Reklama

Młodzi dla środowiska

Historia kościoła i parafii św. Józefa w Łodzi

Ks. Krzysztof Nalepa
Edycja łódzka 11/2003

W Łodzi przy ul. Ogrodowej stoi ukryty w głębi ogrodu niewielki, drewniany kościółek jakby przeniesiony ze wsi, nie pasujący do architektury wielkiego miasta. Jego historia zrosła się z dziejami powstawania miasta przemysłowego.
Kościół św. Józefa został ufundowany w 1765 r. przez biskupa kujawskiego Antoniego Ostrowskiego jako druga z kolei świątynia dla parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Starym Mieście w Łodzi. Drewniany kościół zbudowano z solidnych beli modrzewiowych. Łódź osiemnastowieczna była niewielką osadą rolniczą. W połowie XIX w. zaczęła szybko się rozrastać i stawać się ruchliwym ośrodkiem przemysłu tkackiego, najpierw rękodzielniczego, potem maszynowego. W 1880 r. parafia liczyła ok. 60 tys. wiernych. Kościół stał się ciasny. Zapadła decyzja rozbudowy: w 1881 r. powiększono prezbiterium, dobudowano nową zakrystię i kaplicę chrzcielną. Jednak okazało się to niewystarczające. Z inicjatywy proboszcza ks. J. Siemca postanowiono wybudować nowy, okazały kościół w pobliżu starego na tzw. Górkach Plebańskich (dziś Plac Kościelny). Później zapadła decyzja, by stary, drewniany kościółek przenieść na dawny cmentarz przy ul. Ogrodowej, na którym od roku 1856 nie chowano zmarłych. Z przeniesieniem kościoła były problemy. Władze carskie domagały się zniszczenia go. Wówczas proboszcz wpadł na pomysł, że po przeniesieniu kościoła w głównym ołtarzu umieści się obraz św. Mikołaja, przed którym będzie można zanosić modlitwy za cara Mikołaja II. Gdy otrzymano zgodę na przeniesienie kościoła, przystąpiono do jego rozbiórki i przetransportowania pojedynczych części na nowe miejsce. Istnieje podanie, że kościół został przeniesiony i zmontowany w ciągu jednej nocy przez pracowników fabryki Poznańskiego. Po przeniesieniu kościół ustawiono na przygotowanych fundamentach i przeprowadzono remonty.
Rozpoczął się nowy etap historii świątyni, która po 123 latach zmieniła miejsce swej lokalizacji. Pierwszą Mszę św. odprawił w niej proboszcz ks. J. Siemiec 10 maja 1888 r. 21 maja tego samego roku arcybiskup warszawski Wincenty Chościak-Popiel nadał nowe wezwanie św. Józefa i poświęcił świątynię, która posiadała wówczas status kościoła filialnego parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Pierwszym rektorem kościoła został ks. Gruchalski. Jemu świątynia zawdzięcza nową kruchtę i 12-głosowe organy na chórze. Przed kościołem stanęła przeniesiona stara dzwonnica drewniana. Drugim rektorem był ks. J. Albrecht. Za czasów jego urzędowania wybudowano w 1902 r. obok kościoła dwupiętrowy dom jako mieszkanie dla księży i służby kościelnej.
29 grudnia 1909 r. dekretem arcybiskupa warszawskiego Wincentego Chościak-Popiela została erygowana przy kościele św. Józefa parafia pod takim samym wezwaniem. Parafia funkcjonowała od 1 stycznia 1910 r.
Pierwszy proboszcz - ks. dr Henryk Przeździecki pozostawił po sobie kościół poszerzony o nawy boczne ze zmodernizowanym i przebudowanym prezbiterium, po którego dwóch stronach dobudowano kaplice. Urządzono tzw. kościół dolny, całość pokryto dachówką, ściany zewnętrzne oszalowano i pomalowano. Pomimo tej rozbudowy kościół był za mały dla parafii, liczącej wówczas ponad 25 tys. wiernych. Polacy-katolicy stanowili tu jednak mniejszość, teren parafii był głównie zamieszkały przez Żydów i Niemców. W roku 1915 ks. Przeździecki został mianowany wikariuszem generalnym tej części archidiecezji warszawskiej, którą linia frontu (był to drugi rok I wojny światowej) oddzieliła od Warszawy. Wkrótce ks. Przeździecki został biskupem podlaskim.
Obowiązki nowego proboszcza przejął w 1915 r. ks. prał. Bronisław Sienicki. W tym czasie nabyto od gminy ewangelickiej plac (dawny cmentarz grzebalny) i na jego terenie urządzono park św. Józefa. W środku usytuowano na postumencie figurę św. Józefa.
Kolejnym proboszczem został w 1922 r. ks. prał. Walenty Małczyński. Ten kapłan również energicznie zabrał się do pracy. Dzięki jego staraniom wybudowano parterowy dom dla służby kościelnej. W 1934 r. na miejscu starej, zniszczonej dzwonnicy postawiona została nowa, żelbetonowa. Dla zharmonizowania z kościołem pokryto ją szalunkiem. Umieszczono w niej trzy dzwony o imionach "Józef", "Walenty", "Antoni". (dzwony te zrabowali hitlerowcy w 1941 r.). Wnętrze kościoła zostało wyposażone w pięć nowych ołtarzy. Wykonała je firma św. Wojciecha w Poznaniu. Fundatorem ołtarzy był Żyd - współwłaściciel pobliskich Zakładów Przemysłowych I. K. Poznański (zarząd tych zakładów, jak i jego pracownicy pokrywali wiele kosztów w związku z remontami w kościele i budową domu parafialnego). Na uroczystość poświęcenia nowych ołtarzy przybył do parafii bp Wincenty Tymieniecki - ordynariusz diecezji łódzkiej i podczas nabożeństwa w kościele wyraził wdzięczność fundatorowi ołtarzy. W 1935 r. z okazji jubileuszu 25-lecia parafii wydano staraniem ówczesnych księży wikariuszy Franciszka Zyska i Jana Bieniasa "Album pamiątkowy parafii św. Józefa w Łodzi", który zawiera wiele zdjęć kościoła i jego wnętrza oraz portrety kapłanów i innych ludzi związanych z parafią.
Podczas II wojny światowej (od października 1941 do marca1945 r.) kościół był zamknięty przez okupanta. Po zakończeniu wojny trzeba było go uporządkować i zaopatrzyć w nowe naczynia i szaty liturgiczne. Niedługo po wojnie w 1948 r. Siostry Misjonarki Świętej Rodziny założyły w parafii placówkę dla prowadzenia przedszkola.
1 lipca 1950 r. proboszczem został mianowany ks. kan. Stanisław Lesiewicz. Rok później świątynia otrzymała nowe, 18-głosowe organy. Jej wnętrze zostało odmalowane i ozdobione bogatą polichromią. Prace te wykonał artysta malarz Władysław Drapieski. W 1955 r. przebudowano dolny kościół, dostosowując go na potrzeby salki katechetycznej. Doszło wówczas do niegroźnego pożaru. Ks. Lesiewicz zdawał sobie sprawę z tego, że kościół jest zbyt mały na tutejszą parafię. Przystąpił zatem w roku 1957 do rozbudowy bocznych kaplic - bez właściwej zgody i mimo niechęci władz. W tych przedsięwzięciach ks. Lesiewicz całą nadzieję złożył w Bogu przez pośrednictwo św. Józefa. W roku 1960 parafia przeżywała jubileusz 50-lecia istnienia. Z tej okazji misje święte prowadzili ojcowie cystersi z Krakowa Mogiły. Prace trwały nadal, rok później dobudowano w kaplicach bocznych drzwi, dzięki którym łatwiej można było wejść, jak i wyjść z kościoła oraz przed drzwiami głównymi duży przedsionek spełniający funkcję kaplicy pogrzebowej. Natomiast w 1963 r. salę kościoła dolnego wyposażono w scenę. Dlatego mogły się tam odbywać występy i przedstawienia różnych grup. W roku 1967 ufundowano dzwon o imieniu "Stanisław".
15 marca 1968 r. następnym proboszczem został ks. Tadeusz Kowalczyk. 5 stycznia 1969 r. bp Józef Rozwadowski poświęcił nowe tabernakulum ogniotrwałe, a kolejne lata w parafii wypełniały rozmaite prace, szczególnie w domu parafialnym, gdzie założono instalację centralnego ogrzewania, dokonano remontu kanalizacji i instalacji wodociągowej. W roku 1970 diecezja łódzka przeżywała jubileusz 50-lecia istnienia. Biskupi z różnych diecezji polskich, przybyli w grudniu do Łodzi na obchody jubileuszowe, mieszkali w poszczególnych parafiach. W parafii św. Józefa zatrzymał się 12 i 13 grudnia 1970 r. biskup warmiński Józef Drzazga, który sprawował tu Eucharystię. Początek lat siedemdziesiątych to budowa nowej części domu parafialnego, którą poświęcił 27 października 1974 r. bp Józef Rozwadowski, a 27 stycznia 1978 r. została poświęcona w części budynku przeznaczonej dla sióstr zakonnych kaplica półpubliczna.
W roku 1980 odnowiono elewację starej plebanii oraz zmieniono zużytą blacharkę na budynku plebanii i kościoła.
10 marca 1984 r. umarł proboszcz ks. Tadeusz Kowalczyk. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył cztery dni później, w kościele i na cmentarzu św. Józefa przy ul. Ogrodowej, bp Jan Kulik.
26 kwietnia 1984 r. ks. kan. Dionizy Markiewicz został administratorem parafii, a 4 czerwca otrzymał nominację proboszczowską. W 1985 r. przypadł jubileusz 75-lecia istnienia parafii. Z tej okazji pomalowano zewnętrzną elewację kościoła. Odpust parafialny tego roku poprzedziły misje święte prowadzone przez księży salezjanów w dniach 3-10 marca. Centralnej uroczystości jubileuszowej, we wspomnienie św. Józefa Robotnika (1 maja), przewodniczył bp Józef Rozwadowski. Innym akcentem jubileuszowym była pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej, zorganizowana w ostatni dzień sierpnia. W 1988 r. pomalowano kaplice boczne z zachowaniem dawnych wzorów polichromii. 1 października 1989 r. obecny abp Władysław Ziółek utworzył z części parafii św. Józefa nową wspólnotę parafialną św. Mateusza Ewangelisty. Liczba mieszkańców parafii macierzystej pomniejszyła się o ok. 8 tys. wiernych. 6 grudnia 1990 r. parafię św. Józefa włączono do dekanatu Łódź Żubardź. Stary kościółek wymaga nieustannych remontów, dlatego w czerwcu 1991 r. rozpoczęto prace przy konserwacji dachów świątyni. W ramach jubileuszu 75-lecia diecezji łódzkiej, obchodzonego w 1995 r., wszystkie parafie przeżywały nawiedzenie przez obraz Matki Bożej Watykańskiej. Parafia św. Józefa przygotowała się do tego dnia przez misje święte prowadzone przez księży salezjanów. Obraz został powitany przez parafian 10 października wieczorem. Uroczystą Mszę św. sprawował bp Bohdan Bejze. W 1996 r. abp Władysław Ziółek wydał dekret wprowadzający nowe rozgraniczenie między parafią św. Józefa a parafią Zesłania Ducha Świętego. W wyniku tego podziału z parafii odeszło kolejne 2700 osób. Rok 1996 związany był ponownie z kontynuacją remontu dachu kościoła. Z kolei w połowie października 1997 r. zaczęto odnawiać wewnętrzną malaturę kościoła. 1 sierpnia 1999 r., na skutek decyzji przełożonej generalnej zgromadzenia, po 50 latach pracy katechetycznej i wychowawczej opuściły parafię Siostry Misjonarki Świętej Rodziny.
Rok 2000 w całym Kościele obchodzony był jako Rok Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa. Parafia św. Józefa obchodziła wówczas 90-lecie swego powstania. Uroczystą Mszę św. odprawił z tej okazji 2 stycznia bp Adam Lepa. Na wiosnę roku 2000 rozpoczęto prace przy odnowieniu i złoceniu bocznych ołtarzy oraz ambony. Z bliższych już nam uroczystości w parafii należy odnotować peregrynację Ikony - Krzyża III Tysiąclecia, która nawiedziła tutejszą wspólnotę 29 stycznia 2002 r.
Od września 2002 r., w związku z przejściem na emeryturę ks. kan. Dionizego Markiewicza, nowym proboszczem parafii został z nominacji Arcybiskupa łódzkiego ks. kan. Franciszek Semik, pełniący dotąd obowiązki proboszcza parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski we Włodzimierzowie i dziekana sulejowskiego.
Przypominając historię parafii św. Józefa, opisane zostały fakty związane z dziejami tej uroczej świątyni. Trzeba zaznaczyć jednak, że parafia to przede wszystkim wspólnota ludzi, którzy ją tworzą. Przez te ponad dziewięćdziesiąt lat istnienia odbyło się przy tej parafii bardzo wiele różnych uroczystości, wizyt znamienitych gości, rozmaitych imprez, które organizowały grupy duszpasterskie działające tutaj. Zresztą te wszystkie inwestycje dokonujące się tu mogły być realizowane przy wydatnej pomocy parafian.
Na zakończenie trzeba dodać, że kościół św. Józefa jest niemym świadkiem historii Łodzi. W kronice parafialnej czytamy: "(...) kościół jest dla mieszkańców Łodzi drogocenną pamiątką. Kościółek ten przypominał wszystkim Polskę wolną - pierwsze i drugie powstanie narodu do walki z caratem. W nim modlili się powstańcy łódzcy - a zwłaszcza przed cudownym obrazem Matki Bożej Bolesnej koiły swój ból i łzy strapione rodziny łódzkie po stracie swoich najbliższych, lub w czasie klęsk i niedoli, które spadały na cały kraj". Wspomniany obraz Matki Bożej jest przyozdobiony srebrną sukienką, co może świadczyć o dawnym kulcie. Po różnych remontach w kościele został przeniesiony z bocznego ołtarza i wisi na ścianie. Jest nadzieja, że znowu przed tym wizerunkiem gromadzić się będzie parafia. Natomiast w głównym ołtarzu, w centralnej jego części, usytuowana jest figura św. Józefa. Jak podaje ks. Wincenty Zaleski w książce Sanktuaria polskie, jest w tym kościele szczególne nabożeństwo do św. Józefa. Do dziś w każdą środę po Mszy św. wieczornej jest prowadzona Nowenna do św. Józefa.
Wszystkich zapraszamy do odwiedzenia tego małego kościoła i wsłuchania się w nim w szept modlitwy zanoszonej do Boga przez łodzian od roku 1765.

Duszpasterska wizyta, duszpasterska szansa

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2004

Graziako/Niedziela
Kapłan podąża z wizytą kolędową

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece. Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika? Inni bronią księży: przecież parafia liczy 15 tys. osób - musi wystarczyć krótka modlitwa i wymiana kilku zdań. Tak czy owak, nie milkną dyskusje wokół celowości kolędy.

Skąd się wzięła

O chodzących po kolędzie księżach pisał już Mikołaj Rej wkładając w usta wójta krytykę plebana: „... potym bieży po kolędzie / w każdym kącie dzwonić będzie / Więc woła Illuminare / a ty chłopku musisz dare...”. Skąd się jednak wziął zwyczaj duszpasterskich wizyt, trudno ustalić.
W starożytnym Rzymie odwiedzano się w styczniowe kalendy (callandae), zaczynające nowy rok. Wiadomo także, że wyraz „kolęda”, który do Polski dotarł za pośrednictwem Czechów, oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania z tej okazji wiejskich gospodarzy.
Kościół zaadaptował te ludowe zwyczaje, łącząc je z błogosławieństwem domów w uroczystość Trzech Króli. A że nie dałoby się tego dnia odwiedzić wszystkich, wizyta rozłożyła się na czas poświąteczny.
Niemiecka i polska tradycja każe z okazji Trzech Króli napisać poświęconą kredą na drzwiach domów „K+M+B” (lub „C+M+B”) i datę roczną. Litery nie tyle są, jak zazwyczaj się uważa, skrótem od tradycyjnych imion Trzech Króli, lecz od łacińskiego Christus mansionem benedicat (lub polskiego: Chrystus Mieszkanie Błogosławi).
Dziś wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale może przede wszystkim spotkanie duszpasterza z parafianami. Przygotowanie do takiej wizyty powinno przebiegać w dwóch wymiarach: duchowym i zewnętrznym przygotowaniu domu.

... i jak przebiega?

Odwiedziny duszpasterskie mają charakter domowej liturgii. Rozpoczynają się od obrzędu błogosławieństwa rodzin (w czterech wersjach) ze wspólną modlitwą i ewentualnie rozważaniem Słowa Bożego. Niekiedy wizyta rozpoczyna się od zaintonowania kolędy, którą wraz z domownikami (i czasami ministrantami) śpiewa kapłan. Witając się słowami „pokój temu domowi” życzy, aby stale był w tym domu obecny Chrystus, który przychodząc na świat przyniósł ludziom pokój. Po tym pozdrowieniu następuje modlitwa o błogosławieństwo Boże dla całej rodziny i obrzęd błogosławieństwa mieszkania z pokropieniem wszystkich obecnych wodą święconą.
Podczas wizyty powinien być czas na rozmowę duszpasterza z wiernymi, przedstawienie księdzu rodzinnych radości i problemów; jest możność zademonstrowania osiągnięć szkolnych pociech, czy też ich udziału w parafialnych ruchach.
Dziś jednak często dominuje pesymizm. Biedniejemy, wielu traci pracę i stać ich na skromną lub żadną ofiarę. Wstydzimy się tego, bo przecież chcemy złożyć jakiś datek na potrzeby najbliższej nam wspólnoty. Zatem „ ile dać?”, staje się często przedmiotem długich dysput i przysłania zupełnie inne możliwości, jakie stwarzają odwiedziny księdza w naszym domu.
Na ogół nie wiemy też, dlaczego i po co duszpasterze zapisują coś w swoich kartotekach. Czyżby spisywali wysokości ofiar, albo liczyli „pogłowie”? Tymczasem księża tłumaczą, że informacje zebrane podczas kolędy pozwalają na rozeznanie potrzeb danej rodziny, uregulowanie jej spraw dotyczących życia sakramentalnego (np. stwierdzenie pożycia w związku niesakramentalnym).
- Dokładne przestudiowanie kartotek przed kolędą było dla mnie zawsze bardzo cenną sugestią - wyjaśnia ks. Dariusz Gącik, notariusz Kurii diecezjalnej w Kielcach. - Wynikało z nich np., że ktoś z rodziny jest poważnie chory, że jest w niej problem alkoholowy albo, że ludzie żyją bez ślubu. Znając te fakty mogłem odpowiednio przygotować się do rozmowy. I zdarza się, że wizycie duszpasterskiej towarzyszą naprawdę budujące doświadczenia - jej owocem jest np. chrzest dziecka, przystąpienie do sakramentu pokuty po długim okresie przerwy, zawarcie zawiązku małżeńskiego, albo skierowanie do rodziny konkretnej pomocy materialnej. Ogólnie - „powrót do praktyki wiary”, jak mówią księża.
Niekiedy, z myślą o swych następcach, szczególnie w miejskich parafiach, duszpasterze przekazują sobie uwagi zabawne i nietypowe, np. gdzie można liczyć na posiłek. Chociaż, co do posiłku, to w miastach brakuje zupełnie nań czasu - chyba że jest to naprawdę ostatnie mieszkanie w tym dniu.
- Dzień chodzącego z wizytą duszpasterską księdza przedstawia się zazwyczaj tak - wyjaśnia ks. D. Gącik. - Rano katecheza w szkole, powrót na obiad lub nieco później, przejrzenie kartotek i już ok. 15.00 rozpoczynamy wizytę duszpasterską. Kończymy zwykle ok. 21.00 - 21.30. Potem ewentualnie jakaś kolacja i przygotowanie się do katechezy na następny dzień. Czasem przez tydzień zdarzało mi się nie odsuwać zaciągniętych na noc zasłon…

Po co w ogóle takie odwiedziny

W Kodeksie Prawa Kanonicznego odnajdujemy kan. 529 § 1, który mówi: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”.
Wizyta duszpasterska jest dobrym sposobem realizacji tej „funkcji pasterza”. Ks. D. Gącik przestrzega przed nazywaniem jej kolędą. Bo kolęda dotyczy tylko okresu Bożego Narodzenia i choć jest umocniona w Polsce silną tradycją, nie należy ograniczać możliwości wyboru przez proboszcza innego czasu.
Coraz częściej dzieje się tak w wielkich miejskich parafiach, gdzie wizytę rozpoczyna się na początku Adwentu - np. w kieleckiej parafii św. Maksymiliana. - Siła tradycji jest tak wielka, że ludzie oburzają się na tę praktykę. A nie ma ku temu podstaw - wyjaśnia ks. Gącik, zalecając wyrozumiałość wobec realiów konkretnej parafii. W innych diecezjach spotkać można daleko bardziej nowatorskie praktyki, np. odwiedzanie parafian przez cały rok w dwa wybrane dni tygodnia. Wówczas są to wizyty rzeczywiście długie. Ale u nas… - My pochodzimy z Bielin, Wilkowa, Lisowa - tłumaczą parafianie ze św. Maksymiliana - w naszych wsiach nie rozbierało się choinki, dopóki ksiądz nie przyszedł po kolędzie. To i niełatwo przywyknąć...

Jak to jest w naszej diecezji

Diecezja kielecka ma w zdecydowanej większości charakter rolniczy, gdzie na dobre zakorzenił się obyczaj celebrowania kolędy. Nie ma mowy o krótkich odwiedzinach. Ksiądz musi wysłuchać tego, co ludzie mają mu do powiedzenia, czasem pokosztować ciast upieczonych na tę okazję, „omodlić” nowe domowe sprzęty, skorzystać z transportu organizowanego przez parafian. Pan Stanisław z Morawicy nie wyobraża sobie, żeby ksiądz chodził na piechotę albo jeździł własnym samochodem. - To jedyna okazja, żeby z księdzem bliżej pogadać, poznać go. No i nie wypada - kwituje krótko. - Co ksiądz, to ksiądz.
- Dla mnie kolęda jako ciągłe pogłębianie relacji z parafianami, ma duży sens - wyjaśnia ks. prob. Marian Gawinek. - W takiej parafii jak Stojewsko, ksiądz zna wszystkich i wszyscy znają księdza, więc tym bardziej jest o czym porozmawiać. Odwiedzanie rodzin i domów odbywa się na sposób tradycyjny, w ciągu godziny mniej więcej są to cztery „numery”. Księdza poprzedzają zawsze ministranci, którzy zaśpiewają gospodarzom kolędę. Pan domu czeka przed bramą, zaprasza do wysprzątanego wnętrza. Z księdzem starają się spotkać wszyscy domownicy. Ludzie chcą się wygadać; mówią, że coraz trudniej im o nadzieję, rolnictwo jest bez szans. Ale ostatnio obserwuję, że część młodych zaczyna osiedlać się w rodzinnej parafii, głównie za sprawą dobrze prosperującego zakładu drzewnego.
Jednak i na kieleckiej wsi w tradycję wkraczają realia. - Ja z kolędą chodzę od rana, więc uwijamy się dość szybko - wyjaśnia ks. Jerzy Siemiński, proboszcz z Mieronic k. Wodzisławia. - Dlaczego? To proste. Ludzie nie pracują prawie w 100%, więc można odwiedzać ich od rana. W parafii Mieronice, liczącej ok. 1300 osób, kolęda trwa ok. 15 dni. Chociaż ludzie są ubodzy, to absolutnie nie spotkałem się z mniejszą niż kiedyś serdecznością. Chcą księdza zatrzymać jak najdłużej, wygadać się. Panuje zupełnie wyjątkowa atmosfera - inna, nie naznaczona takim pośpiechem, jak np. wspominam z Kielc czy Pińczowa.
Kolęda, choć nieraz krytykowana za jej formę, jawi się jako szansa i propozycja. Otwarte drzwi domów, tradycja staropolskiej gościnności i wreszcie zaproszenie do rewizyty - bo taki sens ma przecież jakakolwiek wizyta - stwarzają wielkie możliwości. Warto z nich skorzystać.

Wydarzyło się podczas kolędy...

Państwu N. pomyliła się data wizyty księdza, więc na pukanie kapłana otworzył tylko pan domu. Ponieważ zapewniał, że żona za chwilę nadejdzie, a do wizyty są w zasadzie przygotowani - psychicznie i duchowo, ksiądz zgodził się zaczekać i nawet ofiarował swą pomoc w szybkim przygotowaniu ładnie wysprzątanego pokoju. Jakaż była konsternacja pani domu, która na to właśnie nadeszła i stwierdziła, że stół został nakryty... poszewką na kołdrę.

* * *

Gospodarze długo oczekujący swej kolejki włączyli telewizor i zapomnieli go wyłączyć, gdy ksiądz wreszcie nadszedł. Usadowili go w fotelu naprzeciw ekranu, gdzie właśnie trwały wybory Miss Nastolatek, zapewniając, że to będzie najlepsze dla księdza miejsce…

* * *

Zmęczony całodzienną kolędą ksiądz trafił wreszcie na koniec do swych dobrych znajomych i rozluźniony rozpoczął wspólną modlitwę: „A teraz pomódlmy się słowami, którymi Pan Jezus zwrócił się do swego Ojca: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Orszak Trzech Króli w Miłakowie

2019-01-15 20:57

W Uroczystość Objawienia Pańskiego 6 stycznia 2019 roku w całej Polsce, w miastach i na wioskach odbywały się Orszaki Trzech Króli, które gromadziły tłumy ludzi. Najstarszym Orszakiem w Archidiecezji Warmińskiej, jak i w województwie warmińsko-mazurskim jest organizowany w Miłakowie.

Tegoroczne hasło Orszaku Trzech Króli „Odnowi oblicze ziemi” wpisuje się w pierwszą pielgrzymkę i czterdziestą rocznicę pobytu Papieża Świętego Jana Pawła II w Naszej Ojczyźnie - podkreślił Zbigniew Atrachimowicz przewodniczący Rady Mieszkańców.

I tym razem parafianie licznie zgromadzili się w kościele franciszkańsko-parafialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Miłakowie na Eucharystii, której przewodniczył i homilię wygłosił o. Manswet Rzepka z klasztoru w Józefowie, były wieloletni misjonarz w Libii. W koncelebrze brali udział: o. Arkadiusz Czaja – gwardian klasztoru oraz zaproszony jako gość ks. kanonik Janusz Koniec. Po Mszy Świętej wierni udali się na przemarsz, który prowadził z kościoła do domu kultury, gdzie odbyło się wspólne kolędowanie.

Całą uroczystość poprowadzili: o. Arkadiusz Czaja oraz Zbigniew Atrachimowicz. W ramach kolędowania przygotowano dużo atrakcji, wśród których były „Jasełka” w wykonaniu przedszkolaków z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego im. Świętego Jana Pawła II z Miłakowa pod kierunkiem nauczycieli Mirosławy Kaszeta i Beaty Kalisz, a także występ zespołu dziecięcego działającego przy Miłakowskim Domu Kultury, prowadzonego przez Danutę Melnyk. Swój repertuar kolęd zaprezentował także chór parafialny „Oremus” z Miłakowa, który jest znany w środowisku artystycznym dzięki profesjonalnemu prowadzeniu go przez dyrygent Honoratę Siergun.

Chór koncertował już w wielu miejscach w naszym regionie, uświetniając wydarzenia religijne i kulturalne. Na szczególną uwagę zasługuje również piękny występ zespołu folklorystycznego „Warmianki”. Zespół ten posiada długą tradycję artystyczną, a co za tym idzie bogatą kolekcję zdobytych nagród na festiwalach w kraju. Osiągnięcia te zespół zawdzięcza doświadczonemu dyrygentowi Jerzemu Mudry z Morąga. Natomiast gwiazdą spotkania kolędowego była światowej sławy piosenkarka Krystyna Giżowska, która zaprezentowała kolędy i pastorałki oraz na prośbę osób przybyłych na uroczystości, także swoje wielkie przeboje.

Pani Giżowska kilkakrotnie bisowała, a widownia nagradzała ją gromkimi oklaskami na stojąco. Uczestnicy, jak i Artystka oraz przybyli z nią muzycy byli pod wielkim wrażenie dobrej organizacji Orszaku Trzech Króli w Miłakowie. Pani Giżowska nie omieszkała wspomnieć o czasach, gdy razem na jednej scenie występowała z o. Arkadiuszem obecnym przełożonym klasztoru w Miłakowie, gdy nie był on jeszcze zakonnikiem i również jako artysta występował na scenie w Polsce, a także na scenach wielu krajów europejskich. Należy podkreślić, że profesjonalna organizacja wydarzeń religijnych jak i artystycznych oraz klimat, jaki czynią franciszkanie i parafianie z Miłakowa przyciąga również ludzi z odległych miejscowości. Wśród uczestników uroczystości były także władze samorządowe na czele z Burmistrzem Miłakowa Krzysztofem Szulborskim i Radnym Powiatu Ostródzkiego Zbigniewem Zabłockim.

Klasztor Franciszkanów w Miłakowie stał się ostatnimi czasy znaczącym w Polsce ośrodkiem wydarzeń religijnych i kulturalnych, co przyczyniło się do wzrostu frekwencji wiernych uczestniczących w liturgii nabożeństw i udzielanych sakramentów świętych w Parafii. O. Gwardian na zakończenie podziękował wszystkim za uczestnictwo, podkreślając, że: „Orszak jak i wszystkie inne wydarzenia, które miały miejsce w naszej Parafii są wspólnym dziełem parafian i franciszkanów, czynione na chwałę Bożą i dla dobra wspólnego. Jesteście ludźmi wielkiego serca, którzy zawsze przychodzą z pomocą w każdej dobrej, szlachetnej inicjatywie. Można Was opisać językiem poezji: ludzie piękni o pięknym sercu. A widok radości na twarzy osób, dla których poświęcamy czas i siły to najlepsze dla nas podziękowanie i zapewnienie, że to co czynimy jest nadal potrzebne nam wszystkim, w naszej wspólnej drodze ku świętości”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem