Reklama

Wiadomości

„Ślady aktywności”

Miało być nowe święto. Półtora roku temu „Rzeczpospolita” informowała o planach uhonorowania specjalnego dnia, upamiętniającego wybory z 15 października. Taki pomysł sondowała Agnieszka Buczyńska, ówczesna minister (bez teki) do spraw społeczeństwa obywatelskiego. Dziś o tym pomyśle nikt nawet nie wspomina, pani Buczyńska ministrem być przestała, a od czerwca br. nie jest już nawet w zarządzie swojej partii Polski 2050.

[ TEMATY ]

Moim zdaniem

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dwa lata temu głosowała za kandydaturą współkoalicjanta, Włodzimierza Czarzastego na stanowisko marszałka Sejmu, teraz już zapowiada, że w nadchodzącym głosowaniu (umowa koalicyjna zakłada, że 13 listopada Szymona Hołownię zastąpi w tej funkcji lider Lewicy) nie poprze tego polityka. - Mam bardzo duży problem z przeszłością pana Czarzastego, w związku z jego członkostwem w PZPR – tłumaczy i można by się zastanawiać dlaczego jesienią 2023 roku jakoś to jej nie przeszkadzało.

Nie chodzi mi jednak w tym wstępie o jakąś złośliwość, ale o uświadomienie sobie i czytelnikom jak wiele się zmieniło. Entuzjazm wyborców partii tworzących koalicję 13 grudnia opadł i wielu z nich zastanawia się dlaczego w sumie dwa lata temu oddali tak, a nie inaczej swój głos. Na tę polityczną apatię nakłada się kilka czynników. Brak wizji polityków władzy, buzujące konflikty wewnątrz obozu rządzącego, lenistwo i ciężar niespełnionych obietnic, a po stronie wyborców poczucie zawiedzenia, by nie powiedzieć wyborczego oszustwa. W końcu opadają emocje i zostaje świadomość, że tak naprawdę były tylko one.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Czy to oznacza, że dla opozycji, a konkretnie największej partii opozycyjnej, Prawa i Sprawiedliwości rozpościera się kwiecista droga do powrotu do władzy? Niekoniecznie. To jak w życiu. W relacji duże emocje mogą wpłynąć na podjęcie decyzji, której później się żałuje, ale bez zrozumienia przez stronę odrzuconą co do niej doprowadziło oraz nie tylko chęci, ale realności zmiany – sama niechęć do podjętego w gorących emocjach wyboru, nie wystarczy. Czy dziś opozycja ma realną, mam na myśli nową ofertę dla tych zawiedzionych wyborców koalicji 13 grudnia? Czy próbuje przekonać ich nie tylko do tego, że tamci są źli, szkodzą, czy są zagrożeniem, ale też my się zmieniliśmy? To są pytania kluczowe, które dziś pretendenci do tego, by do władzy wrócić nie tylko powinni sobie zadać, bo to należało zrobić już dawno, ale swoim działaniem dawać pozytywną na to odpowiedź.

Polityczny impas

Na razie władza jest słaba, ale nie widać też, by w sondażach rysowała się wizja stabilnej większości obozie opozycji. Konfederacja stoi trochę po środku i się ogląda, a Prawo i Sprawiedliwość wciąż ma za niskie notowania, by liczyć na samodzielną większość jak w 2015 i 2019 roku. Największą siłą partii Jarosława Kaczyńskiego jest dziś wzrost samoświadomości wyborców jeśli chodzi o ocenę tego co było w Polsce przed i po 15 października, ale to, co dziś przechodzi statystyczny wyborca obozu władzy to jeszcze „tylko” zawód, a nie nienaruszalna, czy choćby stabilna zmiana zdania.

Czy rządzący mają narzędzia do politycznej regeneracji? Oprócz emocji, nic takiego na horyzoncie nie widać, stąd upór w polityce „rozliczeń”, które realnie nie są niczym poważnym (dla najbardziej zatwardziałych sympatyków władzy sprawa miała być prosta: liderów opozycji mieli oglądać za kratkami, nie w Sejmie, czy w mediach), a każda inna aktywność, czy to na polu gospodarczym, czy sferze wymiaru sprawiedliwości wygląda jak taniec w błocie, które wciąga coraz bardziej, a wyjście nie widać. Do tego wszystkiego ciąży największy kamień u nogi, czyli własne obietnice i zobowiązania, które nie zostały dotrzymane.

Reklama

Ten chaos, czy też mówiąc brutalnie polityczne miotanie się widać na każdym kroku. I tak w Piotrkowie Trybunalskim, podczas spotkania z premierem Donaldem Tuskiem, padło pytanie proste, niemal banalne: dlaczego od lat nie było go w Wieluniu – mieście-symbolu niemieckiego terroru, gdzie 1 września 1939 roku spadły pierwsze bomby II wojny światowej? I choć można było odpowiedzieć po ludzku – z empatią, refleksją, nawet skruchą – premier wybrał ścieżkę wykładu o historycznych sporach i różnicach między poszczególnymi miastami o to, kto „był pierwszy”. Ani słowa o Niemcach, ani o ofiarach, a na końcu żarcik, że za rok spróbuje zdążyć, „pani marszałek [to było do Moniki Wielichowskiej] proszę zapisać”. Brzmiało to tak, jakby chciał rozbroić emocje, a wyszło – szczególnie biorąc pod uwagę poruszaną tematykę – co najmniej żałośnie.

Odbijanie

Nieobecność Tuska w Wieluniu jawi się tu jako symboliczny brak – wrażliwości, odpowiedzialności i odwagi, by nazwać rzeczy po imieniu. Tym bardziej, że tego samego dnia, czyli w dniu obchodów rocznicy 1 września prezydent Karol Nawrocki potrafił być i na Westerplatte, i w Wieluniu. Zdołał, bo – jak się wydaje – chciał. A w polityce, jak w życiu, „kto chce – szuka sposobu, kto nie chce – powodu”.

Zresztą, cała ta historia mówi więcej o kondycji rządu niż niejeden sondaż. Im słabszy staje się premier, tym silniej wyrasta prezydent. Nie tylko na polu symboli, lecz także realnej inicjatywy. Nawrocki nie ogranicza się do komentowania – zapowiada projekty ustaw, które z jednej strony są realizacją jego obietnic, a z drugiej mają spełnić obietnice Tuska. To sytuacja paradoksalna: głowa państwa staje się wykonawcą niespełnionych zapowiedzi szefa rządu. A ten w tym czasie lansuje coraz bardziej efemeryczne slogany w rodzaju „śladów aktywności” (to o „przyrzeczeniu”, że w Polsce będzie szybsza kolej).

Reklama

Tyle że ślad aktywności to nie to samo co jej rezultat. Bo jeśli Tusk faktycznie realizowałby swoje „100 ustaw deregulacyjnych”, nie trzeba by tłumaczyć się przed posłami z opóźnień i półprawd. Tymczasem interpelacja Macieja Małeckiego z PiS odsłoniła dość kompromitującą prawdę. W odpowiedzi rządowego sekretarza Jakuba Stefaniaka nie ma ani jednego konkretu, tylko mydlenie oczu o „125 propozycjach” i „68 rządowych projektach”. Tyle że wyborcza obietnica dotyczyła ustaw, nie „propozycji”. A różnica między nimi to mniej więcej tyle, co między szkicem a domem, czy chociażby fundamentami.

To właśnie w takich momentach wychodzi cała bezradność wizerunkowej polityki. Bo można próbować przykrywać brak efektów nowymi hasłami – „nowy początek”, „restart”, „przyspieszenie” – ale bez treści to tylko słowa. Minister Kotula mówi o „nowym otwarciu”, a obywatele mają wrażenie, że wciąż siedzą w tym samym zamkniętym kręgu. Zamiast pracy dla ludzi – kłótnie między ministrami a wiceministrami, zamiast troski o Polskę – obsesyjne spoglądanie na Brukselę i Berlin. Gdy polityka sprowadza się do PR-u, rzeczywistość nie stanie się słodsza – jak herbata, w której ktoś miesza łyżeczką bez cukru.

Niezdany egzamin

Ale najbardziej bolesny test wiarygodności dotyczy spraw zasadniczych: bezpieczeństwa. Premier mówi dziś o „jedności wokół granic” i „pojednaniu”, zapominając, że jeszcze niedawno jego partia głosowała przeciwko wprowadzeniu stanu wyjątkowego i budowie zapory na wschodniej granicy. Wtedy twierdzono, że mur to „pisowski teatr”, a stan wyjątkowy to „przykrywka dla wyprowadzania Polski z Unii”. Dziś ci sami politycy mówią o obronie granic jak o swojej zasłudze. Może to i dobrze, że zrozumieli, ale bez przeprosin – choćby wobec Straży Granicznej i jej byłej rzeczniczki kpt. Anny Michalskiej – taka zmiana brzmi fałszywie.

Bo jak pogodzić hasło „pojednania Polaków” z pamięcią o dzieleniu ich w czasie kryzysu migracyjnego? Jak uwierzyć w szczerość, gdy wczoraj podważano wysiłek obrońców granicy, a dziś stawia się ich w pierwszym szeregu? Kiedyś politycy Platformy i celebryci jechali na granicę walczyć z „bezdusznym rządem”, dziś o tamtej gorączce nikt nie pamięta, a prawo, które im tak przeszkadzało w podejściu do nielegalnego przekraczania granicy – nie zmieniło się ani o milimetr. Ale tę histerię pamięta społeczeństwo, a przynajmniej jego spora część – i coraz trudniej je nabrać. I jakiekolwiek zaklęcia o „śladach aktywności” nic tu nie pomogą.

2025-10-17 18:36

Ocena: +7 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na zakręcie

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Gdy fundamenty demokracji zaczynają się kruszyć, obywatel staje się bezbronny. To nie jest abstrakcyjna przestroga, lecz realne zagrożenie, przed którym dziś stają Polacy.

Nie wszyscy mogą sobie z tego zdawać sprawę, bo systemy demokratyczne mają to do siebie, że są jak duże statki i każdy skręt, czy nawet zawrót wymaga czasu, ale nie można do dwóch dodać dwa i liczyć, że wyjdzie pięć. Można oczywiście dywagować nad skutkami zachodzących zmian, czy są one rzeczywiście zagrożeniem, a może koniecznym kursem? Taka debata nad wycofaniem się z demokracji nawet w systemie demokratycznym jest możliwa, ale musi być szczera i otwarta, żeby cokolwiek obywateli dotknie – było ich świadomą decyzją, a nie nocnym koszmarem, z którego nigdy się nie obudzą.
CZYTAJ DALEJ

Odpust zupełny w Roku Świętego Franciszka

2026-01-12 07:39

[ TEMATY ]

Rok Świętego Franciszka

Vatican Media

Bazylika św. Franciszka w Asyżu

Bazylika św. Franciszka w Asyżu

Penitencjaria Apostolska zgodnie z wolą Papieża Leona XIV wydała dekret o udzieleniu odpustu zupełnego w Roku Świętego Franciszka, tj. od 10 stycznia 2026 do 10 stycznia 2027 roku. Jest to związane z przypadającą w tym roku 800. rocznicą śmierci św. Franciszka. Odpust mogą uzyskać osoby, które spełnią określone warunki.

Jak informuje Penitencjaria Apostolska w komunikacie, Papież Leon XIV postanowił ogłosić okres od 10 stycznia 2026 do 10 stycznia 2027 Rokiem Świętego Franciszka. W tym bowiem roku przypada 800. rocznica śmierci Biedaczyny z Asyżu. Intencją Ojca Świętego jest, aby idąc za przykładem Świętego z Asyżu każdy wierny chrześcijanin stawał się sam wzorem świętości życia i nieustannym świadkiem pokoju.
CZYTAJ DALEJ

Skandal! Dzieci w Kielnie przesłuchiwane ws. krzyża bez rodziców

2026-01-14 17:00

[ TEMATY ]

krzyż

Kielno

Karol Porwich/Niedziela

Prokuratura podjęła sprawę doniesień, zgodnie z którymi w szkole podstawowej w Kielnie miało dojść do wyrzucenia krzyża do kosza przez jedną z nauczycielek. Teraz prawnicy z Ordo Iuris informują, że policja rozpoczęła przesłuchiwać na terenie szkoły uczniów, którzy mieli być świadkami całego zdarzenia bez udziału rodziców. „Absolutnie skandaliczna sytuacja, która nie powinna mieć miejsca” - oceniła działanie policji na antenie Telewizji wPolsce24 adwokat Magdalena Majkowska, dyrektor Centrum Interwencji Procesowej Instytutu Ordo Iuris.

Absolutnie skandaliczna sytuacja, która nie powinna mieć miejsca. Zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego przesłuchanie osoby, która nie ukończyła 15. roku życia w miarę możliwości powinno odbywać się z uczestnictwem przedstawiciela ustawowego lub opiekuna faktycznego, chyba że dobro postępowania stoi temu na przeszkodzie — mówiła mec. Magdalena Majkowska.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję