Reklama

Oratorium u dominikanek

2014-02-12 16:05

Siostry dominikanki
Edycja lubelska 7/2014, str. 5

W dniach 20-25 stycznia na zajęcia do oratorium przyszło ponad 50 dzieci, które wspólnie z animatorami próbowały odkrywać na czym polega „uBoga droga”. W zimowe dni dzieci przeżyły wspaniałe przygody w rodzinie dominikańskiej, poznały życie św. Dominika de Guzmán i św. Marcina de Porrès oraz historię ks. Didaco Bessi, który był tercjarzem dominikańskim i założycielem naszego zgromadzenia. Obchodzimy w tym roku 25-lecie naszego istnienia w Polsce i oczekujemy z wiarą na rychłą beatyfikację założyciela, dlatego chciałybyśmy dzielić się tą radością z najmniejszymi z naszej parafii i ich rodzinami, i zapoznać ich z ubogą drogą, jaką ks. Bessi wybierał każdego dnia. Był on przekonany, że największym ubóstwem jego parafian nie była bieda lub choroba, ale brak poznania Prawdy – Jezusa Chrystusa. Dlatego spędzał wiele godzin na adoracji i osobistej modlitwie, aby jak najlepiej służyć Bogu w najbardziej potrzebujących. Swoją postawą modlitwy i służby był i wciąż jest dla sióstr wzorem i duchowym przewodnikiem w podejmowanych działaniach apostolskich. Na podstawie opowiadań o ks. Didaco dzieci w poszczególnych grupach ułożyły scenariusz przedstawienia i wykonały do danej części jego życiorysu plakaty. Codziennie po takiej pracy w grupach i przedstawieniu jej wszystkim uczestnikom był czas na liczne konkurencje drużynowe, na wspólne gry i zabawy. Ogromną atrakcją były również zawody śnieżne na podwórku i pobliskich górkach. Natomiast chwile modlitwy oraz piosenka pt. „uBoga droga” w wykonaniu Magdy Anioł ubogacały dzień i ożywiały klimat oratorium. Próbowaliśmy nawet przygotować „słodki – ubogi deser”, który został podany do degustacji gościom, w tym proboszczowi ks. Eugeniuszowi Zarębińskiemu. Na zakończenie zajęć zastanawiałyśmy się z dziećmi, co oznacza wybierać ubogą drogę w naszej codzienności. I oto niektóre odpowiedzi: „Wybierać ubogą drogę, oznacza robić wszystko z sercem, dla Boga”; „To bycie wrażliwym na krzywdy i potrzeby bliźnich w szkole, w domu, w otoczeniu”; „To bycie zadowolonym z tego, co mam; „To dobre wykorzystanie czasu, który daje nam Bóg każdego dnia”.

Dzięki pomocy wolontariuszek oraz ludzi dobrej woli dzieci z parafii pw. św. Stanisława w Lublinie nie tylko mogły skorzystać z wielu zimowych atrakcji, ale dzięki dobremu programowi wychowawczemu mogło inaczej niż ich rówieśnicy przeżyć pierwszy tydzień ferii. Na zakończenie 25 stycznia odbyło się wspólne świętowanie uczestników oratorium i ich rodzin. Wszyscy zostali zaproszeni na Mszę św. i przedstawienie o ks. Didaco. To był piękny czas podarowany nam od Boga. Dziękujemy wszystkim sponsorom oraz ludziom o dobrym sercu, dzięki którym mogliśmy przeżyć czas kolejnego zimowego oratorium.

Reklama

Zgromadzenie Sióstr Dominikanek Matki Bożej Różańcowej

zostało założone w Iolo (Prato), we Włoszech przez ks. Didaco Bessi. Pod jego kierownictwem 8 września 1895 r. pięć dziewcząt z tej miejscowości rozpoczęło życie we wspólnocie według Reguły Trzeciego Zakonu Dominikańskiego, powierzając się opiece Królowej Różańca Świętego. Zgromadzenie powstało dla służenia Prawdzie, poznawania Jej i przekazywania Jej ludziom. Duchowość zgromadzenia jest związana z tym, co przekazali Kościołowi św. Dominik i św. Katarzyna: opiera się na Słowie Bożym, wypływa z miłości do Eucharystii, Jezusa Ukrzyżowanego i Maryi, Królowej Różańca Świętego. Te cztery fundamentalne cechy duchowości stanowią źródło całego apostolatu.
Aktualnie siostry prowadzą działalność we Włoszech, Indiach, Polsce, Rumunii, Ekwadorze i na Filipinach, gdzie realizują swe powołanie w ścisłym związku z potrzebami Kościoła w danym kraju. Jest to przede wszystkim głoszenie Słowa Bożego przez ewangelizację i katechizację, głoszenie rekolekcji, animacja liturgiczna, wychowanie i nauczanie dzieci i młodzieży, troska o rodziny, dowartościowanie wymiaru ludzkiego i duchowego każdego człowieka oraz pomoc najmniejszym i ubogim.
Do Polski siostry przyjechały w 1987 r.; dwa lata później został otworzony pierwszy dom w Lublinie, który do dzisiaj jest domem formacyjnym. W Lublinie siostry są obecne od 25 lat; współpracują z parafią pw. św. Stanisława, katechizują oraz prowadzą Rodzinny Dom im. św. Dominika. Praca w Polsce to również praca z dziećmi i młodzieżą, animacja liturgiczna oraz prowadzenie rekolekcji i dni skupienia.

Dk. Sadowski: diakonat stały to moje powołanie

2019-08-16 13:38

Maria Czerska / Warszawa (KAI)

„Jestem diakonem i jestem szczęśliwy” – deklaruje niezmiennie dk. Bogdan Sadowski, pierwszy diakon stały w archidiecezji warszawskiej i trzeci w Polsce. Wyświęcony został dziesięć lat temu, 9 sierpnia 2009 r. W rozmowie z KAI dk. Sadowski opowiada o tym, czym jest diakonat stały i o swoim doświadczeniu na tej drodze.

Al. Daniel Rynkiewicz

Maria Czerska (KAI): Księże diakonie? Panie diakonie?

Dk. Bogdan Sadowski: Najlepiej po prostu „diakonie”. Tak jest najbezpieczniej. Zadawać pytania można w formie: „Czy diakon uważa, że…?”.

- A zatem - napisał diakon pięć lat temu, po pięciu latach od święceń „Jestem diakonem i jestem z tego powodu szczęśliwy”. Czy nadal?

- Tak! To jest moja droga – marzenie życia. Zawsze byłem blisko ołtarza i w zasadzie zawsze myślałem o tym, by być duchownym. Poważnie rozważałem pójście do seminarium. Zawarłem nawet prywatną „umowę” z Panem Bogiem, że o ile nikogo nie poznam do zakończenia studiów, to wstępuję. Sprawa wydawała się oczywista, bo nie miałem zamiaru nikogo szukać. A jednak poznałem moją żonę i to w okolicznościach, które nie mogły być przypadkowe… Jesteśmy razem już czterdzieści lat. Jeszcze w czasie studiów dowiedziałem się, że Sobór Watykański II przywrócił diakonat stały i że pod koniec lat 70. pierwsi diakoni wyświęceni zostali w Niemczech. Zaraz napisałem list do nowo mianowanego arcybiskupa warszawskiego, Józefa Glempa – mam na to świadków! – że gdyby taka możliwość pojawiła się również w Polsce, proszę, by wzięto pod uwagę moją kandydaturę. Czekałem ok. trzydziestu lat, ale się doczekałem! Wyświęcony zostałem 9 sierpnia w Magdalence przez abp. Kazimierza Nycza na pierwszego diakona stałego archidiecezji i metropolii warszawskiej. Byłem trzeci w Polsce.

- Kto to jest diakon stały?

- Przede wszystkim poprzez święcenia staje się osobą duchowną. Diakonat to pierwszy stopień sakramentu święceń. Warto podkreślić, że w Kościele katolickim, mówiąc poprawnie, jest sakrament święceń, który obejmuje 3 stopnie: diakonat, prezbiterat i episkopat (biskupstwo). Diakonów można podzielić na żonatych i celibatariuszy. Nieżonaci kandydaci na diakonów w momencie święceń zobowiązują się do życia w celibacie. Mogą oczywiście być diakonami stałymi, ale w Polsce najczęściej jest to diakonat przejściowy, po którym następują święcenia kapłańskie.
Diakon stały musi mieć wykształcenie teologiczne i odpowiednie przygotowanie duchowe. W przypadku żonatych mężczyzn wymagany jest wiek minimum trzydzieści pięć lat, pięć lat stażu małżeńskiego i pisemna zgoda małżonki. Jesteśmy trochę na granicy „świata duchownych” i „świata świeckich”. Prowadzimy normalne życie, mamy dzieci, chodzimy do pracy i jednocześnie pełnimy posługę przy ołtarzu.

- Co tak naprawdę robi diakon stały?

- Najważniejsze jest asystowanie prezbiterowi (szczególnie biskupowi) w celebracjach Eucharystii. Diakon nie może oczywiście odprawiać Mszy św., to zarezerwowane jest dla kapłanów. Nie może też słuchać spowiedzi i udzielać sakramentu namaszczenia chorych. Może natomiast odprawiać nabożeństwa, błogosławić małżeństwa, głosić kazania, udzielać Komunii świętej i chrztów oraz prowadzić pogrzeby – tym się właśnie zajmuję.
Rozpocząłem swoją posługę w parafii w Magdalence. Tam byłem zaangażowany m.in. w prowadzenie grup, rekolekcji, głoszenie konferencji przed ślubem, czy przed chrztem, itp. Następnie przeniosłem się do parafii Matki Bożej Różańcowej w Piasecznie (uzyskując nota bene pierwszy w historii Kościoła w Polsce dekret biskupi przenoszący diakona stałego z parafii do parafii). Tam oprócz szeregu innych zaangażowań bardzo często pomagałem przy celebracji chrztu św. Tych chrztów było w Piasecznie bardzo dużo – bywało i kilkanaście na jednej Mszy św. Teraz posługuję w parafii Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie. Z uwagi na specyfikę tego miejsca wizyty duszpasterskie trwają tam cały rok i wraz z kapłanami z tej parafii chodzę po domach. Zapukałem już do ok. 6 tys. mieszkań. Przyjęto mnie mniej więcej w 1/3, odbyłem więc ok. 2 tys. rozmów.

- Jakie znaczenie ma to, że „po kolędzie” chodzi diakon, a nie kapłan?

- Chodzę w stroju duchownym, w sutannie i z koloratką, więc ludzie widzą księdza. Nie muszę się tłumaczyć. Nikt nie myśli, że jestem świadkiem Jehowy. Wizyty są zresztą ogłaszane i zapowiadane w parafii. W większości przypadków spotykam się z ogromną życzliwością i te rozmowy są dla mnie bardzo miłe.
Przeważają ludzie młodzi, często przyjezdni. Zachowują pewną obrzędowość katolicką, mają w domu święte obrazy, ale żyją bardzo często bez sakramentów, bez ślubu i to im w większym stopniu nie przeszkadza. Ta wiara nie bardzo przekłada się na relację osobową z Bogiem, na życiowe wybory.
Wizyta jest okazją do rozpoczęcia głębszej rozmowy i o dziwo – taka rozmowa jest chętnie podejmowana. Ma to ogromny sens, bo w bardzo wielu przypadkach ludzie zupełnie nie wiedza, że mogą dążyć do uregulowania swojej sytuacji, np. stwierdzenia nieważności poprzedniego, zawartego w Kościele małżeństwa, nawet w okolicznościach, gdy małżeństwo to wydaje się ewidentnie nieważnie zawarte.
Czasem potrzebna jest też pewna zachęta, gdy ludzie żyją bez ślubu, nie mając żadnych przeszkód do przyjęcia sakramentu. Wielką radością są dla mnie sytuacje – wiem o dwóch takich przypadkach – gdy rozmowa ze mną stała się taką pozytywną inspiracją. Byłem na jednym z tych ślubów.

- Parafianie nie dowiadują się, że odwiedził ich diakon stały?

- Ależ tak, często mówię o tym! Zwykle zaczyna się od zagadkowych spojrzeń na moją obrączkę. Wyjaśniam wtedy, że mam żonę i święcenia diakonatu i że jest taka możliwość w Kościele katolickim. To zwykle spotyka się z bardzo pozytywnym przyjęciem, czasem wręcz z entuzjazmem. No i zaczynają się narzekania na celibat. A ja – to nawet trochę zabawne – występuję jako obrońca celibatu. Mówię, że to jest wybór. Nikt nikogo do tego nie zmusza. Ale taka droga ma ogromną wartość, ogromny sens. Natomiast mój przykład pokazuje, że Kościół stwarza przestrzeń dla duchowego zaangażowania żonatych mężczyzn.

- Co na to wszystko żona?

- Kiedy zdarza jej się narzekać na jakieś kolejne moje zadania związane z diakonatem, mówię: „Kochanie, sama na to wyraziłaś zgodę, mam to na piśmie”. A poważnie – to nigdy nie był między nami problem. Ja „zawsze” byłem ministrantem, lektorem. Od czasów narzeczeńskich rzadko kiedy na Mszy św. siedzieliśmy razem w ławce. Nie zostałbym zresztą dopuszczony do święceń, gdyby żona nie wyraziła na nie pisemnej zgody, ze świadomością wszystkich tego konsekwencji.
Diakonat to radość nie tylko dla mnie, ale i dla całej rodziny. Przewodniczę wielu uroczystościom religijnym w rodzinie. Sam ochrzciłem wszystkich pięciu moich wnuczków.

- Jak świętował diakon swoją rocznicę?

- Byłem na Mszy św. odprawianej w mojej intencji w Świątyni Opatrzności Bożej.
rozmawiała Maria Czerska
Bogdan Sadowski – ur. 1956 r., absolwent historii sztuki kościelnej na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, dziennikarz i publicysta, wieloletni pracownik TVP i TV Puls, redaktor naczelny polskiej edycji MAGNIFICAT; od 2004 członek Zespołu KEP ds. Transmisji Mszy św. w Telewizji; pierwszy diakon stały w archidiecezji warszawskiej.
***
Historia diakonatu stałego, jako posługi o charakterze sakramentalnym mężczyzn żonatych lub zobowiązujących się do życia w celibacie sięga czasów apostolskich. Do V w. w Kościele zachodnim diakonat był instytucją kwitnącą, a jego rolę i pozycję potwierdzały liczne sobory oraz praktyka kościelna. W następnych wiekach, z różnych powodów, diakonat zanikł, stając się jedynie stopniem przejściowym do kapłaństwa. W XVI w. Sobór Trydencki dążył do wskrzeszenia tego urzędu, lecz nie powziął żadnych konkretnych uchwał w tej sprawie.
Ostatecznie posługa ta przywrócona została przez Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen Gentium”. Wskazania Soboru wypełnił Paweł VI ogłaszając 18 kwietnia 1967 r. motu proprio "Sacrum diaconatus ordinem" z ogólnymi normami przywrócenia diakonatu stałego.
Pierwszych pięciu żonatych mężczyzn wyświęcono na diakonów w 1968 r. w katedrze w Kolonii. Diakonat stały jest dziś integralną częścią Kościołów katolickich wszystkich kontynentów i odgrywa w nich znaczącą rolę, szczególnie w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej. Obecnie na świecie posługuje ponad 45 tys. stałych diakonów w 129 krajach. W Europie Środkowo-Wschodniej, w tym także w Polsce, posługa diakona stałego była jednak do niedawna prawie nieznana. Pierwszy diakon stały, Andrzej Chita, wyświęcony został w 1993 r. w diecezji przemyskiej (obecnie archidiecezji przemysko – warszawskiej) obrządku bizantyjsko – ukraińskiego. Polscy biskupi wprowadzili diakonat stały w Kościele rzymskokatolickim w 2001 r. Pierwsze święcenia odbyły się w 2008 r.
Do dziś w Polsce wyświęcono w Polsce 33 stałych diakonów rzymskokatolickich, 29 żonatych i 4 celibatariuszy, w tym 2 zakonników, którzy podjęli posługę poza granicami Polski. Pozostali wyświęceni zostali w diecezjach: opolskiej, ełckiej, katowickiej, szczecińsko – kamieńskiej, warszawskiej, gliwickiej, toruńskiej i pelplińskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na Mityng w Rimini: utkwijmy wzrok w Jezusie

2019-08-17 16:23

vaticannews.va / Watykan, Rimini (KAI)

„Tylko patrząc w oblicze Jezusa odnajdujemy własną tożsamość” – podkreśla papież Franciszek w przesłaniu na 40. Mityng Przyjaźni Między Narodami, który jutro rozpocznie się w Rimini. To największe spotkanie katolików świeckich we Włoszech organizowane jest przez ruch Komunia i Wyzwolenie. Temat tegorocznego spotkania nawiązuje do fragmentu poezji Jana Pawła II i odnosi do Weroniki, ocierającej na Drodze Krzyżowej chustą twarz Jezusa: „Twoje imię rodzi się z tego, na co patrzysz”.

Grzegorz Gałązka

Przesłanie podkreśla, że w tym zdaniu zawarta jest prawda, którą Kościół przekazuje człowiekowi od początku chrześcijaństwa: „Chrystus nas ukochał, oddał za nas życie, aby potwierdzić nasze jedyne i niepowtarzalne oblicze”. Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, który w imieniu Franciszka skierował list do uczestników Mityngu, podkreśla, że to przesłanie jest dzisiaj bardzo aktualne, ponieważ wielu współczesnych upada pod ciosami codziennego życia oraz czuje się opuszczonymi i samotnymi. Wielu z nich ma wielką potrzebę spojrzenia na oblicze Pana, aby odnaleźć samych siebie.

„Ojciec Święty pragnie, aby to spotkanie było zawsze miejscem gościnnym, w którym ludzie mogą «utkwić wzrok», doświadczając swojej wyjątkowej tożsamości – pisze w liście kard. Pietro Parolin. - To najpiękniejszy sposób, aby świętować tę rocznicę, patrząc w przyszłość bez nostalgii i obaw, zawsze wsparci obecnością Jezusa, włączeni w Jego ciało, którym jest Kościół. Oby wdzięczna pamięć tych czterech dziesięcioleci, żywego i kreatywnego rozwoju tego dzieła apostolskiego, mogła wyzwolić nowe energie, dla otwartego świadectwa wiary w najważniejszych obszarach życia”.

Będziemy prawdziwie oryginalni - pisze dalej kard. Parolin - jeśli nasze oblicze będzie lustrem oblicza Chrystusa zmartwychwstałego. A to będzie możliwe wtedy, gdy będziemy wzrastać w świadomości do przyswojenia której Jezus zapraszał swoich uczniów powierzając im misję. Źródłem największej radości, której nikt nie będzie mógł odebrać jest świadomość, że nasze imiona są zapisane w niebie, nie dzięki naszym zasługom, ale poprzez dar, który każdy otrzymał poprzez chrzest. Trzeba skierować wzrok na Jezusa, aby wejść z Nim w bliską relację. Zwrócenie oczu na Jezusa oczyszcza spojrzenie i przygotowuje do spoglądania na wszystko nowymi oczami – zaznaczył sekretarz stanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem