Reklama

Jak to z szopką było

IRENA ŚWIERDZEWSKA
Edycja warszawska (st.) 52/2000

Długonoga lama - zamiast osiołka - niesie na grzbiecie Maryję. Zwierzę prowadzi św. Józef ubrany w czarne sombrero i różowo-żółto-seledynowe ponczo. Bożonarodzeniowe szopki całego świata zachwycają różnorodnością. Ukazują bogactwo kultur danego kraju i regionu.

Rok 1233. Leśna polana w Greccio, pomiędzy Asyżem a Rzymem rozbrzmiewa gwarem rozmów i głosami zwierząt. Pomiędzy tłumem uwija się zakonnik w łatanym habicie. Święty Franciszek w tym dniu jest reżyserem. Za chwilę rozpocznie się przedstawienie pierwszej szopki bożonarodzeniowej. Biorą w nim udział mieszkańcy okolicy, a także żywe zwierzęta. Jest to przełomowe wydarzenie nie tylko z powodu uzyskania pozwolenia papieża. Po raz pierwszy obchody świąt Bożego Narodzenia wychodzą poza "teren" kościoła. Wielu osobom, a szczególnie tym, którzy nie potrafili czytać, widowisko pomaga poznać historię przyjścia na świat Chrystusa. Św. Franciszek nazwany zostanie później " ojcem szopki".

Skąd wół i osiołek

Trudno wyobrazić sobie czas, kiedy nie świętowano Bożego Narodzenia. Nie było Pasterki, szopki i choinki. Co prawda wiele starożytnych świąt obchodzono według kalendarza juliańskiego 25 grudnia, lecz data wiązała się z dniem przesilenia zimowego i narodzin słońca. Święto Narodzin Chrystusa ustanowiono dopiero w roku 354. Mimo to już wcześniej przedstawienia bożonarodzeniowe umieszczano na przykład... na płytach nagrobnych. Nosiły one w sobie antyczne akcenty, tak jak choćby tablica nagrobna Severy pochodząca z III wieku. Ubrani w krótkie tuniki trzej magowie spieszą z darami do nowo narodzonego Dzieciątka Jezus.

Pierwsze dwa wizerunki Dzieciątka Jezus, pochodzące z 200 r. znaleziono w rzymskich katakumbach. Jeden z nich przedstawia Madonnę w koronie z Dzieciątkiem w ramionach, drugi - adorację Trzech Króli - ikonografię typową dla szopki. Na wielu sarkofagach Jezus przedstawiony jest jako dziecię leżące w żłóbku, a obok Niego pojawiają się osiołek i wół. Te zwierzęta występują w przedstawieniach bożonarodzeniowych począwszy od starożytności, chociaż nie wspomina o nich Ewangelia. Dlaczego? Odpowiedź znaleźć można w księdze Izajasza. Prorok gani Izraelitów, że nie wiedzą kim jest ich Bóg, zaś "wół zna swego pana, a osiołek żłób swego właściciela".

Tam, gdzie narodził się Jezus

W Rzymie warto nawiedzić Bazylikę Santa Maria Maggiore, gdzie znajdują się relikwie z Groty Betlejemskiej. Początkowo świątynia nosiła inną nazwę - Santa Maria Ad Praesepe, od łacińskiej nazwy praesepe - szopka, żłóbek. W krypcie świątyni znaleziono główny ołtarz z wolnostojącymi kamiennymi postaciami. Te figurki wyrzeźbione w 1282 r. przez Arnolfo Di Cambio stają się pierwszymi figurkami bożonarodzeniowymi. Nazywano je również jasełkami. Od tego czasu prawie we wszystkich włoskich kościołach ustawia się naturalnej wielkości figurki z kamienia lub drewna.

Dzięki franciszkanom, dominikanom i klaryskom tradycja szopek zawędrowała do wszystkich krajów Europy. Rozpowszechniła się w Hiszpanii, Portugalii, Prowansji, Szwajcarii, Austrii, Niemczech i Polsce. Przez długi czas nie wychodziła jednak poza mury kościołów i klasztorów. Z czasem szopki zdobyły taką popularność, że oglądający chcieli mieć je bliżej - we własnych domach. Oczywiście wiązało się to ze zmniejszeniem rozmiarów figurek.

Włosi z takim zapałem zabrali się do dzieła, że powstało tam 20 szkół budowania szopek. Bezkonkurencyjną ze względu na bogactwo, staranność wykonywanych postaci i fantazję w tworzeniu scen okazała się szkoła neapolitańska. Dzięki niej prosta szopka św. Franciszka przekształciła się w pełne przepychu przedstawienie zwane presepio. Szopki te stały się pasją bogatych ludzi. Czasem inscenizacja zajmowała nie tylko jeden pokój, ale nawet całe piętro domu.

Święta Bożego Narodzenia to czas odwiedzin. Notable przechadzali się od domu do domu i podziwiali efekt całego przedstawienia. Nikt nie próbował liczyć figur. Jeden z najpokaźniejszych zbiorów figurek był w posiadaniu króla Karola III. Szopkę tworzyło prawie 6 tys. elementów.

W tych szopkach sceny z Bożego Narodzenia znajdowały się na drugim planie. Najważniejsze były sceny związane z przygotowaniem mieszkańców miasta do świąt Bożego Narodzenia i inne obrazujące główne wydarzenia jakie zaszły w ostatnim roku w mieście. Wielkie kolekcje nosiły nazwy od familii właściciela lub miejsca, w którym były prezentowane. Niestety z końcem XIX w. tradycja budowania wielkich inscenizacji nieco podupadła.

Reklama

Z szopką do domu

Przed Świętami w starym Neapolu na ulicy San Gregorio Armeno, obok Placu San Gaetano ustawiają się stragany zastawione tysiącami małych santon. Te figurki z naturalnej gliny dzięki ozdobieniu farbami wpisują się w lokalny koloryt. Na południu kraju prawie każda włoska rodzina posiada kolekcję santon.

W tym samym czasie Francuzi szukają na jarmarku najładniejszych santon ubranych w stroje z epoki czy stroje regionalne. Kupują je jako bożonarodzeniowe upominki dla dzieci. W zimowe wieczory ich pociechy będą zabawiać się godzinami w odgrywanie scen Narodzin Jezusa.

Austriacy i Niemcy przed świętami Bożego Narodzenia całymi rodzinami odwiedzają miejscowe bazary Chriskindlemarket. Przy wtórze muzyki przyjemniejsze staje się szukanie nowych postaci do domowej szopki lub na prezenty dla przyjaciół.

Materiałem do wyrobu staje się właściwie wszystko. Z wypieczonych z ciasta chlebowego twarzy Jezusa i Maryi jako oczy wystają goździki, takie jakich używa się w piernikowej przyprawie. Rodzinę Świętą otacza kolorowa girlanda kwiatów wykonana z barwionego ciasta. Są też szopki wykonane z liści kukurydzy utwardzanych w roztworze soli. Większych umiejętności wymaga wykucie Rodziny Świętej w bryle węgla. Figurka Jezusa zlewa się z płaszczem Matki Bożej. Obok z latarką w ręku klęczy pochylony nad tajemnicą przyjścia Zbawiciela św. Józef. Tę szopkę wykonał niemiecki artysta.

Pomysłów na wykonanie szopki jest właściwe tyle ilu jest wykonawców, chociaż w krajach przyjęły się określone modele. Niemieckie, austriackie i tyrolskie rodziny w okresie świąt Bożego Narodzenia gromadzą się wokół "piramidy". Maleńkie drewniane figurki ustawione są na okręgu, przy którym znajdują się też miejsca na świece. Ogrzane od płomienia powietrze obraca znajdujące się powyżej skrzydełka i figurki zaczynają podróż po okręgu.

Tradycja szopki przyjmuje się nawet w krajach protestanckich, choć nie w takim stopniu jak w katolickich. Szwedzka szopka ze słomy sprowadza się do najważniejszych trzech osób: Maryi, Józefa i Dzieciątka w żłóbku, który przypomina raczej balię do kąpieli dziecka. Jest też gwiazda betlejemska i dwa baranki. Duńska szopka wykonana jest z kolorowo barwionej ceramiki.

Ich przeciwieństwem są wystawne szopki austriackie. Często sceny przedstawiają adorację nowo narodzonego Jezusa. Kilkanaście postaci aniołów o subtelnych rysach tonie w ukłonach. Jasne loki spływają na ramiona okryte srebrzonymi szatami. Inne anioły wdzięcznie układają woskowe palce na strunach harfy. Typowe dla Austrii jest też przedstawienie Dzieciątka Jezus - figurka z woskową twarzą ledwie wynurza się z bogato zdobionego becika.

Szopka holenderska stylizowana jest na wzór wnętrza XIX-wiecznego niderlandzkiego domostwa. Tylko trzej magowie odróżnieni są strojem orientalnym. Matka Boża uczesana w warkocze ubrana jest w długą kremową sukienkę, jaką nosiły holenderskie kobiety. Świadkami narodzenia są: służący w

pasiastych spodniach i ciężkich drewniakach oraz służąca ze sznurem korali na szyi.

W trójwymiarze

Szczególnym rodzajem szopki są dioramy - przestrzenne trójwymiarowe inscenizacje wydarzeń bożonarodzeniowych. Pozwalają ogarnąć całą głębię sceny biblijnej, zajrzeć na najdalszy plan wydarzenia. Na pierwszym planie uśpionym pasterzom ukazuje się anioł, porażając ich swoją jasnością. Jest głęboka noc, w płonącym ognisku tańczą jak żywe ogniki. Na dalszym planie za zboczem gór, można zaobserwować pasące się owieczki. Inna scena przedstawia Świętą Rodzinę szukającą miejsca dla narodzin Jezusa. Można zajrzeć w sąsiednią uliczkę, gdzie pasterz goni stado owiec, albo na dalszą ze stojącymi przekupkami.

Diorama jest szczególnie pracochłonną formą szopki. Na jej wykonanie potrzeba około 500 godzin. Stelaż wykonany z drewna i steropianu należy pokryć gipsem i papiermasche, czyli masami syntetycznymi. Później ręcznie wyrzeźbić bruk i cegiełki budowli. Malowanie zaczyna się od kolorów jaśniejszych. Diorama przedstawia właściwie wszystkie główne wydarzenia Nowego Testamentu, aż po Zmartwychwstanie Chrystusa, lecz, o dziwo, prezentowana jest tylko w okresie Bożego Narodzenia. Dawniej dioramy osiągały pokaźne rozmiary. Konstrukcja jednej z nich doprowadziła do zawalenia się stropu domu.

Ciemnoskóry Jezus

Szopki są przykładem tradycji, która wraz z misjami chrześcijańskimi zawędrowała na inne kontynenty. Szopkarstwo rozbudowało się szczególnie w

Ameryce Łacińskiej. Sprzyjało temu połączenie tradycji europejskiej z miejscową wzbogaconą wierzeniami. Jak z szopki europejskiej emanuje atmosfera rodzinnego ciepła, tak szopka latynoamerykańska zaskakuje atmosferą barwnego, ludowego festynu. Rodzina Święta nosi na sobie kolorowe stroje, w darach dla Nowonarodzonego złożone są gliniane naczynia. Zamiast osiołków dookoła lamy w kolorowej uprzęży. Inna scena przedstawia nienaturalnie wydłużone postaci magów jadących na słoniu, wielbłądzie i koniu. Styl prezentacji wydłużonych postaci jest typowy dla starej sztuki Peru zwanej kusko.

Szopki afrykańskie wykonuje się przeważnie z ciemnego drewna: hebanu, palisandru albo drewna tekowego. Nie stosuje się zdobienia czy malowania farbami. Grota narodzenia Jezusa to słomiany szałas otaczony zwierzętami z afrykańskiej sawanny. Postaci noszą typowe murzyńskie rysy twarzy.

Do Ameryki Północnej szopka przywędrowała przez Anglię. Misjonarze bardziej zwracali uwagę na szybkie zaszczepienie tradycji budowania szopek niż na wierne odtwarzanie pierwotnego wyglądu postaci ze scen bożonarodzeniowych. Dlatego Maryja przedstawiana jest jako czerwonoskóra Madonna, niosąca na plecach dziecię.

Bożonarodzeniowe szopki przyjmują różnorodne formy. Zaskakują wystrojem, kolorami zależnie od regionu świata. Mają jednak wspólny cel - czynienie bliskiej i zrozumiałej dla wszystkich wieści o narodzinach Zbawiciela.

Wystawę szopek z całego świata można oglądać w warszawskim Muzeum Etnograficznym do 31 stycznia 2001.

Papieski Robin Hood

2019-09-11 09:02

Damian Krawczykowski

Krzysztof Tadej/Niedziela

Wiele lat temu we Włoszech usłyszałem te słowa od różnych osób. Wszyscy byli zachwyceni, że «jest taki ksiądz w Watykanie, który kupuje z własnych pieniędzy jedzenie i rozdaje je biednym koczującym przy placu Świętego Piotra»” – tak dziennikarz TVP Krzysztof Tadej opisuje swój pierwszy kontakt z osobą papieskiego jałmużnika kard. Konrada Krajewskiego.

Kardynał ubogich, jak zwykło się o nim mówić, pojawił się w Watykanie w 1998 r. – po etapie pracy jako wikariusz w dwóch polskich parafiach rozpoczął tam studia z liturgii kościelnej. Następnie był on m.in. ceremoniarzem trzech papieży, a ostatni Franciszek mianował go arcybiskupem oraz papieskim jałmużnikiem (czyli osobą, która w imieniu Ojca Świętego pomaga najuboższym), a w 2018 r. – kardynałem.

„Opisując watykańskich hierarchów, można wyliczać ich tytuły, odznaczenia, doktoraty honoris causa. Dla mnie ciekawsze są krótkie zdania polskiej zakonnicy. Jednej z osób pomagających kardynałowi Krajewskiemu. «Rozdajemy posiłki na dworcach kolejowych. Kiedy ci, co przyszli, kończą jeść, trzeba zrobić porządek. I wtedy on, kardynał, tak ważny hierarcha Watykanu, bierze szmatę i wszystko sprząta»” – to słowa wspomnianego Krzysztofa Tadeja ze wstępu do najnowszej książki kard. Krajewskiego – pt. „Zapach Boga”, której premiera jest zaplanowana na 18 września.

Jej treść stanowi zbiór wypowiedzi, kazań, rozważań i homilii coraz bardziej znanego w Polsce i na świecie „papieskiego Robin Hooda” z Łodzi. Zaskakuje on prostotą, nadzwyczajną trafnością swoich słów oraz ewangeliczną bezkompromisowością. Przykładem niech będzie fragment: „Miłosierdzie jest skandalicznie bezwarunkowe. Po prostu jest. I nie można sobie na nie zasłużyć. Po prostu jest. Kiedy ojciec spotkał swojego syna marnotrawnego, to nie stawiał mu żadnych warunków. Najpierw było miłosierdzie. Miłosierdzie wyprzedza sprawiedliwość. My żądamy najpierw sprawiedliwości, a potem się zobaczy. Bóg działa zupełnie inaczej. W Starym Sączu jest strefa ciszy. Poszedłem tam kiedyś do konfesjonału. Przyszedł człowiek wyspowiadać się po czterdziestu latach. Cały czas myślałem, co by zrobił Jezus. Nic by nie powiedział. Nic by nie zrobił. Nie głosił żadnych nauk. No więc nic nie powiedziałem. Spytał: «A pokuta?». «Nie ma pokuty. Idź i nie grzesz więcej» – odpowiedziałem. Takie jest miłosierdzie. Bez kombinowania. Poszedł, ale przyszedł za pięć minut i spytał: «A może jednak...?»”.

Czytelnik w książce „Zapach Boga” praktycznie na każdym kroku napotyka tego typu dające do myślenia słowa, które pobudzają serce do tego, aby znaną z katechizmów teorię miłości zacząć wcielać w życie. „Zobaczcie, co ciekawego dzieje się po Komunii Świętej. Kapłan daje nam Hostię i mówi: «Ciało Chrystusa». My przyjmujemy Go i natychmiast On bierze nasze ciało, by wyjść z Kościoła. To się nazywa mądrze inkarnacją, to znaczy Jezus potrzebuje naszego ciała, by być obecnym w świecie”. Kardynał Krajewski potrafi z wyczuciem i pokorą wypowiadać słowa, które popierane jego autentycznie ewangelicznym zachowaniem motywują coraz większą liczbę pozytywnie nastawionych do niego wiernych.

Jałmużnik papieski znany jest w Polsce także z pieszych pielgrzymek na Jasną Górę, co roku bowiem w imieniu papieża Franciszka wyrusza w kierunku Częstochowy wraz z tysiącami pątników z Łodzi. Jak powiedział w tegorocznym wywiadzie dla „Niedzieli”: „Jeśli ktoś chce zobaczyć, czym jest Kościół, to wystarczy wyruszyć na pielgrzymkę. Ja pielgrzymką oddycham, a tlen jest nam bardzo potrzebny”.

W okresie kryzysu powołań, spadku liczby praktykujących katolików może częściej warto sięgać po takie przykłady, jak osoba papieskiego jałmużnika – kard. Krajewskiego, który nie wywyższając się z racji piastowanych funkcji, udowadnia, że nie jest z nami jeszcze tak źle. Wystarczy, że – wzorując się na Jezusie, umacniając przykładami takimi, jak jałmużnik papieski – wstaniemy i zaczniemy czynić podobnie.

* * *

Kard. Konrad Krajewski, „Zapach Boga”

Wydawnictwo Znak, 2019.
Oprawa miękka, 320 stron, format: 144 x 205 mm.
Premiera książki 18 września br.
Zamówienia można składać pocztą: Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa; telefonicznie: 34 365 19 17, 34 369 43 00, 34 369 43 52; pocztą elektroniczną: kolportaz@niedziela.pl ; www.ksiegarnia.niedziela.pl .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kambodża: młodzi zafascynowani rodzicami św. Teresy z Lisieux

2019-09-17 18:37

vaticannews.va / Phnom Penh (KAI)

Pomimo ogromnych różnic kulturowych i wielkiego dystansu czasowego małżeństwo świętych Zelii i Ludwika Martin przemówiło do katolików Kambodży z wielką mocą. Rodzice Teresy z Lisieux ukazują piękno i moc rodziny, która ma czas na Boga i stawia Go w centrum swego życia. Zwraca na to uwagę bp Olivier Schmitthaeusler, zwierzchnik Kościoła katolickiego w tym azjatyckim kraju. To właśnie z jego inicjatywy odbyła się tam peregrynacja relikwii małżeństwa Martin.

Karolina Mysłek

Francuski biskup misyjny podkreślił, że Kambodża potrzebuje dziś jasnych wzorców. Rodzina została tam bowiem dogłębnie rozbita przez krwawe rządy komunistycznej dyktatury.

- Rodziny poszukują dziś wzorców. Pamiętajmy, że społeczeństwo Kambodży jest dość młode, ponad 60 proc. mieszkańców to młodzi poniżej 20 roku życia. I oni szukają wzorców, ale nie mogą ich znaleźć u rodziców, którzy doświadczyli dyktatury, żyli w czasach ludobójstwa lub zaraz po nim, kiedy po prostu trzeba było przeżyć, odtworzyć na nowo rodzinę, powracając do wartości religijnych i kulturalnych. Robili, co się dało, z dnia na dzień. Dziś natomiast rodziny są nastawione na wpływy XXI w., kiedy matki muszą pracować, dzieci wychowują się u dziadków – mówi Radiu Watykańskiemu wikariusz apostolski Phnom Penh. – Rodzina Martin ukazuje nam natomiast inny model. Podczas tej peregrynacji staraliśmy się poznawać jej codzienne życie. Rodzina jak wiele innych, a przy tym niezwykła, bo znalazła swe szczęście i moc w miłości Boga. Postawili Boga w centrum swego życia, potrafili przyjąć każde życie, które dał im Pan, z Bogiem stawiali czoła różnym próbom. Myślę, że dla młodych katolików w Kambodży jest to silna zachęta, by założyć rodzinę katolicką, która żyje z Panem i Go kocha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem