Reklama

Z natury lubię ludzi

Z bp. Adamem Dyczkowskim rozmawia Anna Bensz-Idziak
Edycja zielonogórsko-gorzowska 25/2007

Anna Bensz-Idziak: - Kiedy Ksiądz Biskup odkrył swoje powołanie do kapłaństwa?

Bp Adam Dyczkowski: - Powołanie tak systematycznie wzrastało we mnie w szkole średniej. Kapelanem naszej drużyny harcerskiej był nasz katecheta. W tych czasach to byli katecheci - prefekci szkolni, którzy zajmowali się tylko młodzieżą szkolną, nie mieli żadnych innych obowiązków, tak że byli do naszej dyspozycji. Nasz kapelan imponował mi swoją postawą, zawiązała się między nami przyjaźń. Miałem szczęście do katechetów, bo po jego odejściu na probostwo następny też był bardzo kontaktowy, otwarty, imponował mi świetną grą w piłkę. I tak to moje powołanie zaczęło dojrzewać w szkole średniej, aż wreszcie w liceum (bo to był czas, kiedy w starym systemie mieliśmy cztery klasy gimnazjalne i dwie licealne) skrystalizowało się tak, że przy maturze zdecydowany byłem już pójść do seminarium we Wrocławiu.

- Jak wspomina Ksiądz Biskup czasy seminaryjne?

- Studia seminaryjne trwały wówczas 5 lat. To były bardzo trudne czasy, nie byliśmy ani chwili pewni w seminarium, bowiem zaczęto już rozwiązywać seminaria zakonne i wypędzać z nich chłopaków. Czekaliśmy tylko, kiedy zabiorą się za seminaria diecezjalne. Aby utrzymać seminarium, musieliśmy pracować na 30-hektarowym majątku seminaryjnym, którego władze nie mogły odebrać, bo stanowił własność seminarium. Trzeba było tam robić wszystko. Dwa miesiące wakacji pracowaliśmy na majątku, a tylko miesiąc mieliśmy do swojej dyspozycji. W ciągu roku zaś trzeba było jechać do wszystkich prac sezonowych. Nie było wesoło. Nieraz musieliśmy rękami wydobywać buraki spod śniegu, bo jeśli przyszła wcześniejsza zima, nie było rady. Ja zawsze miałem do dyspozycji bardzo ładną klacz - Siwkę i nią kosiłem, grabiłem siano czy zboże. Poza tym Wrocław był jeszcze w gruzach i trzeba było odgruzowywać Ostrów Tumski, zburzone domy kanonickie, odbudowywać katedrę. W nocy musieliśmy trzymać dyżury przy katedrze, bo była otwarta, i pilnować, żeby nikt nie rozkradł i nie zniszczył bardzo cennych zabytków.

- Nadszedł wreszcie dzień święceń kapłańskich. Jak Ksiądz Biskup zapamiętał ten dzień?

- Dzień świeceń to był już moment bardzo radosny. Pół roku przed dniem naszych święceń biskupem wrocławskim został Bolesław Kominek, który został potajemnie, konspiracyjnie wyświęcony u biskupa przemyskiego w jego prywatnej kaplicy. Nie mógł oficjalnie objąć swojego biskupstwa, ponieważ ówczesne władze nie zezwalały, by biskupi zatwierdzeni przez Stolicę Apostolską obejmowali swoje stanowiska na Ziemiach Odzyskanych, dlatego się ukrywał. W 1956 r., kiedy nastąpiła nagła odwilż, ci biskupi się ujawnili, wtedy ujawnił się też bp Kominek. Władze nie miały odwagi zabronić mu objęcia stolicy, bały się jakichś poważniejszych konsekwencji, dlatego że społeczeństwo było mocno poruszone.
I właśnie pół roku przed moimi święceniami bp Kominek objął diecezję ku ogromnej naszej radości, że nareszcie mamy biskupa. Dotychczas na czele diecezji stał tylko zwykły ksiądz, mianowany administratorem apostolskim. I ta radosna atmosfera towarzyszyła bezpośredniemu przygotowaniu do święceń, które przeżyliśmy w radości, że udziela ich nam już nasz biskup. W poprzednich latach świeceń kapłańskich udzielali biskupi obcych diecezji, którzy byli zapraszani tylko na samą uroczystość.

- Gdzie pracował Ksiądz Biskup po święceniach kapłańskich?

- Bezpośrednio po święceniach skierowano mnie na studia. Miałem jechać za granicę, ale władze ludowe odmówiły wydania mi paszportu, dlatego bp Kominek powiedział: - Słuchaj, idź w takim razie na KUL, tam filozofia przyrody jest na wysokim poziomie, specjalnie nie stracisz. I tak rozpocząłem studia na KUL-u. Po powrocie do Wrocławia przez 8 lat byłem wikarym w katedrze i równocześnie duszpasterzem akademickim i wykładowcą filozofii przyrody w seminarium duchownym.

- Jak wspomina Ksiądz Biskup czas opieki nad wrocławskimi studentami?

- To były najpiękniejsze lata mojego kapłaństwa. Takich już miał nie będę. Wtedy do ośrodków duszpasterskich przychodziła młodzież zdeklarowana, nie bała się ubeków, którzy bez przerwy szpiclowali tych najbardziej zaangażowanych, straszyli ich wyrzuceniem ze studiów, odebraniem stypendiów itd. Co uczciwsi przychodzili i oświadczali: - Proszę księdza, ponieważ żądają ode mnie, abym donosił, i straszą takimi czy innymi konsekwencjami, dlatego proszę mi wybaczyć, ale muszę przestać pracować w ośrodku, bo absolutnie nie pozwoliłbym sobie na to, żeby donosić. Niektórzy tak stawiali sprawę, inni trzymali się twardo, bo - mając wsparcie finansowe ze strony rodziny - nie obawiali się utraty stypendiów i nadal przychodzili na nasze spotkania środowiskowe. To była młodzież wspaniała, a praca z nimi była prawdziwą satysfakcją. Zażyłem 22 lata tego szczęścia! Mój bezpośredni przełożony i najbliższy współpracownik rektor ks. prał. Aleksander Zienkiewicz to była święta postać, bardzo wiele skorzystałem z kontaktu z nim - uchronił mnie od bardzo wielu głupstw, które zazwyczaj młodzi księża popełniają, i współpraca z nim była cudowna. Przez 22 lata nie było między nami ani jednego zgrzytu, każdy brał tyle obowiązków, ile tylko mógł. Jeden drugiemu nie zazdrościł, bo było tyle roboty, że nas obydwóch przerastała. Do dziś z tą młodzieżą utrzymujemy bardzo przyjazne stosunki.

- Wtedy też pojawił się „Harnaś”?

- Tak, to było właśnie w tamtych czasach. Wtedy za prowadzenie obozu wakacyjnego z młodzieżą szło się do więzienia albo trzeba było płacić bardzo wysokie grzywny. Dlatego każdy z nas miał pseudonim, żeby się ukrywać w czasie tych obozów. Najczęściej księży nazywano „wujkiem”. Do mnie też początkowo tak się zwracano. Kiedyś, gdy na Hali Gąsienicowej szykowaliśmy kolację w kuchni turystycznej i wszyscy mówili do mnie „wujku, wujku…”, podszedł do mnie młody mężczyzna i zapytał: - Proszę księdza, czy tu jutro będziecie mieli Mszę św.? Pomyślałem sobie: jeśli to szpicel, to wpadłem, bo właśnie 2 tygodnie wcześniej na Hali Gąsienicowej złapali księdza i przesiedział 3 miesiące w więzieniu. Myślałem, że ja też wpadłem. Widziałem jednak, że mu tak dobrze z oczu patrzy, i powiedziałem: - Tak, będziemy mieli Mszę św. Zapytał: - Czy moglibyśmy się dołączyć, bo jutro niedziela, nie chcemy schodzić do Zakopanego. Później spytałem go, skąd wiedział, że jestem księdzem? Odpowiedział: - Trudno było poznać, ale wszyscy mówili „wujku, wujku”, a u nas w Poznaniu duszpasterza akademickiego tak właśnie nazwaliśmy, to od razu domyśliłem się, że zwracają się do księdza. Udało się, nie wpadłem. Żeby już nie mówić mi „wujku”, wtedy przy ognisku uroczyście nadano mi imię „Harnaś”, bo zazwyczaj z młodzieżą włóczyłem się po górach. I tak już zostało do dziś. Dla ludzi z duszpasterstwa wciąż jestem „Harnasiem”.

- Jak trzeba żyć, by tak jak Ksiądz Biskup zawsze być młodym duchem?

- Bogu dzięki, mam takie usposobienie. Lubię się pośmiać, lubię opowiadać dowcipy i cieszę się tym wszystkim dobrem, które mnie w życiu spotyka. A Bogu dzięki dużo dobra wokół mnie się dzieje. Spotykam wielu wspaniałych ludzi, mam dużo znakomitych spraw do załatwienia, a że bywają też problemy - zwłaszcza teraz jako biskupi często stajemy przed bardzo poważnymi, trudnymi problemami - jakoś Panu Bogu to wszystko polecam i proszę o pomoc w ich rozwiązywaniu. Bogu dziękuję, że przy tym wszystkim nigdy nie tracę humoru, ponieważ z natury bardzo lubię ludzi. Dla mnie spotkanie człowieka uczciwego, szlachetnego, który się sprawdził, jest ogromną radością. A ponieważ bardzo dużo takich ludzi spotykam, to mam dużo powodów do radości! Poza tym szalenie lubię przyrodę, co mi pozostało z harcerstwa. Stąd, kiedy jestem zmęczony, pomaga mi wędrówka po lesie, spływ kajakiem, pływanie w jeziorze - to jest dla mnie wielką radością i podtrzymuje moje radosne usposobienie.

- Co najchętniej robiłby Ksiądz Biskup, gdyby miał na to czas?

- Gdybym miał czas, to jeszcze więcej poświęciłbym go mojej pracy duszpasterskiej. Smutne, że doba ma tylko 24 godziny, a spraw jest tyle. Przede wszystkim chciałbym jeszcze bardziej rozwinąć duszpasterstwo młodzieży, bo Bogu dzięki mamy wielu księży „młodzieżowców”, którzy dużo na tym polu robią, ale to jest studnia bez dna, tutaj nigdy nie można powiedzieć dość. Ile by czasu nie było, wszystko pochłonęłyby te zajęcia i, daj Boże, z jak najlepszym skutkiem. A jeżeli chodzi o odpoczynek, to moją pasją jest wspinaczka górska. Byłem w tej szczęśliwej sytuacji, ze wspinałem się nie tylko w Tatrach, ale również w Alpach, w Kaukazie i wielu innych górach. Teraz, kiedy mam już 75 lat, stawy już nie są takie giętkie i jest już trudniej, ale chodzę w dalszym ciągu i wciąż jest dla mnie ogromną radością widok pięknej górskiej przyrody. Bardzo cieszyłbym się, gdybym miał na to troszeczkę więcej czasu.

BP ADAM DYCZKOWSKI

urodził się 17 listopada 1932 r. w Kętach w diecezji krakowskiej. Po zakończeniu nauki w rodzinnej miejscowości podjął studia w Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu. 23 czerwca 1957 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Bolesława Kominka. Bezpośrednio po święceniach rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, które zakończył w 1964 r. z tytułem doktora filozofii przyrody. Po powrocie do Wrocławia łączył pracę wikariusza parafii katedralnej, wykładowcy seminaryjnego oraz duszpasterza akademickiego. Przez 22 lata służył wrocławskiej młodzieży akademickiej.
W 1978 r. mianowany został biskupem pomocniczym archidiecezji wrocławskiej. Święcenia biskupie przyjął w katedrze wrocławskiej z rąk abp. Henryka Gulbinowicza. Jako wikariusz generalny odpowiedzialny był m.in. za duszpasterstwa: akademickie, inteligencji, nauczycieli i harcerzy. W 1992 r. mianowany został biskupem pomocniczym nowo utworzonej diecezji legnickiej. Jako członek Konferencji Episkopatu Polski pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Akademickiego, członka Komisji Episkopatu ds. Trzeźwości, Komisji Episkopatu ds. Zakonnych i przewodniczącego Duszpasterstwa Służby Zdrowia.
17 lipca 1993 r. Papież Jan Paweł II mianował bp. Dyczkowskiego biskupem diecezjalnym diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Ingres do katedry gorzowskiej odbył się 5 września, a do zielonogórskiej konkatedry 12 września1993 r.
W ciągu 14-letniej posługi pasterskiej bp. Dyczkowskiego w naszej diecezji miało miejsce wiele znaczących wydarzeń, m.in.: Diecezjalny Kongres Rodziny, jubileusz 50-lecia administracji gorzowskiej i jubileusz 50-lecia Diecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego, wizyta Jana Pawła II w czerwcu 1997 r. oraz jubileusz 1000-lecia śmierci męczeńskiej Pięciu Braci Międzyrzeckich. Powołane do istnienia zostały Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Akcja Katolicka, Katolickie Stowarzyszenie w Służbie Nowej Ewangelizacji - Wspólnota św. Tymoteusza i inne wspólnoty o charakterze ewangelizacyjnym i społecznym. Powstało wiele nowych kościołów i domów parafialnych, odnowiony został gmach seminarium duchownego, miało miejsce odnowienie sanktuariów w Rokitnie i w Grodowcu, zakończenie budowy Domu Księży Emerytów i rozbudowanie Kurii Biskupiej.

Reklama

Brońmy życia!

2019-03-22 16:40

Łukasz Krzysztofka

Nie damy się zastraszyć. Od tego nieprawomocnego wyroku sądu będziemy się odwoływać. Nie powstrzyma nas to od mówienia i pokazywania prawdy o aborcji – mówił w czasie konferencji prasowej pod Sejmem Mariusz Dzierżawski, prezes Fundacji Pro-Prawo do Życia.

Łukasz Krysztofka/Niedziela

Przedwczoraj Sąd Rejonowy we Wrocławiu ukarał Mariusza Dzierżawskiego grzywną w wysokości 5 tys. zł za powieszenie billboardu pokazującego szczątki zabitego w skutek aborcji dziecka. Prezes został skazany za umieszczanie nieprzyzwoitych rysunków w miejscu publicznym oraz za wywoływanie zgorszenia. Grzywna w tej wysokości to maksymalny wymiar kary za takie wykroczenia. Sąd nakazał też Dzierżawskiemu publikację wyroku na stronie fundacji. Wobec prezesa Fundacji Pro-Prawo do Życia również za pokazywanie prawdy o aborcji prywatny akr oskarżenia wytoczył niewielki warszawski Szpital Bielański, w którym rocznie zabija się tyle nienarodzonych dzieci, ile we wszystkich szpitalach województwa śląskiego.

Wyrok Sądu Rejonowego we Wrocławiu jest odosobniony z punktu widzenia analizy orzecznictwa sądów powszechnych – zauważa mec. Bartosz Lewandowski, dyrektor Centrum Interwencji Procesowej „Ordo Iuris”, który broni działaczy pro-life w toku postępowań, wszczętych wskutek prezentowana prawdy o aborcji. – Z tej analizy wynika wprost, że absolutnie wszystkie postępowania zakończyły się umorzeniem, albo w ogóle odmową wszczęcia, bądź uniewinnieniem działaczy pro-life – mówi mec. Lewandowski, przytaczając przykłady trzech postępowań zakończonych uznaniem winy, które to wyroki zostały następnie zmienione wyrokami sądów okręgowych w postępowaniu odwoławczym i działacze pro-life zostali uniewinnieni. Sprawy toczyły się w Sądzie Rejonowym w Bartoszycach, w Sądzie Rejonowym w Kielcach i w Sądzie Rejonowym w Opolu. - Sądy wyższej instancji absolutnie nie miały żadnych wątpliwości co do tego, że działanie Fundacji Pro-Prawo do Życia i działaczy pro-life mieści się w ramach wolności wyrażania poglądów, jest chronione zarówno Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, jak i Europejską Konwencją Praw Człowieka – podkreśla mec. Lewandowski.

Odnosząc się do wczorajszej konferencji lewicowej partii Razem we Wrocławiu, na której jej działacze bardzo cieszyli się z wyroku na Dzierżawskiego, prezes Fundacji Pro-Prawo do Życia zaznaczył, że nie wspomnieli oni ani jednym słowem, że pięćdziesiąt innych wyroków w podobnych sprawach zakończyło się uniewinnieniami lub umorzeniami. - Wczorajsza konferencja we Wrocławiu pokazuje, że ta nagonka policyjno-sądowa, którą organizuje partia Razem ma charakter polityczny. Sędzia, który prowadził tę sprawę, uniemożliwił zadanie pytań o motywację oskarżycieli posiłkowych, wskutek czego na rozprawie nie mogliśmy dowiedzieć się, że to są działacze partii proaborcyjnej. Dowiedzieliśmy się tego z konferencji prasowej. Ten wyrok jest też niepokojący z powodu tego, że pokazuje, iż niektórzy sędziowie – na szczęście rzadko – mają skłonność do tego, żeby opowiadać się po lewicowej i aborcyjnej stronie debaty politycznej – podkreślał Dzierżawski, zapowiadając, że na stronie stopaborcji.pl będą codziennie publikowane wyroki uniewinniające lub umarzające sprawy przeciwko wolontariuszom pro-life z podaniem uzasadnienia.

- Ufam, że Sąd Okręgowy we Wrocławiu, który już wielokrotnie podzielał nasze zapatrywanie dotyczące braku odpowiedzialności karnej za prezentowanie prawdy o aborcji, utrzyma tę linię orzeczniczą i zmieni wyrok, uniewinniając pana Mariusza Dzierżawskiego – powiedział mec. Lewandowski.

Już niedługo – w Narodowy Dzień Życia 24 marca każdy z nas będzie mógł wyrazić swoje poparcie dla ochrony życia poczętego oraz sprzeciwić się agresywnej kampanii LGBT w szkołach. O godz. 13.30 na pl. Zamkowym w Warszawie rozpocznie się Narodowy Marsz Życia, który przejdzie na pl. Trzech Krzyży. Zaproszeni do udziału są młodsi i starsi, rodziny z dziećmi i wszyscy, którzy gotowi są bronić chrześcijańskich wartości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Andras Veres: niezliczeni święci i władcy łączą narody Polski i Węgier

2019-03-23 19:25

apis / Kielce (KAI)

Niezliczeni święci i władcy łączą narody Polski i Węgier na przestrzeni wieków – wskazywał bp Andras Veres, przewodniczący Konferencji Episkopatu Węgier podczas uroczystej Eucharystii sprawowanej z okazji trwających obchodów Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej 23 marca w kieleckiej katedrze.

TER
Parafia katedralna

Mszy św. dziękczynnej za tysiąclecie przyjaźni narodów polskiego i węgierskiego przewodniczył biskup kielecki Jan Piotrowski. Koncelebrowali ją biskupi Andras Veres, i Marian Florczyk. Wzięli w niej udział prezydenci Andrzej Duda i Janos Ader. Odprawiona była w języku polskim z elementami węgierskiego i łaciny.

Przewodniczący KEP Węgier w homilii podkreślił, że Polska i Węgry mają wspólną historię kształtowania się państwowości przez chrześcijaństwo. Wymienił m.in.: św. Wojciecha powiązanego z założeniem Kielc, który jest otoczony szacunkiem także przez Węgrów, ponieważ został ochrzczony przez pierwszego króla Węgier świętego Stefana.

- Jednocześnie niezliczeni święci i władcy łączą nasze narody na przestrzeni wieków. Wspomnę tylko dwa przykłady: św. Kinga i św. Jadwiga. Na przemówieniu otwierającym kanonizacje św. Jadwigi Papież Jan Paweł II stwierdził, że była ona opiekunką Polski, Litwy, Rusi oraz Węgier. Moglibyśmy również wymieniać tutaj nazwiska niezliczonych władców i generałów, których nasi ludzie szanują wzajemnie i wspominają jako wielkich mistrzów naszej wspólnej historii – podkreślał biskup.

Hierarcha węgierski odwołał się nawet do znanego powiedzenia „Polak Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki. Aby zuchy, oba żwawi niech im Pan Bóg błogosławi”. Otrzymał gromkie brawa od licznie zgromadzonych w katedrze.

Biskup zwrócił uwagę na to, że wartości wiary chrześcijańskiej zapewniały ludziom moc i odwagę, bez której nie mogliby przeciwstawić się siłom depczącym Kościół, religię i podstawowe prawa ludzkie, ale zagrożenie jednak nie zniknęło do dzisiaj.

-Chrześcijaństwo stało się najbardziej prześladowaną religią na świecie. Z badań wynika, że na świecie co pięć minut ginie jeden chrześcijanin. Ale smucimy się również z tego, że nasze wspólnoty religijne, w których nie ma bezpośredniego zagrożenia życia, są bardzo osłabione. W naszych krajach sekularyzacja i hedonizm są największym zagrożeniem dla wiary chrześcijańskiej. Niemniej jednak, lub nawet z tego powodu zacieśnijmy mocniej węzły naszej przyjaźni! Pomagajmy sobie nawzajem, aby wytrwać w wierze chrześcijańskiej – apelował ordynariusz.

Biskup kielecki Jan Piotrowski witając uczestników Mszy św. zwrócił uwagę na to, że katedra widziała już wiele wydarzeń, a dzisiejsza obecność prezydentów Polski i Węgier do nich należy i potwierdza przyjaźń między narodami. Zdaniem ordynariusza, jest to świadectwo, że przyjaźń polsko-węgierska trwa, ma się umacniać i być wzorem do zachowań ludzkich w obu społeczeństwach.

W Eucharystii uczestniczyli także przedstawiciele władz parlamentu polskiego i węgierskiego, władz państwowych, wojewódzkich, samorządowych i miejskich. Prezydenci Andrzej Duda i Janos Ader złożyli kwiaty przy tablicy smoleńskiej.

Po Eucharystii na kieleckim skwerze im. Szarych Szeregów pary prezydenckie odsłoniły popiersie jednego z najwybitniejszych węgierskich kompozytorów Beli Bartóka. Zapalono także znicze pod pomnikiem poświęconym harcerzom, którzy zginęli za Ojczyznę.

Węgierska para prezydencka zdecydowała się na prywatną część wizyty, podczas której odwiedziła sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego na Świętym Krzyżu. W świętokrzyskim sanktuarium można zwiedzać wystawę pt. "Stosunki Polsko-Węgierskie od roku 1006 do współczesności w kontekście Świętego Krzyża".

Obchody Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej odbywają się w Kielcach w dniach od 21 do 24 marca z ich okazji zorganizowano w kieleckich placówkach kulturalno-artystycznych bardzo dużo imprez oraz wydarzeń, w tym m.in.: gala przyjaźni, występy artystyczne tancerzy, koncerty, spotkania literackie, konferencje naukowe, młodzieżowy turniej w piłkę ręczną, różnorodne wystawy, przeglądy filmów i prezentacje.

Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej został ustanowiony przez węgierski parlament jednogłośnie 12 marca 2007. Sejm polski przyjął analogiczną uchwałę 16 marca 2007 r. przez aklamację.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem