Reklama

Niezłomni bohaterowie powracają

2015-03-19 11:26

Krystyna Smerd
Edycja świdnicka 12/2015, str. 8

Ryszard Wyszyński
Bieg Pamięci "Tropem Wilczym"

Biegi Pamięci „Tropem Wilczym”, które odbyły się 1 marca w wielu polskich miastach, przywracają naszej narodowej zbiorowości pamięć o żołnierzach polskiego antykomunistycznego i antysowieckiego podziemia z lat 1945-1963

Ich niezłomna postawa wobec narzuconej Polakom komunistycznej władzy i niezgoda na jej politykę kosztowała ich życie. Drugim wyrokiem wydanym na nich i ich rodziny, którego wykonania komuniści szczególnie pilnowali, miało być zatarcie pamięci o nich.

Przypomnieniu losów tych tych bohaterów służy obchodzony właśnie 1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych oraz Bieg Patriotyczny „Tropem Wilczym” przeprowadzony w całym kraju. Bieg patriotyczny wymyśliła w Fundacja „Wolność i Demokracja”. Spośród bardzo wielu organizowanych w kraju miał też swoją wałbrzyską edycję. Przygotowany został na terenie Parku Sobieskiego ze startem i metą w rejonie Hali Lekkoatletycznej. Sportowa rywalizacja rozpoczęła się o godz. 12. Zorganizowano bieg na dystansie 1963 m, który był biegiem honorowym, oraz bieg na 6 km, oraz osobny bieg dla dzieci. We wszystkich wystartowało łącznie 500 uczestników. Sygnał do biegu honorowego dał Władysław Dziech ps. Muszka, wałbrzyski weteran, jeden z żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Henryka Flamego „Bartka”. Zawodnicy stanęli na starcie w koszulkach z odbitymi na piersi wizerunkami Żołnierzy Wyklętych. Na zakończenie każdy z uczestników biegu otrzymywał pamiątkowy medal, a trzech pierwszych na mecie nagrody. W biegu pamięci ku czci Żołnierzy Wyklętych na dystansie 6 km m.in. pobiegł prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej. W finale biegu jego czołówka ukształtowała się następująco na dystansie 6 km: I miejsce: Alan Dobrowolski z Boguszowa-Gorc, reprezentant Klubu Biegaj – Zapobiegaj, II m. Robert Kubiak z Jedliny-Zdroju, Klub Biegaj w Jedlinie, III m. Piotr Helta z Boguszowa-Gorc Klub Kolarski Superior Wałbrzych. Zwycięzcą biegu honorowego został Kamil Tarnowski z Klub Kolarski Superior Wałbrzych, przed Marcinem Arciszewskim i Bartłomiejem Baczewskim, obaj z Klubu Grupa Biegowa Wałbrzych. – W naszym biegu pamięci liczyło się nie tylko to kto, jakie uzyskał miejsce na miecie, co sam udział w tym wydarzeniu – mówił Rafał Lewandowski ze Stowarzyszenia „Wolność i Demokracja” w Wałbrzychu. Organizatorów ucieszyła i zarazem zaskoczyła bardzo duża liczba uczestników, którzy stanęli na starcie. Uważam, że bieg spełnił swoje zadanie, bo młodzi ludzie bardzo zainteresowali się postaciami z nieznanych dotąd szeroko kart polskiej historii i szczegółowo wypytywali o żołnierzy niezłomnych. W odpowiedzi otrzymywali adresy naszych stron, na których mogą o naszych bohaterach więcej poczytać – informował organizator.

Reklama

Wieczorem Narodowy Dzień Pamięci w Wałbrzychu został uczczony okolicznościową Mszą św. intencji poległych oraz w intencji Ojczyzny odprawioną o godz. 18 w wałbrzyskiej kolegiacie, na której szczególnie licznie reprezentowana była młodzież, a także kibice Górnika Wałbrzych; nie zabrakło również pocztów sztandarowych organizacji kombatanckich i związkowych oraz szkół. Mszy przewodniczył ks. inf. Julian Źrałko i wygłosił podczas niej homilię z patriotycznym przesłaniem. Po Mszy św. jej uczestnicy w tym liczna grupa młodzieży przeszli w szyku pod Pomnik Niepodległości przy ul. Kościelnej, gdzie proboszcz parafii pw. Świętych Aniołów Stróżów odmówił okolicznościową modlitwę i gdzie został uroczyście odczytany Apel Poległych. Na zakończenie przed pomnikiem złożono wiązanki kwiatów i zapalono znicze.

Tagi:
bieg żołnierze wyklęci

Kudowscy Skauci Króla pamiętają o Żołnierzach Wyklętych

2019-04-10 10:28

Marek Zygmunt
Edycja świdnicka 15/2019, str. III

Marek Zygmunt
Złożenie kwiatów przy tablicy poświęconej rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu

Jednym z ośmiu praw Skautów Króla jest to, które mówi: „Skaut Króla jest wierny Bogu, Kościołowi, rodzinie, przyjaciołom, Ojczyźnie”. Członkowie tej organizacji na pytanie, „Kto jest Twoim królem?”, z dumą odpowiadają: „Moim królem jest Jezus Chrystus”. Istnieją od 2015 r., w naszym kraju należy do nich już ok. 650 osób. Ich formacja prowadzona jest tylko w oparciu o chrześcijański system wartości, wypływający z Pisma Świętego, Katechizmu oraz nauczania Kościoła katolickiego. Działają jedynie przy wspólnotach parafialnych.

Na terenie naszej diecezji jedyny szczep Skautów Króla istnieje przy parafii pw. św. Bartłomieja Apostoła w Kudowie-Czermnej. Powstał we wrześniu 2016 r., a dotychczas może poszczycić się wieloma cennymi inicjatywami i osiągnięciami. Należą do nich różne przedsięwzięcia kultywujące pamięć o Żołnierzach Wyklętych. Ostatnio zorganizowali np. Biwak Patriotyczny i po raz drugi Grę Terenową pod nazwą „Zachowali się jak trzeba”.

– W ubiegłym roku dedykowaliśmy ją rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu, a w tym Danucie Siedzikównie „Ince”. Trudno jest być wiernym komuś lub czemuś, kogo się nie zna. Dlatego chcieliśmy w możliwie żywy sposób przekazać ten fragment naszej najnowszej, wcale nie łatwej historii właśnie poprzez grę terenową – powiedział „Niedzieli Świdnickiej” komendant kudowskiego szczepu Jarosław Komorowski.

Prawie 200 uczestników gry, członków szczepów Skautów Króla z kilku miast naszego kraju pokonało 10-kilometrową trasę. Po drodze było 13 stacji, na których ponad 40 aktorów amatorów pomagało im przeżyć część wydarzeń z życia „Inki” i innych żołnierzy niepodległościowego podziemia.

Dzień później modlono się w ich intencji podczas Mszy św. koncelebrowanej przez proboszczów kudowskich wspólnot pod przewodnictwem ks. prał. Romualda Brudnowskiego. Rozpoczynając Eucharystię, wskazał, że ta uroczystość zaistniała dlatego, ponieważ znaleźli się ludzie spod znaku „Bóg – Honor – Ojczyzna”, którzy „zachowali się jak trzeba”. To niesamowite wyznanie „Inki” przed straceniem z rąk złych ludzi niech stanie się naszym szlachetnym imieniem – „zachowaliśmy się tak jak trzeba” – apelował ks. Brudnowski.

W czasie Eucharystii Ksiądz Prałat poświęcił urnę z ziemią z „Łączki”, przekazaną jednej z kudowskich rodzin przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka, wiceprezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Po Mszy św. złożono ją w asyście Kompanii Honorowej 22. Karpackiego Batalionu Piechoty Górskiej z Kłodzka przy tablicy poświęconej rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu. Wyryto na niej słowa: „Zakopali nas, ale nie wiedzieli, że jesteśmy ziarnem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Vincent Lambert - zwycięstwo życia czy tylko odłożenie wyroku?

2019-05-21 13:44

vaticannews / Paryż (KAI)

Paryski sąd apelacyjny stanął po stronie życia i nakazał lekarzom wznowić odżywianie i nawadnianie Vincenta Lamberta. Nie oznacza to jednak końca batalii o jego życie ani nie zmienia oceny postępowania lekarzy, którzy podjęli decyzję o zagłodzeniu go na śmierć. Rodzice mężczyzny podkreślają, że priorytetową sprawą jest teraz przeniesienie syna do placówki specjalizującej się w tego typu przypadkach, na co wcześniej im nie pozwolono.

Decyzja sądu zapadła po co najmniej 13 godzinach od momentu, gdy lekarze zaprzestali podawania pożywienia i wody 42-letniemu mężczyźnie. Od 2008 r., po wypadku na motorze, jest on sparaliżowany i żyje w stanie minimalnej świadomości lub, jak mówią inni, w stanie wegetatywnym. Postanowienie ogłoszono w czasie manifestacji w obronie życia, która wczoraj wieczorem przeszła głównymi ulicami Paryża pod Pałac Elizejski domagając się „ułaskawienia” Lamberta od wyroku śmierci. Prezydent Macron stwierdził w specjalnym komunikacie, że „decyzja w sprawie zawieszenia tej decyzji nie leży w jego gestii”. Wskazał też, że lekarze zaaplikowali obowiązujące prawo o niestosowaniu uporczywej terapii. Jednak w przypadku Lamberta nie jest to prawdą, ponieważ podawania choremu pożywienia i płynów nie można uznać za taką terapię, a poza tym mężczyzna nie jest wspomagany żadnymi maszynami. Uczestnicy marszu nieśli ze sobą transparent z napisem: „Wartość cywilizacji mierzy się szacunkiem względem najsłabszych”. Donośnie domagano się także „życia dla Lamberta”, zachęcając do modlitwy w jego intencji. Adwokat rodziców mężczyzny, którzy od sześciu lat prowadzą batalię o jego życie, decyzję sądu nazwał „wielkim zwycięstwem”.

Warto jednak pamiętać, że wyrok paryskiego sądu nie jest ostateczny. Wskazuje on jedynie, że mężczyzna ma być nadal karmiony, o co wystąpił oenzetowski komitet Praw Osób Niepełnosprawnych. Nie wyklucza jednak dalszych postanowień w tej sprawie. Jednocześnie na światło dzienne wyszły bulwersujące fakty. Rodziców Lamberta o wszczęciu procedury eutanazyjnej poinformowano mailem. Nie pozwolono im też pożegnać się z synem. Jego brat wyznał, że dzień wcześniej nie wpuszczono go do Vincenta, ponieważ zapomniał dowodu osobistego. W szpitalu w Reims wobec gości zastosowano więzienne procedury i wpuszczano ich do pacjenta jedynie po sprawdzeniu dokumentu tożsamości, nawet jeśli były to osoby znane personelowi.

Dziennik Le Monde ujawnia zarazem, że wielu lekarzy szpitala, w którym hospitalizowany jest mężczyzna, otwarcie nie zgadza się z decyzją doktora Vincenta Sancheza, który jako lekarz prowadzący zdecydował o zakończeniu „terapii” Lamberta. Odwołali się do jego sumienia i przypomnieli, iż dostarczanie pacjentowi pożywienia i płynów nie może być utożsamiane z terapią. Niektórzy pracownicy medyczni szpitala w Reims celowo wzięli w tym tygodniu urlop, by nie być bezpośrednio zaangażowani w zabijanie Lamberta.

W obronie mężczyzny zdecydowanie głos zabrał również arcybiskup Paryża, który zanim został kapłanem przez 21 lat wykonywał zawód lekarza. Abp Michele Aupetit zauważył, że próba zabicia Vincenta Lamberta jest emblematyczna dla społeczeństwa, w którym żyjemy. Wskazał, że to dziś decyduje się przyszłość cywilizacji, w jakiej przyjdzie nam żyć. „Albo uznamy ludzi za funkcjonalne roboty, które można wyrzucić na złom, gdy są już bezużyteczne, albo uznamy, że istota człowieczeństwa bazuje nie na «użyteczności życia», ale na jakości relacji międzyludzkich, w których przejawia się miłość”. Hierarcha przypomniał, że stoimy właśnie przed decydującym wyborem między cywilizacją odrzucenia a cywilizacją miłości. Abp Aupetit wskazał zarazem, że nie warto podążać za eutanazyjnym „postępem” Belgii czy Holandii, gdzie sumienia ludzkie są już totalnie uśpione, a dla rodziców czymś normalnym staje się rozmawianie o eutanazji dzieci. Przypomniał też, że Vincent Lambert nie znajduje się też w fazie terminalnej, nie jest w śpiączce, tylko w stanie minimalnej świadomości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie Franciszkanów po artykule "Gazety Wyborczej"

2019-05-22 07:11

mip / Kraków (KAI)

Przemysław Kowalczyk był uczniem szkoły od września 1989 r. do 24 stycznia 1990 r. - czytamy w nowym oświadczeniu Biura Prasowego Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (Franciszkanów) związanym z publikacją w "Gazecie Wyborczej". Wcześniej wydane oświadczenie zostało poszerzone o nową wiedzę.

BP KEP
Kard. Henryk Gulbinowicz

Publikujemy treść sprostowania:

W związku z artykułem Gazety Wyborczej zatytułowanym „Były uczeń seminarium duchownego oskarżył kardynała Gulbinowicza o molestowanie” wyższy przełożony o. Józefa, byłego rektora Niższego Seminarium Duchownego w Legnicy, natychmiast po otrzymaniu informacji o publikacji w internecie osobiście skontaktował się z o. Józefem. O godz. 12.31 do mediów zostało przesłane następujące oświadczenie:

„Oświadczamy, że z rozmowy wynikają jasno dwie rzeczy:

Po pierwsze, imię i nazwisko Przemysław Kowalczyk nie figuruje w żadnych archiwalnych dokumentach szkoły. Kilku upoważnionych pracowników szkoły kilka razy sprawdzało dzienniki i inne dokumenty i nie odnaleźli takiego nazwiska.

Po drugie, o. Józef nigdy nikogo po nic nie wysyłał do kard. H. Gulbinowicza. Ani uczniów, ani dorosłych”.

Jednak o godz. 16.55 o. Józef zadzwonił do Sekretariatu Prowincji z wiadomością, że odnalazł informację, że Przemysław Kowalczyk był uczniem szkoły od września 1989 r. do 24 stycznia 1990 r. Jednocześnie podtrzymuje wypowiedź, że żaden z jego uczniów nigdy nie był przez niego posyłany do Księdza Kardynała.

Biuro Prasowe Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (Franciszkanów)

***

"Gazeta Wyborcza" opublikowała artykuł, w którym Karol Chum, wrocławski informatyk i autor wierszy, oskarża o molestowanie kardynała Henryka Gulbinowicza, ówczesnego metropolitę wrocławskiego. Miało to mieć miejsce w styczniu 1989 r., gdy Przemysław Kowalczyk (Karol Chum to jego literacki pseudonim) miał 15 lat i był klerykiem Niższego Seminarium Duchownego franciszkanów w Legnicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem