Reklama

Życie solidarnością pisane

2015-09-01 14:03

Ewa Górska
Niedziela Ogólnopolska 36/2015, str. 36-37

Tomasz Gutry

Dr n. med. Grażyna Przybylska-Wendt, specjalista medycyny sądowej i anestezjologii, była jedyną kobietą wybraną podczas I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w 1981 r. do Komisji Krajowej, a później do jej prezydium

W stanie wojennym Grażyna Przybylska-Wendt przebywała w kilku ośrodkach odosobnienia, na kanwie tamtych przeżyć napisała sztukę o internowanych kobietach „Trzynasty dwunasty”. Gdy pod koniec lat 80. ubiegłego wieku nie udało się przywrócić demokratycznie wybranych władz Solidarności (należała do grupy domagającej się zwołania Komisji Krajowej w składzie z 1981 r.), wycofała się z działalności związkowej. W latach 90. zaangażowała się w działalność samorządową, co pomogło zarejestrować założone przez nią wcześniej w Płocku hospicjum. Ostatnio, wykorzystując swą wiedzę medyka sądowego, przygotowuje ekspertyzy dotyczące ofiar katastrofy smoleńskiej

W obronie krzyża

Przyszła na świat w Chojnicach, cztery lata przed wojną, ale czas okupacji spędziła w Krakowie. Powrót na Pomorze wiąże się dla niej przede wszystkim ze wspomnieniem harcerstwa, jeszcze tego przedwojennego – jak podkreśla. – Nie było większej radości i zapału niż chodzenie na zbiórki i uczestniczenie w obozach. Po prostu świetna szkoła życia.

W 1949 r., gdy ojciec, bankowiec, został oddelegowany do Białegostoku, przyszedł najbardziej ponury okres w jej życiu, ale też pierwsze doświadczenie solidarności. – To była X klasa, podczas lekcji geografii, którą prowadziła nasza wychowawczyni, weszło kilku panów i jeden z nich kazał nauczycielce zdjąć krzyż ze ściany. Ona odmówiła, ale zrobiła to jedna z uczennic. Nasza pani zniknęła bezpowrotnie nie tylko ze szkoły. Za dwa dni jedna z koleżanek przyniosła obrazek z Piotrem Skargą, który trzymał w ręku krzyż, i ja – byłam najwyższa w klasie – powiesiłam go na ścianie. Na reakcję nie trzeba było długo czekać – pani Grażyna jest przekonana, że uczennica, która zdjęła krzyż, doniosła dyrektorowi, co się stało, a ten zjawił się w klasie i kazał się przyznać winowajczyni, grożąc rozwiązaniem klasy. Nie ukrywa, jakim przeżyciem dla niej było podjęcie decyzji, ale jeszcze większym, gdy już stojąc, zobaczyła, że wstają kolejne koleżanki i tak cała klasa. Na dyrektorze też zrobiło to wrażenie, nie wyciągnął konsekwencji. – Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że jak nas jest dużo, to coś się da zrobić – podsumowuje tamto doświadczenie późniejsza działaczka Solidarności.

Reklama

Działalność zawodowa

Studia medyczne zaczęła w Białymstoku, a skończyła w Łodzi i tam też rozpoczęła pracę w Zakładzie Medycyny Sądowej, żeby później zmienić sądówkę na anestezjologię. To było duże wyzwanie, bo dopiero zaczęto stosować w Polsce nowe metody, i to – jak wspomina dr Przybylska-Wendt – nie bez problemów: – Wtedy doświadczyłam, co to znaczy solidarność zawodowa, gdy bowiem ktoś z anestezjologów znalazł się w sytuacji, z którą nie umiał sobie poradzić, wystarczył telefon do jednego z kolegów i natychmiast wszyscy śpieszyli mu z pomocą. Pracę anestezjologa kontynuowała w nowo wybudowanym na początku lat 70. szpitalu w Płocku. Później przez 11 lat była jedynym medykiem sądowym na terenie miasta i województwa. – Po okresie internowania niby zwrócono mi ten etat – mówi – ale byłam izolowana, nikt nie mógł się ze mną kontaktować, nie miałam zleceń i etat zabrano.

Wróciła do swojej drugiej specjalizacji i zaczęła jeździć w karetce pogotowia, ale zbyt wyczerpująca praca skończyła się zawałem. Powróciła do szpitala z pensją okrojoną ze wszystkich dodatków, a więc mimo stażu pracy, dwóch specjalizacji i doktoratu – prawie na poziomie salowej. A ona po śmierci męża musiała utrzymać dwie córki, próbowała więc szukać innych możliwości pracy. I tak założyła poradnię przeciwbólową. – Zetknęłam się wówczas z wieloma osobami potrzebującymi stałej pomocy, więc na bazie tej poradni zaczęłam organizować hospicjum domowe, które prowadziłam społecznie przy udziale wolontariuszy przez 8 lat – wspomina.

Nie mogła też pozostać obojętna, gdy w katastrofie smoleńskiej zginęło tak wiele bliskich jej osób. Nawiązała więc kontakt z zajmującym się badaniem jej przyczyn zespołem parlamentarnym i – wykorzystując wieloletnie doświadczenie medyka sądowego – na kolejne konferencje naukowe przygotowuje analizy dotyczące rodzaju obrażeń ofiar katastrofy, które mogą pomóc ustalić jej faktyczny przebieg. To dla niej jakby kontynuacja tamtej solidarności sprzed lat, wśród ludzi starających się wyjaśnić tę tragedię odnalazła bowiem atmosferę wzajemnej życzliwości, otwartości, zaufania i bezinteresownego zaangażowania, w jakiej 35 lat temu rodziła się Solidarność.

W Komisji Krajowej

Najpierw była Solidarność służby zdrowia. Jej centralnym punktem był płocki szpital i działalność w Regionie Płockim, z którego dr Przybylska-Wendt została delegatem na I Krajowy Zjazd, a ten wybrał ją do najwyższych władz związku. – Będziemy mieć jedną dziewczynę i już – skwitował ten wybór Lech Wałęsa i przydzielił jej resorty, którymi miała się opiekować: służbę zdrowia, kulturę, ochronę środowiska, oświatę, chemię, emerytów, rencistów, młodzież, harcerstwo... – już sama nie pamięta, ile tego było. W praktyce ta opieka polegała na tym, że wysłuchiwała różnych postulatów, pretensji i skarg osób, które przyjeżdżały z całej Polski w imieniu różnych grup, ale też swoim własnym, a działo się to w jednym wąskim pokoju, gdzie siedziało całe prezydium. – Wszyscy na ogół palili papierosy, więc ciemno było od dymu, nad każdym z nas stała grupa petentów, wszyscy mówili naraz i wszyscy chcieli od razu – wspomina pani Grażyna.

Były też wyjazdy, te w Polskę, np. dla gaszenia strajków, i zagraniczne. Pierwszy raz została wydelegowana do Rzymu na Kongres Polonii Świata i spotkanie z włoskimi związkami zawodowymi. Na początku była przerażona, bo do tej pory zagranicą były dla niej, jak dla większości Polaków, demoludy, ale doskonale sobie poradziła, taki był wówczas entuzjazm wokół Solidarności w krajach Zachodu, że nawet nie były potrzebne żadne przemówienia. Najbardziej zapamiętała parę włoskich związkowców, która się nią opiekowała, zwłaszcza że po kilku miesiącach usłyszała ich nazwiska wśród przywódców Czerwonych Brygad. – Ja jechałam w imieniu Lecha Wałęsy, bo to on otrzymał zaproszenie, a co by było, gdyby wybrał się tam osobiście? – zastanawia się do dziś.

Jeszcze dwukrotnie była wydelegowana za granicę: na spotkanie ze związkowcami we Francji i do krajów skandynawskich, żeby załatwić sprzęt dla niepełnosprawnych. Ten ostatni wyjazd był zaplanowany na 14 grudnia 1981 r., więc zamiast do Szwecji czy Norwegii trafiła do kolejnych obozów dla internowanych.

„Trzynasty dwunasty”

Tak Grażyna Przybylska-Wendt zatytułowała sztukę, którą napisała na podstawie przeżyć w Strzebielinku, Fordonie, Gołdapi i Darłówku. Została ona wystawiona w Płocku przez Teatr Dramatyczny im. Klemensa Szaniawskiego, a jej premiera odbyła się w 2006 r. Miała bardzo przychylne recenzje, można było ją obejrzeć ponad 20 razy, także w innych miastach, m.in. w Warszawie, Łodzi i Gołdapi. Ostatnio zainteresowanie nią minęło. Gdy niedawno dzwoniłam do teatru z zapytaniem, gdzie i kiedy będzie w najbliższym czasie zaprezentowana, usłyszałam, że nigdzie, bo nie ma teraz zapotrzebowania na martyrologię. Tyle że martyrologii jest tam akurat najmniej, a najwięcej zdecydowanej i solidarnej postawy, świetnej organizacji, a i sporo humoru. I choć oczywiście Wigilia kobiet izolowanych od swoich rodzin i środowisk była niezwykle smutna, to przecież potrafiły one wyciągnąć rękę z opłatkiem do pilnującej ich funkcjonariuszki (zagranej m.in. przez Grażynę Zielińską, czyli babkę zielarkę z „Rancza”). Sama z zainteresowaniem obejrzałam sztukę na płycie, która notabene zginęła podczas przeprowadzki Europejskiego Centrum Solidarności. Znalazła się tam dlatego, że Video Studio Gdańsk Fundacja Filmów i Programów Katolickich zaproponowała, aby zaprezentować ją na otwarcie nowej siedziby ECS, co wydawało się świetnym pomysłem. Cóż, tylko się wydawało.

Nie jest to pierwszy ani ostatni utwór literacki Grażyny Przybylskiej-Wendt. Ma ich sporo na swoim koncie: wiersze, teksty kabaretowe, bajki dla dzieci, książki wspomnieniowe. W ostatnim tomiku wierszy „Strofy życiem pisane” kreśli swój świat w różnych barwach, choć najczęściej w kolorze nostalgicznej zadumy, tak jak w wierszu „Mrzonka”: „Biegłam ku ludziom i słońcu/ lecz ciemno było i pusto/ Biegłam do ciebie, do nich,/ a wy... odeszliście/ Biegłam do marzeń idei,/ przestały istnieć/ Jaki więc sens miał/ bieg mojego życia?”.

W kręgu rodzinnym

Najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa? Czterolatka zapamiętała pierwsze bombardowanie w Krakowie, a także patriotyczne piosenki i wierszyki, których uczyła dzieci mama. Podkreśla, że jej głęboka wiara miała duży wpływ na starszą o 8 lat siostrę Urszulę, która po skończeniu prawa wstąpiła do klasztoru Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego w Pniewach. Pani Grażyna wspomina, jak to rodzice martwili się, że córka, idąc do klasztoru, odgradza się od świata, a tymczasem to ona, gdy została matką generalną (a pełniła tę funkcję przez 12 lat) zwiedziła szmat świata, i założyła domy urszulańskie na kilku kontynentach. I to ona sprowadziła ciało – dziś świętej – m. Urszuli Ledóchowskiej do Polski. Za jej kadencji klasztor w Pniewach objął też patronatem płockie hospicjum, założone w 1987 r. przez dr Grażynę, które nosi imię św. Urszuli Ledóchowskiej. Z dumą mówi więc o siostrze i o ojcu, który jako 19-latek wstąpił ochotniczo do wojska i brał udział w wojnie z bolszewikami. Dowiedziała się o tym dopiero po jego śmierci pozostawionych dokumentów, wśród których znalazła też informację o przyznanych mu z tego tytułu odznaczeniach.

Rodzina zawsze była i jest bardzo ważna dla dr Przybylskiej-Wendt, dlatego boleje nad tym, że jej dwie córki mieszkają z rodzinami na Sardynii i rzadko się z nimi widuje. To cena, jaką do dziś płaci za swoją działalność w Solidarności. W stanie wojennym i tuż po nim tak utrudniano im start w dorosłość, że nie wytrzymały presji, wyjechały z Polski, wyszły za mąż za Włochów i tam ułożyły sobie życie. Dba jednak o to, żeby wnuki znały historię Polski, również tę najnowszą, w której tworzeniu sama ma spory udział.

Każdy tegoroczny maturzysta będzie mógł przystąpić do matury w terminie

2019-04-25 10:19

red/wpolityce.pl

Gdy nauczyciel, wychowawca lub rada pedagogiczna nie wystawią ocen albo nie przeprowadzą klasyfikacji i promocji, zrobi to dyrektor lub nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący – stanowi rządowy projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty i ustawy Prawo oświatowe. Projekt trafił w środę do Sejmu.

Ks. Jerzy Babiak

Przed posiedzeniem Rady Ministrów premier Mateusz Morawiecki zapowiedział nowelizację ustawy Prawo oświatowe.

„Państwo polskie musi zagwarantować to, że w każdej, bez wyjątku, polskiej średniej szkole, każdy tegoroczny maturzysta będzie mógł przystąpić do matury w terminie” - podkreślił szef rządu.

Informacje o przyjęciu przez Radę Ministrów projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty i ustawy Prawo oświatowe przekazał na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu szef KPRM Michał Dworczyk. Jak poinformowała rzecznik rządu Joanna Kopcińska, będzie on prezentował projekt podczas prac w Sejmie.

Gdy nauczyciel, wychowawca lub rada pedagogiczna nie wystawią ocen albo nie przeprowadzą klasyfikacji i promocji, zrobi to dyrektor lub nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący.

Projekt przewiduje również, że jeżeli dyrektor lub nauczyciel nie zdąży przeprowadzić klasyfikacji, to w tym roku szkolnym uczniowie ostatnich klas techników i liceów ogólnokształcących dostaną świadectwa po zakończeniu zajęć dydaktyczno-wychowawczych, czyli po 26 kwietnia 2019 r.

W ocenie autorów rządu nowelizacja zagwarantuje „uczniom ukończenie szkoły i wydanie im świadectw ukończenia szkoły na wypadek, gdyby zakłócona została realizacja zadań i kompetencji ustawowych organów szkoły”.

W uzasadnieniu projektu czytamy, że nowelizacja o systemie oświaty na stanowić „uzupełnienie dotychczasowych regulacji przez wskazanie, że w przypadku, gdy nauczyciel, wychowawca oddziału, osoba prowadząca praktyczną naukę zawodu lub rada pedagogiczna nie wykonują zadań i kompetencji w zakresie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów lub przeprowadzania egzaminów (…) zadania te będzie obowiązany zastępczo wykonać dyrektor szkoły”.

W nowelizacji proponuje się, aby dyrektor mógł również „upoważnić do realizowania tych zadań nauczyciela. Gdyby dyrektor szkoły lub upoważniony przez niego nauczyciel nie wykonał tych zadań i kompetencji, wykona je nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący szkołę”.

Zmiana w ustawie Prawo oświatowe polega na tym, że „dyrektor szkoły będzie organem odpowiedzialnym za dokonanie klasyfikacji i promocji uczniów w sytuacji, gdy rada pedagogiczna nie podjęła uchwały w tej sprawie (…). Natomiast w przypadku gdyby również dyrektor szkoły nie dokonał klasyfikacji i promocji uczniów, rozstrzygnięcie w tej sprawie podejmie nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący szkołę”.

„Jeżeli dyrektor szkoły lub nauczyciel – czytamy w uzasadnieniu do projektu rządowego – wyznaczony przez organ prowadzący szkołę, zgodnie z powyższą zasadą, będzie dokonywał klasyfikacji i promocji uczniów, dokumentację dotyczącą klasyfikacji i promocji uczniów oraz ukończenia przez nich szkoły będzie podpisywał odpowiednio dyrektor szkoły lub nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący szkołę.”

Zgodnie z projektem nowelizacji rozwiązania te będą miały również zastosowanie w okresie przejściowym do: dotychczasowego egzaminu gimnazjalnego, który po raz ostatni zostanie przeprowadzony w styczniu 2020 r. dla słuchaczy gimnazjów dla dorosłych, w których nauka kończy się w semestrze jesiennym; dotychczasowego egzaminu maturalnego przeprowadzanego na podstawie wymagań określonych w podstawie programowej kształcenia ogólnego, o której mowa w przepisach o systemie oświaty (egzamin ten po raz ostatni zostanie przeprowadzony w roku szkolnym 2028/2029); dotychczasowego egzaminu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie, który po raz ostatni zostanie przeprowadzony w roku szkolnym 2027/2028.

W uzasadnieniu wyjaśnia się, że w sytuacji, „gdy zaistnieje konieczność rozstrzygania o wynikach klasyfikacji i promocji uczniów przez dyrektora szkoły lub nauczyciela wyznaczonego przez organ prowadzący szkołę, zgodnie z projektowanymi rozwiązaniami, w obecnie trwającym roku szkolnym 2018/2019 jako datę wydania świadectw szkolnych promocyjnych i świadectw ukończenia szkoły przyjmuje się datę rozstrzygnięcia przez dyrektora szkoły lub nauczyciela wyznaczonego przez organ prowadzący szkołę o wynikach klasyfikacji i promocji uczniów”.

W odniesieniu do uczniów klas „najwyższych liceów ogólnokształcących i techników przewiduje się (w noweli – PAP) również, że ww. rozstrzygnięcie może nastąpić po zakończeniu zajęć dydaktyczno-wychowawczych, które (…) kończą się w dniu 26 kwietnia 2019 r.”

Przygotowaliśmy prawo, które zagwarantuje ok. 300 tysiącom uczniów możliwość przystąpienia do matur. W razie konieczności klasyfikację przeprowadzi dyrektor szkoły lub samorząd terytorialny, zaś czas na zdanie egzaminu ustnego będzie wydłużony. To rola odpowiedzialnego państwa — napisał na Twitterze premier Mateusz Morawiecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wydarzenie roku – Kaplica Sykstyńska we Wrocławiu

2019-04-25 16:37

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

W kolegiacie Św. Krzyża dziennikarze mieli dziś możliwość obejrzeć wystawę przed jej oficjalnym otwarciem (zaplanowanym na 26 kwietnia). W prezentacji uczestniczyli Sascha Gajew, dyrektor finansowy firmy Yolo Event – organizatora wystawy w Europie oraz Martin Biallas prezes amerykańskiej firmy SEE Inc. Właściciela praw do wystawy i obrazów. Organizatorzy opowiadali o idei wystawy i powodach, dla których dzieła Michała Anioła wyruszyły z Watykanu na podbój świata.

https://wroclaw.niedziela.pl/zdjecia/2906/Kaplica-Sykstynska-we-Wroclawiu

Martin Biallas podkreślał, że z wizyty w Rzymie i zwiedzania Kaplicy Sykstyńskiej zapamiętał przede wszystkim długie kolejki po bilety, a później zbyt krótki czas na przyjrzeniu się dziełu. Freski są oddalone od oglądającego, bo kaplica jest duża, przez to wyjątkowe detale malowideł umykają. Zwrócił też uwagę na to, że w watykańskiej kaplicy nie można robić zdjęć historycznym freskom. – Na naszej wystawie można fotografować, oczywiście bez flesza, robić selfie na tle malowideł i dostrzec najmniejsze detale – mówił Biallas. – Zresztą, nie wszyscy mogą pojechać do Rzymu i odwiedzić Kaplicę, a nasza wystawa pozwala spotkać się z myślą Michała Anioła w waszym rodzinnym mieście – podkreślał.

Wystawa składa się z 34 fresków w stu procentach wiernych oryginałom. Można je podziwiać w takich rozmiarach, w jakich zostały namalowane, ale z bardzo bliska. Rozmiary replik ustawione na specjalnych stelażach, lub zawieszone tak, aby tworzyć sufit oryginalnej Sykstyny robią na widzu ogromne wrażenie. Rozmiary malowideł są imponujące. Obraz „Stworzenia Adama” ma 2,7 m wysokości i 5,7 m szerokości, gdy stajemy pod wielkim palcem Stworzyciela wzruszenie rodzi się samo. W Kaplicy malowidła na suficie oglądamy z odległości 20 metrów, tutaj są na wyciągniecie ręki. Warto też wiedzieć, że łączna powierzchnia wszystkich malowideł Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej zajmuje powierzchnię prawie 700m2. Wystawa, która zawitała do Wrocławia pozwala więc na kontakt ze sztuką najwyższego kunsztu na ogromnej przestrzeni.

Ekspozycję ustawiono w dolnym kościele Kolegiaty, czyli u św. Bartłomieja. Świątynia jest podzielona na trzy szerokie części, w każdej, po obydwu stronach, wiszą gigantyczne reprodukcje. W środkowej dodatkową atrakcją są malowidła sufitowe – wystarczy podnieść głowę i stajemy oko w oko z bohaterami Sykstyny. W górnej części Kolegiaty Św. Krzyża zawieszono obraz Sądu Ostatecznego.

Wystawa umożliwia odwiedzającym na widok fresków z bliskiej odległości, która jest niemożliwa w prawdziwej Kaplicy oraz poznanie historii, które kryją się za jednymi z najsłynniejszych dzieł sztuki wszechczasów. Freski sufitowe i przedstawienie Sądu Ostatecznego w rozmiarze ok. 150 m ² zostały odtworzone wiernie w swoich oryginalnych rozmiarach.

We Wrocławiu wystawa będzie gościć do 29 września, wstęp jest biletowany. Wystawie towarzyszy audioprzewodnik. Do wrocławskiej wersji tekstu o malowidłach Michała Anioła głosu użyczyła nasza dziennikarka, Agata Pieszko.

Bilety na wystawę „Michał Anioł. Kaplica Sykstyńska”:

Jeden bilet uprawnia do wstępu na wystawę o dowolnej pełnej godzinie w godzinach otwarcia:

Zwiedzanie wystawy:

poniedziałek – czwartek: godz. 10.00 – 20.00, ostatnie wejście o godz. 19.00

piątek – sobota: godz. 10.00 – 21.00, ostatnie wejście o godz. 20.00

niedziela: godz. 10.00 – 20.00, ostatnie wejście o godz. 19.00

Bilet normalny 39,00 zł

Bilet ulgowy (studenci i seniorzy) 29,00 zł

Bilet szkolny 19,00 zł

Bilet rodzinny po 23,75 zł od osoby w czteroosobowej grupie

Dzieci do lat 6 – wstęp bezpłatny

Z okazji otwarcia wystawy listy do zwiedzających skierowali abp Józef Kupny, prezydent Wrocławia Jacek Sutryk i ks. Paweł Cembrowicz, proboszcz wrocławskiej katedry.

Metropolita wrocławski wyraził radość, że wystawa odbywa się właśnie we Wrocławiu. „Organizatorzy wystawy wybrali w Polsce miejsce niezwykłe – serce naszego miasta, a w nim gotycką Kolegiatę pod wezwaniem Świętego Krzyża (1288-1350) – napisał Abp. Kościół ten, obok Katedry, stanowi świadectwo niezwykłego rozwoju Wrocławia w okresie średniowiecza i znaczenia miasta w tamtym czasie na mapie Europy. Witając, Was Drodzy Goście, we Wrocławiu na Ostrowie Tumskim, kieruję moją wdzięczność do organizatorów wystawy „Michał Anioł. Kaplica Sykstyńska”. Po wielu znanych i znakomitych miejscach świata, postanowili wybrać właśnie stolicę Dolnego Śląska – Wrocław. Dziękuje wszystkim, którzy byli otwarci na tę wystawę i współpracowali z organizatorami.

Ks. Paweł Cembrowicz napisał, że „To właśnie Ostrów Tumski jest duchowym sercem nie tylko Wrocławia, ale całego regionu. Kolegiata p.w. Świętego Krzyża (1288-1350) jest kościołem niezwykłym pod każdym względem: historycznym, architektonicznym i duchowym. Ten dwupoziomowy kościół został ufundowany przez wielkiego księcia śląskiego Bolesława IV Probusa (1257-1290). Jest znakiem pojednania po sporze z biskupem wrocławskim Tomaszem II (1230-1292). Kościół w stylu gotyku śląskiego jest przykładem wyjątkowej architektury tego okresu w architekturze. Składa się z dwóch poziomów: dolnego kościoła pod wezwaniem św. Bartłomieja (patrona Piastów Śląskich) i górnego kościoła p.w. Św. Krzyża. Przez całe wieki, aż do II wojny światowej, stanowił mauzoleum fundatora – księcia Bolesława Probusa. Dziś jego tumba jest eksponowana w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Wystawę poświęconą freskom Michała Anioła z watykańskiej Kaplicy Sykstyńskiej podziwiacie Państwo w kościele dolnym. Natomiast fresk ściany szczytowej tejże Kaplicy możecie zobaczyć w kościele górnym. Tak zatem Ostrów Tumski, który nazywany jest przez wrocławian „małym Watykanem” przez kilka miesięcy 2019 roku oddycha klimatem niezwykłego miejsca dla duchowości, sztuki i kultury światowej, jakie stanowi Kaplica Sykstyńska. Obecna jest wśród nas dzięki ekspozycji wiernych replik jej fresków. Bardzo dziękuję organizatorom wystawy: berlińskiej firmie Yolo Event za wybór miejsca i współpracę. Wszystkim odwiedzającym życzę bogatych przeżyć duchowych i intelektualnych związanych z obcowaniem ze światową sztuką, która trafia do nas z samego Watykanu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem