Reklama

Gdzie jest Bóg, jeśli na świecie istnieje zło?

2016-07-29 19:36

Fot. screenshot/TVP

„Byłem głodny, a daliście Mi jeść; Byłem spragniony, a daliście Mi pić; Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; Byłem chory, a odwiedziliście Mnie, Byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25, 35-36).

Słowo Ojca Świętego wygłoszone podczas Drogi Krzyżowej na Błoniach w Krakowie.

Te słowa Jezusa wychodzą naprzeciw pytaniu, które często rozbrzmiewa w naszych umysłach i sercach: „Gdzie jest Bóg?”. Gdzie jest Bóg, jeśli na świecie istnieje zło, jeśli są ludzie głodni, spragnieni, bezdomni, wygnańcy, uchodźcy? Gdzie jest Bóg, gdy niewinni ludzie umierają z powodu przemocy, terroryzmu, wojen? Gdzie jest Bóg, kiedy bezlitosne choroby zrywają więzy życia i miłości? Albo, gdy dzieci są wyzyskiwane, poniżane i kiedy także one cierpią z powodu poważnych patologii? Gdzie jest Bóg w obliczu niepokoju wątpiących i dusz strapionych? Istnieją takie pytania, na które nie ma żadnych ludzkich odpowiedzi. Możemy tylko spojrzeć na Jezusa i Jego pytać. A odpowiedź Jezusa jest następująca: „Bóg jest w nich”, Jezus jest w nich, cierpi w nich, głęboko utożsamiony z każdym z nich. Jest On tak zjednoczony z nimi, że tworzy niemal „jedno ciało”.

Sam Jezus postanowił utożsamić się z tymi naszymi braćmi i siostrami doświadczanymi bólem i niepokojem, godząc się przejść drogą cierpienia ku Kalwarii. Umierając na krzyżu, powierza się On w ręce Ojca i niesie na sobie i w sobie, z ofiarną miłością, rany fizyczne, moralne i duchowe całej ludzkości. Obejmując drzewo krzyża, Jezus obejmuje nagość i głód, pragnienie i samotność, cierpienie i śmierć mężczyzn i kobiet wszystkich czasów. Tego wieczoru Jezus i my wraz z nim, obejmujemy ze szczególną miłością naszych syryjskich braci, którzy uciekli przed wojną. Witamy ich z braterską miłością i sympatią.

Reklama

Przemierzając Drogę Krzyżową Jezusa, odkryliśmy na nowo znaczenie upodobnienia się do Niego, przez 14 uczynków miłosierdzia. Pomagają nam one otworzyć się na Boże miłosierdzie, prosić o łaskę zrozumienia, że bez miłosierdzia człowiek nic nie może uczynić; bez miłosierdzia ja, ty, my wszyscy nic nie możemy uczynić. Spójrzmy najpierw na siedem uczynków miłosierdzia co do ciała: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w domu przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać. Darmo otrzymaliśmy, darmo dawajmy. Jesteśmy powołani, aby służyć Jezusowi ukrzyżowanemu w każdej osobie zepchniętej na margines, by dotknąć Jego błogosławionego ciała w człowieku wykluczonym, głodnym, spragnionym, nagim, uwięzionym, chorym, bezrobotnym, prześladowanym, uchodźcy, imigrancie. Tam znajdziemy naszego Boga, tam możemy dotykać Pana. Sam Jezus nam to powiedział, wyjaśniając, na podstawie jakiego „protokołu” będziemy sądzeni: za każdym razem, gdy to uczyniliśmy najmniejszemu z naszych braci, Jemu to uczyniliśmy (por. Mt 25, 31-46).

Za uczynkami miłosierdzia co do ciała idą uczynki miłosierdzia co do duszy: wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, grzeszących upominać, strapionych pocieszać, urazy chętnie darować, krzywdy cierpliwie znosić, modlić się za żywych i umarłych. W przyjęciu osoby usuniętej na margines, która została zraniona na ciele i w przyjęciu grzesznika zranionego na duszy, stawką jest nasza wiarygodność jako chrześcijan.

Dziś ludzkość potrzebuje mężczyzn i kobiet, a szczególnie ludzi młodych, takich jak wy, którzy nie chcą przeżywać swojego życia połowicznie, młodych gotowych poświęcić swoje życie w bezinteresownej służbie braciom najuboższym i najsłabszym, na wzór Chrystusa, który oddał się całkowicie dla naszego zbawienia. W obliczu zła, cierpienia, grzechu, dla ucznia Jezusa jedyną możliwą odpowiedzią jest dar z siebie, a nawet dar własnego życia, na wzór Chrystusa; to jest postawa służby. Jeśli ktoś, kto nazywa siebie chrześcijaninem, nie żyje, aby służyć, służy tylko, aby żyć. Swoim życiem zapiera się Jezusa Chrystusa.

Dzisiejszego wieczoru, drodzy młodzi, Pan ponownie zaprasza was, byście stawali się aktywnymi bohaterami służby; pragnie was uczynić konkretną odpowiedzią na potrzeby i cierpienia ludzkości; chce, abyście byli znakiem Jego miłosiernej miłości dla naszych czasów! Aby wypełnić tę misję, wskazuje On wam drogę osobistego zaangażowania i poświęcenia samych siebie: jest to Droga Krzyżowa. Droga Krzyżowa jest drogą szczęścia pójścia za Chrystusem aż do końca, w często dramatycznych okolicznościach życia codziennego; jest to droga, która nie boi się niepowodzeń, marginalizacji lub samotności, ponieważ wypełnia serce człowieka pełnią Jezusa. Droga Krzyżowa jest drogą życia i stylu Boga, którą Jezus prowadzi także pośród ścieżek społeczeństwa czasami podzielonego, niesprawiedliwego i skorumpowanego.

Droga Krzyżowa jest jedyną, która zwycięża grzech, zło i śmierć, ponieważ doprowadza do promiennego światła zmartwychwstania Chrystusa, otwierając horyzonty życia nowego i pełnego. Jest to droga nadziei i przyszłości. Kto nią podąża z hojnością i wiarą, daje ludzkości nadzieję i przyszłość.

Drodzy młodzi, w ów Wielki Piątek wielu uczniów powróciło smutnych do swoich domów, inni woleli pójść do domów na wsi, aby zapomnieć o krzyżu. Pytam was: jak dziś wieczorem chcecie powrócić do waszych domów, do waszych miejsc zakwaterowania? Jak chcecie powrócić dziś wieczorem, by spotkać się z samymi sobą? Do każdego z was należy odpowiedzieć na wyzwanie tego pytania.

Tagi:
ŚDM w Krakowie 29.07

Wsłuchać się w milczenie Franciszka

2016-07-30 21:30

Małgorzata Czekaj

Małgorzata Czekaj
To była wyjątkowa wizyta. Upłynęła w milczeniu, spokoju i zadumie – powiedziała Irena Jaszczuk, ocalała z niemieckich obozów koncentracyjnych

Milczenie Ojca Świętego w Auschwitz było milczeniem świadomym, celowym, pełnym skupienia. Choć Franciszek nie zabrał publicznie głosu, przekazał nam wiele przez swoją modlitwę.

- Wszystko, co Papież chciał powiedzieć o Auschwitz, powiedział podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej w Instytucie Yad Vashem – mówił podczas konferencji prasowej poprzedzającej papieską wizytę, przyjaciel Ojca Świętego z Argentyny, rabin Abraham Skórka.

- Masowa egzekucja Żydów, ludobójstwo XX wieku odznaczało się (nie umniejszając pozostałych zbrodni) szczególnym okrucieństwem. Każda śmierć była jak policzek wymierzony Bogu. Milczenie ma szczególne znaczenie teologiczne i biblijne; jest taki rodzaj żałoby, w której człowiek nie jest w stanie wypowiedzieć żadnych słów, ale pragnie pogrążyć się w ciszy – powiedział.

W co wsłuchiwał się Papież modląc się w Auschwitz? O czym myślał? Podczas całej wizyty Ojciec Święty był skupiony, jego twarz wyrażała powagę i smutek.

Po samotnym przejściu przez główną bramę byłego nazistowskiego niemieckiego obozu koncentracyjnego, Papież spędził kilkanaście minut na bardzo osobistej modlitwie na placu apelowym w obozie Auschwitz I. To miejsce, gdzie skazywano na śmierć; to także miejsce, w którym 75 lat temu św. Maksymilian Maria Kolbe ofiarował swoje życie za życie drugiego człowieka, przywracając w sercach wielu współwięźniów iskrę nadziei, że człowieczeństwo nie zostało ostatecznie zdeptane. I to właśnie w tym miejscu, Ojciec Święty wsłuchiwał się w głos oświęcimskiej ziemi współcierpiąc z ofiarami szalonej ideologii zniszczenia.

Cisza pełna symboli

Kiedy wypowiadanych jest zbyt wiele słów, w ich natłoku łatwo można zagubić sens i moc słowa. Wtedy czyny stają się nośnikami głębokich treści. Wizyta Franciszka w Auschwitz-Birkenau była pełna takich znaków. Jak na przykład to, co uczynił Ojciec Święty po modlitwie, przed opuszczeniem placu apelowego: ucałował drewniany słup szubienicy.

To miejsce stało się krzyżem dla wielu, wielu, wielu istnień ludzkich. Ucałowanie go przez Ojca Świętego – to wyraz miłości, współczucia i chęci bycia blisko z kimś cierpiącym. Papież Franciszek w Bloku nr 11 spotkał się z przedstawicielami ocalałych z Zagłady więźniów. Na ręce ostatniego z nich przekazał dar dla Muzeum: lampę symbolizującą odradzające się w ruinach nowe życie w Jezusie Chrystusie Zmartwychwstałym.

Kolejny symboliczny gest Ojca Świętego, Głowy Kościoła Katolickiego i znaczące przesłanie dla zgnębionej ludzkości: w Bożym Miłosierdziu znajdzie ukojenie i siły do dalszego życia. Zaraz po tym, jak zapalił znicz przy Ścianie Śmierci, Ojciec Święty udał się do Celi Głodowej, dokąd towarzyszyli mu przełożony generalny franciszkanów konwentualnych o. Marco Tasca i o. Marian Gołąb, prowincjał franciszkanów w Krakowie.

Franciszek ponownie pogrążył się w modlitwie. Sam, z pochyloną głową, prawie w ciemności. Co można powiedzieć w miejscu, które stało się miejscem kaźni umęczonych ludzi i gdzie skonał także (choć zwyciężywszy miłością) św. Maksymilian, polski franciszkanin ukochawszy swoich braci na wzór Chrystusa?

Podobnie jak Papież, można pochylić głowę i słuchać, i modlić się, i wołać... Dla wielu Żydów, Polaków, Romów i przedstawicieli innych narodowości, podróż zakończyła się przy rampie kolejowej, w miejscu bezlitościwej i niesprawiedliwej selekcji.

Ojciec Święty pojechał do byłego obozu w Birkenau, aby przy Pominku Ofiar ponownie krótko się pomodlić. Przeszedł wzduż pamiątkowych tablic i zapalił znicz przy płycie głównej. Z ciszy, która trwała praktycznie od momentu przekroczenia przez Franciszka bramy Auschwitz, wypłynęła modlitwa słowami Psalmu 130: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie” po hebrajsku wyrecytowana przez rabina Polski Michaela Schudricha i odczytana polsku przez ks. proboszcza z Markowej, Stanisława Ruszałę.

Modlitwa na te dwa głosy nie przerwała ciszy, ale raczej się z niej narodziła; to wołanie o Boże miłosierdzie z głębi serca człowieka, tak naturalne wołanie o nadzieję dla zranionej, pogrążonej w ciemnościach krematoriów ludzkości. Pod Pomnikiem Ofiar Auschwitz-Birkenau, Papież przywitał się ze Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata oraz pobłogosławił dziewczynki: Marysię i Asię Niemczak, które wręczyły mu obraz Jezusa Miłosiernego i portret rodziny Ulmów. Dzieci mieszkają w Markowej i są krewnymi Józefa i Wiktorii Ulmów.

Nastepnie Papież opuścił Auschwitz, żegnany przez premier Beatę Szydło i Dyrektora Muzeum Piotra Cywińskiego. Wizyta, choć bardzo cicha i krótka, na pozór mało znacząca dla hałaśliwego świata, może mieć duży wpływ na losy ludzi i walkę o ich prawa we współczesnym świecie.

Jeszcze tego sameo dnia w piatek pojawiło się wiele komenatrzy dotyczących milczenia i gestów Ojca Świętego. Pod wrażeniem była m. in. prasa niemieckojęzyczna. Pokazaliśmy, że – o ile chcemy – potrafimy słuchać słów Namiestników Chrystusa. Czy potrafimy jako ludzkość, naród i wreszcie - osobiście, wsłuchać się w milczenie Papieża?

Przesłanie do świata

- Mnie osobiście ta cisza powiedziała bardzo dużo – powiedział KAI kard. Kazimierz Nycz. - To zachowanie, jakie powinno towarzyszyć temu miejscu i bardzo się cieszę, że takie właśnie przesłanie popłynęło dzisiaj do świata z Auschwitz-Birkenau. W tej ciszy możemy odnaleźć apel do świata, aby szanować to, co zostało tak radykalnie złamane i zdeptane właśnie tutaj – dodał.

- Wizyta w Auschwitz-Birkenau była wyrazem „dobrej pamięci” – powiedział KAI abp Stanisław Gądecki. Chodzi o taką pamięć, która nie prowadząc do oskarżeń, stara się wydobyć i budować dobro. Człowiek świeci światłem pochodzącym od Boga. Odwrócenie się od Niego może doprowadzić do takich zbrodni jak Holokaust, choć wielu ludzi mniema, że one się już nigdy nie powtorzą.

– Są one możliwe, nawet w większej jeszcze skali – powiedział Arcybiskup, przypominając fragment napisu na Pomniku Ofiar w 23 językach: „Niechaj na wieki będzie krzykiem rozpaczy i przestrogą dla ludzkości to miejsce”. - W pewnym sensie papież Franciszek chciał powiedzieć, że w obliczu Auschwitz nie ma już więcej słów. Kiedy przyjechał tam Jan Paweł II - mówił. Gdy przyjechał Benedykt XVI - pytał, gdzie w Auschwitz był Bóg.

Franciszek w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie zastanawiał się, gdzie w czasie Szoah był człowiek. Padły już pytania: gdzie był wtedy Bóg, gdzie był człowiek? Nie ma już innych słów, została tylko modlitwa - zauważył watykanista Andrea Gagliarducci. Do księgi pamiątkowej Muzeum Auschwitz Ojciec Święty wpisał nastepującą prośbę: „Panie, miej miłosierdzie nad Twym ludem! Panie, przebacz tak wielkie okrucieństwo!”

Kto milczy, krzyczy

Byli więźniowie, którzy ocaleli z Zagłady, docenili obecność i modlitwę papieża Franciszka podczas jego wizyty w Auschwitz-Birkenau 29 lipca br. Oczekiwali od Papieża świadectwa jego wiary, niektórzy mieli konkretne oczekiwania i pytania. Ale w większości byli wzruszeni papieską wizyta.

Maria Stroińska, która do obozu trafiła 12 sierpnia 1944 r., w wieku 11 lat, powiedziała: - Sama osoba papieża, która w ciszy przechodzi i duchowo zapewne przeżywa, nas stojących włączyła w ten moment przemyślenia tego, co tu się stało. My tutaj zostawiliśmy wiele swoich cierpień, przeżyć – dodała.

Z kolei Lidia Skibicka-Maksymowicz, która trafiła do obozu Birkenau z matką w grudniu 1943 r. mając zaledwie trzy lata. - Decyzja o milczeniu papieża Franciszka jest dobra. Uważam, że to miejsce powinno być miejscem ciszy. Bo co można powiedzieć. Wszyscy wiedzą o tym, co tu się wydarzyło – powiedziała. - Jest powiedzenie rzymskie „Qui tacet, clamant”, czyli „Kto milczy, krzyczy”.

To był krzyk milczenia, albo odwracając: milczenie krzykiem. To jest silniejsze jak wszystko inne - powiedział inny były więzień Auschwitz, Marian Turski. Niech więc papieskie milczenie woła do nas, współczesnych ludzi, o modlitwę, o czynienie miłosierdzia i głoszenie prawdy o Bożej miłości, aby świat odwróconych wartości, który panował w nazistowskich Niemczech, nigdy więcej już nie powrócił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szpital atakuje obrońców życia

2019-03-13 10:57

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 11/2019, str. VI

W Szpitalu Bielańskim życie ludzkie jest ratowane, ale niestety także odbierane nienarodzonym dzieciom. Teraz szpital wytoczył proces obrońcom życia, by przestali przypominać o tym, że aborcja jest zabójstwem

Artur Stelmasiak

Papież Franciszek mówi, że aborcja, jest jak „wynajęcie płatnego zabójcy”, a aborcja eugeniczna jest „nazizmem w białych rękawiczkach”. O tym, że aborcja jest zabiciem dziecka mówią lekarze, prawnicy, biolodzy, etycy i w zasadzie każdy człowiek intelektualnie uczciwy.

– Zabijanie na masową skalę ma miejsce w Szpitalu Bielańskim i dlatego od lat protestujemy w tym miejscu. Organizowaliśmy pikiety, publiczny Różaniec, a także zaparkowaliśmy nasz samochód dostawczy, który pokazuje niewygodną prawdę o zabijaniu dzieci przez lekarzy – mówi Mariusz Dzierżawski, prezes Fundacji Pro-Prawo do Życia, któremu Szpital Bielański wytoczył prywatny akt oskarżenia.

Wolontariusze z tej fundacji mają często wytaczane sprawy w sądach. Ale jak do tej ponad 50 spraw już wygrali, a kolejnych kilkanaście nadal się toczy w sądach. Orzecznictwo sądowe ws. prolife jest więc bardzo jednoznaczne.

Prywatne oskarżenie za publiczne pieniądze

Według portalu www.stopaborcji.pl Mariusz Dzierżawski odpowiada przed sądem w ramach oskarżenia prywatnego z art. 212 § 1 kodeksu karnego. Z informacji medialnych i wcześniejszych wypowiedzi Doroty Gałczyńskiej-Zych, dyrektor Szpitala Bielańskiego, wynika, że szpital zdecydował się na wytoczenie prywatnego aktu oskarżenia m.in. po tym, gdy prokurator wydał postanowienie o umorzeniu dochodzenia. Prokurator rejonowy stwierdził brak interesu społecznego w kontynuowaniu ścigania z urzędu czynu ściganego i braku podstaw do skierowania aktu oskarżenia w trybie oskarżenia publicznego.

Kierownictwo szpitala postanowiło więc wytoczyć proces mimo że powołane do przestrzegania prawa instytucje nie dostrzegły w działalności organizacji prolife podstaw, by iść z tym do sądu. Kto zatem finansuje decyzje dyrekcji, czyli ponosi koszty sądowe i wynagrodzenie prawników? – Opłata z tytułu pełnomocnictwa oraz zastępstwa procesowego jest sfinansowana z budżetu Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej – odpowiada na pytanie „Niedzieli” Dorota Gałczyńska-Zych.

Oznacza to, że prywatny akt oskarżenia przeciwko człowiekowi, który staje w obronie dzieci nienarodzonych, jest finansowany ze środków publicznych. – Jestem tą sprawą zbulwersowany. Szpital ma wiele potrzeb i mógłby lepiej wydawać publiczne pieniądze, niż na atakowanie ludzi, którzy bronią życia – mówi Jacek Ozdoba, warszawski radny z klubu PiS. – Publiczna placówka zamiast koncentrować się na leczeniu ludzi, to zajmuje się atakowaniem ludzi i wydawaniem publicznych pieniędzy na bezsensowne procesy. Ten proces kompromituje dyrekcję szpitala, bo jest atakiem na wolność słowa i wolność wyrażania poglądów.

Protesty powinny być wliczone w ryzyko

Choć każdy ma prawo iść z najmniejszą bzdurą do sądu, to jednak ta sprawa budzi bardzo wiele kontrowersji. Okazuje się, że Szpital Bielański jest pierwszym państwowym szpitalem w Polsce, który zdecydował przedsięwziąć takie kroki przeciwko osobom, które chcą ratować ludzkie życie. – Wolontariusze prolife z tej fundacji mieli już taki akt oskarżenia i proces cywilny wytoczony przez szpital. Ale to był szpital prywatny – Pro-Familia z Rzeszowa. Obie sprawy skończyły się dla szpitala bardzo źle – mówi pełnomocnik Dzierżawskiego mec. Bartosz Lewandowski z Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

Po tym jak Sąd Najwyższy wskazał błędy w procesie cywilnym i nakazał jej ponowne rozpatrzenie, władze szpitala w Rzeszowie skapitulowały. Nie tylko wycofano się z batalii sądowej, ale szpital Pro-Familia zaprzestał wykonywania aborcji. – Najwyraźniej przyznali nam rację, że zabijanie dzieci źle służy wizerunkowi szpitala, którego celem jest ratowanie zdrowia i ludzkiego życia – mówi Dzierżawski.

Oprócz procesu cywilnego wolontariusze prolife zostali także oskarżeni z art. 212 § 1, czyli był to analogiczny proces, jaki obecnie ma miejsce w Warszawie. Wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie z 2015 r. jest jednoznaczny. Ponowne obranie takiej samej ścieżki prawnej przez dyrekcję Szpitala Bielańskiego wydaje się więc bardzo mało rozsądną decyzją. „Szpital Pro-Familia w Rzeszowie, mając na uwadze charakter prowadzonej działalności, powinien wliczyć w jej ryzyko protesty i manifestacje związane z przedsiębranymi przez tę placówkę czynnościami (wykonywaniem aborcji przy. red)” – czytamy w uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Sędziowie podkreślili, że skoro w szpitalu dokonano 4 aborcji, to oskarżeni wolontariusze prolife nie mogli tej placówki narazić na „poniżenie w opinii publicznej, czy też na „utratę zaufania”, bo głoszone przez nich hasła były prawdziwe.

„Przymiotu zniesławiającego nie można przypisać zarzutom stawianym szpitalowi przez oskarżonych w głoszonych treściach: «zabijanie chorych dzieci w szpitalu Pro-Familia», skoro zabiegi tego typu były dokonane w tej placówce”, podkreślił skład sędziowski.

Tyle aborcji co na całym Śląsku

W kontekście prywatnego oskarżenia ze strony dyrekcji pod adresem lidera organizacji prolife, trzeba przypomnieć, że Szpital Bielański pod względem wykonywanych aborcji jest znany w całej Polsce. Według danych ujawnionych na wniosek Fundacji Pro-Prawo do Życia w tej placówce medycznej w ciągu ostatnich 10 lat drastycznie zwiększyła się ilość wykonanych aborcji. Podczas, gdy w 2008 r. na Bielanach zabito 38 nienarodzonych dzieci, to w 2016 r. życie straciło już 115 dzieci, a w 2017 r. aż 131. Praktycznie wszystkie aborcje dokonano z powodów eugenicznych, czyli podejrzenia prawdopodobieństwa choroby lub niepełnosprawności dzieci.

Aby pokazać skalę aborcji dokonywanych w Szpitalu Bielańskim można porównać te statystyki z innymi regionami Polski. Dla przykładu w całym województwie śląskim w 2016 r. zabito 120 nienarodzonych dzieci. Oznacza to, że niewielki warszawski szpital wyrabia praktycznie całą „normę” wszystkich szpitali z województwa śląskiego.

„Fenomenem” Szpitala Bielańskiego jest także jeden bardzo istotny historyczny fakt. Chodzi o przełomowe i szeroko opisywane wydarzenie, którym była aborcja chłopca z Zespołem Downa w 2011 r. Profesorowie uniwersyteckiego szpitala w Poznaniu nie chcieli zabić tego dziecka. „Zespół Downa nie musi oznaczać ciężkiego upośledzenia, ani nie jest zagrożeniem dla życia” – napisali w oświadczeniu poznańscy lekarze. Podkreślili jednoznacznie, że dziecko nie kwalifikowało się do tzw. „legalnej aborcji”.

Okazało się, że to, co było uznane za nielegalną aborcję przez lekarzy w Poznaniu, „legalne” stało się na warszawskich Bielanach. Ówczesny ordynator ginekologii chwalił się na łamach prasy, że osobiście podjął decyzję o aborcji dziecka z Zespołem Downa. – Takie nagłośnione aborcyjne kampanie przyczyniały się do tego, że lekarze w innych szpitalach zaczęli bać się odmawiania aborcji. Dlatego aborcji eugenicznych z roku na rok przybywa, choć zapisy ustawy są takie same – mówi mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes „Ordo Iuris”.

Ofiarami mogą być także zdrowe dzieci

Prawo aborcyjne zostało uchwalone w 1993 r. i bez zmian funkcjonuje do dziś. Jednak w ciągu 20 lat ilość aborcji eugenicznych wzrosła z 39 w 1996 r. do 1042 w 2016 r. Oznacza to przyrost o ponad 2,6 tys. procent. Aby zrozumieć skalę eugenicznego „postępu” w medycynie należy wskazać, że w samym Szpitalu Bielańskim w 2017 r. było ponad trzy razy więcej aborcji eugenicznych niż w 1996 r. dokonano w całej Polsce.

Wobec tak szokujących statystyk eugenicznych w szpitalach na alarm biją medycy z Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich. – Ten dynamiczny wzrost liczby wewnątrzłonowo uśmierconych dzieci może być wynikiem zmian kryteriów dotyczących uzasadnienia aborcji w konkretnych przypadkach, popularyzacji tzw. programu profilaktyki wad wrodzonych, polegającego na prenatalnym rozpoznawaniu wady poczętego i rozwijającego się w łonie matki dziecka i proponowaniu rodzicom zabójstwa ich dziecka w procedurze aborcji. „Program” ten zapewnia szpitalom dodatkowe dochody. Rodzice są nierzadko przymuszani przez lekarzy do uczestniczenia w tym programie, a lekarze przez swoich przełożonych do rezygnowania z przysługującej im klauzuli sumienia – wskazują katoliccy lekarze w liście do Ministra Zdrowia. – Najczęściej zabójstwa wewnątrzłonowe są wykonywane w szpitalach bez równoczasowej weryfikacji anatomopatologicznej i genetycznej choroby dziecka, dlatego nie można wykluczyć, że coraz częściej życie, już w łonie matki, tracą zupełnie zdrowe, ale niechciane przez rodziców dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Msza św. zainaugurowała Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką

2019-03-24 13:51

kos / Warszawa (KAI)

Mszą św. w katedrze polowej Wojska Polskiego zainaugurowano obchody Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Eucharystii przewodniczył biskup polowy Józef Guzdek. W homilii zachęcał, aby „spotkanie z tymi, którzy zdali egzamin z przykazania miłości – z obarczonej ogromnym ryzykiem miłości bliźniego – otwierało nasze oczy na potrzeby i zagrożenia, które dziś dotykają naszych bliźnich”.

Cezary Piwowarski/ pl.wikipedia.org

Po południu na murze Domu Prowincjonalnego Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi przy ul. Hożej 53 w Warszawie zostanie odsłonięta tablica w hołdzie Matce Matyldzie Getter, siostrom Franciszkankom, które ukryły w czasie wojny ponad 500 żydowskich dzieci i 250 dorosłych Żydów.

W homilii bp Guzdek powiedział, że obchodzony dziś Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów niejako „przynagla do refleksji nad zagadnieniem relacji Polaków i Żydów w czasie długiej nocy niemieckiej okupacji”. – Słowa Jezusa z odczytanej Ewangelii: „co myślicie?”, pośród niezliczonej ilości wypowiedzianych słów i wielu opinii na temat Holokaustu, obligują nas do ponownego przemyślenia postaw naszych rodaków wobec narodu żydowskiego, który przez nazistowskie Niemcy został skazany na całkowitą zagładę – powiedział.

Ordynariusz wojskowy podkreślił, że Polacy wiedzą, że wśród naszych rodaków byli tacy, którzy nie zachowali się „jak trzeba”, którzy zdecydowali się na współpracę z niemieckim okupantem w eksterminacji narodu żydowskiego. – Zachowanie ich jest godne potępienia. Było jednak wielu takich, którzy z powodów moralnych lub religijnych pomagali naszym starszym braciom w wierze – zaznaczył bp Guzdek.

Dodał, że Polska była jedynym okupowanym krajem w Europie, gdzie za pomoc Żydom groziła śmierć całej rodziny a czasem całej wioski. – Pomimo tego Polacy podczas II wojny światowej bezinteresownie pomagali Żydom; ponad 6 tys. z nich zostało uhonorowanych przez Yad Vashem tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” – przypomniał.

Biskup Guzdek podkreślił, że jest „też wielka rzesza bezimiennych bohaterów, którzy z narażeniem życia własnego i swoich najbliższych nieśli pomoc synom i córkom narodu skazanego na całkowitą zagładę”. Dodał, że wielkim grzechem zaniedbania jest niewystarczające utrwalenie świadectw bohaterów, którzy „którzy bezinteresownie, z narażeniem życia nieśli pomoc synom i córkom narodu żydowskiego”.

Biskup polowy zwrócił uwagę, że co jakiś czas ze zmiennym nasileniem pojawiają się oskarżenia, że Polacy niewystarczająco zaangażowali się w ratowanie Żydów. Przypomniał słowa Władysława Bartoszewskiego, który mówił, że według niektórych „wystarczająco było zrobione tylko przez tych, którzy zginęli”. Przytoczył też słowa Israela Gutmana, jednego z wiodących historyków Holokaustu, uczestnika powstania w getcie oraz więźnia Auschwitz: „Nie ma moralnego nakazu, który wymagałby, aby normalny śmiertelnik ryzykował swoje życie i życie swojej rodziny, aby ocalić sąsiada”.

Biskup przywołał też opinię Gutmana, że Polacy powinni być dumni z liczby Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata” a naród żydowski, zdaniem izraelskiego historyka „nie zrobił wystarczająco dużo, aby podziękować tym wyjątkowym ludziom”. Biskup polowy zaapelował o „rzetelne podejście do przeszłości, które niczego nie pokrywa milczeniem, ale staje na gruncie prawdy”. Jego zdaniem odsłaniana dziś tablica na murze Domu Prowincjalnego Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi przy ul. Hożej 53 w Warszawie upamiętni „Matkę Matyldę Getter, siostry Franciszkanki Rodziny Maryi oraz wszystkich ludzi dobrej woli, którzy ryzykując własnym życiem ratowali żydowskie dzieci skazane na zagładę przez niemieckich okupantów”.

W południe przed Grobem Nieznanego Żołnierza odbyła się uroczysta zmiana wart oraz ceremonia złożenia kwiatów.

Jeszcze dziś na murze Domu Prowincjonalnego Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi przy ul. Hożej 53 w Warszawie zostanie odsłonięta tablica w hołdzie Matce Matyldzie Getter, Siostrom Franciszkankom Rodziny Maryi oraz wszystkim ludziom dobrej woli, którzy ryzykując własne życie ratowali żydowskie dzieci skazane na zagładę przez niemieckich okupantów.

Podczas wojny siostry ukryły ponad 500 żydowskich dzieci, skazanych przez okupanta niemieckiego na eksterminację. Ocaliły także ok. 250 dorosłych osób pochodzenia żydowskiego. Nastąpi także otwarcie wystawy „Siostry, (…) matkami żydowskich dzieci. Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi wobec zagłady Żydów w czasie II wojny światowej”, poświęconej życiu i działalności matki Matyldy Getter, a przedstawiciele Poczty Polskiej zaprezentują okolicznościowy znaczek „Polacy ratujący Żydów”.

Obchody Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów współorganizowane są przez IPN, Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz Polskie Towarzystwo Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Dzień Pamięci został ustanowiony w 2018 r. Jest to święto państwowe przypadające w rocznicę zamordowania w 1944 r. przez niemieckich żandarmów Józefa i Wiktorii Ulmów, ich dzieci oraz ukrywanych przez tę rodzinę Żydów.

Prace nad ustawą o ustanowieniu Dnia Pamięci Polaków Ratujących Żydów zainicjowano jesienią 2017 r. podczas uroczystości z okazji 75-lecia powstania „Żegoty” przy Delegaturze Rządu RP na Kraj, która powstała z Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom, założonego z inicjatywy Zofii Kossak-Szczuckiej oraz Wandy Krahelskiej-Filipowiczowej.

„Żegota” stała się fenomenem Polskiego Państwa Podziemnego w skali całej okupowanej Europy – była organizacją, która w okresie drugiej wojny światowej miała za swoje zadanie wyłącznie ratowanie Żydów. Trudno oszacować liczbę uratowanych przez Polaków Żydów, waha się ona od ok. 30 tys. do 120 tys.

Dokumentujący ofiary Holocaustu Instytut Yad Vashem od 1953 r. do 1 stycznia 2018 r. uhonorował prawie 27 tys. bohaterów, którzy nieśli pomoc Żydom w tym 6863 Polaków, którzy tworzą największą grupę narodowościową wśród 51 krajów świata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem