Reklama

Wioska w centrum Bemowa

2015-07-09 11:26

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 28/2015, str. 6-7

Artur Stelmasiak

Warszawa ma dwa radzieckie „dary”. Pierwszy, to siermiężny Pałac Kultury w centrum stolicy, a drugim owocem przyjaźni jest malownicza, drewniana osada w centrum Bemowa

Mowa o Osiedlu Przyjaźń, które zostało tak nazwane na dowód „przyjaźni” polsko-radzieckiej. W tym miejscu za kolczastym drutem powstało niewielkie i samowystarczalne miasteczko dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina. Gdy w 1955 r. dzielni przodownicy pracy z budową się uporali, przekazali osiedle warszawskim studentom. Uzyskano więc podwójny efekt propagandowy – przyjaźni polsko-radzieckiej i robotniczo-inteligenckiej.

W tym roku przypada zarówno 60. rocznica przekazania Pałacu Kultury, jak i oddania Osiedla Przyjaźń w ręce studentów. – Jeśli miałbym porównywać te dwie inwestycje, to zdecydowanie bardziej podoba mi się drewniana osada na Bemowie – mówi Michał Grodzki, warszawski radny z Bemowa.

Rzeczywiście, osiedle które znajduje się tuż za bemowskim ratuszem ma swój unikalny klimat. Sprawia wrażenie, jakby w tym miejscu czas się zatrzymał. A drewniana architektura kolorowych domków, jest dokładną przeciwnością tego, co radzieccy „przyjaciele” zafundowali nam w centrum Warszawy.

Reklama

Historia na polu kapusty

Na początku lat 50. krajobraz Jelonek to były głównie pola, na których uprawiano warzywa. Historia wkroczyła z rozmachem na pole kapusty dokładnie w 1952 roku, kiedy osiedlili się tu radzieccy robotnicy. Było zamknięte i strzeżone (ogrodzeniem z drutu kolczastego i monitoring 24 h na dobę przez czujne oko wartowników). Na miejscu zbudowano stołówki, sklepy, klub kultury z biblioteką, salę widowiskową na 700 miejsc i salę dla kółek artystycznych. Było tu kino, poczta, łaźnia, kotłownia oraz obiekty sportowo-rekreacyjne. Wzniesiono domy dwóch rodzajów – podłużne wielorodzinne dla robotników i fińskie domki jednorodzinne dla kadry kierowniczej.

Polscy naukowcy z PAN twierdzili, że Rosjanie wzorcowo zaprojektowali swoje osiedle dla 3,5 tysiąca osób. Przykładem dla Polaków miało się stać także codzienne życie radzieckich budowniczych. Prasa aż do przesady eksploatowała robotników radzieckich, którzy po godzinach ciężkiej pracy nie pili piwa, ale czytali literaturę piękną, kończyli korespondencyjnie studia, grali w szachy, czy też deklamowali Puszkina. Propaganda pomijała natomiast informację o znakomicie zaopatrzonym sklepie, w którym – za pewną prowizję – zaopatrywała się spora grupa okolicznej ludności.

Po wyjeździe robotników osiedle przekazano Ministerstwu Szkolnictwa Wyższego. Powstało tu legendarne miasteczko akademickie, samowystarczalne miasto w mieście, z kinem Dar, klubem Studenckim Karuzela, łaźnią, stołówkami, własną przychodnią i przedszkolem. – Z relacji starszych mieszkańców osiedla dowiedzieliśmy się, że w łaźni były oddzielne dni dla mężczyzn i inne dni dla kobiet. Dopiero później pojawiały się prysznice w akademikach – mówi Jurga Kraużlis, która na „Przyjaźni” mieszka od urodzenia.

W latach 70. i 80. w klubie Karuzela koncertowały największe gwiazdy polskiej estrady z Mieczysławem Foggiem, Marią Koterbską, Marylą Rodowicz, Andrzejem Rosiewiczem, Adolfem Dymszą i Edytą Geppert na czele. Z biegiem lat zmieniał się też krajobraz okolicy. W latach 70. z pól kapusty zaczęły wyrastać bloki z wielkiej płyty. Dziś Bemowo jest 120 tys. dzielnicą, w której centrum znajduje się malownicze, zielone osiedle z drewnianą zabudową.

– W tym miejscu mieszkam od urodzenia. To całe moje życie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przyjedzie spychacz i mój rodzinny dom zrówna z ziemią, aby wybudować tu kolejne betonowe osiedla – mówi Jurga Kraużlis, która razem z innymi wychowankami bemowskiej wioski walczy o jej przetrwanie. Kilka miesięcy temu założyły Inicjatywę Osiedla Przyjaźń. Jej celem jest ochrona i rewitalizacja tego wyjątkowego zakątka stolicy.

Wejdą deweloperzy?

Drewniana wioska pośród zieleni z wąskimi uliczkami jest ulubionym miejscem spacerów dla mieszkańców okolicznych blokowisk. Szczególnie urokliwa jest tzw. część profesorska, w której niegdyś mieszkali radzieccy inżynierowie, a później pracownicy polskich uczelni. Fińskie domki z niewielkimi ogródkami przypominają trochę krajobraz drewnianych wiosek na Białostocczyźnie.

„Przyjaźń” jest doskonałą lokalizacją dla kawiarenek, działalności kulturalnej i rekreacyjno-sportowej. Tu właśnie jest największa sala widowiskowa na Bemowie, ogólnodostępne boisko i korty tenisowe. Dlaczego, to miejsce z roku na rok pustoszeje? – Brak planów na to, co ma się stać z nim w przyszłości. Osiedle ciągle zmienia właścicieli i dzierżawców. Z roku na rok stan techniczny infrastruktury jest coraz gorszy – tłumaczy Kraużlis. Gdy poznaje się historię osiedla ostatnich 20 lat, to można odnieść wrażenie, że brak pomysłów na Przyjaźń może być celowy. Gdy osiedle popadnie w kompletną ruinę, władze będą mogły powiedzieć, że nic nie da się już zrobić. I w ten sposób w ten zielony zakątek wejdą deweloperzy.

„Przyjaźń” szuka przyjaciół

Za kilka lat na Bemowo ma dojechać metro. Gdy wyjdziemy z podziemnej kolejki zobaczymy nowy kościół, ratusz, blokowiska, a kilkaset metrów dalej drewnianą wioskę pośród zieleni. Czy na pewno? – Nie wiemy co się stanie po tym, gdy skończy się w 2018 roku umowa Akademii Pedagogiki Specjalnej ze skarbem państwa. Nie znamy naszej przyszłości i nie wiemy, czy ktoś naszych domów nie sprzeda. Najgorsze jest to, że nikt nie konsultuje z nami planów zagospodarowania miejsca, w którym żyjemy od pokoleń – mówi Kraużlis.

W tej sprawie Michał Grodzki złożył interpelację na ostatniej sesji Rady Warszawy. – Też chciałbym wiedzieć, czy miasto ma jakieś plany. Słyszeliśmy już wiele obietnic, a od lat nic się nie dzieje. Efekt jest taki, że osiedle podpada w ruinę, a jego mieszkańcy cały czas żyją w niepewności – mówi radny PiS.

Broni nie składają także mieszkancy osiedla. Wszystkie stowarzyszenia zwarły szeregi w Inicjatywie Osiedla Przyjaźń. Chcą angażować wszystkich mieszkańców dzielnicy, by znów Przyjaźń stała się modna. Z końcem sierpnia wystartuje tu plenerowa „przyjazna biblioteka”. Będzie można wziąć z niej książkę lub czasopismo, zostawić innym te już przeczytane, a także dowiedzieć się, co ciekawego dzieje się na osiedlu. – Od kilu tygodni szkolimy wolontariuszy-mieszkańców, aby stali się przewodnikami po Przyjaźni – tłumaczy Kraużlis. – Szykujemy się także do 60. urodzin naszego osiedla. Będzie można dojechać do nas spod Pałacu Kultury kultowym autobusem, czerwonym ogórkiem.

* * *

Urodziny Osiedla Przyjaźń

Mieszkańcy zapraszają na 60. urodziny Akademickiego Osiedla Przyjaźń, 19 lipca o godz. 17.
Wyjazd specjalnego autobusu spod PKiN o godz. 16.30

Tagi:
Warszawa wieś

Warszawa: w czwartek kard. Nycz poprowadzi centralną procesję Bożego Ciała

2019-06-18 10:34

lk, archwwa.pl / Warszawa (KAI)

Uroczystą poranną Mszą św. w archikatedrze św. Jana Chrzciciela rozpoczną się w czwartek w Warszawie obchody Bożego Ciała. Eucharystii będzie przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, który bezpośrednio po Mszy św. poprowadzi centralną procesję do czterech ołtarzy.

Stelmasiak Artur

Centralne uroczystości ku czci Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa 20 czerwca w Warszawie rozpoczną się Mszą św. o godz. 10.00 w stołecznej archikatedrze św. Jana Chrzciciela. Eucharystii będzie przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, który po jej zakończeniu poprowadzi centralną procesję eucharystyczną do czterech ołtarzy. Ostatni zostanie wzniesiony przy krzyżu na pl. Piłsudskiego i będzie nawiązywał do I pielgrzymki Jana Pawła II przed 40 laty.

Mottem tegorocznych obchodów Bożego Ciała w Warszawie będzie obietnica Jezusa „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 18, 20). Ołtarze nawiązujące do tego wersetu z Ewangelii według św. Mateusza zaprojektował architekt Stanisław Sołtyk.

Tłem dla wystawienia Najświętszego Sakramentu przy trzech pierwszych stacjach procesji Bożego Ciała będą wielkoformatowe reprodukcje nastaw ołtarzowych z trzech zabytkowych kościołów, przy których zatrzyma się procesja: pobernardyńskiego kościoła św. Anny – obecnie akademickiego, pokarmelickiego kościoła św. Józefa, czyli seminaryjnego i kościoła sióstr wizytek.

– Chodzi o dialog wnętrza i zewnętrza, przeszłości i teraźniejszości, wielkiej sztuki dawnej i nas, którzy wobec niej stajemy – tak wyjaśnia wymowę projektu tegorocznych ołtarzy na Boże Ciało bp Michał Janocha. Podkreśla, że jest to też zachęta: „wejdź, jeśli chcesz zobaczyć piękno”, zarówno w sensie historycznym, dosłownym, jak też głębszym, duchowym.

„Jeśli chcesz poznać istotę Kościoła – mówi bp Janocha – nie możesz patrzeć na niego z zewnątrz, musisz wejść do środka”. Cały kościół, jego wnętrze, nastawa ołtarzowa zostały skonstruowane dla tego maleńkiego kawałka chleba, przed którym klękamy, bo w nim widzimy Ciało Chrystusa” – wyjaśnia biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej, a zarazem ceniony historyk sztuki.

Czwarty ołtarz, przy którym zatrzyma się procesja Bożego Ciała, zostanie utworzony na placu Piłsudskiego, wokół krzyża upamiętniającego I pielgrzymkę Jana Pawła II w 1979 r. Będzie to nawiązanie do najpiękniejszego z papieskich ołtarzy, jakie stanęły w Polsce w czasie wszystkich pielgrzymek – ołtarza z czerwca 1979 roku – podkreśla bp Janocha.

Pierwszy z ołtarzy zbudują studenci z duszpasterstwa akademickiego św. Anny, drugi – rzemieślnicy z Cechu Rzemiosł, trzeci – nadzwyczajni szafarze Komunii Świętej a czwarty – Wojsko Polskie.

Orszak procesyjny przejdzie z archikatedry ul. Świętojańską na Plac Zamkowy, następnie Krakowskim Przedmieściem, ul. Królewską na Plac Piłsudskiego. Najświętszy Sakrament będzie niesiony w zabytkowej monstrancji z bazyliki Świętego Krzyża.

Tradycyjnie przy każdym z czterech ołtarzy czytana będzie Ewangelia, a przy czwartym kard. Nycz wygłosi kazanie. Dla tych, którzy wcześniej nie uczestniczyli we Mszy świętej w katedrze, Msza zostanie odprawiona na pl. Piłsudskiego.

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (Boże Ciało) jest jednym z głównych świąt obchodzonych w Kościele katolickim. Świadomość niezwykłego cudu przemiany konsekrowanego chleba i wina w rzeczywiste Ciało i Krew Chrystusa towarzyszyła wiernym od początku chrześcijaństwa, ale potrzeba było aż dziesięciu wieków zanim zewnętrzne przejawy tego kultu zadomowiły się w Kościele katolickim.

Uroczystość wyrosła na podłożu adoracyjnego kierunku pobożności eucharystycznej rozwijającej się na Zachodzie od przełomu XI i XII w., a obecnie przeżywana jest w czwartek po uroczystości Trójcy Świętej.

Bezpośrednią przyczyną ustanowienia uroczystości były objawienia bł. Julianny z Cornillon. Pod ich wpływem bp Robert ustanowił w 1246 r. święto Bożego Ciała, początkowo dla diecezji Liege. W 1252 r. legat papieski rozszerzył obchodzenie tego święta na Germanię, a papież Urban IV bullą "Transiturus" z 1264 r. ustanowił Boże Ciało świętem obowiązującym w całym Kościele jako "zadośćuczynienie za znieważanie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, błędy heretyków oraz uczczenie pamiątki ustanowienia Najświętszego Sakramentu".

W Polsce jako pierwszy wprowadził to święto bp Nankier w 1320 r. w diecezji krakowskiej, natomiast w Kościele unickim - synod zamojski w 1720 r. W Kościele katolickim w Polsce pod koniec XIV w. święto Bożego Ciała było obchodzone już we wszystkich diecezjach. Było ono zawsze zaliczane do świąt głównych. Od końca XV w. przy okazji tego święta udzielano błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jego kapłaństwo to znak dla Kościoła

2019-05-28 13:07

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 7

Ks. Michał Łos FDP otrzymał święcenia diakonatu i prezbiteratu podczas jednej liturgii na sali oddziału onkologicznego. Nie musiał kłaść się krzyżem podczas uroczystości – jego krzyżem jest szpitalne łóżko

Decyzja o święceniach orionisty została podjęta błyskawicznie, bo jest on śmiertelnie chory. Za kilka tygodni jego stan może się tak pogorszyć, że przyjęcie sakramentu święceń mogłoby być niemożliwe. – Jego największym marzeniem było kapłaństwo. Chciał odprawić choć jedną Mszę św. – mówi Mariusz Talarek, przyjaciel ks. Michała.

Święcenia kapłańskie w szpitalu

30-letni kleryk o chorobie nowotworowej dowiedział się ponad miesiąc temu. Gdy jego stan okazał się bardzo ciężki, władze zgromadzenia złożyły do Ojca Świętego Franciszka prośbę o dyspensę z zapisów konstytucji Zgromadzenia Małego Dzieła Boskiej Opatrzności, a także o uchylenie wymaganego odstępu czasu między święceniami diakonatu i prezbiteratu. – To był kościelny ekspres. Dokumenty zostały złożone w Watykanie w poniedziałek 20 maja, a już w środę 22 maja mieliśmy papieski dokument – powiedział ks. Michał Szczypek, sekretarz polskiej prowincji orionistów.

Księża orioniści nie tracili czasu. W środę dostali papieską dyspensę, następnego dnia zorganizowali w szpitalu uroczystość złożenia wieczystych ślubów zakonnych, a w piątek – liturgię, podczas której biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk udzielił kl. Michałowi święceń diakonatu i prezbiteratu. – Choć nie ma przepisów, które regulują udzielanie tych święceń podczas jednej liturgii, to powołaliśmy się na bardzo jednoznaczny dokument z Watykanu. Papież Franciszek napisał, że udziela wszelkich koniecznych dyspens, aby Michał Łos przyjął święcenia kapłańskie – wyjaśnił ks. Szczypek.

Sala warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów musiała zastąpić prezbiterium świątyni. święcenia odbywały się w obecności księży orionistów, rodziny i znajomych. Michał Łos przyjął sakrament święceń na leżąco. Gdy sprawował swoją upragnioną pierwszą Mszę św., również leżał na szpitalnym łóżku. – Zawierzam Panu Bogu ciebie, Michale, i wszystko, co sakrament święceń w tobie dokona. Proszę Boga, abyś był świadkiem Jego miłości – powiedział bp Solarczyk i dodał: – Największym znakiem miłości Boga jest dar życia. W różny sposób to realizujemy, a ty dzisiaj także niesiesz to orędzie.

Boża determinacja

Ks. Michał Łos w czerwcu br. skończy 31 lat. Jest magistrem teologii. Odbywał właśnie 2-letnie praktyki zakonne w parafii księży orionistów w Kaliszu, które zakończyłby się w przyszłym roku ślubami wieczystymi. Pomagał w parafii i uczył religii w szkole. – Ciężka choroba przerwała jego formację, ale dzięki zaangażowaniu wielu osób i decyzji papieża Franciszka został kapłanem. Jego trudna historia mówi nam, że przepisy są dla ludzi, a nie ludzie dla przepisów – podkreślił ks. Antoni Wita FDP, proboszcz parafii Opatrzności Bożej w Kaliszu. – Michał ze swoimi święceniami, które oglądało tysiące osób, jest jakimś znakiem dla nas wszystkich. Swoim cierpieniem i pragnieniem kapłaństwa dosłownie wszedł w misję Jezusa Chrystusa. Jego postawa ma bardzo mocny wymiar ewangelizacyjny, który może zaowocować w sposób dla nas nieprzewidywalny.

Neoprezbiter jest ciężko chory na raka. Po ludzku jego stan jest tak ciężki, że lekarze praktycznie rozkładają ręce. – W swoim cierpieniu jest bardzo pokorny i ufa Bogu. Z determinacją dziecka Bożego pragnął zostać kapłanem i tak się stało – powiedział Mariusz Talarek. Oby wielu tak bardzo chciało realizować swoje kapłańskie powołanie, jak on tego pragnie.

Ornat z Panamy

Po liturgii święceń i błogosławieństwie bp Solarczyk ukląkł przy łóżku ks. Michała, ucałował ręce kapłana i poprosił go o błogosławieństwo prymicyjne. O błogosławieństwo poprosili neoprezbitera księża orioniści oraz jego rodzina. W prezencie prymicyjnym biskup ofiarował ks. Michałowi swój ornat, w którym odprawiał Mszę św. Posłania na Światowych Dniach Młodzieży w Panamie w 2019 r. – Jest trochę używany – zażartował.

Książa orioniści na całym świecie modlą się o łaskę zdrowia dla ks. Michała. Dziękują wszystkim, którzy towarzyszyli w tej wzruszającej uroczystości za pośrednictwem transmisji w mediach społecznościowych. Śmiertelnie chory neoprezbiter pokazał, że kapłaństwo jest darem i wielkim cudem. – On jest dla nas wszystkich świadkiem wiary. Jest też ważnym symbolem dla polskiego Kościoła w trudnych czasach, gdy nie wszyscy księża z należytym szacunkiem podchodzą do swojego kapłaństwa – podkreślił ks. Szczypek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Eucharystia nas jednoczy

2019-06-20 18:32

Anna Majowicz

Homilia abp Józefa Kupnego metropolity wrocławskiego wygłoszona w Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa we Wrocławiu:

Anna Majowicz
Procesja Bożego Ciała z katedry wrocławskiej

W ostatnich tygodniach miały miejsca smutne i gorszące wydarzenia. Brak szacunku dla Eucharystii. Znieważanie i wyśmiewanie Eucharystii. Chcemy więc Jezusa za to świętokradztwo z całego serca przepraszać, a po zakończeniu Mszy św. idąc w procesji ulicami naszego miasta chcemy dać wyraźne świadectwo naszej wiary w Jego realną obecność pod postacią chleba. Ta obecność jednak nie jest taką samą obecnością, jakiej doświadczamy w kontakcie z drugim człowiekiem. Jezus ukrywa swoją twarz i swój boski majestat pod postacią kawałka białego chleba, dlatego można go zobaczyć wyłącznie oczyma wiary. Rozpoznać pałającym miłością sercem. Ale istnieje również inna forma obecności Jezusa w naszym życiu. Wiąże się ona z przyjmowaniem Jezusa pod postacią chleba i wina. W odczytanym fragmencie Ewangelii Chrystus mówi o tym wprost ,,kto spożywam moje ciało i krew moją pije trwa we mnie, a ja w nim”. Przyjmując Komunię Św. przyjmuję Jezusa. Wchodzę w ten głęboki związek osób, który nazywamy komunią. Jezus jest obecny we mnie. Trwa we mnie. Nie jest na zewnątrz mojej osoby, jest we mnie, w moim sercu i równocześnie ja jestem w nim, czyli w Jezusie. Kiedy go przyjmuję On także mnie przyjmuje, On mnie dopuszcza do wspólnoty ze sobą.

Chrystusowa zapowiedź ustanowienia Eucharystii zawsze spotykała się z niezrozumieniem i protestem słuchaczy. Wiemy z zapisów ewangelicznych, że z tego niezrozumienia rodziły się odejścia. Wielu uczniów opuściło Jezusa kiedy zapowiedział, że da im swoje ciało, jako pokarm na życie wieczne. Jak dramatyczna była to chwila świadczy pytanie, jakie Jezus skierował do swoich najbliższych uczniów, czyli Apostołów: ,,czy i wy chcecie odejść?”. Sytuację uratował Piotr, który w imieniu Apostołów zapewnił mistrza o ich wierze i woli trwania przy Nim.

Dzisiejsza uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa jest dla nas okazją do wyznania wiary w rzeczywistą obecność Jezusa pod postacią chleba. Piękny przykład głębokiej wiary w eucharystyczną obecność Jezusa dał św. Jan Paweł II, kiedy pod koniec swojego życia uczestniczył w Rzymie w procesji Bożego Ciała. Ze względu na swój wiek i chorobę nie mógł już pieszo uczestniczyć w pielgrzymce w tej procesji, dlatego na platformie samochodowej umieszczono monstrancję i klęcznik. Papież nie miał już sił, aby cały czas na klęczącą adorować Najświętszy Sakrament. I było to widoczne dla towarzyszącego mu sekretarza. Dlatego prosił papieża, aby usiadł. Wtedy usłyszał odpowiedź: ,,ale tu jest Jezus”. Tak, pod postacią chleba prawdziwie obecny jest Jezus. Głęboko w to wierzymy i dlatego tak bardzo boli nas publiczne znieważanie i wyśmiewanie Eucharystii. Boli nas atak na wszystko to, co dla nas najświętsze, a co wiąże się z osoba Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelią. Nie ma naszej zgody na profanacje Matki Bożej Częstochowskiej, Królowej Polski, na narzucaniu społeczeństwo ideologii gender, na demoralizacji dzieci i młodzieży, na wyśmiewanie wartości chrześcijańskiej. Mówimy nie dla profanacji i aktów bluźnierstwa do jakich dochodzi podczas marszów środowisk LGBT. Zdecydowane nie mówimy nawoływaniu do nienawiści w stosunku do ludzi wierzących, w tym osób duchownych. Tutaj, we Wrocławiu, gdzie kapłan został ugodzony nożem, poważnie raniony, trzeba o tym wyraźnie powiedzieć. Dość już mowy nienawiści i tworzenia atmosfery, która sprzyja atakom na ludzi wierzących.

Siostry i braci wróćmy jeszcze raz do słów Chrystusa: ,,kto spożywa moje ciało i krew moją pije trwa we mnie, a ja w nim”. Kiedy ja przyjmuje do serca Jezusa, On mnie przyjmuje. Trudno to sobie wyobrazić, bo przecież w naszym ludzkim świecie miłość nie zawsze jest przyjmowania, często jest odrzucana. Tymczasem Chrystusa zapewnia nas o swoim otwarciu na przyjęcia naszej miłości. Ilekroć przyjmujemy Komunię św. pamiętajmy, że nie jest to tylko akt przyjęcia Chrystusa pod postacią chleba, ale także jest wejściem we wspólnotę Boga. W Eucharystii ja przyjmuję Chrystusa, ale także i Jezus mnie przyjmuje. I tutaj muszę odpowiedzieć sobie zgodnie z sumieniem, czy On mnie takim jakim jestem może przyjąć? Może mnie takiego jakim jestem zaakceptować? Może powinienem coś zmienić w moim życiu, coś naprawić, komuś przebaczyć. Może powinienem zaprzestać piętnowania w swoim sercu wrogości albo niechęci wobec bliźnich. Pamiętajmy, że nie reagując na zło, które z różnych powodów, czasami w odpowiedzi na krzywdy jakich doznaliśmy, rodzi się w naszym sercu, pozwalamy, by z czasem ono nami całkowicie zawładnęło. Dlatego tak ważne jest, byśmy ciągle na nowo oczyszczali nasze serca z brudu, grzechu i zła.

Bracia i siostry w dziedzinie moralności musimy stawiać sobie wymagania. Nawet wtedy, kiedy inni nam takich wymagań nie stawiają. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Jezus może nas przyjąć takimi jakimi jesteśmy i czy przypadkiem nie musimy najpierw w sobie coś zmienić. Człowiek, który stoi w prawdzie przed Bogiem i samym sobą nigdy nie powie o sobie, że jest godzien przyjąć Boga do swego serca. Ale to nie może nas powstrzymywać przed wchodzeniem w komunię z Bogiem. Pamiętajmy, że autentyczna postawa Chrześcijanina wyraża się w tym, iż się bardzo stara, czyni co może by nie grzeszyć, ale ma także świadomość, którą wyrażają słowa wypowiadane przez nas w czasie każdej Mszy św. ,,Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Przez Eucharystię, przez komunię Jezus nas uświęca, leczy, podnosi z moralnej nędzy i ubóstwa, przywraca godność dziecka Bożego, dokonuje tego w sposób sakramentalny, w sposób poniekąd widzialny. Oczywiście nie widzimy tajemnicy, która się urzeczywistnia w duszy człowieka, ale widzimy Eucharystię, widzimy ten biały chleb za którym kryje się majestat naszego Boga.

My dzisiaj pełni wiary i miłości chcemy wyjść na ulice naszego miasta i okazać naszą radość obecności Chrystusa pod postacią chleba. Chcemy go prowadzić ulicami miasta, pokazać, jak się zmienia, jak żyjemy, chcemy Go prosić o to, by nam błogosławił i nas jednoczył.

Bracia i siostry Eucharystia od samego początku, od ostatniej wieczerzy stwarzała wspólnoty. I tak było we wszystkich gminach chrześcijańskich i tak jest do dzisiaj. Eucharystia nas jednoczy, tworzy wspólnotę. Czasami słyszy się, że nasze parafie, za mało są wspólnotą, że za dużo anonimowości, za mało się znamy, nie znamy swoich trosk, za mało pomagamy sobie. To dobrze, że czasami czujemy niedosyt, bo to może być impuls do większego zaangażowania w budowanie wspólnoty parafialnej, a potrzeba do tego wielkiej cierpliwości, bo te wspólnoty człowieka z człowiekiem, wspólnoty oparte na miłości bliźniego, miłości społecznej, buduje się codziennym wysiłkiem. Nie porywem emocji, ale siłą woli, siłą ducha.

Jako wspólnota idziemy w procesji zatrzymując się na modlitwę przy czterech ołtarzach. Chcemy w ten sposób publicznie wyrazić naszą radość i wyznać wiarę w prawdziwą obecność Jezusa w Eucharystii. Chcemy go adorować i przepraszać za wszystkie grzechy, bluźnierstwa i znieważania. Ale równocześnie dostrzegając różnicę pomiędzy człowiekiem a złem czynionym przez niego, chcemy pokazać naszą otwartość na każdego i gotowość dzielenia się z każdym skarbem Eucharystii.

Zobacz zdjęcia: Centralne obchody Bożego Ciała we Wrocławiu


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem