Reklama

Czy „tęczowy piątek” narusza prawo oświatowe?

2018-10-25 10:42

pixabay.com

26 października w ponad dwustu szkołach w całej Polsce ma zostać zorganizowany tzw. „tęczowy piątek”, prowadzony przez Kampanię Przeciw Homofobii (KPH) – organizację propagującą obyczaje grup LGBT. Akcja wiązać się może z naruszeniem prawa oświatowego oraz gwarantowanego konstytucyjnie prawa rodziców do zapewnienia dziecku wychowania zgodnego z ich przekonaniami, a przede wszystkim z narażeniem uczniów na szkodliwe dla nich treści.

Według informacji zamieszczonej na stronie organizatora, 26 października „na szkolnych korytarzach zawisną tęczowe plakaty, a głównym tematem lekcji będzie akceptacja i otwartość na uczniów i uczennice LGBTQI”. Wobec tak otwartego zamiaru ingerencji w treści przekazywane uczniom podczas zajęć lekcyjnych, Instytut Ordo Iuris przypomina, iż zgodnie z art. 86 prawa oświatowego, podjęcie działalności w szkole przez stowarzyszenie lub inną organizację pozarządową wymaga, poza zgodą dyrektora i rady szkoły, uzyskania zgody rady rodziców. „Tęczowy piątek” jest niewątpliwie wyrazem współpracy szkoły, choćby jednorazowej, z organizacją pozarządową. Zatem jego przeprowadzenie wymaga wyrażenia takiej zgody. Co więcej, art. 109 prawa oświatowego dzieli formy działalności dydaktyczno-wychowawczej szkoły na zajęcia obowiązkowe oraz szereg innych, nieobowiązkowych. Stąd, nawet jeśli rada rodziców zgodzi się na działalność organizacji w środowisku szkolnym, udział dziecka we wszystkich zajęciach, poza obowiązkowymi, uwarunkowany jest zgodą jego rodziców.

Przeczytaj także: "Tęczowy piątek" aż w 211 polskich szkołach

„Mając tego świadomość, środowiska propagujące obyczaje LGBT, usiłują przemycać kontrowersyjne treści na zajęciach obowiązkowych, korzystając z pomocy niektórych nauczycieli i zaopatrując ich w przygotowane przez siebie materiały. Na takim właśnie schemacie opierać się ma »tęczowy piątek«. Praktyka ta stanowi jednak głęboką ingerencję w prawo rodziców do wychowania i zapewnienia dziecku wychowania zgodnego z ich przekonaniami, co jest gwarantowane przez Konstytucję RP, ustawy zwykłe i ratyfikowane przez Polskę, najważniejsze traktaty międzynarodowe” - zauważa mec. Rafał Dorosiński z Centrum Analiz Prawnych Ordo Iuris.

,,Tęczowy piątek" opiera się na bezpodstawnym włączeniu przez nauczyciela do zajęć obowiązkowych treści nieobjętych podstawą programową, a do takich z pewnością zalicza się perswadowanie uczniom, pod przykryciem hasła „akceptacji i otwartości”, że płeć, rodzicielstwo i rodzina są czymś, co można dowolnie kształtować – „zmieniać” i „korygować” (jak w przypadku płci) czy kreować (jak w przypadku rodzicielstwa „dwóch mam”). Stanowi to pozbawioną podstaw prawnych indoktrynację, której nie legitymizuje ani art. 32 Konstytucji RP ani prawo oświatowe, o czym Instytut szerzej pisał w jednym ze swoich stanowisk.

Reklama

W konsekwencji jest to próba „obejścia” rodziców, wytrącenia im podstawowego narzędzia wpływu na treści przekazywane dzieciom w szkole i zredukowania instytucji zgody rodzicielskiej do obszaru zajęć sportowych, gry na instrumentach, tańca i temu podobnych. Wreszcie, „tęczowy piątek” wiąże się z ukazywaniem praktyk homoseksualnych jako nieróżniących się pod żadnym istotnym względem od współżycia seksualnego kobiety i mężczyzny. Normalizuje zatem zachowania ze swej natury niezdrowe, wysoce ryzykowne dla praktykujących je osób. Wspomnieć tylko wypada o wysokim odsetku prób samobójczych, depresji i uzależnień od alkoholu i narkotyków, wielokrotnie większe ryzyko zakażenia HIV (46 do 430 razy większe u osób podejmujące stosunki homoseksualne), AIDS i chorobami przenoszonymi drogą płciową wśród tej grupy społecznej. W konsekwencji osoby praktykujące stosunki homoseksualne żyją od 8 do 20 lat krócej od średniej wieku dla całej populacji. Próby tłumaczenia tych danych rzekomą dyskryminacją nie znajdują potwierdzenia w danych empirycznych.

Z tego powodu, Instytut Ordo Iuris przypomina, że rodzice, którzy otrzymali wiadomość o mającym odbyć się w szkole ich dzieci „tęczowym piątku”, a nie chcą narażać ich na przekazywane wówczas treści powinni:

wystąpić do dyrektora szkoły z pisemnym pytaniem o dokładną podstawę prawna w oparciu o którą wydarzenie jest realizowane oraz jego dokładny przebieg i prowadzące go osoby, a jednocześnie

złożyć rodzicielskie oświadczenie wychowawcze. Składając je rodzic jednoznacznie odmawia udziału swego dziecka we wszelkich wykraczających poza program szkolny działaniach propagandowych, opartych na ideologii gender, ideologicznych koncepcjach płci „kulturowej” lub „społecznej”, oraz tożsamości płciowej i seksualnej.

przedłożyć na piśmie informację o braku zgody na uczestniczenie dziecka w zajęciach „tęczowego piątku”.

W przypadku, gdy dziecko pojawi się tego dnia w szkole i, pomimo złożonych przez rodzica oświadczeń, weźmie udział w zajęciach opartych na publikacjach „Tęczowego Piątku”, rodzice będą mogli zawiadomić o naruszeniu ich praw właściwe organy administracyjne i dochodzić ochrony swoich dóbr osobistych na drodze sądowej. Instytut Ordo Iuris deklaruje gotowość udzielenia niezbędnego, merytorycznego wsparcia w tym zakresie w ramach prowadzonej przez siebie akcji „Chrońmy Dzieci!”.

Tagi:
szkoła LGBT polska szkoła

Przed wielkim wyzwaniem

2018-08-29 09:29

Maria Fortuna-Sudor

Marcin Kaproń
Kurator Barbara Nowak

Maria Fortuna - Sudor: - Pani Kurator, jak ocenia Pani pierwszy rok realizacji reformy oświaty na terenie Małopolski?   

Barbara Nowak: - To było wielkie wyzwanie, do którego dobrze się przygotowałam - spotykałam się z osobami i organami odpowiedzialnymi za oświatę. Spotkałam się z ich strony ze zrozumieniem. Wspólnym dążeniem z organami prowadzącymi, czyli głównie władzami samorządowymi było, żeby wreszcie naprawdę zadbać o dzieci, o ich harmonijny rozwój, żeby szkoła była dla uczniów interesująca. Mogę stwierdzić, że wspólnym wysiłkiem skonstruowaliśmy optymalną sieć szkół, co nie znaczy, że wszystko się udało, ale przecież w okresie przejściowym jest czas na korektę. Co istotne, w Małopolsce nie likwidowaliśmy szkół – zgodziłam się jedynie na zamknięcie dwóch gimnazjów i to tylko z powodu ich złego stanu technicznego budynków, w których te szkoły się znajdowały.

- A co stanowiło bariery we wprowadzaniu reformy?

- Właściwie nie było barier, ewentualna niechęć do zmian znikała, gdy się zaczynało rozmowę, gdy wskazywaliśmy na zalety pobytu ucznia w środowisku dobrze mu znanym i co ważne, pod opieką tych samych wychowawców. Samorządowcy mieli obawy, czy otrzymają odpowiednie środki na dostosowanie szkół gimnazjalnych na potrzeby dzieci młodszych. Rząd ze swoich obietnic się wywiązał. Za rządów PO-PSL stale słyszeliśmy utyskiwanie, jak droga jest ta nasza edukacja. Z perspektywy minionego roku mogę powiedzieć, że z przyjemnością patrzyłam jak bardzo zmieniło się podejście samorządów do spraw oświatowych. Cieszy ogromny wzrost wydatków budżetowych Państwa i samorządów na budowę i rozbudowę szkół w Małopolsce, a także infrastruktury sportowej. Miło też zauważyć, że lokalni działacze, samorządowcy cieszą się, iż mogą dzieciom stworzyć właściwe warunki do rozwoju.

- Druga strona medalu to nauczyciel, od którego tak wiele w szkole zależy…

- To jest moje największe zmartwienie. Chciałabym, aby nauczyciel przychodził do szkoły po studiach przygotowany do tak odpowiedzialnej pracy. I tego nie widzę. Nie ma żadnej weryfikacji do zawodu nauczyciela, a przecież to jest zawód wymagający odpowiednich predyspozycji. Istotnym problemem jest wysokość wynagrodzenia. Nauczyciel, rozpoczynając pracę, dostaje bardzo kiepskie pieniądze. Tymczasem on jest w okresie układania sobie życia, zakładania rodziny. Jakiś czas temu zobaczyłam ogłoszenie o pracy na drzwiach jednego ze sklepów; „Nauczycielu, u nas więcej zarobisz!”. A przecież nam wszystkim zależy, żeby uczniowie byli pod jak najlepszą, fachową opieką, żeby nauczyciele z chęcią przychodzili do pracy, żeby nie musieli dorabiać, żeby mogli się zajmować powierzonym wychowankiem, rozwijając jego talenty i towarzysząc mu w szkolnej rzeczywistości. Praca z największym skarbem narodowym – naszymi dziećmi, zasługuje na godne pensje.

- Na pieniądze nauczyciele wciąż czekają. Tymczasem może warto odciążyć ich od stosów papierów, które muszą wypełniać…

- Biurokracja jest prawdziwą udręką dla nauczycieli. Jest pasożytem, który pochłania czas, jaki powinni nauczyciele poświęcić uczniom. Naszym zadaniem jest zwrócić nauczyciela uczniom. On musi mieć autentyczny kontakt z wychowankiem. I nie może być sytuacji, że nauczyciel chciałby z klasą zrealizować jakiś pomysł, ale jak sobie uświadomi, że musi opracować na piśmie program, plan jego realizacji, a potem jeszcze przeprowadzić ewaluację, to rezygnuje… Chciałabym, aby nauczyciele nie zdawali się na podpowiedzi różnych firm notorycznie przeszkalających, które podsuwają im gotowe konspekty, scenariusze lekcji, ale aby sami opracowywali własne pomysły na realizację programu, dostosowując metody do danego zespołu klasowego. Marzę o takiej sytuacji, gdy nauczyciele poczują swoją wartość i jak na Mistrzów przystało całą swoją wiedzę w sposób interesujący przekazywali swoim uczniom

- To Pani ideał, a jak jest?

- Każde uogólnienie jest krzywdzące, ale można powiedzieć, że po pierwsze, nauczyciel nie wierzy w siebie, w swoje możliwości. Przez długie lata wmówiono nauczycielom, że tylko przechodząc kolejne szkolenia, realizując kursy są w stanie dobrze rozplanować lekcje, właściwe treści przekazać i jeszcze konstruować sprawdziany. Takie usytuowanie nauczyciela budzi mój głęboki sprzeciw. Nauczyciele w Polsce są grupą bardzo dobrze wykształconą, często mają kwalifikacje do nauczania dwóch i więcej przedmiotów. Wierzę, że ich własne pomysły na scenariusze lekcji są dużo bardziej twórcze i uwzględniają poziom i możliwości przyswajania wiedzy przez konkretne grupy uczniów. Postuluję uwolnienie nauczycieli z okowów biurokracji i ogłupiających szkoleń, zaufania im, bo to oni są odpowiedzialni za edukację i wraz z rodzicami za wychowanie kolejnych pokoleń Polaków.

- Ale przecież mamy w szkołach ideały, które wskazują nam media…

- Bardzo mnie bolą te wszystkie plebiscyty na najlepszego nauczyciela, które się wygrywa liczbą SMS- ów. Oznacza to, że wpłacona odpowiednio wysoka kwota pieniędzy czyni z nauczyciela osobę wybitną, świetnego fachowca. Zajmuję się w tej chwili sprawą nauczycielki, która wymuszała na rodzicach swoich uczniów, aby na nią głosowali. Ten „ideał” nie ma nic wspólnego z prawdziwym nauczycielem. Trzymajmy się daleko od takich plebiscytów! One mają jeden cel, przysporzyć pieniędzy gazecie, a nie wybrać super nauczyciela.

- W Małopolsce, w tym także w Krakowie, są nauczyciele i rodzice, którzy twierdzą, że przedtem było lepiej. Co Pani na to?

- Proponowałabym tym osobom, aby popatrzyły całościowo na system kształcenia. I pragnę przekonać, że jednak jest lepiej.

- Dlaczego?

- Wprowadzana reforma edukacji niszczy pozory w szkołach. Jak nazwać inaczej funkcjonowanie trzyletniego LO, w którym uczniowie klas pierwszych mają po jednej godzinie z większości przedmiotów. W jakiej sytuacji stawia się Nauczyciela? Musi on wybierać czy uczy, czy jedynie sprawdza to, czego uczniowie sami się nauczą. To nie jest żadna edukacja. Ponadto ścisła specjalizacja na poziomie licealnym też nie była dobrym pomysłem, bo ograniczała dostęp do wiedzy młodym ludziom. Czy odbieranie szansy młodemu człowiekowi zainteresowanemu naukami przyrodniczymi na poznanie w ramach lekcji historii dziejów historycznych własnego narodu i państwa, na budowanie własnej tożsamości narodowej, nie jest dla niego krzywdzące? Półtorarocznego kursu przygotowawczego do matury nie można obdarzyć nazwą liceum ogólnokształcące. Powrót do czteroletniego lo jest szansą na solidne wykształcenie młodzieży i przygotowanie jej do podjęcia studiów. Pięcioletnie technikum także wskazuje, że w nowym systemie edukacji bardzo mocny nacisk kładziemy na profesjonalne przygotowanie uczniów do podjęcia pracy lub kontynuowania kształcenia na uczelniach wyższych. Z kolei nacisk na ścisłe powiązanie szkół branżowych z przedsiębiorcami daje młodym ludziom gwarancję pracy po skończonej nauce zawodu. Ośmioklasowa szkoła podstawowa pozwala na pobyt uczniów w najcięższym dla nich okresie rozwojowym w bezpiecznym, znanym im środowisku pod opieką tych samych nauczycieli. Stabilizacja, bezpieczeństwo to ważne zalety nowego systemu. Wszystkim malkontentom proponuję, żeby przypatrzyli się, jak będzie szkoła funkcjonować po reformie. Mówienie już teraz, że jest źle, a było lepiej jest bezpodstawne. Tym wszystkim, którzy mają wątpliwości, proponuję, aby poczekali. Staramy się i myślę, że to widać, aby uczniowie jak najmniej ucierpieli na wprowadzanych zmianach. Stąd mój sprzeciw, kiedy się dowiadywałam, że dzieci mają być przenoszone do innego budynku. Nie wolno tego robić. Uczniowie muszą się czuć bezpiecznie, a rodzice muszą być w pełni poinformowani o ich losach szkolnych. I tu jeszcze jedna istotna uwaga. W ramach wprowadzania reformy stawiamy na komunikację rodziców z nauczycielami. Proszę zwrócić uwagę na program profilaktyczno – wychowawczy. Jego zapis jest w gestii rady rodziców. To rodzice, w porozumieniu z radą pedagogiczną, mają wpływ na to, jaki kształt przyjmuje wychowanie w szkole ich dzieci. Wg mnie jest to niesamowite narzędzie, z którego nie tylko warto, ale należy skorzystać. To jest gwarancja, że dzieci będę wychowywane w szkołach zgodnie z oczekiwaniem i przekonaniem rodziców. Myślę, że to jest też ogromny zysk tej reformy.

- Dla rodziców wielu uczniów najważniejsze w szkole jest, aby one czuły się bezpieczne i osiągały jak najlepsze wyniki w nauce, aby wygrywały konkursy, olimpiady…

- Nie cierpię wyścigu szczurów, który robi więcej złego niż dobrego. Dla mnie ważny jest każdy uczeń, nie tylko stosunkowo wąska grupa olimpijczyków zasługuje na szczególną uwagę nauczycieli. Naprawdę istotna jest troskliwa, codzienna opieka nad każdym uczniem. Nauczyciel musi wspierać ucznia w jego rozwoju. Każdy młody człowiek musi mieć czas i możliwość na ujawnienie swoich talentów, a rolą nauczyciela jest ich odkrycie.

- Ale szkoły, a w nich poszczególni nauczyciele zdobywają uznanie i nagrody dyrektora, prezydenta miasta, kuratora właśnie sukcesami w konkursach, olimpiadach.

- Wybitne osiągnięcia w pracy z uczniem zdolnym wymagają nagród, ale bardzo często żmudna praca z uczniem o niewielkich możliwościach intelektualnych wymaga większego wysiłku i sukcesy w pracy z tymi dziećmi również zasługują na docenienie. Dla mnie dobra szkoła, to taka, w której dzieci uczą się na miarę swoich możliwości, gdzie nie ma sytuacji, iż uczniowie są wysyłani na korepetycje. To kolejny ból. Dobra szkoła nie powinna funkcjonować w ten sposób. Tymczasem nie od dzisiaj wiadomo, że nawet w renomowanych liceach uczniowie w zdecydowanej większości uczęszczają na korepetycje, zwłaszcza przed maturą…To prawdziwa plaga i wstydliwy problem polskiej edukacji.

- Czy wprowadzana reforma może tę sytuacje zmienić?

- Na pewno sposobem na masowe uzupełnianie braków z lekcji na korepetycjach jest zmniejszenie liczby uczniów w klasach. I na przykład w Krakowie od zeszłego roku mam porozumienie z panem prezydentem, na mocy którego ustaliliśmy limit uczniów w klasach licealnych na 28 osób. Wiem, że czasem jest w nich ponad 30 uczniów, ale już nie 40 i więcej! A tak było do niedawna. Uważam to za połowiczny, ale jednak sukces i jestem wdzięczna prezydentowi, że podjął się realizacji tego zadania. Efekty są widoczne natychmiast. I tu mała dygresja. Jako nauczyciel całe życie słyszałam od moich kolegów i koleżanek, sama też narzekałam na zbyt liczne klasy, w których trudno się uczy, trudno się sprawdza wiedzę, trudno nawiązać kontakt z uczniami. Po wprowadzeniu ograniczenia liczby uczniów, najczęściej dziękuję mi za to rodzice. Zwłaszcza Ci, którzy mają możliwość porównania jak było i jest. Oni podkreślają plusy płynące z tych zmian- zaznaczają, że ich dziecko nie musi już chodzić na korepetycje, bo jest w stanie się dopytać nauczyciela w klasie, jeśli czegoś nie zrozumiało.

- Pojawiają się zarzuty ze strony rodziców o zbyt przeładowane programy w klasie VII podstawówek…

- Bardzo uważnie sprawdzałam treści programowe z historii. Owszem materiał jest obszerny, ale do zrealizowania. Widzę problem w postawie nieufności nauczycieli. Oni się boją, a to wynika z ich dotychczasowych doświadczeń, że jeżeli nie nadbudują tego programu, który funkcjonuje, to „coś” zaskoczy ich uczniów. Nie wszyscy nauczyciele potrafili się przestawić na inną organizację procesu nauczania. Tymczasem konstruując te nowe programy, które też może jeszcze będą wymagać korekty, nauczyciel otrzymał 20 % margines czasu przewidzianego na realizację materiału z danego przedmiotu w ciągu roku, do dyspozycji wg swojego pomysłu. Proponowałabym nauczycielom dogłębną analizę podstaw programowych i skupieniu się na ich realizacji, niewychodzenie daleko poza wyznaczone ramy. To można robić na zajęciach dodatkowych. Godziny przeznaczone do dyspozycji nauczyciela proponuję wykorzystać na utrwalanie materiału, a nie na realizację nowych projektów. Chcę zapewnić, że w ramach sprawdzania wyniesionej wiedzy i zdobytych umiejętności, będziemy się opierać na podstawie programowej. Bardzo nam zależy, aby nauczyciel mógł z uczniem spokojnie pracować, a uczniowie mieli świadomość, że dobrze się nauczyli.

- W ramach poszukiwania najskuteczniejszych metod nauczania i wychowania do polskiej szkoły zawitał tutoring. To ponoć nowy pomysł na zindywidualizowanie pracy nauczycieli z uczniami.

- Z mojego punktu widzenia te nowoczesne metody są tak naprawdę często powtórzeniem tego, co już było albo przynajmniej być powinno, tylko dziś dorobiono jej modną nazwę i za szkolenia bierze się spore pieniądze. Dla mnie dobry nauczyciel od zawsze był tutorem, zawsze widział pojedynczych uczniów, którzy potrzebują takich a nie innych sposobów uczenia i wychowania. Jeszcze raz powtórzę, że wierzę w nauczycieli i jestem absolutnie przeciwna temu, by udowadniali, że robią coś dobrze. Nauczyciel z definicji jest osobą, która zajmuje się uczniem w czasie lekcji, po lekcjach, która pomaga w rozwiązywaniu problemów ucznia, w rozwijaniu jego talentów czy w niesieniu dodatkowej pomocy, gdy zaistnieje taka potrzeba. Myślę więc, że jak się obedrze te nowe pomysły z nowomowy, to wyłoni się nam nauczyciel, który na co dzień jest dla ucznia i umiejętnie z nim pracuję.

- Przed uczniami klas ósmych i gimnazjalistami bardzo wielkie wyzwanie; dwa roczniki równolegle pójdą do szkół średnich. Czy małopolska oświata jest na to przygotowana?

- To z pewnością wyzwanie. W Krakowie istotnie jest to podwójny rocznik. Pragnę jednak od razu zaznaczyć, że od dwóch lat przygotowujemy się do przyjęcia większej liczby uczniów do szkół licealnych, techników i szkół branżowych. Ważne jest, aby przypomnieć, że roczniki uczniów 2003 i 2004 są najmniej liczne na przestrzeni ostatnich lat, określamy je jako zjawisko depresji urodzeniowej. Tak w 2003, jak i w 2004 urodziło się po 350 tys. dzieci. Jeszcze w latach osiemdziesiątych liczba urodzin sięgała nawet 750 tysięcy. Dzieci z wyżu demograficznego mieściły się w szkołach, zatem i teraz się pomieszczą. Trzeba dodać, że od tamtego czasu szkół mamy więcej, a nie mniej. Muszę również przypomnieć, że konstruując nową sieć szkół z myślą o potrzebach rekrutacyjnych w 2019 roku, utworzone zostały dodatkowe cztery licea. Aby zapewnić wszystkim uczniom z obu roczników miejsca w wybranych szkołach podpisałam porozumienie z prezydentem Jackiem Majchrowskim. Zwłaszcza w tych liceach, co do których wiemy, że jest ogromne zainteresowanie ich ofertą, zmniejszaliśmy przez dwa lata liczbę klas po to, żeby w newralgicznym roku szkolnym 2019/ 2020 była możliwość utworzenia podwójnej liczby klas liceum trzyletniego i czteroletniego. Wspólne ustalenia nie zawsze są przestrzegane, ale mam zapewnienie ze strony pana prezydenta, że wszystko ma pod kontrolą, w co trudno mi czasem uwierzyć ( uśmiech), gdy widzę działania dyrektorów niektórych liceów omijających wskazane limity. Mogę tylko zapewnić, że będę mocno pilnowała rekrutacji w przyszłym roku i nie pozwolę, żeby którykolwiek z roczników był poszkodowany. Wszyscy uczniowie mają takie same prawa. Będę ich przestrzegania pilnować.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Śmigiel: Słowo i Eucharystia budują z nas wspólnotę miłości

2019-02-16 18:15

xpb/Toruń

- Słowo i Eucharystia budują z nas wspólnotę miłości - powiedział bp Wiesław Śmigiel podczas Mszy św. dziękczynnej za 85 lat istnienia Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Msza św. sprawowana w kaplicy toruńskiego seminarium była centralnym wydarzeniem trzydniowych obrad Zarządów Diecezjalnych KSM, które zakończą się w niedzielę 17 lutego. W Eucharystii uczestniczył także bp Marek Solarczyk, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. KSM.

ks. Paweł Borowski

Drugi dzień obrad rozpoczął się wspólną modlitwą i podsumowaniem projektów realizowanych przez Stowarzyszenie m.in. akcji „Polak z sercem”. Przed południem odbyła się także konferencja prasowa, podczas której nastąpiła prezentacja projektu „Środowisko Młodzieży”, Platformy KSM i prac nad nowelizacją statutu KSM. Bp Marek Solarczyk podzielił się swoimi spostrzeżeniami związanymi z zadaniami stawianymi młodzieży przez papieża Franciszka podczas ostatnich Światowych Dni Młodzieży w Panamie. Minister środowiska Sławomir Mazurek wyraził radość z owocnej współpracy KSM w ramach projektu „Środowisko Młodzieży”.

Kolejnym punktem obrad było seminarium „Środowiska Młodzieży”, podczas którego zebrani wysłuchali dwóch wykładów: ks. dra Marcina Szczodrego na temat ekologii ducha i katolickiej nauki społecznej oraz ministra Sławomira Mazurka na temat budowania środowiska młodzieżowego wokół zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska.

Centralnym punktem drugiego dnia obrad była uroczysta Eucharystia pod przewodnictwem biskupa toruńskiego Wiesława Śmigla. W homilii bp Śmigiel przypomniał, że Bóg pragnie dokonywać wielkich znaków w naszym życiu, ale potrzebuje naszych dłoni, naszego zaangażowania, naszej wiary i ufności w Jego moc. – Tam gdzie ma się dokonać cud, znak potrzeba wysiłku człowieka, ale nic się nie dokona bez Pana Boga. To Bóg jest Tym, który inicjuje, który sprawia cud i który jest potrzebny do tego, byśmy mogli rozpoznać znak – mówił.

- Jeśli dziś dotykają nas problemy, a może nawet kryzysy, myślę tu o Kościele, to są to w gruncie rzeczy kryzysy wiary w Boga i zaufania do Pana Jezusa. Wszystkie inne sprawy są konsekwencją kryzysu wiary – mówił bp Śmigiel.

Biskup toruński nawiązując do ewangelicznej perykopy o rozmnożeniu chleba zaznaczył, że Chrystus przychodzi, by zaspokoić głód każdego człowieka. Nie chodzi tylko o głód cielesny, ale o głód Boga. – My wszyscy, ja również, jesteśmy głodni Pana Boga, chcemy nieustannie karmić się Panem Bogiem, Jego słowem. Chcemy otrzymywać od Niego sens naszego życia, chcemy przyjmować Eucharystię do naszego serca, bo to jest Chleb na życie wieczne – dodał. Podkreślił także, że nawet ci, którzy Boga nie uznają noszą w sobie ten głód. – Świat współczesny, nawet jeśli neguje Boga, to w jakimś sensie jest głodny Boga. Neguje ideę Boga, ale chce prawdy, miłości, chce sensu. Jeśli będziemy świadkami Jezusa Chrystusa, dobrymi synami i córkami Kościoła to jestem przekonany, że jesteśmy w stanie przekonać świat współczesny do Boga i zaspokoić jego głód – zaznaczył bp Śmigiel.

ks. Paweł Borowski

- Słowo i Eucharystia są podstawą chrześcijańskiego życia. Niech Eucharystia będzie jak najczęstszą praktyką waszego życia duchowego. Bez Eucharystii trudno znaleźć sens życia – podkreślił. Wskazał, że na bazie Słowa i Eucharystii tworzy się wspólnota miłości. – Jeśli chcemy, żeby w Kościele dokonywały się znaki, żeby w naszym życiu były one obecne, to potrzebujemy wiary, a wiara przyjdzie wtedy, gdy otworzymy się na Słowo Pana, otworzymy się na łaskę i będziemy karmić się Chlebem Eucharystii, by w konsekwencji zacząć dzielić się miłością – zakończył bp Śmigiel.

Zwieńczeniem drugiego dnia obrad będzie gra miejska, której celem jest przybliżenie postaci św. Stanisława Kostki i Mikołaja Kopernika.

Obrady zakończą się w niedzielę 17 lutego konferencją formacyjną, którą wygłosi ks. dr Andrzej Lubowicki, asystent generalny KSM oraz Eucharystią sprawowaną w sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

O. F. Lombardi: ważniejsze jest cierpienie i sprawiedliwość ofiar niż dobre imię instytucji

2019-02-17 17:31

dg, TVP / Warszawa (KAI)

Konieczne jest wprowadzenie również w Kościele nowej kultury, „która będzie miała na celu przede wszystkim nie obronę dobrego imienia instytucji, ale cierpienie i sprawiedliwość osób, które ucierpiały" - powiedział na antenie TVP1 o. Federico Lombardi SJ, były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Podczas spotkania w sprawie ochrony małoletnich w Kościele, które odbędzie się w Watykanie w dniach 21-24 lutego 2019, będzie on moderował posiedzenia plenarne tego zgromadzenia. 17 lutego był on gościem Pauliny Guzik w programie „Między ziemią a niebem”.

Włodzimierz Rędzioch

Włoski jezuita stwierdził, że problem nadużyć seksualnych w Kościele nie rozpoczął się teraz, ale trwa już od wielu lat. Przypomniał kilka bardzo silnych kryzysów związanych z tą sprawą. „Papieże przez ostatnich 15-20 lat mierzyli się z tym problemem. Ale trwa on nadal i mamy do czynienia z nowymi kryzysami, ponieważ sprawa ta wychodzi na światło dzienne w krajach, w których do tej pory nie zbadano jej należycie. Rozumiemy zatem, że jest jeszcze wiele kroków, które należy zrobić, aby zmierzyć się właściwie z tym problemem. Wielu rzeczy już się nauczyliśmy, ale być może tylko w pewnych miejscach, w konkretnych krajach, w diecezjach, ale nie zrozumiano ich jeszcze w sposób wystarczający w całym Kościele we wszystkich częściach świata” – powiedział rozmówca dziennikarki TVP.

Zwrócił uwagę, że szczególnie ważne jest słuchanie ofiar, zrozumienie, jak głębokie są rany i zadane cierpienie w życiu tych osób, które zostały skrzywdzone. "Nie zdawaliśmy sobie wcześniej z tego sprawy w przeszłości. Myśleliśmy, że możemy żyć w kulturze milczenia, że lepiej nie mówić o tych rzeczach w rodzinach, w społeczeństwie, w instytucjach, w Kościele. Nawet jeśli te rzeczy się przydarzały, przechodziliśmy wobec nich milcząco. Trwaliśmy w myśleniu, że milczenie jest najlepszym sposobem na stawienie czoła temu problemowi. Teraz natomiast zrozumieliśmy, że problem jest naprawdę poważny, głęboki, że niesie ze sobą ogromne cierpienie, niesprawiedliwość, które nie mogą zostać pominięte. Należy patrzeć na niego w sposób jasny, wymierzyć sprawiedliwość, należy pomóc osobom skrzywdzonym w głębokim uzdrowieniu wewnętrznym, aby mogły dalej żyć ze spokojem. I to właśnie dla Kościoła jako instytucji jest szczególnie ważne, ponieważ Kościół jest, chce i powinien być nauczycielem moralności, prawdy, właściwego zachowania dla dobra nowych pokoleń. Dlatego jeśli w Kościele zdarzają się takie przypadki, należy z całą pewnością zmierzyć się z nimi i ukarać winnych. Trzeba zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby zapobiec temu, aby podobne rzeczy zdarzały się w przyszłości" – zaznaczył o. Lombardi.

Wskazał na konieczność wprowadzenia również w Kościele nowej kultury, „która będzie miała na celu przede wszystkim nie obronę dobrego imienia instytucji, ale cierpienie i sprawiedliwość osób, które ucierpiały. Dlatego należy podjąć wszystkie właściwe kroki, z punktu widzenia zarówno prawnego, jak i wychowawczego i zapobiegawczego. Przede wszystkim jest sprawą arcyważną, abyśmy żyli kulturą ochrony nieletnich i prawdziwą świadomością, w jaki sposób zapobiegać i unikać tych trudnych sytuacji od samego początku”.

Jezuita zaznaczył, że konieczna jest troska o odpowiedni dobór kandydatów do kapłaństwa i życia zakonnego, żeby były to osoby dojrzałe również pod względem psychologicznym i seksualnym, „aby nie było ryzyka, że będą jakieś tendencje czy wręcz realne zachowania związane z pedofilią, które są ogromnym zagrożeniem dla młodych ludzi. Wybór i formacja kandydatów do kapłaństwa są bardzo ważne, także biskupi odpowiedzialni za wspólnoty muszą wiedzieć, w jaki właściwy sposób reagować, gdy pojawiają się takie zbrodnie czy bardzo poważne czyny, aby móc podejmować jak najszybciej odpowiednie decyzje, aby na nowo wprowadzić ład we wspólnocie, aby oddać sprawiedliwość i aby osobom, które ucierpiały, pomóc odnaleźć na nowo spokój”.

Zdaniem gościa programu papież Franciszek ma szeroki ogląd tego problemu. Uważa, że korzeniem problemu jest sposób, w jaki są przeżywane stosunki międzyludzkie, także wewnątrz Kościoła oraz przeżywanie sprawowania władzy jako panowania (przywództwa) a nie jako służby. A zatem, jeśli ktoś przeżywa relacje z innymi jako chęć panowania nad innymi, nad ich sumieniem, ich osobami, ewidentnie może go to doprowadzić do nadużyć, kierując się brakiem głębokiego szacunku, który powinien mieć we wszystkich aspektach życia, włączając w to także wymiar seksualny – powiedział były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

Mocno podkreślił przy tym, że nie należy bronić instytucji czy potwierdzać swoją w niej rolę, ale trzeba służyć ludziom przez instytucję Kościoła. „A zatem nieletni, a w szczególności ofiary powinny być w centrum naszej uwagi bardziej niż my sami” - dodał.

Papież Franciszek zwołuje biskupów dlatego, że to oni są pasterzami w Kościele, mają władzę przewodniczenia ludowi Bożemu. A zatem to oni jako pierwsi muszą żyć postawą odpowiedzialności jako służby, aby przekazywać ją także swoim kapłanom i czynić ją żywą także we wspólnocie Kościoła, wśród całego ludu Bożego, z całym wkładem i aktywnym zaangażowaniem także innych osób w Kościele. Ale to biskupi są pierwszymi odpowiedzialnymi za życie wspólnoty Kościoła, dlatego papież chce przez nich przekazać całej wspólnocie Kościoła swoje stanowisko, aby oni je przekazali dalej – wskazał jezuita.

Zaznaczył, że następstwem nadużyć czy błędów obciążających czyjąś odpowiedzialność może być odsunięcie od obowiązków. Wskazał również na konieczność przejrzystości, by zasady postępowania i procedury były jasne dla całej społeczności, co sprzyja współodpowiedzialności i pomocy we wspólnym rozwiązywaniu problemów.

Są kraje, w których biskupi zrobili już bardzo dużo, mają duże doświadczenie w tym zakresie, stworzyli na te potrzeby odpowiednie biura, pomogli bardzo wielu ofiarom, a zatem wiedzą, jak stawić czoła problemowi. Są inne kraje, w których działań tych jeszcze nie podjęte wystarczająco albo zrobiono niewiele i biskupi nie wiedzą dobrze, jak powinni się zachować i jak właściwie reagować na takie przypadki. A więc fakt, że przyjadą biskupi z całego świata, wytwarza wspólną świadomość, solidarność w zmierzeniu się z problemem i pomaga szczególnie tym biskupom, którzy nie są jeszcze świadomi problemu albo nie podjęli jeszcze odpowiednich inicjatyw. Dzięki spotkaniu zostaną doinformowani i otrzymają odpowiednią pomoc w zakresie skutecznych działań związanych z tym problemem.

Papież Franciszek mówił o tym spotkaniu jako o „katechezie”, to znaczy jako o pomocy dla biskupów w nauczeniu się, co mają robić. A gdy wrócą do domu, będą mogli powiedzieć: teraz zrozumiałem, że ponoszę tę odpowiedzialność, zrozumiałem, jak powinienem reagować, jakie są procedury, według których powinienem postępować, jakie są pomoce i konkretne inicjatywy pomocowe, które powinienem powołać w mojej diecezji – wytłumaczył o. Lombardi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem