Reklama

Święta przepełnione rodzinną miłością

2017-12-20 12:28

Adrian Ziątek
Edycja świdnicka 52/2017, str. IV

Adrian Ziatek
Dom Dziecka w Wałbrzychu

Czas Adwentu w Kościele jest nam dany głównie w tym celu, abyśmy dobrze przygotowali się do godnego przeżycia świąt Narodzenia Pańskiego. W tym roku trwał zaledwie trzy tygodnie. W tym czasie przygotowywaliśmy się do świąt poprzez udział w Roratach, rekolekcjach adwentowych, ale też zabiegaliśmy o aspekt materialny świąt. Kupowaliśmy prezenty pod choinkę dla najbliższych, robiliśmy spore zakupy w marketach, aby nam niczego na ten świąteczny czas w domu nie zabrakło. Dla wielu z nas świąteczny klimat rozpoczął się rodzinnym ubieraniem choinki, pachnącym piernikiem w piekarniku, oczekiwaniem na pierwszą gwiazdkę, aż w końcu łamaniem się opłatkiem w gronie najbliższej rodziny. Radosny aspekt przeżywania świąt dostrzegamy w serialach, przeróżnych filmach, które telewizja nam serwuje tradycyjnie co roku. Nasze radosne, rodzinne świętowanie jest czymś dobrym i wskazanym, bo przecież świętujemy narodzenie naszego Zbawiciela. Niestety, wśród tych radości są i smutki, o których dzisiejszy świat często nie mówi głośno. Smutkiem jest sąsiadka za ścianą naszego mieszkania, która sama spędza święta. Bezdomni spędzający Wigilię w noclegowni. Chorzy i cierpiący w domach opieki i hospicjach, i mogłoby się wydawać, że dzieci w domach dziecka, które szukają na niebie pierwszej gwiazdki w wigilijny wieczór, a którym ten artykuł jest szczególnie poświęcony.

Gdy dostałem za zadanie napisanie artykułu o tematyce przeżywania świąt w jakiejś ciekawej instytucji, pomyślałem najpierw o domach opieki dla ludzi starszych. Po głębszych przemyśleniach postanowiłem, że ostatecznie artykuł napiszę o świętach w domu dziecka, bo przecież Chrystus narodził się jako dziecko i może warto przy tej okazji skupić się właśnie na dzieciach. Szukając w Internecie adresów wałbrzyskich domów dziecka, postanowiłem, że odwiedzę ten przy ul. Asnyka 13. Po wcześniejszym umówieniu wizyty, wkroczyłem w progi placówki opiekuńczo-wychowawczej na wałbrzyskim Nowym Mieście. Od samego wejścia w progi domu czuć było już świąteczną atmosferę. Piękna choinka na korytarzu, przystrojone ściany, a nawet poręcze. Po chwili powitała mnie p. Elżbieta Makowska, dyrektor Centrum Obsługi Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych w Wałbrzychu. Jak się okazuje, w Domu Dziecka przy ul. Asnyka funkcjonują dwie placówki, w których przebywa dwudziestu ośmiu wychowanków. Są to dzieci zazwyczaj od dziesiątego roku życia, choć bywają przypadki, tak jak obecnie, że dom zamieszkują dzieci młodsze, często kilkumiesięczne, które są rodzeństwem starszych dzieci przebywających w tymże domu, lub wyjątkowość sytuacji sprawiła, że znalazły się we wspomnianym domu. Pytając Panią Dyrektor o przygotowania całego domu do świąt, dowiedziałem się, że pracownicy, jak i dzieci wspólnie się przygotowują poprzez wspólne ubieranie choinek, sporządzanie świątecznych potraw, pieczenie ciast i wiele innych codziennych zajęć, które niczym nie różnią się od tych, które towarzyszą przygotowaniom świątecznym w naszych rodzinnych domach. W ostatnim adwentowym czasie dzieci odwiedził św. Mikołaj, choć poprosił do pomocy swoich pomocników, którzy przyjechali na trzydziestu motocyklach i przywieźli dzieciom prezenty. Jak relacjonuje mały Sławuś – od Mikołaja dostał w tym roku duże auto, z którego jest bardzo zadowolony. Tradycją staje się coroczna wspólna Wigilia, która łączy wszystkie sześć wałbrzyskich placówek, a odbywa się jeszcze przed faktycznym dniem Wigilii. Takie wigilijne spotkanie w tym roku odbyło się 20 grudnia w Hotelu „Maria”. Była to okazja do wspólnego spotkania się dzieci i wychowawców z różnych placówek. W organizację tego spotkania zaangażowanych było wiele osób, firm oraz instytucji. Jak zawsze na wspomnianą Wigilię zaproszeni zostali zacni goście, którzy z wielkim zaangażowaniem i otwartością serca wspierają domy dziecka. Byli to m.in. prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej, p. Grażyna Urbańska, dyrektor MOPS w Wałbrzychu, oraz p. Dorota Barańska, właścicielka kompleksu hotelowego „Maria”, która z wielkim zatroskaniem wspomaga Dom Dziecka, a także udostępnia salę hotelową na potrzeby organizacji corocznej Wigilii.

– Dzień prawdziwej Wigilii, jak relacjonuje dyrektor Elżbieta Makowska – rozpoczyna się tradycyjnie wypatrywaniem pierwszej gwiazdki. Gdy dzieci wypatrzą już wspomnianą pierwszą gwiazdkę, zarówno pracownicy domu dziecka, wychowawcy, dzieci i ich rodzice, którzy są zapraszani na uroczyste świętowanie, zasiadają do wspólnego stołu.

Reklama

Śpiewane są kolędy, wszyscy dzielą się opłatkiem, spożywają świąteczne potrawy, które zostały przygotowane przy pomocy dzieci, a także niektórzy pod opieką wychowawców udają się do kościoła na Pasterkę. W domu panuje zwyczajna, świąteczna atmosfera, przepełniona wzajemna miłością i dobrocią. Bywa tak, że dzieci zostają zabrane przez swoich rodziców na święta do rodzinnych domów.

Pani Dyrektor wspomina sytuację, która miała miejsce trzy lata temu, gdzie rodzice dwójki dzieci, przebywających wtedy w Domu Dziecka, zdeklarowali się, że zabiorą swoje dzieci na czas świąt do rodzinnego domu. Niestety, słowa nie dotrzymali. Dzieci zostały w placówce same z wychowawcami, bo tak się złożyło, że inne zostały zabrane przez swoich rodziców w ramach przepustki. Było to bardzo przykre i bolesne dla dzieci, które czekały z radością na swoich rodziców. Jak się okazuje, Pan Bóg z każdego zła potrafi wyciągnąć dobro i już po kilku miesiącach rodzice wspomnianych dzieci postanowili zmienić swoje życie i postępowanie. Dziś dzieci mieszkają z nimi w rodzinnym domu. Jak mówi Pani Dyrektor, misją Domu Dziecka jest nie tylko wychowywanie dzieci w duchu dobrych wartości, ale także pomoc rodzinom w wyjściu z kryzysu, który czasem bywa tylko przejściowy. Dziesięcioletnia Roksana i 2-letni Sławek, który zapytany o wiek, postanowił sobie dodać dwa lata, mówiąc, że ma pięć i wywołał tym duży śmiech, mówią, że nie mogą doczekać się już świąt, gdzie spotkają się ze swoimi rodzicami.

Dom Dziecka przy ul. Asnyka w ostatnim czasie przeszedł gruntowny remont, dzięki czemu dzieci czują się w nim bardzo dobrze. Pracownicy domu, a szczególnie bardzo życzliwa Pani Dyrektor, wprowadzają wspaniałą, rodzinną atmosferę, którą można poczuć od samego wejścia w progi domu.

W ostatnim czasie, surfując po Internecie, mogliśmy się natknąć na wyznanie pewnej dziennikarki, która pisze w swoim felietonie, że współczuje tym, którzy w święta muszą spotykać się z rodziną! Osobiście po przeczytaniu tych słów coś mną wstrząsnęło.

Pomyślałem, jak bardzo trzeba być znieczulonym na drugiego człowieka, nawet w stopniu pokrewieństwa, żeby mieć tak złe podejście do relacji międzyludzkich. Na myśl zaraz przyszli mi wszyscy ci, którzy tak bardzo pragną, aby ich święta były właśnie rodzinne. Myślę tu o samotnych, opuszczonych, sierotach, bezdomnych, a także o dzieciach w Domu Dziecka, którzy takich rodzinnych świąt pragną.

Chrystus przychodzi na świat, aby nieść ludziom miłość i pokój. Niech te wartości, które przynosi nam nowo narodzony Jezus, przepełniają nasze serca w relacjach rodzinnych, a szczególnie przy świątecznych spotkaniach, które nie każdemu są dane.

Tagi:
Boże Narodzenie dom dziecka

Dom przy ulicy św. Kazimierza chce nadal służyć dzieciom

2018-01-03 12:37

Katarzyna Woynarowska
Edycja częstochowska 1/2018, str. IV

Placówka zmienia formę działania, ale nie istotę. Nadal będzie opiekować się najmłodszymi. Powstanie tu m.in przedszkole, co jest dobrą wiadomością dla rodziców. W Częstochowie bowiem nieustannie brakuje miejsc w przedszkolach. A te prowadzone przez siostry zakonne cieszą się zasłużenie dobrą opinią

Graziako/Niedziela
S. Joanna Rękas, dyrektor częstochowskiego domu (z prawej), i s. Małgorzata Ochęduszko pokazują plac zabaw przyszłego przedszkola

Przez wiele lat w budynku przy ul. św. Kazimierza w Częstochowie mieścił się Dom Małego Dziecka im. E. Bojanowskiego, w którym siostry ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej opiekowały się dziećmi porzuconymi, niechcianymi, przeznaczonymi do adopcji czy z różnych powodów odebranymi rodzicom. Mówiąc krótko, starały się zaradzić dziecięcej biedzie i nieszczęściu, tworząc maluszkom namiastkę rodzinnego domu. Niestety, zmieniające się przepisy sprawiły, że dalsze prowadzenie tej działalności stało się niemożliwe. Najpierw więc zmieniono nazwę, tworząc Dom Życia i Nadziei, a gdy to nie wystarczyło, ze względu na ustawowe wymagania – siostry znalazły się w kłopotliwej sytuacji. Warto przypomnieć, że w budynku tym mieści się także jedyne w okolicy Okno Życia, dzięki któremu ocalało czworo niemowlaków.

Siostry Służebniczki nie wyobrażają sobie, by teraz zaprzestały swojej misji. Po pierwsze, w Polsce nie zmalała liczba dzieci, które pozbawiono opieki w sytuacji ograniczenia czy pozbawienia praw rodzicielskich, dzieci poważnie chorych, niepełnosprawnych, porzuconych, niechcianych. Fundamentalne znaczenie ma także charyzmat zgromadzenia, które jako główne zadanie wskazuje zakonnicom właśnie opiekę nad dziećmi.

Skoro więc siostry nie mogą już zajmować się małymi dziećmi tak jak dotychczas, postanowiły zmienić formułę istnienia placówki. I to w podwójny sposób.

Po pierwsze – opieka

Siostry nie chcą zrezygnować z opieki nad dziećmi w trudnej sytuacji. W tej chwili w Domu przebywa jeszcze 13 maluszków. S. Joanna Rękas, dyrektor częstochowskiej placówki, zna historię każdego z nich. Mała dziewczynka z kucykiem na czubku głowy idzie wkrótce do adopcji. Mały okularnik z zadartym nosem, z pewnymi dysfunkcjami, jak szepcze siostra, już trzeci raz wrócił do zakonnic.

– Ludziom się wydaje, że biorą słodkiego malucha bez przeszłości. A te dzieci mają za sobą takie doświadczenia, których bałby się dorosły... a po chwili dodaje: – Nie zrezygnujemy przecież z tego, co jest charyzmatem naszego zgromadzenia. Przez wiele lat udało nam się zebrać tutaj specjalistyczną kadrę, świetnych ludzi pracujących z ogromnym oddaniem. Mamy naprawdę spore doświadczenie w opiece nad dziećmi, także nad trudnymi przypadkami. Jedyny wyjściem jest staranie się o przyznanie nam statusu regionalnej placówki specjalistyczno-terapeutycznej.

Placówka taka to miejsce, gdzie prowadzona jest całodobowa opieka nad dziećmi, które potrzebują nie tylko opieki, ale konkretnej terapii i leczenia specjalistycznego. Dom przy ul. Kazimierza gotowy jest w każdej chwili podjąć takie zadania. Jedyną przeszkodą do utworzenia obu placówek jest przeprowadzenie dodatkowego remontu, którego wymagają wyśrubowane normy sanepidu i służb przeciwpożarowych. Niestety, siostrom brakuje środków. Jeśli nie uda im się zabrać funduszy, nie staną do konkursu i nie otrzymają zgody na prowadzenie placówki. A zgoda taka wydawana jest raz w roku.

– Obserwowaliśmy niedawną batalię o ochronę życia, o zakazanie aborcji dzieci chorych. Podnoszone były wtedy argumenty, że Kościół broni życia nienarodzonych, a potem nie interesuje się ich losem. My jesteśmy dowodem, jak krzywdząca jest taka opinia. Oddajcie nam te dzieci. Pozwólcie im żyć. My otoczymy je w naszym domu opieką i miłością – przekonuje s. Joanna.

Po drugie – przedszkole

Zgromadzenie chce otworzyć przy ul. Kazimierza przedszkole. W zasadzie wszystko jest gotowe. Siostry oprowadzają nas po salach, wyglądających jakby tęskniły za dziećmi. Małe mebelki, zabawki na półkach, miękkie dywaniki. Przytulnie, swojsko, po domowemu i... pusto. A powinno być tutaj słychać tupot małych nóżek i dziecięcy śmiech.

Siostry Służebniczki specjalizują się w prowadzeniu przedszkoli. Jest ich obecnie w całej Polsce kilkadziesiąt. I z całą pewnością przyda się także w Częstochowie. W mieście zabrakło w tym roku miejsc w przedszkolach dla ok. 200 dzieci. A przedszkola prowadzone przez zgromadzenia zakonne cieszą się u nas zasłużenie dobrą renomą, czego dowodem są ustawiające się do nich kolejki chętnych.

W tworzeniu częstochowskiego przedszkola pomoże s. Małgorzata Ochęduszko z Łodzi, która od 20 lat opiekuje się dziećmi. Założyła i prowadziła już wiele siostrzanych przedszkoli.

– Nie trzeba tłumaczyć, czym się różni przedszkole świeckie od katolickiego. To oczywiste. Ale czym wyróżnia się nasze? W wielkim skrócie – holistycznym podejściem do dziecka – wyjaśnia s. Małgorzata. – Opieramy się na koncepcji pedagogicznej, której autorem jest nasz założyciel – bł. Edmund Bojanowski, który zajmował się w XIX wieku dziećmi wiejskimi, żyjącymi w skrajnie złych warunkach. Angażował do pomocy osoby, które całkowicie oddawały się tej pracy. Jego koncepcja wychowania opiera się z jednej strony na religijnym podejściu, a z drugiej – na rytmie przyrody, pór roku. To bardzo naturalna, dziś by się powiedziało, ekologiczna metoda, łagodna, wrażliwa na potrzeby dziecka, wymagająca skupienia na poszczególnych malcach i wytworzenia atmosfery zaufania i zaopiekowania się dzieckiem. Sferze duchowej odpowiada sfera fizyczna, stąd spory akcent kładzie się u nas na ruch, na sport.

W przedszkolach sióstr np. nie czyta się dzieciom bajek, lecz je opowiada. Zakonnice potrafią ze zwyczajnej zabawy zrobić fascynującą eskapadę, która uruchamia dziecięcą wyobraźnię, budzi kreatywność. Co istotne, obok elementów religijnych pojawiają się też patriotyczne, co dla wielu rodziców jest niebagatelną kwestią. Przedszkole pomaga rodzicom, ale ich nie zastępuje. Dlatego placówki Sióstr Służebniczek stanowią przedłużenie domu podopiecznych, co powoduje, że rodzice aktywnie uczestniczą w życiu przedszkola. Włączeni zostają w specjalny program formacji rodziców.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Henryk Hoser o sprawie Alfiego Evansa: Sądy stają się panami życia

2018-04-25 14:16

Rozmawiał Adam Kacprzak/wpolityce.pl

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a którą mu się odbiera - powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl arcybiskup Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej.

Artur Stelmasiak
Abp Henryk Hoser

wPolityce.pl: Księże Arcybiskupie, historia dwuletniego Alfiego Evansa bez wątpienia porusza, ale także i bulwersuje. Lekarze przekonywali, że jego terapia jest „daremna”, a wręcz „nieludzka”. Czy ktokolwiek ma moralne prawo wygłaszać takie słowa?

Ks. Arcybiskup Henryk Hoser: Każda terapia jest ludzka. Nieludzkie może być traktowanie człowieka. Trzeba powiedzieć, że ten przypadek nie podpada pod pojęcie terapii uporczywej, czyli daremnej, ponieważ nie zachodzą dwie ważne proporcje. Po pierwsze, to jest dwuletnie dziecko, czyli organizm rosnący, a nie będący u kresu swego życia człowiek podeszły, którego perspektywa życia biologicznego nie jest długa. Tutaj przede wszystkim są pewne szanse podtrzymania tego dziecka przy życiu. A nawet gdy dzisiaj nie mamy efektywnej terapii leczenia, to jednak postęp w leczeniu chorób genetycznych jest tak duży, że za jakiś czas można by pomoc przyczynowo. I po drugie, fakt, że to dziecko, odłączone od aparatury, oddychało samodzielnie ponad 10 godzin, pokazuje, że miało ono autonomię życia.

Przy tej sprawie trzeba zwrócić jeszcze uwagę, że mimo postawy rodziców i nadaniu dziecku włoskiego obywatelstwa - co stało się dzięki zaangażowaniu Ojca Świętego - by mogło zostać transferowane do rzymskiego szpitala Bambino Gesu, nie chciano dać mu tej możliwości. Trzeba też wreszcie powiedzieć, że jest bardzo złą praktyką, że to sądy stają się panami życia i śmierci.

Czy można powiedzieć w takim razie, że system – sąd brytyjski, ale także trybunał w Strasburgu, który podtrzymał decyzję o odłączeniu od aparatury – stał się w jakimś sensie przejawem cywilizacji śmierci?

To jest przejaw cywilizacji śmierci. Widzimy tę perspektywę i autonomię życia, która już tutaj zaistniała. Natomiast przypadki takich chorób regresyjnych - gdy dziecko urodziło się bez objawów, a które postępują teraz – powinny być uprzywilejowane przez badania medyczne, by można było takie choroby obserwować i potem leczyć. A tego się nie robi. Każdy taki przypadek jest wielkim wyzwaniem dla nauki o człowieku i medycyny.

Pojawia się również pytanie o prawa rodziców, którzy walczyli o życie swojego dziecka przed sądami. Czy w świecie Zachodu rodzice tych praw już nie mają?

Coraz bardziej te prawa są im odbierane. A w tym wypadku, nawet jeśli państwo brytyjskie nie chciało tego dziecka utrzymywać – co na pewno nie stanowi wielkiego obciążenia – to powinno zgodzić się na przewiezienie go tam, gdzie chciano go leczyć, czyli wyspecjalizowanego szpitala rzymskiego Bambino Gesu.

Interwencja Ojca Świętego Franciszka i Watykanu daje chyba poczucie nadziei, że Kościół wypełnia tak mocno swoją misję obrony życia.

Został już prawie sam na tej arenie walki o życie. Coraz mniej jest instytucji, które broniłyby ludzkiego życia tak konsekwentnie jak właśnie Kościół.

W Wielkiej Brytanii widzimy wyraźnie dwa obrazki: ciężko chory dwulatek, skazany na śmierć i radość z powodu narodzin „royal baby”. Ten rozdźwięk chyba nie najlepiej świadczy o społeczeństwie Zachodu?

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a które się odbiera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Salezjańskie święto sportu, młodości, radości i wiary

2018-04-25 20:45

W dniach 28.04-03.05.2018 r. w Krakowie odbędą się XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej. Honorowym patronatemobjął Igrzyska Mateusz Morawiecki, Premier Rządu Rzeczypospolitej Polskiej.

Wokandapix/pixabay.com

Dotychczas Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej odbyły się 28 razy w różnych krajach i miastach europejskich. Znaczący udział w organizacji Igrzysk ma Polska i Salezjańska Organizacja Sportowa Rzeczypospolitej Polskiej, która czterokrotnie była organizatorem imprezy: w Warszawie (1997, 2001, 2005) oraz Krakowie (2012).

Uczestniczyć w Igrzyskach będzie młodzież salezjańska zaangażowana w różnorodne dzieła młodzieżowe (szkoły, oratoria, organizacje sportowe itp.) w krajach europejskich i pozaeuropejskich. Weźmie w nich udział ponad 1500 sportowców salezjańskich (dziewcząt i chłopców) z następujących 22 krajów: Austria, Belgia, Białoruś, Brazylia, Chorwacja, Czechy, Hiszpania, Litwa, Łotwa, Mołdawia, Niemcy, Polska, Portugalia, Republika Środkowej Afryki, Rosja, Słowacja, Słowenia, Syria, Tanzania, Ukraina, Włochy, Zambia.

Celem Igrzysk jest stworzenie młodzieży salezjańskiej możliwości rywalizacji sportowej i budowanie przez sport nowego świata, opartego na ideach integralnego humanizmu i chrześcijańskiego personalizmu oraz olimpizmu, u podstaw których tkwią takie fundamentalne wartości jak pokój, przyjaźń, prawda, dobro, sprawiedliwość, wolność, godność i fair play.

XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej będą konstytuowały 3 bloki programowe, a mianowicie: sportowy, kulturalny i religijny.

Sportowcy salezjańscy (dziewczęta i chłopcy) rywalizować będą w dwóch kategoriach wiekowych (kat. „A” – 2000 i młodsi, kat. „B” – 2002 i młodsi) w następujących dyscyplinach sportowych: koszykówka, piłka nożna 11. osobowa, piłka nożna 6. osobowa, piłka siatkowa i tenis stołowy.

Uczestnicy Igrzysk wezmą również udział w przedsięwzięciach o charakterze kulturalnym i religijnym, w tym między innymi otwarciu i zamknięciu Igrzysk, zwiedzaniu Krakowa, wycieczce do kopalni soli w Wieliczce, zwiedzaniu obozu masowej zagłady w Oświęcimiu, okolicznościowej niedzielnej Mszy św., salezjańskich słówkach na dobranoc, wieczorze modlitewnym w Sanktuarium Miłosierdzia w Łagiewnikach, pogodnych wieczorach itp.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem