Reklama

Siła z siłą

2014-11-04 15:17

Z płk. Andrzejem Kowalskim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 45/2014, str. 36-37

O szpiegach, agentach, nielegałach i graniu zagrożeniem państwa w celach polityczno-propagandowych z płk. Andrzejem Kowalskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - W ostatnich latach opozycja wytykała polskim służbom specjalnym, zwłaszcza kontrwywiadowczym, że kiepsko wywiązują się ze swych zadań. Aż tu nagle wielki sukces: ujęto dwóch rosyjskich szpiegów! Jak Pan ocenia ten sukces?

PŁK ANDRZEJ KOWALSKI: - Tak naprawdę to nie wiem, co tu oceniać. Nie mamy żadnej informacji potwierdzonej przez czynniki rządowe, nie było konferencji prasowej szefa MSW, konferencji premiera, a wypowiedź prokuratora generalnego trudno uznać za wyczerpującą. Szacunek do społeczeństwa i dobrze rozumiany profesjonalizm nakazuje możliwie wyczerpujące informowanie o tego rodzaju zdarzeniach albo milczenie. Niestety, w naszych służbach obowiązuje źle rozumiany profesjonalizm...

- Co to znaczy?

- Polega on na bezustannym i naprawdę nie zawsze koniecznym chowaniu się za tajemnicą państwową. W ten sposób można łatwo ukryć olbrzymią niekompetencję, braki organizacyjne i wszystko przedstawić jako sukces.

- Eksperci generałowie zachwycali się w mediach sprawnością polskich służb...

- Rzeczywiście, starsi generałowie, jeszcze rodem z PRL-u, zaczęli dziwnie chętnie chwalić tę operację. Wypowiadali się zwłaszcza ci, którzy nigdy nie służyli w kontrwywiadzie. I właśnie ten zjednoczony chór pochlebców wydaje się niepokojący.

- Dlaczego?

- Dlatego, że - moim zdaniem - usiłowano wyolbrzymić rolę zatrzymanych szpiegów. Chyba tylko po to, aby na tym tle promować nie tylko służby, ale także siłę i wiarygodność nowego rządu. Nagle podkręcono antyrosyjskość. I co najdziwniejsze, robią to ci, którzy jeszcze nie tak dawno nie dostrzegali żadnych zagrożeń ze strony Rosji... Taka manipulacja informacją i granie zagrożeniem bezpieczeństwa państwa w celach polityczno-propagandowych może sprowadzić prawdziwe zagrożenie.

- W jaki sposób?

- W taki, że dochodzi do przekierowania uwagi albo wręcz do znieczulenia społeczeństwa. W sytuacji poważnego zagrożenia ze strony rosyjskich służb - z jakim w dzisiejszej Polsce niewątpliwie mamy do czynienia - takie upuszczenie powietrza wentylem bezpieczeństwa wydaje się co najmniej bardzo nieroztropne...

- To znaczy?

- Wśród Polaków od dawna narastało przekonanie, że Rosjanie za dużo w Polsce mogą, że ich polityka w Polsce jest bardzo widoczna, że polityka rządu Tuska - której fundamenty tworzył także minister Sikorski - pozwoliła Rosjanom na zbyt wiele. Przeprowadzenie tej akcji kontrwywiadowczej odbieram więc przede wszystkim jako przekłucie balonu społecznych nastrojów. Moim zdaniem, to bardzo niebezpieczny poziom manipulacji, bo odwracający uwagę od istoty i prawdziwych rozmiarów całego zjawiska.

- Czy potrafiłby Pan dziś określić - posługując się swą wiedzą oraz rachunkiem prawdopodobieństwa - jak wielka i jak poważna jest obecność rosyjskiego wywiadu w Polsce?

- Najłatwiej jest policzyć i zidentyfikować funkcjonariuszy wywiadu na etatach dyplomatycznych; według ostrożnych szacunków może ich być ponad dwudziestu. W ciągu kilkuletniej pracy najlepsi z nich nawiążą kilkaset pożytecznych dla siebie kontaktów. A co ciekawe, to nie oni prowadzą najważniejsze operacje... Trudno powiedzieć, ilu jest tych, którzy działają bez powiązania z ambasadą, w przedstawicielstwach handlowych, firmach, spółkach, którzy pracują jako dziennikarze mediów rosyjskich. Wywiad sowiecki, obecnie rosyjski, to wielka machina, która zasysa informacje niczym mocny odkurzacz - z różnych miejsc, w różny sposób, różnymi ssawkami. Może być dosłownie wszędzie. Są i tacy jego funkcjonariusze, którzy wrośli w życie kraju na tyle, że nie rozpoznajemy w nich kogoś obcego.

- Czyli tzw. nielegałowie, których opisuje Pan w swojej książce pt. „Rosyjski sztylet”. Nielegałowie to specyfika, twór i siła rosyjskiego wywiadu?

- To w sowieckiej Rosji w latach 20. po raz pierwszy na tak dużą skalę zastosowano tę formę wywiadu. Obecnie rosyjscy nielegałowie tworzą na świecie sieć wywiadowczą, głównie na wypadek wojny lub zamrożenia stosunków międzypaństwowych; wtedy są aktywowani, przejmują agenturę, zaczynają prowadzić pracę wywiadowczą.

- Czy w Polsce udało się kiedyś namierzyć nielegałów? Czy w ogóle polskie służby mogą mieć jakąś wiedzę na ich temat?

- Wiemy na pewno, że nielegałowie w Polsce działali w latach 80. ubiegłego wieku. I właściwie nic więcej nie można na ten temat powiedzieć. To jest ta kartka w księdze historii polskiego kontrwywiadu, na której jest tylko parę zdań, a po jej odwróceniu już nie wiadomo, co dalej...

- Dlaczego?

- Mamy na ten temat tylko jakieś ślady, strzępy informacji w archiwach IPN; to historycy IPN, przegrzebując zasoby, trafiali na podejrzane osoby. Jednak samo stwierdzenie faktu, że nielegałowie byli w latach 80. kierowani do Polski pochodzi z publikacji Wasilija Mitrochina pt. „Archiwum Mitrochina”; padają w niej konkretne pseudonimy.

- Udało się je bliżej zlokalizować?

- Nasi historycy namierzyli w istniejącej dokumentacji kilka osób, które można by było kojarzyć z tymiż nielegałami. Co dalej? To już jest wielkie milczenie...

- Kiedy w naszej najnowszej historii można było zaobserwować największą aktywność sowieckiego wywiadu?

- Mówi się, że w czasie tzw. Wiosny Solidarności, jednak skłaniałbym się raczej do opinii, że wzmożona aktywność sowieckich służb w Polsce trwała nieprzerwanie przez całą pierwszą połowę lat 80. Oczywiście nie mamy żadnych ścisłych danych na ten temat, a jedynie szacunkowe wyliczenia, które wskazują na obecność w tamtym okresie ok. 100 oficerów wywiadu KGB, jak i GRU - ulokowanych w placówkach dyplomatycznych i jednostkach wojskowych.

- W swojej książce pisze Pan, że tamta nadobecność sowieckiego wywiadu pozwala lepiej zrozumieć pookrągłostołową rzeczywistość. To znaczy, że w jakiś bardzo konkretny sposób mógł on wpływać na kształt przyszłości Polski?

- Tak. Wiele wskazuje na to, że w tamtym właśnie czasie sowiecki wywiad chciał i mógł zbudować bardzo silne przyczółki na przyszłość. Wiązałbym tę wzmożoną obecność wywiadowczą z charakterystycznym dla sowieckich służb myśleniem strategicznym.

- Czy sowieckie służby szkicowały przyszłe scenariusze dla Polski?

- Zapewne. Jeżeli sowieccy planiści rozważali pierestrojkę - a na podstawie różnych przesłanek można przyjąć, że decyzja o niej została podjęta już w 1983 r. - to logiczną konsekwencją tego było wysłanie do państw podległych silnych grup wywiadowczych, które przygotują moment i sposób przeobrażenia tak, aby przypadkiem władza nie wymknęła się z rąk tych, którzy powinni ją utrzymać. A że w Polsce Jaruzelski i Kiszczak nie byli ludźmi, którzy działali obok sowieckiego systemu komunistycznego, lecz byli z nim organicznie związani, to nie tylko sami utrzymali się przy władzy, ale nie ma najmniejszej wątpliwości, że wszystko, co zaproponowali - cały schemat przeobrażenia, także ludzi, których lansowali - musiało być w jakiś sposób dozorowane przez ZSRS. A Sowiety miały wtedy nie tylko miliony ludzi pod bronią - czym mogły straszyć - ale także ponadpięćsettysięczną armię służb specjalnych. Mogły więc całkiem spokojnie zrealizować scenariusz przeobrażeń z minimalizacją strat własnych.

- I uważa Pan, że ówczesne działania sowieckiego wywiadu miały naprawdę istotny wpływ na mechanizmy zmian, które miały w Polsce nastąpić?

- Taka jest logika imperium. Wzmożona obecność wywiadu dawała możliwość czuwania nad tym, by wszystko przebiegało zgodnie z myślą strategiczną sowieckich planistów. Nie sugeruję tu oczywiście, że Okrągły Stół to dzieło KGB! Ale sowieckie służby musiały mieć wpływ na różnego rodzaju strategie, które pojawiły się w działaniach polskich elit, także potem, w latach 90.

- Czy można wysnuć wniosek, że to, co zostało przygotowane przez sowieckie służby w latach 80., także dziś daje o sobie znać?

- Nie mam najmniejszej wątpliwości. Świadczy o tym choćby obecna słabość polskich służb, podczas gdy rosyjskie są niezwykle sprawne... Sowieci dobrze wiedzieli, jak pracować w Polsce w latach 80., a potem w latach 90., kiedy to wciąż mieli bardzo duże oparcie w ludziach wspierających ich od dawna, dobrze też wiedzą, jak pracować teraz, w warunkach kapitalizmu i społeczeństwa otwartego.

- Wpływanie na świadomość społeczeństwa i dezinformacja to dziś często stosowane metody pracy rosyjskiego wywiadu?

- Ta metoda pracy jest szczególnie wydajna, a rosyjskie służby specjalne stosują ją od dziesiątków lat. Pierwsza potężna operacja dezinformacyjna sowieckich służb została przeprowadzona w latach nowej ekonomicznej polityki Lenina, czyli w latach 20. Wtedy to powstał projekt oszukania Zachodu. Obecnie jest dużo prościej: oficerowie wywiadu otrzymują zestaw określonych tez do rozpropagowania, np. przez Internet. W ten sposób obce służby ingerują w wytwarzane przez rządy i społeczeństwa warstwy informacyjne. Chodzi o to, żeby je zaburzać, modyfikować. Głębszym poziomem tego typu działań jest tworzenie tzw. agentury wpływu.

- Jak silne, Pana zdaniem, jest jej obecne działanie w Polsce?

- Z pewnością poprzez media tzw. agenci wpływu dość skutecznie nadają ton pewnym interpretacjom zdarzeń politycznych. Nietrudno sobie wyobrazić, że w Polsce istnieje niejedno bardzo wpływowe środowisko, sterowane (świadomie lub nieświadomie) przez jedną bądź więcej osób, które jest w stanie modelować opinię społeczną. W medialnej wiosce wystarczy, że jeden człowiek „z nazwiskiem” coś gdzieś powie, by uległo to zwielokrotnieniu, by odłożyło się w masowej wyobraźni. Powstaje rzeczywistość oderwana od rzeczywistości. Niestety, zbyt często, z premedytacją kształtowane są postawy niekorzystne dla Polski.

- Na przykład?

- Na przykład takie, że społeczeństwo zaczyna myśleć w kategoriach „nie chce mi się wysilać”, „nie warto walczyć za Polskę” albo że „NATO nas zdradza”, albo też uznaje, iż rozmawianie o polityce nie należy do dobrego tonu...

- W ostatnim czasie szczególnie wielki zamęt powstał wokół NATO. Uważa Pan, że w dużej mierze stało się to za sprawą rosyjskiej agentury wpływu?

- Tak sądzę. Uważam, że nieustająco trwa w tej sprawie gigantyczna rosyjska operacja dezinformacyjna. NATO zostało uczynione przez media w Polsce podmiotem, który ma nas bezwzględnie obronić. Tymczasem w podpisanym przez Polskę traktacie wyraźnie czytamy, że najpierw trzeba mieć własne możliwości obrony, żeby być partnerem w ramach tegoż Paktu. Gdybyśmy przeanalizowali sposób oddziaływania mediów na polskie społeczeństwo w tej tylko sprawie, to z pewnością zidentyfikowalibyśmy działania agentury wpływu.

- Bez przesady można powiedzieć, że rosyjski wywiad należy dziś do najskuteczniejszych w świecie i wszędzie mierzy wysoko. W Rosji w końcu sam sięgnął po najwyższą władzę. Jest teraz potężny jak nigdy dotąd?

- Bez wątpienia, bo nie ma nad nim kontroli politycznej. W okresie zimnej wojny cała sowiecka potęga opierała się na trzech filarach: partii, armii i służbach specjalnych. Po dojściu do władzy ekipy Putina przez chwilę w tej triadzie był biznes. Obecnie jest tylko armia i dawne KGB, czyli siła z siłą. Tak naprawdę mamy do czynienia z czymś wprost niewyobrażalnym. Zachód tego zjawiska nie pojmuje.

* * *

Płk Andrzej Kowalski
Przez ponad 15 lat służył w kontrwywiadzie (Urząd Ochrony Państwa, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego). W latach 2006-07 uczestniczył w likwidacji WSI i tworzeniu nowej służby SKW (był m.in. zastępcą szefa i p.o. szefa SKW). Autor książki „Rosyjski sztylet”, analizującej cele, metody i osiągnięcia sowieckiego i rosyjskiego wywiadu.

Tagi:
wywiad polityka

350-lecie Kalwarii Wileńskiej

2019-06-12 09:02

Leszek Wątróbski
Edycja szczecińsko-kamieńska 24/2019, str. 6-8

Z ks. Rusłanem Wilkielem, proboszczem Kalwarii Wileńskiej, rozmawia Leszek Wątróbski

Leszek Wątróbski

LESZEK WĄTRÓBSKI: – W tym roku przypada okrągły jubileusz Waszej świątyni…

KS. RUSŁAN WILKIEL: – 350-lecie kościoła pw. Odnalezienia Krzyża Świętego (Kalwaria Wileńska) w Wilnie. Pierwszy drewniany kościół w tym miejscu został zbudowany i poświęcony wraz w pierwszymi kaplicami drogi krzyżowej w 1669 r. – w dniu Zesłania Ducha Świętego, które wtedy przypadało 9 czerwca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielona Góra: Dekrety rozdane

2019-06-18 14:10

Katarzyna Krawcewicz

Czerwiec w naszej diecezji od lat jest miesiącem zmian. Księża proboszczowie, wikariusze i neoprezbiterzy otrzymują w tym czasie dekrety. W tym roku to wydarzenie miało miejsce 18 czerwca w domu biskupim w Zielonej Górze. Biskup Tadeusz Lityński wręczył dekrety kilkudziesięciu kapłanom.

Maciej Krawcewicz

Wśród księży, którzy otrzymali dekret, jest ks. Michał Graczyk, który opuszcza naszą diecezję i udaje się do zakonu benedyktynów w Triors we Francji. - To pragnienie kiełkowało we mnie jeszcze w seminarium, ale w pełni odkryłem je już po święceniach. Rozmawiałem o tym z księdzem biskupem, z czasem zacząłem już prosić o zgodę. Rok temu odbyłem dwumiesięczną próbę, a teraz wstępuję do nowicjatu i zaczynam formację – mówi.

Cały artykuł ukaże się w papierowym wydaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zbliża się 450-rocznica Unii Lubelskiej z 1569 r.

2019-06-19 19:57

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

1 lipca przypada 450-rocznica Unii Lubelskiej, jednego z najważniejszych aktów politycznych w historii Europy. Unia tworzyła Rzeczpospolitą Obojga Narodów, składającą się z Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Była wzorcem państwa federacyjnego ze wspólnym Sejmem i Senatem, ale pełną autonomią władz wykonawczych autonomicznych państw z odrębnym wojskiem, skarbem oraz systemami prawnymi. Przez ponad 200 lat Rzeczpospolita była najbardziej demokratycznym państwem Europy, opartym na wieloetnicznym narodzie obywatelskim, formowanym przez szlachtę.

wikipedia
Unia Lubelska (obraz Jana Matejki)

Punktem wyjścia do późniejszej Unii Lubelskiej 1569 r. była unia w Krewie z 1385 r., określająca konsekwencje wynikające dla Polski i Litwy z małżeństwa wielkiego księcia litewskiego Jagiełły i króla Polski Jadwigi, w postaci włączenia Litwy do Polski, czego warunkiem był chrzest Litwy. Nie było wówczas mowy o unii dwóch równorzędnych państw. Jagiełło wraz z członkami swego rodu uważał państwo litewskie za swą rodzinną własność, i stąd inkorporacja Litwy do Polski – w zamian za tytuł królewski – wydawała mu się czymś naturalnym.

W rzeczywistości program ten nigdy nie został zrealizowany, a samodzielne państwo litewskie nie przestało istnieć. Już w 1392 r. w myśl ugody Jagiełły z jego stryjecznym bratem, Witoldem, ten ostatni objął władzę nad Litwą oraz księstwami ruskimi wchodzącymi w skład Wielkiego Księstwa. Ostatecznie zrealizowany został model unii dynastycznej. Jagiellonowie obierani byli na królów Polski, zatrzymując jednocześnie urząd wielkiego księcia Litwy. A paradoksalnie silna i dziedziczna władza Jagiellonów w Wielkim Księstwie Litewskim dawała im także silniejszą pozycję w Polsce, gdzie król liczyć się musiał z rosnącymi prawami szlacheckiego społeczeństwa obywatelskiego.

Na przełomie XV i XVI wieku kształtuje się polski parlament. Izba poselska składa się z przedstawicieli sejmików ziemskich, senat natomiast – z najwyższych dostojników mianowanych przez króla, wojewodów, kasztelanów i biskupów rzymskokatolickich. Król musiał się liczyć z kontrolującym go parlamentem. Jednym z wielkich sukcesów polskiego ruchu szlacheckiego było zapewnienie równych praw wszystkim członkom tego stanu.

Tak silna pozycja szlachty w Polsce była czymś bardzo atrakcyjnym dla bojarstwa litewskiego i ruskiego, dlatego właśnie to środowisko parło ku coraz silniejszym związkom z Polską, wbrew miejscowej magnaterii. Sytuacja na Litwie była taka, że tamtejsi możni zdecydowanie odrzucali możliwość inkorporacji i obawiali się bliższych związków z Polską, a kształtująca się tam szlachta popierała tę ideę.

Kolejnym elementem wzmacniającym dążenia do integracji obu państw było zagrożenie zewnętrzne. Od końca XV wieku silnym zagrożeniem dla Wielkiego Księstwa była Rosja. Drugim zagrożeniem były wojny o Inflanty, o które rywalizowały obok Rosji, Dania i Szwecja. Zatem dla Litwy współdziałanie wojskowe z Polską stało się w XVI stuleciu koniecznością. Podobne koncepcje wysuwał król Zygmunt August, zdecydowany na doprowadzenie do trwałej unii polsko-litewskiej, zdolnej przetrzymać nawet wygaśnięcie jagiellońskiej dynastii.

Za panowania Zygmunta Augusta rosło znaczenia młodej jeszcze szlachty litewskiej. Utworzono sejmiki powiatowe we wszystkich województwach Wielkiego Księstwa oraz zreformowano sądownictwo na korzyść szlachty. W ramy prawne ujął to Drugi Statut Litewski z 1566 r. Potwierdził je Zygmunt August w dokumencie z 1568 roku, a więc dosłownie w przeddzień sejmu zjednoczeniowego w Lublinie.

Sejm Lubelski

Na 23 grudnia 1568 r. Zygmunt August zwołał do Lublina oba sejmy: koronny (polski) oraz litewski, aby ostatecznie rozstrzygnąć sprawę. Obradowały one w zasadzie osobno, zbierały się na wspólnych posiedzeniach tylko dla spraw najważniejszych.

W polskiej izbie przeważała opinia potrzeby włączenia Litwy do Polski, a z kolei ze strony litewskiej większość magnatów, mająca wciąż silne wpływy, była temu przeciwna. Koniecznością stało się szukanie kompromisu. Spierano się m. in. o to, czy obok wspólnego sejmu polsko-litewskiego pozostać miały sejmy osobne – litewski i polski. Strona litewska żądała, by wybór władcy odbywał się na granicy przy odrębnym obwoływaniu osoby króla i wielkiego księcia.

1 marca Litwini opuścili Lublin, zdawało się, że idea unii została pogrzebana. W odpowiedzi na to stany polskie podjęły decyzję włączenia do Królestwa Polskiego Podlasia i Wołynia, obszarów długotrwałego sporu między obu stronami, a w początkach czerwca na wniosek posłów wołyńskich przyłączono do Królestwa Kijowszczyznę i wschodnie Podole (województwo bracławskie). W odpowiedzi na to magnaci litewscy rozważali wręcz wypowiedzenie wojny, natomiast inkorporacje tych województw do polski poparła tamtejsza szlachta. A to dlatego, że otrzymywała natychmiast wszystkie przywileje szlachty polskiej, zachowując oficjalny język ruski i prawo sądowe – czyli Statut Litewski. Szlachta litewsko-ruska parła też zdecydowania ku silniejszej niż dotąd unii międzypaństwowej. W początkach czerwca Litwini wrócili więc do Lublina i szybko doprowadzono do kompromisu. Ostatecznie sejmy: litewski i koronny 1 lipca przyjęły uroczyście akta Unii, a Zygmunt August uczynił to 4 lipca.

Najważniejszą decyzją było powołanie wspólnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. „Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie jest jedno nieróżne i nierozdzielne ciało, a także nieróżna, ale jedna jest wspólna Rzeczpospolita, która się z dwóch państw i narodów w jeden lud i państwo zniosła i spoiła” – czytamy w preambule unijnego aktu. Jednak szczegółowe postanowienia prowadziły nie tyle do stworzenia jednego państwa, ale do federacji Korony i Wielkiego Księstwa. Były to odrębne i równoprawne państwa, ale ściśle z sobą związane.

Fundament Rzeczpospolitej stanowić miał wspólny władca - król Polski i wielki książę Litwy w jednej osobie - wraz z sejmem. Odrzucono ideę odrębnych sejmów koronnych i litewskich, miał to być odtąd senat i sejm Rzeczypospolitej. Jednocześnie Korona i Wielkie Księstwo zachowywały odrębne urzędy centralne: kanclerza, hetmana, wojsko oraz skarb. Tak więc przy jednej władzy ustawodawczej – sejmie – działały dwie odrębne władze wykonawcze: koronna i litewska.

Siłą Unii – jak podkreśla Jerzy Kłoczowski – „było jej oparcie na szlacheckim społeczeństwie obywatelskim obu narodów politycznych: polskiego i litewskiego, które po prostu utożsamiały się z coraz głębiej z Rzeczpospolitą jako ich własnym państwem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem