Reklama

Cmentarze, których nie znamy...

Irena Świerdzewska
Edycja warszawska (st.) 43/2001

Trumny ze zmarłymi warszawiacy wrzucali do rowów przy ulicy. Tak stolica protestowała przeciwko wprowadzeniu pochówku na cmentarzach poza miastem. Opór przełamał biskup smoleński. Kazał się pochować na cmentarzu polowym...

Pod stopami szeleszczą liście przeganiane listopadowym wiatrem. Dym palonych zniczy miesza się z zapachem ostatnich jesiennych kwiatów. Ulica Wolska przystrojona jest niczym aleja zasłużonych. W sierpniu 1944 pod nr 29 oraz pod nr 4/6/8 hitlerowcy wymordowali około 3200 osób - głosi tablica na ścianie budynku. Kilkadziesiąt metrów dalej rozstrzelano tysiąc Polaków, na terenie dawnej fabryki Ursus, na rogu Płockiej - siedem tysięcy. Wszystkie tablice noszą ten sam napis "Miejsce uświęcone krwią Polaków, poległych za wolność Ojczyzny", zmieniają się liczby: cztery tysiące, dwa i pół tysiąca, dwudziestu...

Pozostały tablice kute w szarym piaskowcu, z wyrytym maltańskim krzyżem. Ile ich umieszczono w stolicy? Do końca nie wiadomo. Do niedawna liczba ich sięgała 200. Część odeszła w zapomnienie wraz z wyburzanymi w latach 50. i 60. starymi budynkami. Władze miasta w drugiej połowie lat 40. zaczęły oznaczać miejsca kaźni najpierw blaszanymi tablicami w kolorze czarnym z białym krzyżem i napisem informującym o upamiętnionym wydarzeniu. Tablice płaskorzeźby z maltańskim krzyżem to projekt artysty rzeźbiarza Karola Tchorka z 1949 r.

Pierwszy cmentarz stolicy

Po najstarszym warszawskim cmentarzu zostały dziś tylko odremontowane nieliczne nagrobki. W miejscu cmentarnej kaplicy stoi konkatedra Matki Boskiej Zwycięskiej. Cmentarz kamionkowski powstał we wsi Kamion przy dawnym kościele św. Stanisława Biskupa. Parafię utworzono na przełomie XIII i XIV w. Cmentarz prawdopodobnie istniał od 1609 do 1887 r. Tablice upamiętniające pochowanych dawniej na cmentarzu bohaterów walk widnieją dziś na ścianie kościoła konkatedralnego.

Dla uczonych, złotników i zapowietrzonych

Aż do drugiej połowy XVIII w. istniał zwyczaj pochówku zmarłych przy kościołach parafialnych i klasztornych, a także pod posadzką kościołów. Jedne z największych cmentarzy znajdowały się na obecnym placu Kanonie - przy kościele św. Jana, przy wjeździe do starej Warszawy - po obu stronach ul. Freta, przy obecnych klasztorach Dominikanów i Paulinów. W tzw. nowej Warszawie cmentarz posiadała m.in. parafia Najświętszej Maryi Panny przy klasztorze św. Benona. Istniały też przy kościołach w Ujazdowie i na Solcu. Cmentarze powstawały też przy klasztorach: Karmelitów na Lesznie, Reformatów przy ul. Senatorskiej, Kapucynów przy ul. Miodowej oraz przy kaplicach szpitalnych m.in. przy trzech kolejnych siedzibach Bonifratrów oraz przy szpitalu św. Łazarza przy ul. Brzozowej.

Niektóre cmentarze przyparafialne wydzielono dla zmarłych zależnie od wykonywanego zawodu czy sposobu śmierci. Za kościołem św. Marcina przy ul. Piwnej mieściły się bogate nagrobki uczonych, muzyków i złotników. Przy kościele św. Jerzego na ul. Świętojerskiej chowano ciała straconych i samobójców, zaś przy kościele Świętego Krzyża "w polu", na terenie późniejszej Cytadeli grzebano zapowietrzonych. Cmentarze przykościelne zaczęto przenosić za miasto w 1782 r. ze względów higienicznych. Taką decyzję wydał biskup poznański A. Okęcki. Do dnia dzisiejszego zachowały się dwa cmentarze przykościelne: na Wawrzyszewie oraz na Boernerowie, ostatni założony w czasie Powstania Warszawskiego.

Reklama

Pierwszy poza miastem

Przy zbiegu ulic Emilii Plater i Wspólnej wyrasta pokryta zielonkawym nalotem miedziana kopuła kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Przed 220 laty w miejscu świątyni założono pierwszy cmentarz polowy, nazwany świętokrzyskim. Na gruntach własnego folwarku utworzyli go misjonarze z kościoła Świętego Krzyża. Początkowo chowali tu zmarłych z własnej parafii, potem ze Szpitala Dzieciątka Jezus, z parafii ujazdowskiej, a podczas powstania listopadowego, poległych w walkach i zmarłych na cholerę. Na cmentarzu istniały też katakumby. Dziś przy kościele Świętych Apostołów stoi jeszcze przycupnięta murowana kapliczka. Tu patronka dobrej śmierci św. Barbara żegnała odchodzących na wieczne odpoczywanie. Cmentarz zamknięto w 1836 r. Na jego terenie 47 lat później rozpoczęła się budowa kościoła Apostołów Piotra i Pawła.

Wprowadzenie zwyczaju grzebania zmarłych na tzw. cmentarzach polowych, było rewolucyjnym posunięciem. Pochówek w miejscu oddalonym od kościoła uważano za profanację. Warszawiacy stosowali drastyczne formy protestu przeciwko nowemu zwyczajowi. Trumny zaczęto wrzucać do rowów na ulicy. Opór 100-tysięcznego miasta przełamał w końcu biskup smoleński Gabriel Wodzyński. W testamencie odczytanym z ambony w 1788 biskup życzył sobie pochówku na polnym cmentarzu. Po jego uroczystym pogrzebie na cmentarzu świętokrzyskim warszawiacy zaczęli mówić: "Jak biskup kazał się pochować, to my też możemy".

Dawny choleryczny i raskolników

U wylotu ulicy Namysłowskiej na ulicę Stefana Starzyńskiego znajduje się teren dawnego cmentarza cholerycznego. Miejsce nie zachęca do wycieczek. Wydeptana ścieżka prowadzi przez tory kolejowe, następne 200 metrów to zejście z wału kolejowego. Wspólną mogiłę okala ceglany parkan ze znakami krzyża. Dawniej w środku niewielkiego kwadratowego pola był kopiec i głaz z krzyżem. Zacierający się na bloku piaskowca napis wyjaśnia: "Tu spoczywają szczątki 478 ofiar zarazy cholerycznej z lat 1872-73 zebrane pod wspólną mogiłą po zniesieniu cmentarza cholerycznego przy budowie węzła kolejowego w 1908 r."

Niemal sto lat przed epidemią cholery w 1794 r. ludność Pragi zdziesiątkowała rzeź. Wojska pod wodzą Suworowa ruszyły na Warszawę. Wisła spłynęła krwią, a ulice Pragi pokrywały ciała pomordowanych. Jeszcze w czasie budowy fabryki "Wedla" odnajdowano przy kopaniu fundamentów czaszki i piszczele. Te, które udało się zebrać zwieziono do wspólnej mogiły przy kościele na Kamionku.

Wielkim cmentarzyskiem stał się Grochów i Kamionek w czasie powstania listopadowego. Tylko część Polaków poległych w walkach na pobrzeżu praskim udało się rodzinom przenieść na cmentarz kamionkowski. Pozostałych chowano na granicy Kamionka i Grochowa pomiędzy rosnącymi przy szosie brzeskiej drzewami.

Żołnierzy rosyjskich pochowano na Kamionku na placu przy ul. Grochowskiej, pod obecnym numerem 307 tej ulicy. Cmentarz nazywany był cmentarzem staroobrzędowców, starowierów czy raskolników. Od lat 80. XIX stulecia stał się on miejscem grzebalnym dla rosyjskich kupców zamieszkałych w Warszawie. Jako prześladowani w Rosji członkowie sekty starowierów chronili się ucieczką do Polski. Fundacja kupca Machokina w 1885 r. ogrodziła cmentarz, zaś pułk kirasjerów wzniósł okazały krzyż prawosławny upamiętniający poległych w powstaniu listopadowym żołnierzy rosyjskich. W końcu lat 40 minionego stulecia cmentarz miał powierzchnię 0,4 ha. Decyzją władz miejskich zamknięto go w 1961 r. Szczątki zmarłych z cennymi nagrobkami przeniesiono na cmentarz prawosławny przy ul. Wolskiej. Zaś na miejscu cmentarza starowierców założono w 1970 r. skwer, pozostawiając drzewa z cmentarza.

Cytadela i arsenał

Teren dzisiejszego X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej to w czasach Jagiellonów miejsce pochówku niekatolików. Na Łysej Górze, nazywanej także Szubieniczną znajdowały się groby wyznawców Kościoła reformowanego i augsburskiego. Podobno w tym miejscu chowano także Szwedów za panowania Jana Kazimierza. Za Jagiellonów problememem było znalezienie miejsca na grzebanie niekatolików. Jak pisał król Stefan Batory do nuncjusza apostolskiego Bolognetta, protestanci uskarżali się, że po śmierci nie mają miejsca, gdzie by spokojnie mogli oddać ziemi prochy swoich zmarłych współwyznawców. Obok Cytadeli innym miejscem pochówku protestantów był teren poza budynkiem arsenału. Tam chowano zmarłych w czasie klęski morowego powietrza w 1624 r. i 1625 r. Teren grzebalny miał 140 łokci długości i 59 szerokości. Znajdował się pomiędzy cysternami miejskich wodociągów a arsenałem. Cmentarz należał do ewangelików wyznania augsburskiego, licznie skupionych pod opieką podskarbiego wielkiego koronnego Bogusława Leszczyńskiego.

Pomosty

Na miejscach dawnych cmentarzy i zbiorowych mogił znajdują się budynki, place, ulice. I nie jest to profanacją, jak przed dwoma wiekami wrzucanie trumien do rowów. Z uwagi na rozwój miasta nawet dziś jedno miejsce grzebalne staje się miejscem pochówku kilku pokoleń.

Nie powinna umknąć nam świadomość, że dawne cmentarze i miejsca pamięci są pomostem pomiędzy przeszłością i teraźniejszością. I kiedy przychodzi 1 listopada winniśmy modlitwę tym, którym nikt nie zapali nagrobnej lampki.

Św. Jana od Krzyża

Benedykt XVI - papież

Audiencja generalna, 16 lutego 2011 r.


św. Jan od Krzyża

Drodzy bracia i siostry,
Dwa tygodnie temu przedstawiłem postać wielkiej mistyczki hiszpańskiej Teresy od Jezusa. Dziś chciałbym opowiedzieć o innym ważnym świętym z tych ziem, duchowym przyjacielu św. Teresy, który wraz z nią reformował karmelitańską rodzinę zakonną: św. Janie od Krzyża, ogłoszonym Doktorem Kościoła przez Piusa XI w 1926 roku i nazywanym w tradycji Doctor Mysticus - Doktor Mistyczny.

Jan od Krzyża urodził się w 1542 r. w małej wiosce Fontiveros w pobliżu Avili, w Starej Kastylii jako syn Gonzalo de Yepesa i Cataliny Alvarez. Rodzina była bardzo biedna, gdyż ojciec, pochodzący ze szlachty toledańskiej, został wypędzony z domu i wydziedziczony za to, że poślubił Catalinę, ubogą tkaczkę jedwabiu. Osierocony przez ojca w dzieciństwie, Jan jako 9-latek przeniósł się z matką i bratem Franciszkiem do Medina del Campo koło Valladolid, będącego ośrodkiem handlowym i kulturalnym. Uczęszczał tam do Kolegium Doktrynarzy, wykonując także różne najprostsze prace dla sióstr z kościoła-klasztoru św. Magdaleny. Następnie, ze względu na swe przymioty ludzkie i wyniki studiów, był najpierw pielęgniarzem w szpitalu [Niepokalanego] Poczęcia, a później w kolegium jezuitów, świeżo utworzonym w Medina del Campo: Jan wstąpił tam w wieku 18 lat i przez trzy lata studiował nauki humanistyczne, retorykę i języki klasyczne. Pod koniec formacji miał już jasne rozeznanie co do własnego powołania: życia zakonnego i wśród wielu zakonów obecnych w Medina, poczuł się wezwany do Karmelu.

Latem 1563 rozpoczął nowicjat u karmelitów w tym mieście, przyjmując imię zakonne Maciej. W następnym roku wysłano go na prestiżowy Uniwersytet w Salamance, gdzie przez trzy lata studiował sztuki i filozofię. W 1567 został wyświęcony na kapłana i wrócił do Medina del Campo, aby odprawić swą prymicyjną Mszę świętą, otoczony miłością najbliższych. Właśnie tutaj doszło do jego pierwszego spotkania z Teresą od Jezusa. Spotkanie to było decydujące dla obojga: Teresa przedstawiła mu swój plan reformy Karmelu, obejmujący również męską gałąź zakonu i zaproponowała Janowi, aby przyłączył się do niej „dla większej chwały Boga”; młodego kapłana tak bardzo zafascynowały idee Teresy, że stał się wielkim orędownikiem tego projektu. Oboje będą wspólnie pracować kilka miesięcy, podzielając ideały i propozycje, aby jak najszybciej otworzyć pierwszy dom karmelitów bosych: nastąpiło to 28 grudnia 1568 w Duruelo - samotnym miejscu w prowincji Avili. Wraz z Janem utworzyli tę pierwszą zreformowaną wspólnotę męską trzej inni jego towarzysze. Odnawiając swe śluby zakonne według pierwotnej reguły, cała czwórka przyjęła nowe imiona: Jan nazwał się wówczas „od Krzyża”, jak będzie później powszechnie znany. Pod koniec 1572 r., na prośbę św. Teresy, został spowiednikiem i wikariuszem klasztoru Wcielenia w Avili, w którym święta byłą przełożoną. Były to lata ścisłej współpracy i przyjaźni duchowej, która wzbogaciła oboje. W owym czasie powstały też najważniejsze dzieła terezjańskie i pierwsze pisma Jana.

Przystąpienie do reformy karmelitańskiej nie było łatwe i przysporzyło Janowi nawet wielkich cierpień. Najdramatyczniejszym zdarzeniem było w 1577 jego porwanie i uwięzienie w konwencie karmelitów dawnej obserwancji w Toledo i niesprawiedliwe oskarżenie, jakie potem nastąpiło. Święty pozostawał uwięziony przez wiele miesięcy, poddawany upokorzeniom i ograniczeniom fizycznym i moralnym. Napisał tam, obok innych utworów poetyckich, słynną Pieśń duchową. W końcu w nocy z 16 na 17 sierpnia 1578 udało mu się uciec w sposób "awanturniczy", chroniąc się w klasztorze karmelitanek bosych w tym mieście. Święta Teresa i jego towarzysze z ogromną radością świętowali jego uwolnienie i po krótkim okresie odzyskiwania sił Jan udał się do Andaluzji, gdzie spędził dziesięć lat w różnych konwentach, zwłaszcza w Grenadzie. Pełnił coraz ważniejsze urzędy w zakonie aż po wikariusza prowincjalnego i uporządkował swe rozprawy duchowe. Wrócił następnie na swą ziemię ojczystą jako członek zarządu generalnego terezjańskiej rodziny zakonnej, cieszącej się niemal całkowitą samodzielnością prawną. Zamieszkał w Karmelu w Segovii, sprawując urząd przełożonego tej wspólnoty. W 1591 zrzekł się wszelkiej odpowiedzialności i miał wyjechać do nowej prowincji zakonnej w Meksyku. Przygotowując się do długiej podróży z dziesięcioma innymi towarzyszami wycofał się do samotnego konwentu w pobliżu Jaén, gdzie poważnie zachorował. Jan znosił z bezprzykładną pogodą i cierpliwością wielkie cierpienia. Zmarł w nocy z 13 na 14 grudnia 1591, gdy jego współbracia odmawiali Oficjum poranne (Jutrznię). Pożegnał się z nimi słowami: „Dziś odchodzę, aby śpiewać Oficjum w niebie”. Jego doczesne szczątki przeniesiono do Segovii. Beatyfikował go Klemens X w 1675, a kanonizował Benedykt XIII w 1726.

Jan jest uważany za jednego z największych poetów lirycznych literatury hiszpańskiej. Istnieją cztery główne jego dzieła „Droga na Górę Karmel”, „Noc ciemna”, „Żywy płomień miłości” i „Pieśń duchowa”.
W „Pieśni duchowej” święty Jan przedstawia proces oczyszczania duszy, a mianowicie stopniowe radosne posiadanie Boga, dopóki dusza nie dojdzie do odczucia, że kocha Boga taką samą miłością, jaką On kocha ją. „Żywy płomień miłości” rozwija tę perspektywę, opisując bardziej szczegółowo stan przemieniającego zjednoczenia z Bogiem. Jan zawsze odwołuje się w porównaniach do ognia: tak jak ogień im bardziej rozpala się i pochłania drewno, tym bardziej staje się płomieniem, tak też Duch Święty, który w ciemną noc wygładza i „oczyszcza” duszę, z czasem ją oświeca i rozgrzewa, jak gdyby była płomieniem. Życie duszy jest nieustannym świętem Ducha Świętego, który pozwala zakosztować chwały zjednoczenia z Bogiem w wieczności.

„Droga na Górę Karmel” ukazuje wędrówkę duchową z punktu widzenia stopniowego oczyszczania duszy, niezbędnego do osiągnięcia szczytów doskonałości chrześcijańskiej, symbolizowanej przez szczyt Góry Karmel. Takie oczyszczenie jest proponowane jako droga, na którą człowiek wkracza, współpracując z Bożym działaniem, aby uwolnić duszę z wszelkiego przywiązania czy uczuć sprzecznych z wolą Bożą. Oczyszczanie to, które - aby osiągnąć jedność miłości z Bogiem powinno być całkowite - rozpoczyna się od oczyszczenia życia zmysłowego, następnie przechodzi w to, które uzyskuje się za pomocą trzech cnót teologalnych: wiary, nadziei i miłości, oczyszczających intencje, pamięć i wolę. „Noc ciemna” opisuje aspekt "bierny", czyli interwencję Boga w ten proces "oczyszczania" duszy. Sam tylko wysiłek ludzki nie wystarcza bowiem, aby dotrzeć do głębokich korzeni skłonności i złych nawyków osoby: może jedynie je wyhamować, ale nie wykorzenić całkowicie. Aby to uczynić, konieczne jest specjalne działanie Boga, który radykalnie oczyszcza ducha i przygotowuje go do miłosnej jedności z Nim. Św. Jan określa takie oczyszczenie jako „bierne” właśnie dlatego, że choć akceptuje je dusza, to dokonuje się dzięki tajemniczemu działaniu Ducha Świętego, który niczym płomień ognia pochłania wszelką nieczystość. W tym stanie dusza jest poddawana wszelkiego rodzaju próbom, jak gdyby znajdowała się w nocy ciemnej.

Te wskazania dotyczące głównych dzieł Świętego pomagają nam zbliżyć się do ważnych punktów jego obszernego i głębokiego nauczania mistycznego, którego celem jest opisanie niezawodnej drogi do osiągnięcia świętości, stanu doskonałości, do którego Bóg powołuje nas wszystkich. Według Jana od Krzyża wszystko to, co istnieje, stworzone przez Boga, jest dobre. Przez stworzenia możemy dojść do odkrycia Tego, który pozostawił w nich swój ślad. Wiara jest bowiem jedynym źródłem danym człowiekowi, aby poznał Boga takim, jakim On jest sam w sobie, jako Boga Jedynego w Trójcy. Wszystko to, co Bóg chciał przekazać człowiekowi, powiedział w Jezusie Chrystusie, swym Słowie, które stało się ciałem. Jezus Chrystus jest jedyną i ostateczną drogą do Ojca (por. J, 14,6). Wszelkie rzeczy stworzone są niczym wobec Boga i nic nie znaczą poza Nim: w związku z tym, aby osiągnąć doskonałą miłość Boga, wszelka inna miłość musi dostosować się w Chrystusie do Bożej miłości. Stąd św. Jan od Krzyża nalega na potrzebę oczyszczenia i ogołocenia wewnętrznego, aby przemienić się w Bogu, który jest jedynym celem doskonałości. „Oczyszczanie” to nie polega na zwykłym fizycznym braku rzeczy lub ich używania: tym, co czyni duszę czystą i wolną, jest bowiem wyeliminowanie wszelkiej nieuporządkowanej zależności od rzeczy. Wszystko jest umieszczone w Bogu jako centrum i celu życia. Długi i żmudny proces oczyszczania wymaga oczywiście wysiłku osobistego, ale prawdziwym bohaterem jest Bóg: wszystko, co może uczynić człowiek, to „dostosować się”, być otwartym na działanie Boże i nie stawiać mu przeszkód. Żyjąc cnotami teologalnymi, człowiek się uwzniośla i nadaje wartość swojemu zaangażowaniu. Rytm wzrastania w wierze, nadziei i miłości idzie w parze z dziełem oczyszczenia i ze stopniowym jednoczeniem się z Bogiem, aż do przemienienia się w Nim. Gdy osiąga się ten cel, dusza zanurza się w samym życiu Trójcy Świętej, tak że św. Jan mówi, iż dochodzi ona do miłowania Boga tą samą miłością, jaką On ją kocha, gdyż kocha ją w Duchu Świętym. Dlatego właśnie Doktor Mistyczny twierdzi, że nie ma prawdziwego zjednoczenia w miłości z Bogiem, jeśli nie osiąga ono swego szczytu w jedności trynitarnej. W tym najwyższym stanie święta dusza poznaje wszystko w Bogu, nie musi już przechodzić przez stworzenia, aby dotrzeć do Niego. Dusza czuje się teraz zalana przez Bożą miłość i w pełni w niej się raduje.

Drodzy bracia i siostry! Na koniec pozostaje pytanie: czy ten święty ze swoją wielką mistyką, z tą płomienną drogą na szczyty doskonałości ma coś do powiedzenia nam, zwyczajnemu chrześcijaninowi, żyjącemu w warunkach dzisiejszego życia lub czy jest wzorem, przykładem jedynie dla niewielu wybranych dusz, które mogą rzeczywiście wejść na tę drogę oczyszczenia, mistycznego wznoszenia się? Aby znaleźć odpowiedź, musimy przede wszystkim pamiętać, że życie św. Jana od Krzyża nie było „lataniem na mistycznych obłokach”, ale było to bardzo twarde, bardzo praktyczne i konkretne życie zarówno reformatora zakonu, gdzie napotykał mnóstwo oporów, jak i przełożonego prowincjalnego czy też w więzieniu swych współbraci, gdzie był narażony na nieprawdopodobne zniewagi i fizyczne znęcanie się. Było to ciężkie życie, ale właśnie w czasie miesięcy spędzonych w więzieniu napisał on jedno ze swych najpiękniejszych dzieł. Możemy w ten sposób zrozumieć, że droga z Chrystusem, pójście za Chrystusem, „Droga" nie jest dodatkowym ciężarem do już dostatecznie ciężkiego brzemienia naszego życia, nie jest czymś, co czyniłoby to brzemię jeszcze cięższym, ale jest czymś zupełnie innym - światłem, mocą, która pomaga nam nieść ten ciężar. Jeśli ktoś nosi w sobie wielką miłość, to dodaje mu ona jakby skrzydeł i znosi on znacznie łatwiej wszystkie trudności życiowe, ponieważ nosi w sobie to wielkie światło; jest nim wiara: być kochanym przez Boga i pozwolić, aby być kochanym przez Boga w Jezusie Chrystusie. To pozwolenie, aby być kochanym, jest światłem pomagającym nam nosić brzemię każdego dnia. Świętość zaś nie jest naszym bardzo trudnym dziełem, ale właśnie ową „otwartością”: otwieraniem też okien naszej duszy, aby mogło wejść światło Boże, niezapominanie o Bogu, gdyż właśnie w otwarciu na Jego światło odnajdujemy moc i radość odkupionych. Módlmy się do Pana, aby pomógł nam znaleźć tę świętość, pozwolić się Bogu miłować, co jest powołaniem nas wszystkich i prawdziwym odkupieniem.
Dziękuję.

kg, st (KAI)/Watykan

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chwaliła się aborcją, wystąpi na Gali 'Szlachetnej Paczki"

2018-12-14 13:27

Już w najbliższą niedzielę odbędzie się XVIII edycja Gali „Szlachetnej Paczki”. Organizatorzy zaprosili na nią Natalię Przybysz – piosenkarkę, która publicznie chwaliła się zamordowaniem własnego dziecka, gdyż – jak mówiła – nie chciało jej się zmieniać pieluch i miała za małe mieszkanie.

pl.wikipedia.org

Przybysz nie tylko nie wyraziła żalu z powodu zamordowania dziecka, ale zasłynęła również udzieleniem swojego poparcia dla politycznych celów skrajnie proaborcyjnego lobby, którego celem jest upowszechnienie zabijania nienarodzonych dzieci w Polsce.

Dlatego wzywamy „Szlachetną Paczkę” do natychmiastowego wycofania się ze współpracy z Natalią Przybysz i skierowanie przeprosin do tysięcy sympatyków i wolontariuszy, oburzonych z powodu porzucenia podstawowych

wartości, jakie od początku przyświecały tej inicjatywie.

Petycję do "Szlachetnej Paczki" można podpisać pod tym linkiem:

Zobacz

Treść petycji:

Szanowni Państwo,

wyrażam oburzenie i stanowczy sprzeciw wobec podjęcia przez „Szlachetną

Paczkę” współpracy z Natalią Przybysz.

Poprzez swoją decyzję wyraziliście poparcie dla osoby, która publicznie

chwaliła się zamordowaniem własnego dziecka z powodu niechęci do zmiany

pieluch i posiadania zbyt małego mieszkania.

Tym samym udzielacie również wsparcia dla politycznych celów radykalnego

lobby aborcyjnego, które reprezentuje Przybysz – gdyż nie tylko nie

wyraziła ona skruchy z powodu tego co zrobiła, ale też publicznie

angażowała się w projekty mające na celu legalizację aborcji w Polsce.

z wyrazami szacunku

Fundacja Pro - Prawo do Życia

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem