Reklama

Kazanie

Rodzina z Nazaretu

Ks. Ludwik Warzybok
Niedziela Ogólnopolska 52/2001

Rozważając dzisiejszą Ewangelię, możemy słusznie pomyśleć, że zupełnie inne były marzenia św. Józefa o jego małżeństwie, o rodzinie. To wszystko, co przeżywał wbrew swoim planom, było nie do pojęcia dla zwyczajnego mężczyzny. Tak byłoby i dziś. Macierzyństwo Maryi, Narodziny Pana Jezusa w tak niezwykłych, skrajnie ubogich warunkach i te wydarzenia, o których nam opowiada dziś św. Mateusz, to wszystko było ponadludzkie. A ta ucieczka do Egiptu i słowa proroka: "Z Egiptu wezwałem syna mojego" (por. Oz 11, 1), jakby utożsamiają w historii tych trzech Świętych Osób losy ludu izraelskiego, który także z Egiptu został wezwany do Ziemi Obiecanej.
Święta Rodzina to trzy Osoby: Jezus, Maryja i Józef. Ale w dzisiejszej liturgii właśnie Józef jest postacią pierwszoplanową, chociaż w Ewangelii jest tym Wielkim Milczącym. Także dziś nie słyszymy ani jednego słowa wypowiedzianego przez św. Józefa. Możemy do niego odnieść w pełnym znaczeniu to zwyczajne przysłowie: "Mowa jest srebrem, milczenie złotem". Bo milczenie jest zwykle pierwszym, decydującym wyborem, żeby mądrze słuchać i działać. To jego milczenie mówi o nim najwięcej. A jednak św. Józef nie jest ani "milczkiem", ani męczennikiem. On angażuje się w Boże sprawy całkowicie, chociaż to wszystko przekracza ludzkie wyobrażenia o miłości, o małżeństwie, o szczęściu. On, podobnie jak Maryja, wierzy, że to Bóg, że od Boga otrzymuje razem z Nią te niezwykłe zadania do wypełnienia.
Różne były drogi życia Maryi i Józefa, ale teraz nie tylko spotykają się, ale i jednoczą w tym posłuszeństwie i całkowitym zawierzeniu Bogu. Także o Józefie można powtórzyć słowa wypowiedziane przez Elżbietę o Maryi: "Błogosławiony jesteś, któryś uwierzył".
Także i to nasze zwyczajne, ludzkie życie stawia nas nieoczekiwanie wobec wydarzeń trudnych do zaakceptowania. Podobnie praojciec Izraela - Abraham stanął wobec nieoczekiwanego posłannictwa. Maryja i Józef, idąc własnymi ścieżkami życia, zdążają ku temu samemu oddaniu się całkowicie Bogu do dyspozycji. Oboje w pierwszym momencie spotkania z tym Bożym posłannictwem przeżywają niepokój. Ale zarazem Oboje przez wiarę i miłość są przygotowani na te nieoczekiwane Boże zamierzenia. Ale nie wahają się stawiać pytań. Pragną z pełną świadomością wypełnić wolę Bożą. W narodzeniu Pana Jezusa to ich posłannictwo spełniło się.
Patrząc na Boże Dzieciątko w żłóbku w naszych kościołach, na Nim skupiamy uwagę i adorację. Ale pomyślmy także z modlitewną wdzięcznością o tych Dwoje. Św. Józef w Najświętszej Maryi Pannie rozpoznaje teraz swoje posłannictwo i ojcowskie zadania, a Ona w nim dopełnienie swojego Bożego Macierzyństwa. Podobnie jest z każdym człowiekiem. W rodzinie, w ojcu, w matce, w rodzeństwie nie tylko rozpoznajemy swoje człowieczeństwo, ale uczymy się także, jak być dobrym człowiekiem. Nie możemy wzoru Najświętszej Rodziny z Nazaretu dosłownie naśladować, ale przez wiarę i miłość możemy w naszych ludzkich rodzinach przygotowywać się do zadań, jakie nam Dobry Bóg wyznaczył.

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Gądecki: śmierć Pawła Adamowicza okryła nas smutkiem z powodu zdziczenia obyczajów

2019-01-19 12:54

lk / Gdańsk (KAI)

Tragiczna śmierć prezydenta Gdańska „okryła nas wszystkich smutkiem z powodu zdziczenia obyczajów. Wszystko, co było dobrego w jego myśleniu, słowach i działaniu, brało się z chrztu. Za to chcemy dziękować – powiedział we wstępie do Mszy św. pogrzebowej śp. Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. Homilię podczas Eucharystii w tamtejszej Bazylice Mariackiej wygłosi abp Sławoj Leszek Głódź.

episkopatnews/flickr.com

W wstępie do liturgii abp Sławoj Leszek Głódź poinformował o duchowej łączności papieża Franciszka z rodziną zmarłego prezydenta. Za pośrednictwem kard. Konrada Krajewskiego, papież przekazał rodzinie Pawła Adamowicza różańce, które wręczył metropolita gdański.

Prymas Polski abp Wojciech Polak skierował do uczestników uroczystości list, który w Bazylice Mariackiej odczytał prymas Polski senior abp Henryk Muszyński. Prymas Polak wyraził w nim przede wszystkim smutek z powodu tragicznej śmierci prezydenta Gdańska. Przesłał także rodzinie Zmarłego „wyrazy szczególnego współczucia i duchowej jedności”.

„Modlitwą i myślą stają przy trumnie śp. Pana Prezydenta Pawła Adamowicz, aby dziękować Bogu za wszelkie dobro, jakie przez jego ręce i serce stały się udziałem wielu ludzi. Działo się tak w przeszłości, gdy podejmował działalność opozycyjną w czasach PRL, poprzez troskę o uchodźców i emigrantów, którą wyrażał jako prezydent Gdańska, aż po udział w tragicznym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, podczas której dziękował za okazywane dobro, szczerość i solidarność” – napisał abp Wojciech Polak.

Przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki podkreślił, że tragiczna śmierć prezydenta Gdańska „okryła nas wszystkich smutkiem, smutkiem z powodu zdziczenia obyczajów, ale także smutkiem, który towarzyszy każdemu umierającemu człowiekowi”. – Dziękujemy Panu Bogu za to wszystko, co stało się udziałem w dobru, które rozpoczęło się w nim od momentu chrztu świętego – mówił o zmarłym prezydencie Gdańska przewodniczący Episkopatu. Od tego momentu poprzez kolejne sakramenty podążał on do coraz większej dojrzałości. – Wszystko, co było dobrego w jego myśleniu, słowach i działaniu, brało się z chrztu. Za to wszystko chcemy dziękować i za to, co otrzymali mieszkańcy tego miasta – dodał abp Gądecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem