Reklama

Z wiarą w Zmartwychwstanie

2013-03-28 12:00

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 13/2013, str. 1-3


Mateusz Środoń – polichromia ikony pustego grobu w kaplicy Muzeum PW

ARTUR STELMASIAK: - Skończyłeś malować polichromię w kaplicy Muzeum Powstania Warszawskiego. Ostatnią sceną spośród 108. Błogosławionych Męczenników II wojny światowej, była ikona pustego grobu. Czy ona jest Twoją kropką nad „i” w tej kaplicy?

MATEUSZ ŚRODOŃ: - Mam nadzieje, że kiedyś jeszcze tam wrócę i dokończę prezbiterium. Zaprojektowałem tam malowany krzyż, który będzie nawiązywał formą i symboliką do pozostałego wystroju. Ma to być krzyż ukazujący sens cierpienia niewinnych, krzyż jako drzewo życia, źródło światła i miejsce komunii.

- Ikona Zmartwychwstania w tym miejscu jest szczególnie potrzebna.

- Bez Zmartwychwstania, męczeństwo 108. błogosławionych, jak i w ogóle tragedia wszystkich ofiar II wojny światowej, byłaby całkowicie bez sensu. Tę wielką hekatombę da się przyjąć tylko poprzez krzyż i prawdę o pustym grobie.

- Oprócz tej ikony znane jest również przedstawienie Zmartwychwstałego Chrystusa, który zstępuje do piekieł. Co ona oznacza?

- To jest symboliczne przedstawienie fragmentu naszego Credo. Próba ukazania prawdy wiary, sensu Paschy Chrystusa.

- Przedstawienie tej prawdy wiary rzadko spotykamy na Zachodzie. Czy zapomnieliśmy o piekle?

- W II połowie XX wieku ta kwestia była chyba mało obecna w praktyce duszpasterskiej i w wierze Kościoła, po Soborze królowało bardzo optymistyczne postrzeganie rzeczywistości. Ostatnie lata pokazują mniej wesołą „twarz” świata. Odpowiedzią Kościoła jest wzrost zainteresowania aktywnością złego w naszym życiu, kwestią egzorcyzmu i walki duchowej

- Ale przecież ikona Zstąpienia do otchłani jest bardzo optymistyczna.

- Oczywiście, że tak. Ona tłumaczy sens krzyża i zmartwychwstania. Pokazuje, że Chrystus ma władzę nad wszelkim złem, jest w stanie wszystko i wszystkich w Zmartwychwstanie wprowadzić.

- Jaka jest twoja ulubiona ikona świąteczna?

- Trudne pytanie. Oprócz zmartwychwstania, bardzo ważna jest dla mnie ikona Zesłania Ducha Świętego. Bardzo mocne w przesłaniu teologicznym ma też Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Obok widoku leżącej Matki Bożej i opłakujących Ją Apostołów, jest wielki Chrystus. Jest to odwrócenie roli, którą znamy z ikon Maryjnych. Tym razem to Jezus bierze swą Matkę na ręce, aby zabrać ją do Nieba.

- Dlaczego Wniebowzięcie?

- Ona w piękny sposób ilustruje nie tylko Wniebowzięcie Maryi, ale można ją rozumieć szerzej. Pokazuje, że tak jak po swoją Matkę, Chrystus przyjdzie również po innych. Weźmie nas w ramiona i zabierze do Nieba. To chyba najbardziej optymistyczna wizja życia po życiu.

- Jak jesteś na pogrzebie to masz Go przed oczami?

- Muszę przyznać, że nie za bardzo rozumiem ludzi, którzy mocno rozpaczają na pogrzebach. Przecież nasi bliscy idą do Nieba. Może to zmieni się, gdy stracę kogoś z najbliższej rodziny. Jednak do tej pory, gdy odchodziły osoby, które kochałem, miałem poczucie spokoju, a nie trwogi.

- Wróćmy jeszcze do ikony Zmartwychwstania. Czy może ją namalować, a raczej napisać artysta, który nie wierzy w Zmartwychwstanie?

- Pewnie może zrobić kopię ikony, której pierwowzór był napisany z wiarą w Zmartwychwstanie. Pytanie tylko, czy ta kopia nadal będzie przekazywać tę wiarę? Linia, plama - to są środki wyrazu, a więc wyrażają to, czym żyje ikonograf. Jeśli to, czym żyje, nie jest dobre, to ikona może nie być dobra w swoim przekazie.

- Czy widziałeś takie ikony?

- Pamiętam ikony, które były wykonane absolutnie zgodnie z kanonem i rzemiosłem, ale zupełnie nie miały w sobie życia. Zostały namalowane zupełnie machinalnie i przez to były całkowicie martwe.

- Podobnie jest z innymi dziedzinami sztuki.

- Kilka lat temu byłem na pogrzebie w Krakowie. Organista śpiewał jakąś tradycyjną, zapewne piękną i bogatą teologicznie pieśń. Pewnie był to już jego kolejny pogrzeb w tym dniu. I choć grał na organach poprawnie, to jednak całkiem mechanicznie. Czułem zupełne oddzielenie kogoś, kto wykonuje tę pieśń, od jej teologicznej treści. W muzyce, tym śpiewie nie było życia, bo nie było modlitwy.
Podobnie jest z ikonami. Czasem lepsza jest nieudolna plastycznie ikona, ale wykonana z wiarą, niż świetna warsztatowo... i martwa.

- Malarz ikon jest teologiem, który zamiast rozpraw teologicznych, pisze ikony. Czy zgodzisz się ze mną?

- W naszym pojęciu „teolog” ma jednoznaczne konotacje z nauką i uniwersytetem.
Na wschodzie mówi się, że teologia to procent od kontemplacji, teolog jest bardziej mnichem, niż spekulatywnym naukowcem. Chodzi o to, aby teologia - słowa o Bogu - rodziły się z doświadczenia duchowego i modlitewnego.

- U klasycznego teologa - słowa o Bogu, a u malarza ikon - obraz Boga.

- Tak, można zobaczyć pewną analogię ikonopisania z kaznodziejstwem - tam ukazywanie prawd wiary słowami - tu kolorami..

- Kilka tygodni temu rozmawiałem z ks. Hieronimem Średnickim, który zlecił Ci kiedyś wykonanie wystroju w kościele w Międzylesiu. Opowiadał, że gdy Cię nie zastał przy malowaniu, zaczął być podejrzliwy, myślał, że się „obijasz”. Gdy zobaczył, że w przerwach modlisz się, poczuł się bardzo głupio. Czy ten duchowy wymiar jest niezbędny?

- Bez modlitwy nic dobrego bym nie namalował.

- Teraz to przesadzasz.

- Nie przesadzam. Bóg jest źródłem wszelkiego dobra. Ale może je uczynić naszymi rękami, jeśli Mu pozwolimy - przez modlitwę. Ludzie, którzy zamawiają ikony chcą mieć gwarancję, że ikonograf jest człowiekiem modlitwy. Znaną praktyką jest zamawianie ikon u mnichów. Jako człowiek odpowiedzialnie zajmujący się ikonografią, muszę się modlić i pracować nad moją relacją z Panem Bogiem.

- A więc płacą Ci także za modlitwę.

- Nie ukrywam, że bardzo mi się to podoba (śmiech).

- Czy modlisz się przed swoimi ikonami?

- Dobrze jest, gdy jej w ogóle nie dostrzegam. Ikona ma ukazywać przedstawioną osobę, a nie koncentrować na sobie. Niektórzy mówią nawet, że ikonograf powinien modlić się przed swoją ikoną, aby sprawdzić, czy jest dobra, czy nie przeszkadza w relacji z Panem Bogiem.

- Testujesz czy dobrze działa.

- (Śmiech). Można tak powiedzieć. Są bowiem dzieła, które pomagają w modlitwie oraz takie, które przeszkadzają. Dobre są te, które nie rozpraszają, przed którymi nie trzeba zamykać oczu.

- Pewnie wśród wielu twoich znajomych z krakowskiej ASP sztuka sakralna nie jest prawdziwą sztuką. Czy dobrze się czujesz z mianem artysty, który służy religii?

- Ja po prostu maluję to, co w moim życiu jest najważniejsze. Nie uważam się - jak chciałaby współczesna filozofia sztuki - za stwórcę, demiurga, który wydobywa ze swojego wnętrza na płótno coś, co ma się stać dla innych wartością.

- Nie jesteś stwórcą, ale twórcą.

- Jestem ręką. Jak tradycyjni ikonografowie, daję jedynie rękę i proszę Pana Boga, aby ją poprowadził. Oczywiście ta „ręka” to cały mój byt - talent, wiedza, wrażliwość, wykształcenie, duchowość. To wszystko jest jakby narzędziem. Mam nadziej, że jestem narzędziem w ręku Boga.

- Sztuka sakralna jest więc dla Ciebie najbardziej konkretna. Dlatego się nią zająłeś?

- Dla mnie ona jest najbardziej sensowna. Jeszcze jako nastolatek miałem wielką potrzebę sensu. Zadawałem sobie pytanie o sens i szukałem go. Sztuka sakralna to było coś, co odkryłem - w moim przypadku, przy moich predyspozycjach i widzeniu świata - jako najbardziej sensowne.

- Ale przecież jest wiele innych sfer życia też sensownych.

- Oczywiście, że tak. Mógłbym namalować portrety swoich dzieci. Jednak nie zrobiłem tego do tej pory, bo wtedy musiałbym nie namalować którejś z ikon (śmiech).

* * *

Mateusz Środoń
ur. 1972. Malarz ikon, tworzący w obrębie Kościoła rzymskiego. Absolwent Wydziału Grafiki krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i Szkoły Hagiografii Bizantyjskiej Prawosławnej Metropolii Pireusu w Grecji. Jest też współzałożycielem Studium Chrześcijańskiego Wschodu funkcjonującego przy klasztorze Dominikanów na Służewie, gdzie prowadzi Warsztaty Ikonograficzne. Jego debiutem sakralnym był malarski wystrój kościoła pod wezwaniem Imienia Najświętszej Marii Panny w Międzylesiu. Oprócz polichromii w prezbiterium namalował Drogę Krzyżową oraz unikalną ikonę Jezusa Miłosiernego. W zeszłym roku zakończył pierwszy etap wystroju kaplicy w Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie namalował polichromię 107. błogosławionych II wojny światowej oraz ikonę pallotyna bł. ks. Józefa Stanka. Nad wejściem do kaplicy znajduje się duża polichromia przedstawiająca ikonę pustego grobu. Oprócz całościowych prac nad wystrojem sakralnym wykonał krzyż Św. Franciszka w Kaplicy Sióstr Kapucynek w Siennicy, Ikonę Trójcy Świętej w kaplicy klasztoru Christusbrudershaft Selbitz w Niemczech, ikonę Trójcy Świętej towarzyszącą VII Zjazdowi Gnieźnieńskiemu oraz ikonę bł. Jerzego Popiełuszki, która znajduje się w seminarium duchownym diecezji warszawsko-praskiej.
Obecnie pracuje nad koncepcją i realizacją wystroju wnętrza kaplicy w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie przy Karkowskim Przedmieściu.
(as)

Tagi:
ikona

Reklama

Ikony powróciły na swoje miejsce

2019-09-25 10:32

Tomasz Kopytowski
Edycja łódzka 39/2019, str. 1

Dzięki staraniom Domus Orientalis – Dom Wschodni i Caritas Archidiecezji Łódzkiej oraz środkom pozyskanym od darczyńców, udało się przygotować kopie ikon, podarowanych przez gen. Wł. Andersa kościołowi św. Sergiusza i Bakchusa. W minionych dniach dostarczono je do Maluli i uroczyście przekazano

Tomasz Korytowski
Uroczystość przekazania ikon do świątyni w Malul

Malula – małe miasteczko oddalone 50 km od Damaszku. Tutaj w 1943 r. przez dwa miesiące przebywała armia gen. Władysława Andersa. W dowód wdzięczności za gościnę generał podarował kościołowi św. Sergiusza i Bakchusa dwie ikony, które wisiały tam do 2013 r. Generał Anders, ofiarowując ikony Chrystusa i Maryi, dał wyraz jedności wiary między Polakami a mieszkańcami miasta. Przyjęcie polskich żołnierzy przez Syryjczyków było dowodem, że jest to wiara, która działa przez miłość, dzięki której w trudnym czasie wojny Polacy w Maluli znaleźli braterskie wsparcie.

W wyniku działań wojennych w Syrii ikony zaginęły. Dzięki środkom pozyskanym od darczyńców i staraniom Domus Orientalis – Dom Wschodni i Caritas Archidiecezji Łódzkiej, udało się przygotować kopie ikon Chrystusa i Maryi, które wyszły spod ręki Magdy Sontag z Pracowni Ikon Eleusa Magdalena Sontag. Podczas podniosłej uroczystości trafiły na swoje miejsce.

Malula słynie z tego, że jej mieszkańcy do dziś mówią językiem aramejskim, którym posługiwał się Jezus Chrystus podczas swojego ziemskiego życia. Początek chrześcijaństwa w mieście wiąże się z obecnością św. Tekli, uczennicy św. Pawła. Świadectwo jej życia tak wpłynęło na mieszkańców, że przejęli od niej wiarę w Chrystusa, która do dzisiaj dominuje wśród mieszkańców Maluli. Górująca nad miastem grota, która dała schronienie św. Tekli i stała się miejscem jej pochówku po śmierci, stanowi obecnie serce sanktuarium, do którego pielgrzymują wierni, nie tylko z Syrii. A w kościele św. Sergiusza i Bakchusa, legionistów rzymskich, którzy po przyjęciu wiary w Chrystusa ponieśli śmierć męczeńską, znajduje się najprawdopodobniej najstarszy zachowany ołtarz chrześcijański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Granice odpowiedzialności

2016-11-08 09:28

Abp Wacław Depo
Niedziela Ogólnopolska 46/2016, str. 33

Graziako
Kalwaria w Wambierzycach – wizerunek Jezusa

„Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono” (Łk 21, 8). To wezwanie do czujności jest następstwem wiary w Boga prawdziwego, Który przyjdzie, aby sprawiedliwie osądzić dzieje świata i poszczególnego człowieka. Postawa czujności jest wprost naturalną i charakterystyczną cechą życia chrześcijańskiego. Albowiem każdy z nas jest wezwany w imię Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, aby sprzeciwić się każdej formie zła i kłamstwa czy manipulacji prawdą. Winniśmy więc rozpoznawać znaki czasu, które dzieją się na niebie i na ziemi przez kataklizmy – których doświadczamy w postaci trzęsienia ziemi, głodu, zarazy, powodzi – czy inne dramaty. I powraca to ewangeliczne pytanie: czy nam się zdaje, że my jesteśmy lepsi od innych pokoleń, że jeszcze nie doszło do ostatecznej tragedii i pęknięcia historii i globu ziemskiego? Przyznajmy, że lękamy się słów ostrzeżeń Chrystusa: „A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich” (Łk 21,16-17). To są słowa przestrogi, że każdy z nas musi wziąć swój własny krzyż odpowiedzialności wiary.

W kończącym się Roku Świętym Miłosierdzia postawmy sobie zasadnicze pytania: Jak głęboko przyjęliśmy ten dar czasu łaski? Czy owocuje on dziełem przemiany życia i odważnego świadectwa wiary? W tym duchu wzywa nas również św. Paweł Apostoł, domagając się szczerej i ufnej modlitwy przy każdej sposobności: „Módlcie się i proście Boga za wszystkich, za żywych i umarłych”. Jest to również nieustanna propozycja samego Chrystusa: „Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie”, i „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono”. Zauważmy, jak to wołanie zostało przedłużone słowami św. Jana Pawła II, który 13 kwietnia 1996 r. do obecnych na audiencji przedstawicieli Rodzin Katyńskich mówił:

„Jesteście świadkami śmierci, która nie powinna ulec zapomnieniu. Tragiczne wydarzenia, które miały miejsce na wiosnę 1940 r. w Katyniu, Charkowie i Miednoje, są rozdziałem w martyrologium polskim, które nie może być zapomniane. Ta żywa pamięć powinna być zachowana, jako przestroga dla przyszłych pokoleń. (...) ta śmierć nabiera nowego znaczenia w perspektywie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Nade wszystko staje się ona ofiarą, której owocem jest dobro. W wymiarze narodowym przybrało ono kształt wolności. W wymiarze ludzkim jest przykładem odwagi i wytrwania w wierności ideałom. W wymiarze chrześcijańskim staje się wezwaniem do przebaczenia”.

Dostrzegamy bowiem, że świat współczesny proponuje nam po raz kolejny politykę bez prawdy i osobistej odpowiedzialności. Czy dowiadujemy się prawdy z przekazu prasy, radia i telewizji, które wydają się sędziami sumień? Bo cóż oznacza postęp, który ma się dokonać w polskim parlamencie przez głosowanie nad metodą in vitro czy aborcją, jeśli będzie to również głosowanie za zgodą na śmierć niewinnych Polek i Polaków? Świat proponuje nam bogactwo bez pracy i wysiłku, żeby tylko być przebiegłym i poprawnym politycznie. Wreszcie proponuje nam religię, która ma być zepchnięta do spraw prywatnych i wstydliwych. Ma oznaczać tolerancję i pluralizm wobec zła i brutalizacji życia społecznego. „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. (...) Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie” (Łk 21,8.19). Po raz kolejny wołanie Chrystusa ukazuje nam intencje złego ducha, który nigdy nie chce znać prawdy.

Zawierzajmy to wszystko, co składa się na nasze „wczoraj”, „dziś” i „jutro”, przez ręce Maryi Jedynemu Pośrednikowi między niebem i ziemią – Jezusowi Chrystusowi, Który przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Boliwia: wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka

2019-11-17 20:18

Ks. Szymon Zurek (Vaticanews) / Santa Cruz del Sierra (KAI)

W Boliwii kontekst Światowego Dnia Ubogich w tym roku jest zupełnie wyjątkowy. Trwający trzy tygodnie kryzys rządowy, spowodował zwiększenie niepokoju w społeczeństwie i masowe protesty. W kraju rośnie bieda i wiele rodzin nie ma co jeść. W pomoc potrzebującym aktywnie włączają się Caritas i inne organizacje kościelne.

Galyna Andrushko/pl.fotolia.com

Pokojowy, ale jednak protest, blokady, niemożność realizowania codziennych obowiązków, podjęcia pracy: wszystko to przyczyniło się do tego, że w peryferyjnych dzielnicach np. dwumilionowego miasta Santa Cruz de la Sierra, wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka. Należałoby właściwie wskazać, że Dzień Ubogich trwa w tutejszych parafiach od ponad dwóch tygodni. Sąsiedzi organizują między sobą tzw. „olla común” czyli wspólne gotowanie, mając na względzie przede wszystkim te rodziny, którym nie starcza pieniędzy na zakup żywności. "Jest to piękne świadectwo solidarności między sąsiadami, bez względu na wyznanie wiary czy przekonania polityczne" – uważa pracujący tam polski kapłan ks. Szymon Zurek.

W parafiach grupy Caritas rozeznawały w tych dniach konkretne potrzeby najbardziej potrzebujących rodzin, by móc przygotować na Niedzielę Ubogich obiady i zanieść je do dzielnic. Np. w parafii św. Franciszka z Asyżu przygotowano ponad 450 porcji obiadów. W całe to dzieło byli zaangażowani członkowie wszystkich grup parafialnych: katechiści, grupa młodzieżowa, grupy muzyczne, lektorzy, animatorzy Kościelnych Wspólnot Podstawowych, Legion Maryi.

Ks. Zurek podkreślił, że w tym szczególnie trudnym czasie dla Boliwijczyków, możliwość podzielenia się z najbardziej potrzebującymi braćmi i siostrami, jest piękną okazją do praktykowania przykazania miłości, przelania wiary, którą żyją, która im dała tyle siły w trudnych dniach kryzysu, w konkretny czyn miłosierdzia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem