Reklama

Ojciec Augustyn Kordecki na kartach polskiej historii

2013-03-18 13:28

Wojciech Kęder
Niedziela Ogólnopolska 12/2013, str. 18-19

ARCHIWUM ZAKONU PAULINÓW

W bieżącym roku obchodzić będziemy dwie okrągłe rocznice związane z o. Augustynem Kordeckim: 20 marca mija 340. rocznica jego śmierci (1673), zaś 16 listopada - 410. rocznica urodzin (1603) tego paulina, który niewątpliwie należy do najbardziej znanych postaci w naszych dziejach. Jakkolwiek o. Kordecki w ciągu swego długiego jak na owe czasy życia piastował z sukcesami wiele odpowiedzialnych, i to najwyższych, funkcji w zakonie, tak naprawdę o jego karierze w polskiej historii i kulturze zadecydowało 40 dni na przełomie listopada i grudnia 1655 r., kiedy to Sanktuarium Jasnogórskie oblegane było przez szwedzkie wojska pod dowództwem gen. Burcharda Müllera.

W XVII wieku, gdy Rzeczpospolita przez dziesiątki lat toczyła wojny ze Szwedami, Rosjanami, Kozakami, Turkami i Tatarami, oblegano wiele miast i twierdz, to jednak w świadomości narodowej właśnie to oblężenie odcisnęło się w sposób szczególny, budząc również skrajne reakcje, od podziwu i uznania dla roli, jaką wówczas odegrała Jasna Góra i o. Kordecki, po gwałtowne ataki negujące zarówno znaczenie obrony narodowego sanktuarium, jak i roli jasnogórskiego paulina jako niezłomnego obrońcy Ojczyzny i wiary w tym przełomowym momencie dziejów.

Sytuacja kraju

Wobec budzącego tak skrajne emocje epizodu z naszej historii wypada zatem przy okazji tej podwójnej rocznicy zadać sobie zasadnicze pytanie: Co właściwie stało się pod Jasną Górą zimą 1655 r. i jaką rolę w tych wydarzeniach odegrał o. Kordecki? Otóż w lipcu i sierpniu 1655 r. na Rzeczpospolitą, wyczerpaną wcześniej zmaganiami z powstaniem Chmielnickiego i rozpoczętą dopiero co wojną z Rosją, której armie doszły do Wilna, spada uderzenie armii szwedzkich prowadzonych przez króla Karola X Gustawa i feldmarszałka Arvida Wittenberga. W ciągu kilku następnych tygodni dojdzie nie tylko do kapitulacji pospolitego ruszenia pod Ujściem, zajęcia przez Szwedów bez walki Poznania, Warszawy i Krakowa, ale do bezprecedensowego załamania państwa i jego struktur: zdrady wielkiego hetmana litewskiego Janusza Radziwiłła, który w Kiejdanach podda Szwedom Litwę, ucieczki króla Jana Kazimierza za granicę, rozkładu armii, która pójdzie w rozsypkę.

Reklama

Te wyjątkowe sukcesy w dotychczasowych zmaganiach o „Dominium Maris Baltici”, czyli przewagę w Europie Środkowo-Wschodniej, Szwedzi zawdzięczali nie tylko armii, uchodzącej za najlepszą w Europie, i jej wybitnym dowódcom, lecz także postawie polskich i litewskich elit politycznych, z których część, opozycyjnie nastawiona wobec Jana Kazimierza, chętniej widziałaby Karola Gustawa na polskim tronie i po haniebnych układach pod Ujściem i w Kiejdanach uznała jego władzę nad Rzecząpospolitą. Szybko w ślad za magnatami poszła sterroryzowana przez szwedzką armię szlachta. Złożenie aktu lojalności wobec nowego władcy dawało w zamian tzw. salwagwardię, czyli certyfikat bezpieczeństwa, który przynajmniej teoretycznie miał chronić jego posiadacza przed represjami ze strony wojsk szwedzkich. Niepokornych czekały zaś brutalne pacyfikacje połączone z bezprzykładnymi grabieżami.

I właśnie w tym momencie, kiedy zawiedli najwyżsi dygnitarze państwa, armia i pospolite ruszenie szlacheckie, którego obowiązkiem była obrona ojczyzny, a wydawać się mogło, że Karol Gustaw odniósł ostateczny tryumf, następuje radykalna zmiana sytuacji: oblężenie narodowego sanktuarium przez armię szwedzką budzi ducha oporu, który rozlewa się na cały kraj. I jakkolwiek miażdżąca wówczas przewaga militarna najeźdźcy wymusi na Polakach prowadzenie wojny partyzanckiej, w której swoje mistrzostwo wykazał Stefan Czarnecki, to poruszenie społeczeństwa na przełomie lat 1655 i 1656 doprowadzi w dalszej perspektywie do wyzwolenia Rzeczypospolitej spod władzy najeźdźców.

Dlaczego Jasna Góra?

Należy zadać tu pytanie: dlaczego właśnie Jasnej Górze przypadła rola budzenia patriotycznych nastrojów do walki z najeźdźcą, skoro tak naprawdę zagrożone przez Szwedów narodowe sanktuarium najmniej się do tej roli nadawało? Bezpieczeństwa sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej strzegła opasująca go twierdza budowana od lat dwudziestych XVII wieku. Była to nowoczesna na owe czasy twierdza bastionowa typu „palazzo in fortezza”, która dawała ochronę w przypadku nagłego ataku, lecz była bardzo trudna do obrony w trakcie regularnego oblężenia. Przykład zajęcia przez Szwedów właśnie budowanych w tej manierze licznych fortec, by ograniczyć się do Ogrodzieńca, Bobolic, Wiśnicza, Chęcin czy też słynnego zamku Krzyżtopór Ossolińskich w Ujeździe, musiał działać odstraszająco. I to tym bardziej że fortyfikacje Jasnej Góry w 1655 r. nie były jeszcze ukończone, a zaopatrzenie twierdzy pozostawiało dużo do życzenia.

Tak więc z jednej strony małe „Fortalitium Marianum” nie zapewniało Jasnej Górze bezpieczeństwa, a z drugiej - wejście na teren sanktuarium protestanckiej, a więc heretyckiej armii szwedzkiej było równoznaczne z jego profanacją i dawało, znając ówczesne realia, pewność jego rabunku. Dodatkowo można było mieć pewność, że Szwedzi prędzej czy później zainteresują się bliżej Jasną Górą. Leżąc blisko granicy śląskiej, miała ona ważne znaczenie militarne, a poza tym szwedzkich wodzów, którzy rabunek podbitych terytoriów opanowali do perfekcji, z pewnością musiały kusić opowieści o skarbach kryjących się w sanktuarium.

Przeor-dowódca

Świadom swojego bardzo trudnego położenia, o. Kordecki od początku zdecydował się bronić Sanktuarium Jasnogórskiego wszelkimi sposobami, byle nie dopuścić do wejścia armii szwedzkiej na Jasną Górę. Nie mając właściwie żadnych szans w starciu na płaszczyźnie militarnej, zdecydował się poprowadzić misterną grę dyplomatyczną, mającą na celu uratowanie w tej beznadziejnej w istocie rzeczy sytuacji Jasnej Góry. Wpierw, kierując się względami taktycznymi, złożył akt submisji i postarał się o salwagwardię dla klasztoru jasnogórskiego, lecz odmówił wpuszczenia w mury fortecy jasnogórskiej załogi szwedzkiej.

Gdy gen. Burchard Müller otrzymał rozkaz zajęcia przygranicznych Krzepic, Wielunia i Częstochowy z Jasną Górą, o. Kordecki rozegrał z nim perfekcyjnie dyplomatyczno-militarną partię, w której decydującym czynnikiem był czas. Dopóki mógł, zwodził szwedzkiego wodza nadzieją wejścia na teren sanktuarium, licząc na opady śniegu, jak również wyczerpanie się zapasów szwedzkiego wojska i jego możliwości aprowizacyjnych pod Częstochową. Dodatkowo duży śnieg uniemożliwiał transport ciężkich dział oblężniczych, których Müller na początku nie miał. I tak przez cztery tygodnie, wykazując się z jednej strony wybitnym talentem dyplomatycznym i militarnym, na przemian prowadząc rokowania, gdzie niemal już ulegał żądaniom Müllera, a z drugiej - stawiając zdecydowany zbrojny opór, grał na czas, który był jego sprzymierzeńcem. Müller co prawda otrzymał 10 grudnia sześć dział oblężniczych, w tym dwie półkartauny, lecz gdy jedną zniszczyli jasnogórscy artylerzyści, druga zaś pękła, a sprowadzenie nowych uniemożliwiła już pełna zima, i gdy obrońcy zabili głównego szwedzkiego inżyniera de Fossisa i gubernatora Krzepic Horna, zniechęcony Müller 26 grudnia zwinął oblężenie. Nieudane oblężenie Jasnej Góry odbiło się szerokim echem w całym kraju, podtrzymując wolę oporu, a zwycięstwo przypisywano interwencji Matki Bożej Częstochowskiej i niezłomnej postawie jej obrońcy - o. Augustyna Kordeckiego.

Autor tekstu jest profesorem Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Tagi:
Jasna Góra Kordecki

Reklama

Bp Markowski: Kościół jednoznacznie wyraża dezaprobatę wobec praktyk, które godzą w godność człowieka

2019-04-22 15:28

BP KEP / Warszawa (KAI)

„W kontekście wydarzeń, które miały miejsce w Pruchniku 19 kwietnia, Kościół jednoznacznie wyraża dezaprobatę wobec praktyk, które godzą w godność człowieka. Kościół katolicki nigdy nie będzie tolerował objawów pogardy do członków jakiegokolwiek narodu, w tym do narodu żydowskiego” – czytamy w komunikacie bpa Rafała Markowskiego, Przewodniczącego Rady ds. Dialogu Religijnego i Przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem Konferencji Episkopatu Polski.

BP KEP

Biskup Markowski podkreśla: „W okresie wielkanocnym wspominamy prawdę wiary, że Chrystus oddał życie za zbawienie wszystkich, z czego wynika chrześcijańska postawa szacunku względem każdego człowieka”.

Publikujemy pełną treść komunikatu:

W kontekście wydarzeń, które miały miejsce w Pruchniku 19 kwietnia, Kościół jednoznacznie wyraża dezaprobatę wobec praktyk, które godzą w godność człowieka. Kościół katolicki nigdy nie będzie tolerował objawów pogardy do członków jakiegokolwiek narodu, w tym do narodu żydowskiego.

W okresie wielkanocnym wspominamy prawdę wiary, że Chrystus oddał życie za zbawienie wszystkich, z czego wynika chrześcijańska postawa szacunku względem każdego człowieka.

Bp Rafał Markowski,

Przewodniczący Rady ds. Dialogu Religijnego

Przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej dotyczącego listu otwartego nauczycieli

2019-04-23 20:05

xdm / Świdnica (KAI)

Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, iż zarzuty wobec Biskupa Świdnickiego są bezpodstawne ze względu na szerszy kontekst wypowiedzi - czytamy w przesłanym KAI komunikacie kurii diecezji świdnickiej. Dokument odnosi się do zarzutów środowiska nauczycielskiego wobec słów bp. Ignacego Deca, wypowiedzianych podczas wielkoczwartkowej homilii, w których odniósł się do trwającego strajku nauczycieli.

Oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej dotyczącego listu otwartego nauczycieli ze Szkoły Podstawowej nr 4 w Świdnicy.

W liście z dnia 19 kwietnia 2019 r. przekazanym przez grono pedagogiczne Szkoły Podstawowej nr 4 w Świdnicy, zawarte zostały nieprawdziwe stwierdzenia:

1. „Sugerowanie parafianom jakoby nauczyciele nie wywiązują się ze swojej misji i nie trwają przy swoich uczniach do końca jest wysoce niesprawiedliwe i krzywdzące tę grupę zawodową, która – jak żadna inna – poświęca się ich edukacji i wspiera w wychowaniu”.

2. „skłócanie społeczeństwa ze sobą poprzez przywoływanie na mszy bolesnych, nawiązujących do tragicznych przykładów z naszej historii, a tym samym nieadekwatnych do obecnej sytuacji społecznej”.

Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, iż powyższe zarzuty wobec Biskupa Świdnickiego są bezpodstawne ze względu na szerszy kontekst wypowiedzi. Dla właściwej interpretacji wypowiedzianych słów, które stanowiły impuls dla Autorów listu otwartego, należy zauważyć, że Ksiądz Biskup Ignacy Dec podczas homilii wygłoszonej w Wielki Czwartek w trakcie liturgii Wieczerzy Pańskiej, odwołując się do przesłania i treści tego dnia, zwrócił uwagę na wynikającą z wydarzeń Wieczernika wieloraką postawę służby bliźniemu.

Poniżej fragment homilii:

„Drodzy bracia i siostry, Podczas Ostatniej Wieczerzy bardzo wymownym gestem był obrzęd umycia nóg (…). To wieczernikowe umycie nóg, które jest symbolem służby drugim, stało się szczególnym zobowiązaniem uczniów Chrystusa. Jest ono istotą miłości, osnową nowego przykazania, które zostało ogłoszone właśnie w Wielki Czwartek. Dlatego dziś, tego wieczoru, śpiewamy pieśni wzywające nas do przestrzegania tego najważniejszego przykazania: "Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem"; "Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego". Oto nasze zadanie rodzące się z Eucharystii. Przez celebrację Mszy św. nie tylko wchodzimy w jedność z Bogiem, ale jesteśmy z niej posyłani, by służyć drugim i tworzyć z nimi jedną rodzinę dzieci Bożych.

W ubiegłym tygodniu w ramach wizytacji kanonicznej odwiedziłem z ks. proboszczem dwoje chorych osób. Byli to małżonkowie, już w bardzo podeszłym wieku; on - lat 92, ona - 88. Zimą 1940 roku wraz ze swoimi rodzicami zostali zesłani na Sybir, w krainę głodu i mrozu. Byli tam dwa lata a potem 4 lata w Kazachstanie. Cudem wrócili do Polski. Pobrali się. Urodzili i wychowali czworo dzieci. Złożyli świadectwo, że przetrwali dzięki modlitwie i niesieniu sobie wzajemnej pomocy. Lata małżeńskie przeżyli w miłości i zgodzie. Dziś ksiądz z parafii przynosi im Komunię Świętą. Otrzymują w Niej moc - jak mówią - do wzajemnej służby.

Dlaczego dzisiaj kuleje miłość w rodzinach? Może dlatego, że brak jest modlitwy, ze nie docenia się mocy Eucharystii. Zobaczcie, ile ludzi chodzi do kościoła. W naszej diecezji niecałe 30%. W Wałbrzychu gdzieś koło 10%. A we wschodnich diecezjach około 60 – 70%. A reszta? I potem mamy mieć dobrze wychowanych ludzi, dobrych nauczycieli? Korczak poszedł na śmierć z dziećmi do komory gazowej, nie zostawił ich, a dzisiaj różnie bywa. Dajemy dzieci komuś i czasem oni pilnują swoich spraw, a nie tych, którym powinni służyć.

Przepraszam, że to mówię, ale to jest też coś, co nas boli. My się modlimy. Nie chcemy tu być stroną jednych czy drugich. Modlimy się, żeby to się rozwiązało po Bożemu, bo nauczyciele też muszą być wynagradzani, bo to jest wielka służba, trudna służba i bolejemy, jak ona kuleje”.

Mamy głęboką nadzieję, że powyższe informacje ostudzą trwającą w mediach dyskusję, a przy tym pomogą zdezorientowanym odbiorcom przekazów medialnych na temat nauczania Księdza Biskupa Ignacego Deca uzyskać pełny i rzetelny obraz głoszonego słowa.

Ks. dr Daniel Marcinkiewicz

Rzecznik Świdnickiej Kurii Biskupiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem