Reklama

Nie zabieraj swoich organów do nieba

Dr n. med. Barbara Bolanowska
Lek. med. Agnieszka Polowczyk
Prof. dr hab. n. med. Wojciech Witkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 40/2007, str. 30-31


Prof. dr hab. n. med. Wojciech Witkiewicz
GRAZIAKO

Od początku tego roku przeszczepiono w Polsce 587 narządów, dużo mniej niż w latach ubiegłych. Do Krajowej Listy Oczekujących na Przeszczepienie zgłoszonych jest obecnie 1647 osób i liczba ta wciąż rośnie

W Polsce żyją dziś setki ludzi z przeszczepionym sercem, tysiące z przeszczepionymi nerkami, a także wątrobą, płucami, rogówkami. Gdyby wszystkich polskich pacjentów z przeszczepionym narządem zgromadzić w jednym miejscu, uzbierałoby się niemałe miasteczko. Wiele z tych osób wróciło do zdrowia, pracuje, kobiety urodziły dzieci. Dzięki darowi innego człowieka - obcemu narządowi ludzie ci nie tylko zostali ocaleni przed śmiercią, ale żyją pełnią życia.
Przeszczepione serce, wątroba, płuca, nerki, trzustka - to szansa na działanie niewydolnych narządów. Leki, których nie można kupić ani wyprodukować; leki, które są darem drugiego człowieka.
W Polsce pierwszy przeszczep nerki pobranej od zmarłego dawcy został wykonany we Wrocławiu przez zespół transplantacyjny pod kierownictwem prof. Wiktora Brossa w klinice Akademii Medycznej 8 września 1965 r. 26 stycznia 1966 r. zespół lekarzy pod kierownictwem prof. Jana Nielubowicza dokonał w I Klinice Chirurgicznej AM w Warszawie pierwszego w Polsce udanego przeszczepu nerki od zmarłego dawcy. Biorczynią była 18-letnia uczennica szkoły pielęgniarskiej Danusia M., którą przygotował do operacji i prowadził po niej prof. Tadeusz Orłowski wraz z zespołem. Zespół wrocławskich transplantologów wykonał pod kierownictwem prof. Brossa w 1968 r. pierwszy w kraju udany przeszczep nerki pobranej od żywego dawcy.
Od początku tego roku przeszczepiono w Polsce 587 narządów, dużo mniej niż w latach ubiegłych. Do Krajowej Listy Oczekujących na Przeszczepienie zgłoszonych jest obecnie 1647 osób i liczba ta wciąż rośnie. Coraz więcej osób zgłasza swój sprzeciw na pobranie narządów w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów - w tym roku zanotowano ich rekordową liczbę w porównaniu z latami ubiegłymi. Wciąż jest więcej potrzebujących niż dawców narządów - jak wielu z nich umrze z powodu braku serca, wątroby, nerki do przeszczepu?
Narządy do przeszczepu pobierane są od pacjenta, u którego stwierdzono śmierć mózgu. Śmierć mózgu to śmierć pacjenta - jest całkowitym i nieodwracalnym uszkodzeniem układu nerwowego. By ją stwierdzić, lekarze wykonują testy, które badają odruchy pnia mózgu - części mózgu, która zawiaduje oddychaniem i innymi czynnościami życiowymi. Testy są jednoznaczne i nie może być mowy o pomyłce. W orzekaniu śmierci mózgu nigdy nie uczestniczą transplantolodzy. Jeżeli organizm pacjenta nie wykazuje reakcji na wykonywane testy, powołuje się komisję złożoną z 3 lekarzy specjalistów, którzy powtarzają testy. Dopiero gdy oni także uznają, że doszło do śmierci, stwierdzany jest zgon. Wtedy można rozmawiać z rodziną o tym, czy chory wyrażał zgodę na pobranie swoich narządów do przeszczepu. Są to zarówno dla lekarzy, jak i przepełnionej bólem rodziny zmarłego bardzo trudne rozmowy.
Alternatywą dla transplantacji narządów pobranych od dawców zmarłych są przeszczepy rodzinne. Warto podkreślić, że w większości przypadków schyłkowej niewydolności nerek, wymagającej leczenia nerkozastępczego (z zachowaniem zasad kwalifikujących biorcę), można, a nawet należy rozważyć przeszczepienie nerki od dawcy żywego, zwłaszcza jeżeli taki potencjalnie znajduje się wśród najbliższych krewnych (rodzice, dziadkowie, rodzeństwo, małżonkowie).
Przeszczepienie nerki od dawcy rodzinnego ma bardzo wiele zalet. Przede wszystkim operację można odpowiednio zaplanować i przeprowadzić ją w optymalnym stanie klinicznym chorego. Druga ważna sprawa to stan przeszczepianego biorcy narządu. W przeciwieństwie do narządów pobranych od zmarłych, które zawsze są w jakimś stopniu uszkodzone w wyniku niedostatku tlenu, nerka pochodząca od kogoś z rodziny prawie do ostatniej chwili przed przeszczepem działa normalnie w organizmie dawcy, co znacznie zwiększa szanse na podjęcie pracy już po przeszczepie.
Nie każdy może zostać żywym dawcą narządu. Potencjalny dawca rodzinny przechodzi bardzo dokładne badania lekarskie, aby operacja pobrania nerki była dla dawcy bezpieczna, a biorcy zapewniała największe szanse powrotu do zdrowia. Nerka pobierana jest tylko od takiej osoby, u której po operacji transplantacji nie dojdzie do uszczerbku na zdrowiu. Badania przeprowadzane są w ośrodku transplantacyjnym przez zespół lekarzy specjalistów złożony z chirurgów i nefrologów - transplantologów.
W każdym przypadku kwalifikacji dawcy do przeszczepu rodzinnego wnikliwie analizowane są wszystkie korzyści dla biorcy, mające usprawiedliwiać ryzyko ze strony dawcy (operacja, życie z jedną nerką). W relacji ośrodków transplantacyjnych o największym doświadczeniu (USA, Norwegia, Szwecja) ryzyko zgonu dawcy rodzinnego w okresie pooperacyjnym wynosi ok. 0,03% i jest zbliżone do możliwości utraty życia w wypadku komunikacyjnym. Zarówno dawca, jak i biorca po zabiegu podlegają okresowej kontroli w ośrodku transplantacyjnym według przyjętej przed laty zasady, że „nikt nie zostaje pozostawiony sam sobie - ani dawca, ani biorca”.
Jest wiele badań potwierdzających przewagę w przeżyciu przeszczepu od dawcy żywego. Jedne z ciekawszych wydają się być opracowania amerykańskie, oceniające 10-letnie przeżycie przeszczepu nerki od dawcy żywego u dzieci, które wynosiło 75%, podczas gdy od zmarłego - 46%. W grupie z nerkami pozyskanymi od żywych dawców odnotowano rekordowy czas przeżycia przeszczepu 37,6 roku.
Z jedną nerką można żyć długo i dobrze, darowując jednocześnie bliskiej osobie nowe życie. Żywi dawcy określani są w Norwegii mianem cichych bohaterów. Oddając nerkę osobie bliskiej, oszczędzają wielu cierpień związanych z długotrwałym pobytem w szpitalu i umożliwiają prowadzenie normalnego życia. Udany przeszczep daje możliwość prowadzenia jedynej, optymalnej formy leczenia u pacjentów ze schyłkową niewydolnością nerek.
W Polsce przeszczepy rodzinne stanowią ok. 2% przeprowadzanych operacji transplantacji narządów. W innych krajach - m.in. w USA, Norwegii, Szwecji - blisko 40-50%.
Aspekty prawne przeszczepiania narządów, w tym od dawców żywych, ściśle reguluje ustawa: „O pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów” z dnia 1 lipca 2005 r. W sposób bardzo precyzyjny, nowoczesny, zgodny ze standardami europejskimi reguluje kwestie pobierania, przechowywania i przeszczepiania komórek, tkanek i narządów.
Media mogą wywierać duży wpływ na odbiór społeczny przeszczepiania narządów - zarówno pozytywny, jak i negatywny. Przez wiele lat większość czasopism, radio i telewizja służyły pomocą środowisku medycznemu i pacjentom w rozpowszechnianiu idei transplantologii w Polsce. Idei, która przez Papieża Jana Pawła II została nazwana „prawdziwym aktem miłości”. Kilka nierozważnych decyzji polityków, pogoń mediów za tanią sensacją zniweczyły ten wieloletni wspólny wysiłek.
Do ratowania życia tym, dla których przeszczep jest jedyną szansą, niezbędna jest wiedza, umiejętności i oddanie lekarzy, a także dobra wola, świadomość i wsparcie ze strony wszystkich środowisk i całego społeczeństwa.

Ośrodki transplantacyjne we Wrocławiu:

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny
Ośrodek Badawczo-Rozwojowy
Oddział Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej
ul. Kamieńskiego 73a,
51-124 Wrocław,
tel. (0-71) 327-02-02, 327-03-33,
fax (0-71) 325-41-01;
witkiewicz@wssk.wroc.pl
Prof. dr hab. n. med. Wojciech Witkiewicz - chirurg ogólny, chirurg naczyniowy, angiolog, transplantolog kliniczny
Prof. dr hab. med. Zbigniew Hruby - nefrolog, transplantolog kliniczny
Kontakt na Oddziale Nefrologicznym -
dr n. med. Barbara Bolanowska - transplantolog kliniczny -
tel. (0-71) 327-04-18,
327-04-20 lub 327-04-21
Koordynator: lek. med. Agnieszka Polowczyk,
tel. 0-661-924-305,
polowczyk@wssk.wroc.pl

Reklama

Klinika Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej AM
ul. Poniatowskiego 2,
50-326 Wrocław,
tel. (0-71) 322- 86-00
Prof. dr hab. n. med. Piotr Szyber;
Prof. dr hab. n. med. Dariusz Patrzałek,
Koordynator: prof. dr hab. n. med. Dariusz Patrzałek,
tel. (0-71) 322-86-00,
ddjp@ies.com.pl

Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne do Spraw Transplantacji „Poltransplant”

www.poltransplant.org.pl
02-005 Warszawa,
ul. Lindleya 4,
tel. (+48) 022 622 58 06,
fax (+48) 022 622 32 43
transpl@poltransplant.org.pl
sekretariat@poltransplant.pl
Koordynator
tel. (+48) 022 622 88 78,
fax (+48) 022 627 07 49
koordynator@poltransplant.pl

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O pilotowaniu

2019-01-15 21:17

Katarzyna Krawcewicz

W Domu Formacyjnym Ruchu Światło-Życie im. św. Jana Chrzciciela w Łagowie 14 stycznia rozpoczęła się sesja o pilotowaniu kręgu, czyli rekolekcje dla par pragnących podjąć posługę formacji nowo powstających kręgów Domowego Kościoła. Sesję poprowadzili Grażyna i Roman Strugowie z archidiecezji łódzkiej.

Maciej Krawcewicz
W Łagowie rekolekcje dla par pragnących podjąć posługę formacji nowo powstających kręgów Domowego Kościoła

- Te rekolekcje przeznaczone są dla małżeństw po formacji podstawowej. Pilotowanie kręgu to ukazywanie małżonkom, którzy dopiero wchodzą do Domowego Kościoła, tego, czym żyjemy, jak funkcjonuje Ruch Światło-Życie, jakie są nasze zobowiązania – wyjaśnia Roman Strug.

Te zobowiązania to m.in. codzienna modlitwa osobista, małżeńska i rodzinna, regularne spotkanie ze słowem Bożym czy też comiesięczny dialog małżeński oraz systematyczna praca nad sobą, małżeństwem i rodziną.

W rekolekcjach uczestniczy 7 par. Zakończą się 19 stycznia.

Więcej w papierowym wydaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem