Reklama

Filantropia – sztuka pomagania

2015-03-12 11:54

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 11/2015, str. 1, 6

Archiwum
Ryszard Borkowski kwestujący na cmentarzu to zwykły widok

Jak to jest, że jedni czują w sobie potrzebę niesienia pomocy, wspierania innych, a inni – i niestety tych jest większość – niekoniecznie? Istnieje przekonanie, że łatwiej podzielić się ubogiemu niż temu, co ma dużo. Na szczęście, Wielki Post wciąż inspiruje do pomagania.

Filantropia (z greckiego philanthropia), to, najprościej mówiąc, działalność osób bądź instytucji, polegająca na bezinteresownym udzielaniu pomocy finansowej lub materialnej potrzebującym. W Polsce często stosowanym zamiennikiem jest społecznikostwo.

Przedsiębiorca

Mieczysława Sasa księża z Buska-Zdroju określają właśnie mianem filantropa i – co może ważniejsze – dobrego, uczciwego człowieka. Mieczysław Sas od ponad 30 lat kieruje znanym w regionie i poza nim Zakładem Metalowo-Kotlarskim SAS. Ten zakład stworzył od postaw, od przysłowiowego własnego garażu i dba o niego, jak o własne dziecko, nie zamykając oczu na potrzeby innych. Wspomagał budowę kościołów (np. św. Brata Alberta w Busku-Zdroju), wspierał szkoły, sierocińce, sportowców, niepełnosprawnych, instytucje kultury. Przy tym bardzo dba o warunki pracy swoich ludzi – co tydzień pracownicy otrzymują czystą zmianę ubrań, te brudne wędrują do pralni, każdy ma do dyspozycji szafkę na swoje rzeczy, niezbędne środki czystości, na stołówce – kawa, herbata, zimne napoje. Jak święta Bożego Narodzenia – to świąteczne paczki dla dzieci pracowników, to wspólny opłatek. W gabinecie Sasa bardzo liczne puchary, dyplomy, posążki od m.in. sekcji bokserskiej, strażaków, szkół, domów kultury, organizacji turystycznych… – Pieniądze są dla ludzi – uważa Sas. – Nie mogą tylko rządzić człowiekiem i kręcić nim jak kukłą, aż zapomni, jakie wartości są w życiu najważniejsze – dodaje.

Reklama

Kresowiakom

Charakterystyczną sylwetkę Ryszarda Borkowskiego, kwestującego na cmentarzach 1 i 2 listopada czy pod kieleckim kościołami, zna bardzo wielu. Pan Ryszard jest niestrudzonym filantropem na rzecz Polaków pozostałych na Wschodzie, na dawnych Kresach. – Korzenie? Nie, to nie jest kwestia korzeni ani rodzinnych związków. Zafascynowałem się historią Kresów, poznałem też ludzi stamtąd: życzliwych, serdecznych, wspaniałych Polaków, ale cierpiących dotkliwą biedę – mówi. To dla nich, nie bacząc na słotę, śnieg, ni na własną chorobę, kwestował, co najmniej 40 razy pod kościołami, niekiedy z pomocą młodzieży szkolnej. – Nawet gdy byłem bardzo chory, udało się uzbierać choćby 300 zł – mówi z dumą. Niewiele? Ale ziarnko do ziarnka…

Świetnie znają go uczestnicy kolonii Caritas z Ukrainy i Białorusi. Zbiera dla nich dary, kupuje pomoce szkolne, słodycze. Podczas swoich akcji zawiera przyjaźnie, poznaje ludzi, niezwykłych – menadżerów bez pieniędzy, organizatorów pomimo wszystko, jak Tadeusz Załucki w Odessie, który organizuje wspaniały festiwal kultury polskiej, o którym mało kto słyszał. Pan Ryszard ma niemałą satysfakcję z tych swoich działań. – Spełniasz zadanie, coś się udaje – to cieszy; dzieci są bardzo wdzięczne, biskup z Grodna Aleksander Kaszkiewicz kilkakrotnie pisał do mnie list z podziękowaniem za pomoc dzieciom z Białorusi – opowiada. Akcje pomocowe rodzą nowe pomysły, kontakty, jak ten z Kieleckim Ochotniczym Szwadronem Kawalerii im. 13 Pułku Ułanów Wileńskich, którego poważną część działalności stanowi pomoc Polakom na Litwie. To także ogromne pole do pracy społecznej dla Ryszarda Borkowskiego. Zazwyczaj pomoc potrzebującym organizuje z ramienia instytucji, których jest członkiem: Uniwersytetu Trzeciego Wieku, Stowarzyszenia Ochrony Dziedzictwa Narodowego, ostatnio związał się ze Stowarzyszeniem Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Zapytany, skąd się w nim bierze determinacja do tego typu pracy społecznej, odpowiada: z potrzeby serca i dzięki łasce Bożej Opatrzności.

Z budżetem, który można podzielić

Jednym z powszechnie znanych rodzimych filantropów jest Henryk Milcarz – prezes Wodociągów Kieleckich, polityk, samorządowiec, poseł na Sejm V i VI kadencji, obecnie radny Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego. Henryk Milcarz ma w sobie gotowość pomagania, którą realizuje bez względu na poglądy, tylko na „uczciwość” i „dobroć”. – Ludzie są dobrzy albo niedobrzy, uczciwi albo nieuczciwi – mówi. Ma też pewną receptę na pomaganie. – Po pierwsze wspieram tych ludzi, środowiska czy organizacje, którym po prostu chce się robić pozytywne rzeczy, którzy mają pasję i przez nią popychają świat do przodu, niekoniecznie na jakichś wielkich odcinkach. Mogą to być małe sprawy, ale dla nich ważne – wyjaśnia.

Drugi obszar, zdaniem Henryka Milcarza, koniecznie wymagający pomocy, to osoby (środowiska) wykluczone, doświadczone, zagubione – nie z ich winy. – Często zaglądam do Domu Opieki w Zgórsku i wychodzę stamtąd pokorny. Odbywam tam także lekcję radości życia, bo mieszkańcy tej placówki, tak bardzo chorzy, potrafią pięknie cieszyć się życiem – uważa Milcarz.

Wspiera także inicjatywy upamiętniające piękne karty historii Polski (to np. pomnik w Kajetanowie, odbudowa kapliczki w Samsonowie, sztandary dla szkół), a także renowację czy wyposażenie kościołów (ławki, konfesjonały, elektryczne napędy dzwonów czy m.in. renowację posadzki w kieleckiej bazylice). Nie kłóci się w nim z tą działalnością przynależność do SLD, choć coś tam może nie podobać się kolegom partyjnym. – Kościół to Dom Boży, ale i wspólnota ludzi wierzących, którzy mają prawo do dobrych warunków modlitwy. Sam jestem osobą wierzącą – mówi Milcarz. Uważa, że szkołę pomagania i wrażliwości przeszedł w domu rodzinnym. Był to dom wielopokoleniowy, otwarty, pełen ludzi, przyjaciół, rodzeństwa. – Szczególnie w Wielkim Poście pojawiało się sporo tzw. dziadów proszalnych, a tata przyjmował do domu każdego. Przykład takiej postawy, altruizmu mojego taty, wciąż mi towarzyszy – opowiada.

Przyjemnie jest dawać

Do nadleśniczego Romana Wróblewskiego, szefa Nadleśnictwa Chmielnik różne instytucje powszechnie zwracają się z prośbą o wsparcie, szczególnie te, które organizują pożyteczne zajęcia dla dzieci i młodzieży szkolnej. Wiedzą, że nie odmówi, no chyba że wyczerpały się zasoby. – Żaden tam ze mnie filantrop, mamy przecież fundusze na cele użyteczne społecznie, przeznaczone przez Dyrekcję Lasów Państwowych – wyjaśnia. Ale jego rola polega na dostrzeganiu tych istotnych potrzeb i dzielenie i jeszcze raz rozdzielenie funduszy tak, aby starczyło. Na co? Na parafialno-gminną inicjatywę pn. Święto Polskiej Niezapominajki, na szkolne czy biblioteczne konkursy, na wycieczki dla dzieci. – Dzieci z wiosek bardzo słabo znają atrakcje i uroki Kielecczyzny, rodziców nie zawsze na to stać – mówi. A poza tym, przyjemniej dawać, jak brać...

Caritas liderem filantropii

Filantropią zajmują się tak osoby prywatne, jak i organizacje pozarządowe, stowarzyszenia, fundacje, a wśród liderów w działalności filantropijnej pozostaje na pewno Caritas. Ludzie w niej pracujący to w większości osoby zarażone pasją pomagania, od dyrekcji po pracowników magazynów. Za siebie jednak mówią liczby: w diecezji kieleckiej działa ponad 70 placówek dla osób starszych, chorych, niepełnosprawnych, potrzebujących. Szacuje się, że w skali roku z pomocy Caritas korzysta ok. 30 tys. osób.

W ostatnim czasie coraz większą uwagę zaczyna się przykładać do tego, czy udzielana pomoc jest rzeczywiście skuteczna. Zwolennicy tzw. efektywnego altruizmu starają się, aby każda złotówka była wydana możliwie jak najlepiej. Czy za tę samą kwotę pomóc jednej bądź stu osobom, uratować życie bądź jedynie poprawić wzrok – oto dylematy, które należy rozstrzygać.

Za pewien rodzaj filantropii jest także uważany tzw. angel investing, czyli umiarkowane inwestycje finansowe dokonywane np. przez niezależnych biznesmenów, których celem, oprócz zarobku, jest pomoc początkującym przedsiębiorcom.

Tagi:
pomoc

Reklama

Potrzebny milion, by uratować Wojtusia

2019-07-16 11:47

Karolina Mysłek
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 57

– Tato, czy zobaczę Pana Jezusa na żywo?
– Tak, zobaczysz, ale jeszcze nie teraz...
4-letni Wojtuś potrzebuje pomocy. Dzięki naszej pomocy tata będzie mógł dotrzymać obietnicy danej synowi: jeszcze nie teraz...

Archiwum rodzinne
4-letni Wojtuś

Wojtek Duda w maju skończył 4 lata. Jeszcze kilka dni wcześniej żył zwyczajnie – chodził do przedszkola, godzinami bawił się dinozaurami albo samolotami. Dokazywał z młodszym bratem Kubusiem. Podczas rutynowych badań serca na zdjęciu rtg klatki piersiowej ukazał się guz wielkości kurzego jajka. Natychmiastowe skierowanie na oddział onkologii dziecięcej, seria badań, operacja i diagnoza – neuroblastoma, nerwiak zarodkowy, jeden z najczęściej występujących nowotworów wieku dziecięcego. Najbardziej złośliwy i trudny do wyleczenia typ z dodatnim genem N-myc. Z możliwymi przerzutami w trakcie chemioterapii. „Nasze życie przestało istnieć. Wojtka dzieciństwo się skończyło. Ma zaledwie 4 lata, a przeszedł więcej niż niejeden z nas” – pisze pani Agnieszka, mama Wojtka. „A to dopiero początek jego drogi usłanej cierpieniem. Przed Wojtusiem miesiące leczenia: 8 cykli chemioterapii, radioterapia, pobranie komórek macierzystych, autoprzeszczep i na koniec immunoterapia”.

Wyścig z czasem

Wojtek ma 60 proc. szansy na wyleczenie. Jego nadzieją jest terapia w Genui – klinice prowadzonej przez Włoskie Stowarzyszenie Walki z Neuroblastomą O.N.L.U.S., w której pomoc znalazło już niejedno polskie dziecko. – Najlepszy moment wyjazdu do Włoch to czas między 7. a 8. cyklem chemii Wojtusia, czyli pierwszy tydzień sierpnia – tłumaczy nam pani Agnieszka. – Po 8. chemii ma mieć autoprzeszczep. Pobieranie komórek macierzystych, chemia, wszczepianie na nowo komórek macierzystych, żeby organizm mógł się odbudować. I tu już muszą być Włochy.

Jest jedno „ale”: potrzeba prawie miliona złotych. „Cena wyznaczona za życie naszego dziecka jest horrendalna, a leczenie musi być opłacone z góry. Każdy dzień ma ogromne znaczenie. Nie mamy ani chwili do stracenia. Błagamy, pomóżcie ocalić Wojtusia! To nasza jedyna szansa na ratunek” – piszą rodzice Wojtusia na stronie: wojtekduda.pl . – Wojtuś jest wielkim bohaterem. Z płaczem, ale wszystko dzielnie znosi. Da radę przez to przejść, tylko musi mieć szansę. Jako rodzice jesteśmy zobowiązani, żeby zrobić wszystko, by leczył się u najlepszych. To dla nas bezdyskusyjne. Zgromadzona jest już ogromna kwota, ale do zebrania mamy wciąż dla nas niewyobrażalną sumę pieniędzy – mówi pani Agnieszka, podczas gdy jej mąż trwa na posterunku przy synku w katowickiej klinice. I dodaje, zwracając się do darczyńców: – Wizja śmierci naszego dziecka towarzyszy nam każdego dnia. Prosimy o pomoc. Każdy grosz przybliża nas do wygranej. Życie naszego dziecka jest w Waszych rękach. Proszę, pomóżcie nam ocalić Wojtusia!

Trwa wyścig z czasem. Zostały 2 tygodnie, żeby zebrać 630 tys. zł (dane na 15 lipca, kiedy to oddajemy numer do druku). Czy się uda? Ton głosu pani Agnieszki nie pozostawia wątpliwości: – Jak byłam w ciąży, modliłam się Nowenną Pompejańską za moje nienarodzone jeszcze dziecko. Pod koniec było wokół nas bardzo dużo modlitwy, błogosławieństwa. Nic nie wskazywało na to, że poród będzie tak trudny. Wojtuś miał zamartwicę, był reanimowany. Cudem go uratowano. Do swoich 4. urodzin był zupełnie zdrowy. Jestem święcie przekonana, że Bóg chciał Wojtusia. Wierzę, że tak będzie i teraz.

Armia dla Wojtka

Chłopca i jego bliskich wspiera armia ludzi. Modlą się, podtrzymują na duchu, wpłacają pieniądze. Zaangażowali się przyjaciele, znajomi i zupełnie obcy ludzie, których poruszył los Wojtusia. Były nowenna za wstawiennictwem kard. Hlonda, Nowenna Pompejańska, Koronka uwielbienia Boga ze św. Michałem Archaniołem wraz z Chórami Aniołów. Temu ostatniemu jest bardzo oddana mama Wojtka. – Jestem zaskoczona, że Pan Bóg do mnie aż tak wprost przemawia. W trudnych sytuacjach, czasem przerastających moje możliwości, czuję wsparcie św. Michała Archanioła. Kiedy zaczynam uwielbiać Boga za jego przyczyną, otrzymuję łaski. Wiem, że mój syn jest otoczony modlitwą. Dlatego mam pewność, że będzie zdrowy, że uda nam się zebrać pieniądze na jego leczenie. To droga przez mękę usłana cudami – podsumowuje pani Agnieszka. Bądźmy więc i my pomocnikami Boga w uczynieniu kolejnego cudu.

Więcej o Wojtusiu i możliwościach pomocy na: www.wojtekduda.pl .

Wpłaty na leczenie: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa, gm. Bielany, NIP 118-14-28-385, KRS 0000037904, Alior Bank SA 42 2490 0005 0000 4600 7549 3994

WAŻNE! W tytule przelewu należy wpisać: „Wojtek Duda. Numer identyfikacyjny 35897”

Wpłaty zagraniczne: Kod SWIFT (BIC): ALBPPLPW

PL 90 2490 0005 0000 4530 9858 4994 (darowizny w dolarach amerykańskich)

PL 82 2490 0005 0000 4600 7337 4309 (darowizny w euro).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dr Tymoteusz Zych: organizacje LGBT próbują obejść polskie prawo

2019-07-18 17:19

Magdalena Kowalewska-Wojtak

Z dr. Tymoteuszem Zychem, wiceprezesem Instytutu Ordo Iuris, rozmawia Magdalena Kowalewska-Wojtak

Magdalena Kowalewska-Wojtak/Niedziela

Magdalena Kowalewska-Wojtak: Instytut Ordo Iuris przygotował projekt ustawy o ochronie małżeństwa, rodziny, i dobra dziecka. O jego poparcie zwracacie się do ministra sprawiedliwości. Każdy może podpisać tę petycję na stronie www.maszwplyw.pl. Co jest celem proponowanych zmian w prawie?

Dr. Tymoteusz Zych: Podstawowym celem projektu jest powstrzymanie próby obejścia polskiego prawa przez organizacje LGBT. Dawno dostrzegły one, że realizacja ich postulatów w drodze zwykłej demokratycznej procedury zmiany prawa jest niemożliwa. Nie będąc w stanie przeprowadzić ustaw podważających tożsamość rodziny i instytucji małżeństwa drogą parlamentarną, decydują się na drogę sądową poprzez wszczynanie postępowań o charakterze precedensowym. Jest to taktyka małych kroków. W wielu krajach postępowania sądowe doprowadziły do zmiany prawa i do podważenia podstawowych zasad prawa rodzinnego.
W Polsce pretekstem do tego jest tzw. transkrypcja obligatoryjna, czyli nakaz przepisywania aktów stanu cywilnego powstałych za granicą. Od 2015 r. obowiązuje ustawa prawo o aktach stanu cywilnego, przyjęta jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu, na podstawie której istnieje obowiązek transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia, by uzyskać numer PESEL lub dowód osobisty. To posłużyło do wszczęcia szeregu postępowań sądowych, w których skarżono kierowników urzędów stanu cywilnego za odmowę wpisania tych zagranicznych aktów, w których jako rodzice figurowały dwie kobiety albo dwaj mężczyźni.

Znane są konkretne orzeczenia sądów, w efekcie których została otwarta droga do rejestracji w polskich urzędach stanu cywilnego jako rodziców dziecka dwóch kobiet lub dwóch mężczyzn?

W ostatnich miesiącach zapadły wyroki sądów administracyjnych, w tym orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, nakazujące dokonanie transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia, wedle którego rodzicami są dwie kobiety. Wyroki te zapadły pomimo faktu, że zgodnie z polskim prawem dokonanie transkrypcji nie jest dopuszczalne, jeśli jest sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, a jedną z nich jest niewątpliwie wyrażona w art. 18 Konstytucji zasada ochrony i opieki nad małżeństwem jako związkiem kobiety i mężczyzny oraz rodziną.
Jeśli będzie dochodziło do wpisywania takich aktów, w których rodzicami są dwie kobiety lub dwaj mężczyźni, niezgodnie z biologiczną rzeczywistością i polskim porządkiem prawnym, następnym krokiem będzie żądanie, aby takim osobom przysługiwały prawa rodzicielskie. Jest jeszcze drugi scenariusz.
W Polsce nie dochodzi jeszcze do wpisywania relacji jednopłciowych zarejestrowanych za granicą do ksiąg urzędów stanu cywilnego, niemniej jednak wiemy, że już doszło do budzącego wątpliwości precedensu. Wprawdzie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł, że nie można wpisać takiego aktu do polskich ksiąg, ale dodał, że Konstytucja RP nie stoi na przeszkodzie, aby tego dokonać. Instytut Ordo Iuris podkreśla, że jest to sprzeczne z obowiązującą doktryną prawa. Na tym przykładzie widać, że organizacje LGBT próbują różnych ścieżek, żeby obejść polskie prawo. Mamy do czynienia ze sztucznym tworzeniem prawnych problemów na poziomie ustawowym i rozwiązywaniem ich w sposób, który godzi w polski porządek konstytucyjny.

Jak w takim razie można przeciwdziałać podobnym próbom obchodzenia prawa?

Instytut Ordo Iuris przygotował opinię prawną w sprawie niedopuszczalności dokonania transkrypcji zagranicznego aktu stanu cywilnego sprzecznego z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej. Rozsyłamy ją do wszystkich kierowników urzędów stanu cywilnego w Polsce. Interweniujemy też przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Wielu aktywistów LGBT zdaje sobie sprawę, że szanse na sukces w postępowaniach przed polskimi sądami są o wiele mniejsze, więc liczą na powodzenie w Strasburgu. Zdają sobie z tego sprawę, że w efekcie orzeczenia Trybunału strasburskiego związki jednopłciowe wprowadziły inne państwa, jak Włochy czy Grecja.
Niezależnie od tego przygotowaliśmy projekt zmian prawnych. Proponujemy w nim usunięcie niekonsekwentnych i błędnie skonstruowanych przepisów wprowadzonych kilka lat temu do polskiego prawa. Projekt przewiduje likwidację transkrypcji obowiązkowej, która nie znajduje żadnego racjonalnego uzasadnienia. Chcemy zlikwidować ten zbędny wymóg oraz dokonać uszczelniających przepisy zmian w ustawach Prawo o aktach stanu cywilnego, Prawo prywatne międzynarodowe oraz w ustawie o cudzoziemcach.
Celem proponowanych zmian jest wzmocnienie prawnej ochrony małżeństwa, rodziny i dobra dziecka. Zmiany w przepisach pozwolą na zablokowanie prób obejścia prawa i podważania bez wiedzy obywateli tożsamości podstawowej instytucji prawa rodzinnego, jaką jest małżeństwo - związek kobiety i mężczyzny. Zwracamy się z petycją do ministra sprawiedliwości o poparcie przygotowanego przez Instytut Ordo Iuris projektu ustawy, który wykluczy dalsze podważanie zasad polskiego prawa rodzinnego. Zmiany zabezpieczą dobro dziecka i uniemożliwią niezgodne z rzeczywistością wpisywanie do aktu urodzenia osób tej samej płci jako rodziców. Zachęcamy do podpisywania petycji na stronie maszwplyw.pl. Liczymy, że spotka się ona z szerokim odzewem społecznym, a sam projekt zostanie szybko podjęty przez rząd.
Petycja oddaje głos polskim obywatelom. Jeśli zmiany prawne zawarte w przedstawionym przez nas projekcie nie zostaną przeprowadzone obywatele mogą dowiedzieć się post factum z mediów o tym, że tożsamość małżeństwa została w naszym kraju podważona bez udziału ich przedstawicieli zasiadających w parlamencie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież dzwonił do matki Vincenta Lamberta

2019-07-19 17:57

pb (KAI/I.Media/vaticannews.va/lifesitenews.com) / Reims

Papież dzwonił do matki Vincenta Lamberta, Viviane, aby udzielić jej wsparcia, kiedy walczyła o życie swego syna. Franciszek się nie dodzwonił, zostawił więc wiadomość. Sprawę ujawniła sama Viviane Lambert w wywiadzie dla portalu LifeSiteNews, opublikowanym 18 lipca.

peddhapati / Foter.com / CC BY

Pośrednikiem między papieżem a matką Lamberta był arcybiskup Lyonu kard. Philippe Barbarin. To on poinformował Viviane Lambert, że widział się z papieżem i że poprosił Franciszka o skontaktowanie się z nią.

- Powiedział, żebym przejrzała ostatnie wiadomości [w telefonie]. Nie czytałam wszystkich, bo było ich tak wiele. I rzeczywiście była tam wiadomość po włosku, którą przetłumaczono dla mnie na francuski. Poruszające i bardzo osobiste przesłanie - wyznała Viviane Lambert.

Vincent Lambert po wypadku w 2008 r. był sparaliżowany i żył w stanie minimalnej świadomości. Na wniosek żony i lekarzy, wbrew prośbom rodziców, którzy chcieli go przenieść do ośrodka opieki, francuski wymiar sprawiedliwości wydał zgodę na jego uśmiercenie. Lambert marł 11 lipca, dziewięć dni po tym, jak został odłączony od sztucznego nawodnienia i odżywiania.

Po śmierci 42-letniego mężczyzny papież napisał na swym koncie na Twitterze: „Niech Bóg Ojciec przyjmie w swe objęcia Vicenta Lamberta. Nie budujmy cywilizacji, w której eliminowane są osoby, których życie nie wydaje się nam dość godne, by dalej mogły żyć. Każde życie ma wartość, zawsze”.

Opowiadając o swych przeżyciach w rozmowie z portalem LifeSiteNews Viviane Lambert przyznaje, że wciąż jest w szoku po zbrodni, którą popełniono na jej synu. „Na szczęście – dodaje – zachowałam swoją wiarę, inaczej byłabym nie tylko smutna, ale też zrozpaczona”. Przyznaje, że jest pełna nadziei, cieszy się, że Vincent nie należy już do katów, lecz do Boga. Podobnie jak prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Robert Sarah jest ona przekonana, że jej syn zmarł jako męczennik współczesnego społeczeństwa. Teraz będzie się wstawiał za Francję, która nie zasługuje na taki los – dodaje matka zmarłego 11 lipca mężczyzny.

Ona sama apeluje natomiast o modlitwę w intencji doktora Vincenta Sancheza, który zawyrokował o śmierci jej syna. Przyznaje, że sama próbuje to robić, choć czasem jej serce się buntuje. Podkreśla, że trzeba się modlić, mając na względzie dobro innych pacjentów, a także los tego człowieka po śmierci. Nawrócenia się zdarzają – przypomina Viviane Lambert.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem