2 Sm 12,1-7a.10-17
Prorok Natan wchodzi do Dawida z opowieścią. Mówi o bogaczu, który zabiera ubogiemu jedyną owieczkę. Obraz dotyka najczulszego miejsca: owca rośnie w domu jak córka. Przypowieść (māšāl) ma formę sprawy sądowej. Dawid słyszy ją jak skargę i od razu staje w roli sędziego. Zapala się jego gniew. Pada przysięga: «Na życie Pana». Pada też wyrok: odda poczwórnie. Ten szczegół brzmi jak echo Prawa o zadośćuczynieniu za skradzioną owcę. Król rozpoznaje zło cudze, a własne nosi pod płaszczem władzy. Natan wypowiada zdanie jak ostrze: «Ty jesteś tym człowiekiem». Natan nie prowadzi sporu o szczegóły. On otwiera sumienie. Król zostaje doprowadzony do punktu, w którym sam wypowiedział prawdę. W dalszych wersetach brzmi teologiczne jądro: wzgarda wobec Pana. Grzech zaczyna się od odwrócenia się od daru. Przemoc rodzi przemoc. Miecz wchodzi do domu. Wina Dawida dotknęła Uriasza, a potem dotyka też dziecka. Tekst mówi o tajemnicy odpowiedzialności króla, który niesie w sobie los ludu. Dawid wypowiada: «Zgrzeszyłem przeciw Panu». Jedno zdanie wystarcza. Nie ma tu targowania się ani alibi. Natan ogłasza przebaczenie: «Pan odpuszcza ci grzech. Nie umrzesz». Miłosierdzie nie unieważnia skutków, a otwiera przyszłość. Dawid błaga o życie dziecka postem i leżeniem na ziemi. Starsi z domu nalegają, aby wstał. Dawid pozostaje na ziemi i odmawia posiłku. Pokuta przybiera kształt milczenia przed Bogiem. Skrucha prowadzi do modlitwy, w której człowiek nie ukrywa się ani przed Bogiem, ani przed sobą. W tle stoi modlitwa Izraela, która później zabrzmi w psalmie: «Zmiłuj się nade mną, Boże».
Mk 4,35-41
U Marka ta scena kończy dzień nauczania nad jeziorem. Zapada wieczór. Jezus mówi: «Przeprawmy się na drugą stronę». Uczniowie odprawiają tłum i biorą Go do łodzi «tak jak był». To zdanie podkreśla prostotę sytuacji i zmęczenie Nauczyciela. Marek dodaje: „a były z Nim także inne łodzie”. Misja Jezusa nie toczy się w samotności. Wokół rośnie krąg ludzi, którzy płyną za Nim. Ta przeprawa prowadzi ku krainie Gerazeńczyków i ku spotkaniu z człowiekiem zniewolonym. Zrywa się gwałtowny wicher. Jezioro Galilejskie leży w niecce i potrafi nagle stać się miejscem groźnym. Fale wlewają się do łodzi. Marek używa słowa „wielki” kilka razy. Wielka burza, wielka cisza, wielka bojaźń. W grece brzmi to jak ciąg (megas) i prowadzi od lęku do zdumienia. Woda w Biblii bywa obrazem chaosu i śmierci. Psalm 107 opowiada o żeglarzach miotanych przez wichry i o Panu, który ucisza burzę. Księga Hioba przypomina, że tylko Bóg stawia granice morzu. W tej scenerii pojawia się pytanie o tożsamość Jezusa. Najbardziej uderza sen Jezusa. Leży z tyłu na wezgłowiu. To obraz prawdziwego ciała, które zna ciężar dnia. To także obraz pokoju serca. W tle pobrzmiewa historia Jonasza śpiącego w czasie sztormu. Tam prorok uciekał. Tutaj Syn przychodzi. Uczniowie budzą Go z pretensją: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» Zwracają się do Niego jak do rabina, który ma ratować sytuację. Ich słowa odsłaniają lęk, a lęk łatwo rodzi oskarżenie. Jezus wstaje i „zgromił” wicher. Marek używa czasownika (epitimāō), znanego z walki ze złem. Potem zwraca się do morza: «Milcz, ucisz się» (siōpa, pephimōso). To rozkaz jak w scenach egzorcyzmów. Chaos zostaje potraktowany jak przeciwnik, który ma zamilknąć. Wiatr ustaje, a na jeziorze rodzi się wielka cisza (galēnē). Ten spokój przekracza pogodę. Staje się znakiem, że w łodzi stoi Pan stworzenia. Potem Jezus pyta o bojaźń i o wiarę. Wiara u Marka oznacza oparcie na Jego obecności, a nie na własnej sprawności/sprawczości. Uczniowie odczuwają nowy lęk, większy niż burza. Ten lęk ma wyraz czci. Pada pytanie: «Kim On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?» To pytanie otwiera serce na tajemnicę Syna. W łodzi zostaje obecność, która przeprowadza przez noc i uczy modlitwy bez oskarżenia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
