Reklama

Kochać do bólu

O Niedzieli Palmowej i nie tylko...

Z ks. Bogdanem Bartołdem, rektorem kościoła św. Anny rozmawia Paweł Zuchniewicz.
Edycja warszawska (st.) 12/2002

Kościół św. Anny to ośrodek duszpasterstwa akademickiego, z którym stały kontakt ma około tysiąca młodych ludzi. To także miejsce, w którym zawieranych jest bardzo dużo małżeństw - najprawdopodobniej najpopularniejsza pod tym względem świątynia w Warszawie. To spod św. Anny wyrusza corocznie ogólnowarszawska Droga Krzyżowa, która z roku na rok gromadzi coraz większe rzesze wiernych. Podczas procesji Bożego Ciała właśnie przed św. Anną homilię wygłasza Prymas Polski. Ten kościół jest swoistym fenomenem w życiu mieszkańców stolicy, może trochę dlatego, że jest jakby symbolem naszego życia. Jest piękny, a zarazem podatny na zniszczenie. Ta wspaniała barokowa świątynia stoi bowiem na skarpie wiślanej i grozi jej obsunięcie. Podobnie ludzie, którzy tu przychodzą: beztroscy nowożeńcy, którzy później poznają , że małżeństwo to nie tylko radości i zachwyty; ludzie znękani życiem szukający pokrzepienia w sakramencie pojednania, wreszcie ci, którym - mimo cierpień i prób - udało się odnieść sukces: pokochać na prawdę Boga i innych ludzi.

PAWEŁ ZUCHNIEWICZ: - Czy spodziewa się Ksiądz, że w Niedzielę Palmową u św. Anny będzie więcej ludzi niż zazwyczaj?

KS. BOGDAN BARTOŁD: - Na pewno. I to nie tylko dlatego, że zawsze do kościoła przychodzi więcej ludzi, gdy jest jakiś "rekwizyt" - palma, popiół, jajko. Przede wszystkim dzieje się tak dlatego, że ludzie przychodzą do spowiedzi. To jest ostatni rzut na taśmę przed Wielkanocą. Konfesjonały są wówczas oblegane od wczesnego poranka do późnego wieczora (od 8.00 do 23.00). Księża są bardzo zmęczeni, ale cieszymy się, że tyle ludzi chce się pojednać z Bogiem.

To jest jakiś charyzmat Świąt Wielkiej Nocy: człowiek dotykając Męki Chrystusa, przeżywając ją - pragnie pogodzić się z Bogiem. To trochę tak jak na Kalwarii. Chciałoby się powiedzieć, że jeszcze w ostatniej chwili Pan Jezus zdążył zbawić łotra. Chrystus i dziś bardzo hojnie okazuje swoją łaskę. Tak hojnie, że to aż zadziwia.

- W Niedzielę Palmową czytamy opis Męki Pańskiej, ale ten opis zestawiony jest z wcześniej czytanym fragmentem Ewangelii o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy. Dwie zupełnie różne sytuacje - radości i męki. Czy Ksiądz nie czuje pewnego dyskomfortu tego dnia w czasie Mszy św.?

- Nie. Czyż nie jest to pełen opis naszego życia? Przecież składa się ono z radości, ze szczęścia, z przyjemności, ale także z cierpienia i prób. Gdy wspominamy wjazd Jezusa do Jerozolimy jesteśmy jakby na jej ulicach. Chcemy razem z tym tłumem wiwatować na Jego cześć. Przecież to jest wjazd królewski. Jezus wjeżdża do Jerozolimy ziemskiej, ale ona symbolizuje Jerozolimę niebiańską, do której każdy z nas zdąża.

Z drugiej strony stajemy przed tajemnicą cierpienia. Jest to zarazem tajemnica miłości. Jeżeli ktoś chce tak na prawdę kochać to musi dotknąć się krzyża. Nieraz ludziom wydaje się, że miłość to tylko tzw. "odlot" - to wyłącznie przyjemność, bycie z osobą kochaną, stan duchowego upojenia. W miarę uzyskiwania wewnętrznej dojrzałości człowiek zauważa, że miłość to ofiara z siebie, to przełamywanie siebie, otwieranie się na drugiego człowieka. Nie miejmy złudzeń - to kosztuje.

Taka jest tajemnica Niedzieli Palmowej. Pan Jezus wjeżdża do Jerozolimy. Tłum wiwatuje. Za kilka dni ten sam tłum będzie wołał " Ukrzyżuj Go!". Wyjaśnienie tego paradoksu znajdziemy w samej Ewangelii. Zwróćmy uwagę na sytuacje, w których Chrystusa otaczają tłumy. Tak dzieje się na przykład w chwili, gdy dokonuje On rozmnożenia chleba. Ludzie są bardzo nastawieni na to, co sami mogą otrzymać. Nie odnosi się to wyłącznie do tzw. rzesz ludzkich. To samo przecież dzieje się z uczniami. Łatwo było im, gdy byli zafascynowani Panem Jezusem, gdy widzieli jak uzdrawia, jak głosi, jak czyni różne cuda. Oni uważali, że przy Chrystusie będą mogli się wybić. Że nie będą jakimiś tam rybakami, ale ludźmi, którzy będą coś znaczyć. Ale, gdy Jezus przygotowuje ich do tego, co ma nadejść oni zaczynają się bać i buntować. Pytają: Panie, wszystko zostawiliśmy i co z tego będziemy mieli? Dlatego była potrzebna góra Tabor, gdzie Jezus ukazał im się w chwale. Tam chciał ich umocnić przed wydarzeniami Wielkiego Tygodnia. Mimo to na Kalwarii poza Janem nie było żadnego z Apostołów. Przestraszyli się. Piotr się zaparł. I tak jest w naszym życiu.

- Ludzie witający Pana Jezusa na ulicach Jerozolimy w jakiś sposób Go kochali, uwielbiali Go. A jednak Ci sami ludzie - jak to już zauważyliśmy - skazali Go potem na śmierć. W czym ich miłość była ułomna?

- To tkwi w ludzkiej naturze. Oni byli przekonani, że to będzie ktoś kto wypełni rolę mesjasza, ale w takim wydaniu, jakie oni sobie wyobrazili: przyjdzie człowiek, który zaprowadzi dobrobyt, uwolni od politycznej zależności, zdejmie z nas cierpienia i wszystkie trudności. W ich pojęciu przychodził taki właśnie człowiek. Gdy dziś mówimy o polityce populistycznej mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem. To nie była miłość, to był zachwyt. Uwielbienie tłumu. Ci, którzy robili ten hałas traktowali Jezusa jak swojego idola. Kilka dni później poczuli się oszukani i skazali - można powiedzieć demokratycznie - niewinnego człowieka na śmierć. Warto o tym pamiętać w kontekście słów Ojca Świętego, który przypomina, że demokracja bez wartości staje się totalitaryzmem.

- Takie rozczarowania zdarzają się też i w naszych rodzinach. Przeradzają się potem w rozwody, kłopoty wychowawcze z dziećmi itp.

- U źródeł takich sytuacji leży przekonanie, że to mnie się coś należy, że to drugi człowiek ma niemal obowiązek ciągle świadczyć mi dobro. Zdarza mi się spotykać młodych ludzi, którzy kierują się taką właśnie zasadą postępowania: Jeśli będzie nam ze sobą dobrze to będziemy razem. Natomiast jeśli pojawią się jakieś trudności to powiemy sobie do widzenia. Często w obliczu problemów zapominają oni, że są jednym ciałem i mają to we dwoje rozwiązać.

Kiedyś przyszła do mnie para, która po dwóch czy trzech latach małżeństwa wpadła w straszny kryzys. Myśleli nawet o rozwodzie. Dwoiłem się i troiłem używając najróżniejszych argumentów. Mieli już dziecko, przekonywałem ich, że choćby dla jego dobra trzeba spróbować jeszcze raz. Niestety, nawet to ich nie przekonało. Siedzieliśmy w kancelarii parafialnej. Podniosłem się i powiedziałem: Chodźcie ze mną.

Przeszliśmy do kościoła, stanęliśmy przed Najświętszym Sakramentem. "Uklęknijcie" - powiedziałem - "i jeżeli macie odwagę, to powiedzcie Panu Jezusowi, że nie chcecie być razem ze sobą". Efekt był taki, że oboje się popłakali i zostali ze sobą.

- Czy patrząc na młodą parę wychodzącą z kościoła przy dźwiękach marsza Mendelssohna i pamiętając o takich sytuacjach jak opisana wyżej, nie obawia się Ksiądz, że wiele małżeństw może czekać srogi zawód i w konsekwencji cierpienie?

- W homilii ślubnej często im mówię, że obok chwil pięknych i pełnych radości mogą nieraz przyjść doświadczenia, cierpienia. Oni w tym momencie - tak mi się wydaje - nie są nastawieni na przyjęcie tych słów. W dniu ślubu przepełnia ich radość - oto spełniły się ich oczekiwania, marzenia. Na spotkaniach przygotowujących do sakramentu mówimy o tym i muszę powiedzieć, że większość bardzo dojrzale patrzy na życie. Staramy się pokazać, że problemy można rozwiązywać wspólnie, we trójkę - mąż, żona i Pan Jezus.

- W Niedzielę Palmową szczególnie szokuje zestawienie wielkiej miłości z wielką nienawiścią. Ci ludzie, którzy skazywali Jezusa na śmierć wiedzieli, że jest niewinny, mało tego, widzieli jego miłość. A jednak tak bardzo go nienawidzili. Często i nasze życie zatruwa złość, która jest przyczyną wielu cierpień innych. Skąd się to bierze?

- Żeby to zrozumieć musimy cofnąć się aż do opisu grzechu pierworodnego. Dlaczego ci ludzie zgrzeszyli? Przecież byli szczęśliwi, chodzili w obecności Pana Boga. W pewnym momencie pojawiło się zło - szatan i wówczas oni wystąpili przeciw Panu Bogu. I w nas jest coś podobnego: pycha, podejrzliwość. Otrzymujemy od kogoś coś dobrego i już go podejrzewamy: dlaczego on to zrobił, czy nie ma w tym jakiegoś interesu. Człowiekowi trudno jest uwierzyć w bezinteresowną miłość. Pierwszym ludziom też było trudno. Pan Bóg zakazał im spożywania owocu, a szatan przekonał ich, że za tym coś się kryło. My też czasem tak uważamy. Z kolei pycha sprawia, że uważamy się za lepszych od Pana Boga. Myślimy czasem: Panie, gdybym był na Twoim miejscu, to nie dopuściłbym do tego wypadku, do takiej choroby. Nie do końca ufamy, że Pan Bóg naprawdę nas kocha.

- Dlaczego jednak swoją miłość wyraził w taki sposób - na krzyżu?

- W duszpasterstwie zadawaliśmy sobie to pytanie: Czy Bóg mógł zbawić nas inaczej? Mógł. A dlaczego tego nie zrobił? Żeby pokazać, jak bardzo nas kocha. Dla mnie osobiście Chrystus wiszący na krzyżu to wielkie wołanie Boga do człowieka: "Co ja jeszcze więcej mogę dla ciebie zrobić, żebyś ty we mnie uwierzył?". Szczęśliwie są tacy, którzy na to wołanie odpowiadają godnie. Myślę tu szczególnie o pewnej parze małżeńskiej, z którą niegdyś się zetknąłem. Otóż krótko po ślubie żona uległa poważnemu wypadkowi. Było jasne, że nigdy już nie opuści wózka inwalidzkiego. Ci państwo pojawili się u mnie i poprosili o rozmowę - każde z nich chciało rozmawiać na osobności. Najpierw żona zapytała mnie, jakie są prawne możliwości rozwiązania tego związku. "Przecież on ma prawo mieć sprawną żonę - mówiła - nie mamy jeszcze dzieci, może dałoby się to jakoś rozwiązać". Odpowiedziałem, że takiej możliwości nie ma. Potem przyszedł mąż. I mówi: "Pewnie żona pytała księdza, jak można by rozwiązać nasze małżeństwo. Ale ja księdzu powiem jedno. Uświadomiłem sobie, że równie dobrze to ja mógłbym być na wózku. I myślę, że ona by ze mną wtedy została. To, co przeżywamy obecnie jest bardzo trudne, ale może to Pan Bóg postawił przed nami taką poprzeczkę. Ja podjąłem decyzję. Będę z żoną do końca".

- Dziękuję za rozmowę.

Rzecznik KEP: Będzie odpowiedź na raport

2019-02-20 14:15

BP KEP / Warszawa (KAI)

Będzie odpowiedź na raport na temat wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych przekazany w środę, 20 lutego 2019 r. Ojcu Świętemu Franciszkowi. „Do Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski nie wpłynął żaden raport na temat wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez duchownych. Gdy tylko zapoznamy się z tekstem, zostanie niezwłocznie udzielona odpowiedź” – pisze w komunikacie ks. dr Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Publikujemy treść komunikatu:

Komunikat

Do Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski nie wpłynął żaden raport na temat wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez duchownych. Gdy tylko zapoznamy się z tekstem, zostanie niezwłocznie udzielona odpowiedź.

Stanowisko Konferencji Episkopatu Polski w kwestii ochrony małoletnich jest jasne i zdecydowane: zero tolerancji dla grzechu i przestępstwa pedofilii w Kościele i w społeczeństwie.

Ks. dr Paweł Rytel-Andrianik, Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski

20 lutego br. po audiencji generalnej w Rzymie w auli Pawła VI posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, Agata Diduszko i Marek Lisiński podchodząc do papieża Franciszka wręczyli mu przygotowany przez Fundację "Nie Lękajcie się" raport o wykorzystywaniu małoletnich w Kościele w Polsce.

Jak poinformowała na twitterze posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, "Papież Franciszek spotkał się z nami, wziął raport o polskich biskupach i obiecał, że przeczyta przed synodem".

Na zdjęciach opublikowanych przez prezesa Fundacji "Nie Lękajcie się", Marka Lisińskiego, który sam jest ofiarą księdza pedofila, widać, że podczas spotkania papież Franciszek ucałował jego dłoń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Konferencja o ochronie małoletnich w Kościele - dzień 1.

2019-02-22 06:41

tom, st, kg (KAI) / Watykan

"Lud Boży patrzy na nas i oczekuje od nas nie tylko potępień, lecz konkretnych i skutecznych środków zaradczych" – powiedział Franciszek, rozpoczynając 21 lutego w Watykanie konferencję o ochronie małoletnich przed wykorzystaniem seksualnym w Kościele. W pierwszym dniu „szczytu” wysłuchano pięciu świadectw ofiar pedofilii, trzech referatów oraz pracowano w grupach językowych.

o. Waldemar Gonczaruk CSsR

Potrzeba konkretów

Franciszek w krótkim wprowadzeniu w obrady powiedział, że zwołał jego uczestników, aby w obliczu plagi nadużyć seksualnych popełnionych przez ludzi Kościoła względem nieletnich, wszyscy razem słuchali Ducha Świętego, w pokorze poddali się Jego prowadzeniu, wsłuchując się w głos najmniejszych, którzy domagają się sprawiedliwości.

"Na naszym spotkaniu ciąży brzemię pasterskiej i kościelnej odpowiedzialności, które domaga się od nas, abyśmy razem dyskutowali, w sposób synodalny, szczery i pogłębiony, w jaki sposób stawić czoła temu złu, które gnębi Kościół i ludzkość. – Święty Lud Boży patrzy nas i oczekuje nie tylko zwykłych i oczywistych potępień, ale konkretnych i skutecznych środków zaradczych. Potrzebujmy konkretów. Rozpoczynamy zatem ten proces uzbrojeni w wiarę i ducha maksymalnej szczerości, odwagi i konkretności” - powiedział papież.

Franciszek przekazał też 21 postulatów, które zostały sformułowane na podstawie wniosków nadesłanych przez poszczególne episkopaty. Zaznaczył, że mają one pełnić funkcję wytycznych do refleksji, stanowić jej punkt wyjścia. Jest to rodzaj praktycznego vademecum, w którym określone są kroki jakie należy podjąć przez odpowiednie instytucje we wszystkich momentach w sytuacji danego przypadku. Postulaty obejmują m. in. utworzenie struktur składających się z osób przygotowanych i biegłych, w których dokonywane jest pierwsze rozpoznanie przypadków domniemanych ofiar, wdrożenie wspólnych procedur rozpatrywania zarzutów, ochrony ofiar i prawa oskarżonego do obrony poinformowanie władz cywilnych i wyższych władz kościelnych zgodnie z normami cywilnymi i kanonicznymi.

Bolesne świadectwa

Po porannej modlitwie otwierającej spotkanie przedstawiono w formie kilkuminutowego filmu pięć świadectw ofiar pedofilii mówiących o cierpieniu, zmowie milczenia i doznanych krzywdach, a zarazem o wielkim pragnieniu przywrócenia wiarygodności Kościołowi, poprzez zdecydowane i odpowiedzialne działania jego członków.

W pierwszym pochodzący z Chile mężczyzna stwierdził, że „pierwszą jego myślą, jako katolika było: pójdę opowiedzieć o wszystkim Świętej Matce Kościołowi, gdzie mnie wysłuchają i potraktują z szacunkiem”. Niestety, jak wyznał, został potraktowany jak kłamca, odwrócono się do niego plecami i nazwano wrogiem Kościoła. „To jest schemat, który istnieje na całym świecie i to musi się skończyć” – mówił podkreślając, że ofiary potrzebują towarzyszenia. Wskazał, że trzeba konkretnie zmierzyć się z tą straszliwą sprzecznością, iż księża, którzy powinni być lekarzami dusz stają się ich zabójcami, a zarazem zabójcami wiary. Prosił zebranych w auli, by nie ograniczali się jedynie do przytakiwania Papieżowi, ale pomogli mu w odbudowaniu zaufania do Kościoła. „Ci, którzy nie chcą słuchać Ducha Świętego, którzy chcą nadal kryć nadużycia niech odejdą i zrobią miejsce dla tych, którzy chcą stworzyć nowy, odnowiony Kościół; Kościół wolny od nadużyć seksualnych” – apelował mężczyzna.

Kolejne dramatyczne świadectwo złożyła pochodząca z Afryki kobieta, która przez 13 lat była wykorzystywana seksualnie przez kapłana (od 15 do 28 roku życia). Trzy razy była z nim w ciąży i za każdym razem została przez niego zmuszona do dokonania aborcji. Była od niego uzależniona ekonomicznie. Kiedy nie chciała spełniać jego zachcianek seksualnych była bita. „Moje życie jest zniszczone. Doświadczyłam tak wielkiego upokorzenia” – mówiła kobieta wskazując, że księża mogą bardzo pomóc, ale mogę też wyrządzić wiele szkód. Dlatego powinni zachowywać się odpowiedzialnie.

Trzecie świadectwo złożył 53-letni włoski zakonnik, który obchodzi 25-lecie święceń kapłańskich. Wyznał, że po swoim nawróceniu był wykorzystywany seksualnie przez księdza, który zajmował się ministrantami. Jako osoba dorosła - w porozumieniu ze swoim prowincjałem - napisał list do księdza, który go wykorzystywał, poinformował też biskupa, a po braku reakcji nuncjusza. O ile nuncjusz okazał zrozumienie, to biskup na niego naskoczył, nie usiłując go zrozumieć. „Minęło osiem lat i nie dostałem żadnej odpowiedzi ani od tego księdza, ani od biskupa” – mówił zakonnik. Do zebranych zaapelował, by nauczyli się słuchać ofiar wykorzystywania. Wyznał zarazem, że przebacza swemu oprawcy i jest wdzięczny Bogu za to, że jest w Kościele. Podkreślił, że pomogli mu w tym jego przyjaciele-księża, od których otrzymał pomoc.

Kolejne świadectwo przedstawił mężczyzna z USA, molestowany w młodości przez duchownego. Mówił o manipulacjach, jakim został przez niego poddany on i jego rodzina. „Odnalazłem nadzieję i uzdrowienie dzieląc się mą historią z żoną, rodziną i przyjaciółmi” – mówił. Wskazał na znaczenie w procesie jego uzdrawiania przykładu zmarłego przed czterema laty kard. Francisa Georga, który miał bardzo wyrazistą postawę wobec pedofilii. Do zebranych w Watykanie biskupów zaapelował o zdecydowane działania na rzecz uzdrawiania Kościoła i o stanowcze przewodzenie ludowi Bożemu.

Ostatnie złożył mężczyzna z kontynentu azjatyckiego, ponad sto razy molestowany przez zakonnika. „Wywołało to u mnie ogromną traumę, mam trudności w nawiązywaniu relacji z ludźmi” – mówił. Wskazał na zmowę milczenia, z jaką spotkał się wśród przełożonych zakonnych, do których zwrócił się po pomoc. „Regularnie kryli problem i kryli oprawców. Stawiłem czoło temu problemowi przez wiele lat, jednak większość przełożonych nie jest w stanie powstrzymać oprawców ze względu na łączące ich przyjaźnie” – mówił. Podkreślił konieczność jasnego wskazania i ukarania sprawców przestępstw. Wskazał, że trzeba w tym kierunku naprawdę zdecydowanych działań, bo „dla Kościoła w Azji jest to bomba z opóźnionym zapłonem”. „Jeśli chcecie uratować Kościół trzeba wziąć się do roboty i wskazać sprawców z imienia i nazwiska. Nie możemy pozwolić, by wygrało kolesiostwo, ponieważ zniszczy to całe pokolenie dzieci. Jak mówił Jezus, musimy stać się, jak dzieci, a nie być oprawcami dzieci” – apelował do uczestników watykańskiego szczytu na temat ochrony nieletnich.

Uznanie winy warunkiem uleczenia ran

Obszerne wprowadzenie w tematykę obrad wygłosił z wielkim wzruszeniem a nawet chwilami ze łzami w oczach kard. Luis Antonio Tagle z Filipin. W referacie pt. „Zapach owiec. Poznanie ich bólu i uzdrowienie ich ran podstawowym zadaniem pasterza” arcybiskup metropolita Manili a zarazem przewodniczącym Caritas Internationalis zaznaczył, że wykorzystywanie seksualne nieletnich przez wyświęconych ludzi Kościoła „zadało rany nie tylko ich ofiarom, ale także ich rodzinom, duchowieństwu, Kościołowi, całemu społeczeństwu, samym sprawcom i biskupom”. Ale jednocześnie „musimy, w duchu upokorzenia i ze smutkiem przyznać, że są to również rany zadane przez nas, biskupów, ofiarom i w istocie całemu Ciału Chrystusa". Za skandaliczny uznał brak odpowiedzi z ich strony a nawet zaprzeczanie i ukrywanie przestępstw.

Jak możemy wyrażać wiarę w Chrystusa, gdy zamykamy oczy na wszystkie te rany wywołane przez wykorzystywanie seksualne?” – zapytał z goryczą. Zauważył, że tylko wiara „zraniona” jest wiarygodna. „Nie możemy mówić, że wierzymy i zamykać oczu na cierpienia osób wykorzystywanych” – stwierdził.

Zwrócił uwagę, że „nasz brak odpowiedzi na cierpienia ofiar, posunięty aż do odrzucania ich i do zacierania skandalu, aby chronić sprawców i instytucje, zaszkodził naszemu ludowi i pozostawił głęboką ranę w naszych stosunkach z wiernymi”. „Czy nie uciekaliście, gdy poczuliście smród odchodów?” – zapytał jeszcze raz kard. Tagle.

Wezwał biskupów, aby wzięli na siebie „osobistą odpowiedzialność za uzdrawianie tej rany w Ciele Chrystusa i zobowiązali się do uczynienia wszystkiego, co jest w ich mocy i do czego są zdolni, aby zobaczyć, że dzieci i osoby zagrożone mają się dobrze”. Poprosił także swych słuchaczy o nawiązanie kontaktów ze sprawcami tych czynów, aby „dokonała się sprawiedliwość i aby pomóc im stanąć twarzą w twarz z prawdą”.

„Nie można potępić wykorzystywania seksualnego i iść dalej. Musimy doprowadzić do jak najgłębszego uzdrowienia” – zaapelował przewodniczący Caritas Internationalis. Ostrzegł również przed pokusą wybierania „między ofiarą a sprawcą”, dodając, że trzeba pomagać obu stronom.

Wskazał ponadto, że Kościół potrzebuje koniecznie odbudowy zaufania wiernych, „proponując miłość bezwarunkową [do ofiar], prosząc jeszcze raz o przebaczenie i przyznając, że nie zasługujemy na nie”. Podkreślił pilną konieczność znalezienia rozwiązań, aby „stanąć w obliczu problemów bez powtarzania tych samych mechanizmów, które chcemy usunąć”. „Kościół musi być wspólnotą sprawiedliwości, naznaczonej komunią i współczuciem” – podkreślił arcybiskup Manili.

Na zakończenie wyraził przekonanie, że drogą wyjścia z zaistniałej sytuacji jest „zdecydowana poprawa konkretnego błędu”, aby „iść razem do ofiar, cierpliwie i stale prosząc je o przebaczenie, wiedząc, że ten dar może uzdrowić jeszcze lepiej”.

Rozpoznać i potępić przestępstwa

Z kolei abp Charles Scicluna, zastępca sekretarza Kongregacji Nauki Wiary od lat zajmujący się walką z nadużyciami seksualnymi duchownych, w swoim wystąpieniu wskazał na konkretne obowiązki spoczywające na biskupach w walce z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich. Zauważył, że sposób w jaki biskupi pełnią posługę w służbie sprawiedliwości w swoich wspólnotach - jest fundamentalnym testem ich współodpowiedzialności, a także wierności. W swym wystąpieniu skupił się na praktycznych wskazówkach dotyczących poszczególnych faz postępowania w walce z nadużyciami i budowania kultury prewencji.

Przypomniał m.in., że w sprawach dotyczących niewłaściwego postępowania seksualnego należy unikać wszelkich niepotrzebnych opóźnień. Ludzie muszą wiedzieć, że mają prawo i obowiązek zgłaszania nadużyć, a kontakty do delegatów zajmujących się tymi przestępstwami w Kościele muszą być publiczne i łatwo dostępne. Maltański hierarcha podkreślił konieczność ścisłej współpracy biskupów i przełożonych zakonnych ze specjalistami m.in. w dziedzinie prawa, psychologii i duchowości. Wskazał, że ofiary muszą mieć świadomość, że ich prawa będą respektowane, a Kościołowi zależy na ukaraniu winnych. Przypomniał, że ważnym elementem przy zgłaszaniu nadużyć, czy w trakcie trwania procesów zarówno kanonicznych jak i karnych, jest możliwość spotkania ofiar z biskupem, czy wyznaczonym przez niego wrażliwym delegatem, a ofiary mają prawo do bycia informowanymi o aktualnym stanie postępowania.

Przewodniczący kolegium ds. rozpatrywania odwołań w sprawach najcięższych przestępstw w Kongregacji Nauki Wiary stwierdził zarazem, że by tworzyć kulturę prewencji konieczna jest przejrzystość działania oraz jasna i sprawna komunikacja, a także nieustanna formacja. Edukacja o nadużyciach musi być integralną częścią formacji w seminariach i zakonach. Zasadniczym wyzwaniem jest także dopuszczanie do kapłaństwa tylko odpowiednich kandydatów, nawet w obliczu malejącej liczby powołań.

„Protokoły ochrony muszą być powszechnie dostępne i wyrażone w przystępny i jasny sposób. Ofiary muszą wiedzieć, że jesteśmy ich przyjaciółmi, a wierni widzieć w nas paladynów bezpieczeństwa ich i ich dzieci” – podkreślił abp Scicluna. Przyznał zarazem, że jednym z aspektów współodpowiedzialności w prewencji jest odpowiednia selekcja kandydatów na biskupów, tak by nie zostawali nimi ludzie kulejący swym życiem. Za Benedyktem XVI przypomniał, że tylko zdecydowane działania oparte na szczerości i przejrzystości mogą pomóc odbudować mocno nadszarpniętą wiarygodność Kościoła.

Klerykalizm głównym źródłem nadużyć

U korzeni wszystkich nadużyć i innych przestępstw leżą nie tylko "zboczenia czy patologie seksualne", ale także klerykalizm, to znaczy "błędne rozumienie istoty posługi kapłańskiej jako narzędzia narzucania władzy, łamania sumień i ciał najsłabszych" - zaznaczył arcybiskup Bogoty kard. Ruben Salazar Gomez - trzeci i ostatni relator generalny pierwszego dnia watykańskiego spotkania.

"To właśnie to wypaczone podejście do kapłaństwa doprowadziło do ciężkich grzechów i przestępstw, o których obecnie dyskutujemy" - powiedział purpurat kolumbijski, przewodniczący Latynoamerykańskiej Rady Biskupiej (CELAM). Wyjaśnił, że to właśnie jest klerykalizm, który należy demaskować do głębi i doprowadzić do zmiany myślenia, która - jak podkreślił mówca - w kategoriach ściśle teologicznych nosi nazwę "nawrócenia". Należy ją przekładać w "głęboką rewizję mentalności tak, aby nasze słowa i nasze działania były zgodne z wolą Bożą w tej chwili Kościoła" - zaznaczył relator.

Zwrócił uwagę, że "wezwanie do nawrócenia skierowane jest do całego Kościoła, przede wszystkim jednak do nas - jego pasterzy". Zdaniem kardynała Kościół "wielokrotnie w osobach swych duszpasterzy nie umiał i często ciągle jeszcze nie wie, jak ma postępować, aby szybko i zdecydowanie stawić czoła kryzysowi wywołanemu przez wykorzystywania seksualne". Nieraz jego ludzie zachowywali się jak robotnicy najemni, którzy - widząc zbliżającego się wilka - uciekają, pozostawiając owczarnię bez opieki - wskazał arcybiskup Bogoty.

Zauważył przy tym, że uciekali oni na różne sposoby: usiłując zaprzeczyć rozmiarom przedstawionych doniesień [o wykorzystywaniu seksualnym], nie słuchając ofiar, ignorując szkody, jakie w nich owe przestępstwa wyrządziły, przenosząc oskarżonych w inne miejsca, gdzie nadal dopuszczali się tych czynów lub próbowali kupić milczenie za pomocą pieniędzy.

"Działając w ten sposób ukazujemy jasno klerykalny sposób myślenia, który prowadzi nas do postawienia źle rozumianego dobra instytucji kościelnej ponad ból ofiar i odczuwaną przez nie potrzebę sprawiedliwości; do stawiania usprawiedliwień winnych ponad świadectwem osób poszkodowanych; do zachowywania milczenia, zagłuszającego krzyk bólu ofiar, byle by nie stanąć twarzą w twarz ze skandalem publicznym, jaki może wywołać ujawnienie tego przed władzami cywilnymi lub w obliczu procesu" - wyliczał kard. Salazar.

Wspomniał też o podejmowania środków odwrotnych do zamierzonych, które nie brały pod uwagę dobra wspólnot i tych najbardziej zagrożonych, o ufaniu jedynie poradom prawników, psychiatrów i różnego rodzaju specjalistów, zaniedbując głęboki sens współczucia i miłosierdziu. Mówił o posuwaniu się wręcz do kłamstw lub wypaczania faktów, byle by tylko nie uznać strasznej rzeczywistości, jaka się z tego wyłania.

Jeszcze innym przejawem tej mentalności jest, zdaniem arcybiskupa Bogoty, "tendencja do twierdzenia, iż Kościół nie jest i nie powinien być przedmiotem dla władz świeckich jak inni obywatele, ale że "możemy i powinniśmy zarządzać wszystkimi swoimi sprawami wewnątrz Kościoła, kierując się wyłącznie prawem kanonicznym, a nawet doprowadzić do uznania interwencji władz świeckich za niegodną ingerencję, która w dzisiejszych czasach nasilającego się sekularyzmu wydaje się mieć oznaki prześladowań za wiarę".

"Musimy uznać ten kryzys w całej jego głębi, uznać, że szkody nie wyrządzono nam z zewnątrz, ale że pierwsi wrogowie tkwią wewnątrz, wśród biskupów, kapłanów i osób zakonnych, że nie stanęliśmy na wysokości naszego powołania" - stwierdził referent. Wyraził przy tym uznanie środkom przekazu: prasie, portalom społecznościowym za ich "bardzo ważną" rolę w tym, aby "pomóc nam nie ustawać, ale podejmować ten kryzys". Dodał, że media wykonują cenną pracę pod tym względem, którą należy wspierać.

Władza biskupów jest słaba

Pierwszego podsumowania obrad "szczytu" dokonano podczas konferencji prasowej w Watykanie. Jak wyjaśnił ks. Federico Lombardi SJ tematy podniesione podczas spotkania będą także dyskutowane w poniedziałek przez szefów dykasterii Kurii Rzymskiej, którzy w tej sprawie spotkają się z papieżem Franciszkiem. W dalszej perspektywie można oczekiwać dokumentu końcowego. Odniesiono się również do pytania o postulaty organizacji reprezentujących ofiary duchownych. Abp Charles Scicluna, zastępca sekretarza Kongregacji Nauki Wiary stwierdził, że tego głosu nie można ignorować.

Poinformował, że podczas prac w małych grupach mowa dziś była między innymi o duchownych wymykających się spod władzy biskupa, współpracy z władzami cywilnymi a także zakonami. Abp Scicluna dodał, że jest to konieczne, ponieważ Kościół nie posiada środków przymusu – by na przykład zbadać komputer podejrzanego o posiadanie pornografii dziecięcej. Z kolei abp Mark Benedict Coleridge, metropolita Brisbane (Australia) wskazał, że relacje te są niekiedy bardzo złożone, stąd konieczność uwzględnienia warunków panujących w poszczególnych państwach.

Jedno z pytań, zadane przez przedstawiciela niemieckich mediów, dotyczyło celibatu, czy skandal nadużyć nie będzie okazją do jego zniesienia. Wszelkie wątpliwości w tej sprawie rozwiał ks. Federico Lombardi, który kieruje obradami sesji plenarnej. "Jest to temat, o którym oczywiście można rozmawiać. Jesteśmy jednak przekonani, że kwestia wykorzystywania seksualnego nie ma nic wspólnego z celibatem kapłańskim. Ten temat się nie pojawił, ale zobaczymy, być może któraś z grup o nim wspomni” - powiedział ks. Lombardi.

Dziennikarzy interesowało również, dlaczego na dzisiejszej sesji nie było mowy o homoseksualizmie, skoro zdecydowana większość ofiar to dojrzali już płciowo chłopcy. Odpowiadając na to pytanie abp Scicluna stwierdził, że każdy przypadek nadużyć trzeba traktować osobno i nie wolno stosować żadnych uogólniających kategorii. W innym już kontekście dodał on również, że Kongregacja Nauki Wiary, do której spływają informacje o nadużyciach popełnionych przez osoby duchowne, rozważa możliwość opublikowania statystyk o wszystkich nadużyciach w Kościele.

Walka z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich nie tylko w Kościele

Biorący udział w konferencji kard. Reinhard Marx z Niemiec ma nadzieję, że rozpoczęty dziś w Watykanie szczyt poświęcony ochronie małoletnich przyczyni się do walki z tymi przestępstwami w społeczności całego świata, nie tylko Kościoła. Przed rozpoczęciem czterodniowej konferencji przewodniczący Konferencji Biskupów Niemieckich powiedział, że w niektórych krajach waga problemu nie została jeszcze dostatecznie rozpoznana i oszacowana. Kard. Marx wyraził nadzieję, że z tego spotkania wyjdzie też impuls poza Kościół, do całego społeczeństwa i zmobilizuje go do “zwalczenia tego okropnego zła”. "Nie wolno nam nigdy tolerować tego, aby dzieci i młodzież byli wykorzystywani seksualnie”, podkreślił przewodniczący episkopatu Niemiec i członek Rady Kardynałów K7.

Z kolei przewodniczący Konferencji Biskupów Chorwacji, abp Zelimir Puljić ma nadzieję, że watykański szczyt w sprawie ochrony nieletnich będzie sygnałem do walki z wykorzystywaniem seksualnym w całym społeczeństwie. "Przypadki pedofilii są zbrodnią przeciwko ludzkiej naturze i są niezwykle szokujące zwłaszcza w Kościele" - powiedział arcybiskup Zadaru.

Podkreślił, że Kościół musi być „kryształowo czysty” i dlatego popierał już stanowisko Benedykta XVI, a teraz Franciszka: „zero tolerancji” oraz zaostrzone środki wewnątrz Kościoła. Jednocześnie zwrócił uwagę, że większość przypadków wykorzystywania seksualnego dokonuje się poza sferą Kościoła katolickiego. Przewodniczący episkopatu katolickiego Chorwacji mówił też, że jest to “czas oczyszczenia” w Kościele. Jednocześnie przyznał, że pragnie, aby owocem watykańskiego szczytu był szeroki wkład w „odkrywanie całej prawdy o zagrożonych dzieciach” w społeczeństwie i o „strasznym złu” wykorzystywania seksualnego nieletnich. „Walczmy wspólnie o ochronę wszystkich, którzy są zagrożeni, od najmłodszych do najstarszych” - wezwał chorwacki hierarcha.

W rozpoczętym dzisiaj w Watykanie spotkaniu na szczycie na temat wykorzystywania seksualnego małoletnich przez ludzi Kościoła, bierze udział – pod przewodnictwem papieża – 190 osób, w tym 114 przewodniczących (lub ich zastępców) krajowych konferencji biskupich, 14 zwierzchników katolickich Kościołów wschodnich, 22 wyższych przełożonych zakonnych męskich i żeńskich, prefekci i przewodniczący urzędów Kurii Rzymskiej i szereg innych osób. Kościół z naszego kraju na szczycie watykańskim reprezentuje wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Marek Jędraszewski. Spotkanie zakończy się w niedzielę 24 bm. uroczystą Mszą św. pod przewodnictwem Franciszka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem