Reklama

Z historii parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Nurcu Stacji

Dariusz Krajewski
Edycja podlaska 5/2002

11 listopada 2001 r. w Nurcu został konsekrowany kościół parafialny. Zanim jednak na łamach Niedzieli Podlaskiej zostanie przedstawiony zapis z tej uroczystości warto zapoznać się z historią parafii, która może dziś poszczycić się piękną i jedną z największych świątyń w diecezji.

Wierni wyznania rzymskokatolickiego w XIX w. w majątku Nurzec należeli do parafii w Milejczycach, należącej do diecezji pińskiej. Zawiadowca stacji w Nurcu wraz z innymi osobami w 1933 r. wystąpił do władz kolejowych oraz biskupa diecezji pińskiej o wyrażenie zgody na odprawianie Mszy św. w jednej z sal dworca kolejowego. Uzyskano na to warunkową zgodę Kurii Diecezjalnej, natomiast nabożeństwa majowe, czerwcowe, jeżeli była pogoda, sprawowano w parku przy budynku kolejowym. We wrześniu 1934 r. powołano Komitet Budowy Kaplicy, którego prezesem został ks. Zygmunt Pawłowski - proboszcz parafii Milejczyce. Projekt inż. Leonarda Matulewicza zatwierdzono dnia 21 października 1938 r. Świątynia miała mieć długość 23 m, szerokość 12 m i wysokość 15,5 m łącznie z krzyżem na wieży kościoła. 25 czerwca 1939 r. wmurowano kamień węgielny. Po wojnie nie powrócono już do budowy kościoła przy ul. Piaskowej. Trudności życia społecznego w pierwszych latach po wyzwoleniu dotyczyły natury zarówno natury ekonomicznej jak i duchowej. Katolicy i prawosławni z powodu braku świątyni mieli trudności w spełnianiu praktyk religijnych. Choć prawosławni mieli możliwość uczestniczenia w liturgii do lipca 1944 r. w małej kaplicy na cmentarzu w Żerczycach, to katolicy nie mieli na stałe w Nurcu księdza.

Ponowne starania o utworzenie parafii i budowę kościoła mieszkańcy Nurca wraz z katolikami z sąsiednich wsi rozpoczęli 29 listopada 1945 r. kierując podanie do rezydującego w Łodzi bp. Kazimierza Bukraby. Biskup, w odpowiedzi skierowanej do ks. prał. Henryka Humnickiego, wikariusza generalnego diecezji pińskiej, zezwolił na utworzenie kaplicy filialnej w Nurcu, upoważniając ks. filialistę do sprawowania czynności duszpastersko-proboszczowskich.

Na kaplicę przeznaczono budynek dawnego kasyna sowieckiego, w której przez krótki okres czasu po wyremontowaniu księża z Milejczyc sprawowali nabożeństwa. W styczniu 1946 r. przybył do Nurca z Tokar ks. Mieczysław Kasprowicz, który zamieszkał w budynku pozyskanym od nadleśnictwa w Nurcu. Drewniana kaplica przypominająca barak była niska - 4 m wysokości. Zewnętrznie nieokazała, wnętrze miała jednak bardzo przytulne i niezwykle ciepłe. Była pw. Matki Bożej Częstochowskiej, której obraz umieszczono w głównym ołtarzu. Odpusty odbywały się w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej i św. Andrzeja Boboli. Od lipca 1946 r. proboszczem został ks. Władysław Pykało, a od czerwca 1947 r. ks. Jan Pawlonka przybyły z parafii Zbirogi - Żabinka. W styczniu 1946 r. został założony cmentarz parafialny. W 1952 r. w Nurcu mieszkało 210 rodzin katolickich, a parafia liczyła 745 katolików. W następnym roku odbyły się pierwsze misje św., które przeprowadzili ojcowie Serca Jezusowego z Krakowa. W 1948 r. ogrodzono cmentarz i kaplicę. Po śmierci ks. J. Pawlonki w 1978 r. proboszczem w Nurcu został ks. Zenon Pietrzuczak. Powróciła sprawa budowy kościoła. W związku z tym, że bezpośrednio przed II wojną światową rozpoczęto budowę kościoła przy ul. Piaskowej, Ksiądz Proboszcz zwrócił się o wydanie opinii do Kurii Biskupiej w tej sprawie, w której czytamy:

"O zaniechaniu budowy na dawnym miejscu przy ulicy Piaskowej ostatecznie zadecydowała Komisja diecezjalna obradująca pod przewodnictwem bp. Władysława Jędruszuka. W skład Komisji weszli ks. dr Henryk Kardasz, ks. dr Eugeniusz Borowski, ks. Józef Horodeński, ks. Wojciech Wasak, ks. Józef Barszczewski, ks. Józef Grzeszczuk, ks. Zenon Pietrzuczak i ks. Marian Wyszkowski. Komisja dnia 5 maja 1981 r. zadecydowała, że nowy kościół ma być budowany obok istniejącego, nie zaś na placu przy ulicy Piaskowej". Ta ostateczna decyzja zakończyła dawny etap budowy a przed parafią i proboszczem ks. Z. Pietrzuczakiem postawiła nowe wyzwanie. Podjął on starania związane z budową świątyni. 31 sierpnia 1982 r. Naczelnik Gminy w Nurcu Stacji wydał pozwolenie na budowę nowego kościoła. Ks. Zenon Pietrzuczak w latach 1982-86, w miejsce dotychczasowej kaplicy, wzniósł kościół murowany, który był budowany i wyposażany przez kolejnych proboszczów. Prace budowlane prowadzone były przez nieżyjącego już dzisiaj Czesława Grabowskiego i Jana Chmielewskiego. Ostateczny wygląd kościół zawdzięcza proboszczowi ks. Jerzemu Olszewskiemu, który skorygował po części plany, w tym wieży, w oparciu o projekt mgr. inż. Michała Popławskiego, który obecnie pracuje w Monachium. Architekturę wnętrza zaprojektował Grzegorz Łoś - adiunkt z Politechniki Białostockiej.

Obok kościoła znajduje się murowana plebania zbudowana przez proboszcza ks. Jana Pawlonkę i wikariusza ks. Jana Wasilewskiego. W lipcu 1996 r. do parafii przybyły Siostry Urszulanki z Włoch z Bergamo. Prowadzą Dom Rekolekcyjny "Betania". Siostra Maria pełni w parafii posługę zakrystianki i naucza religii w Szkole Podstawowej, zaś siostra Laura katechizuje młodzież w Gimnazjum w Nurcu. Dziś parafia nurzecka liczy około 1700 wiernych.

Drewnianą kaplicę, podczas administrowania parafią przez ks. Stanisława Kozłowskiego, decyzją bp. Władysława Jędruszuka, w 1988 r. rozebrali parafianie i przekazali do nowo utworzonej parafii św. Andrzeja Boboli w Siemiatyczach. W okresie budowy nowego kościoła w Siemiatyczach pełniła ona funkcję świątyni parafialnej.

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Orszak Trzech Króli w Miłakowie

2019-01-15 20:57

W Uroczystość Objawienia Pańskiego 6 stycznia 2019 roku w całej Polsce, w miastach i na wioskach odbywały się Orszaki Trzech Króli, które gromadziły tłumy ludzi. Najstarszym Orszakiem w Archidiecezji Warmińskiej, jak i w województwie warmińsko-mazurskim jest organizowany w Miłakowie.

Tegoroczne hasło Orszaku Trzech Króli „Odnowi oblicze ziemi” wpisuje się w pierwszą pielgrzymkę i czterdziestą rocznicę pobytu Papieża Świętego Jana Pawła II w Naszej Ojczyźnie - podkreślił Zbigniew Atrachimowicz przewodniczący Rady Mieszkańców.

I tym razem parafianie licznie zgromadzili się w kościele franciszkańsko-parafialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Miłakowie na Eucharystii, której przewodniczył i homilię wygłosił o. Manswet Rzepka z klasztoru w Józefowie, były wieloletni misjonarz w Libii. W koncelebrze brali udział: o. Arkadiusz Czaja – gwardian klasztoru oraz zaproszony jako gość ks. kanonik Janusz Koniec. Po Mszy Świętej wierni udali się na przemarsz, który prowadził z kościoła do domu kultury, gdzie odbyło się wspólne kolędowanie.

Całą uroczystość poprowadzili: o. Arkadiusz Czaja oraz Zbigniew Atrachimowicz. W ramach kolędowania przygotowano dużo atrakcji, wśród których były „Jasełka” w wykonaniu przedszkolaków z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego im. Świętego Jana Pawła II z Miłakowa pod kierunkiem nauczycieli Mirosławy Kaszeta i Beaty Kalisz, a także występ zespołu dziecięcego działającego przy Miłakowskim Domu Kultury, prowadzonego przez Danutę Melnyk. Swój repertuar kolęd zaprezentował także chór parafialny „Oremus” z Miłakowa, który jest znany w środowisku artystycznym dzięki profesjonalnemu prowadzeniu go przez dyrygent Honoratę Siergun.

Chór koncertował już w wielu miejscach w naszym regionie, uświetniając wydarzenia religijne i kulturalne. Na szczególną uwagę zasługuje również piękny występ zespołu folklorystycznego „Warmianki”. Zespół ten posiada długą tradycję artystyczną, a co za tym idzie bogatą kolekcję zdobytych nagród na festiwalach w kraju. Osiągnięcia te zespół zawdzięcza doświadczonemu dyrygentowi Jerzemu Mudry z Morąga. Natomiast gwiazdą spotkania kolędowego była światowej sławy piosenkarka Krystyna Giżowska, która zaprezentowała kolędy i pastorałki oraz na prośbę osób przybyłych na uroczystości, także swoje wielkie przeboje.

Pani Giżowska kilkakrotnie bisowała, a widownia nagradzała ją gromkimi oklaskami na stojąco. Uczestnicy, jak i Artystka oraz przybyli z nią muzycy byli pod wielkim wrażenie dobrej organizacji Orszaku Trzech Króli w Miłakowie. Pani Giżowska nie omieszkała wspomnieć o czasach, gdy razem na jednej scenie występowała z o. Arkadiuszem obecnym przełożonym klasztoru w Miłakowie, gdy nie był on jeszcze zakonnikiem i również jako artysta występował na scenie w Polsce, a także na scenach wielu krajów europejskich. Należy podkreślić, że profesjonalna organizacja wydarzeń religijnych jak i artystycznych oraz klimat, jaki czynią franciszkanie i parafianie z Miłakowa przyciąga również ludzi z odległych miejscowości. Wśród uczestników uroczystości były także władze samorządowe na czele z Burmistrzem Miłakowa Krzysztofem Szulborskim i Radnym Powiatu Ostródzkiego Zbigniewem Zabłockim.

Klasztor Franciszkanów w Miłakowie stał się ostatnimi czasy znaczącym w Polsce ośrodkiem wydarzeń religijnych i kulturalnych, co przyczyniło się do wzrostu frekwencji wiernych uczestniczących w liturgii nabożeństw i udzielanych sakramentów świętych w Parafii. O. Gwardian na zakończenie podziękował wszystkim za uczestnictwo, podkreślając, że: „Orszak jak i wszystkie inne wydarzenia, które miały miejsce w naszej Parafii są wspólnym dziełem parafian i franciszkanów, czynione na chwałę Bożą i dla dobra wspólnego. Jesteście ludźmi wielkiego serca, którzy zawsze przychodzą z pomocą w każdej dobrej, szlachetnej inicjatywie. Można Was opisać językiem poezji: ludzie piękni o pięknym sercu. A widok radości na twarzy osób, dla których poświęcamy czas i siły to najlepsze dla nas podziękowanie i zapewnienie, że to co czynimy jest nadal potrzebne nam wszystkim, w naszej wspólnej drodze ku świętości”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem