Reklama

Arche Hotel

Powstała z inicjatywy wiernych

Wojciech Świątkiewicz
Edycja warszawska (st.) 34/2005

Rudzienko to wieś leżąca na trasie z Kołbieli do Mińska Mazowieckiego Mieszkańcy utrzymują się głównie z pracy w pobliskich miejscowościach oraz w stolicy. Część z nich zajmuje się rolnictwem i hodowlą. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu w Rudzienku było 80 dostawców mleka, dziś jest ich kilkunastu. Miejscowość należy do najstarszych miejscowości położonych w diecezji warszawsko-praskiej. Wspominana była już w II połowie XV w. jako Rudno Minor i było własnością Jana z Gościańczyc. Nazwa Rudzienko istnieje od XVII w. Właścicielami miejscowości byli m.in. Komońscy, Karczewscy i wojewoda mazowiecki Michał Rudziński. Z dawnej świetności pozostały do dziś resztki parku i zespół stawów, które niegdyś znajdowały się przy drewnianym dworze, jednej z najpiękniejszych siedzib ziemiańskich na Mazowszu.

Mieszkańcy Rudzienka najpierw wybudowali kościół, a potem poprosili o księdza i utworzenie parafii.

Sami wybudowali kościół

Mimo długiej, chlubnej przeszłości Rudzienko nie miało nigdy kościoła ani kaplicy. Miejscowa ludność należała do parafii w Kołbieli. Była to jedna z najpobożniejszych wiosek w parafii. Kiedy autobus dowożący mieszkańców Rudzienka spóźniał się w niedzielę do kościoła w Kołbieli, od razu było widoczne, że Rudzienko nie dojechało. Po prostu w świątyni było dużo mniej wiernych.
Jednak chęć posiadania własnej świątyni była wielka. Najpierw na prośbę mieszkańców Rudzienka władze kościelne zgodziły się, aby jedna Msza św. w niedziele mogła być odprawiana w remizie strażackiej. Wkrótce jednak mieszkańcy Rudzienka poszli dalej. Na placu ofiarowanym przez trzy rodziny, sami wybudowali murowaną kaplicę, którą 27 czerwca 1992 r. poświęcił bp Kazimierz Romaniuk. Kamień węgielny pod jej budowę pochodzi z Ziemi Świętej.
Do starań o powstanie w Rudzienku parafii zachęcał mieszkańców ks. prał. Jan Byrski, dziekan dekanatu Mińsk Mazowiecki - św. Antoni. Obok kaplicy nie było jednak plebanii. Mimo to mieszkańcy Rudzienka pojechali do bp. Kazimierza Romaniuka prosić o księdza i ustanowienie parafii. Ich prośby okazały się skuteczne. W 1996 r. powstał tu ośrodek duszpasterski, w dwa lata później parafia pw. Miłosierdzia Bożego.
Pierwszym duszpasterzem w Rudzienku został ks. Marek Uzdowski (obecny proboszcz w Błotach), który - z braku plebanii - zamieszkał u państwa Ulmów. Jego następcą został w 1999 r. ks. Andrzej Wnuk, obecnie proboszcz w Jakubowie. 1 sierpnia 2002 r. do Rudzienka przybył ks. Bronisław Janiszewski.

Wysiłkiem 620 Parafian

- Po trzech latach dobrze się poznaliśmy. W Rudzienku utrzymuje się bardzo ciepła relacja między mieszkańcami a proboszczem. I choć nie ma Duszpasterskiej Rady Parafialnej, wszystkie ważniejsze inwestycje parafialne są omawiane z wiernymi w czasie duszpasterskiej wizyty kolędowej - podkreśla ks. Janiszewski.
A w ostatnim czasie wspólnie udało się zrobić wiele. Uporządkowany został teren wokół plebanii. Zasadzono krzewy, zasiano trawę, pomalowano ogrodzenie wokół kościoła. Położona została kostka brukowa wokół świątyni i plebanii. Zostały wymienione na aluminiowe okna w kościele (poprzednie były wykonane sposobem gospodarczym), a w zakrystii na antywłamaniowe. Zainstalowana została nowa wentylacja. Obecnie trwa malowanie świątyni. W najbliższych planach jest zmiana wystroju ołtarzy. A w kościele są trzy ołtarze: w prezbiterium Jezusa Miłosiernego oraz boczne: Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Faustyny.
Obraz Jezusa Miłosiernego poświęcił 11 lipca 2004 r. bp Kazimierz Romaniuk podczas pierwszej w dziejach parafii wizytacji kanonicznej. Wszystkie ołtarze będą umieszczone w specjalnie zaprojektowanych stylowych wnękach. Wszystkie inwestycje to duży wysiłek dla małej, liczącej zaledwie 620 osób parafii. Aby móc zrealizować tak poważne inwestycje, oprócz ofiar kolędowych, mieszkańcy Rudzienka dają ofiarę roczną. Również Ksiądz Proboszcz, który często głosi rekolekcje, ofiary przekazuje na potrzeby inwestycyjne parafii.
Przy podejmowanych przedsięwzięciach zapał ludzi jest wielki. - Gdy o coś się poprosi, pomagają bardzo chętnie. Ci, którzy nie mogą pomóc finansowo, angażują się w pracę fizyczną - podkreśla Ksiądz Proboszcz.
Rudzienko leży na trasie Pieszej Pielgrzymki Łomżyńskiej na Jasną Górę. Tu 5 sierpnia - po noclegu w Zamieniu - zatrzymują się na śniadanie trzy grupy pątników liczące łącznie ok. 500 osób. To wielkie wyzwanie dla mieszkańców wsi. Każdego roku świetnie zdają z niego egzamin. I choć to śniadanie, przygotowują bigos, flaki, zupy, ciasto, kanapki. Pracują trzy duże zespoły: w szkole, remizie strażackiej i u jednej z parafianek, która gości księży.

Reklama

Życie Religijne

Ale największy powód do radości ma ks. Bronisław Janiszewski, gdy widzi w swoim kościele wiele osób na Mszach św. W Rudzienku w niedziele na Msze św. regularnie uczęszcza 60-70% wiernych, a w duże święta kościelne (Wielkanoc, Boże Narodzenie czy Boże Ciało) frekwencja sięga niemal 100%. Również w dni powszednie we Mszy św. uczestniczy 30-50 osób. Niemal wszyscy regularnie korzystają z sakramentu pokuty. Przed każdą Mszą św. kapłan przez pół godziny słucha spowiedzi.
W parafii żywy jest kult Miłosierdzia Bożego. - Przed moim przyjściem raz w miesiącu odprawiane było nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Zapraszany był zawsze ksiądz z którejś z sąsiednich parafii. Obecnie nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego jest we wszystkie piątki po Mszy św. wieczornej i przychodzi na nie bardzo wiele osób - podkreśla ks. Janiszewski.
Żywy jest też w Rudzienku kult maryjny. Jest pięć kół różańcowych żeńskich, 1 męskie i 1 dziecięce. A więc łącznie 140 osób (na 620 parafian) regularnie odmawia modlitwę różańcową! Na nabożeństwa różańcowe czy Roraty przychodzi regularnie 60 dzieci (na 108 uczęszczających do szkoły).
W parafii jest 23 ministrantów. Tak ustawiłem ich dyżury, aby nie było sytuacji, że na Mszy św. brakuje ministranta. Za każdy dyżur są punkty, a potem różnego rodzaju nagrody, jak słodycze, spotkania przy grillu czy wyjazd wakacyjny w góry pod hasłem Wakacje z Bogiem - podkreśla Ksiądz Proboszcz. Jest też schola dziecięco-młodzieżowa, która śpiewa na niedzielnych Mszach św. o godz. 11.00. To ważne, zwłaszcza że w kościele nie ma organów. Ale - jak zwraca uwagę ks. Janiszewski - nawet na Mszach dla starszych wystarczy zaintonować, a wszyscy śpiewają całym sercem i pełnym głosem, że aż kościół drży.
Każdego roku w parafii organizowane są pielgrzymki. Dzieci, które przyjęły I Komunię Świętą oraz przeżywające 1. rocznicę, wyjeżdżają np. do Kodnia, Pratulina i Kostomłotów. Są też pielgrzymki do Lichenia i na Jasną Górę. Wcześniej mieszkańcy Rudzienka wyjeżdżali do Kalwarii Zebrzydowskiej. Oczywiście jeżdżą też z wieńcem na dożynki diecezjalne. W tym roku pojadą do Poświętnego.
Tradycje ludowe są tu kultywowane. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca na procesje panie przychodzą w regionalnych strojach. Pięknie - przy bardzo dużym zaangażowaniu wiernych - przygotowywane są ołtarze na Boże Ciało.
Kiedyś był w Rudzienku zespół folklorystyczny, który występował w całej Polsce, a także wyjeżdżał do NRD, Czechosłowacji czy Rumunii. Do dziś w miejscowej szkole istnieje zespół dziecięcy. Ważną rolę w życiu miejscowej społeczności i parafii odgrywa Ochotnicza Straż Pożarna. Niedawno obchodziła ona 85-lecie swego powstania.
Ksiądz Proboszcz chętnie mówi o swoich parafianach oraz swoich poprzednikach w Rudzienku. - Każdy z księży, który był tu proboszczem, pozostawił wiele. Ks. Uzdowski wybudował plebanię, a ks. Wnuk, mój bezpośredni poprzednik, postarał się o dzwony, dzwonnicę i ławki w kościele - dodaje.

Anglia: edukacja seksualna dzieci obowiązkowa?

2019-02-17 18:19

vaticannews / Londyn (KAI)

W Wielkiej Brytanii rodzice coraz częściej zabierają swoje dzieci ze szkół. Powodem takiego stanu rzeczy jest nauczanie na lekcjach bez ich wiedzy i zgody o relacjach w kontekście dewiacji seksualnych.

Savvapanf Photo/Fotolia.com

Jak podają lokalni obserwatorzy, częstym przeświadczeniem wśród rodziców jest poczucie, że szkoła wyszła daleko ponad cele wychowawcze i stała się czymś „niebezpiecznie ideologicznym”. Wielkim echem temat ten odbija się szczególnie w miejscach, gdzie żyje duża mniejszość muzułmańska, ale także wśród żydów, chrześcijan i osób nie uważających siebie za religijne.

O to, czy można zagwarantować, że wiara i wartości, jakie dzieci otrzymują w domu od rodziców, nie będzie zagrożona przez system edukacji, Damiana Hindsa zapytał angielski tygodnik "Catholic Herald". Odpowiednik polskiego ministra edukacji w Wielkiej Brytanii podkreśla rozgraniczenie pomiędzy „wychowaniem do relacji” i „wychowaniem seksualnym”. Pierwsze z nich ma być obowiązkowe, drugie natomiast opcjonalne. „Szkoły o charakterze religijnym mogą reflektować na tych zajęciach nad swoim etosem oraz nad tym, jak nauczać tych przedmiotów” – mówi Hinds.

Sceptyczni co do takiego postawienia sprawy są niektórzy członkowie parlamentu. Nie wiadomo, czy poprzez „wychowywanie do relacji” dzieci nie będą zmuszone do oswajania się ze szkodliwymi ideologiami. „Jakie kroki są podjęte, aby przeciwdziałać «edukacji seksualnej» pod płaszczykiem innej nazwy” – pyta Julian Lewis z parlamentu brytyjskiego. Edward Leigh z Izby Gmin dziwi się natomiast, że szanując prawa rodziców do edukacji seksualnej swoich dzieci, depcze się jednocześnie te do wychowania do relacji.

Sekretarz ds. Edukacji twierdzi jednak, że w materiałach wychowawczych mają znaleźć się również te przygotowane przez katolickie środowiska wychowawcze oraz że szkoły powinny konsultować rodziców, jeżeli chodzi o treść tych materiałów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Kamil Bednarek: Lubię dawać siebie

2019-02-18 02:13

Agnieszka Bugała

Sukces może zmienić ludzkie serce i przyjaciół wokół – ale on sobie z tym poradził. Jest niekwestionowaną gwiazdą polskiej sceny muzyki reggae. Pisze, komponuje, wciąż się uczy. I ścisza głos, gdy mówi o domu, o przyjaźni, miłości i… o babci.

Paweł Bugała
Kamil Bednarek z dziennikarką Niedzieli Agnieszką Bugałą

Z Kamilem Bednarkiem rozmawia Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała: Kamil, już niebawem, bo 1 lutego premiera płyty „MTV Unplugged”. Dołączyłeś do listy niewielu artystów, którzy dostali szansę nagrania swoich utworów w aranżacjach akustycznych.

Kamil Bednarek: To było dla mnie i zespołu muzyczne wyzwanie i wyróżnienie, bo rzeczywiście, nie każdy dostaje propozycję realizacji takiego projektu. Zmobilizowaliśmy się, włożyliśmy mnóstwo pracy – odbyło się aż 40 prób, by wszystko brzmiało dobrze – i ten wysiłek się opłacał. Dzięki temu byliśmy przygotowani, choć nie ukrywam, że nigdy jeszcze nie czułem tak ogromnego stresu przed koncertem. Dzięki temu, jeśli chodzi o tremę przed koncertem, znów przesunęła mi się granica strachu. Mimo tego, że gram już od 10 lat, to zdarzało się, że stres się pojawiał. Teraz jestem spokojniejszy, raczej wyciszony, pewny siebie – jeśli chodzi o strach przed reakcją stresową. Udział w tym projekcie bardzo nas, jako zespół, rozwinął, podniósł poziom naszego grania.

Zawsze marzyłeś, by zagrać z orkiestrą…

Tak, a muzyczna oprawa tego projektu mnie zachwyciła. Mieliśmy kwartet smyczkowy, chórki – niezwykła przygoda. I byli też goście. W projekcie wziął udział Igor Herbut, Kuba Badach, Karolina Artymowicz, w sumie, z nami, aż 15 osób na scenie. Aranże są świeże – muzyka znana z radia brzmi w tej oprawie zupełnie inaczej. Zagrałem też na saksofonie.

A perkusja i gitara? Bo to Twoje muzyczne wyzwania instrumentalne…

Tak, perkusję też odpaliłem! Wcześniej nie grałem na niej śpiewając jednocześnie, dlatego stres sięgał zenitu, ale udało się, więc satysfakcja jest ogromna. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł to zobaczyć. Scena była piękna, piękne wizualizacje – pierwszy raz kręcono ten unplugged techniką filmową, więc przetarliśmy szlaki, jeśli chodzi o sposób nagrywania koncertu.

Gratulacje, czekam!

Dziękuję, zatem czekamy razem!

A teraz trochę cofniemy się w czasie, dobrze? Podobno w chwili, gdy w finale „Mam Talent” zająłeś drugie miejsce i zaczął się w Polsce szał na Bednarka, to sołtys Lipek, Twojej rodzinnej miejscowości, pan Władysław Świerczek martwił się, że Warszawa Cię zepsuje. Zepsuła?

Pozdrawiam, Panie Zdzichu!!! Nie, wiesz, ja zostałem w rodzinnych stronach – to jedna sprawa. Druga, że to chyba nie miasto może zepsuć, ale my sami, gdziekolwiek byśmy byli, jeśli nie wyznaczymy sobie granic i celu. Sława na pewno ma to do siebie, że może zniszczyć, zwłaszcza wnętrze człowieka. Trzeba zachować trzeźwe myślenie i dystans do tego, co się robi – nawet, jeśli to jest spełnienie marzeń. Nic nie trwa wiecznie, sława i sukces mogą się szybko skończyć. Pytanie, co wtedy? Dla mnie zawsze najważniejsi byli ludzie i starałem się okazywać im szacunek. Wiem, że dobro wraca. Staram się też, aby to, co robię było zgodne ze mną, żebym nie musiał się wstydzić. Najgorszy był dla mnie ten moment, gdy nagle, niemal z dnia na dzień, z osoby anonimowej stałem się rozpoznawalny. Zakupy zaczęły być problemem, przestałem chodzić do klubów – to, co się wydarzyło postawiło przede mną konieczność ułożenia świata wokół siebie od nowa. Zabrałem się do roboty.

Miałeś 19 lat, świat legł Ci u stóp…

Dostałem lekcję. Nabieranie dystansu do siebie, w nowych okolicznościach, pozwoliło mi skorygować wiele własnych wad, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Musiałem też nauczyć się słuchać ludzi – i uznać, że nie zawsze to, co o mnie mówią, albo czego chcą jest prawdą i jest dobre. Spotkałem ludzi, którzy chcieli wykorzystać przyjaźń, wizerunek, czasem nawet podpiąć się pod sukces, uśpić czujność, a potem po prostu wyciągnąć z tego korzyści dla siebie. Ale myślę, że tak jest nie tylko w branży muzycznej. Czy się zepsułem? Nie czuję, aby ten czas, który minął i zdobyte doświadczenia jakoś szczególnie mnie zmieniły. Wciąż lubię ludzi, choć może mam większy dystans, szanuję ich i robię swoje.

Pracujesz intensywnie od dekady – nowe płyty pojawiają się systematycznie i za każdym razem są sukcesem. Wielu Twoich rówieśników, po takim sukcesie, mogłoby powiedzieć: Pass, teraz odcinam kupony.

Staram się wciąż rozwijać, ale rzeczywiście, pracuję bardzo intensywnie. Doświadczyłem też momentów braku inspiracji, takiej suszy, w której nic nie rośnie. Wciąż uczę się balansu – bo gdy coś robię, to angażuję się cały i to mnie spala. Po koncercie zazwyczaj przez godzinę piszę autografy, każdy z fanów chce, aby traktować go szczególnie, wyjątkowo. Staram się. Lubię oddawać siebie, przecież to dla nich i dzięki nim gram.

A jak odpoczywasz?

Uwielbiam naturę, stare samochody – to mnie relaksuje i w taki sposób odpoczywam, dlatego często przesiaduję ze znajomymi w garażu i coś dłubię. Odpoczywam też w studiu.

No właśnie, bo masz już swoje studio nagrań i utwory do albumu „Talizman” nagrałeś już u siebie?

W części, wokale były nagrane u mnie, instrumenty wtedy jeszcze nie. Ale teraz udało się wreszcie zebrać te instrumenty, których potrzebuję i mogę zamykać się do pracy w miejscu, w którym dobrze się czuję. Sąsiedzi też chyba nie narzekają, bo staraliśmy się wszystko dobrze wyciszyć. Lubię pracować w nocy, wtedy lepiej słyszę, zmysły się odpalają, człowiek się wycisza i może usłyszeć coś, co przychodzi.

A jak powstają piosenki Kamila Bednarka? Bo są dwie ścieżki tego, co robisz: muzyka i tekst. Zachwyt muzyką mamy już omówiony, więc przejdźmy do tekstów piosenek. To, co piszesz, to nie jest tekściarstwo, wiele sformułowań w Twoich piosenkach to poetyckie obrazy i wersy. Ja mam kilka ulubionych, np. gdy piszesz o „brudnym sercu na loopach”…

Przecież to są proste teksty…

Poezja jest prosta, co nie znaczy, że łatwo przychodzi. Czy wiesz, jakie jest najczęściej pojawiające się słowo w Twoich piosenkach?

Oddycham?

Tak, właśnie to! Piszesz i śpiewasz: Oddycham - sobą, tobą, powietrzem, życiem…

Był taki okres, że wszystkim oddychałem. Albo może odetchnąłem, po wielu zawirowaniach, i mogłem zacząć świadomie oddychać i cieszyć się wszystkim, co robię. Teraz jestem niezależny – dzięki temu, że mam już swoją wytwórnię – zasypiam spokojnie, nie jestem ograniczany w tym, co chcę przekazywać moją muzyką.

Zrobiłeś kiedyś zdjęcie i podpisałeś je: Trzy kobiety mojego życia. Pamiętasz?

Tak! To była mama, siostra i babcia.

A to prawda, że pierwszą płytę nagraliście dla babci? Ty i Twoje rodzeństwo?

Byliśmy dzieciakami, podpiąłem klawisze do komputera i nagraliśmy piosenki, które babcia bardzo lubiła. To były stare piosenki, śpiewaliśmy je dla niej jako maluchy. Stawaliśmy w rzędzie i były przepychanki: Nie ty, teraz ja śpiewam! Każdy miał swój kawałek, a ona słuchała. Wiesz, jak słucha ktoś, kto kocha bezgranicznie? No to właśnie tak.

Co było na tej płycie?

O, na przykład: „Ładne oczy masz, komu je dasz”! (Kamil śpiewa)

Piękna historia… Kim jest babcia dla Kamila Bednarka?

Wiesz, babcia jest dla mnie drugą mamą. Mieszka w Bychawie, pod Lublinem, to mama mojej mamy. Wszystkie wakacje, ferie i czas wolny spędzaliśmy u niej, dawała nam dużo miłości, dużo ciepła. Czułem się tam, jak w domu. Często było tak, że nie chcieliśmy wracać do domu, bo u babci najlepiej! Szarlotki, pyszne jedzonko, które robiła dla nas… W domu też było dużo miłości, ale wiadomo, u babci najlepiej. W ciągu roku mam mało czasu, aby tam jeździć tak często, jakbym chciał, ale w styczniu mam trochę wolnego, więc na pewno ją odwiedzę. Z jej domem, z tym miejscem wiąże się mnóstwo miłych wspomnień. Tam zawsze spadało dużo śniegu i my, ubrani w jakieś kożuszki, zjeżdżaliśmy na dużych workach z górki…

A wiesz, że mówisz pięknie?

Rodzina to jest bezgraniczna miłość. Tego nie da się kupić. Niezależnie od tego, jak potoczy się los – czy będziesz świętować sukces, czy poniesiesz wielką porażkę – wiesz, że to jest szczere, że tam jest prawda. Kochają cię takim, jakim jesteś, a gdy ci coś nie wychodzi, to wspierają, bo wiedzą jak do ciebie dotrzeć, mają klucz. Ale rodzina to nie tylko więzy krwi. Mam trójkę przyjaciół, nie jesteśmy spokrewnieni, ale są dla mnie jak rodzina, bo zachowują się jak rodzina. Zawsze mogę liczyć na ich wsparcie,

Czyli taka wizja: Za pół wieku Kamil Bednarek, siwe dredy, domek w lesie, mnóstwo wnuków wokół pasuje Ci?

O tak, oby, życz mi tego! Jeszcze jakieś studyjko, żebym mógł trochę pograć. I najlepiej, żeby mówili: Dziadek, zagraj coś!

Ale to ładne marzenie…

Oby się spełniło!

A chodzisz jeszcze na lekcje śpiewu?

Tak, poprawiam emisję głosu.

A jest Ci to w ogóle potrzebne?

Gdyby nie było, to pewnie nie musiałbym już śpiewać nic nowego, to by znaczyło, że jakoś się wyczerpałem, a ja mam jeszcze dużo takich marzeń muzycznych, których mój obecny głos nie jest w stanie odmalować. Wyobrażam sobie jak może brzmieć mój głos i chcę to osiągnąć. Schowałem do szuflady kilka takich rzeczy, których na tym etapie nie jestem w stanie zaśpiewać. Ale spokojnie, nie zrażam się tym odkryciem. Z głosem jest jak z mięśniem – trzeba ćwiczyć, szlifować i rozwijać. Im więcej ćwiczysz, tym więcej możesz z siebie dać. Wiem, że miałem dużo szczęścia w mojej muzycznej przygodzie, ale jeszcze długa droga przede mną, zanim powiem sobie, że zrobiłem już wszystko, co zamierzałem. Teraz powinienem wykorzystać całą moją energię na poznawanie ludzi, na poznawanie nowych gatunków muzycznych, a potem transponowanie tych odkryć do mojej muzyki. Tak będzie z następną płytą – trochę więcej opowiem o świecie.

Już masz komplet utworów?

Mam komplet i nadwyżkę na dwie płyty, ale wciąż coś dopisuję. Pisząc kawałek wychodzę ze studia z jakimś zarysem piosenki – jest linia, ale gdy zamknę oczy widzę coś jeszcze, ten proces trwa. Często zdarza się też tak, że piosenki przychodzą w czasie spotkań z przyjaciółmi. „Chwile jak te” powstały w czasie wieczoru kawalerskiego mojego szwagra: wziąłem gitarę do ręki, zobaczyłem ludzi, których dawno nie widziałem, a bardzo ich lubię – i zabrzmiało, że to są „takie chwile, jak te”. Tworzenie piosenek nie zawsze wymaga kompletnej ciszy, izolacji, czasem czujesz radość i wyrzucasz ją z siebie – i masz piosenkę.

Śpiewałeś w projekcie „Polskie Betlejem”, wcześniej wziąłeś udział w poznańskim koncercie z okazji rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego…

I jeszcze 11 listopada, na Stadionie Narodowym z okazji 100- lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Cieszyłem się, że mnie zaproszono. Nastrój, emocje, które się wyzwalały – to było prawdziwe święto.

I masz orła na piersi…

Zawsze jest. Jestem patriotą – nie fanatycznym – ale jestem dumny, z naszej historii, z naszych przodków, z tego co zrobili dla Polski, ale też dla świata. Nie odpuściliśmy nigdy i za to jestem im wdzięczny. Mamy potencjał wojowników, dlatego, gdy nie mamy z kim walczyć na zewnątrz, często zaczynamy walczyć ze sobą.

Podobała mi się ta rozmowa…

Ja też Ci za nią bardzo dziękuję…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem