W homilii abp Kondrusiewicz przypomniał sylwetkę kapłana, który pełnił swą posługę między innymi w jego rodzinnej parafii w Odelsku na Grodzieńszczyźnie. Zaznaczył, że ks. Bartoszewicz był ofiarnym pasterzem w czasach wojującego ateizmu, a także jego duchowym ojcem.
Po śmierci księdza Marcina Puzyrowskiego w 1947 roku parafia w Odelsku pozostawała bez kapłana do 1955 roku, kiedy to wysłano tam księdza Piotra Bartoszewicza, zwolnionego z łagru Chuna w regionie Irkucka. Wyróżniał się jako człowiek modlitwy, dobry kaznodzieja, osoba otwarta na potrzeby innych i mentor młodzieży. Bardzo szybko stał się „duszą” parafii. „Wszyscy byli do niego przywiązani - zarówno młodzi, jak i starsi. Znajdował czas dla każdego, dlatego był tak kochany” - podkreślił kaznodzieja. Dodał, iż dzięki bezinteresownej i otwartej posłudze księdza Bartoszewicza dla wszystkich ludzi, Odelsk szybko stał się lokalnym centrum katolicyzmu, co nie podobało się ateistom, a ksiądz został przeniesiony do Żołudku.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Na nowym stanowisku jego popularność wzrosła jeszcze bardziej: zaczęli do niego przybywać nie tylko katolicy, ale także prawosławni. Był to okres Soboru Watykańskiego II, który, jak wspominał abp Kondrusiewicz, był rewolucyjny zarówno pod względem nauczania o Kościele, jak i reformy liturgicznej, dzięki której w liturgii zaczęto używać języków narodowych. Sobór zmienił również stosunek Kościoła do innych wyznań. Wszystko to rodziło wiele pytań zarówno wśród księży, jak i wiernych.
„Ksiądz Bartoszewicz był jednym z pierwszych duchownych na Białorusi, którzy zaczęli wdrażać postanowienia Soboru w praktyce duszpasterskiej. W tamtym okresie nie unikał dialogu z wiernymi prawosławnymi” - powiedział arcybiskup. Przytoczył sytuację, kiedy pewien prawosławny umierał w szpitalu w Żołudku, a ksiądz Piotr udał się do niego, wyspowiadał go, namaścił olejem chorych i udzielił wiatyku. „Dzisiaj jest to normalna praktyka, ale 60 lat temu, w epoce ateizmu trudno było sobie coś takiego wyobrazić” - skomentował abp Kondrusiewicz.
Hierarcha zaznaczył, iż pracowity kapłan poświęcał również wiele uwagi katechezie dzieci i młodzieży, która była wówczas zabroniona. Aby rozwiązać ten problem, podczas Mszy świętej wygłaszał kazania katechetyczne, przygotowując w ten sposób dzieci do pierwszej spowiedzi i Komunii świętej. Troszczył się również o powołania do kapłaństwa. Za tę troskę jest mu osobiście wdzięczny. W tych trudnych czasach to właśnie ksiądz Piotr Bartoszewicz wspierał go w decyzji o wstąpieniu do seminarium.
Reklama
„Nie była to łatwa decyzja, biorąc pod uwagę, że byłem odnoszącym sukcesy inżynierem i studiowałem na studiach podyplomowych” - podkreślił. Przypomniał, że plebania w Żołudku stała się częstym miejscem spotkań księży i zakonników. Odbywały się tam rekolekcje i ćwiczenia duchowe. „Być może wszystko to wpłynęło na syna tej ziemi, ks. Antoniego Chańko, późniejszego kanclerza kurii grodzieńskiej i proboszcza parafii z kościołem w centrum Grodna, który usłyszał powołanie do kapłaństwa. Jego formacja rozpoczęła się na plebanii pod kierunkiem księdza Piotra Bartoszewicza, a zakończyła się owocnie w seminarium duchownym w Rydze” - dodał kaznodzieja. Podkreślił, iż ksiądz Piotr Bartoszewicz wraz z ks. Józefem Grasewiczem założyli wówczas tajną wspólnotę Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Do Żołudku wysyłano również seminarzystów na praktyki duszpasterskie, wśród których był obecny proboszcz parafii św. Józefa w Mołodecznie, ks. prałat Edmund Dołgiłowicz-Nowicki.
„W swojej posłudze kapłańskiej ks. Bartoszewicz priorytetowo traktował głoszenie Ewangelii, nie ukrywając problemów ani nie uciekając od nich” - zaznaczył kaznodzieja. Abp Kondrusiewicz zachęcił wiernych, aby byli świadkami chrześcijaństwa zgodnie z nauką Chrystusa, tak aby białe było białe, a czarne - czarne, a tym samym aby urzeczywistniło się chrystusowe „tak, tak, nie, nie”. Zaznaczył, iż ks. Bartoszewicz poprzez swoją posługę pozostawił na ziemi grodzieńskiej ślad wiernej posługi kapłańskiej, który jest widoczny do dziś. Dzięki niemu i innym kapłanom z tamtego okresu wiara została nie tylko zachowana, ale także przekazana młodszemu pokoleniu, aby po uzyskaniu wolności wyznania, której doczekał przed śmiercią, mogła objawić się z nową siłą.
Arcybiskup Kondrusiewicz zachęcił obecnych, aby naśladowali przykład ks. Bartoszewicza w naszych czasach, kiedy nurty laickie spychają Boga na margines.
Po Mszy św. biskupi i księża udali się na lokalny cmentarz, aby wspólnie modlić się za zmarłego kapłana przy jego grobie.
