Reklama

Niedziela Kielecka

Na misyjny I piątek miesiąca

Jakbym wczoraj wrócił z Afryki

Z ks. Leszkiem Dziwoszem – proboszczem parafii pw. bł. Józefa Pawłowskiego we Włoszczowie i byłym misjonarzem – o żywotności i sile doświadczenia misyjnego rozmawia Agnieszka Dziarmaga

Niedziela kielecka 31/2015, str. 7

[ TEMATY ]

misje

rozmowa

TD

Ks. Leszek Dziwosz przegląda zdjęcia misyjne

Ks. Leszek Dziwosz przegląda zdjęcia
misyjne

AGNIESZKA DZIARMAGA: – Był Ksiądz misjonarzem w Kongu w latach 1991-93, jest Ksiądz autorem książki „Po misyjnych bezdrożach Konga”, wydanej w 2001 r., a od 1999 r. – proboszczem nowej parafii we Włoszczowie, budowanej od podstaw. Czy misyjne doświadczenie okazało się przydatne, czy rzeczywiście misje wrastają w życie i potem są w nim już zawsze obecne?

KS. LESZEK DZIWOSZ: – To jest tak, jakbym wczoraj wrócił z Afryki. Misje to element wciąż świeży i żywy w moim codziennym i kapłańskim życiu. Mówię o misjach podczas bardzo wielu spotkań, i to nie tylko w mojej parafii. Są to np. spotkania z dziećmi podczas Misyjnego Lata z Bogiem w Skorzeszycach czy podczas rekolekcji adwentowych i wielkopostnych. Moja książka o misyjnej posłudze w Kongu miała cztery dodruki, rozprowadziłem kilka tysięcy egzemplarzy, a każdy sprzedany egzemplarz to cegiełka na budowę naszego kościoła. Muszę podkreślić, że dając z siebie na misjach, jeszcze więcej otrzymałem – w sensie budowania mojej osobowości i w dalszym kapłańskim życiu, w istocie posługi. Chodzi mi o spotkania z takim samym, a jednak innym Kościołem Francji i Afryki. To naprawdę bogactwo.

– Czy ten misyjny wątek przewija się także w życiu parafii, której jest Ksiądz proboszczem?

– Oczywiście, pod różnymi względami. Na misjach jest się zdanym na własne siły – i jest się przysłowiowym sterem, żeglarzem, okrętem, a to doświadczenie bardzo przydaje się w tworzeniu parafii i budowie nowego kościoła. Na misjach wszystko jest nowe, zaskakujące, wymagające szybkiej reakcji, od klimatu, przez problemy zdrowotne, po wyzwania ewangelizacji w warunkach, gdzie ludzie nigdy nie słyszeli o Bogu. To wszystko hartuje i przygotowuje do tworzenia parafii także i w Polsce, gdy zaczyna się od kupna pola. Misje uczą odporności. Poza tym od początku istnienia parafii nasi parafinie byli bombardowani różnego rodzaju filmami i prelekcjami z racji tygodni misyjnych, święta Trzech Króli i przy wielu okazjach. Od początku istnieje u nas Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci, które bardzo ładnie pracuje w skali roku, wspomagając także misjonarzy. PDMD zawsze prowadzą osoby świeckie, obecnie Monika Kania. Nasze dzieci uczestniczą w Misyjnym Lecie z Bogiem, były także w tym roku w Warszawie na kongresie misyjnym. Dzieci oraz grupa osób dorosłych podjęły adopcję na odległość i wspierają mieszkańców środkowej Afryki. Raz w roku organizujemy także spotkania z misjonarzem; w tym roku był to ks. Piotr Pochopień – misjonarz z naszej diecezji pracujący w Brazylii. Staramy się wspierać misjonarzy finansowo.

– Opowiadał Ksiądz nieraz o problemach językowych w początkach misji, dopóki nie poznał języka lingala, wspólnego dla plemion afrykańskich.

– No tak, bywały z tym problemy. Misjonarzowi pomaga katechista – miejscowy, ochrzczony, czasami bierzmowany, żyjący w małżeństwie monogamicznym. Służy za tłumacza i emisariusza, nadzoruje budowę kaplic i przygotowanie do sakramentów, choć i tutaj nie wszystko jest przewidywalne, bo nigdy nie wiadomo, w jaki sposób katechista przetłumaczy słowa misjonarza. Mówiłem rzeczy smutne lub doniosłe – oni wybuchali śmiechem, mówiłem krótko – katechista się rozwodził… A przy okazji, dylematów ewangelizacyjnych pojawiało się mnóstwo, choćby sprawa poligamii – powszechna, podbudowana tradycją, nobilitująca. Kto ma więcej żon, ma dużo rąk do pracy, jest po prostu ważniejszy. Trudno to zmienić, podobnie jak i to, że w obliczu ciężkiej choroby nawet katechista biegnie do czarownika.
Ogromną satysfakcję dawała praca z dziećmi, młodzieżą: biblioteka, choćby bardzo skromna dla umiejących czytać, jakaś piłka na misji, wdzięczność i miłość dzieciaków. Ewangelizacja? Jak najbardziej, ale należało zaczynać od podstaw: oduczyć ich, aby np. nie pili z malarycznej kałuży.

Reklama

– A najbardziej żywe, niezatarte wspomnienie z misji?

– Zawsze najczęściej wracam do początków, w tym do pierwszego Bożego Narodzenia w środku dżungli. Wyleciałem do Afryki w październiku, szybko nadszedł Adwent i Boże Narodzenie wśród ludzi, którym nikt nigdy nie mówił o Bogu, którzy nie słyszeli o Jezusie. Pod zadaszeniem z liści palmowych odprawiałam pierwszą Eucharystię, potem zbudowali mi plebanię z gliny, przykrytą liśćmi. Tam spędziłem samotną Wigilię, wspominając nastrój świąt w Polsce, w domu rodzinnym, z ogromną tęsknotą i jednak lekką obawą – bo przecież nie znałem tych ludzi. Gdyby chcieli mnie skrzywdzić, zostałbym tam, 200 km od równika i 2 km od granicy z Kamerunem – na zawsze, jako kolejny zaginiony misjonarz. Z drugiej strony czułem, że to ubogie i samotne Boże Narodzenie jest może bliższe prawdzie o narodzonym Bogu niż bogate święta w cywilizowanych krajach.

* * *

Uderzenie Afryki, czyli misyjny obrazek

1991 r., lądowanie w stolicy Konga. Wszystko jest inaczej niż w książkach i filmach. Niemożliwie gorące i wilgotne powietrze dosłownie zwala z nóg. Lotnisko jest brudne i nędzne, fruwają śmieci, przy odprawie funkcjonariusze dają odczuć białym, że tutaj nie zapomniano im niewolnictwa. Czeka biskup kongijski, a także dwóch białych misjonarzy. Biskup zaprasza na kolację do rodziny afrykańskiej. Podają mięso z małpy (jak to przełknąć?), maniok – więźnie w gardle jak wielka, a mdła, twardawa klucha; saka – saka – coś jak posiekana i skropiona oliwą trawa. Dobrze, że są banany, tylko jak długo można żyć bananami? Pierwsza noc nieprzespana – bo emocje, zaduch, wilgotność, chmura owadów, insektów. Od rana – poznawanie stolicy, ale już niemal za zakrętem kończy się murowane miasto i droga, i elektryczność. Zajrzyjmy więc na targ. Wtedy, po tym targu, straciłem apetyt na kilka dni. Zwierzęta upolowane w dżungli – przeróżne gatunki małp, słonie – zwozi się tutaj całe, z wnętrznościami, skórą i porcjuje na miejscu. Nad targowiskiem unosi się fala smrodu i chmary insektów, obsiadających każdy skrawek tego mięsa. Jak przywyknąć?

2015-07-30 12:36

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Misja czy grzeczność

Ksiądz „robi problemy”, a ja przecież raz już byłem chrzestnym. Co mam teraz zrobić?

Być może w krótkim czasie ktoś na imieninach lub ulicy, a może i w kancelarii parafialnej oznajmi: – Ksiądz „robi problemy”, a ja przecież raz już byłem chrzestnym. Co mam teraz robić? Oczywiście, intuicja podpowiada, że spotykamy się z osobą, która czuje się zagrożona: ksiądz stoi na drodze do realizacji planów jej bądź innych osób.

CZYTAJ DALEJ

Nasza łódź nigdy nie zatonie, dopóki jest w niej Jezus

2023-01-04 10:44

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Adobe Stock

Rozważania do Ewangelii Mk 4, 35-41.

Sobota, 28 stycznia 2023. Św. Tomasza z Akwinu, prezbitera i doktora Kościoła, wsp. obow.

CZYTAJ DALEJ

DR Konga: wizyta papieska ma uleczyć „ciągle krwawiące rany” – nuncjusz

2023-01-29 10:06

[ TEMATY ]

papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

Na kilka dni przed przybyciem Franciszka do Demokratycznej Republiki Konga 31 stycznia nuncjusz apostolski w tym kraju abp Ettore Balestrero podkreślił, że „ta wizyta papieska ma na celu zabliźnienie ciągle krwawiących ran”.

W wywiadzie dla agencji Reutera dyplomata zwrócił uwagę, że „Kongo, które będzie [teraz] witać papieża, nie jest tym samym krajem, który spotkal św. Jan Paweł II podczas swojej wizyty 38 lat temu”. Zaznaczył, iż „ciągle toczą się tu wojny i trwają różne konflkty a (Franciszek) przyleci do Kinszasy, aby pocieszyć tych ludzi i uleczyć ich ciągle krwawiące rany”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję