Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

30 lat w służbie Kościołowi i Polakom na Ukrainie

Bp Jan Purwiński - pasterz i ostoja

Diakon Jacek Jan Pawłowicz
Niedziela Ogólnopolska 36/2007, str. 20


Bp Jan Purwiński
Archiwum

W uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej 26 sierpnia br. w katedrze żytomierskiej wybrzmiało dziękczynne „Te Deum” za 30 lat pasterskiej posługi bp. Jana Purwińskiego - biskupa kijowsko-żytomierskiego.
Równo 30 lat temu ks. Jan Purwiński opuścił swoje ukochane „Polskie Inflanty”, jak zwykł nazywać Łotwę, i przyjechał do Żytomierza. Od tego czasu nieprzerwanie pełni swoją posługę, będąc ostoją wiary i polskości na Żytomierszczyźnie.
Jan Purwiński przyszedł na świat 19 listopada 1934 r. we wsi Dolnaja należącej do parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Iłukszcie na Łotwie jako syn Polaków Donata i Marianny. Wychował się w rodzinie wielodzietnej, jak sam wspomina: - W domu było nas czterech braci i pięć sióstr. Lata szkolne, przypadające na czas najpierw hitlerowskiej, a później sowieckiej okupacji, były dla niego trudnym wyzwaniem. Podjęcie normalnej nauki uniemożliwiało mu polskie pochodzenie. Pomimo trudności w 1955 r. ukończył szkołę średnią. Później rozpoczął pracę w kołchozie, aby łatwiej mu było wstąpić do seminarium.
W 1956 r. Jan Purwiński wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego Metropolii Ryskiej. - Niezapomnianym przeżyciem było - wspomina - wypędzenie z seminarium (przez władze sowieckie - przyp. autora) jesienią 1959 r. trzynastu kleryków, w tym trzech diakonów. Było nas na początku w seminarium 36 kleryków - zostało 21. To była epoka Chruszczowa, po czasach represji stalinowskich było to największe prześladowanie Kościoła. Zabroniono wtedy m.in. na Łotwie służenia do Mszy św. ministrantom poniżej 18. roku życia - tym samym zmniejszyła się liczba powołań do kapłaństwa.
Święcenia kapłańskie Jan Purwiński otrzymał 13 kwietnia 1961 r. z rąk bp. Petrasa Maželisa w kaplicy Arcybiskupów Ryskich. Przez kolejne lata, aż do 1977 r., pełnił posługę jako wikary w różnych parafiach. 23 kwietnia 1977 r. ze względu na swoje polskie pochodzenie został mianowany proboszczem w Indrce i Krasławiu, w parafiach, które w większości zamieszkiwali Polacy.
30 lipca 1977 r. ks. Purwiński otrzymał informację z Kurii w Rydze, że został mianowany administratorem parafii św. Zofii w Żytomierzu na Ukrainie. Proboszczem w Żytomierzu w owym czasie był pochodzący z Polski ks. Stanisław Szczypta, który - aresztowany przez władze sowieckie - spędził 10 lat w łagrach.
Przez pierwsze lata pracy w Żytomierzu władze komunistyczne nie pozwalały ks. Purwińskiemu nigdzie wyjeżdżać. Dopiero z czasem oficjalnie i nieoficjalnie zaczął odwiedzać skupiska Polaków rozsiane po całej Żytomierszczyźnie i poza jej granicami.
Biskupem żytomierskim (a później kijowsko-żytomierskim) ks. Jan Purwiński został mianowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II 16 stycznia 1991 r. Zaraz po objęciu diecezji rozpoczął starania o zwrot budynku Kurii Biskupiej, w którym obecnie mieści się Muzeum Krajoznawcze. Starania te, rozpoczęte w 1991 r., pomimo wielu wysiłków i istnienia ustawy o zwrocie majątku kościelnego dotąd nie dały żadnych rezultatów. Kolejnymi krokami było odnowienie sieci parafii i utworzenie Wyższego Seminarium Duchownego w Worzelu k. Kijowa.
Przez 30 lat pracy duszpasterskiej Biskup Jan jest ostoją i obrońcą polskości. Dzięki jego zabiegom i staraniom nie został zlikwidowany polski cmentarz w Żytomierzu, na którym spoczywają m.in. rodzice Paderewskiego, rodzina Stanisława Moniuszki i wielu znamienitych Polaków. Swoim autorytetem bp Purwiński wspiera wszelkie inicjatywy miejscowej Polonii, a także łagodzi waśnie i spory. Za swoją działalność i patriotyzm w lipcu 2006 r. został nagrodzony Orderem „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

Gdynia: „Dar Młodzieży” wypłynął w Rejs Niepodległości

2018-05-20 15:46

mm / Gdynia (KAI)

Płyńcie i mówcie światu, jaka Polska jest piękna – mówił minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk, żegnając uczestników Rejsu Niepodległości, który w niedzielę 20 maja wypłynął z nabrzeża za przy Skwerze Kościuszki w Gdyni w rejs dookoła świata. Podczas 11-miesięcznej morskiej podróży odwiedzi 22 porty w 18 państwach.

Akademia Morska

"Dar Młodzieży" wpłynie m.in. do takich portów jak Tallin, Kopenhaga, Stavanger, Bremenhaven, Bordeaux, Teneryfa, Dakar, Kapsztad, Mauritius, Dżakarta, Singapur, Szanghaj, Osaka, San Francisco, Los Angeles, Acapulco, Panama, Miami, Ponta Delgada i Londyn.

Pretekstem do organizacji tego wydarzenia jest 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Na pokładzie statku płyną uczestnicy konkursu „Rejs Niepodległości” oraz praktykanci Akademii Morskiej w Gdyni. W sumie w tym czasie przez pokład żaglowca przewinie się ponad 530 studentów i uczniów szkół morskich oraz 400 laureatów konkursu. Kulminacyjnym punktem Rejsu będzie spotkanie z papieżem Franciszkiem podczas Światowych Dni Młodzieży w Panamie w styczniu 2019 r.

Ceremonię wypłynięcia żaglowca rozpoczęła się uroczystą Mszą świętą, pod przewodnictwem metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia. – Z chwilą otrzymania Ducha Świętego Kościół ruszył do przodu. To był pierwszy rejs. W to włączyła się nasza ojczyzna. Ruszyła w rejs niepodległości – mówił w homilii hierarcha.

Kierując się do młodzieży powiedział: „Dawajcie owoce płynące z ducha, miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie, aby kontynuować naukę Chrystusa”. W koncelebrze uczestniczył nuncjusz apostolski w Panamie abp Mirosław Adamczyk oraz ks. dr Zenon Hanas SAC, prowincjał pallotyńskiej Prowincji Chrystusa Króla, która poprzez Pallotyńską Fundację Misyjną Salvatti.pl została zaproszona do współpracy przy organizacji Rejsu Niepodległości. Liturgia była celebrowana na zabytkowym ołtarzu ze statku „Daru Pomorza”.

Patronat nad Rejsem objęła Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. W uroczystościach inauguracyjnych Rejsu uczestniczył premier Mateusz Morawiecki oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.

- Rejs Niepodległości jest znakomitą okazją do promocji Polski za granicą. W portach, do których zawinie statek będą się odbywać wydarzenia prezentujące polską kulturę, konferencje biznesowe i spotkania dyplomatyczne – mówi ks. Jerzy Limanówka SAC, prezes Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl, która - jako fundacja misyjna - została zaproszona do współpracy przy organizacji Rejsu przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej.

– Włączając się w tę inicjatywę realizujemy nasze cele statutowe, jakimi jest promocja Polski za granicą, wsparcie Polonii zagranicznej i edukacja patriotyczna młodzieży. Poza tym, w krajach, w których będzie cumował Dar Młodzieży pracują misjonarze, którzy także są ambasadorami polskiej kultury za granicą i z nimi będziemy współpracować – dodaje ks. Limanówka. Obok MGMiŻŚ i Fundacji Salvatti.pl, organizatorem Rejsu jest Akademia Morska w Gdyni. Rektor tej uczelni prof. dr hab. Inż. Janusz Zarębski podkreślał w swoim przemówieniu rolę hartu ducha podczas morskich wypraw. Z kolei kapitan żeglugi wielkiej, inż. Zbigniew Sulatycki zaznaczył, że podczas rejsu nie ma miejsca na podziały, ważne jest wzajemne zaufanie.

"Dar Młodzieży" powróci z Rejsu do portu w Gdyni 28 marca 2019 r.

Sponsorami wydarzenia jest PKN ORLEN, Polska Fundacja Narodowa oraz TAURON.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

„Módl się więcej…”

2018-05-21 00:30

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
o. Norbert Oczkowski rozpoczyna Adorację Najśw. Sakramentu

- Wujku, a czy pan Alan będzie mówił o tym, jak był bardzo zły, a Pan Bóg naprawił mu życie? – spytała mała dziewczynka siedząca w drugim rzędzie w czasie Czuwania przed Zesłaniem Ducha Świętego zorganizowanego we wrocławskiej Hali Stulecia. – O tym już mówił – odpowiedział szczupły mężczyzna w granatowej marynarce.

– A, to szkoda, bo najbardziej lubię słuchać o tym jak mu naprawił.

Ta rozmowa odbyła się między dziewczynką, która przyjechała z opiekunami, z wydawnictwa Esprit i tłumaczem Alana Amesa posługującym w czasie spotkania. Charyzmatyk i wizjoner mieszka w Perth, w Australii. Ma kierownika duchowego i spowiednika. Spisany na podstawie jego prywatnych objawień zbiór opowieści o życiu Jezusa pt. „Oczami Jezusa” (w Polsce wydany przez wyd. Esprit, organizatora wizyty Amesa w naszym kraju) przypomina wizje bł. Anny Katarzyny Emmerich i św. Brygidy Szwedzkiej. Ale nie zawsze tak było i o tym właśnie wspomniała dziewczynka: Był złym człowiekiem i Bóg naprawił mu życie.

Carver Alan Ames ma 65 lat, od 23 lat jest nawrócony. Był gangsterem motocyklowym, mówi, że popełnił wszystkie grzechy, które są na liście do popełnienia, bez żadnych skrupułów. Teraz ma wizje, rozmawia z Jezusem, Matką Bożą, z aniołami i świętymi. Kościół nie potwierdził jego prywatnych objawień, ale Ames jeździ po świecie i głosi Ewangelię, zawsze za zgodą miejscowego biskupa.

W maju br. przyjechał do Polski, zaplanowano, że odwiedzi sześć miast. Wigilię Czuwania przed Zesłaniem Ducha Świętego spędził we Wrocławiu, gdzie wygłosił dwie konferencje i poprowadził modlitwę o uzdrowienie.

Czuwanie w Centrum Wystawowym Hali Stulecia zorganizowała wspólnota Galilea z o. Norbertem Oczkowskim, ich dominikańskim opiekunem i Odnowa w Duchu Św. archidiecezji wrocławskiej z ks. Wojciechem Jaśkiewiczem (obydwaj obecni na Czuwaniu). Oprawę muzyczną w czasie modlitwy i Eucharystii zapewnił zespół N.O.E., czyli Nieograniczona - Odpowiedzialność – Ewangelizacyjna. W spotkania, które trwało od godz. 15.00 w sobotę 19 maja do ok. 3.w nocy 20 maja wzięło udział niemal tysiąc osób.


http://niedziela.pl/zdjecia/1981

Alan Ames nie jest typowym liderem charyzmatycznym. Raczej schowany, niż dający się rozchwytywać. Unika tłumów, choć w kameralnym gronie jest bardzo serdeczny. Zależy mu, aby nie być w centrum modlitwy. Dba o to, aby w czasie adoracji i spotkań modlitewnych, w których bierze udział, była szansa na spowiedź (we Wrocławiu takiej nie było). Mówi, że można mieć wizje i one są darem cudownym, ale najważniejszy jest Jezus w Eucharystii. Z tym darem, Obecnością Żywego Boga, nic nie może się równać.

Udało mi się go spotkać zanim wszedł do sali, w której miał głosić. Trwała już modlitwa uwielbienia prowadzona przez Artura Skowrona, trwał muzyczny ferwor, w powietrzu wirowały chusty z woalu. Alan Ames stał przed drzwiami, z pochyloną głową, na której kładł ręce skupiony kapłan. Dowiedziałam się później, że poprosił o kapłańskie błogosławieństwo, bo nie głosi konferencji bez niego. Jeszcze jakaś pani zdążyła mu podarować słoiczek polskich przetworów, ktoś poprosił o autograf w książce i wtedy dopiero ruszył do ludzi. Uśmiechnięty, ale bardzo skupiony. Ani śladu gwiazdora, ani śladu blichtru. Niski, w błękitnej koszuli, z teczką pełną drobiazgów pierwszej potrzeby – jest cukrzykiem, a taka posługa to dla niego wyczerpujący wysiłek.

Gdy stanął przy pulpicie, była w nim cisza, a w oczach radość. Jakby odbijał inny świat i te wszystkie spotkania, z Jezusem, Maryją, świętymi – i chciał się tym w jak najlepszy sposób podzielić. Ledwie zaczął mówić, a niespodziewanie stanęła obok nieduża dziewczynka. Wtuliła się w niego i stała przez dłuższą chwilę. Wywołała burzę oklasków, ale Ames tylko się uśmiechnął i zrobił jej na czole znak krzyża.

- Nasza wiara jest wiarą radości – zaczął. - Kiedy pozwolimy Duchowi Świętemu otworzyć nas całkowicie na Boga, to ta wspaniała radość może być w nas w każdej chwili naszego życia. Wielką pomocą w naszym życiu duchowym jest Maryja, ona jest przecież Oblubienicą Ducha. - Skoro jesteśmy w miesiącu maju, to muszę wam chociaż trochę opowiedzieć o Matce Bożej – wyznał.

I przypomniał ten moment swojego życia, kiedy Bóg dotknął go po raz pierwszy, ukazała mu się wtedy św. Teresa z Avila i poprosiła, aby odmawiał 15. dziesiątek różańca każdego dnia. To wiązało się z wielkim zmaganiem, byłem człowiekiem, który nigdy wcześniej nie modlił się różańcem – mówił. Ale po jakimś czasie udało mi się zdyscyplinować i odmawiałem.

Przypomniał też swoją podróż do Londynu, którą odbył już po nawróceniu. Urodził się tam, tam też był gangsterem, prowadził życie przestępcy, dopiero potem wyemigrował do Australii.

- Pojechałem do Londynu, na wakacje i wszedłem do kościoła, który kiedyś, gdy byłem młody, okradłem. Ale na szczęście nie było tam tego samego proboszcza – dodał serdecznie, wywołując tym wyznaniem gromki śmiech.

- Podszedłem do przodu, przed figurę Bożego Serca i zacząłem się modlić. Po chwili ta figura zmieniła się, zaczęła jaśnieć na biało i serce w figurze też się odmieniło. Przede mną stała Najświętsza Dziewica. Mogłem dostrzec Jej Serce z białymi różami. Dopiero później uświadomiłem sobie, że dane mi było zobaczyć Niepokalane Serce Maryi!

Alan mówił przejęty, że przecież nigdy wcześniej nie słyszał o Niepokalanym Sercu! Zrozumiał też, że te dwa Serca są jednym, widział Je jako jedno. Maryja powiedziała mu: Jestem twoją Matką, jestem matką każdego i kocham cię, jak Matka. I wszystko, czego pragnę dla ciebie i dla wszystkich moich dzieci, to przyprowadzić cię bliżej do Boga, otworzyć wasze serca na Boga. Powiedziała mu: Módl się, módl się, módl się…

Według Alana Maryi chodziło o to, aby zaczął odmawiać 45. dziesiątków różańca dziennie... I odmawiał, chociaż to było wielkie zmaganie! Przyznawał też, że czas biegł i odmawianie stało się coraz prostsze, zaczynał dzień od tych 45. dziesiątek. Ale potem Matka Boża powiedziała, by modlił się więcej, więc dodał Koronkę do Miłosierdzia Bożego – wspaniałą modlitwę.

- Matka Boża znów przyszła i powiedziała: Módl się więcej… Więc zacząłem w ciągu dnia dodawać kolejne modlitwy. Ale Matka Boża nie była usatysfakcjonowana, powiedziała: Módl się więcej… - opowiadał Ames. - Więc spytałem: Jak mogę się modlić więcej? Odmawiam 45. dziesiątek różańca, Koronkę i inne modlitwy, jak mogę więcej? To jest niemożliwe…

Gdy to mówił, w sali wypełnionej tysiącem osób panowała cisza przerywana serdecznymi westchnieniami. Trudno sobie wyobrazić rozpoczynanie dnia od odmówienia 45.dziesiatek różańca. Jednak patrząc na starszego, uśmiechniętego pana, który podobno kiedyś był niebezpiecznym gangsterem, można było uwierzyć w ciemno, że to robił. Nasuwała się myśl: Jaką musiał mieć moc głos Maryi, że Alan Ames, który kiedyś bez skrupułów okradł swój kościół parafialny, chciał modlić się więcej?

Maryja podpowiedziała mu jak to robić. Że nie chodzi o ilość modlitw, choć to jest bardzo ważne, ale o zupełnie inny aspekt, aspekt serca i zapraszania Boga do wszystkiego.

- Wiesz, jeśli poprosisz Ducha Świętego, żeby ci pomógł ofiarować każdą myśl, którą masz, każde słowo, które wypowiadasz, każdy oddech, który bierzesz, każde uderzenie swojego serca, każde działanie, czyn, jeżeli to ofiarujesz jako modlitwę miłości dla Boga, to będziesz modlił się przez cały czas, a więc więcej... – mówił mu Maryja. - Ale przecież ja nie umiem tego robić! – odpowiadał. Matka Boża powiedziała: Spróbuj, po prostu postaraj się.

Tylko tego Bóg oczekuje od nas: abyśmy robili co w naszej mocy. Oczywiście, możemy upadać, ale próbujmy, dlatego, że próbując, robiąc to, co w naszej mocy, robimy to, co Bogu wystarcza – mówił Alan. I przyznawał, że spróbował, ale nic się nie stało. Długo próbował, aż wreszcie pewnego dnia uświadomił sobie, że wszystko, co robił, robił dla Boga. Nawet, gdy spotykał się z ludźmi, w myślach prosił Boga, aby te słowa, które wypowiadał, były od Niego. W ten sposób cały dzień stawał się nieustanną modlitwą miłości do Boga. To było niesamowite i wciąż jest.

Gdy tak robimy, to radość Boża w nas przebywa. Duch Boży jest z nami i całe nasze życie należy do Niego – pouczał. - Czasem jednak temu przeszkadzamy, przeszkadzamy, aby to się w naszym życiu wydarzało. Nasza własna wola jest tu barierą. Myślimy: To jest to, czego Bóg ode mnie oczekuje i my decydujemy o tym, co Bóg ma uczynić w naszym życiu.

Australijczyk podkreślał jak bardzo wchodzimy w kompetencje Boga. Modlimy się, ale podpowiadamy Bogu, co byłoby dla nas najlepsze. - Czasem nawet mówimy Mu co ma w naszym życiu zrobić. Chcemy ten dar, tę łaskę. I nagle okazuje się, że zaczynamy od Boga wymagać, naszą wolę stawiamy przed wolą Bożą. - A ważne jest, aby każdego dnia zostawiać własną wolę z boku. Tego, oczywiście, nie da się uczynić własnymi siłami, o tę łaskę trzeba prosić Ducha Świętego każdego dnia, abyśmy stawali się podlegli woli Bożej. Musimy prosić o poddanie się Jego woli całkowicie, nawet jeśli miałoby to wiązać się ze śmiercią. Dlatego, że to w poddaniu Bogu ukazujemy, że nasza miłość jest prawdziwa. Gdy otwieramy się z pokorą na Boga, gdy uświadamiamy sobie, że to On powinien rządzić w naszym życiu, wtedy przestajemy się lękać Bożej woli – tłumaczył.

Podkreślał też, że aby pozwolić Bożej woli panować w naszym życiu, to musimy zgodzić się na zmiany, a my bardzo często nie chcemy zmieniać własnego życia. Jesteśmy zadowoleni z rzeczy tego świata i te przedkładamy nad Boga. Gdy jesteśmy podatni na Boga, dzieją się najlepsze rzeczy w naszym życiu. I nawet, jeśli są w naszym życiu ciężkie krzyże, to wołajmy do Boga: Panie, jeśli Ty chcesz, abym ja miał ten krzyż, to aj go obejmę z miłości do Ciebie.

W czasie drugiej konferencji podzielił się wstrząsającym doświadczeniem wizji, gdy zobaczył Jezusa na krzyżu – cierpiącego i umierającego. - To był jednocześnie najpiękniejszy i najgorszy dzień w moim życiu – mówił. - Widziałem Jezusa wiszącego na krzyżu, który przeprowadził mnie przez wszystkie grzechy, które popełniłem od dzieciństwa. Wydawało mi się, że grzeszyłem w każdej chwili mojego życia, widziałem, jak te grzechy raniły Jezusa, jak stawały się biczem, który smagał Jego plecy, jak stawały się koroną z cierni na Jego głowie. Ujrzałem gwoździe, jako moje grzechy. Widząc Go na krzyżu uświadomiłem sobie, że to ja Go ukrzyżowałem. A jednak, mimo tego wszystkiego, wołał mnie łagodną miłością i mówił, że mnie kocha, że chce mi przebaczyć. W tamtej chwili nie chciałem więcej istnieć. Prosiłem Jezusa, by pozwolił mi umrzeć i pójść do piekła. Jaka ja mogłem zranić Tego Delikatnego…?

Upadłem na ziemię, płakałem, szlochałem – przez trzy godziny błagałem Pana, by mnie posłał do piekła. Jezus powiedział: Ja ci przebaczam, poproś o moje przebaczenie. Po tej Jego delikatnej zachęcie poprosiłem o to Jego przebaczenie. I On mi go udzielił! Poczułem się tak, jakby spadło brzemię. Jezus podniósł mnie na krzyż, do siebie. I przez chwilę doświadczyłem ułamka z Jego cierpienia. Ale doświadczyłem też Jego wielkiej radości, kiedy patrzył ponad czas i widział wszystkie dusze, które zostaną zbawione przez Jego cierpienie. W ten sam sposób może posługiwać się naszym cierpieniem, aby wylewać łaskę na potrzebujące dusze. Gdy objąłem krzyż, razem z Jezusem, zapragnąłem, bym mógł cierpieć więcej, jeśli to pozwoli, aby ktoś mógł być zbawiony. Wtedy ujrzałem, jak cenne są ludzkie dusze dla Boga.

- Jeśli doświadczasz cierpienia, jeśli nosisz ciężki krzyż w życiu – nie obwiniaj Boga za te trudności. Podziękuj Bogu za okazje do cierpienia w Jego Imię – radził.

Ważną częścią tego wystąpienia była refleksja nt. sakramentu spowiedzi. W czasach, gdy pojawia się pogląd, że wiara jest sprawą prywatną, a Bóg równie mocno może mówić do człowieka nie tylko w kościele, ale również w górach i w lesie, a wyznanie Mu grzechów nie potrzebuje pośrednictwa księdza, bo przecież Bóg wszystko wie, Alan Ames potwierdził swoimi objawieniami to, co głosi Kościół: Tylko wyznanie grzechów w sakramencie spowiedzi gładzi grzechy i oczyszcza naszą duszę przed Bogiem.

Ames, który rozmawia z Jezusem, ma pewność Jego istnienia i miłości, został przez samego Jezusa wezwany do odbycia spowiedzi.

- Pan powiedział mi też: Idź do spowiedzi - mówił. Dlaczego? Przecież przeprowadziłeś mnie przez wszystkie moje grzechy, chciałem nawet umrzeć, iść do piekła, a Ty powiedziałeś, że mi przebaczyłeś a teraz mówisz mi, że mam jeszcze iść do spowiedzi? – pytał Jezusa. Postrzegał spowiedź, jako takie miejsce, w którym kapłan pokazuje swój autorytet, władzę, ale Jezus wyjaśnił, że to zupełnie nie tak. - W sakramencie spowiedzi Duch Św. oczyszcza i uzdrawia duszę i jest bardzo ważne, aby często przychodzić i przyjmować tę łaskę po przez kapłana. Jest również ważne, aby w czasie spowiedzi rozpoznawać zło, które popełniamy i mieć siłę się tego wyrzec – tłumaczył Ames powołując się na wyjaśnienia Jezusa.

Podpowiadał też konieczność zerwania z grzechem, nawet najmniejszym.

- Jeśli chcesz uzdrowienia w swoim życiu, to ono się nie wydarzy, jeśli będziesz trzymał się swoich grzechów. Jeśli trzymasz się swojego grzechu, nawet najmniejszego, to zostawiasz uchylone drzwi w swej duszy i Zły może cię przez to dosięgnąć, może cię przyciągać do jeszcze większych i większych rzeczy. I będziesz coraz dalej i dalej od Boga…

Jezus wie o nas wszystko, nie musimy próbować niczego o sobie ukrywać, On zna nasze złe myśli i czyny. On chce, aby przyjść i powiedzieć Mu to, co On już wie, i w ten sposób dać szansę Duchowi Świętemu oczyścić i uleczyć naszą duszę.

- I nie trzeba się bać – dodawał – bo Bóg jest kimś cudownym.

Wystąpienie Alana Amesa było ostatnią z konferencji w czasie Czuwania. Po nim australijski charyzmatyk modlił się nad każdym z uczestników indywidualną modlitwą o uzdrowienie. Chętni stawali w rzędzie przed ołtarzem w oczekiwaniu na krótką modlitwę. Ames, z krzyżem w prawej ręce, stawał przed każdym i kreślił znak krzyża na czole. Modlitwa o uzdrowienie odbywała się w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu.

- To konieczne - powiedział mi Alan Ames – to Jezus uzdrawia, to On jest tu Gospodarzem i Cudotwórcą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem