Reklama

Niedziela Małopolska

Jesteś VIP-em

Pierwszy raz spotkałam go podczas Ekumenicznego Maratonu Biblijnego w Krakowie. Trudno było uwierzyć, że ten pełen energii mężczyzna 8 lat temu przeżył... czołowe zderzenie z tirem. Lekarze robili, co mogli, ale był moment, gdy spodziewali się tylko jednego: śmierci pacjenta. Pan Bóg miał jednak inne plany...

Niedziela małopolska 32/2015, str. 6-7

[ TEMATY ]

zdrowie

świadectwo

Archiwum rodziny Mirochnów

48-letni Jan Mirochna jest od 23 lat mężem Beaty. Mają czworo dzieci: Madzię, Karolinkę, Dawida oraz Izę. Wraz z żoną należy do katolickiej wspólnoty Chemin Neuf: – Wspieramy ją, m.in. współorganizując sesje dla małżeństw, by zbliżały się do siebie i Pana Boga. Udzielamy się także w rodzinnej, podkrakowskiej Stróży, w Klubie św. Maksymiliana przy parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski – opowiada pan Jan.

Od wielu lat pracuje jako handlowiec. Jest też radnym trzeciej kadencji gminy Pcim. Jego żona zatrudniona jest jako asystent rodziny w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Myślenicach. Wracając do wydarzeń sprzed lat, mój rozmówca wyjaśnia: – Byłem mocno zaangażowany w pracę zawodową. Załatwiałem umowy handlowe na obszarze całej Polski. W czasie jednego z wyjazdów, 30 sierpnia 2007 r., jadąc z Wyszkowa w stronę Sokołowa Podlaskiego, między godz. 11 a 12, miało miejsce zdarzenie, które zapamiętam do końca życia...

Wypadek

– Była piękna pogoda. Nigdy bym się nie spodziewał, że przy tak dobrej widoczności ktoś może wjechać na mój pas. Z naprzeciwka jechał samochód ciężarowy z przyczepą. Kiedy dojeżdżaliśmy do siebie, zza ciężarówki wyjechał... tir. Chciał ją wyprzedzać, nie widział mnie!

Reklama

Ocknąłem się w samochodzie pełnym krwi i oparów dymu. Usłyszałem krzyk: „Znów tir zabił człowieka!”. Ktoś próbował dostać się do mnie od strony pasażera: „Żyje!”. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Przyłożono mi aparat do ucha. Zdążyłem koledze z pracy powiedzieć: „Szymon, miałem wypadek. Zawiadom firmę i żonę”... i zemdlałem.

Beata Mirochna: – Mój świat nagle rozsypał się na kawałki! Wypadek! Kolega męża zaproponował, że zawiezie mnie do szpitala w Wyszkowie. Po 10 godzinach długiej i nerwowej podróży dotarliśmy na miejsce. Lekarz zaprowadził mnie na OIOM. Przeszłam obok męża i... nie poznałam go! Był podłączony do oddychającej za niego aparatury, napuchnięty i posiniaczony. Walczył o życie, a ja nie umiałam mu pomóc, w każdej chwili mogłam go stracić. Jedyną pomocą była modlitwa. Zadzwoniłam do dwóch osób: Ewy i Ani. One moją intencję przekazały innym.

Tracimy go!

Jan Mirochna: – Obudziłem się o 2. w nocy, wiem, bo naprzeciwko wisiał zegar. Podeszła pielęgniarka, mówiąc: „Mam na imię Małgorzata, ja tu się panem opiekuję, niech się pan nie martwi” i zaaplikowała mi jakiś zastrzyk. Zaraz potem aparatura zrobiła: „piii”. Straciłem oddech, stanęło mi serce. Usłyszałem krzyk: „Tracimy go!”.

Reklama

Najpierw czułem przerażenie: dusiłem się, chciałem łapać powietrze, ale nie dawałem rady. Dotarło do mnie, że umieram. W myślach pożegnałem się z żoną. Na koniec powiedziałem: „Panie Boże, oddaję się Tobie” (panu Janowi załamuje się głos, gdy to opowiada). I wtedy... zobaczyłem piękne światło. Nastąpił pokój. Chciałem za tym światłem iść. Nie ma tu na ziemi takiego koloru, takiej barwy... To było najmocniejsze doświadczenie w całym moim życiu!

Nie trwało długo: w przełyku poczułem zimną rurę. Zaintubowali mnie, uruchomili serce. Z oddali zaczęły dochodzić głosy. Pomyślałem: „Żyję”. Moje ciało było jednak bezwładne. Za jakiś czas ruszyłem małym palcem u ręki. Potem okazało się, że pielęgniarka podała mi właściwy lek, tylko za szybko. Faktem jest, że w tym szpitalu uratowano mi nogę.

Żona otrzymała informację, że będą mi odcinać lewą kończynę. Miałem wszystko w niej rozerwane: więzadła, udo... Lekarze myśleli, że ustało krążenie krwi. Ale tak się nie stało. Stwierdzili więc, że spróbują uratować tę nogę. Poskładali kolano, a udo dali na wyciąg. Myślałem, że mój stan się poprawił. W sobotę przyjechała cała rodzina, jak się potem okazało – by się ze mną pożegnać... Powiedziano im, że mój stan jest tragiczny.

W poniedziałek miałem mieć następną operację, ale w niedzielę już bardzo źle się czułem. Wyjaśniono żonie, że mam odmę płuc, nie nadaję się już do zabiegu. Lekarz dodał: „Jeśli ma pani jakieś możliwości, niech się pani stara o szpital MSW w Warszawie, oni mają dobry sprzęt i mogą męża uratować. Ale jest jeszcze jeden problem: nie może być transportowany zwykłą karetką, tylko śmigłowcem. Niech się więc pani liczy ze wszystkim”.

Biblia 24 h/dobę

Jedną z osób, do których żona zadzwoniła, prosząc o modlitwę, była nasza przyjaciółka z Kryspinowa, Ewa. Niedawno brała udział w rekolekcjach, podczas których pewna siostra zakonna dzieliła się świadectwem. Opowiadała, jak modliły się za przełożoną, której stan był krytyczny, dniem i nocą czytały w jej intencji Pismo Święte. Ewa postanowiła zainicjować taką modlitwę. Już dwie godziny po wypadku utworzyła się lista osób, które chciały włączyć się w „dyżur”. Natomiast 31 sierpnia w mojej rodzinnej miejscowości w samo południe ksiądz odprawił Mszę w mojej intencji. Wiem, że wiele osób również ofiarowało za mnie Eucharystię.

Pierwsi goście (pamiętam przez mgłę ich przyjazd) nie wiedzieli, co nam przywieźć. Podarowali nam Pismo Święte i... leżak ogrodowy. Pismo się nam przydało, bo wiedzieliśmy, że trwa modlitwa słowem Bożym: Beatka siedziała przy łóżku i czytała mi psalmy. Po co leżak? Okazało się, że jak w sobotę przyjechała rodzina, żeby się pożegnać, został ze mną najmłodszy brat i pozwolono mu być w nocy. Siedział więc na tym leżaku i też czytał mi Biblię, a rano przychodziła żona.

Beata Mirochna: – W sytuacjach kryzysowych często panikuję, widzę „czarne scenariusze”, a wtedy, mimo takiej tragedii, mocno wierzyłam, że mąż przeżyje. Miałam wewnętrzną siłę, czułam wsparcie zarówno duchowe, jak i rzeczowe, poprzez gesty życzliwości nawet od obcych ludzi. W szpitalu w Wyszkowie podeszła do mnie nieznana mi pani, która zaproponowała... nocleg w swoim mieszkaniu. Nie tylko spaliśmy u niej (ja i szwagier), ale mieliśmy też zapewnione posiłki. W czasie całego pobytu męża w szpitalu naszymi dziećmi zajmowała się rodzina i przyjaciele: wyprawiali je do szkoły, chodzili na zebrania, robili zakupy. Czasem nie możemy zrobić wiele, ale nawet najmniejszy gest świadczący o tym, że jesteśmy w trudnych chwilach z inną osobą, jest istotny. Ja tego doświadczyłam i nigdy nie zapomnę!

VIP Mirochna

Jan Mirochna: – Gdy lekarz powiedział żonie o szpitalu MSW, zadzwoniła do mieszkającego pod Warszawą chrzestnego. Właśnie była u niego koleżanka, która miała znajomego w Ministerstwie Zdrowia. Jakież było zdziwienie żony, gdy we wtorek rano lekarz ją pyta: „Jak pani to zrobiła? Miałem dwa telefony, że jest miejsce dla Mirochny w szpitalu MSW. Już jedzie karetka z noszami z balonu”.

Otoczyło mnie zewsząd powietrze i bez narażenia na wstrząsy zostałem przewieziony te 50 km. Potem udrożniono mi płuca, bym mógł mieć operację ratującą nogę. Przed salą trwała modlitwa mojej żony i jej chrzestnego, a w tym samym czasie nasi przyjaciele z Krakowa byli na adoracji w Łagiewnikach. Następnie przewieziono mnie na intensywną terapię, potem... na salę premiera. Miałem warunki królewskie, ogromny salon z aneksem kuchennym, a przed wejściem stały dwa krzesła dla BOR-owców. Tylko mnie akurat nikt nie musiał pilnować, bo robił to Pan Bóg. Na każdej kroplówce był napis: VIP Mirochna.

Za tydzień miałem już więcej sił, otworzyłem Pismo Święte. Trafiłem na fragment z Dziejów Apostolskich, gdzie Piotr i Jan uzdrawiają chromego. I ja czułem się chromy, nie wiedziałem, czy w ogóle będę mógł chodzić. Poczułem się tym słowem uniesiony. Tego samego dnia przychodzi Agnieszka z naszej wspólnoty. Mówi, że w kościele jezuitów na Rakowickiej w Warszawie raz w miesiącu są modlitwy o uzdrowienie: „Poszłam w twojej intencji. Kapłan prowadzący modlitwę miał poznanie: «Mężczyzna w średnim wieku po ciężkim wypadku samochodowym ma zdruzgotaną lewą nogę, Pan Bóg go teraz nawiedza i uzdrawia. Za 7 miesięcy przyjdzie tu o własnych nogach dać świadectwo»”. Agnieszka poczuła w sercu, że to chodzi o mnie, dlatego postanowiła mnie odszukać w tym szpitalu. Popłakaliśmy się razem. Doświadczyłem mocnej obecności Pana Boga.

Kim pan jest?

Opiekujące się mną pielęgniarki nic nie mówiły, choć grzeczne były bardzo. W końcu jedna nie wytrzymała: „Czy mogę panu zadać pytanie?”. „Proszę bardzo” – zachęciłem. „Przyjechał pan z Wyszkowa, był w stanie agonalnym. Robimy, co możemy, ale widzimy, że nie tylko medycyna tutaj działa. Pan tak szybko dochodzi do zdrowia, a poza tym ciągle jest zadowolony, uśmiechnięty i za wszystko dziękuje. Kim pan jest?”. Powiedziałem, że nie wiem, jak się tu znalazłem i nie jestem żadnym VIP-em, tylko zwykłym człowiekiem z Małopolski, za którego ludzie cały czas się modlą. Szeroko otworzyła oczy: „Teraz już wszystko rozumiem, bo tutaj też wiara działa!”.

20 dni po wypadku zostałem wypisany ze szpitala. Rehabilitacja, sanatoria, cały proces leczenia trwał 5 lat. W 2012 r. miałem ostatnią operację na kolano. Na dzień dzisiejszy jestem osobą niepełnosprawną na drugiej grupie inwalidzkiej, ale mogę chodzić, wychowywać moje dzieci, pracować. Codziennie dziękuję Bogu, że żyję...

2015-08-06 10:03

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

USA: Alicia Keys o tym, jak omal nie zabiła swego nienarodzonego syna

2020-04-02 11:49

[ TEMATY ]

świadectwo

pl.wikipedia.org

Alicia Keys

Znana amerykańska piosenkarka Alicia Keys niedawno opowiedziała o swoim dzieciństwie i przyznała, że jej matka omal nie dokonała aborcji, gdy była z nią w ciąży. Jako dorosła osoba Keys znalazła się w niemal identycznej sytuacji co jej matka. W mającej się niedługo ukazać książce „More Myself: A Journey” (Więcej siebie: podróż) artystka opowiada o własnej decyzji, przed jaką stanęła, gdy odkryła, że jest w nieplanowanej ciąży.

Zdobywczyni Nagrody Grammy przyznała, że rozważała aborcję, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży z drugim dzieckiem. Keys jest żoną producenta i rapera Swizza Beatza. W 2010 r. urodził się im syn Egypt. W 2014 roku, gdy Keys intensywnie pracowała nad swoim szóstym albumem, zdała sobie sprawę – ku jej przerażeniu – że jest w czwartym miesiącu ciąży. Wspomina, że czuła się wtedy rozdarta, bo, jak się jej wtedy zdawało, był to najgorszy z możliwych momentów na urodzenie dziecka – praca nad nowym albumem pochłaniała ją w całości, mąż dostał się na prestiżową uczelnię. W dodatku, w tym czasie piosenkarka nadużywała alkoholu.

Keys, choć dotąd nie kryła swych proaborcyjnych poglądów, ostatecznie postanowiła urodzić swego syna. Pomogła jej w tym piosenka. Pewnego wieczoru w studiu nagraniowym zaczęła słuchać „More Than We Know” – utworu napisanego wspólnie z mężem. „Tekst jest o tym, że potrafimy dokonywać rzeczy znacznie większych, niż możemy sobie nawet wyobrazić. Napłynęły mi do oczu łzy. Jak mogłabym zniszczyć potencjał tego pięknego dziecka, tego światła, które mogłoby dotknąć innych w sposób, o którym nawet nie marzyłam? Dla mnie ta piosenka była potężnym przesłaniem, że powinnam zachować ciążę” – wspomina. Jej syn Genesis urodził się w grudniu 2014 roku.

Obrońcy życia zwracają uwagę, że historia Keys dowodzi, jak łatwo kobieta w nieplanowanej ciąży może poczuć się tak, jakby jedynym jej wyborem była aborcja, zwłaszcza, gdy sytuacja rodzinna i materialna jest niepewna, gdy przyszła matka nie ma wsparcia najbliższych. „Historia Keys pokazuje, że kobiety niekoniecznie wybierają aborcję, ponieważ niefrasobliwie jej chcą; często wybierają aborcję, ponieważ są w beznadziejnym położeniu, bezbronne i myślą, że nie mają innego wyboru” – zauważają amerykańscy obrońcy życia z Live Action.

CZYTAJ DALEJ

Święcenie pokarmów

Kościół ustanowił sakramentalia, czyli „święte znaki, które z pewnym podobieństwem do sakramentów oznaczają skutki, przede wszystkim duchowe. Sakramentalia nie udzielają łaski Ducha Świętego na sposób sakramentalny, lecz przez modlitwę Kościoła uzdalniają do przyjęcia łaski i dysponują do współpracy z nią. Wśród sakramentaliów znajdują się najpierw błogosławieństwa (osób, posiłków, przedmiotów, miejsc). Każde błogosławieństwo jest uwielbieniem Boga i modlitwą o Jego dary” (KKK 1667-1671). Modlitwa i błogosławienie pokarmów znane jest już w Starym Testamencie, czyni to także Jezus: „On tymczasem wziął pięć chlebów i dwie ryby, podniósł wzrok ku niebu, pobłogosławił je, połamał i dawał uczniom, aby rozdawali ludziom” (Łk 9, 16).

W ciągu roku liturgicznego Kościół poświęca różne przedmioty: zioła, pierwociny zbóż, kwiaty i pokarmy. Natomiast w Wielką Sobotę poświęca się tylko pokarmy, które wierni nazywają Paschą. Dlaczego w Wielką Sobotę? Był to dzień, kiedy Ciało Jezusowe spoczywało w grobie oczekując na zmartwychwstanie. Wydarzenia, jakie dokonały się od Wielkiego Czwartku do Niedzieli Wielkanocnej zostały przez Boga zapowiedziane w Starym Testamencie. Ojciec Niebieski przez Mojżesza polecił Izraelitom zabicie baranka, którego powinna spożyć cała rodzina. Jest on archetypem Jezusa Chrystusa. Krew tego baranka ocaliła Izraelitów przed śmiercią i przyczyniła się do wyjścia z niewoli egipskiej do wolności. W Wielki Piątek na krzyżu umiera Baranek Boży, którego krew wyzwala ludzkość z niewoli szatana. Wyjście z niewoli dla narodu wybranego to właśnie Pascha. Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa to nasza Pascha. Jej symbolem jest baranek, w niektórych krajach wschodu chrześcijanie na Wielkanoc zabijali baranki, aby w ten sposób upamiętnić i głębiej przeżyć te najważniejsze wydarzenia zbawcze. Dziś pozostał już tylko baranek z cukru lub z ciasta, oraz pokarmy: mięso, chleb, jajko, ser, sól, chrzan i in.

W liturgii świętowanie Paschy - Wielkanocy rozpoczyna się już w Wielką Sobotę, a święcenie pokarmów to jeden z gestów, który przypomina o najważniejszym dla ludzkości wydarzeniu, o zmartwychwstaniu Jezusa. Pierwsza modlitwa poświęcenia pokarmów prowadzi nas do Wieczernika, a także do spotkania ze Zmartwychwstałym: „Panie Jezu Chryste, Ty w dzień przed męką i śmiercią kazałeś uczniom przygotować paschalną wieczerzę, w dzień Zmartwychwstania przyjąłeś zaproszenie dwóch uczniów i zasiadłeś z nimi do stołu, a późnym wieczorem przyszedłeś do Apostołów, aby spożyć wraz z nimi posiłek; prosimy Cię, daj nam z wiarą przeżywać Twoją obecność między nami podczas świątecznego posiłku, w dzień Twojego zwycięstwa, abyśmy mogli się radować z udziału w Twoim życiu i zmartwychwstaniu”.

Następna modlitwa, to poświęcenie chleba, który w tradycji chrześcijańskiej jest najważniejszym z symboli, ponieważ przedstawia Ciało Chrystusa, ale jest on także pamiątką nakarmienia ludu na pustyni. Potem święci się mięso i różne wędliny, które są jakby echem dawnego baranka i w pewien sposób go zastępują. „Baranku Boży, który zwyciężyłeś zło i obmyłeś świat z grzechów, pobłogosław to mięso, wędliny i wszelkie pokarmy, które będziemy jedli na pamiątkę Baranka paschalnego i świątecznych potraw, które Ty spożyłeś z Apostołami na Ostatniej Wieczerzy”.

Trudno sobie dziś wyobrazić święta Wielkanocy bez święconego jajka, którym po Rezurekcji dzielimy się w gronie rodziny i najbliższych. Dla chrześcijan jajko to także symbol Paschy. Jajko to twarda skorupa okrywająca powstające życie, które musi przebić się przez tę skorupę. Widać w tym podobieństwo do zmartwychwstania Jezusa, który musi przebić skorupę - grobową skałę, aby żywy, wspaniały, przemieniony wyjść na świat. Jest ono dlatego symbolem odradzającego się życia i zwycięstwa nad śmiercią. „Chryste, życie i zmartwychwstanie nasze, pobłogosław te jajka, znak nowego życia, abyśmy dzieląc się nimi w gronie rodziny, bliskich i gości, mogli się także dzielić wzajemnie radością z tego, że jesteś z nami. Daj nam wszystkim dojść do wiecznej uczty Twojej, tam, gdzie Ty żyjesz i królujesz na wieki wieków” (Agenda Liturgiczna).

Do świątecznego koszyczka wkłada się jeszcze ser, sól, chrzan, ciasto, czasem słodycze. Te produkty są jakby uzupełnieniem właściwej święconki. Ser pochodzi od zwierząt i w tym poświęceniu jest prośba ludu, aby Chrystus zmartwychwstały chronił od chorób ludzi i zwierzęta. Sól to życiodajny minerał, od którego zależy smak potraw i ich konserwacja. Pokarmy, które spożywamy są w smaku różnorakie: słodkie, gorzkie, pikantne i słone. Życie ludzkie jest także różnorakie i nie składa się tylko z chwil przyjemnych. Jak sól dla pokarmu, tak cierpienie nadaje ludziom smak życia. Jest jeszcze ciasto, to też chleb, a więc nie ma specjalnej symboliki, ale jest ono ważnym elementem w liturgii Kościołów wschodnich. Artos („kwaśny chleb” - grek.) - chleb, poświęcany podczas nocy Paschalnej. Przez cały tydzień paschalny artos - symbol Zmartwychwstania Chrystusa - przebywa na pulpicie naprzeciwko Carskich Wrót ołtarza i codziennie wynoszony jest na wielkanocne procesje. W Wielkanocną Sobotę ze szczególną modlitwą jest on dzielony i rozdawany wiernym. Narodowa pobożność przyswoiła dla artosu i krieszczeńskiej świętej wody znaczenie jako zamienników Świętych Darów dla ludzi umierających, nie mogących przyjąć Komunii św. W Kościołach wschodnich podobnie jak u nas w Wielką Sobotę poświęca się pokarmy, pisze pisanki czy raczej malowane na czerwono jajka zwane kraszankami (za: „Święty chleb - Prawosławny elementarz”).

CZYTAJ DALEJ

Prośba Diecezjalnej Grupy Modlitewnej św. Ojca Pio

2020-04-07 22:10

[ TEMATY ]

Diecezjalna Grupa Modlitewna św. Ojca Pio

Diecezjalna Grupa Modlitewna św. Ojca Pio w Zielonej Górze

Diecezjalna Grupa Modlitewna św. Ojca Pio w Zielonej Górze prosi o pomoc. Aby transmitować "na żywo" poprzez kanał YouTube wszystkie modlitewne wydarzenia potrzebuje 1000 subskrypcji.

Grupę można wspomóc klikając w link m.youtube.com/watch?v=RUSFVgl8xvc

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję