Reklama

Słudzy pamięci

2015-09-01 14:03

Ks. Zbigniew Kulik
Niedziela Ogólnopolska 36/2015, str. 20-21

Archiwum
Bł. Stanisław Starowieyski

Dnia 13 czerwca 2015 r. minęła 16. rocznica beatyfikacji 108 Męczenników II wojny światowej. Wśród nich było dwóch błogosławionych diecezji zamojsko-lubaczowskiej: ks. Zygmunt Pisarski i Stanisław Starowieyski – właśnie obchodzono 120. rocznicę jego urodzin. Tego dnia w Gdeszynie, gdzie w 1943 r. Niemcy zamordowali ks. Pisarskiego, i w Łaszczowie, gdzie mieszkał Stanisław Starowieyski, zostały odprawione Msze św. Uroczystości w Gdeszynie zorganizował kustosz sanktuarium Pojednania Polsko-Ukraińskiego ks. Ryszard Ostasz.

Trzeba o nim głośno wołać

Naszą uwagę skupimy na bł. Stanisławie Starowieyskim, ziemianinie z Łaszczowa na południowej Lubelszczyźnie. Prowadził wzorowy, jedyny w okolicy, dochodowy majątek, zaangażował się w działalność społeczną i religijną. Był prezesem Akcji Katolickiej w diecezji lubelskiej, za co został odznaczony przez papieża tytułem szambelana papieskiego.

Po beatyfikacji pamięć o jego osobie była podtrzymywana przez jego syna Andrzeja, zwłaszcza w relacjach z Akcją Katolicką. Jednak dwa lata temu pan Andrzej zmarł i pamięć o naszym Męczenniku osłabła. Wówczas pomyślałem: skoro Bóg powierzył mi, przez moją pracę magisterską o nim, zaszczytną rolę ukazania światu roli Stanisława Starowieyskiego w życiu Kościoła lokalnego, co później zaowocowało beatyfikacją Stanisława, to trzeba o nim „głośno wołać”. Stąd pomysł Mszy św.

Reklama

Jadący do Łaszczowa swoje duchowe przeżycia rozpoczęli od Łabuń, gdzie u sióstr franciszkanek misjonarek Maryi, w parku, znajduje się grób z prochami bł. Stanisława. Ale głównym wydarzeniem świętowania miała być Msza św. o godz. 12 w Łaszczowie.

Przybyłych, ok. 200 osób, w imieniu proboszcza przywitał ks. Tomasz Rybiński. Rangę uroczystości podniosły poczty sztandarowe: Akcji Katolickiej Archidiecezji Lubelskiej oraz Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. bł. Stanisława Starowieyskiego w Łaszczowie. Swoją obecnością uroczystość zaszczycili: mec. Halina Szydełko – prezes Krajowej Akcji Katolickiej, publicystka Ewa Polak-Pałkiewicz z mężem, Marek hr. Łoś – prezes Towarzystwa Ziemiańskiego Ziemi Lubelskiej wraz z kilkuosobową delegacją, goście z Ustrobnej na Rzeszowszczyźnie, gdzie bł. Stanisław był ochrzczony, oraz grupa z Lublina, zorganizowana przez Stanisława Zwolana. Najliczniejsza grupa przyjechała z Krasnegostawu, zorganizowana przez Bożenę Pachlę.

Mszy św. przewodniczył ks. prof. Antoni Czyżewski – kapelan Towarzystwa Ziemiańskiego, koncelebrowali: ks. Wiesław Kwiatkowski – wikariusz z Ustrobnej, ks. Leszek Pachuta – dyrektor Wydawnictwa Diecezjalnego w Sandomierzu (wydawca mojej książki o bł. Stanisławie Starowieyskim) oraz autor tych słów. W kazaniu przypomniałem pokrótce bogate w dzieła charytatywne i zaangażowane w działalność religijną, społeczną i kulturalną życie bł. Stanisława Starowieyskiego.

Błogosławiony inspiruje

Po Mszy św. przeszliśmy do pobliskiego parku, gdzie mieszkał bł. Stanisław z rodziną – do dziś istnieją tu ruiny pałacu hr. Szeptyckich, dawnego kolegium jezuickiego. Widnieją też resztki cokołów kościoła z dwiema wieżami, zburzonego z nieznanych powodów, zanim został oddany do kultu.

Opowiedziałem o historii miejsca i poprosiłem o przejście na drugą stronę ruin, gdzie spotkaliśmy troszczącego się o odbudowę pałacu Macieja Szeptyckiego, który mówił o planach związanych z rekonstrukcją obiektu i utworzeniem tutaj Domu Komedii Aleksandra Fredry – jego praprapradziadka.

Po obiedzie jako pierwsza głos zabrała mec. Halina Szydełko. Dziękowała za zaproszenie i wyraziła uznanie dla organizatorów konferencji poświęconej patronowi powojennej Akcji Katolickiej bł. Stanisławowi Starowieyskiemu. Odrodzona Akcja Katolicka w Polsce weszła w 20. rok swej działalności, jej członkowie mają programy działania i trwale wpisali się w historię własnej diecezji, parafii. Gdyby ktoś z zewnątrz szukał nowych obszarów działalności, to inspiracją może być postać bł. Stanisława Starowieyskiego, jego działalność w sferze spraw społecznych, praca na rzecz młodego pokolenia. To właśnie na młodzież kierowane jest obecnie główne uderzenie – przedstawia się jej antywartości, odbiera tożsamość. Niezależnie od tego, że wszyscy jesteśmy Europejczykami, przede wszystkim winniśmy być Polakami, dumnymi z własnej historii. Pani Prezes z zainteresowaniem przyjęła inicjatywę Fundacji Rodu Szeptyckich odbudowy pałacu w Łaszczowie. Ma nadzieję, że w odbudowanym obiekcie znajdzie się także miejsce na izbę pamięci Błogosławionego. Zachęciła organizatorów uroczystości do kontynuowania tego przedsięwzięcia w kolejnych latach.

Następnie do mikrofonu poproszony został prof. Mieczysław Ryba. Przystępnym językiem tłumaczył licznie zebranym pokrętne drogi współczesnych zagrożeń dla naszego katolicyzmu i patriotyzmu. Wyrażane później przez słuchaczy słowa uznania świadczyły, jak wielkie jest zapotrzebowanie na prawdę o naszej, zakłamanej w mediach mętnego nurtu, rzeczywistości.

Męczennicy komunizmu

Ponieważ w zamyśle organizatorów było ukazanie, że martyrologia narodu polskiego w czasie okupacji niemieckiej nie skończyła się z chwilą zakończenia wojny, wśród gości obecna była rodzina ks. Jana Szczepańskiego, męczennika czasów komunistycznych. O swoim kuzynie – ks. Janie opowiedziała Czesława Szczepańska – żona Kazimierza, który jest chrześniakiem ks. Jana i synem jego rodzonego brata.

Za swój nieugięty patriotyzm ks. Szczepański został nocą wywleczony z plebanii w Brzeźnicy Bychawskiej przez funkcjonariuszy UB. Przetrzymywany był prawdopodobnie w stodole w Leszkowicach, gdzie przez trzy doby był straszliwie torturowany. Niewyobrażalnie okaleczone ciało jeszcze żyjącego księdza zawleczono do rzeki Wieprz. Zbrodniarze, znani z imienia i nazwiska, do dziś są bezkarni.

Uroczystości zbliżały się ku końcowi. Gdy dziękowałem zebranym, obiecałem kontynuowanie pamięci o bł. Stanisławie Starowieyskim – taka była moja myśl przy organizowaniu obecnej uroczystości. Nasze spotkanie zakończyły wspólna modlitwa w intencji Ojczyzny i błogosławieństwo.

Bł. ks. Michał Sopoćko
Wierzę, że on do mnie mówi

2019-04-10 10:24

Z aktorem Maciejem Małysą rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 20-21

Mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję – mówi „Niedzieli” Maciej Małysa aktor filmowy i teatralny – odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”

Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”
Maciej Małys, Janusz Chabior i Kamila Kamińska – odtwórcy postaci ks. Michała Sopoćki, malarza Eugeniusza Kazimirowskiego i s. Faustyny Kowalskiej

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Proszę powiedzieć, w jaki sposób został Pan zaangażowany do roli ks. Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”?

MACIEJ MAŁYSA: – Mojego bohatera miał zagrać inny aktor, ale z jakiegoś powodu zrezygnował. Okazało się, że trzeba dosyć szybko znaleźć odtwórcę ks. Sopoćki. To zadanie otrzymała moja koleżanka, która zastanawiała się, kogo do tej roli polecić. Przyznała, że szukała aktora, jak to nazwała, z wnętrzem. I jakoś tak się stało, że pomyślała o mnie. Późnym wieczorem napisała na messengerze, że ma dla mnie propozycję. Oddzwoniłem. Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że jestem zainteresowany rolą. Pojechałem na spotkanie z reżyserem. To był dzień imienin Michała – a więc i ks. Sopoćki, i reżysera Michała Kondrata. A na dodatek w tym dniu mijała 10. rocznica ogłoszenia spowiednika s. Faustyny błogosławionym...

– Znał Pan wcześniej historię jego życia?

– Na początku wiedziałem, że był spowiednikiem s. Faustyny. Zresztą odnoszę wrażenie, że większość osób wie na temat ks. Sopoćki niewiele. Znają św. Faustynę, św. Jana Pawła II, ale o bł. ks. Michale Sopoćce wiedzą mniej. Tymczasem to postać niesamowita. Dużo tracimy, nie znając jego życia, w które zostało wpisanych wiele niezwykłych, wręcz cudownych wydarzeń...

– Z Pana słów i gestów łatwo odczytać, że teraz może Pan długo i barwnie mówić o swym bohaterze. Jak się Pan przygotowywał do zagrania tej roli?

– Gdy już wiedziałem, że zagram spowiednika s. Faustyny, to kupiłem „Dziennik” ks. Michała Sopoćki. Zresztą nadal do niego wracam. Tam są takie myśli, których nie sposób przeczytać na raz. Sięgnąłem także po „Dzienniczek” św. Faustyny. Oczywiście, wcześniej o nim wiedziałem, ale znałem tylko fragmenty, zwłaszcza te zasłyszane przy różnych okazjach. W „Dzienniczku” odszukałem wszystkie zapiski odnoszące się do ks. Sopoćki. Poznałem, co pisała o nim św. Faustyna i co mówił jej na temat spowiednika Pan Jezus. Czytałem to wszystko z wypiekami na twarzy. Myślałem: – To o mnie! (śmiech). Wracałem do tych fragmentów i krok po kroku poznawałem niezwykłego człowieka. I powoli budowałem rolę. Pomogły także rozmowy z reżyserem, ale też z moim bratem, dla którego bł. ks. Sopoćko jest osobą bliską. Dziś mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję.

– Jaki obraz człowieka, kapłana wyłania się z „Dziennika” ks. Sopoćki?

– To poważny kapłan – chociaż osoba pracująca przy filmie przekonywała mnie, że był człowiekiem pogodnym, radosnym. Z moich spostrzeżeń wynika, że miał dystans do siebie, że dużo od siebie wymagał. Przykładem mogą być uwagi zapisane, gdy skończył 79 lat i stwierdził: „...drżę na myśl, że mogę stanąć przed sądem Bożym z pustymi rękami...”. A przecież tyle zrobił! Proszę zobaczyć, jaka pokora. My z reguły jesteśmy surowi, ale dla innych, a sobie raczej pobłażamy. U niego było na odwrót – siebie widział w bardzo krytycznym świetle. Poza tym, aby zrealizować zamierzenie, nie ustawał w działaniu. Był niezwykle pracowity. Z notatek wynika, że bardzo mu zależało na ludziach. W tym, co robił, był bardzo uczciwy. Nigdy nie stwarzał wokół siebie jakiejś otoczki niezwykłości, jakiegoś szczególnego powołania. Wiemy np., że s. Faustyna pisała „Dzienniczek” na polecenie ks. Sopoćki. Już po jej śmierci ks. Michał przyznał, że polecił jej robić notatki, ponieważ był bardzo zajęty i nie zawsze miał czas, aby jej słuchać. Łatwiej mu było w wolnej chwili czytać to, co napisała. Ale ks. Sopoćko nigdy nie przypisał sobie szczególnej roli w powstaniu „Dzienniczka”. Warto przypomnieć, że wiedział, iż kult nie od razu zostanie wprowadzony, ale konsekwentnie realizował powierzone mu dzieło. Nie zrażał się przeciwnościami. Miał świadomość, że im jest trudniej, tym bardziej jego misja ma sens. Myślę, że mieć zaprzyjaźnionego takiego świętego – to supersprawa. Zresztą Jan Paweł II mówił, że warto się przyjaźnić ze świętymi, bo to jest przyjaźń na zawsze. Dlatego cieszę się, że się zaprzyjaźniłem z bł. Michałem Sopoćką. Wierzę, że on do mnie mówi.

– Jak?

– Dam przykład. Ks. Sopoćko pyta Faustynę o pewną sprawę i ona zapewnia go, że zapyta o to Pana Jezusa. Ale podczas Eucharystii, którą ks. Sopoćko odprawia, przychodzi odpowiedź. Jednak ks. Michał nie odbiera tego jako słów Jezusa, wraca do tematu w rozmowie z Faustyną, która stwierdza, że przecież Pan Jezus już mu na to pytanie odpowiedział... I stąd refleksja, że my jesteśmy tak blisko Pana Jezusa, przyjmujemy Go w czasie Eucharystii, a wciąż o Nim zapominamy. On jest, a my Go nie widzimy, nie uświadamiamy sobie Jego obecności.

– Uczestniczył Pan w watykańskiej premierze filmu. Jakie wrażenia?

– Była ekscytacja. W Watykanie widziałem film po raz pierwszy. To była wersja angielska z włoskimi napisami. Pokaz zorganizowano w sali kinowej Filmoteki Watykańskiej w Palazzo San Carlo za Spiżową Bramą. Myślałem, że to będzie większa sala, ale siedzący obok mnie dziennikarz wyjaśnił, iż od pewnego czasu premiery odbywają się właśnie w tym miejscu, które jest bardziej kameralne. Zauważyłem tam wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i od razu pomyślałem, że to zapewne ślad po Janie Pawle II. A w premierze uczestniczyli m.in. dostojnicy Kurii Rzymskiej, a także wikariusz generalny Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny Joseph G. Roesch i były arcybiskup Palermo kard. Salvatore De Giorgi, który bardzo starannie przygotował wprowadzenie do filmu – widać było, że włożył w to wystąpienie wiele energii. Niesamowite było to, że watykańska premiera filmu odbyła się w przeddzień 60. rocznicy wprowadzenia przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według wizji s. Faustyny. Był to więc symboliczny moment, takie domknięcie tematu. W każdym razie dla nas, twórców filmu, ta premiera to wielkie szczęście i radość, że odbyła się właśnie w Watykanie. Bardzo chciałem tam być.

– A reakcje?

– Było dużo emocji. Zapamiętałem m.in. reakcję siedzącego obok mnie dziennikarza, który zaśmiał się głośno, gdy zobaczył, jak malarz reaguje na ciągłe uwagi Faustyny na temat powstającego obrazu. Dla mnie to było potwierdzenie, że film pokazuje w sposób naturalny to, co się wydarzyło, że nie ma w nim patosu, że wyeksponowano w nim ludzką naturę.

– Komu poleciłby Pan prawdziwą historię Miłości i Miłosierdzia?

– Jako pierwsze przychodzą mi do głowy osoby, które tej historii nie znają. Marzeniem by było, żeby ten film stał się przyczynkiem do nawrócenia. By Miłosierdzie „zadziałało” w taki sposób, że po obejrzeniu filmu jego poruszony odbiorca zaczyna na własną rękę szukać kolejnych informacji o Miłosierdziu i jego apostołach. Kolejną grupę mogą stanowić osoby, o których wspominaliśmy na początku rozmowy. To ludzie, którzy wiedzą, że ks. Sopoćko był spowiednikiem Faustyny. Być może po obejrzeniu filmu tacy widzowie zechcą bliżej poznać ks. Michała. Myślę, że na pewno ich ubogaci, jeśli wejdą w duchowość błogosławionego kapłana. Film ukazuje wiele wątków, wydarzeń, faktów, które warto poznać. Przykładem może być historia powstania pierwszego obrazu, jego niezwykłe losy. Ale warto pamiętać, co Pan Jezus powiedział na ten temat Faustynie: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” (Dz. 313). Myślę, że o tym trzeba pamiętać, kiedy modlimy się przed obrazem Jezusa Miłosiernego czy to w Wilnie, czy w Łagiewnikach, czy w wielu innych zakątkach świata. Upowszechnieniu tej prawdy o Bożej łasce służy ten film.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sejm przyjął ustawę maturalną!

2019-04-25 18:34

wpolityce.pl

Sejm przyjął rządowy projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty i ustawy Prawo oświatowe. Projekt poparło 235 posłów, przeciw było 168. Zmiany mają pozwolić na spokojne przeprowadzenie matur.

Kancelaria Sejmu/Rafał Zambrzycki
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem