Reklama

Adwentowe rozmyślania

Bogdana Bochdan
Edycja szczecińsko-kamieńska 49/2003

Okres Adwentu to nie tylko oczekiwanie na przyjście Pana. To również przygotowywanie się na to wielkie wydarzenie przez rekolekcje, spowiedź św. i uczestnictwo w Roratach. Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że nad tymi duchowymi wartościami coraz częściej bierze górę wpływ hałaśliwej reklamy. I tak zwracamy naszą uwagę na zakupy świąteczne, by stół był suto zastawiony, a pod choinką nie zabrakło dla nikogo prezentu. W wielu domach sprawy przyziemne stały się, niestety, najważniejsze, przesłaniając nam prawdziwy sens Bożego Narodzenia.
Co roku mam okazję uczestniczyć w takiej Wigilii, która rozpoczyna się, tak jak dawniej, modlitwą, łamaniem się opłatkiem i spożywaniem czerwonego barszczu z uszkami, po którym stół zapełnia się taką ilością potraw, że - ja osobiście - nie jestem w stanie wszystkich nawet spróbować, a co dopiero każdej po trochę zjeść. Dzieci zebrane przy stole wigilijnym niecierpliwie spoglądają na pięknie zapakowane prezenty znajdujące się pod choinką, która bardziej wygląda na amerykańską niż polską, bo zniknęły z niej własnoręcznie robione kolorowe łańcuchy, zabawki z wydmuszek, wyklejanki z papieru, orzechy oblepiane srebrną staniolą i anielskie włosy. To wszystko przenosiło mnie w świat baśni i marzeń, nie pozwalając długo w nocy zasnąć w tym dziecinnym łóżeczku z pięknym misiem u boku albo lalką krakowianką, o której już się dziś nie pamięta, bo jej miejsce zajęła rachityczna Barbi nie z naszego kontynentu, a ilość pakuneczków pod choinką osiągnęła takie ilości, że kiedy rozpakowanie ich się kończy, zmęczone dzieci nie są już w stanie się cieszyć. No cóż, mogę tu jedynie napisać: a mnie jest żal. Żal z jednej strony tej - powiedzmy uczciwie - nadobfitości, która potrafi zabić w człowieku, tak jak i głód, wszelką radość.
Adwent to również czas zwiększonej pracy dla Caritas i instytucji państwowych powołanych do zajmowania się tymi, co są w potrzebie. Jednak ani Caritas, ani instytucje państwowe nie zastąpią nikomu rodzinnego domu, który zwłaszcza w tym okresie jest szczególnie potrzebny. Poświęcony biały opłatek ma bowiem jakąś przedziwną moc, która pozwala zapomnieć o tym, co dzieliło lub jeszcze dzieli, i przypaść do ojcowskich i matczynych dłoni, które dawniej całowało się z szacunkiem. Dziś młodzi zostali z tego odarci przez to, że rodzice stali się „kumplami”, że zachwiane zostały właściwe proporcje w stosunkach między dziećmi a rodzicami. Zaciera się zdrowa granica, bez której można łatwo posunąć się za daleko, a powrót może być czasami bardzo trudny i bolesny. Pogłębił się natomiast dystans do tych, których powinniśmy otoczyć szczególną troską i sercem. Myślę tu o tych wszystkich biedach, które w sposób zawiniony lub niezawiniony będą zdane na łaskę innych i to bardziej tych, którzy mają niewiele, bo tylko oni potrafią tak naprawdę zrozumieć potrzeby drugiego i pospieszyć z pomocą. Mur odgradzający ich od biedaków i będących w potrzebie jest dużo niższy od muru tych, którzy opływają we wszystko. Ci, stając nawet na palcach, nie są już w stanie nic zobaczyć. Czasami potrzeba dopiero jakiegoś wstrząsu, by ten parkan wznoszony latami zawalił się i ziemia stała się znów widoczna we właściwych proporcjach.
Adwent - okres wyczekiwania Pana, który schodzi tylko po to na ziemię, żeby nas odkupić w jakże bolesny sposób. Postanówmy więc sobie, że dołożymy wszelkich starań, by zrozumieć przynajmniej człowieka i to tego najbardziej zapomnianego - wcale nie musi być zaraz ubogi - i tego ubogiego, który często walczy z głodem i zimnem. Ich jest naprawdę wielu wśród nas, bo jedynie niewielu wychodzi na ulice z prośbą o wsparcie. Najczęściej ci najbardziej potrzebujący ukrywają swą biedę, dając jedynie od czasu do czasu delikatny znak, że potrzebują pomocnej dłoni, którą zawsze przyjmują z godnością i wdzięcznością. Okażmy w to 25-lecie Pontyfikatu Jana Pawła II wdzięczność naszemu Ojcu Świętemu i beatyfikowanej w tym samym czasie Matce Teresie, Matce najuboższych z ubogich, że nie damy nikomu być głodnym, samotnym i pozbawionym miłości. Poetka Anna Kamieńska powiedziała, że największym grzechem jest niemiłość, bo to ona zabija, a Ireneusz Skrzyński miał powiedzieć, że bez miłości nawet butów nie warto zdejmować.

Franciszek: „bądź wola Twoja” – prośbą, by Bóg zło dobrem zwyciężył

2019-03-20 11:35

tłum. st (KAI) / Watykan

Modląc się „bądź wola Twoja” wyrażamy wiarę, że Bóg może i chce przekształcić rzeczywistość, zwyciężając zło dobrem – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie. Papież kontynuował cykl katechez o Modlitwie Pańskiej, a jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dzisiaj około 12 tys. wiernych.

vatican.va

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Kontynuując nasze katechezy na temat „Ojcze nasz”, dziś zastanawiamy się nad trzecim wezwaniem: „Bądź wola Twoja”. Trzeba je odczytywać łącznie z pierwszymi dwoma - „święć się imię Twoje” i „przyjdź królestwo Twoje” – w taki sposób, aby całość tworzyła tryptyk: „święć się imię Twoje”, „przyjdź królestwo Twoje”, „bądź wola Twoja”. Dzisiaj będziemy mówili o trzecim.

Uprzednia względem troski człowieka o świat jest niestrudzona troska Boga wobec człowieka i świata. Cała Ewangelia odzwierciedla to odwrócenie perspektywy. Grzesznik Zacheusz wspinał się na drzewo, bo chciał zobaczyć Jezusa, ale nie wiedział, że znacznie wcześniej Bóg wyruszył na jego poszukiwanie. Jezus, gdy przybył, powiedział mu: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. W końcu stwierdził: „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19, 5.10). Oto wola Boża, o której wypełnienie się modlimy, wcielona w Jezusie: poszukiwanie i zbawienie tego, co zginęło. A my prosimy na modlitwie, aby poszukiwanie Boga się powiodło, aby wypełnił się Jego powszechny plan zbawienia. Najpierw w każdym z nas, a następnie w całym świecie. Czy pomyśleliście, co to znaczy, że Bóg poszukuje mnie, każdego z nas? I to osobiście. Jakże wspaniały jest Bóg, jakże w tym wiele miłości!

Bóg nie jest dwuznaczny, nie kryje się za zagadkami, nie zaplanował przyszłości świata w sposób, którego nie da się rozszyfrować, nie jest jasny. Jeśli tego nie zrozumiemy, grozi nam, że nie pojmiemy znaczenia trzeciego wyrażenia „Ojcze nasz”. Biblia jest bowiem pełna słów, które mówią nam o pozytywnej woli Boga wobec świata. W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajdujemy zbiór cytatów, które świadczą o tej wiernej i cierpliwej woli Bożej (zob. numery 2821-2827). Święty Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza pisze: „Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (2,4). Wolą Boga jest najmniejszej wątpliwości zbawienie człowieka, ludzi, każdego z nas. Bóg ze swą miłością puka do naszego serca, by nas do siebie przyciągnąć i prowadzić nas dalej na drodze zbawienia. Bóg jest bliski każdego z nas ze swoją miłością, by za rękę prowadzić nas ku zbawieniu. Jak wiele za tym kryje się miłości!

Tak więc, modląc się: „bądź wola Twoja”, nie jesteśmy zachęcani do usłużnego pochylania głowy, jak byśmy byli niewolnikami. Nie Bóg chce, byśmy byli wolnymi, a Jego miłość nas wyzwala. „Ojcze nasz” jest bowiem modlitwą dzieci, a nie niewolników, dzieci które znają serce swego Ojca i są pewne Jego planu miłości. Biada nam, gdybyśmy, wymawiając te słowa, wzruszali ramionami na znak poddania się wobec przeznaczenia, które nas odpycha i którego nie możemy zmienić. Przeciwnie, jest to modlitwa pełna żarliwego zaufania do Boga, który pragnie dla nas dobra, życia, zbawienia. Jest to modlitwa odważna, nawet wojownicza, ponieważ na świecie jest wiele, nazbyt wiele spraw, które nie są zgodne z Bożym planem, wszyscy je znamy. Parafrazując proroka Izajasza, moglibyśmy powiedzieć: „Tutaj, Ojcze, jest wojna, wiarołomstwo, wyzysk; ale wiemy, że chcesz naszego dobra, dlatego błagamy cię: bądź wola Twoja! Panie, zmień plany świata, przekuj miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy; niech nikt nie uczy się sztuki wojennej!” (por. 2, 4). Bóg pragnie pokoju.

„Ojcze nasz” jest modlitwą, która rozpala w nas tę samą miłość, jaką Jezus umiłował wolę Ojca, płomień, który pobudza nas do przemieniania świata miłością. Chrześcijanin nie wierzy w nieuchronny „los”. W wierze chrześcijan nie ma nic przypadkowego. Jest natomiast zbawienie, które czeka na objawienie się w życiu każdego mężczyzny i każdej kobiety oraz wypełnienie się w wieczności. Jeśli się modlimy, to dlatego, że wierzymy, iż Bóg może i chce przekształcić rzeczywistość, zwyciężając zło dobrem. Sensowne jest posłuszeństwo i powierzenie się temu Bogu nawet w godzinie najtrudniejszej próby.

Tak było w przypadku Jezusa w Ogrodzie Getsemani, kiedy doświadczył udręki i modlił się: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22, 42). Jezus jest przygnieciony przez zło świata, ale powierza się ufnie bezkresnej miłości woli Ojca. Również męczennicy w swojej próbie nie poszukiwali śmierci, ale tego co jest po śmierci, zmartwychwstania. Bóg ze względu na miłość może nas poprowadzić po trudnych ścieżkach, do doświadczenia bolesnych ran i cierni, ale nigdy nas nie opuści, będzie zawsze z nami, obok nas, w naszym wnętrzu. Dla wierzącego jest to pewność, a nie nadzieja: Bóg jest ze mną. Ta sama, jaką znajdujemy w tej przypowieści z Ewangelii św. Łukasza poświęconej potrzebie nieustannej modlitwy. Jezus mówi: „Czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do Niego we dnie i w nocy, i czyżby zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, zaraz pośpieszy im z pomocą” (18,7-8). Taki jest Pan, tak nas miłuje, tak bardzo nas kocha. Teraz chciałbym was zaprosić, abyśmy wszyscy razem odmówili „Ojcze nasz”. Ci z was, którzy nie mówią po włosku, niech odmówią w swoim języku. Módlmy się: „Ojcze nasz”….

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież nie spotka się z migrantami

2019-03-20 20:07

vaticannews / Tanger (KAI)

Relacje między katolikami i muzułmanami w Maroku są bardzo dobre. Kraj ten jest tradycyjnie tolerancyjny dla mniejszości. Co więcej spotykam się tu z większym szacunkiem i otwarciem niż na przykład w Hiszpanii – powiedział arcybiskup Tangeru Santiago Agrelo Martinez na 10 dni przed papieską podróżą do tego kraju.

Wojciech Łączyński

Ten hiszpański biskup misyjny pełni swoją funkcję od 11 lat. Zapewnia, że współpraca z muzułmanami układa mu się dobrze i stale się rozwija. To nie ona będzie więc głównym tematem tej podróży, choć, jak zaznaczył, zarówno w świecie chrześcijańskim, jak i muzułmańskim trzeba wyciszać wzajemne resentymenty, bo to może prowadzić tylko do złego.

Głównym problemem Kościoła w Maroku są obecnie migranci. Bardzo często znaleźli się oni w ślepym zaułku: ani nie mogą przedostać się do Europy, ani nie mogą wrócić do domu. Mówi abp Martinez.

"Tym, co najbardziej leży mi na sercu, jest więc nie tyle relacja ze światem muzułmańskim, co sytuacja migrantów. Tu napotykamy najwięcej trudności. Ci młodzi ludzie, zarówno tu w Maroku, jak i w Libii, znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Nie mają żadnej przyszłości. Wszystkie drogi są dla nich zamknięte. Polityka zamyka im drogę. Mam nadzieję, że Papież zajmie się tym problemem. Ci młodzi ludzie mają wielkie oczekiwania względem wizyty Ojca Świętego w Maroku. Oni sami nie będą mogli się spotkać z Franciszkiem, bo nie mają dokumentów, nie mają zameldowania. Nie będą mogli być blisko Papieża, ale mam nadzieję, że Papież będzie blisko nich i że oni to poczują – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Martinez.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem