Reklama

Czas czekania

Ks. Andrzej Supłat
Edycja szczecińsko-kamieńska 50/2001

Człowiek od zawsze pragnienie Kogoś, kto zaspokoiłby najbardziej ukryte tęsknoty. Zawsze też dochodzi do głosu potrzeba Kogoś takiego, kto swoim życiem wyraziłby, dokończył, dopowiedział to, co w nim jest, ale jakieś niepełne. I oto Bóg z całej ludzkości wybrał jeden naród, by w jego dziejach potwierdzić słuszność tej tęsknoty i nadziei. Bóg wybrał ten naród, to znaczy postanowił, że wydarzenia, z jakich składa się historia narodu - będą miały także charakter znaku i obietnicy, zapowiedzi czyjegoś przyjścia.

Ten czas czekania trwa nadal. Bóg spełnił obietnicę. Obiecany przyszedł. Ale Jego przyjście nie jest zakończeniem. To czekanie wieków nie było wyglądaniem końca, ale początku. I kiedy Obiecany przyszedł, nic się nie zakończyło, ale zaczęło się coś bardzo ważnego w historii ludzkości i w dziejach każdego człowieka. Toteż chrześcijaństwo stwarza możliwość, podrywa do drogi i wskazuje jej celowość. I ta droga trwać będzie aż do dnia, w którym Ojciec uzna, że zrealizowany został w pełni Jego odwieczny plan zbawienia świata. Stąd jasne jest określenie, że dzieje ludzkie są oczekiwaniem. Oczekiwaniem na dzień dokonania się zamierzonej pełni, na powtórne przyjście Tego, który w tajemnicy swego pochodzenia jest źródłem, prawzorem i celem wszystkiego, co istnieje (por. Kol 1, 15-20). A więc żyjąc - bez przerwy zmierzamy do Ojca, bo wciąż spełnia się w nas obietnica zbawienia. Czekamy na przyjście Pana. Apostoł Paweł mówi: "Mamy właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa". Jakaż perspektywa! W Chrystusie staliśmy się " rodzajem wybranym... narodem świętym, ludem nabytym" (1 P 2, 9).

We wprowadzeniu do Kalendarza Liturgicznego czytamy: " Adwent posiada podwójny charakter: jest bowiem czasem przygotowania się na uroczystość Bożego Narodzenia, w czasie którego wspomina się pierwsze przyjście Chrystusa - i jednocześnie czasem, w którym przez to wspomnienie skierowuje się myśl na oczekiwanie drugiego przyjścia Chrystusa na końcu wieków. Te dwie racje ukazują okres Adwentu jako czas pobożnego i radosnego oczekiwania" (nr 41-42). Stąd mamy dwie części Adwentu. Dzień 17 grudnia stanowi granicę tego podziału. Pierwsza część Adwentu akcentuje oczekiwanie na drugie przyjście Chrystusa w dniu ostatecznym. W prefacji mszalnej słyszymy słowa: "On przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełnił swoje odwieczne postanowienie, a nam otworzył drogę wiecznego zbawienia. On ponownie przyjdzie w blasku swej chwały, aby nam udzielić obiecanych darów, których czuwając, z ufnością oczekujemy".

Druga część jest przygotowaniem wiernych na spotkanie z Chrystusem przy żłóbku. Prefacja na tę część kieruje naszą myśl ku tajemnicy Narodzenia Pańskiego: "Jego przepowiadali wszyscy prorocy, Dziewica Matka oczekiwała z wielką miłością, Jan Chrzciciel zwiastował Jego przyjście i ogłosił Jego obecność wśród ludu. On już dzisiaj pozwala nam cieszyć się tajemnicą swego Narodzenia, aby, gdy przyjdzie, znalazł nas czuwających na modlitwie i pełnych wdzięczności".

Zwornikiem wszystkich tekstów liturgii adwentowej obydwóch części są czytania księgi proroka Izajasza. Czytania te obrazują tęsknotę za wyczekiwanym Mesjaszem. Ewangelie św. Mateusza i św. Łukasza, które są czytane w tym czasie, mówią o wydarzeniach, jakie poprzedzały narodzenie się Chrystusa. Czytania te ukazują także postaci Matki Bożej i św. Jana Chrzciciela, które Boża Opatrzność związała ze Zbawicielem w sposób szczególny.

O tęsknocie za Jezusem świadczy także fioletowy kolor ornatu, w którym odprawia się Msze św. Specjalny, adwentowy wieniec z czterema świecami przypomina o czasie oczekiwania. W każdą niedzielę zapala się nową świecę, aby po czterech tygodniach cieszyć się pamiątką narodzin w Betlejem, a w dni powszednie sprawuje się Roraty, by z Matką Bożą przygotować się na przyjście Zbawiciela.

Adwent - droga do Ojca, czekanie na Tego, który był zapowiedziany i który jest oczekiwany. Całe dzieje ludzkie - to proces Jego przychodzenia. Aż przyjdzie i wszystko dotrze do końca swej drogi. Czekanie na przyjście Pana. Życie jako droga do Ojca. Oczekiwanie pełni siebie. Zapracowane, uważne i ufne czekanie... Nie możemy mówić, że nic nas już nie czeka, że wszystko już było. Tego najważniejszego jeszcze nie było: spotkania z Chrystusem. Dopóki żyjemy, mamy je przed sobą. Ono stanowi cel realizowany przez pracę, dobroć i wierność Ewangelii, która jest wzorem, a według niego tworzymy dzieło życia.

Matka Boża Szkaplerzna

xzr
Edycja szczecińsko-kamieńska 31/2002

Arkadiusz Bednarczyk

16 lipca przypada w liturgii Kościoła wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Dzień ten nazywany jest często dniem Matki Bożej Szkaplerznej, gdyż bezpośrednio wiąże się z nabożeństwem szkaplerza.

Historia szkaplerza karmelitańskiego sięga XII w. Duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili życie modlitwy na Górze Karmel w Palestynie. Nazywali się Braćmi Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Z powodu prześladowań przenieśli się do Europy. Kościół uznał ich regułę życia i dał prawny początek Zakonowi Karmelitów, który promieniował przykładem świętości w nowym dla siebie środowisku, ale nie uniknął też określonych trudności. Wtedy odznaczający się świętością generał zakonu, angielski karmelita św. Szymon Stock, zmobilizował swoich braci i zawierzając się Maryi, prosił Ją o pomoc. Jak podają kroniki, gdy modlił się słowami antyfony Flos Carmeli ( Kwiecie Karmelu) w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r. ukazała mu się Maryja w otoczeniu aniołów i wskazując na szkaplerz, powiedziała: "Przyjmij, najmilszy synu, Szkaplerz twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania". Nabożeństwo szkaplerzne, praktykowane początkowo tylko we wspólnotach karmelitańskich, bardzo szybko rozpowszechniło się wśród ludzi świeckich i duchowieństwa.

Do nabożeństwa szkaplerznego przywiązane są przywileje uznane przez Kościół jako objawione przez Maryję:

- noszącym szkaplerz Maryja zapewniła opiekę w trudach i niebezpieczeństwach życia zarówno względem duszy, jak i ciała;

- w znaku szkaplerza Maryja obiecała szczęśliwą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia;

- każdy, kto nosi szkaplerz, jest złączony z Zakonem Karmelitańskim i ma udział w jego duchowych dobrach za życia i po śmierci (objęty jest intencjami Mszy św., komunii św., umartwień, postów, modlitw itp.).

Z końcem XV w. do powyższych łask dołączono tzw. przywilej sobotni oparty na objawieniu, jakie miał mieć papież Jan XXII. Maryja obiecała przez niego, że każdy noszący szkaplerz i zachowujący czystość według swego stanu zostanie uwolniony z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci.

Każdy, kto chciałby przyjąć i nosić szatę Maryi, niech czuje się zaproszony na comiesięczne skupienie Bractwa Szkaplerza w Sanktuarium Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Szczecinie ( os. Słoneczne). Każdego 16. dnia miesiąca wspólnotowa adoracja od godz. 17.00, Różaniec i o godz. 18.00 Msza św., podczas której jest możliwość przyjęcia szkaplerza św. 16 lipca, z okazji wspomnienia Matki Bożej Szkaplerznej, miało miejsce wspólne dziękczynienie noszących szkaplerz, składane Maryi w Jej sanktuarium za nieustanną opiekę nad nami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Z Maryją jestem bezpieczna

2018-07-16 19:29

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Najświętsza Maryja Panna z Góry Karmel, Której wspomnienie liturgiczne dziś obchodzimy, bardziej może znana jako Matka Boża Szkaplerzna, szczególnie czczona jest wśród karmelitów, a Jej łaskami słynący obraz znajduje się w Czernej koło Krzeszowic. Szkaplerzem, oprócz wierzchniej części ubioru zakonnego, nazywany także szatę Maryi, którą każdy świecki może przyjąć, oddając się tym samym pod opiekę Matki Bożej. Oczywiście, jeśli tylko chce. Szkaplerz nosili wielcy święci: Jan Maria Vianney, Alfons Maria Liguori, Jan Bosco. Nosił go także św. Jan Paweł II.

Piotr Marcińczak

Obietnice

Dość dobrze znane są przywileje przysługujące tym, którzy przyjmą szkaplerz. Maryja obiecała im szczególną opiekę i ochronę w trudnych chwilach doczesnego życia oraz dobrą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia. Druga z powyższych obietnic w XV w. nabrała kształtu tzw. przywileju sobotniego. Wierzymy, że Matka Boża uwalnia duszę zmarłego, noszącego szkaplerz, z mąk czyśćcowych w pierwszą sobotę po jego śmierci.

Warto podkreślić także, że przyjmujący szkaplerz otrzymują udział we wszystkich dobrach duchowych Zakonu Karmelitańskiego, a więc Mszach św., modlitwach, postach, dobrych uczynkach oraz mogą uzyskać odpust zupełny w dniu wpisania do bractwa szkaplerznego, a także w niektóre święta karmelitańskie: wspomnienie św. Szymona Stocka (16 maja), uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel (16 lipca), święto proroka Eliasza (20 lipca), święto św. Teresy od Dzieciątka Jezus (1 października), uroczystość św. Teresy od Jezusa (15 października), święto Wszystkich Świętych Zakonu Karmelitańskiego (14 listopada) oraz w uroczystość św. Jana od Krzyża (14 grudnia). Osoba przyjmując szkaplerz zobowiązuje się do noszenia go na co dzień oraz odmawiania wybranej modlitwy zawierzenia Maryi, np. „Pod Twoją obronę".

Szkaplerz to nie talizman

Trzeba jednak pamiętać, co mocno podkreślają ojcowie karmelici, że nie należy traktować szkaplerza w sposób magiczny, a więc jako zaczarowany przedmiot, który wystarczy zawsze mieć przy sobie, a on zapewni nam szczęście na ziemi i uchroni od piekła po śmierci. Żeby bowiem mieć udział we wszystkich wymienionych powyżej łaskach i obietnicach, trzeba w życiu trwać przy najważniejszym i pierwszym ze wszystkich szkaplerznych „obowiązków". Jest nim gorliwe i szczere naśladowanie Maryi we wszystkich Jej cnotach. Ponieważ przynależność do Matki Bożej i miłość do Niej wyrażać się powinna przede wszystkim w gotowości do kształtowania w sobie Jej cnót, m.in.: pokory, zawierzenia woli Bożej oraz cnocie czystości według stanu. Łaska Boża bowiem wydaje owoce w życiu człowieka tylko przy jego współpracy i szczerej woli, a nie wbrew niemu lub pomimo jego obojętności. A szkaplerz jest łaską.

Dla dzieci i dla grzeszników także

Szkaplerz można nabyć i uroczyście przyjąć każdego dnia u karmelitów w Czernej. Warto jednak wiedzieć, że o ile nałożenia szkaplerza musi dokonać kapłan o tyle nie musi on być karmelitą. Może to zrobić każdy diecezjalny ksiądz, byle zgodnie z przyjętą przez Kościół formułą. Szkaplerz można nakładać także małym dzieciom, jeszcze nieświadomym tego wielkiego znaku, jako formę obrony przed złem, a nawet umierającym grzesznikom, którzy jednak wyrażą wolę przyjęcia go na łożu śmierci.

Maryja nie pozwala mi o sobie zapomnieć

Jakub nosi szkaplerz od 20 lat. - Zafascynowałem się tym, że Maryja obiecała szczególnie chronić noszących szkaplerz. Chciałem mieć w tym udział. Przyjąłem szkaplerz i teraz tego doświadczam. Szkaplerz to jest szata Maryi, Jej godność, a także łaska. Tak to rozumiem. Jest on także znakiem przynależności do Maryi, która trwa całe życie. Bo my możemy pobłądzić, ale Ona jest wierna zawsze. I zawsze dotrzymuje tego, co obiecała, choć nigdy wbrew woli człowieka - opowiada Jakub. - Codziennie odmawiam modlitwę szkaplerzną „Pod Twoją obronę". Maryja nie pozwala mi o sobie zapomnieć - dodaje. - Kiedy patrzę na te 20 lat ze szkaplerzem, to widzę jasno, jak moja relacja z Matką Bożą rozwijała się i ewoluowała. Widzę jak Ona się mną opiekuje, dyskretnie, ale konsekwentnie. I wyraźnie doświadczam, że prawdziwe zbliżanie się do Maryi zawsze jest zbliżaniem się do Chrystusa.

Nie mogę teraz umrzeć

Maria przyjęła szkaplerz na rekolekcjach w wieku 15 lat, po tym jak usłyszała o szczególnej opiece Matki Bożej dla noszących Jej znak i zapragnęła go mieć. Opowiada, że przez cały ten czas nosiła tradycyjną formę szkaplerza, ale kilka lat temu wymieniła go na medalik, który jest o wiele wygodniejszą formą. Maria, dziś młoda mężatka, wspomina także wypadek samochodowy, który przeżyła. - Pamiętam doskonale, że kiedy całe życie przelatywało mi przed oczami, było tam m.in. wspomnienie noszonego przeze mnie szkaplerza. I pamiętam taką myśl w mojej głowie „noszę szkaplerz i Maryja ma mnie w opiece, więc nie mogę teraz umrzeć, bo nie zdążyłam iść do spowiedzi..." i rzeczywiście przeżyłam. Wiem, że uratowała mnie Matka Boża - podkreśla.

Kiedy pytam ją jakie znaczenie na co dzień ma dla niej szkaplerz, odpowiada z uśmiechem: - To jest forma mojej walki o niebo. Sama nie dam rady się tam dostać, bo jestem jako człowiek zbyt słaba. Potrzebuję pomocy, a jaką lepszą pomoc mogę sobie wyobrazić niż tę od Matki Bożej? Czuję się z Nią bezpieczna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem