech Szyndler: - Tajemnica Trójcy Świętej jest tajemnicą wiary, a więc rzeczywistością, którą poznajemy dzięki objawieniu. Bóg informuje ludzi o tym, kim jest, co stanowi Jego wewnętrzne życie. Prawda o tym jest adresowana do człowieka, do jego intelektu, i może być wyrażona i opisana słowami. Św. Augustyn wskazuje, że czym innym jest sama rzeczywistość, a czym innym nasze pojęcia. Tak też pojęcia opisują rzeczywistość, ale jej nie wyczerpują. Podobnie jest z innymi aspektami naszego życia. Kochamy ludzi, wyrażamy to znakami czy słowami, mając świadomość, że nie jest to wszystko.

- Trójcy Świętej nie można opisać słowami, ale przecież jest dogmat o Trzech Osobach Boskich. Czy to nie jest sprzeczność?

- Ale właśnie informacja o Trzech Osobach Boskich jest przekazana w objawieniu poprzez słowa. Bóg mówi o sobie, że jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym, że Syn został posłany przez Ojca, że zostanie posłany przez Nich Duch Święty. Dogmat jest również formułą pojęciową, która opisuje i wyraża prawdę o Trójcy. Wierzymy nie w same słowa, ale w rzeczywistość, którą słowa wyrażają. Dlatego też nie ma sprzeczności.

- W Ewangelii nie pada przecież sformułowanie Trójca Święta.

- Zgoda, w samym tekście Pisma Świętego takiego terminu nie ma. Ale są podane imiona: Ojciec, Syn, Duch Święty i bardzo mocno podkreślona jest prawda, że Bóg jest jeden. Ta trudność wymagała wyjaśnienia i w jej trakcie teologowie wypracowali pewne techniczne określenia: natura, osoba, hipostaza czy właśnie Trójca. Terminy te zostały użyte w formułach dogmatycznych, co sprawiło, że weszły one do powszechnego użytku wiernych. Trzeba dodać, że jest to konsekwencja chronienia poprawnego rozumienia i wyjaśniania prawd wiary przez Magisterium Kościoła. Wiara wynika z objawienia, które jest zawarte w Piśmie Świętym i świętej Tradycji, nad którymi czuwa właśnie Urząd Nauczycielski Kościoła.

- Czasem trudność ze zrozumieniem, czym jest Trójca Święta wynika z tego, że są Trzy Osoby Boskie i jednocześnie każda z nich jest całym Bogiem.

- Trzy Osoby Boskie to wewnętrzne życie jednego Boga. Różnią się one od siebie pochodzeniem, ale mają tę samą naturę, czyli rację tożsamości i działania. I dlatego każda z nich w równym stopniu jest Bogiem. Trzy Osoby Boskie mają jedno działanie (na przykład razem stwarzają inne byty), a to, co je wyodrębnia, to właśnie relacje, jakie między nimi zachodzą.

- Czyli cała Trójca była przy stwarzaniu świata?

- Dokładniej mówiąc, Trójca stworzyła świat. W Credo stworzenie jest przypisane Bogu, ale jest to podkreślenie osobowego charakteru Boga. Na tej samej zasadzie uświęcenie jest przypisywane Duchowi Świętemu, choć bierze w nim udział także Ojciec i Syn.

- Ojciec był przed Synem...

- To prawda. Nazywamy kogoś ojcem lub synem, by wyrazić kolejność chronologiczną i zależność. W jednym Bogu relacja Ojciec-Syn opisuje odwieczne pochodzenie Osób. Gdyby Osoby Boskie stanęły przed nami, to jedynym sposobem ich odróżnienia byłoby właśnie wskazanie na jej relację wobec pozostałych. Pierwsza Osoba Boska jest nazwana Ojcem, co określa jej relację do Syna i Ducha Świętego. Ojciec nie pochodzi od innej osoby, od Niego natomiast pochodzi Syn. Duch Święty pochodzi jako miłość Ojca i Syna.

- Ale o tym, że Bóg jest Ojcem dowiadujemy się dopiero od Jego Syna.

- Nazwanie Boga Ojcem pojawia się wcześniej w Starym Testamencie. Objawienie Ojca przez Syna i zapowiedź widzialnego posłania Ducha Świętego nabiera innego znaczenia. Mówi o tym, kim jest Bóg, ukazuje wyraźniej racje panowania Boga nad światem i sposób rządzenia nim w ramach opatrzności. W Nowym Testamencie objawienie Ojca i w ogóle poznanie Boga jest związane z wcieleniem Syna Bożego. Nie ma innej możliwości dojścia do religijnej więzi z Bogiem, jak tylko przez człowieczeństwo Chrystusa. Stąd właśnie wcielenie jest szczytem objawienia i sposobem poznania Trzech Osób Boskich.

- Czy Mojżesz rozmawiając z Bogiem w ognistym krzaku rozmawiał także z Synem i Duchem Świętym?

- Tak, chociaż nie poznał tej prawdy. Zostało mu objawione imię Boga "Jestem, który jestem", oznaczające tego, który czuwa nad Izraelem, który nie da się sprowadzić do jakiegoś obrazu czy wyobrażenia materialnego. Teologowie będą się natomiast dopatrywać zapowiedzi prawdy o Trzech Osobach Boskich. Gdy Abraham przyjmie trzech gości pod dębem Mamre czy w psalmach, szczególnie w psalmie 2 i 109, w których wprost mówi się o zrodzeniu, które ma miejsce w Bogu.

- Wyznawcy judaizmu uznają chrześcijaństwo za politeizm, twierdząc, że my wierzymy w trzech bogów.

- Wierzymy w jednego Boga, który jest odrębny od wszystkich stworzeń. To nie przeszkadza, że w samym Bogu, wewnątrz niego, są Trzy Osoby. Wielość Osób nie stoi w sprzeczności z wyznaniem wiary w jednego Boga. Być może trudność wyznawców judaizmu wynika z faktu, że trzymają się oni Starego Testamentu i rozumienia zawartego w tradycjach rabinów. Ale Stary Testament znajduje wypełnienie i wyjaśnienie ma w Nowym i dlatego też chrześcijanie mogą w pełni twierdzić, że Abraham, Izaak, Jakub są ich ojcami w wierze, której istotną treścią jest prawda o Trzech Osobach Boskich i wcieleniu Syna Bożego.

- Wśród samych chrześcijan pojawiają się trudności ze zrozumieniem Trójcy Świętej, zwłaszcza w przypadku prawosławia są wyraźne różnice. Na czym polega problem "Filioque"?

- Dotyczy on pochodzenia Ducha Świętego. W pierwotnym tekście wyznania wiary mówi się, że "wierzę w Ducha Świętego... który od Ojca pochodzi". W VII w. w Hiszpanii, w trakcie dyskusji dogmatycznych dodano słowa "Filioque", czyli że Duch Święty pochodzi "od Ojca i Syna". Prawosławni zarzucają nie tylko dokonanie zmiany w tekście, lecz ponadto popełnienie przez łacinników błędu dogmatycznego, czyli herezji. Tymczasem rozszerzenie wyznania wiary nie jest błędne, ponieważ dokładniej i lepiej opisuje wewnętrzne pochodzenia w Bogu. Ojciec rodzi Syna i tchnie Ducha Świętego. Te dwie osoby można zatem ująć jako pochodzące od Ojca. Pojawia się natomiast kwestia, czym różni się Syn i Duch Święty. Wedle teologów łacińskich, np. św. Tomasza z Akwinu czy bł. Jana Dunsa Szkota, to co różni Syna to zrodzenie przez Ojca i tchnienie razem z Ojcem Ducha Świętego. Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna i od niego nie pochodzi już żadna inna osoba. Rzecz wydaje się bardzo abstrakcyjna, ale ma istotne konsekwencje dogmatyczne i ascetyczne. Duchowi Świętemu przypisuje się uświęcenie człowieka. Jego posłanie, czyli misja wynika z pochodzenia od Ojca i Syna. Duch Święty działa zatem razem z Ojcem i Synem i w jakimś sensie można powiedzieć, że jest On kierowany przez Ojca i Syna. Odwoływanie się do Ducha Świętego jest jednocześnie zawsze odwoływaniem się do pozostałych Osób Boskich i jest ściśle związane z widzialnym posłaniem Syna, czyli wcieleniem. Misja Ducha Świętego jest niejako konsekwencją wcielenia, jest niejako do niego przyporządkowane. Takie ujęcie pozwala inaczej spojrzeć na Kościół, który jest nazywany Mistycznym Ciałem Chrystusa, lepiej zrozumieć znaczenie i rolę sakramentów, hierarchii czy w ogóle istoty życia religijnego.

- Czy przyjmując w Komunii Ciało Chrystusa przyjmujemy całą Trójcę Świętą?

- Komunia Święta jednoczy nas z osobą Chrystusa, który jest zarazem Bogiem i człowiekiem. Przez Jego człowieczeństwo mamy dostęp do Jego bóstwa, które jest wspólne dla Ojca i dla Ducha Świętego. W osobie Chrystusa zwracamy się do Ojca w Duchu Świętym i przez to mamy udział w wewnętrznym życiu Boga. Takim "przyjęciem" będzie widzenie po śmierci przynoszące pełnię szczęścia, dzięki któremu będziemy rozumieć to wszystko, co dzieje się w Bogu. Tu na ziemi Trzy Osoby Boskie są obecne w naszej duszy przez łaskę uświęcającą, a my jesteśmy przekształcani, czyli uświęcani przez człowieczeństwo Chrystusa. To przekształcenie, w którym uczestniczą wszystkie Osoby Boskie, polega na dostosowaniu naszych działań, przede wszystkim poznawczych, do odnoszenia się takiego, jakie jest właściwe Bogu, to znaczy jak Osoby Boskie odnoszą się do siebie nawzajem.

- To także jest tajemnica, ale jakże piękna, że w duszy każdego ochrzczonego człowieka może zamieszkać cała Trójca Święta.

- Tak, jest to tajemnica, to znaczy jest to rzeczywistość, której nie poznajemy zmysłami, a intelektem, przyjmującym to, czym jest Bóg poprzez objawienie. Tajemnica często jest rozumiana jako coś zupełnie niepoznawalnego, coś co dzieje się poza człowiekiem. To zamieszkanie Trzech Osób można nazwać ich nadprzyrodzoną obecnością, która polega na wzajemnym trwaniu przy sobie. Ten kontakt, polegający na przyjmowaniu tego, co wnosi Bóg i zwracaniu się do Niego, jest życiem religijnym człowieka. Nawrócenie albo uświęcenie nie jest czymkolwiek, lecz polega na dostosowaniu realnego człowieka do realnego Boga. To nie ideały czy teoria nas wychowują czy uświęcają, lecz Ojciec, który posyła widzialnie Syna i wraz z nim posyła widzialnie Ducha Świętego.

- Dziękuję za rozmowę.

Pan Bóg chce od nas czegoś więcej! O spotkaniach przygotowujących do bierzmowania

2019-02-17 16:44

Joanna Folfasińska/Archidiecezja Krakowska

W podkrakowskiej Skawinie, w parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza, kilka lat temu zmieniono formę przygotowania do Sakramentu Bierzmowania. Głównym celem tego nowatorskiego pomysłu jest nawiązanie osobistej relacji z Jezusem i doświadczenie Żywego Kościoła.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

– O przygotowaniu do bierzmowania myślałam przez wiele lat. Może niekoniecznie pragnęłam pisać program, ale myślałam o sposobie, który stanie się atrakcyjny dla młodzieży. Uczyłam w gimnazjum, gdzie uczniowie nieustannie skarżyli się na to, ile mają zadań do wykonania i jak rygorystycznie egzekwuje się od nich ich wykonanie. Dostrzegałam, że w żaden sposób nie buduje to ich wiary. Rozmawiałam z katechetami, którzy narzekali na młodzież, na ich podejście, brak zaangażowania, a czasami wręcz pogaństwo. Moje doświadczenia były z kolei takie, że w tych gimnazjalistach jest bardzo dużo dobra, radości chęci do pracy. Tylko nasze propozycje są bardzo nieatrakcyjne. Pomyślałam wtedy: jestem za to odpowiedzialna! Nie mogę bezradnie patrzeć jak wszyscy się męczą i tracą szansę na coś niezwykłego. Pan Bóg chce od nas czegoś więcej niż biadolenie! – mówi Elżbieta Szymańska, nauczyciel religii i członek Rady Katechetycznej, jedna z pomysłodawczyń nowego sposobu przygotowywania młodzieży do sakramentu dojrzałości wiary.

– To oddolna reforma, wynikająca z doświadczeń katechetycznych. Zaczęło się od rozmów z katechetami z mojego rejonu. Na spotkaniach podsumowujących roczną pracę, zawsze wypływał temat bierzmowania. Wszyscy narzekali na formę spotkań, słabe zainteresowanie młodzieży i byli ogólnie zniechęceni. – wyjaśnia ks. Andrzej Wciślak, wizytator katechetyczny, inicjator zmian.

– Kolejnym bardzo ważnym problemem, który widziałam na katechezie, był zły obraz Kościoła, a także brak więzi ze wspólnotą i parafią. – dodaje Elżbieta.

W nowej formule spotkania do bierzmowana rozłożono na trzy lata. W pierwszym roku gimnazjaliści spotykają się z Żywym Słowem, w drugim zgłębiają Sakramenty, a w trzecim – dotykają tajemnicy Żywego Kościoła.

– W związku z reformą edukacji, w spotkaniach do bierzmowania uczestniczą teraz uczniowie 7 i 8 klasy szkoły podstawowej. Dzień, w którym wszystko się rozpoczyna jest liturgicznym wspomnieniem św. Stanisława Kostki, patrona dzieci i młodzieży. Głoszę wtedy dla nich konferencję, które rok po roku skupiały się na trzech zagadnieniach: Serce Jezusowe, Eucharystia i Kościół. – wyjaśnia wizytator i tłumaczy, że chciał, aby spotkania z młodzieżą miały charakter dialogu i nie przypominały lekcji religii ze szkoły.

– Czymś innym jest katecheza w szkole, czymś innym przy parafii. Gromadzimy się nie tylko w grupach, ale też w Kościele, gdzie mamy celebracje i spotkania ze świadkami wiary.

– Forma, którą wypracowaliśmy w Skawinie jest wypadkową ścierania się wielu poglądów, sposobów i różnych praktyk podejmowanych dotychczas w duszpasterstwie. – precyzuje Elżbieta. – Jednego byliśmy pewni – musimy odejść od formy wykładu, który kończy się egzaminem oraz od „zaliczania” praktyk religijnych. Postawiliśmy na doświadczenie wiary we wspólnocie małej i stałej grupy oraz nawiązanie osobistej relacji z Bogiem. Zaczynamy od ewangelizacji, idziemy przez praktykę osobistej modlitwy, czytania Słowa Bożego, szczerego i pobożnego przyjmowania sakramentów świętych aż do spotkania z żywym Kościołem przez świadectwa osób wierzących różnych stanów.

Skawińskie spotkania prowadzą księża, katecheci i ludzie świeccy – studenci, osoby pracujące, rodzice.

– Chcę dzielić się z nimi tym, co we mnie jest najlepsze i co uważam za swój skarb – moją wiarą. – mówi Jakub, ojciec trójki małych dzieci, jeden z przygotowujących młodzież do bierzmowania. – Doskonale pamiętam jeszcze siebie z tamtego okresu: energia, burza hormonów i próba znalezienia swojego miejsca w świecie. W moim domu do kościoła chodziło się ze względu na tradycję. Jezusa poznałem tak naprawdę dopiero wtedy, kiedy zrobiłem krok do przodu i wstąpiłem do Grupy Apostolskiej. Każdemu przydałaby się wspólnota, bo wtedy łatwiej jest odkryć Boga.

– Nawróciłem się dwa lata temu – przyznaje Oskar, uczeń III klasy gimnazjum i uczestnik skawińskich spotkań do bierzmowania – Pojechałem na harcerski Kurs Alpha i byłem przekonany, że będzie on dotyczył wojskowości. Sam się zdziwiłem, dlaczego przyszedłem na drugie spotkanie, potem na trzecie i jakoś tak się potoczyło, że zostałem do końca. Wokół mnie są teraz ludzie, którzy mówią i pokazują mi, dlaczego warto trwać przy Bogu. Wiara na pierwszy rzut oka to zasady i paragrafy. Początkowo to nie zachęca, ale ostatecznie się opłaca. Nie nabrałem jeszcze pełnego zaufania, nadal się staram, ale stare życie kusi. Upadam i podnoszę się. Wiem, że jest to możliwe tylko dzięki łasce. Gdybym polegał tylko na sobie, to po tygodniu byłoby po mnie. – dodaje z uśmiechem.

Oskar wybrał już swojego Patrona. Będzie nim św. Maksymilian Kolbe.

– Nie żył tak dawno, jak np. św. Franciszek i bardzo dużo zrobił! Sam jeden zaprojektował gazetę, wydawał ją, założył klasztor. Zbierało się wokół niego wielu ludzi, a on nawet się o to nie starał! Był niesamowity!

Na zakończenie rozmowy, Oskar przyznaje, że bierzmowanie będzie dla niego doświadczeniem dojrzałości wiary, a Duch Święty to Ruah, tchnienie, działanie i życie.

Sakrament Bierzmowania przyjmuje się tylko raz. Nie ma natomiast jednej drogi i ściśle określonego sposobu, który narzuca konkretne przygotowanie się do niego.

– Doświadczamy współcześnie zjawisk, które bardzo wpływają na życie duchowe. Wielu młodych w XXI w. czuje się samotnie przez całkowity zanik relacji rówieśniczych i rodzinnych. Fakt ten sprawia, że Kościół jako wspólnota staje się zbyt trudnym doświadczeniem, dlatego młodzi często nie rozumieją i odrzucają go. Mają również duże trudności z doświadczeniem świętości czy łaski sakramentów. Chcemy to zmienić i pokazać im Żywy Kościół! – oświadcza Elżbieta.

– Do tego sakramentu trzeba wiary! Trzeba również zastanowić się, po co on jest i odkryć, że bierzmowanie jest kontynuacją chrztu świętego. Bierzmo to przecież poprzeczka, belka, która utrzymuje konstrukcję domu. Zgłębiajmy naszą wiarę i budujmy duchowy dom na chwałę Pana! – zachęca ks. Andrzej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Kamil Bednarek: Lubię dawać siebie

2019-02-18 02:13

Agnieszka Bugała

Sukces może zmienić ludzkie serce i przyjaciół wokół – ale on sobie z tym poradził. Jest niekwestionowaną gwiazdą polskiej sceny muzyki reggae. Pisze, komponuje, wciąż się uczy. I ścisza głos, gdy mówi o domu, o przyjaźni, miłości i… o babci.

Paweł Bugała
Kamil Bednarek z dziennikarką Niedzieli Agnieszką Bugałą

Z Kamilem Bednarkiem rozmawia Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała: Kamil, już niebawem, bo 1 lutego premiera płyty „MTV Unplugged”. Dołączyłeś do listy niewielu artystów, którzy dostali szansę nagrania swoich utworów w aranżacjach akustycznych.

Kamil Bednarek: To było dla mnie i zespołu muzyczne wyzwanie i wyróżnienie, bo rzeczywiście, nie każdy dostaje propozycję realizacji takiego projektu. Zmobilizowaliśmy się, włożyliśmy mnóstwo pracy – odbyło się aż 40 prób, by wszystko brzmiało dobrze – i ten wysiłek się opłacał. Dzięki temu byliśmy przygotowani, choć nie ukrywam, że nigdy jeszcze nie czułem tak ogromnego stresu przed koncertem. Dzięki temu, jeśli chodzi o tremę przed koncertem, znów przesunęła mi się granica strachu. Mimo tego, że gram już od 10 lat, to zdarzało się, że stres się pojawiał. Teraz jestem spokojniejszy, raczej wyciszony, pewny siebie – jeśli chodzi o strach przed reakcją stresową. Udział w tym projekcie bardzo nas, jako zespół, rozwinął, podniósł poziom naszego grania.

Zawsze marzyłeś, by zagrać z orkiestrą…

Tak, a muzyczna oprawa tego projektu mnie zachwyciła. Mieliśmy kwartet smyczkowy, chórki – niezwykła przygoda. I byli też goście. W projekcie wziął udział Igor Herbut, Kuba Badach, Karolina Artymowicz, w sumie, z nami, aż 15 osób na scenie. Aranże są świeże – muzyka znana z radia brzmi w tej oprawie zupełnie inaczej. Zagrałem też na saksofonie.

A perkusja i gitara? Bo to Twoje muzyczne wyzwania instrumentalne…

Tak, perkusję też odpaliłem! Wcześniej nie grałem na niej śpiewając jednocześnie, dlatego stres sięgał zenitu, ale udało się, więc satysfakcja jest ogromna. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł to zobaczyć. Scena była piękna, piękne wizualizacje – pierwszy raz kręcono ten unplugged techniką filmową, więc przetarliśmy szlaki, jeśli chodzi o sposób nagrywania koncertu.

Gratulacje, czekam!

Dziękuję, zatem czekamy razem!

A teraz trochę cofniemy się w czasie, dobrze? Podobno w chwili, gdy w finale „Mam Talent” zająłeś drugie miejsce i zaczął się w Polsce szał na Bednarka, to sołtys Lipek, Twojej rodzinnej miejscowości, pan Władysław Świerczek martwił się, że Warszawa Cię zepsuje. Zepsuła?

Pozdrawiam, Panie Zdzichu!!! Nie, wiesz, ja zostałem w rodzinnych stronach – to jedna sprawa. Druga, że to chyba nie miasto może zepsuć, ale my sami, gdziekolwiek byśmy byli, jeśli nie wyznaczymy sobie granic i celu. Sława na pewno ma to do siebie, że może zniszczyć, zwłaszcza wnętrze człowieka. Trzeba zachować trzeźwe myślenie i dystans do tego, co się robi – nawet, jeśli to jest spełnienie marzeń. Nic nie trwa wiecznie, sława i sukces mogą się szybko skończyć. Pytanie, co wtedy? Dla mnie zawsze najważniejsi byli ludzie i starałem się okazywać im szacunek. Wiem, że dobro wraca. Staram się też, aby to, co robię było zgodne ze mną, żebym nie musiał się wstydzić. Najgorszy był dla mnie ten moment, gdy nagle, niemal z dnia na dzień, z osoby anonimowej stałem się rozpoznawalny. Zakupy zaczęły być problemem, przestałem chodzić do klubów – to, co się wydarzyło postawiło przede mną konieczność ułożenia świata wokół siebie od nowa. Zabrałem się do roboty.

Miałeś 19 lat, świat legł Ci u stóp…

Dostałem lekcję. Nabieranie dystansu do siebie, w nowych okolicznościach, pozwoliło mi skorygować wiele własnych wad, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Musiałem też nauczyć się słuchać ludzi – i uznać, że nie zawsze to, co o mnie mówią, albo czego chcą jest prawdą i jest dobre. Spotkałem ludzi, którzy chcieli wykorzystać przyjaźń, wizerunek, czasem nawet podpiąć się pod sukces, uśpić czujność, a potem po prostu wyciągnąć z tego korzyści dla siebie. Ale myślę, że tak jest nie tylko w branży muzycznej. Czy się zepsułem? Nie czuję, aby ten czas, który minął i zdobyte doświadczenia jakoś szczególnie mnie zmieniły. Wciąż lubię ludzi, choć może mam większy dystans, szanuję ich i robię swoje.

Pracujesz intensywnie od dekady – nowe płyty pojawiają się systematycznie i za każdym razem są sukcesem. Wielu Twoich rówieśników, po takim sukcesie, mogłoby powiedzieć: Pass, teraz odcinam kupony.

Staram się wciąż rozwijać, ale rzeczywiście, pracuję bardzo intensywnie. Doświadczyłem też momentów braku inspiracji, takiej suszy, w której nic nie rośnie. Wciąż uczę się balansu – bo gdy coś robię, to angażuję się cały i to mnie spala. Po koncercie zazwyczaj przez godzinę piszę autografy, każdy z fanów chce, aby traktować go szczególnie, wyjątkowo. Staram się. Lubię oddawać siebie, przecież to dla nich i dzięki nim gram.

A jak odpoczywasz?

Uwielbiam naturę, stare samochody – to mnie relaksuje i w taki sposób odpoczywam, dlatego często przesiaduję ze znajomymi w garażu i coś dłubię. Odpoczywam też w studiu.

No właśnie, bo masz już swoje studio nagrań i utwory do albumu „Talizman” nagrałeś już u siebie?

W części, wokale były nagrane u mnie, instrumenty wtedy jeszcze nie. Ale teraz udało się wreszcie zebrać te instrumenty, których potrzebuję i mogę zamykać się do pracy w miejscu, w którym dobrze się czuję. Sąsiedzi też chyba nie narzekają, bo staraliśmy się wszystko dobrze wyciszyć. Lubię pracować w nocy, wtedy lepiej słyszę, zmysły się odpalają, człowiek się wycisza i może usłyszeć coś, co przychodzi.

A jak powstają piosenki Kamila Bednarka? Bo są dwie ścieżki tego, co robisz: muzyka i tekst. Zachwyt muzyką mamy już omówiony, więc przejdźmy do tekstów piosenek. To, co piszesz, to nie jest tekściarstwo, wiele sformułowań w Twoich piosenkach to poetyckie obrazy i wersy. Ja mam kilka ulubionych, np. gdy piszesz o „brudnym sercu na loopach”…

Przecież to są proste teksty…

Poezja jest prosta, co nie znaczy, że łatwo przychodzi. Czy wiesz, jakie jest najczęściej pojawiające się słowo w Twoich piosenkach?

Oddycham?

Tak, właśnie to! Piszesz i śpiewasz: Oddycham - sobą, tobą, powietrzem, życiem…

Był taki okres, że wszystkim oddychałem. Albo może odetchnąłem, po wielu zawirowaniach, i mogłem zacząć świadomie oddychać i cieszyć się wszystkim, co robię. Teraz jestem niezależny – dzięki temu, że mam już swoją wytwórnię – zasypiam spokojnie, nie jestem ograniczany w tym, co chcę przekazywać moją muzyką.

Zrobiłeś kiedyś zdjęcie i podpisałeś je: Trzy kobiety mojego życia. Pamiętasz?

Tak! To była mama, siostra i babcia.

A to prawda, że pierwszą płytę nagraliście dla babci? Ty i Twoje rodzeństwo?

Byliśmy dzieciakami, podpiąłem klawisze do komputera i nagraliśmy piosenki, które babcia bardzo lubiła. To były stare piosenki, śpiewaliśmy je dla niej jako maluchy. Stawaliśmy w rzędzie i były przepychanki: Nie ty, teraz ja śpiewam! Każdy miał swój kawałek, a ona słuchała. Wiesz, jak słucha ktoś, kto kocha bezgranicznie? No to właśnie tak.

Co było na tej płycie?

O, na przykład: „Ładne oczy masz, komu je dasz”! (Kamil śpiewa)

Piękna historia… Kim jest babcia dla Kamila Bednarka?

Wiesz, babcia jest dla mnie drugą mamą. Mieszka w Bychawie, pod Lublinem, to mama mojej mamy. Wszystkie wakacje, ferie i czas wolny spędzaliśmy u niej, dawała nam dużo miłości, dużo ciepła. Czułem się tam, jak w domu. Często było tak, że nie chcieliśmy wracać do domu, bo u babci najlepiej! Szarlotki, pyszne jedzonko, które robiła dla nas… W domu też było dużo miłości, ale wiadomo, u babci najlepiej. W ciągu roku mam mało czasu, aby tam jeździć tak często, jakbym chciał, ale w styczniu mam trochę wolnego, więc na pewno ją odwiedzę. Z jej domem, z tym miejscem wiąże się mnóstwo miłych wspomnień. Tam zawsze spadało dużo śniegu i my, ubrani w jakieś kożuszki, zjeżdżaliśmy na dużych workach z górki…

A wiesz, że mówisz pięknie?

Rodzina to jest bezgraniczna miłość. Tego nie da się kupić. Niezależnie od tego, jak potoczy się los – czy będziesz świętować sukces, czy poniesiesz wielką porażkę – wiesz, że to jest szczere, że tam jest prawda. Kochają cię takim, jakim jesteś, a gdy ci coś nie wychodzi, to wspierają, bo wiedzą jak do ciebie dotrzeć, mają klucz. Ale rodzina to nie tylko więzy krwi. Mam trójkę przyjaciół, nie jesteśmy spokrewnieni, ale są dla mnie jak rodzina, bo zachowują się jak rodzina. Zawsze mogę liczyć na ich wsparcie,

Czyli taka wizja: Za pół wieku Kamil Bednarek, siwe dredy, domek w lesie, mnóstwo wnuków wokół pasuje Ci?

O tak, oby, życz mi tego! Jeszcze jakieś studyjko, żebym mógł trochę pograć. I najlepiej, żeby mówili: Dziadek, zagraj coś!

Ale to ładne marzenie…

Oby się spełniło!

A chodzisz jeszcze na lekcje śpiewu?

Tak, poprawiam emisję głosu.

A jest Ci to w ogóle potrzebne?

Gdyby nie było, to pewnie nie musiałbym już śpiewać nic nowego, to by znaczyło, że jakoś się wyczerpałem, a ja mam jeszcze dużo takich marzeń muzycznych, których mój obecny głos nie jest w stanie odmalować. Wyobrażam sobie jak może brzmieć mój głos i chcę to osiągnąć. Schowałem do szuflady kilka takich rzeczy, których na tym etapie nie jestem w stanie zaśpiewać. Ale spokojnie, nie zrażam się tym odkryciem. Z głosem jest jak z mięśniem – trzeba ćwiczyć, szlifować i rozwijać. Im więcej ćwiczysz, tym więcej możesz z siebie dać. Wiem, że miałem dużo szczęścia w mojej muzycznej przygodzie, ale jeszcze długa droga przede mną, zanim powiem sobie, że zrobiłem już wszystko, co zamierzałem. Teraz powinienem wykorzystać całą moją energię na poznawanie ludzi, na poznawanie nowych gatunków muzycznych, a potem transponowanie tych odkryć do mojej muzyki. Tak będzie z następną płytą – trochę więcej opowiem o świecie.

Już masz komplet utworów?

Mam komplet i nadwyżkę na dwie płyty, ale wciąż coś dopisuję. Pisząc kawałek wychodzę ze studia z jakimś zarysem piosenki – jest linia, ale gdy zamknę oczy widzę coś jeszcze, ten proces trwa. Często zdarza się też tak, że piosenki przychodzą w czasie spotkań z przyjaciółmi. „Chwile jak te” powstały w czasie wieczoru kawalerskiego mojego szwagra: wziąłem gitarę do ręki, zobaczyłem ludzi, których dawno nie widziałem, a bardzo ich lubię – i zabrzmiało, że to są „takie chwile, jak te”. Tworzenie piosenek nie zawsze wymaga kompletnej ciszy, izolacji, czasem czujesz radość i wyrzucasz ją z siebie – i masz piosenkę.

Śpiewałeś w projekcie „Polskie Betlejem”, wcześniej wziąłeś udział w poznańskim koncercie z okazji rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego…

I jeszcze 11 listopada, na Stadionie Narodowym z okazji 100- lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Cieszyłem się, że mnie zaproszono. Nastrój, emocje, które się wyzwalały – to było prawdziwe święto.

I masz orła na piersi…

Zawsze jest. Jestem patriotą – nie fanatycznym – ale jestem dumny, z naszej historii, z naszych przodków, z tego co zrobili dla Polski, ale też dla świata. Nie odpuściliśmy nigdy i za to jestem im wdzięczny. Mamy potencjał wojowników, dlatego, gdy nie mamy z kim walczyć na zewnątrz, często zaczynamy walczyć ze sobą.

Podobała mi się ta rozmowa…

Ja też Ci za nią bardzo dziękuję…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem