Reklama

Benedykt XVI

Sakra biskupia ks. Georga Gänsweina

Niedziela Ogólnopolska 2/2013, str. 18-19

[ TEMATY ]

sylwetka

GRZEGORZ GAŁĄZKA

Gdy w 1981 r. trzeba było wybrać nowego Prefekta Kongregacji Nauki Wiary, Jan Paweł II nie miał żadnych wątpliwości - chciał na to bardzo odpowiedzialne stanowisko w Kurii Rzymskiej kard. Josepha Ratzingera, którego cenił i uważał za jednego z najwybitniejszych teologów w Kościele. Nie było to łatwe, gdyż bawarski kardynał bardzo poważnie traktował swoje pasterzowanie w archidiecezji Monachium, z którą był również związany uczuciowo. W końcu jednak przystał na prośbę Papieża; jego nominację ogłoszono 25 listopada 1981 r.

Z Monachium do Rzymu

Niemiecki kardynał zjawił się w Rzymie dopiero 15 lutego 1982 r. Na początku, ze względu na ciągnące się remonty w przydzielonym mu apartamencie, mieszkał przez kilka miesięcy w Kolegium Teutońskim, a dopiero w kwietniu przeniósł się do mieszkania przy placu Leonina 1, w którym miał spędzić 23 lata.

Do Watykanu wraz z kard. Ratzingerem przyjechał jego niemiecki sekretarz ks. Bruno Fink, który jednak pragnął wrócić do Bawarii.

Reklama

Ks. Bruno Fink i ks. Josef Clemens

Kard. Ratzinger zaczął szukać nowego współpracownika. Został nim niemiecki kapłan z diecezji Paderborn ks. Josef Clemens. Pracę osobistego sekretarza Prefekta Kongregacji Nauki Wiary rozpoczął w 1984 r. Spędził u boku kard. Ratzingera 19 lat. Praca ta była - jak sam stwierdził - ubogacająca i fascynująca, ale i bardzo odpowiedzialna, gdyż kard. Ratzinger był człowiekiem niestrudzonym, a swoje zajęcia organizował precyzyjnie i z dużym wyprzedzeniem.

Sekretarz przez wiele lat był też odpowiedzialny za publikacje książek, artykułów i wywiadów Prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Gdy w 2003 r. ks. prał. Clemens skończył 56 lat, kard. Ratzinger stwierdził, że nadszedł czas, by jego sekretarz mógł kontyuować karierę kurialną i zostać biskupem. Postanowił więc „zwolnić” go, tym bardziej że sam chciał już przejść na emeryturę albo zająć - jak to kiedyś sam wyznał - mniej odpowiedzialne stanowisko Bibliotekarza Świętego Kościoła Rzymskiego, co pozwoliłoby mu się oddać całkowicie jego ukochanym książkom i studiom.

Jan Paweł II mianował ks. prał. Josefa Clemensa najpierw podsekretarzem Kongregacji Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, a kilka miesięcy później, 25 listopada 2003 r., sekretarzem Rady ds. Świeckich i podniósł do godności biskupiej (sakrę biskupią otrzymał 6 stycznia 2004 r. z rąk kard. Ratzingera w Bazylice św. Piotra).

Reklama

Jan Paweł II „pokrzyżował” jednak plany kard. Ratzingera, gdyż nie chciał „zwolnić” swego najbliższego współpracownika, pomimo że miał on już wtedy 76 lat. O tym, czym dla Papieża był Prefekt Kongregacji Nauki Wiary, świadczą najlepiej jego słowa. Gdy pytano go o ryzyko związane z jego nieobecnością w Watykanie ze względu na liczne podróże apostolskie, odpowiedział: „Mogę podróżować, bo w Watykanie jest kard. Ratzinger, a w Rzymie - kard. Ruini” (wieloletni papieski wikariusz dla diecezji rzymskiej).

Ks. Georg Gänswein

W tej sytuacji kard. Ratzinger wezwał do pracy nowego - w jego mniemaniu - „tymczasowego” sekretarza osobistego. Jego wybór padł na ks. Georga Gänsweina, Niemca tak jak on, który pracował w Kurii (najpierw w Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, a następnie w Kongregacji Nauki Wiary) oraz dobrze znał Rzym i język włoski, gdyż w latach 80. ubiegłego wieku przez rok studiował teologię na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim.

Gdy „monsignor Georg” rozpoczynał pracę kardynalskiego sekretarza, nie mógł przewidzieć, że nie będzie to współpraca przejściowa, o jakiej myślał kard. Ratzinger, bo ani on, ani kard. Ratzinger nie mogli wówczas wiedzieć, że dwa lata później, 19 kwietnia 2005 r., kardynałowie zebrani na konklawe po śmierci Jana Pawła II wybiorą na Stolicę Piotrową dotychczasowego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Owego pamiętnego dnia ks. Georg Gänswein, kapłan pochodzący ze Szwarcwaldu, syn kowala, został osobistym sekretarzem i najbliższym współpracownikiem Biskupa Rzymu, Wikariusza Chrystusa. Benedykt XVI postanowił zatrzymać przy sobie również drugiego sekretarza Jana Pawła II - ks. Mieczysława Mokrzyckiego, który w pierwszych miesiącach pontyfikatu był dla ks. Georga przewodnikiem po watykańskich apartamentach i zapoznał go z obowiązkami papieskiego sekretarza. Ks. Mokrzycki pozostał z nowym papieżem przez dwa lata, aż do lipca 2007 r., gdy został mianowany biskupem koadiutorem we Lwowie. Na jego miejsce Benedykt XVI mianował ks. Alfreda Xuereba, Maltańczyka z Prefektury Domu Papieskiego.

Sekretarz papieski

Największym problemem dla papieskiego sekretarza był ogrom korespondencji kierowanej do Benedykta XVI, a która trafiała na jego biurko. Z czasem nabrał doświadczenia i potrafił dobrze zorganizować swoją pracę. Pomimo licznych obowiązków i ciągłych problemów nie chciał być „więźniem” w Pałacu Apostolskim, dlatego nie przestał odwiedzać przyjaciół i kolegów poza Watykanem i utrzymywać ścisłych związków z rodziną.

Przez wiele lat ks. prał. Gänswein starał się być sekretarzem bardzo dyskretnym, prawie „niewidocznym”. Z czasem jednak zaczął odgrywać coraz większą rolę, szczególnie gdy zaczęły się ataki na Benedykta XVI i papieski sekretarz uznał za swój obowiązek jego publiczną obronę: uczynił to przez serię wywiadów, artykułów i konferencji (jego pierwszy oficjalny wywiad ukazał się w niemieckim dzienniku „Bild” w kwietniu 2010 r.). Uzyskał również pewną niezależność w stosunku do Sekretariatu Stanu.

Trudny rok 2012

Poprzedni rok był dla ks. prał. Gänsweina bardzo trudny, gdyż w 2012 r. wybuchła afera związana z przeciekiem papieskich dokumentów, która przeszła do historii jako „Vatileaks”. To Gänsweinowi udało się zidentyfikować osobę wynoszącą dokumenty z Watykanu, a sprawa była tym bardziej smutna i żenująca, że chodziło o papieskiego kamerdynera Paolo Gabriele. Przez wiele lat kamerdyner był w codziennym kontakcie z Benedyktem XVI i miał dostęp do biura sekretarzy, znajdującego się na trzecim piętrze Pałacu Apostolskiego i sąsiadującego z pokojem, z którego okna Papież odmawia modlitwę „Anioł Pański”. To właśnie tam kamerdyner - zwany przez wszystkich „Paoletto” (Pawełek) - robił fotokopie dokumentów z biurka papieskiego sekretarza. Dlatego ks. prał. Gänswein, jako osoba poinformowana o faktach, musiał zeznawać w procesie kamerdynera, co było dla niego wielkim szokiem. Wielu obserwatorów sceny watykańskiej zastanawiało się wówczas, czy ze względu na całą tę aferę osobisty sekretarz nie utracił zaufania Papieża.

Nominacja papieska na Prefekta Domu Papieskiego

Odpowiedzią Papieża na te wątpliwości była nominacja - podana do wiadomości 7 grudnia 2012 r. - ks. prał. Georga Gänsweina na Prefekta Domu Papieskiego z zachowaniem jego dotychczasowej funkcji sekretarza. Benedykt XVI w ten sposób nie tylko potwierdził swe zaufanie do najbliższego współpracownika, ale powierzył mu jeszcze bardziej odpowiedzialne zadanie i wyniósł do godności arcybiskupiej. Generalnie rzecz biorąc, Prefektura Domu Papieskiego, którą będzie kierował abp Gänswein, pomaga Papieżowi w wypełnianiu jego obowiązków Głowy Kościoła, a w szczególności organizuje audiencje papieskie, zarówno ogólne, jak i prywatne; personel Prefektury podejmuje papieskich gości i czuwa nad przebiegiem audiencji; do jej zadań należy wydawanie zaproszeń na papieskie audiencje i ceremonie.

Po raz drugi w historii papieski sekretarz łączy swoją funkcję z pracą w Prefekturze - po raz pierwszy miało to miejsce za pontyfikatu Jana Pawła II, gdy w 1998 r. papież mianował ks. prał. Stanisława Dziwisza „drugim” prefektem Domu Papieskiego i biskupem (w 2003 r. bp Dziwisz został wyniesiony do godności arcybiskupiej). Wówczas jednak „drugi” prefekt miał wspierać prefekta, którym był Amerykanin ks. prał. James M. Harvey - tym razem ks. Gänswein został jedynym prefektem Domu Papieskiego, gdyż Papież mianował abp. Harveya arcykapłanem Bazyliki św. Pawła za Murami, podnosząc go równocześnie do godności kardynalskiej.

Przed pontyfikatem Jana Pawła II sekretarze ostatnich papieży zawsze zostawali biskupami, ale miało to miejsce dopiero po zakończeniu ich służby przy Ojcu Świętym: sekretarz Piusa XI ks. Carlo Gonfalonieri po śmierci papieża został wybrany arcybiskupem l’Aquila w 1941 r., mając 48 lat, a w 1958 r. wyniesiony do godności kardynalskiej. Paweł VI mianował sekretarza Jana XXIII ks. Lorisa Capovillę biskupem miasta Chieti w 1967 r. w wieku 52 lat, natomiast jego sekretarz ks. Pasquale Macchi został prałatem sanktuarium maryjnego w Loreto w 1988 r., gdy miał już 65 lat.

Sakra biskupia - 6 stycznia 2013 r.

6 stycznia 2013 r. 56-letni ks. Georg Gänswein został arcybiskupem (jego stolicą tytularną jest Urbs Salvia). Benedykt XVI osobiście udzielił mu sakry biskupiej w Bazylice św. Piotra w Rzymie. Wraz z nim sakrę otrzymało trzech innych prałatów pracujących w Kurii Rzymskiej: Włoch ks. Angelo Vincenzo Zani (mianowany 9 listopada 2012 r. sekretarzem Kongregacji Edukacji Katolickiej), Nigeryjczyk ks. Fortunatus Nwachukwu (mianowany 12 listopada 2012 r. nuncjuszem apostolskim w Nikaragui) oraz Francuz ks. Nicolas Henry Marie Denis Thevenin (nuncjusz apostolski).

2013-01-07 13:03

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Aby życia nie zmarnować

Niedziela kielecka 49/2019, str. IV

[ TEMATY ]

pomoc

sylwetka

Kielce

pomoc społeczna

TER

Teresa Brzeska nie umie żyć bez pomagania

Od lat słucha trudnych ludzkich historii, pomaga bezdomnym, samotnym matkom, ofiarom przemocy. Każdy człowiek zasługuje na miłość, szacunek i uwagę – mówi Teresa Brzeska, wiceprezes Kieleckiego Koła Towarzystwa św. Brata Alberta

Pracuje w nim z oddaniem jako wolontariuszka już trzydzieści pięć lat. Bez pomagania innym nie potrafi żyć. W wolnych chwilach odwiedza niewidomych oraz seniorów i organizuje im muzykoterapię.

Chęć pomagania i miłość od ludzi wyniosła z domu. – Moja mama bardzo lubiła nieść pomoc. Jeśli czegoś jej się dużo urodziło w polu, zanosiła do wielodzietnych rodzin. Wiedziała, że dzieci cierpią głód, że są problemy, alkohol, nie ma pieniędzy. Zanosiła wiadrami kapustę i ogórki. Widziałam to jako mała dziewczynka i podobało mi się to. Po latach, jako dorosła kobieta, spotkałam ks. prof. Jana Śledzianowskiego. Poinformował mnie, że chce w Kielcach utworzyć Koło Pomocy św. Brata Alberta. Zaproponował mi współpracę, która trwa od 1985 r. Początki wymagały od nas ogromnego zaangażowania. Założone przez nas Schronisko w Łukowej dla samotnych matek potrzebowało pilnie remontów, trzeba było również znaleźć pieniądze na utrzymanie kobiet, które się tutaj schroniły. Niektóre spodziewały się dziecka, inne przybywały już z dziećmi, uciekając przed przemocą. Jeździliśmy więc na kwesty do odległych parafii w naszej diecezji. Nie mieliśmy samochodów, trzeba było więc wstać po czwartej i jakoś dojechać – wspomina dziś Teresa Brzeska.

Ocalone życie

Czasem wraca do pierwszych spotkań z ubogimi. – Pewnego razu idąc na dyżur zauważyłam siedzącą na schodach przed biurem Koła Pomocy św. Brata Alberta uroczą dziewczynę. Opowiedziała mi swoją trudną historię. Rodzice się rozwiedli, mama wyjechała do Szwecji, ojciec poślubił inną kobietę. Została pod opieką starszego wuja, matka zapewniła ją, że będzie o nią dbała finansowo, aby mogła się uczyć, ale zastrzegła że nie może być absolutnie mowy o ciąży, o dziecku. Ona zakochała się, zaufała i zaszła w ciążę. Była dopiero w liceum. Zrozpaczona przybiegła tutaj po wsparcie, aby mogła wrócić do łask matki. Zaproponowałam jej pomoc. Rozpromieniła się i poczuła ulgę. Nie czuła się sama, razem z dzieckiem była bezpieczna. Sama nie była wtedy w stanie zapewnić mu należytej opieki, musiała ukończyć szkołę i zarabiać na swoje utrzymanie. Urodziła pięknego chłopca i oddała go do adopcji. Czasem wspominam tę młodą dziewczynę. Nie wiadomo jak skończyłaby się ta historia bez naszego wsparcia. Życie zostało ocalone – mówi.

Często dotyka ludzkich dramatów i płacze razem z ubogimi. – Do naszego biura przyszedł drobny, skulony mężczyzna lat ok. 70. Miał na imię Józef. Zapytał mnie, czy znajdzie się tutaj dla niego miejsce. Został bez dachu nad głową. Był samotny, mieszkał z siostrą, jej mężem i dziećmi w rodzinnym domu. Po śmierci rodziców namówiła go, aby zrzekł się spadku. Pewnego dnia oświadczyła, że to wszystko jest jej. – Wyszedłem więc – powiedział. Płakaliśmy oboje. Potem obiecałam mu, że znajdę dla niego u nas dom.

Wierna azylem dla samotnych matek

W Adwencie myśli o tych kobietach, które przewinęły się przez prowadzony przez Towarzystwo Dom Samotnej Matki w Wiernej (wcześniej w Łukowej) przez 30 lat istnienia placówki, o blisko trzystu dzieciach, które w tym miejscu znalazły schronienie, o tych które się tutaj urodziły. W Domu Samotnej Matki w Wiernej – w 2017 r. schronienie i opiekę otrzymało osiem kobiet i sześcioro dzieci, w 2018 – dziesięć kobiet i jedenaścioro dzieci. Ileż to przez te lata było opłatków, serdecznych spotkań... Wierna stałą się prawdziwym azylem dla samotnych matek. Dostrzegała, że tutaj czują się bezpieczne i spokojne. Siostry Pasterzanki dbają, aby było jak w domu, jak w rodzinie, ciepło serdecznie, przytulnie. Czasem kobiety zostają tutaj na kilka miesięcy, a czasem nawet na rok. Kiedy sytuacja tego wymaga i nie ma innej możliwości, matka po narodzinach może oddać dziecko do adopcji, gdzie czekają na niego nowi rodzice, którzy chcą otoczyć go miłością. – Kiedyś, będąc w jednej parafii opowiadałam mieszkańcom o pracy naszego Towarzystwa, mówiąc o takich właśnie przypadkach. W końcu kościoła stał mężczyzna z małym dzieckiem na ręku i dumnie prężył pierś. Okazało się potem, że chłopiec był adoptowany, a mama urodziła go będąc w naszym Domu w Wiernej – opowiada.

Jak plaster na ranę

– Kocham to robić. Zdarza mi się często płakać z tymi ludźmi, bo taką mam już empatię, ale potem mówię: „zaradzimy”, „jakoś będzie”. Ewangelia mówi „Nie ten kto mówi Panie, Panie dostąpi zbawienia”. Dlatego staramy się swoim konkretnym działaniem ukazywać realizm wiary chrześcijańskiej – tłumaczy. Myśląc o tych, którym pomaga, powtarza, że „widzi w nich potrzebującego Chrystusa”. Słucha ich bardzo trudnych, traumatycznych przeżyć, patrząc na ich okaleczone życie, naznaczone cierpieniem odrzuceniem, samotnością, co często jest tak wyraźnie wyrysowane na twarzach. Podkreśla, że pragną zrozumienia, wsparcia, współczucia i opieki. – Zdaję sobie sprawę, że całego świata nie uratujemy, ale jeśli choć jednemu człowiekowi pomożemy, to warto. Sprawia mi ogromną radość i satysfakcję, kiedy widzę na twarzy potrzebującego uśmiech, poczucie spokoju, gdy ustępuje z jego życia lęk przed przemocą i agresją, z którą musiał się zmagać, gdy może położyć głowę w bezpiecznym miejscu. Jesteśmy jak ten plaster na ranę. Przywracamy uśmiech, dajemy miłość.

Ze Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn w l. 2017-19 do chwili obecnej rocznie średnio korzystało od 70-90 osób, z Noclegowni – w 2017 r. – 64 osoby, 2018 r. – 67 osób , a w 2019 r. do września – 46 osób. Dawniej, po transformacji ustrojowej, w schronisku częściej szukali pomocy mężczyźni w sile wieku. Nie było tyle kontraktów, bezrobocie spychało ich w długi, nie byli w stanie opłacić mieszkania. Teraz więcej jest mężczyzn w okolicach 70 lat, emerytów z orzeczonymi eksmisjami. Oni tutaj znajdują schronienie. Biedni potrzebują miłości. Schronisko daje im poczucie przygarnięcia. Nikogo nie wykluczamy, ubóstwo nie odbiera godności człowiekowi. Św. Brat Albert mówił „każdemu należy się dach i strawa” – podkreśla Teresa. Towarzystwo prowadzi także dziesięć mieszkań chronionych, w których dom znalazło 16 osób.

Muzykoterapia z Teresą

Nawet będąc na emeryturze, nie zwalnia tempa. Obok licznych obowiązków znajduje czas na odwiedziny pensjonariuszy w jednym z DPS i prowadzi tutaj dwa razy w tygodniu muzykoterapię. Uczestniczą w nich niemal wszyscy pensjonariusze, którzy mogą przemieszczać się o własnych siłach, czy na wózkach. – Repertuar jest bardzo różnorodny – od pieśni maryjnych, które przeplatają naszą modlitwę różańcową. Jest litania, a potem przechodzimy do patriotycznych. Wtedy u niektórych kombatantów widzę taki zapał i radość – mówi. Czasem opowiadam ich o moich podróżach do różnych sanktuariów, przenosząc ich choć na chwilę oczyma wyobraźni w te miejsca. Staram się im przywieść z tych pielgrzymek jakieś pamiątki, obrazki np. św. Charbela z Libanu, Matki Bożej Pompejańskiej. A kiedy spotkanie się kończy, musi im obiecać, że wkrótce znów do nich przyjdzie.

Pozytywnie zajęta

– Kiedy tam jestem, nie mam wątpliwości że Pan Bóg dał tę starość, niedołężność, biedę, aby reszta się zbawiała. Człowiek może być kiedyś bliżej nieba. Obserwuję pracowników, jak się starają, troszczą o seniorów – leżących pokarmią, przebiorą. Jakaś dziewczynka przychodzi, zagra im na pianinie. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Odwiedza również regularnie niewidomych w ośrodku przy ul. Złotej w Kielcach. Przychodzi w odwiedziny, by im poczytać, porozmawiać, pośpiewać wspólnie.

Terasa mówi, że „chce przynieść do Pana Boga naręcza dobra”. Mimo, że jest na emeryturze, to jakby pracowała na dwóch etatach. Działa we wspólnocie Szkoła Maryi. W działaniu i modlitwie nie ma dla niej żadnych granic. Potrafi modlić się brewiarzem przez skype’a ze swoimi przyjaciółmi z różnych stron świata. Wyjeżdża na rekolekcje w Polsce i za granicą. – Jestem pozytywnie zajęta. Wiem co robić, aby życia nie zmarnować – mówi z uśmiechem.

CZYTAJ DALEJ

USA: szczepionka na koronawirusa ma być dobrowolna

2020-05-20 08:33

[ TEMATY ]

szczepionka

koronawirus

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że przyszła szczepionka przeciwko Covid-19 będzie dobrowolna. Przedstawiając szczegóły operacji „Warp Speed”, mającej na celu wyprodukowanie i dystrybucję ponad 500 milionów ampułko-strzykawek do stycznia 2021 r., przy wykorzystaniu zasobów naukowych, medycznych, wojskowych i wsparciu sektora prywatnego, prezydent zapewnił, że nowa szczepionka będzie dla tych, „którzy chcą ją dostać”. Dodał, że „nie każdy będzie chciał ją dostać”.

Obawy o możliwe ograniczenie podstawowych wolności wzbudziły wcześniejsze informacje, o tym, że nową szczepionkę wdrażać ma amerykańska armia, co miało sugerować, że lek będzie podawany przymusowo. Opinia publiczna w USA nie kryła zaniepokojenia w tej sprawie.

W ciągu zaledwie jednego tygodnia prawie 440 000 osób podpisało petycję portalu obrońców życia LifeSiteNews skierowaną do światowych przywódców sprzeciwiających się obowiązkowemu szczepieniu na koronawirusa.

CZYTAJ DALEJ

50 Róż dla dzieci

2020-05-24 21:57

krasnobrod-sanktuarium.pl

W przeciągu 6 lat przy sanktuarium Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Krasnobrodzie powstało 50 Róż Różańcowych Rodziców. Choć idea modlitwy rodziców za dzieci powstała w Gdańsku, to na Roztoczu przyjęła się ona z ogromnym entuzjazmem.

- W trakcie tej modlitwy prosimy Pana Jezusa, przez wstawiennictwo Jego Matki i świętych patronów, o uzdrowienie relacji rodzice-dzieci, o to aby skutki naszych, czyli rodziców, grzechów, nie dotykały dzieci oraz o pełnię błogosławieństwa Bożego dla naszych dzieci. Przez lata modlitwy ukształtowały się intencje tej modlitwy, potwierdzone licznymi świadectwami. Kilkoro rodziców z Krasnobrodu, usłyszawszy świadectwa ogromnej mocy tej modlitwy i mając świadomość licznych zagrożeń czyhających dziś na dzieci, zapragnęło zapoczątkować i rozpowszechnić taki rodzaj modlitwy na naszej Roztoczańskiej ziemi w domu naszej Matki, Pani Krasnobrodzkiej. Pomysł ten z radością pobłogosławił gospodarz tego miejsca ks Eugeniusz Derdziuk obejmując tym samym duchową opiekę nad tym dziełem – wyjaśniła inicjatorka dzieła, Marzena Kałuża.

Szczególnym patronem Róż Różańcowych w Krasnobrodzie jest Jan Paweł II. Jak przyznają inicjatorzy oraz członkowie Róż, opieka Matki Bożej nad ich dziećmi doskonale wpisuje się w charakter krasnobrodzkiego sanktuarium. Współczesność jest dla młodych ludzi niebezpieczna i bardzo niepewna. To właśnie modlitwa ma dać im nie tylko poczucie opieki Maryi i Opatrzności Bożej, ale i stanowi rodzicielski wymiar miłości.

- Wierzę że modlitwa potrafi zdziałać cuda. A matka nie może dać dziecku cenniejszego daru niż modlitwą za niego – przyznała Agnieszka Kostrubiec, członkini Róży Różańcowej, która obecnie w modlitwie powierza piątkę swoich dzieci.

50 Róża powstała 13 maja 2020 roku podczas Nabożeństwa Fatimskiego, sprawowanego tradycyjnie przy kaplicy objawień w Krasnobrodzie czyli tak zwanej Kaplicy na wodzie.

- Z wielką radością mogliśmy przyjąć przyrzeczenie rodziców, którzy utworzyli 50 Różę. W każdej Róży jest dwadzieścia osób, czyli tysiąc rodziców modli się za swoje dzieci. W Różach modlą się także rodzice chrzestni. Nie wszyscy mamy dzieci, ale chyba każdy z nas jest rodzicem chrzestnym. Rodzice ofiarowali 50 białych róż, które złożyli przed ołtarzem przy Kaplicy na wodzie. Niech wszystkim rodzicom modlącym się w Różach Bóg błogosławi a Niepokalana Matka, która tak prosi o różaniec, otula te dzieci – powiedział kustosz sanktuarium, ks. prał. Eugeniusz Derdziuk.

Nie dla wszystkich modlitwa różańcowa jest prosta, jednak z każdym dniem umożliwiała zgłębianie tajemnic miłości.

- Różaniec do tej pory nie był mi szczególnie bliski. Mając świadomość swoich słabości jako człowiek i jako matka chciałam, żeby ktoś zaopiekował się moimi dziećmi. Bałam się tylko tego zobowiązania, codziennego odmawiania dziesiątki różańca. Okazało się jednak, że to wciąga. Kto jak nie Ona, jak Maryja, zaopiekuje się moimi dziećmi. Miałam już małego Dominisia i byłam w ciąży oczekując na Madzię. To właśnie wtedy postanowiłam przyłączyć się do Róży – wyjaśniła Dominika Burak, obecnie mama trójki wspaniałych dzieci i inicjatorka Róży Różańcowej modlącej się za swoich współmałżonków. Aktualnie przy krasnobrodzkim sanktuarium powstaje druga tego typu Róża.

Apel Matki Bożej, by Jej dzieci odmawiały różaniec jest wciąż żywy. Z radością i nadzieją należy spoglądać w te miejsca, gdzie wierni w imię Boga poświęcają swoją modlitwę w intencji swoich bliskich.

- Nie ma silniejszej modlitwy od tej, gdy rodzice modlą się za swoje dzieci – powiedział ks. prał Eugeniusz Derdziuk.

Ewa Monastyrska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję