Reklama

Historia

Oko w oko

Pamiętać nie tylko od święta

2014-08-26 14:09

Niedziela Ogólnopolska 35/2014, str. 36

[ TEMATY ]

historia

wojna światowa

wojna

Fotografia z książki: Bolesław Kurkowski "Z krawych dni Częstochowy"

Gdy zaczyna się rozmowę, obojętnie w jakim gronie, o komunistach, ubekach, w ogóle – zbrodniach na narodzie polskim, wszyscy uciekają od tematu, rzekomo już dobrze znanego. Chociaż tak naprawdę wiedza w tych kwestiach jest bardzo ogólna, powierzchowna i nieprawdziwa. Często nawet historycy hołdują tezie, że opór powojenny był bezsensowny (tak samo jak Powstanie Warszawskie), z góry skazany na klęskę, podejmowany przez ludzi nieświadomych sytuacji w Polsce i na świecie. Podczas gdy prawda jest inna – walczyli i ginęli bohaterowie, czyli Polacy, którzy nie nawykli do zdrady Ojczyzny, wielcy patrioci. Ich całe życie jest spójne, bo od pokoleń wychowani byli zgodnie z hasłem niesionym na sztandarach: Bóg – Honor – Ojczyzna. Dlatego gdy nastały „rządy zbirów spod znaku Kremla”, dla nich była tylko jedna droga – walka! „Będziemy trwać na stanowiskach tak długo, aż nad Polską rozgorzeje słońce prawdziwej wolności!” – pisał kpt. Stanisław Sojczyński „Warszyc”, twórca i dowódca Konspiracyjnego Wojska Polskiego – największej organizacji wojskowej, walczącej ze zniewoleniem sowieckim. Takim zawołaniom byli wierni wszyscy Żołnierze Wyklęci: „Zapora”, „Ogień”, „Żelazny”, „Łupaszka”, „Młot”, „Krysia”, „Kotwicz” i inni. Czy wiemy, jakie nazwiska kryją się pod tymi pseudonimami, jakie są życiorysy tych ludzi, kim oni byli, w jakich rodzinach wyrośli? Ta wiedza pozwoliłaby nam zrozumieć, dlaczego obcy był im wszelki kompromis, układanie się z rządzącymi Polską, a de facto – zdrajcami Ojczyzny, którzy, podobnie jak dzisiaj, posługiwali się hasłami niepodległościowymi, dobra narodu, „ludu pracującego”.

Gdy poznamy biografie tamtych ludzi, gdy będziemy wiedzieć, kogo straciliśmy, łatwiej będzie nam dzisiaj zrozumieć obecną sytuację i umiejętnie podejmować decyzje, szczególnie gdy wybieramy naszych przedstawicieli władzy, zarówno lokalnej, jak i ogólnokrajowej. W Polsce nie było lustracji, w zasadzie nie znamy prawdy o ludziach, którzy ubiegają się o najwyższe stanowiska w państwie. Nie wiemy, kto donosił, niszczył życie całych rodzin prawych ludzi, wszystko się splątało i stało nieważne, a przecież ci różnego rodzaju tajni współpracownicy, agenci, donosiciele, kapusie wychowali kolejne pokolenia ludzi cynicznych, pewnych swoich racji, mających oparcie w zabezpieczeniu finansowym, często wielkich fortunach niewiadomego pochodzenia. Ci, których dzisiaj nazywamy Żołnierzami Wyklętymi, nie dawali się zwieść pustym słowom padającym z mównic i trybun rządowych. Walczyli i ginęli, należeli do mniejszości, bo, niestety, polskie społeczeństwo w swojej większości poddało się sowietyzacji, a pisarze i ludzie kultury, nauki spolegliwie szli na współpracę z bezpieką, byle tylko dostać ochłap w postaci lepszej posady, lepszego mieszkania w przedwojennej cudzej kamienicy, awansu, wyjazdu zagranicznego... Ktoś dzisiaj powie: Skąd my to znamy? Historia kołem się toczy? A może tamta walka nigdy się nie zakończyła, tylko po prostu ma swój dalszy ciąg?

Reklama

Piszę o tym wszystkim, bo zawsze 28 sierpnia pamiętam i wracam myślami do bardzo mi bliskiej, młodziutkiej, niespełna 18-letniej dziewczyny – Danusi Siedzikówny, zamordowanej tego dnia 1946 r. w więzieniu ubeckim w Gdańsku, przy ul. Kurkowej. Padła komenda: „Po wrogach ludu – pal!”. Sanitariuszka „Inka” i „Zagończyk” – Feliks Selmanowicz, żołnierz mjr. Szendzielorza „Łupaszki”, poranieni osunęli się na więzienną posadzkę, ale nadal żyli. Wówczas dowódca plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszek Sawicki podszedł i z odległości pół metra strzelił w głowy dziewczyny i żołnierza – dobił bohaterów. Zdążyli jeszcze zawołać: „Niech żyje Polska!”, „Niech żyje major Łupaszka!”. „Inka” była sanitariuszką w V Wileńskiej Brygadzie AK, na czele której stał mjr Zygmunt Szendzielorz „Łupaszka”, wspaniały dowódca i żołnierz wielu zwycięskich bitew. Po wojnie aresztowany, torturowany i zamordowany, ze swoim Krzyżem Virtuti Militari, przez wrogów narodu polskiego. Dzisiaj musimy odkrywać prawdę o tamtych niezłomnych ludziach, znać ich życiorysy, aby nie ulegać opiniom ferowanym przez różne media. Ich bohaterskie śmierci nie mogą iść na marne. Rodzice Danusi Siedzikówny zginęli z rąk dwóch oprawców, którzy nie po raz pierwszy i nie ostatni podali sobie ręce w pakcie Ribbentrop-Mołotow. Danusia i jej dwie młodsze siostry zostały pod opieką babci, dlatego w grypsie z więzienia aresztowana „Inka” napisała: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Bita, upokarzana, skazana na śmierć, nikogo nie wydała, nie prosiła Bieruta o łaskę, nie poszła na współpracę – oddała swoje młode życie za Polskę. Pozostała wierna przysiędze złożonej w wieku 15 lat, gdy wstępowała do Armii Krajowej. Musimy o tamtych młodych Polakach mówić i pisać prawdę, bez niedomówień i dywagacji nad sensem ich walki, z pochyloną głową i dziękczynieniem za nieugiętość i odwagę, za życia oddane nam, przyszłym pokoleniom. Musimy również znać i wymieniać nazwiska ich oprawców. Śledztwo Danusi Siedzikówny „Inki” prowadził szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku Jan Wołkow i kierownik Józef Bik, który potem wielokrotnie zmieniał nazwisko, a w 1968 r. wyjechał do Izraela i poprosił o zaświadczenie, że pracował w UB, aby tam dostać wyższą emeryturę! Ktoś powie: To niepojęte, niesamowite! Dlatego trzeba mieć wiedzę, by nie popełniać błędów, a swoimi nierozumnymi opiniami, poglądami, wyborami nie szkodzić Polsce, bo – jak widać – to wszystko żyje, ma swoje konsekwencje, nie zostało oddzielone grubą kreską, jak niektórzy by chcieli.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież: nie można być chrześcijaninem siejąc wojnę

2020-01-09 17:40

[ TEMATY ]

konflikt

wojna

papież Franciszek

Vatican Media

Papież: nie można być chrześcijaninem siejąc wojnę

Kiedy na świecie jest dziś tyle zarzewi wojny trzeba pamiętać, że prawdziwy pokój sieje się w sercu. Papież Franciszek przypomniał o tym w czasie porannej Mszy w Domu św. Marty. Wskazując drogę budowania pokoju zauważył, że trzeba „trwać w Panu” z miłością, którą rozpoznaje się w małych rzeczach.

Ojciec Święty podkreślił, że nie można być chrześcijaninem siejąc wojnę w rodzinie, domu, czy w miejscu pracy. Modlił się, byśmy potrafili zwyczajnie się kochać, a nie wywoływać konflikty.

Papież: niech Pan nas obdarzy pokojem

„Kiedy mówimy o pokoju zaraz myślimy o wojnach, o tym, by nie było na świecie wojen, by był bezpieczny pokój, to jest obraz, który zawsze nam przychodzi na myśl – pokój, a nie wojna, ale zawsze na zewnątrz: w jakimś kraju, w danej sytuacji – mówił Franciszek na porannej Mszy. – Także w tych dniach, gdy jest wznieconych tak wiele zarzewi wojny, kiedy modlimy się, nasza myśl biegnie do Pana, by obdarzył nas pokojem. Musimy modlić się o pokój na świecie, musimy zawsze mieć przed oczami ten dar Boga, którym jest pokój i prosić o niego dla wszystkich.“

Franciszek zachęcił do zbadania stanu naszych serc, ponieważ diabeł kusi na różne sposoby. „Jeśli nie mamy pokoju w sercu, jak możemy myśleć, że będzie pokój na świecie” – pytał Papież. Wskazał, że tam gdzie jest Pan, tam jest pokój. Stąd drogą budowania pokoju jest trwanie w Panu, a sposobem tego trwania jest miłość, miłość w małych rzeczach.

Papież: wywoływanie wojny jest diabelską pokusą

„Nasz sposób postępowania w rodzinie, dzielnicy, miejscu pracy często jest taki, że siejemy wojnę: zniszczyć drugiego, znieważyć go. To nie jest miłość, to nie jest bezpieczny pokój, o który prosiliśmy – mówił Franciszek. – Jeśli tak postępujemy nie ma w tym Ducha Świętego. A przecież zdarza się to każdemu. Szybko pojawia się reakcja, by potępić drugiego. Niezależnie czy jest się świeckim, księdzem, zakonnicą, biskupem, czy papieżem. To diabelska pokusa, by wywołać wojnę.“

CZYTAJ DALEJ

Magia w reklamie – niewinna zabawa czy niebezpieczna formuła?

2020-01-18 15:57

[ TEMATY ]

reklama

magia

seanmcgrath / Foter.com / CC BY

- Narcyzm jest słowem-kluczem do rozpoznania rzeczywistego sensu wielu reklam. W internetowych kampaniach reklamowych lansuje się dobrą zabawę, a nawet zabawę bez przerwy, czyli czysty hedonizm, jak i zaspokajanie własnych rozbudzonych potrzeb i samouwielbienie – pisze dla KAI dr Klaudia Cymanow-Sosin, z-ca dyrektora Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, specjalista w media relations, komunikacji wizerunkowej i public relations.

Badanie reklam, najbardziej niechcianych komunikatów w mediach, bywa fascynujące. Szczególnie interesującej jest w nich to, co ukryte pod powierzchnią kolorowego obrazka i mniej lub bardziej zgrabnego sloganu. O co tak naprawdę chodzi w komunikacji perswazyjnej? Przecież wiadomo, że nie tylko o produkt.

Reklama zmienia nas w homo magicus

Nie ma wątpliwości, że reklama wywiera na każdego z nas wpływ – czy tego chcemy, czy nie. I nie chodzi o jej oddziaływanie na decyzje zakupowe, ale dalekosiężne skutki. Zmiany, jakie komunikacja perswazyjna poczyniła w ludzkiej mentalności i całej kulturze są niezaprzeczalne. Konsumizm, to tylko widzialny czubek góry lodowej. Zresztą z tego, że lepiej być, niż mieć zdajemy sobie sprawę. Byliśmy o tym niejednokrotnie przestrzegani, by przypomnieć Jana Pawła II, który pisał: „Pragnienie, aby lepiej żyć nie jest czymś złym, ale błędem jest styl życia, który wyżej stawia dążenie do tego, by mieć, aniżeli być, i chce więcej mieć nie po to, aby bardziej być, lecz by doznać w życiu jak najwięcej przyjemności" (Jan Paweł II, Redemptor hominis). Moda na postkonsumpcjonizm – często ten deklaratywny – trwa.

Ci, do których reklama „należy”, to współcześni ideolodzy, którzy – tak jak dawniej pisarze i poeci – pod pozorem atrakcyjnej historii mogą za pomocą „ukłucia podskórnego” wywoływać zaplanowane i oczekiwane reakcje. Obcując z reklamą na co dzień warto zadać sobie pytania: Jak i po co naprawdę tworzona jest reklama? Co powoduje, że jej ulegamy? Czy perswazja dotyczy jedynie produktu, czy też i innych aspektów naszego życia?

We współczesnej reklamie lansowana jest przede wszystkim idea zwyciężania i samowystarczalności, narcyzmu i tzw. selfizmu. To nie może dziwić. Nieco trudniej dostrzec, że z wielkim impetem wkracza do naszej codzienności za pośrednictwem mediów idea… magiczności? Oto kilka przykładów.

W internetowych kampaniach reklamowych lansuje się dobrą zabawę, a nawet zabawę bez przerwy, czyli czysty hedonizm. Po drugie, zaspokajanie własnych rozbudzonych potrzeb i samouwielbienie. Narcyzm jest słowem-kluczem do rozpoznania rzeczywistego sensu wielu reklam. Moda na dążenie do sukcesu i bycia najlepszym, zdobywanie laurów, to klasyczne objawy narcyzmu, który nie tylko jest nieobojętny moralnie, ale także jest po prostu chorobą. Magiczność, która od kilku co najmniej lat zadomowiła się w reklamie, nie jest już tak łatwa do uchwycenia.

Aby uświadomić sobie skalę i siłę oddziaływania tego zjawiska warto posłużyć się liczbami. Tylko jedna reklama, która przypominała, że zbliżają się święta, zanotowała ponad 4,5 miliona odtworzeń na swoim kanale.

I wcale nie jest wyjątkiem. Dodajmy - reklama oparta na motywie świąt Bożego Narodzenia, które na wskroś ani z białą, ani tym bardziej czarną magią nie powinny się nam kojarzyć. Wydaje się, że istnieje realne niebezpieczeństwo trywializacji symboliki religijnej istotnej dla wyznawców.

W mediach zapanowała moda na tzw. narracje storytellingowe, a więc takie opowiadanie zdarzeń, które w naturalny sposób poruszają w nas emocje, wywołują choćby wzruszenie. Kiedy zatem mamy w rzeczywistości do czynienia z reklamą sklepu internetowego, to w storytellingu będzie wykorzystywany np. motyw talizmanu. To właśnie amulet zawieszany na piersi dziecka, powoduje, że życie staje się lepsze.

Reklama pozornie tylko posługuje np. argumentacją logiczną. W rzeczywistości oddziałuje na nasze emocje. Siła ich oddziaływania na zmysły za pomocą obrazów, dźwięków i słów jest bezsprzeczna. Psychologowie zgodnie twierdzą, iż bez emocji właściwie nie jesteśmy w stanie podjąć decyzji.

Oddziaływanie emocjonalne ma też związek z wartościami, które są dla nas istotne. Do takich z pewnością należy sfera wartości wyższych, czyli metafizyka. Jeszcze w epoce pozytywizmu August Comte zapowiadał, że ludzie będą decydować w oparciu o dowody naukowe, a religia i magia zostaną wyrugowane lub co najmniej zredukowane. Idea ta nie ziściła się jednak do dziś. Magia, czyli wierzenia i czynności oparte na przekonaniu o działaniu sił nadprzyrodzonych wkraczają – co ciekawe – nawet do tych reklam, które istotowo powinny wiązać się z kulturą judeochrześcijańską, do której należmy. Dlaczego?

Dzisiejsze reklamy tworzy się w oparciu o algorytmy. Nie oryginalne pomysł copywrittera, ale właśnie statystyki decydują o wyborze głównego motywu. Magia jest wprowadzana tam, gdzie jest miejsce przynależne religii, bo jest traktowana jako łatwe wytłumaczenie różnych zjawisk przyrody, żywiołów i przez to odniesienie do duchowości (świata idei i wartości).

Jakie są dwa główne powody? Pierwszy, zupełnie niegroźny – sfera magii łączy się ze światem niezwykłości, bo celem twórców reklam jest wytworzenie specyficznego nastroju. Drugi, bardziej złożony – wykorzystywanie i tym samym popularyzacja irracjonalnych sposobów tłumaczeniem zjawisk, stają się niebezpieczne. Wykorzystanie magii powoduje, że reklamowana marka i niesakralny przecież przedmiotu nabiera – pod wpływem takiej właśnie magicznej narracji – cech przedmiotu niezwykłego, wręcz mieszczącego się w sferze tabu.

W „magicznych” reklamach mieszają się motywy religijne oraz świat mocy pozaziemskich – najczęściej w postaci różnych wersji wróżek i magów. Motyw magii jest np. ważnym elementem spotu, opartego na sloganie „Podziel się tym, co masz cennego”, w którym historia miłości do drugiego człowieka jest pokazana przez pryzmat obdarowywania siebie talizmanem, który przecież jest przedmiotem ze sfery magii.

Magiczność z impetem wkracza do mediów pod pozorem magii dla rozrywki. Magiczne są zabawki, posiłki, stroje. Pełne magii są gry komputerowe. Ale wiemy przecież, że nie ma magii dla rozrywki. Kontakt z magią, to zapraszanie złych sił nie tylko wprost, ale także za pomocą znaków, symboli czy gestów. Czy można zniewolić się oglądając reklamy?! Z pewnością nie. Ale fascynacja magią, moda na nią, jest zaproszeniem do schodzenia ze ścieżki światła na bezdroża ciemności. To właśnie od niewinnych flirtów z magią zaczynają się zniewolenia, jak twierdzą egzorcyści. Media zalane są magicznymi obrazkami. Powoli oswajamy się z nimi, przyzwyczajamy i nie kwestionujemy sensu ich lansowania w mediach. Remedium jest świadomość, w tym także świadomość medialna.

Jesteśmy „zanurzeni” w medialnej rzeczywistości i stoi przed nami nowe zadanie. Nauczyć się z nimi obcować i oceniać to, czym media nas karmią. Jest to nie tylko wyzwanie, ale właściwie wymóg naszych czasów. Od kiedy znaczną część dnia spędzamy w Sieci i tam przeniosła się nasza podstawowa aktywność ważne, by po podłączeniu się do internetu, nie odczepić się od prawdziwego świata. Media tworzone są przez ludzi i dla ludzi. Media nie są ani dobre ani złe. Bo dobro i zło nie są przynależne do sfery materii. Media to tylko i aż narzędzia, którymi człowiek posługuje się w sposób mądry lub nieodpowiedzialny. Oby nasz rozsądek uchronił nas od magicznych wpływów. Życie jest piękne i kolorowe także bez białej i czarnej magii.

Klaudia Cymanow-Sosin
Dr Klaudia Cymanow-Sosin, zastępca Dyrektora Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, specjalista w media relations, komunikacji wizerunkowej i public relations. Wydawca, współautorka programów telewizyjnych i radiowych, doradca ds. mediów, autorka książek, (m.in. „Metafory we współczesnej reklamie”), publikacji naukowych i publicystycznych, wiceprzewodnicząca rady programowej Radia Kraków, członek Komisji Medioznawczej PAU. KONTAKT: klaudia.cymanow_sosin@upjp2.edu.pl

CZYTAJ DALEJ

Prymas Polski: służba w miejsce władzy i prestiżu

2020-01-19 15:07

[ TEMATY ]

prymas Polski

prymas

episkopat.pl

O tym, że wolności można używać zarówno dobrze, jak i źle, można przez nią budować, ale można i niszczyć przypomniał Prymas Polski abp Wojciech Polak podczas niedzielnych uroczystości rocznicowych w rodzinnym Gniewkowie.

Metropolita gnieźnieński odprawił w miejscowym kościele pw. św. Mikołaja Mszę św. z okazji 100. rocznicy powrotu Gniewkowa do wolnej Polski. Wspominając tych, którzy się do tego przyczynili zarówno walką powstańczą, jak i zabiegami dyplomatycznymi, powtórzył za Janem Pawłem II, że wolność jest nam dana, ale i zadana i w tym kontekście możemy przez nią budować, ale możemy i niszczyć.

„Kształtować nasze wspólne życie w wolności. Co to konkretnie dziś oznacza?” – pytał Prymas, odpowiadając słowami papieża Franciszka, że oznacza to stawianie niewinności w miejsce podłości, miłości w miejsce siły, pokory w miejsce pychy, służby w miejsce władzy i prestiżu.

„Oznacza to – mówił dalej – stawianie w miejsce dzikiej rywalizacji – współpracę, w miejsce podziałów – jedność, w miejsce kierowania się jedynie własnym interesem i wykorzystywania innych dla siebie – solidarne dzielenie się owocami naszej wspólnej pracy i służbę najbardziej potrzebującym. Oznacza – stwierdził abp Polak – stawienie w miejsce burzenia – wspólne budowanie”. Metropolita gnieźnieński wskazał również, że tylko ofiarując swoje życie za innych można przerwać krąg zła, niewoli i cierpienia.

„Tylko tak dokonuje się prawdziwie wyzwolenie. Tylko tak można odzyskać utraconą wolność. Tylko tak można czynić siebie i innych ludźmi naprawdę wolnymi. W istocie tak właśnie postąpił w Jezusie Chrystusie wobec człowieka sam Bóg” – przypomniał Prymas kończąc homilię modlitwą.

„Baranku Boży, zmartwychwstały Panie, który bierzesz nas siebie winy ludzkości, który bierzesz na siebie nasze winy, przebacz nam i odpuść to wszystko, czym, powodowani naszą pychą i egoizmem, obarczyliśmy już Ciebie i spraw, prosimy, abyśmy tak jak dziś radujemy się wszyscy z odzyskanej sto lat temu wolności i niepodległości, mogli z nadzieją i ufnością kształtować jej oblicze, wespół ze wszystkimi braćmi i siostrami” – prosił na koniec abp Polak.

Gniewkowo, niegdyś siedziba kasztelani i jednego z księstw kujawskich, należy do najstarszych miejscowości na Kujawach. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1185 r. W 1772 r., podczas pierwszego rozbioru Polski, w ramach tzw. okręgu nadnoteckiego, znalazło się w zaborze pruskim. Trwające w latach 1918-1919 Powstanie Wielkopolskie nie dotarło do miasta. Idący od Inowrocławia powstańcy zostali zatrzymani w pobliskiej Wielowsi przez silne zgrupowanie wojsk niemieckich. Niepodległość przyszła do Gniewkowa dopiero 17 stycznia 1920 r. wraz z 4. pułkiem Ułanów Nadwiślańskich, wchodzącym w skład Armii Błękitnej gen. Józefa Hallera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję