Reklama

Czas na nasze świadectwo

2014-02-11 15:46


Niedziela Ogólnopolska 7/2014, str. 40-41

Dominik Różański

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Spośród wielu Pani śmiałych działań politycznych to ostatnie ściągnęło chyba najwięcej gromów na Pani głowę. Dlaczego zdecydowała się Pani wydać otwartą wojnę tzw. genderystom?

BEATA KEMPA: – Dlatego, że, moim zdaniem, to oni natrętnie lansując swoją ideologię, wydali wojnę całemu społeczeństwu, a przynajmniej tej jego większej części, która nie godzi się na niszczenie podstaw tradycyjnej rodziny. I to wojnę dość podstępną, podjazdową, pełną zasadzek. Od pewnego czasu do mnie i do moich współpracowników zaczęły docierać niepokojące sygnały o tym, że w przedszkolach realizowane są jakieś dziwne programy wychowawcze. Zebrałam konkretne informacje, które stały się podstawą interpelacji poselskiej do pani minister edukacji narodowej. Zapytałam, czy programy tzw. równościowego przedszkola są ministerstwu znane i przez nie zatwierdzane. Okazało się, że nie są. Ale, jak widać, mogą bez przeszkód wchodzić do programów edukacyjnych tylnymi drzwiami.

– I nie budzą żadnych urzędowych zastrzeżeń?

– Myślę, że w najlepszym razie problem jest po prostu niedostrzegany, bagatelizowany.

– A może w ministerstwie i kuratoriach mile widziane jest tego rodzaju ubogacenie programów?

– Ministerstwo i kuratoria mają obowiązek zapewnić dzieciom nie tylko dobrą edukację i wychowanie, ale również bezpieczeństwo, także psychiczne. Rodzice powinni dokładnie wiedzieć, komu i w jakim celu powierzają swoje dzieci. Tymczasem dzieje się coś takiego, na co nie mają wpływu, o czym nawet nie wiedzą, czego nie rozumieją. Mówi się im, że np. na seksualizacji przedszkolaków polega nowoczesność i postęp. Dlatego ucieszył mnie „List biskupów”, który w sposób bardzo wyważony opisał realizację ideologii gender jako zagrożenie dla tradycyjnej rodziny. Podniosła się wielka histeria, że Kościół niczego nie rozumie, że jest wsteczny, że wstyd przed Europą…

– A Pani jeszcze dolała oliwy do ognia, przenosząc problem na forum sejmowe.

– Uznałam, że powołanie parlamentarnego zespołu „Stop ideologii gender” jest w tej sytuacji niezbędne. A jak się już wcześniej okazało, walką z ekspansją ideologii gender zajmuje się już w Polsce wiele oddolnie powstających stowarzyszeń, wielu ludzi myślących.

– Zespół nazywa się wprost „Stop ideologii gender” – nie chodzi więc o dyskusję z przeciwnikiem?

– Trudno dyskutować z przeciwnikiem, który robi swoje, a z wszystkiego innego tylko szydzi… My uważamy, że ta ideologia jest wprost szkodliwa dla człowieka. Degraduje go, zaburza psychikę (zwłaszcza, gdy jest zaszczepiana od dziecka), niszczy więzy międzyludzkie. Zespół istnieje dopiero kilka tygodni, a już zgłosiło się do nas bardzo wiele osób i środowisk dotkniętych w jakiś sposób przez bezwzględną promocję gender, np. studenci narzekający na genderową indoktrynację (i nie chodzi tu o tzw. gender studies), na którą muszą się godzić w obawie przed represjami dominującego na wielu wyższych uczelniach genderowego lobby. Jedna ze studentek napisała mi, że przeciwnicy gender nie są dopuszczani do dyskusji, że są rozliczani ze znajomości tylko poprawnych, jedynie słusznych lektur. Coś nam to przypomina, prawda?

– Aby skutecznie walczyć z chorobą, trzeba ją dobrze rozpoznać. W jaki sposób sejmowy Zespół zamierza likwidować ekspansję ideologii gender?

– Mimo że zjawisko jest rozproszone, niejednoznaczne i rzeczywiście trudne do określenia, to idąc po nitce do kłębka, postaramy się zdiagnozować problem, opisać metody działania, a przede wszystkim zamierzamy ustalić, z jakich środków korzystają grupy i organizacje wdrażające ideologię gender. Jeśli w grę będą wchodziły środki publiczne, to będziemy się starali nakreślić mapę przepływu tych środków. Chcemy tę wiedzę uzyskać poprzez interpelacje poselskie kierowane do ministra finansów, ministra zdrowia, ministra edukacji. Wiemy już np., że program równościowego przedszkola jest realizowany głównie ze środków unijnych. Myślę, że uda się nam określić zarówno moc rażenia tej ideologii, jak i rozmiar korzyści materialnych, jakie być może przynosi ona konkretnym osobom. Ważną częścią naszego działania będzie rozmowa ze specjalistami – psychologami, nauczycielami, metodologami – będzie to naprawdę poważna dyskusja na ten temat. Sejm jest znakomitym forum do tego rodzaju debat i spotkań.

– Wielu posłów jest przeciwnego zdania, dość zjadliwie krytykuje tego rodzaju pomysły, już dziś szydzi z kościelnych i prawicowo-konserwatywnych specjalistów.

– To ci, którzy uważają, że przeciwników gender powinno się wyrzucić nie tylko z Sejmu, ale i z Polski. Jeżeli uważają, że Sejm nie jest miejscem na debatę ekspertów w ważnych dla dużej części Polaków sprawach, a może być miejscem prowokujących happeningów w ich wykonaniu, to można im tylko współczuć… I naprawdę nie sposób z nimi dyskutować.

– Oni mówią, że to z Panią nie można dyskutować, bo nie wie Pani, co to jest gender.

– Obawiam się, że oni sami dobrze tego nie wiedzą. Skoro – jak mówią – gender to tylko promowanie równouprawnienia, niedyskryminowania kobiet, wyrównywania szans, to dlaczego tę ideę równości w sposób co najmniej dziwny wtłaczają przedszkolakom? Na przykład poprzez specjalnie zaprogramowane ćwiczenia-zabawy, które mają prowadzić do tego, aby kilkuletnie dzieci mogły same określać i wybierać swoją płeć. Można przypuszczać, że gender to dalekosiężny psychospołeczny projekt, bardzo groźny dla człowieka. To swoista inżynieria prowadząca do oderwania płci kulturowo-społecznej od biologicznej. Taki „nowy wspaniały świat”, tylko nieco inaczej.

– Świat, którego naprawdę powinniśmy się bardzo bać. Dlaczego?

– Dlatego, że poprzez prowadzenie do zachwiania poczucia tożsamości płciowej wcale nie wzmacnia się równouprawnienia kobiet, nie zapobiega ich dyskryminowaniu ani nie wyrównuje szans kobiet, a może być wręcz przeciwnie. Chodzi tu raczej o daleko idące równouprawnienie homoseksualistów i związków homoseksualnych kosztem tradycyjnej rodziny, która – jak się już dzieciom sugeruje – nie jest wcale lepsza od innych związków. Przyjrzyjmy się choćby bajeczkom rekomendowanym dzieciom przez dzisiejsze środowiska feministyczne i genderowe. Psychika dziecka jest metodycznie nastawiana na podważanie roli tradycyjnej rodziny: żeby mieć dziecko, wystarczy znaleźć jakieś jajko, nie trzeba mamusi i tatusia, bo wystarczą dwaj tatusiowie… W tym świecie gender, według zaleceń WHO, dzieci około czwartego roku życia powinny przechodzić odpowiednie przygotowanie seksualne. Proszę wybaczyć, ale to chyba jakiś horror!

– Zwolennicy gender odżegnują się od tego rodzaju interpretacji, zapewniają, że chodzi im o szczęście wszystkich ludzi…

– Albo to utopia, albo wielkie kłamstwo. Faktem jest, że obecnie w Polsce ideologom gender bardzo sprzyja otoczenie polityczne, dzięki czemu bardzo skutecznie osiągają wyznaczone cele. Na dobrej drodze jest już ustawa o uzgodnieniu płci (przez pierwsze czytanie przeszła bardzo łatwo), realizująca wręcz wprost ideologię gender. Podobnie ustawa o tzw. mowie nienawiści, czyli o karaniu za jakąkolwiek próbę nieprzychylnego wyrażania się, np. o genderystach. Ustawa o wychowaniu seksualnym jest również jak najbardziej progenderowa. Można uważać, że ideologia ta wchodzi do Polski z rozpędem.

– Z błogosławieństwem politycznej większości?

– Niestety, tak. Ze strony partii rządzącej jest stuprocentowa zgoda z tą ideologią. Moim zdaniem, rząd Donalda Tuska daje zielone światło dla wszystkich zmierzających w tym kierunku przedsięwzięć.

– Nie ma wyjścia, idzie z duchem nowoczesnego świata…

– Proszę nie żartować! Dokąd chce w ten sposób zajść? Zresztą, jak się zdaje, ten świat już powoli zaczyna się wycofywać z obłędu gender. Na przykład Norwegowie, którzy przodowali w realizacji tej ideologii, doszli do wniosku, że sami zapędzili się w kozi róg; mimo olbrzymich nakładów finansowych na rozmaite programy genderowe, nie udało się przebudować społeczeństwa w kierunku wyrównania roli płci. Z badań wynika, że nie doszło do takiej przemiany, by kobiety wykonywały coraz więcej zawodów męskich, a mężczyźni kobiecych. W przepojonej gender Norwegii już nawet media zaczynają się z niej śmiać.

– A w Polsce mówią o niej z nabożeństwem.

– Za to chętnie ośmieszają przeciwników. Tak było z „Listem biskupów”, co jednak nie za bardzo się udało, bo w społeczeństwie spotkał się on raczej z zaciekawieniem niż krytyką. Gdy powstał nasz Zespół, sprawa gender nabrała rozgłosu, odezwały się autorytety, trwa publiczna dyskusja. Na razie, jak się zdaje, dość spłycona, bardzo trudno z niej wyłuskać choćby jednolitą definicję gender.

– Jej głosiciele mówią, że gender to poważna nauka, przeciwnicy – że groźna ideologia.

– Jakże gender może być poważną nauką, skoro nie dysponuje żadnymi poważnymi, obiektywnymi badaniami naukowymi? Takich badań nie prowadził przecież nawet uznany za ojca gender nowozelandzki socjolog i seksuolog John Money, który odkrył niezależną od biologicznej płeć kulturową człowieka i jako pierwszy użył pojęcia gender. Do nieokiełznanego rozwoju ideologii gender przyczynił się głównie ruch feministyczny. A współczesne polskie feministki wykazują w tej mierze wprost nadzwyczajną gorliwość, zapewne z powodu kompleksów wobec wielkiego świata. Gender po polsku to bardzo szkodliwa ideologia.

– Wygłaszanie takich opinii świadczy o ignorancji, gorszą się obrońcy gender.

– No to przywołam autorytet naukowy. Prof. Michał Kleiber mówi, że „gdy zaczynamy przenosić badania na tożsamość płciową rozumianą w sposób biologiczny i traktować tę płeć jako rodzaj przemocy natury wobec człowieka, z której należy się wyzwalać – co jest oczywiście zagrożeniem dla rodziny – wtedy sprawa staje się mniej naukowa, a bardziej ideologiczna”. Zdaniem szefa PAN, w Polsce coraz częściej nadaje się gender właśnie ideologiczny wymiar, i to w sposób pochopny.

– Czy sejmowy Zespół „Stop ideologii gender”, którym Pani kieruje, przyczyni się do podjęcia rzeczowej debaty społecznej? Jak na razie sypią się inwektywy.

– Rzeczowa debata jest niezbędna. Mimo wszystko. Myślimy nawet o zorganizowaniu dużej konferencji ekspertów, licznych spotkań w województwach.

– Z udziałem obu stron?

– Niewykluczone. Jednak nie chcemy żadnych awantur. A próbowano już z nami podjąć taką grę poprzez zgłoszenie do prac Zespołu pani Anny Grodzkiej z Twojego Ruchu. Nie udało się sprowokować skandalu. Pani Anna Grodzka przekonała się, że nie może być członkiem naszego Zespołu.

– Dlaczego nie może, skoro zadeklarowała chęć walki z geneder?

– Okazało się, że w istocie wcale tak nie jest. Nie chciała podpisać deklaracji, w której każdy członek Zespołu godzi się na to, że nigdy nie zagłosuje za ustawą o uzgodnieniu płci, za ustawą o mowie nienawiści, a w dalszej przyszłości za ustawami, które wprowadzałyby małżeństwa homoseksualne bądź adopcję dzieci przez pary homoseksualne. Zadeklarowaliśmy także wspieranie tych rozwiązań prawnych, które będą wspierały tradycyjny model rodziny.

– Czy przeciwników szerzenia ideologii gender będzie w Polsce przybywać, czy wręcz przeciwnie, gender jednak zawładnie umysłami Polaków, tak bardzo tęskniących do nowoczesności, marzących o dogonieniu świata w każdej sferze życia?

– Mam nadzieję, że zwyciężą rozum i wiara. Wydaje się, że jesteśmy już na dobrej drodze. Eksperci Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN mówią wprost, że program „równościowe przedszkole, który ma przybliżać przedszkolakom ideologię gender, wysadza dzieci z biologicznej płci”, że jego autorki łamią Konstytucję RP (art. 48 i 53). Mamy też oświadczenie Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność, która sprzeciwiła się wprowadzaniu do szkół i placówek oświatowych szkodliwych treści promujących ideologię gender.

– Sądzi Pani, że to początek społecznej reakcji łańcuchowej, która skończy się przegnaniem kolejnej złej ideologii?

– Mam taką nadzieję. Tę lawinę pozytywnych zdarzeń spowodował „List biskupów”, który mimo dezawuowania go przez silnie opiniotwórcze środowiska, poinformował wszystkich członków Kościoła o możliwym i już istniejącym zagrożeniu. Cieszę się, że nasz Zespół będzie się zajmował swoistą pracą u podstaw, że być może powstanie w Polsce silny ruch przeciwników tego zjawiska, które szkodzi nam wszystkim.

– To przeciwnicy gender szkodzą wizerunkowi Polski – mówią genderyści – bo zatrzymują idącą z Zachodu nowoczesność.

– A ja uważam, że nadchodzi czas, w którym to my możemy i powinniśmy pokazywać innym, że to nasze „zacofanie” wcale zacofaniem nie jest. Może inni docenią nasz sprzeciw wobec niszczycielskiej ideologii i przyłączą się? Czas na nasze świadectwo.

* * *

Beata Kempa – posłanka na Sejm V, VI i VII kadencji, w latach 2006-07 sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, wiceprezes Solidarnej Polski

Tagi:
wywiad polityka gender

NSA: dziecko w akcie urodzenia nie może mieć wpisanych rodziców tej samej płci

2019-12-02 17:48

NSA, wpolityce, lk / Warszawa (KAI)

Naczelny Sąd Administracyjny podjął uchwałę stwierdzającą, że nie jest możliwe wpisanie w akcie urodzenia dzieci zamiast ojca rodzica, który nie jest mężczyzną. Transkrypcja następuje w dosłownym brzmieniu, a to nie jest możliwe w przypadku przypisania rodzicielstwa dwóm kobietom lub dwóm mężczyznom, jest to bowiem związek nieznany w polskim prawie, a więc z nim sprzeczny - orzekł NSA.

fotohansel/pl.fotolia.ocom

Naczelny Sąd Administracyjny podkreślił jednocześnie w uzasadnieniu tej uchwały, że nie można uzależniać otrzymania polskiego obywatelstwa przez dziecko urodzone za granicą od uprzedniej czynności wpisania (transkrypcji) zagranicznego aktu urodzenia do polskich akt stanu cywilnego.

Sprawa rozpatrywana na wokandzie NSA pojawiła się w związku z rozpatrywaną przez NSA kilka miesięcy temu skargą kasacyjną kobiety, której kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Piasecznie odmówił wpisania (transkrypcji) do polskich ksiąg aktu urodzenia jej syna, który przyszedł na świat w Londynie w 2015 r.

W akcie urodzenia jako rodzice wpisane były dwie kobiety. Odmowę USC podtrzymał wojewoda mazowiecki, a skargę na taką odmowę w październiku 2016 r. oddalił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie.

NSA wyjaśniał w komunikacie przed rozprawą, że pojawiła się konieczność rozstrzygnięcia "poważnych wątpliwości interpretacyjnych związanych z dopuszczalnością, na gruncie krajowego porządku prawnego, transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziecka, w którym to akcie, jako rodzice, zostały wpisane osoby tej samej płci".

Podstawą prawną były przepisy Prawa o aktach stanu cywilnego w powiązaniu z zapisami Prawa prywatnego międzynarodowego.

NSA orzekł, że te przepisy w takim przypadku nie dopuszczają transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziecka. Zdaniem Sądu, transkrypcja następuje w dosłownym brzmieniu, a to nie jest możliwe w przypadku, gdy jako rodzice w zagranicznym dokumencie widnieją dwie kobiety lub dwaj mężczyźni. Taki zapis jest bowiem sprzeczny z obowiązującym w Polsce systemem prawnym w Polsce. Ww praktyce taki związek jest formalnie polskiemu prawu nieznany.

- Polskie ustawodawstwo nie zna innej kategorii rodzica - powiedział w uzasadnieniu poniedziałkowej uchwały Naczelnego Sądu Administracyjnego sędzia Jacek Chlebny.

Dodał, że polski ustawodawca nie przewidział możliwości wpisania do polskiego aktu stanu cywilnego jako ojca osoby płci żeńskiej, a przepisy Prawa o aktach stanu cywilnego jako ojca zawsze wskazują mężczyznę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona

2019-04-30 09:16

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 18/2019, str. 6

Dobrze znają go ci, którzy poszukują odpowiedzi na kwestie praktyki wiary w życiu codziennym. Ks. Piotr Pawlukiewicz daje teraz swoim życiem odpowiedź na najtrudniejsze pytanie – o sens krzyża i cierpienia

Artur Stelmasiak
Ks. Piotr Pawlukiewicz wycofuje się z dotychczasowych form duszpasterzowania

Znany kaznodzieja i rekolekcjonista w rozmowie z Pawłem Kęską ze Stacji 7 swój krzyż nazwał wprost – pan Parkinson. – Zawitał w moim domu po cichu. Kiedy się o nim dowiedziałem, to już się trochę rozgościł. Na razie ta choroba da się jeszcze jakoś zepchnąć na bok, da się pracować – mówił kapłan, który o swojej chorobie dowiedział się w 2007 r. Nie poddaje się jej jednak.

Ks. Pawlukiewicz uważa, że krzyż od Jezusa jest pomocą w osiągnięciu nieba. – Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona i przyjąłem tę wycenę. Robię co mogę, co będzie, zobaczymy. Co tu się martwić jutrzejszym dniem, jeżeli dzisiejszy może się skończyć przed północą – powiedział rekolekcjonista. – Chrystus daje ci krzyż doważony do ciebie, lekarstwo na zamówienie.

Były duszpasterz parlamentarzystów przyznał, że obecnie robi dużo badań medycznych i wycofuje się ze sposobów duszpasterzowania, które prowadził, poszukując innych. – Chciałbym zmienić akcenty homiletyczne. Mówić o rzeczach, których kiedyś się bałem, o tym, kiedy człowiek jest bezradny, bezsilny, kiedy słyszy, że choroba jest nieuleczalna. Dopóki mnie ludzie rozumieją, dopóki rozumieją moje słowa, to w imię Chrystusa będę głosił Ewangelię – podkreśla.

Ks. Pawlukiewicz stara się teraz nie odprawiać Mszy św. publicznie, ponieważ choroba ma różne kaprysy. Eucharystię odprawia sam u siebie.

Choroba Parkinsona należy do najpoważniejszych schorzeń ośrodkowego układu nerwowego. Jej objawy to przede wszystkim ograniczenie ruchu oraz drżenie. Leczenie choroby Parkinsona jest możliwe, jednak nie da się wyleczyć jej całkowicie. Po pewnym czasie doprowadza do inwalidztwa. Zmagał się z nią św. Jan Paweł II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Olga Tokarczuk odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Szwecji

2019-12-10 20:13

wpolityce.pl

Laureatka Literackiej Nagrody Nobla za rok 2018, Olga Tokarczuk, odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Karola XVI Gustawa. Ceremonia noblowska odbywa się we wtorek w filharmonii sztokholmskiej.

wikipedia.org

Laureaci Nagrody Nobla dostają złote medale z wygrawerowanym wizerunkiem fundatora Alfreda Nobla oraz łacińską inskrypcją „Inventas vitam iuvat excoluisse per artes”. Są one wykonane ręcznie z 18-karatowego złota i ważą 175 gramów. Dyplomy są wykonane ręcznie przez artystów, jest na nich zdjęcie, imię i nazwisko laureata oraz cytat z uzasadnienia przyznania Nagrody Nobla.

Olga Tokarczuk została poproszona o odebranie wyróżnienia przez Pera Waesterberga z Akademii Szwedzkiej, który wcześniej wygłosił laudację na cześć noblistki.

Pani Tokarczuk, Akademia Szwedzka gratuluje wam. Proszę o odebranie Literackiej Nagrody Nobla z rąk jego królewskiej mości króla Szwecji — powiedział Waesterberg po polsku.

Polska pisarka - ubrana w czarną, aksamitną suknię do ziemi - wyszła na scenę sztokholmskiej filharmonii jako dziesiąty noblista. Ceremoniał ma związek z kolejnością dziedzin nagrody zapisanych w testamencie Nobla.

Podczas odbierania przez polską noblistkę medalu i dyplomu wszystko przebiegło zgodnie z planem, także zapisany w protokole trzykrotny ukłon, który nie udał się w 1996 r. Wisławie Szymborskiej. Poetka w tym właśnie momencie ceremonii pomyliła się. Olga Tokarczuk swoje trzy ukłony wykonała bez pomyłek.

Polska literatura błyszczy w Europie – ma w swoim dorobku już kilka Nagród Nobla, a teraz przyszła pora na kolejną, tym razem dla pisarki o światowej renomie i niezwykle rozległym wachlarzu zainteresowań, łączącej w swej twórczości elementy poezji i humoru. Polska, rozdroże Europy, być może nawet jej serce – Olga Tokarczuk odkrywa historię Polski jako kraju będącego ofiarą spustoszenia dokonanego przez wielkie siły, lecz również posiadającego swoją własną historię kolonializmu i antysemityzmu. Olga Tokarczuk nie ucieka od niewygodnej prawdy, nawet pod groźbą śmierci — mówił Per Waesterberg z Akademii Szwedzkiej w laudacji na cześć Olgi Tokarczuk.

Jego zdaniem twórczość Tokarczuk cechuje „połączenie twardej rzeczywistości z ulotną nierealnością, wnikliwa obserwacja i zafascynowanie mitologią”. Cechy te „czynią z niej jednego z najbardziej oryginalnych prozaików naszych czasów, postrzegających rzeczywistość na nowe sposoby”.

Olga Tokarczuk jest wirtuozem w kreowaniu postaci, potrafi uchwycić je w momencie ich ucieczki od codziennego życia. Pisze o tym, o czym nie pisze nikt inny: „o nieznośnej i ogromnej osobliwości tego świata” — wyjaśnił Waesterberg.

Jej powieść „Bieguni” to niezwykle różnorodny opis podróży, poruszania się po pasażerskich poczekalniach i hotelach, to spotkanie z bohaterami, o których wiemy bardzo niewiele, a także zbiór pojęć ze słowników, baśni i dokumentów. Tokarczuk wzajemnie przeciwstawia naturę i kulturę, rozum i szaleństwo, męskość i kobiecość, z prędkością sprintera przekracza społecznie i kulturowo wytworzone granice — podkreślił.

Jej mocna i bogata w idee proza to nomadyczna wędrówka przez około 15 książek. Wioski będące w nich miejscem akcji stają się centrum wszechświata, miejscem, w którym losy poszczególnych bohaterów wplatane są w wątki baśniowe i mitologiczne. Żyjemy i umieramy w opowieściach innych osób, gdzie na przykład Katyń raz może być zwykłym lasem, a raz miejscem masakry — ocenił Waesterberg.

„Księgi Jakubowe” laudator nazwał „największym dziełem” pisarki. Dodał, że „z podtekstu utworu przebija się żydowskie pochodzenie Tokarczuk oraz jej nadzieja na Europę bez granic”.

Przyszłe pokolenia będą sięgać po owe tysiącstronicowe arcydzieło autorstwa Tokarczuk i odkrywać w nim nowe bogactwo, którego dziś jeszcze wystarczająco nie dostrzegamy. Widzę, jak Alfred Nobel kiwa z uznaniem głową w swoim niebie — podsumował Per Waesterberg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem