Reklama

"Panie, Ty masz słowa żywota wiecznego"

60. rocznica śmierci ks. Antoniego Dujlowicza (cz. II)

Franciszek Kwaśniak
Edycja legnicka 28/2003

Czas wojny i ataki na księdza katolickiego

Czytając wiele wspomnień, opowiadań i dokumentów o Księdzu Antonim i jego sukcesach w pracy duszpasterskiej, nie można zapomnieć o sytuacji politycznej w tamtym okresie na terenie dekanatu i parafii. Parafia Gumiera leżała na terenach po prawej stronie rzeki Vrbas, które po rozpoczęciu działań wojennych okupowane były przez czetników - serbskie ugrupowania zbrojne. Serbowie nie sprzyjali religii katolickiej, większość księży katolickich opuściła te tereny. Biskup Banja Luki zwracał uwagę Księdzu Antoniemu, że pozostawanie na tym terenie jest bardzo niebezpieczne, ale on postanowił być do końca ze swoją parafią. Do swojego kolegi seminaryjnego Bono pisał: "Bardzo jest mi ciężko, bo jestem sam na tych czetnickich terenach. Nigdy spokoju, nerwy przeraźliwie się wyczerpują z każdym dniem, ale chcę być prawdziwą ofiarą swego świętego powołania i ofiarą dla tych dusz nieśmiertelnych. Na samą Wielkanoc miałem opuścić parafię, ale nie. Owiec swoich nie opuszczam i chętnie dla nich ofiaruję młode życie swoje". W grudniu 1942 r., przed Bożym Narodzeniem, Ksiądz Antoni pojechał za Vrbas do Aleksandrowca po sprawunki na święta: komunikanty, wino mszalne i parę innych rzeczy. Na święta do Gumiery nie wrócił. Jego sześciokrotne próby powrotu nie powiodły się z powodu działań wojennych. Za każdym razem ktoś księdza ostrzegał o tym, że jak wróci, to zginie. Jednak silna wola i upór sprawiły, że wrócił po kilkunastu tygodniach do swojej parafii. W czerwcu 1943 r. obok samego kościoła otwarto serbską gospodę. Właścicielce gospody nie podobało się, że ksiądz zniechęcał młodzież, aby nie uczestniczyła w organizowanych tam potańcówkach, bo młodzież katolicka jest podczas tych zabaw deprawowana.

Śmierć i pogrzeb księdza Antoniego

Sytuacja w 1943 r. dla Księdza Antoniego była bardzo trudna. Obsługiwał osiem parafii, z których księża wyjechali. Do swojego przyjaciela pisał: "Przed świętami Wielkanocnymi wyspowiadałem 5500 dusz". Działalność duszpasterska na tak rozległym terenie i skargi właścicielki gospody do komendanta czetników były bezpośrednią przyczyną planu zamordowania kapłana. W nocy z soboty na niedzielę 11 lipca 1943 r. grupa ok. 20 czetników otoczyła plebanię i wezwała księdza do otwarcia drzwi. Jak opowiadał J. Radziński: "Podali się za partyzanów, twarze mieli posmarowane sadzą, aby ich nie rozpoznać. Na pytanie księdza, co chcą, odpowiedzieli, że ma iść spowiadać". Ksiądz Antoni otworzył drzwi, napastnicy weszli do plebanii, zabrali pieniądze, następnie kazali zabrać walizki i wychodzić razem z parafianinem W. Mrozikiem, który był tam razem z księdzem. Wyprowadzili ich trzymając za ręce po obu stronach. Gdy zbliżali się do urwiska przy drodze, gdzie teren był zalesiony, W. Mrozik upuścił niesione walizki pod nogi prowadzących, oni się potknęli, puścili mu ręce, on wtedy szybko zeskoczył w dół między drzewa, tam uderzył głową w jedno z nich i stracił przytomność. Napastnicy strzelali za nim z karabinów, ale było ciemno i nie trafili. Nad urwiskiem Księdza Antoniego czetnicy w okrutny sposób zamordowali i zrzucili w dół. Ksiądz miał kilkanaście zadanych ran od noża, połamaną rękę i dwa strzały w tył głowy. Jeden z zabójców chwalił się później, że to on zamordował księdza, że pierwszy wbił nóż w bok i nożem wiercił. Po odzyskaniu przytomności W. Mrozik zobaczył zamordowanego księdza, który leżał kilkanaście metrów dalej, potem wrócił do swojego domu.
J. Radziński tak to wspomina: "Jak przyszliśmy rano z bratem, żeby dowiedzieć się, co się stało, to W. Mrozik siedział w kącie izby jak nieprzytomny, miał rozbitą głowę i całą twarz zakrwawioną. Opowiedział, co się stało i gdzie leży zamordowany". Wieść rozeszła się szybko po parafii.
P. Burniak w swoim wspomnieniu pisze: "Jak grom z jasnego nieba uderzyła w nas wiadomość o śmierci naszego proboszcza. Pamiętam, jak z ojcem pobiegliśmy do kościoła. Był odległy ok. 1 km. Ojciec pierwszy dobiegł, a jak ja przybiegłem, to było już tam sporo wiernych. Plebania była otwarta, w kancelarii na dwóch stołach leżał martwy ksiądz, jego biała koszula była niemal cała zakrwawiona, twarz również i do tego oblepiona prochem z żółtego iłu, jaki był na drodze, gdzie został zamordowany. Gdy ojciec mnie zobaczył, to kazał mi iść i uderzyć w dzwon (kościół znajdował się około 100 metrów od plebanii). Po zadzwonieniu wróciliśmy na plebanię. Było już pełne podwórko ludzi, wszyscy klęczeli i odmawiali różaniec i na przemian litanię". Już w niedzielę zrobiono trumnę. Po obmyciu ciała ubrano księdza w szaty liturgiczne i położono do trumny. Dziś można wyobrazić sobie tę tragiczną sytuację. Jest niedziela, wierni przychodzą na Mszę św., a tu w trumnie leży ksiądz. Po południu w procesji z krzyżem, chorągwiami, trumna z ciałem proboszcza została przeniesiona do kościoła i ustawiona przed ołtarzem na katafalku. Jeszcze w niedzielę jeden ze starszych parafian Wincenty Karaban udał się za Vrbas do Aleksandrowca do ks. Alfreda Pichlera, aby powiadomić o śmierci Księdza Antoniego i ustalić szczegóły pogrzebu. W tym czasie w kościele odbywało się czuwanie przy trumnie zmarłego, były odmawiane modlitwy i śpiewane pieśni żałobne. Na zewnątrz kościoła ustawiono straż w obawie przed podpaleniem kościoła. We wtorek 13 lipca 1943 r. ok. godz. 10.00 przyszedł ks. Alfred Pichler i odprawił Mszę żałobną w intencji zmarłego. J. Radziński mówił, że z homilii zapamiętał przypowieść przytoczoną przez ks. Pichlera: Umierający, ciężko chory ksiądz zostawia w tabernakulum kartkę. Po jego śmierci nowy proboszcz znajduje kartkę i odczytuje wiernym jej treść: "Pozostańcie takimi, jakimi jesteście". I tu ks. Pichler powiedział: "I ja wam mówię, pozostańcie takimi, jakimi jesteście". Po Mszy św. ruszył orszak pogrzebowy na cmentarz parafialny. Na środku cmentarza stał wysoki drewniany krzyż. Pod tym krzyżem został pochowany Ksiądz Antoni. P. Burniak przytacza słowa, które nad trumną powiedział ks. Alfred Pichler: "Chrystus jako pierwszy został zamordowany na krzyżu i od tamtego czasu są mordowani Jego słudzy. Dzisiaj stoimy nad trumną sługi Chrystusowego, który oddał swe młode życie za wiarę.
Stoimy tu również pod krzyżem, a krzyż ten jednym końcem tkwi w ziemi, na której żyjemy i umieramy, lecz drugi koniec tego krzyża zwrócony jest ku niebu, do którego zmierzamy.
Wy z tym krzyżem przybyliście niegdyś z umęczonej ziemi polskiej do umęczonej ziemi bośniackiej i z tym krzyżem przeżyliście tu już kilkadziesiąt lat. Niech ten krzyż będzie dalej waszym drogowskazem. Nie pozwólcie wrogom krzyża wyrwać go ze swych serc".

Przebaczenie, ekumenizm, nadzieja

Bośnia i Hercegowina to kraj, gdzie spotykają się różne religie, kultury i narody. To kraj, gdzie od wieków ludzie różnych narodowości mieszkają obok siebie, pracują razem w fabrykach, chodzą do tych samych szkół, leczą się w tych samych szpitalach. Bywa tak, że w zakładzie pracy, szkole czy szpitalu jedni za drugich odpowiadają. Jak potrzeba pomocy, to sobie nawzajem pomagają. Jeżeli tak jest, to dlaczego politycy, nacjonaliści czy fanatycy religijni nie widzą zła, jakie wyrządzają wojny. Dlaczego nie widzą cierpień tylu tysięcy ludzi, którzy z powodu śmierci bliskich lub kalectwa utracili to, co najdroższe - miłość i szacunek do drugiego człowieka. Należy zadać pytanie: czy śmierć ks. Antoniego Dujlowicza coś załatwiła? Czy śmierć tylu tysięcy ludzi wszystkich wyznań coś rozwiązała? Nie, nic nie załatwiła i nic nie rozwiązała. Sprawiła tylko to, że ludzie utracili zaufanie do swoich przywódców, utracili wiarę, że władza zapewni im bezpieczeństwo. Najsłabsi i bezbronni nie mogą liczyć na nikogo. My, chrześcijanie, powinniśmy się włączyć na początku trzeciego tysiąclecia w niesienie słowa miłości do każdego człowieka, niezależnie od religii, narodowości czy rasy. Ta misja, którą mamy spełnić, powinna się zacząć od naszego najbliższego otoczenia, a później zataczać coraz to szersze kręgi. Nie można zdążać do Boga, nie przebaczając bliźniemu i nie jednając się z drugim człowiekiem.
Ojciec Święty Jan Paweł II w kwietniu 1997 r. w Sarajewie mówił do przedstawicieli władz Bośni i Hercegowiny: "Metodą, którą należy zawsze stosować w rozwiązywaniu problemów powstających na tej drodze, jest dialog oparty na umiejętności słuchania drugiej strony i na wzajemnym szacunku. Metoda dialogu akceptowana coraz powszechniej, choć nie bez trudności, wymaga bowiem od jego uczestników lojalności, odwagi, cierpliwości, wytrwałości. Trud takiego spotkania z pewnością przyniesie obfite owoce. Dzięki niemu zagoją się pomału rany po straszliwych doświadczeniach wojennych i bardziej realistyczna stanie się nadzieja na godną przyszłość dla wszystkich społeczności, które zamieszkują razem ten region".
Teolog Fakultetu Nauk Islamskich w Sarajewie prof. Adnanen Silajdżić w wywiadzie z 1979 r. mówi: "Muzułmanie w Bośni muszą wreszcie zrozumieć, że nie są narodem eschatologicznym, któremu na początku i na końcu dziejów obiecano królestwo niebieskie, lecz że wchodzą w świat historii z obowiązkiem, aby zbudować go na miarę swego Stwórcy, czyli według najwyższych wartości etycznych. Sądzę, że oparte na dialogu spotkanie między muzułmanami a chrześcijanami będzie miało decydujący wpływ na los tej ziemi, przyszłej i - jak Bóg pozwoli - demokratycznej Bośni".
Przebaczenie zła w rzeczywistości bośniackiej z pewnością nie jest łatwe, ale bez przebaczenia i rzeczowego dialogu nie ma nadziei na normalne współistnienie wszystkich społeczności w tym wielonarodowym kraju. Ks. Antoni Dujlowicz, dzisiaj sługa Boży, z pewnością wstawia się u Boga za tym krajem.

Reklama

Nadzieja beatyfikacji księdza Antoniego

Żywa pamięć o męczeńskiej śmierci kapłana jest kultywowana przez wspólnotę parafialną Gumiery, która w 1946 r. opuściła Jugosławię i przyjechała do Polski. Mieszkańcy Gumiery osiedlili się w miejscowościach: Ocice i Mierzwin (pow. Bolesławiec, dekanat Nowogrodziec). Od czasu przyjazdu do Polski portret ks. Dujlowicza jest umieszczony w przedsionku kościoła w Ocicach. W każdą rocznicę śmierci jest sprawowana Msza św. w intencji Księdza Antoniego. W Bośni i w Polsce powstało wiele dokumentów, świadczących o wielkości tego kapłana męczennika. Nieżyjący już ks. Edmund Tkocz, proboszcz parafii w Ocicach, w latach 70. robił przesłuchania świadków tych tragicznych wydarzeń. W lipcu 1999 r. przyjechała do Polski z Bośni z diecezji Banja Luka delegacja z ks. dr. Anto Orlowacem, wikariuszem generalnym diecezji, i ks. Kazimierzem Wiszatyckim. Ks. dr Anto Orlowac jest autorem książki o dziesięciu męczennikach, kandydatach na ołtarze: Banjalucka martyrologia. W czasie tej wizyty robili przesłuchania świadków i zbierali dokumenty dotyczące Księdza Antoniego. Pozostaje mieć nadzieję, że zostanie on zaliczony w poczet błogosławionych Kościoła katolickiego.

(koniec)

Msza św. w intencji śp. ks. Antoniego Dujlowicza odbędzie 13 lipca 2003 r. się w kościele parafialnym Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Ocicach o godz. 11.00.

Byłem masonem

Z dr. Maurice’em Cailletem rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 15/2009, str. 10-11

Masonerię, jak każdą tajną organizację, otacza aureola misterium. Wokół niej krąży wiele legend i trudno zdobyć wiarygodne informacje na jej temat. Dlatego cenny jest każdy głos, który pochodzi z tego zamkniętego dla niewtajemniczonych świata. Takim głosem jest książka-świadectwo francuskiego lekarza Maurice’a Cailleta - kiedyś agnostyka, przez 15 lat masona, przez 2 lata stojącego na czele jednej z masońskich lóż - który w czasie pobytu w Lourdes w 1984 r. nawrócił się na katolicyzm i wystąpił z masonerii („mason w śnie”). Poprosiłem go o rozmowę na temat jego doświadczeń w Wielkim Wschodzie Francji.

www.youtube.com
Maurice Caillet

Włodzimierz Rędzioch: - Jak to się stało, że w wieku 36 lat postanowił Pan wstąpić do masonerii?

Dr Maurice Caillet: - W 1968 r. pracowałem jako ginekolog. Byłem wtedy racjonalistą, materialistą i ateistą. W owym czasie starałem się o rozwód i czułem się osamotniony. W maju mój przyjaciel zaproponował mi wstąpienie do nowej „rodziny duchowej” - masonerii, z jej pociągającymi ideałami Wolności, Równości, Braterstwa, Tolerancji i Solidarności. Byłem oczarowany, tym bardziej że przyjął mnie bardzo serdecznie sam Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji - może dlatego, że byłem już wówczas znany jako lekarz stosujący sztuczne zapłodnienie i sterylizację oraz jako zwolennik liberalizacji aborcji. W ten sposób stałem się masonem. Byłem nim przez 15 lat, z czego 2 lata jako przełożony loży. Wiele szczegółów dotyczących mojej działalności w masonerii umieściłem na mojej stronie internetowej: www.cailletm.com.

- Czym są rytuały inicjacji masońskiej?

- Rytuały inicjacji masońskiej zbliżone są do obrzędów inicjacji wyznawców animizmu. Mają symbolizować przejście ze świata rzeczy świeckich do świata sacrum. Profan, tzn. kandydat na wolnomularza, poddawany jest czterem próbom symbolizującym ziemię, wodę, powietrze i ogień. Musi złożyć także przysięgę, iż będzie dotrzymywał tajemnicy masońskiej - zabrania ona wyjawiania nazwisk „braci” masonów oraz działalności loży, nawet współmałżonkowi.

- Wolnomularze starają się prezentować masonerię jako filozofię humanistyczną, której celem jest poszukiwanie prawdy. Jak jednak można poszukiwać prawdy, gdy głosi się jednocześnie skrajny relatywizm, a więc i prawda staje się czymś bardzo względnym?

- Wolnomularstwo wychwala humanizm, ale chodzi o humanizm bez Boga, który dowartościowuje i gloryfikuje człowieka - Boga określa się niekiedy jedynie jako Wielkiego Architekta Wszechświata. Wolnomularstwo poświęca się poszukiwaniu prawdy, a raczej częściowych prawd, gdyż dla masona nie jest możliwe odkrycie żadnej prawdy. Masoneria odrzuca także jakiekolwiek dogmaty, czyniąc w ten sposób z relatywizmu rodzaj dogmatu. Oznacza to także odrzucenie objawienia judeochrześcijańskiego.

- Czy to właśnie odrzucenie objawienia judeochrześcijańskiego powoduje, że masoneria, szczególnie francuska, jest tak bardzo antykatolicka?

- W Kościele francuskim istnieje silna tradycja gallikańska (gallikanizm - zainicjowany w średniowieczu ruch polityczno-religijny dążący do uniezależnienia Kościoła francuskiego od władzy papieskiej i ograniczenia uprawnień papieskich - przyp. W.R.), która istniała jeszcze przed powstaniem masonerii. Wielu biskupów, książąt i królów odrzucało opiekę Magisterium. Gdy w 1738 r. Klemens XII potępił przynależność do wolnomularstwa, we Francji ta ekskomunika nie została oficjalnie podana do wiadomości ani przez państwo, ani przez Episkopat. W czasie rewolucji francuskiej w 1789 r. duchowieństwo i arystokracja stały się kozłem ofiarnym władz rewolucyjnych - większość księży zostało zamordowanych lub skazanych na wygnanie. Po okresie względnego spokoju, w latach 1895-1905, Kościół francuski znowu był prześladowany przez rządy masońskie, aż do definitywnego rozdziału Kościoła od państwa, co nastąpiło w 1905 r. Z kolei rząd Vichy (kolaborujący z nazistowskimi Niemcami rząd Philippe’a Pétaina z siedzibą w mieście Vichy - przyp. W. R.), począwszy od 1940 r., prześladował masonów, którzy byli oddawani w ręce policji, więzieni i często wywożeni do Niemiec. Wzajemna niechęć pozostaje wciąż żywa, tym bardziej że w 1983 r. kard. Joseph Ratzinger uznał, iż dla katolika przynależność do wolnomularstwa jest grzechem ciężkim, który nie pozwala na przyjmowanie Komunii św. (chodzi o dokument „Declaratio de associationibus massonicis”, wydany w 1983 r. przez Kongregację Nauki Wiary, której prefektem był kard. Joseph Ratzinger - przyp. W. R.).

- Masoni składają przysięgę, która zobowiązuje ich do wzajemnej pomocy. Jakie praktyczne konsekwencje ma ta przysięga?

- Konsekwencje są różnorodne. Z punktu widzenia politycznego i społecznego wprowadza to pewien zamęt, który nie służy zdrowej demokracji. „Bracia” masoni przynależą zarówno do partii prawicowych, jak i lewicowych, lecz gdy chodzi o pewne kwestie społeczne - działają razem w tajemnicy, aby wprowadzać ustawy dotyczące np. antykoncepcji, aborcji, rozwodów, „małżeństw” osób tej samej płci, adopcji dzieci przez homoseksualistów, eutanazji czy manipulacji ludzkimi embrionami.
Z punktu widzenia gospodarczego niektóre prace zarezerwowane są w pierwszym rzędzie dla ludzi należących do masonerii, a to dzięki kontaktom w loży, a szczególnie w bractwach (les Fraternelles), które skupiają masonów określonej gałęzi działalności, np. Bractwo Budownictwa i Robót Publicznych.
Gdy chodzi o wymiar sprawiedliwości, spotykamy się z różnymi formami faworyzowania, jeżeli osoba osądzana należy do masonerii.
Masoni odgrywają dużą rolę w świecie kultury, szczególnie w mediach i w szkolnictwie. Dzięki ich działalności społeczeństwo systematycznie akceptuje ideały masońskie, takie jak źle pojmowana idea wolności, której celem miałoby być obalenie „tabu” tradycyjnej moralności.

- Z tego wynika, że wielki wpływ masonerii na życie polityczne, gospodarcze i kulturalne nie jest mitem, lecz rzeczywistością…

- We Francji wpływ masonerii nie jest już co prawda tak duży jak w XIX i na początku XX wieku, ale pozostaje ciągle rzeczywistością.

- Ostatnio wyjawił Pan, że w socjalistycznym rządzie Mitterranda było dwunastu masonów, a w obecnym rządzie Sarkozy’ego jest ich dwóch. Natomiast w swej książce jako przykład wpływu masonerii na politykę francuską podaje Pan sprawę wprowadzenia aborcji w 1974 r. Czy mógłby Pan podać jakieś szczegóły tej sprawy?

- Osobiście brałem udział w walce o wprowadzenie prawa zezwalającego na aborcję. W 1974 r. masoneria, przez organizację Planning Familial (Planowanie Rodzinne), wywierała presję na opinię publiczną, zawyżając dane dotyczące nielegalnych aborcji: 300 tys. w roku, podczas gdy poważne badania demograficzne podawały o wiele mniejszą liczbę - ok. 50 tys. Nowy prezydent Republiki - Valéry Giscard d’Estaing, który umieścił w swym programie wyborczym legalizację aborcji, zatrudnił jako swego osobistego doradcę Jeana-Pierre’a Prouteau - wielkiego mistrza Wielkiego Wschodu Francji. Natomiast doradcą Simone Veil, ówczesnej minister zdrowia, był dr Pierre Simon - wielki mistrz Wielkiej Loży Francji i założyciel Planning Familial. W Zgromadzeniu Narodowym (Assemblée Nationale - parlament francuski) bez problemów przegłosowano projekt, bo masoni z lewicy i z prawicy głosowali jak jeden mąż!

- Czy miał Pan kontakty z masonami poza Francją i czy wie Pan, jakie są wpływy masonerii w innych państwach?

- Nie miałem kontaktów z masonami poza Francją. Poza tym wyszedłem z masonerii w 1987 r. i od tej pory śledzę wydarzenia jedynie z mediów. Dlatego np. nie mogę potwierdzić tego, co piszą media na temat rozkwitu masonerii po upadku muru berlińskiego w państwach dawnego bloku sowieckiego, gdzie wolnomularstwo było prześladowane przez komunizm - inny „humanizm”, bez Boga.

- Jak to się stało, że nawrócił się Pan na chrześcijaństwo?

- W 1984 r. zawiozłem ciężko chorą żonę do Lourdes w nadziei, że wyzdrowieje. Podczas gdy moja małżonka była w basenie sanktuarium, ja poszedłem do krypty. Tam po raz pierwszy w życiu uczestniczyłem we Mszy św. Ewangelia tego dnia mówiła: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone”, a były to słowa znane mi z rytuału masońskiego na stopień Wielkiego Ucznia. Zobaczyłem też po raz pierwszy w konsekrowanej Hostii Światło, którego na próżno szukałem w 18 masońskich inicjacjach. Wstrząśnięty, usłyszałem wewnętrzny głos, który wzywał mnie do złożenia ofiary. Dlatego po Mszy św. poszedłem za księdzem do zakrystii i poprosiłem o chrzest, aby ofiarować całe moje jestestwo Bogu.

- Co oznacza dla Pana „być katolikiem”?

- Dla mnie być katolikiem znaczy wierzyć w Jezusa Chrystusa - prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, zmarłego za moje grzechy i zmartwychwstałego, akceptować naukę wszystkich soborów, czcić Boga w Eucharystii, czcić Matkę Bożą i przyjmować naukę Papieża (triduum candorum custodia - trzy prawdy strzegące jasności). W końcu oznacza to praktykowanie - w miarę moich możliwości - cnót teologalnych (wiary, nadziei i miłości) oraz cnót kardynalnych (męstwa, sprawiedliwości, roztropności i umiarkowania). Dzięki temu, że jestem katolikiem, mogę być także członkiem Związku Pisarzy Katolickich, co stanowi dla mnie wielką radość.

- Na zakończenie chciałbym Pana zapytać, czy porzucenie masonerii przysporzyło Panu problemów?

- Porzuceniu masonerii towarzyszył konflikt zawodowy z moim dyrektorem - masonem z tej samej loży. Gdy chciałem uregulować nasz konflikt przed państwowym wymiarem sprawiedliwości, a nie przed instancjami masońskimi, otrzymałem poważne pogróżki (grożono mi śmiercią). Chrystus jest jednak zwycięzcą i w końcu wygrałem proces przeciwko temu człowiekowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XI Gminny Przegląd Kolęd „Śpiewajcie i grajcie Mu” w Ożarowie

2019-01-21 07:43

Zofia Białas

Zofia Białas

Ksiądz Jan Twardowski pytał:, „ Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?/Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?/ Dlaczego śpiewamy kolędy? I odpowiadał:, „ Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa./ Dlatego, żeby podawać sobie ręce./ Dlatego, żeby uśmiechać się do siebie./ Dlatego, żeby sobie przebaczać”.

O tym wszystkim i o tym, że pan Jezus wyrzekając się ziemskich splendorów, nie wyrzekł się ziemskiej, ludzkiej miłości, matczynej miłości, troski św. Józefa, serdeczności pasterzy i mędrców, przypomnieli wykonawcy XI Gminnego Przeglądu Kolęd w Ożarowie, przywołując Świętą Betlejemską Noc, Gwiazdę nad Betlejem, minioną Wigilię, zamyślenie Matki Bożej, łamanie się opłatkiem, bezwzględność Heroda, pokłon trzech mędrców…

XI Przegląd Kolęd „Śpiewajcie i grajcie Mu” odbył się 20 stycznia w kościele p.w. św. Marii Magdaleny w Ożarowie. Zaprosili na niego: ks. proboszcz Sylwester Rasztar, Zespół Śpiewaczo- Obrzędowy z Ożarowa, Gminna Orkiestra Dęta z Ożarowa, Zespół Szkoły i Przedszkola w Ożarowie, Urząd Gminy Mokrsko oraz Gminna Biblioteka Publiczna w Mokrsku.

Zobacz zdjęcia: Przegląd Kolęd w Ożarowie

Zgłoszenia wykonawców przyjmowała Gminna Biblioteka Publiczna w Mokrsku. Na liście znalazło się 17 wykonawców, łącznie 292 uczestników reprezentujących miejscowości z Gminy Mokrsko, ale nie tylko.

Przed licznie zgromadzoną publicznością wystąpili kolejno: Orkiestra Dęta z Ożarowa pod batutą Tomasza Majtyki (zagrała: Wśród nocnej ciszy, Przybieżeli do Betlejem, Triumfy króla niebieskiego, Dzisiaj w Betlejem); przedszkolaki z Krzyworzeki z kolędami: Świąteczne życzenia, Bosy Pastuszek, Lulajże Jezuniu, przedszkolaki z Ożarowa z utworami Choinka, Lulajże Jezuniu; przedszkolaki z Mokrska, którzy zaprezentowali kolędy: Śpij Jezusku śpij, Święta, czas radości, Kołysanka dla Jezuska; przedszkolaki i uczniowie Szkoły Podstawowej w Chotowie z kolędami: Śpij Jezusku, Przylecieli aniołkowie, Mała pastorałka; uczennice klasy II Szkoły Podstawowej w Krzyworzece z kolędami: Uciekali, Mario, czy Ty wiesz, Podarunki z Nieba, Jezu, Boże dziecię; Ludowy Zespół Wokalny z Powiatowego Młodzieżowego Domu Kultury i Sportu w Wieluniu (opiekun Jagoda Majtyka) z kolędami i pastorałkami (zaśpiewali: Gore gwiazda, Pastorałka od serca do ucha, Merry Christmas Everyone: Wśród nocnej ciszy, Jest taki dzień); uczniowie Szkoły Podstawowej w Komornikach, którzy zaśpiewali i zagrali: Pastorałka od ucha do ucha, Cieszmy się, Bóg się rodzi i Cicha noc (instrumentalnie rodzeństwo Lidia i Konrad Kupis); soliści ze Szkoły Podstawowej w Mokrsku, którzy zaśpiewali: Sianko na stół, Gdy śliczna Panna, Mario, czy Ty wiesz; uczniowie Szkoły Podstawowej w Ożarowie z dwoma utworami: Gore gwiazda, Świeć gwiazdeczko, mała świeć.

W kolejnej części Przeglądu wystąpił Chor Parafialny z Ożarowa pod dyrekcją organisty Bogdana Wesołego, który zaśpiewał: Bracia patrzcie jeno, Dziecino słodka, Dzieciątko dostojne, Wśród tylu dróg; Zespół Włościanie z Chotowa z pastorałkami i kolędami: Gwałtu, gwałtu pastuszkowie, Śliczna Gwiazda, Promiennym blaskiem; Zespół Dworzanki z Mokrska z kolędami i pastorałkami: Z narodzenia Pana, W tej kolędzie, Skrzypi wóz; Zespół Śpiewaczo – Obrzędowy z Ożarowa pod kierunkiem kapelmistrza Bogdana Mieszkalskiego z kolędami i pastorałkami: Jezusa narodzonego, A cóż z tą Dzieciną, Zaśpiewajmy od ucha do serca i Wśród nocnej ciszy (na bis).

Szczególnym fragmentem XI Gminnego Przeglądu Kolęd był występ rodzeństwa - Tomasza Majtyki (syntezator) i Jagody Majtyki - śpiew, montaż słowno – muzyczny przygotowany przez Świetlicę Wiejską w Chotowie pod okiem instruktorek – Jagody Majtyki i Natalii Zwierz oraz występ duetu - Łukasz Jasak i Martyna Dubińska (Gość specjalny Przeglądu).

O randze Przeglądu Kolęd „Śpiewajcie i grajcie Mu” świadczy już jego XI edycja, wypełniona po brzegi nawa kościoła w godzinach od 16 do 20.30, obecność władz gminnych, Renaty Cieślak – dyrektorki Gminnej Biblioteki Publicznej w Mokrsku i wielkie zaangażowanie wszystkich wykonawców, począwszy od tych najmłodszych, po tych najstarszych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem