Reklama

Z dobrą wiadomością z Houston o leczeniu raka

Z dr. Stanisławem Burzyńskim rozmawiał bp Ryszard Karpiński
Niedziela Ogólnopolska 10/2003

Z dr. Stanisławem Burzyńskim - odkrywcą systemu biochemicznej obrony przeciwrakowej, założycielem i głównym właścicielem Instytutu Badań Naukowych, a także kliniki i zakładu farmaceutycznego oraz apteki w Houston i w Stafford (Teksas) w USA - rozmawia bp Ryszard Karpiński

Bp Ryszard Karpiński: - Panie Doktorze, proszę o kilka słów na temat Pańskich badań naukowych i ich rezultatów.

Dr Stanisław Burzyński: - Jeszcze jako student Akademii Medycznej w Lublinie odkryłem we krwi substancje należące do grupy peptydów, czyli małych białek, i spostrzegłem ich niedobór we krwi osób chorych na raka. Pierwszy pacjent, którym się zainteresowałem, był chory na raka prostaty. Zacząłem badać dalej te substancje i stały się one tematem mojej pracy doktorskiej. Miałem tu duże poparcie kierownika katedry chemii ogólniej - prof. Krzeczkowskiej. Natomiast wywołało to zazdrość, a nawet nienawiść wysoko postawionych partyjnie lekarzy, którzy postanowili mi "pomóc" przez skierowanie mnie do wojska. Później sobie nawet to chwaliłem, była to bowiem słodka bezczynność w białych koszarach w Kołobrzegu, a następnie w Braniewie. Trafiłem tam na dobrych dowódców. Ale gdy trzeci raz skierowano mnie do Modlina na dwa lata, postanowiłem szukać innych dróg. Legalnie starałem się o zezwolenie na wyjazd za granicę. Po pięciu odpowiedziach odmownych zacząłem myśleć o przejściu przez Słowację i Węgry na Zachód. Okazało się to jednak zbyteczne, gdyż w ostatniej chwili zainteresował się moim przypadkiem znany prof. Marian Mazur, który specjalnie przyjechał do Lublina, aby zapoznać się z moimi badaniami, i obiecał mi pomoc. Nagle dostałem paszport i 4 września 1970 r. znalazłem się w Nowym Jorku. Wojsko jeszcze przez długi czas poszukiwało mnie w Lublinie.

- Jakie były Pana pierwsze wrażenia i doświadczenia amerykańskie?

- Pierwsze wrażenia były bardzo ciekawe, ponieważ jest to piękny kraj, tylko ja nie miałem pieniędzy ani na turystykę, ani nawet na życie. Znalazłem schronienie u mojego stryja - ks. Jana Burzyńskiego, kapłana diecezji lubelskiej, duszpasterza w Nowym Jorku. Poszukiwania pracy w tej metropolii nie powiodły się. Dotarłem do katedry św. Patryka i zacząłem prosić patrona Irlandii o wsparcie. Napisałem kilka listów do ośrodków poza Nowym Jorkiem - m.in. do Houston i do prof. Georgesa Ungara, który zajmował się peptydami. Prof. Ungar zaprosił mnie tutaj, a nawet opłacił moją podróż. Po spotkaniu zaangażował mnie jako swojego asystenta na Uniwersytecie Baylor i tak zaczął się nowy etap w moim życiu.
Po dwóch latach miałem już stanowisko profesorskie, a po siedmiu postanowiłem się usamodzielnić i założyłem własne laboratorium, które z czasem rozrosło się w duży instytut prywatny i klinikę. Instytucje te zatrudniają ponad 130 osób, w tym ok. 40% Polaków.

- Może powie Pan coś o przeżytych kłopotach?

- Pierwszą i bardzo ważną sprawą było opanowanie języka angielskiego. Później na uniwersytecie nie miałem poważniejszych trudności. Prowadzone przeze mnie badania były cenione i subwencjonowane przez Narodowy Instytut Raka. Problemy zaczęły się wtedy, gdy przedstawiłem wyniki moich badań na wielkim zjeździe naukowym. Agencja Associated Press określiła je jako jedne z najbardziej interesujących spośród ok. 4 tys. prac naukowych. Artykuły na ten temat pojawiły się na całym świecie. Na naszym uniwersytecie przyjęto je początkowo entuzjastycznie. Później ludzie, którzy mieli decydujący głos w sprawach rakowych, chcieli mieć nade mną kontrolę. Ofiarowali mi wyższe stanowisko, większe fundusze, profesurę biochemii i onkologii, w zamian za rezygnację z praktyki prywatnej i zajmowanie się teoretycznymi badaniami. To pozbawiłoby mnie swobody działania. Dlatego pożegnałem się z karierą uniwersytecką i otworzyłem własny ośrodek badawczy. Znalazłem się w niewielkim gronie naukowców, którzy podejmują badania na własny koszt. Musiałem rozbudować moją praktykę prywatną. Tak powstała duża klinika, która zatrudnia obecnie 25 lekarzy. Pieniądze uzyskane z usług lekarskich przeznaczałem na badania naukowe, które prowadziłem po wypełnieniu obowiązków lekarskich, często wieczorem czy rano.

- Czytelników "Niedzieli" z pewnością zainteresuje sprawa dość głośnego procesu sądowego przeciwko Panu Doktorowi. Proszę opowiedzieć nam tę historię.

- Gdy stwierdziliśmy działania przeciwrakowe odkrytych przeze mnie substancji, nazwanych antyneoplastonami, i brak ich działania toksycznego u zwierząt, zaczęliśmy leczenie eksperymentalne chorych. Procedura leczenia została zatwierdzona przez komisję etyczną. Moi adwokaci zasięgnęli opinii władz Teksasu i stwierdzili, że nie ma żadnych przekroczeń praw stanowych czy federalnych. Wydawało się, że wszystko jest w porządku. Ale kiedy pozytywne wyniki leczenia zaczęły nabierać rozgłosu i do naszej kliniki zaczęli przyjeżdżać ludzie z całego świata, wtedy władze federalne, reprezentowane przez FDA (Food and Drug Administration - Agencja ds. Leków i Żywienia), postanowiły mieć nad nami ścisłą kontrolę. Skończyło się to procesem przeciwko nam w maju 1983 r. Największym zarzutem był fakt wysyłania naszych leków do ludzi ciężko chorych z innych stanów. Przypadki takie były uzgodnione wcześniej z FDA, która poinformowała nas, że jeżeli chory nie może przyjechać do naszej kliniki, wtedy możemy wysłać leki do jego lekarza. Zostało to jednak nazwane przekroczeniem przepisów handlu międzystanowego. Domagano się likwidacji naszej działalności oraz kar pieniężnych. Sprawa została zakończona po ok. 6 tygodniach. Sędzia federalny wydał wyrok, według którego żądania FDA zostały odrzucone. Otrzymaliśmy zezwolenie na produkcję leków i ich stosowanie w całym stanie Teksas. Natomiast wysyłanie leków poza stan miało być zatwierdzone przez FDA. Agencja usiłowała szantażować sędziego. Jednak pani sędzia nie cofnęła się przed wydaniem pozytywnego dla mnie wyroku. Później FDA usiłowała postawić mnie w stan oskarżenia kryminalnego, ale na szczęście bez rezultatu. Na początku lat 90. wydawało się, że sprawa umarła śmiercią naturalną, ale w tym właśnie roku pojawiła się na scenie pewna firma farmaceutyczna, która chciała przywłaszczyć sobie wyniki naszych badań i zdobyć licencję na produkcję i sprzedaż wynalezionych przez nas leków. Ataki na nas trwały kilka lat, nasilając się w 1995 r., kiedy to ponownie zostałem postawiony w stan oskarżenia. Główne zarzuty dotyczyły ponownie tzw. handlu z innymi stanami. Każdy z tych zarzutów dotyczył faktu przenoszenia leków przez pacjentów do innych stanów w celu kontynuowania leczenia. Nie było dowodów na wysyłanie leków przez klinikę. Groziło mi za to 270 lat więzienia i ok. 100 mln dolarów grzywny. I ten smutny proces zakończył się naszym zwycięstwem. Większość ludzi, którzy nas prześladowali, straciło pracę, łącznie z komisarzem FDA. Rząd wydał na ten proces ok. 60 mln dolarów. Obecnie żyjemy w zgodzie z FDA i mamy nadzieję, że dostaniemy od niej większe fundusze na nasze badania.

- Na czym polega działanie Pańskich preparatów?

- Preparaty te działają na zasadzie przełączników genów, tzn. włączają geny supresory, które uaktywniają program śmierci komórkowej, zabijając w ten sposób jedynie komórki rakowe bez uszkadzania komórek zdrowych. Podobnie jak wyłączenie prądu powoduje zatrzymanie silnika elektrycznego - wyłączenie sygnału elektrycznego w komórce rakowej powoduje jej śmierć.

- Co jest największym sukcesem i radością w Pańskiej karierze?

- Naszą największą radością są nasi pacjenci, w stosunku do których inni lekarze wyczerpali już wszystkie możliwości współczesnej medycyny i praktycznie wydali na nich wyrok śmierci, a tymczasem po zastosowaniu naszych preparatów pod ścisłą kontrolą lekarską ci ludzie nadal żyją i wypełniają różne zadania życiowe. Są wśród nich osoby różnej płci i w różnym wieku, różnych narodowości. To oni bronili nas w czasie procesu, stojąc z transparentami na zewnątrz sali sądowej i pod Białym Domem w Waszyngtonie. Oni także w dużej liczbie ok. 600 osób, stanowiąc większość gości, wzięli czynny udział w 2002 r. w skromnych obchodach 25-lecia naszej działalności.

- Panie Doktorze, może jeszcze słowo o parafii polonijnej w Houston. Jest Pan przecież jednym ze znaczniejszych fundatorów obecnego kościoła.

- Jeszcze w latach 70. rozpoczęliśmy starania o założenie parafii polonijnej. Główną organizacją było Stowarzyszenie Inteligencji im. M. Kopernika, któremu nawet przez pewien czas przewodniczyłem. Początkowo mieliśmy trudności ze strony miejscowej władzy diecezjalnej. Po wyborze Polaka na Stolicę Piotrową trudności znikły. Zakupiono odpowiednie grunty i zamieniono istniejącą salę gimnastyczną na kościół pw. Matki Bożej Częstochowskiej. Kilka lat temu rozpoczęto budowę nowego kościoła, który został poświęcony 26 sierpnia 2001 r. Od 1993 r. proboszczem naszej parafii jest ks. Jerzy Frydrych TChr. Cieszymy się, że w niedzielę 2 lutego br. Ksiądz Biskup mógł w naszym kościele odprawiać Mszę św. i spotkać się z tutejszą Polonią.

- Dziękuję za rozmowę.

Wyszyński był proliferem

2019-03-20 09:26

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 12/2019, str. V

Z okazji Narodowego Dnia Życia warto przypomnieć trochę zapomniany wymiar nauczania Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego nt. ochrony życia ludzkiego

Papieski Instytut Studiów Kościelnych
Kard. Stefan Wyszyński sprzeciwiał się ustawie aborcyjnej z 1956 r., która doprowadziła do zabicia ok. 20 mln Polaków

Szybkimi krokami zbliża się beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego. W tym kontekście bardzo często przypominane są historyczne zasługi Prymasa Polski. W Narodowy Dzień Życia szczególnie ważne są jego słowa nt. aborcji. Dziś powiedzielibyśmy, że kard. Wyszyński był proliferem. – Pasterz Stolicy woła dziś do Was, woła do całej Stolicy i Diecezji, woła do Narodu: Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem – mówił w 1959 r. Prymas Polski.

Aborcja jak hitlerowskie zbrodnie

Posługa Prymasa Polski przypadała w bardzo trudnych czasach. Kard. Wyszyński był represjonowany, inwigilowany i bardzo mocno ograniczany w swoich pasterskich działaniach. Ale z prawdziwym złem, w czystej postaci musiał się zmierzyć po 1956 r., gdy komuniści wprowadzili „prawo”, które pochłonęło o wiele więcej polskich ofiar niż II wojna światowa. To wówczas wprowadzono aborcję na życzenie, w wyniku której zamordowano ok. 20 mln najbardziej bezbronnych Polaków.

To wydarzenie skłoniło Prymasa Polski do porównania aborcji ze zbrodniami hitlerowskimi, z obozami zagłady, które współcześnie stanowią przestrogę dla narodu polskiego i całej ludzkości. W tym kontekście kard. Wyszyński apelował do sumienia lekarzy. W czasie II wojny światowej historia pokazała tragedię powołania lekarskiego, kiedy to ci, którzy mieli ratować życie, niszczyli je i brali aktywny udział w realizacji hitlerowskich planów eksterminacji narodów. Szczególna rola przypadła tu lekarzom pracującym w obozach koncentracyjnych, którzy przeprowadzali zbrodnicze eksperymenty pseudomedyczne. Doprowadziło to do skrajnej degradacji ich godności lekarskiej. – Żaden z 23. oskarżonych lekarzy nie objawił najmniejszego poczucia winy. Szokowało to bardziej niż same zbrodnie – przestrzegał Ksiądz Prymas w 1964 r.

Patriotyczny obowiązek

Prymas Polski wspólnie z polskimi biskupami wydał list, w którym aborcję nazwano „pokojowym samobójstwem narodu”.

Kard. Wyszyński wskazał na potrzebę obrony życia nienarodzonych, która jest polską racją stanu i nadrzędnym interesem państwowym. Apelował do sumień Polaków i ich patriotyzmu, przypominając wydarzenia wojenne, kiedy to z narażeniem własnego życia ratowali dzieci, a tym samym własną Ojczyznę. Przypominał, że w duszy narodu musi być miejsce na nowe życie i musi być ono uznane. – Dlatego matka musi pamiętać, że została powołana do dawania życia, a nie do zadawania śmierci. Ojciec musi wiedzieć, że jego zaszczytną funkcją jest stanie frontem ku rodzinie, ku nowemu życiu, a lekarz musi pozostać obrońcą życia, a nie jego „grabarzem” – podkreślał metropolita warszawski.

Kardynał wskazywał, że czasem trzeba znieść nawet prześladowania dla dobra Narodu i jasno opowiedzieć się za życiem. W nauczaniu odwoływał się do heroicznych postaw rodaków mówiąc, że Polska to kraj bohaterów, którzy z butelkami benzyny szli na czołgi wrogiej armii. Dlatego teraz nie można rezygnować z największego daru Bożego dla Narodu, z daru życia. – Kościół podnosi potężny głos w obronie życia Polaków. I tego głosu nie obniży! Będzie wołał coraz głośniej, coraz potężniej, coraz nieustępliwiej: Otrzeźwiejcie! Aby ziemia nasza nie stała się krainą Herodów i herodowych zbrodni! – przypominał kard. Wyszyński.

Społeczność morderców

Dziś lewicowe media próbują wmówić nam, że nie wolno pokazywać skutków aborcji, ani używać określeń typu „morderstwo”, zabicie człowieka. W ten sposób wypacza się prawdziwe oblicze tzw. zabiegów usuwania ciąży i dehumanizuje się jej ofiary. Prymas Tysiąclecia nie bał się mówić prawdy i używać mocnych porównań. – Jeszcze przed laty sale położnicze były miejscami, gdzie rodziło się nowe życie Polski. Dziś tego powiedzieć nie można, bo to już są raczej kostnice! – stwierdził Ksiądz Kardynał.

Prymas Tysiąclecia wiedział, że w czasach komunistycznych Kościół nie miał wpływu na stanowione prawo państwowe. Dlatego też z całą mocą apelował do rodzin, by one stały na straży życia. – Jaka jest rodzina domowa, taka też będzie rodzina ojczysta. Jeśli rodzina domowa będzie rodzić żywych, to i Naród będzie żył. (...) Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach – wskazywał kard. Wyszyński. – W ten sposób zamiast społeczności życiodajnej, będzie się wyrabiać społeczność morderców. Będzie to naród samobójczy (...). Taki naród się skończy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Spotkanie Metropolity z Fundacją Szlaki Papieskie JPII

2019-03-23 20:43

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

- Jesteście strażnikami Papieskich Szlaków. Jesteście strażnikami jakiegoś szczególnego fragmentu polskiej ziemi, po której stąpał święty człowiek, nasz rodak. (…) Jesteście zatem strażnikami także papieskiego ducha, po to żeby tego ducha nie tylko strzec i przekazywać go innym, ale przede wszystkim nim żyć, żeby się nie lękać, żeby się nie bać - mówił abp Marek Jędraszewski podczas spotkania z członkami i sympatykami Fundacji Szlaki Papieskie Jana Pawła II na Franciszkańskiej 3.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Ks. Stefan Misiniec przywitał zebranych na dorocznym spotkaniu Fundacji Szlaki Papieskie Jana Pawła II w kaplicy arcybiskupów krakowskich. Przytoczył słowa kard. Karola Wojtyły, które w 1976 roku wygłosił podczas Kongresu Eucharystycznego w Filadelfii, że oto jesteśmy świadkami konfrontacji pomiędzy Ewangelią a jej zaprzeczeniem na niespotykaną dotąd skalę.Kapłan dziękował metropolicie krakowskiemu za poprowadzenie wspólnej modlitwy i błogosławieństwo.

W wygłoszonej homilii abp Marek Jędraszewski, odnosząc się do przytoczonych wcześniej słów kard. Wojtyły z Filadelfii, tłumaczył, że przyszły papież odwoływał się wtedy do konfrontacji ateistycznego systemu bolszewickiego z Kościołem.

– Dzisiaj po latach jesteśmy w innym czasie i trwa inna konfrontacja. Taka jest prawda i nie możemy tego negować. Ale już nie w imię nowej ideologii tworzącej absolutną prawdę tylko w przekonaniu, że nie ma absolutnej prawdy, więc dobre jest wszystko, co człowiek uzna dla siebie za dobre, wszystko jest dozwolone, słynne hasło „róbta co chceta”. To sprawia, że Kościół znowu staje się obiektem różnego rodzaju ataków, bo mówi o Bogu, o Jego prawie. Mówi o przykazaniach, mówi o grzeszności, o konieczności nawrócenia, ale także o konieczności wiary w Boga, który jest nieskończony w swoim miłosierdziu.

W dalszych słowach arcybiskup podkreślił, że zawsze kiedy Jan Paweł II opisywał ważne dla polskiego Kościoła sprawy, osadzał je w polskim krajobrazie, jakby chciał pokazać, że istnieje jakaś szczególna ciągłość historii narodu osadzonego w konkretnym kręgu kulturowym i geograficznym. Metropolita przywołał fragmenty trzech utworów poetyckich, w których polski krajobraz stanowi niezwykle ważną część papieskiego przesłania.

Pierwszy fragment pochodzi z utworu „Myśląc ojczyzna”:

„Ojczyzna – kiedy myślę –

słyszę jeszcze dźwięk kosy,

gdy uderza o ścianę pszenicy,

łącząc się w jeden profil

z jasnością nieboskłonu.

Lecz oto nadciągają kosiarki,

zapuszczając do wnętrza

tej ściany i dźwięków monotonię

i ruchów gwałtowne pętle, i tną… „

Drugi fragment to część poematu „Stanisław”, w którym Wojtyła opisywał polską ziemię i jej piękny krajobraz zmieniający się wraz z kolejnymi porami roku. Natomiast trzeci fragment pochodzi z „Tryptyku Rzymskiego” i stanowi opis papieskiej refleksji snutej dokładnie 20 lat wcześniej podczas wędrówki wzdłuż potoku w Dolinie Jarząbczej odchodzącej od Doliny Chochołowskiej:

„Zatoka lasu zstępuje

w rytmie górskich potoków

ten rytm objawia mi Ciebie,

Przedwieczne Słowo.

Jakże przedziwne jest Twoje milczenie

we wszystkim, czym zewsząd przemawia

stworzony świat…

co razem z zatoką lasu

zstępuje w dół każdym zboczem…

to wszystko, co z sobą unosi

srebrzysta kaskada potoku,

który spada z góry rytmicznie

niesiony swym własnym prądem…

— niesiony dokąd?

Co mi mówisz górski strumieniu?

w którym miejscu ze mną się spotykasz?

ze mną, który także przemijam —

podobnie jak ty…”

Na zakończenie homilii metropolita krakowski skierował do członków i sympatyków Fundacji Szlaki Papieskie Jana Pawła II słowa przesłania:

– Jesteście strażnikami Papieskich Szlaków. Jesteście strażnikami jakiegoś szczególnego fragmentu polskiej ziemi, po której stąpał święty człowiek, nasz rodak. Jesteście strażnikami konkretnych fragmentów naszej ojczyzny, które dadzą się wyznaczyć topografią. Ale przecież to są szlaki szczególne. To są szlaki człowieka, który, wędrując, modlił się i prowadził dialog z Bogiem. I ten dialog utrwalał w swojej poezji dla nas. Jesteście zatem strażnikami także papieskiego ducha z tamtych także niełatwych czasów, po to żeby tego ducha nie tylko strzec i przekazywać go innym, ale przede wszystkim nim żyć, żeby się nie lękać, żeby się nie bać. Konfrontacje zawsze były, są i będą, bo są wpisane w życie Kościoła od samych jego początków. Ale ponad te konfrontacje chrześcijanie za każdym razem mieli doświadczenie prawdziwości słów Pana Jezusa: „Bramy piekielne go nie przemogą. Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Po Eucharystii miało miejsce spotkanie Fundacji Szlaki Papieskie Jana Pawła II z abpem Markiem Jędraszewskim, podczas którego Prezes Fundacji Urszula Własiuk podkreśliła, że wypowiedziane dwa lata temu słowa metropolity o wielkim zadaniu chronienia i przekazywania następnym pokoleniom duchowego dziedzictwa Jana Pawła II skierowane do członków Fundacji odebrane zostały jako przesłanie.

Prezes przypomniała następnie, że wszystkie najważniejsze sprawy w czasach Biblii działy się na górach i tam również Chrystus prowadził Apostołów, gdy chciał im coś ważnego przekazać. W góry także Karol Wojtyła zabierał młodych i sam chętnie wracał na szlaki.

Prezes Własiuk wskazała następnie na wiele inicjatyw, które powstały w tym roku przy Szlakach Papieskich. Wyraziła nadzieję, że już w jesieni ukaże się przewodnik po Szlakach Papieskich w Gorcach, które szczególnie kochał Jan Paweł II.

Na zakończenie prezes gratulowała prof. Bogusławowi Grzybkowi, który zajmuje się oprawą muzyczną tych spotkań. Wyjaśniła także, że chór „Organum”, który p. Bogusław założył obchodzi w tym roku 50 lat istnienia. O nim Jan Paweł II mówił „mój chór”, gdy zespół wielokrotnie występował w Watykanie.

Abp Marek Jędraszewski dziękował zebranym za życzliwość i pamięć. Wyraził wielką radość, że troska o Szlaki Papieskie nie ustaje i wciąż znajduje nowe wyrazy.

Jeszcze raz podkreślił, że na wszystko co się obecnie wokół nas i wokół Kościoła dzieje musimy patrzeć z zaufaniem w Bożą Opatrzność.

– Nie my jesteśmy panami dziejów i historii ludzkości tylko Pan Bóg. A my mamy swoim dobrym życiem, modlitwą, zatroskaniem o to co najbardziej piękne i szlachetne przedłużać Bożą miłość do nas, do Polski, do naszej ojczystej ziemi. I jej bronić, z niej być dumnym, ją ukazywać innym.

Na zakończenie metropolita przekazał zebranym serdeczne życzenia wielkanocne.

Pierwsze Szlaki Papieskie oznakowane zostały jako szczególny dar rodaków dla Ojca św. w 25 rocznicę rozpoczęcia jego pontyfikatu i jako odpowiedź na papieską prośbę, wypowiedzianą w Nowym Targu w 1979 roku: „Pilnujcie mi tych szlaków”. Przez lata szlaków przybywało. W 2003r. z inicjatywy Urszuli Własiuk powołana została Fundacja Szlaki Papieskie Jana Pawła II, której zadaniem jest wytyczanie nowych tras oraz dbanie o te, które już istnieją. Dziś oznaczonych Szlaków Papieskich w Polsce istnieje bardzo dużo. Łączy je jedno – wiemy na pewno, że każdym z nich osobiście wędrował Karol Wojtyła – jako świecki, ksiądz, biskup, kardynał czy jako papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem