Reklama

Katecheza osób z autyzmem

Autyzm to problem, z którym boryka się coraz więcej osób, w tym dzieci (mamy do czynienia z dziecięcym autyzmem), borykają się z nim rodzice dzieci dotkniętych autyzmem. O autyzmie tak naprawdę wiemy niewiele, nie znamy przyczyn jego powstawania. Wiemy tylko tyle, że jest to biologicznie uwarunkowane zaburzenie rozwijającego się mózgu. Filmy takie jak „Rainman” przyczyniły się do zwiększenia świadomości społecznej na temat autyzmu. Niestety, doprowadziły one również do powstania licznych nieporozumień i błędnych uogólnień jak to, że wszyscy ludzie z autyzmem mają wyjątkowe zdolności. W rzeczywistości autyzm jest stanem, w którym występuje szeroki zakres zaburzeń o podobnych cechach, ale przejawiających się różnie w poszczególnych przypadkach.

Niedziela legnicka 39/2009

h.koppdelaney / Foter.com / CC BY-ND

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Ks. Andrzej Kiciński, który był gościem II Kongresu Osób Niepełnosprawnych w Legnicy, wyróżnia 4 sfery problemów, którym dzieci te nie potrafią sprostać: trudność w postrzeganiu świata, trudność w uczeniu się, trudność w porozumiewaniu się, trudność w kontaktach społecznych. Osobę z autyzmem możemy rozpoznać m.in po zachowaniach rutynowych. „Znam Jacka, który je tylko naleśniki - mówi ks. Andrzej. - Można zmieniać nadzienie, ale zawsze, na śniadanie, na obiad i na kolację musi być naleśnik. Druga rzecz, to porządkowanie wszystkiego w jednej linii. Mam w domu mnóstwo zabawek. Kiedy przychodzą do mnie dzieci autystyczne, rozrzucam te zabawki, żeby miały zajęcie i żeby mogły je układać”. Autyzm pozostaje jednak tajemnicą. Jest zdiagnozowany, my widzimy, co się dzieje, ale nie potrafimy zrozumieć, nie potrafimy dotrzeć do umysłu osoby autystycznej i zrozumieć, jak ona postrzega świat. Poza tym nie chodzi tylko o zrozumienie, ale o spotkanie się z taką osobą, stąd tytuł „Spotkanie na moście”. To spotkanie łączy dwa różne światy. Nie jest to łatwe, gdyż osoby z autyzmem nie komunikują się ze światem. To jest też pierwszy sygnał, że z dzieckiem dzieje się coś nie tak. Jednak obecnie, jak mówi ks. Andrzej, mamy nowe techniki pedagogiczne, dzięki którym staramy się porozumieć, także na płaszczyźnie duchowej. Chociaż jak dotąd nie można wyleczyć autyzmu, to jednak można zrobić dużo, aby wspierać rozwój i poprawić codzienne funkcjonowanie dzieci i dorosłych z autyzmem. Udokumentowano naukowo, że programy edukacyjne i szkoleniowe dopasowane do indywidualnych potrzeb mogą rozwijać możliwości uczenia się, komunikacji i relacji z innymi, a jednocześnie ograniczać nasilenie i częstość występowania zachowań autystycznych. Najwięcej korzyści daje jak najwcześniejsza interwencja.

Rodzice wobec dziecka z autyzmem

Rodzice dziecka autystycznego doświadczają na co dzień trudności wynikających z niewłaściwej diagnozy, problemów związanych z nieodpowiednimi ustaleniami, braku odpowiednio przygotowanego personelu oraz powszechnej niechęci i nieumiejętnego zajmowania się autyzmem. Na szczęście są też rodzice, którzy chcą pomagać innym, pokonywać ich obawy i uprzedzenia, podejmować odpowiedzialność społeczną i zgłębiać możliwości poznawania życia z innej perspektywy, takiej, jaką jest życie osoby z autyzmem. Dziś na szczęście są też różne fundacje, które pomagają dzieciom autystycznym. „Ja rodzicom radziłbym jedno - mówi ks. Andrzej, żeby robili ze swoim dzieckiem to samo, co robią inni rodzice, ale ze wzmożoną siłą i o wiele więcej niż oni. Dziecko autystyczne potrzebuje wszystkiego dziesięciokrotnie więcej niż dziecko zdrowe. To dotyczy również życia religijnego. Mówię rodzicom, jeśli ci na tym zależy, to chodź przez miesiąc codziennie na Mszę św., zobaczysz jak ono się przyzwyczai.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Powtarzać wszystko setki razy

Reklama

My musimy obserwować dzieci i starać się rozumieć ich potrzeby i reakcje. Ostatnio miałem taki telefon od znajomych, którzy byli nad morzem. Okazało się, że ich dziecko biega po plaży i śpiewa „Lulajże Jezuniu…” Pytają, co robić, co się stało? Pracowaliśmy z tym dzieckiem cały rok. I teraz to dziecko leżąc na plaży, na ciepłym piasku ze swoimi rodzicami, czuje się dobrze, bezpiecznie. Przez kolędę śpiewaną na piasku chce wyrazić to, że jest mu dobrze i bezpiecznie. W pracy z takimi dziećmi bardzo przydatny okazuje się komputer, oraz obrazki, piktogramy. To dzięki nim możemy nauczyć się komunikowania z dzieckiem, możemy sobie to komunikowanie ułatwić. Trzeba też pamiętać, że dziecko nas obserwuje i słucha. Częstym problemem jest to, że dziecko autystyczne nie patrzy w oczy i nam się wydaje, że nie uważa. Jest jednak inaczej, dlatego nie można się łatwo poddawać i rezygnować. Trzeba powtarzać wszystko setki razy. „Mam też przykład rodziców, którzy zatrudnili cały sztab ludzi, specjalistów dla swojego dziecka, które przygotowywało się do I Komunii św. Poprosili w końcu i mnie. Właśnie za pomocą komputera, nagranych na taśmie modlitw do powtarzania docierałem do tego dzieciaka. Ale to, co najważniejsze, sami rodzice muszą pokazać dziecku, że klękają, że się modlą, że idą z nim do kościoła. Dziecku należy zapewnić pełne doświadczenie wiary. Może czasem to będzie długo trwało, ale na pewno warto, bo dziecko dowie się, gdzie może szukać pomocy. Pracując w naszej Fundacji Alpha chcemy pokazać rodzicom, jak ważna jest wspólnota, powtarzalność rzeczy, oswajanie dziecka ze wszystkim. Takie dziecko przy wsparciu, przy pomocy innych może robić fantastyczne rzeczy”.

A co z I Komunią św. dziecka?

Można się spotkać z takim problemem, że rodzice dziecka autystycznego zastanawiają się czy może ono pójść do I Komunii św. razem ze swoimi rówieśnikami. Problem polega na tym, że trudno jest określić, czy dziecko jest świadome tego, czym jest Komunia św., czy jest w stanie nauczyć się podstawowych prawd wiary, przygotować się do tego dnia tak, jak inne dzieci. Te obawy, niepewność sprawiają, że dzieci są w domach. Poza tym księża też nie zawsze wiedzą jak postąpić z takim dzieckiem. „Znam wielu księży, którzy mnie pytają o to, czy mogą dopuścić takie dziecko do I Komunii, czy nie. Ja jestem za tym, żeby dziecko przystępowało do Komunii razem ze swoją klasą, bez względu na niepełnosprawność. Tym bardziej, że teraz mamy dokument Benedykta XVI - adhortację „Sacramentum Caritatis”, w której wyraźnie jest określone, kto może przystąpić do Komunii św.: Szczególną uwagę należy poświęcić ludziom niepełnosprawnym. Jeśli ich kondycja na to pozwala, wspólnota chrześcijańska winna umożliwić im uczestnictwo w celebracji sprawowanej w miejscach kultu. W końcu, należy również zapewnić Komunię eucharystyczną na tyle, na ile to jest możliwe, osobom upośledzonym umysłowo, ochrzczonym i bierzmowanym: otrzymują one Eucharystię w wierze, również w wierze ich rodziny lub wspólnoty, która im towarzyszy (58). Te słowa stały się normą, która obowiązuje. Nawet, jeśli mamy wątpliwości, co do stanu świadomości dziecka, to może ono przyjąć Komunię św. w wierze rodziców lub w wierze wspólnoty Kościoła. A więc tutaj decyduje wiara rodziców i ich postawa wobec Mszy św.

Gdzie szukać pomocy?

Pierwszą najważniejszą rzeczą jest dobra diagnoza, a potem określenie sposobu postępowania z dzieckiem. Tutaj ważną rzeczą jest to, że przy tym musi pracować zespół ludzi, nie jeden lekarz.
To musi być lekarz, psycholog, psychiatra, logopeda itd. Razem są w stanie pomóc dziecku i jego rodzicom. „Jest w Warszawie bardzo dobra fundacja Synapsis, która ma ogromne doświadczenie i jest wiarygodna. Ja obecnie pracuję w lubelskiej fundacji Alpha. Mamy swoje strony internetowe, więc na nich można znaleźć wiele ciekawych wskazówek oraz kontakt”. Adres pierwszej fundacji to:www.synapsis.waw.pl oraz naszej: www.autyzmlublin.pl

Ks. dr hab. Andrzej Kiciński - kapłan diecezji siedleckiej, doktor habilitowany teologii w zakresie katechetyki, kierownik katedry Katechetyki Szczegółowej Instytutu Pastoralnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. W obrębie jego zainteresowań naukowych są: pedagogika chrześcijańska, katecheza dorosłych, katecheza osób szczególnej troski, formacja katechetów. Pracuje w Fundacji Alpha, która zajmuje się: niesieniem pomocy dzieciom i osobom dorosłym z autyzmem, upośledzeniem umysłowym, bądź też pokrewnymi zaburzeniami rozwojowymi; udzielaniem wsparcia ich rodzinom; rzecznictwem interesów i praw dzieci, i osób dorosłych z autyzmem, upośledzeniem umysłowym; promocją problemu i potrzeb osób dotkniętych autyzmem oraz przeciwdziałaniem ich marginalizacji społecznej; prowadzeniem kompleksowej terapii i edukacji, rehabilitacji medycznej, fizycznej, psychicznej, społecznej i zawodowej, zgodnej z najnowszymi standardami krajowymi i międzynarodowymi.

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Realizm duchowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Niedziela Ogólnopolska 28/2005

[ TEMATY ]

święta

pl.wikipedia.org

Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę - czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii. Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”. Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość, nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia. Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu. Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie. Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło. Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu, albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości. Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością. Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę, że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
CZYTAJ DALEJ

Odrzucona Ewangelia nie przestaje być Ewangelią

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Hiob woła do przyjaciół o litość, „bo ręka Boga mnie dotknęła”, a zaraz potem wypowiada pragnienie, które dla prawnika brzmi jak żądanie utrwalenia dowodu: „oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone, rylcem żelaznym i ołowiem na skale wyryte na wieki”. Człowiek, któremu współcześni odmówili racji, apeluje do trybunału przyszłości. Skoro proces doczesny jest nie do wygrania (zob. glossę na 30 IX), niech przynajmniej akta przetrwają. Pismo utrwalone na skale to w starożytności forma najtrwalszej publikacji, jak inskrypcja królewska. Hiob chce, by jego sprawa nie umarła razem z nim. Wtedy, z samego dna, wyrywa się zdanie, które przerosło całą księgę: „lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni”. Hebrajskie goel oznacza krewnego-mściciela, wykupiciela, tego, kto z mocy prawa rodowego wykupywał krewnego z niewoli, odzyskiwał jego ziemię i ujmował się o jego krew (por. Kpł 25; Rt 4). Hiob, opuszczony przez wszystkich, wyznaje, że ma jeszcze jednego Krewnego, który wstanie „jako ostatni”, dosłownie jak ten, kto w procesie zabiera głos na końcu i rozstrzyga. Wulgata przełożyła śmiało: Scio enim quod redemptor meus vivit, i tak te słowa weszły do liturgii za zmarłych, gdzie Kościół śpiewa je nad trumnami do dziś. „Ja sam Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”. Tekst hebrajski jest w szczegółach ciemny i tłumacze biedzą się nad nim od wieków, ale kierunek nadziei jest jasny. Hiob spodziewa się zobaczyć Boga po swojej stronie. Chrześcijańska lektura od czasów Ojców słyszała tu przeczucie zmartwychwstania. Dzisiejsza patronka, Teresa z Lisieux, przeszła pod koniec życia własną noc wiary, próbę ciemności, o której mówiła, że siedzi przy stole niedowiarków. Właśnie w tej nocy powtarzała akt ufności. Mała droga i wielka skarga Hioba spotykają się w jednym punkcie. Ufność jest decyzją miłości podjętą w ciemku.
CZYTAJ DALEJ

Ponad 700 dzieci wołało z Papieżem: obdarz nas pokojem!

2026-10-01 19:08

[ TEMATY ]

dzieci

różaniec

Ogrody Watykańskie

Papież Leon XIV

@Vatican Media

Różaniec z papieżem

Różaniec z papieżem

Dzieci z Włoch, Pakistanu, Syrii, Niemiec i Argentyny, Brazylii, Portugalii, Szwajcarii i Ukrainy modliły się z Leonem XIV w Ogrodach Watykańskich o pokój dla najmłodszych dotkniętych wojną. Około tysiąca uczestników spotkania włączyło się w inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. „Pomyślcie: pięćdziesiąt milionów «Zdrowaś Maryjo», które wznoszą się ku Niebu z prośbą o pokój” - mówił Papież.

Dzieci z różnych krajów i kontynentów, różne języki, a jedna modlitwa. Przy Grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich najmłodsi zgromadzili się wokół Leona XIV, aby prosić o pokój. Były kwiaty składane jako znak miłości, zapalone światła i Różaniec. Szczególne miejsce w tej modlitwie zajęły dzieci, które każdego dnia doświadczają wojny.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję