Reklama

Obrazek z Ojcem Pio

2015-09-15 13:13

Ks. Jarosław Krzewicki
Niedziela Ogólnopolska 38/2015, str. 30-31

Grażyna Kołek
San Giovanni Rotondo. Krypta Ojca Pio w kościele św. Ojca Pio z Pietrelciny

Zrywając kartkę z kalendarza w nadchodzącym tygodniu, natkniemy się na imię, które w dalekiej Italii ma wręcz magiczne brzmienie: Ojciec Pio. Zmarł on 23 września 1968 r. Żadna to więc okrągła rocznica, ale zwykłe skojarzenie, którego nie da się przeoczyć

Ojciec Pio we Włoszech „przegląda” się w każdej filiżance kawy. Jest w barach, sklepach, domach, a miejsce jego pochówku – San Giovanni Rotondo – przyciąga jak Golgota: trochę z ciekawości, ale głównie z powodu wiary.

Słuchanie opowieści o cudach dawnych i całkiem świeżych zapiera dech, czasem budzi przesyt. Tak jest dzisiaj, ale i za życia Ojca Pio nie było inaczej. Słynny ojciec Agostino Gemelli, z urodzenia pragmatyk i racjonalista, z nawrócenia Paweł, jeździł i badał, by kapucyna złapać na oszustwie. Pisał raporty, pospołu z innymi. Mnóstwo było niedowierzań, pomówień. Przed wielkimi rzecz była zakryta, a lud maluczkich garnął się do mnicha, który niósł nadzieję jak Ojciec, co odkrywa te rzeczy i zakrywa, przed kim chce.

Z historii Ojca Pio jak z czarodziejskiej skrzyni wysypie się cała tęcza niespodzianek, anegdot, historii prawdziwych lub pisanych w rozmiarze XL. Te opowiadane przez lud ostatecznie czas przesiał. Prawdziwe się ostały, ale i tak uczonym kazałyby wyrwać ostatni włos z głowy.

Reklama

Laboratorium łaski

Ojciec Pio jako chłopak miewał wizje Chrystusa, Maryi i Anioła Stróża. Po otrzymaniu stygmatów, oprócz cierpień, otrzymał wiele darów: uzdrawiania, lewitacji, bilokacji, proroctwa, przenikania serca i myśli, czynienia cudów i wiele innych. Czy jak prorok dostrzegł w oddali polskiego papieża? Na pewno skutecznie modlił się za chorą lekarkę z Krakowa.

Trzeba go widzieć w relacji do Chrystusa. Jego umiłowanie Krzyża – bynajmniej nie z przyjemności cierpienia. Nosił stygmaty, co dodało mu udręk fizycznych, duchowych – i wstydu. Nie wierzono mu, pytano, czyją mocą to czyni. Przeżywał Mękę, która w zasiewie pokut i umartwień wzrastała w nim od dziecka. Chorował i umierał, przez pół wieku pięć ran krwawiło boleśnie, na ciele i duszy. Po co to wszystko? Był niczym laboratorium łaski, gdzie można było dotknąć żywej Ofiary, która uobecnia się w Eucharystii i pokucie, w ukrytym misterium i w cierpieniu z wiary. Doświadczył Krzyża, chcąc złagodzić jego oścień, wziąć na siebie. Był jak żołnierz na froncie, co osłania piersią i przelewa krew, by ocalić niewinnych.

W kościele San Salvatore in Lauro przy Via dei Coronari w Rzymie można oglądać współczesną figurę Chrystusa dźwigającego krzyż, w której Ojciec Pio jest Cyrenejczykiem. Pomaga w specyficzny sposób: obaj z Jezusem złączeni są spojrzeniem. Bo rzeczą najważniejszą jest widzieć cierpienie, spojrzeć w głębię duszy, i tak przelać wzajemnie moc i siłę. Jedni drugich brzemiona noście. Nie da się iść bez światła spojrzenia, prowadzić się wzajemnie jak ślepy ślepego.

Był Szymonem dla Chrystusa, tego w grzeszniku z autostrady, barmana, urzędnika, tego, którego rani ból, zwątpienie, niepewność. Myślenie o nim skłania do wspomnienia kard. Andrzeja Marii Deskura – Szymona polskiego Papieża, który codziennie brał krzyż ofiary przybitej do wózka; najwięcej mówiły oczy Szymona, patrzące mądrze i boleśnie zza szkieł.

Ojciec Pio wyszedł do świata jak Chrystus z powrozem w świątyni. Jak stary uczciwy proboszcz lub rodzic, co nie boi się zielonych telefonów i ma odwagę mówić, że czarne jest czarne, a grzech to grzech, nie tylko słabość z opcją dla inaczej stworzonych. Każdą głoskę podszywał modlitwą, cierpieniem, ofiarą. Jego słowa nie były retoryką pisanki, recytacją na potrzeby chwili. Można było w nim widzieć znak sprzeciwu, płonący ogień rzucony przez Tego, który pragnął, by już zapłonął. Ojciec Pio płonął, cierpiąc i kochając do bólu.

Logika krzyża

Ojciec Pio nie mieści się w ramce kalendarza ani w geografii. „Przycięty” do wrześniowych chłodnych poranków każe myśleć o męczeństwach z polskiej i kościelnej historii. O obrońcach z kampanii wrześniowej, z Westerplatte, z Poczty Gdańskiej, o francuskich męczennikach rewolucji z 1792 r. Wrzesień przynosi ich sporo. Ojciec Pio jest świętym, który prowokuje, każe pytać o sens ofiary, tej z kalendarza i tej przetartej na proch w krematoriach, przemielonej w mediach nienawiści.

Polski wrzesień, niegdyś w bukiecie chwały, dziś odczarowany, nie pachnie już kwiatem honoru, nie wylewa nektaru pamięci. Dziś chyba nikt nie wyciągnąłby broni nawet dla zabawy – może w wielkanocny poniedziałek, by polać wodą; stąd i poezja o męczeństwie. Na ofiarę z krwi brak zgody.

Na co komu cierpienie? Czy na coś się przyda? Ma być spektakularnym otwarciem żył na dowód miłości, moralnym wyrzutem, formą szantażu, by zmusić do kochania z wzajemności, czy czymś poważniejszym? Dziś jest jak miód rozlany, którym nikt się nie nasyci. Szkielety krzyży na polskich cmentarzach, za każdym broczy historia bólu, cierpienia, samotności. Mało się czerpie z ofiary matek i ojców pochowanych przed oczyma serca i pamięci. Ojciec Pio we wrześniowym wspomnieniu każe myśleć o sensie każdego krzyża.

„Czy myślicie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię? Nie pokój, lecz rozłam” (por. Mt 10, 34). Ojciec Pio nie wszystkim się podobał. Sam Kościół mu nie wierzył, czego boleśnie doświadczał. On sam niejednemu przysporzył siwych włosów i zmartwień – papieżom, biskupom, przełożonym, którzy krzyżując go, nie wiedzieli, co czynią. Sam Ojciec Pio ponoć nie okazywał nadmiernej sympatii tym, co chcieli mierzyć i ważyć jego wiarę. Dlatego też świętych można uwielbiać albo można ich po prostu mniej lubić. Można im wierzyć, a można wątpić. Sami święci nie są niebiańsko wpatrzeni w siebie. Nie brak im lęku, by w zakamarkach duszy czy świątyni nie poczuć swędu ognia piekielnego. Im bardziej święci, tym bardziej wpatrzeni w krzyż Chrystusa i Jego rany, skąd przebaczenie obmywa ich z lęku i uzdalnia mocą. Sami względem siebie też nie zawsze żyją jak pantera z jagnięciem w odnowionym stworzeniu. Prawdopodobnie i w niebie życie byłoby nudne, gdyby wszyscy widzieli się wzajemnie w ramkach z obrazka albo w aureoli. Święci z krwi i ciała wchodzą w spór, jak dobry papież Jan i święty z Pietrelciny, jak Piotr z Pawłem, jak dzień z nocą i wiatr ze słońcem, jak św. Ojciec Pio z ojcem Agostino. To w sporze jest miejsce na tchnienie Ducha Świętego. To spór był u początków Soboru Jerozolimskiego, gdy Apostołowie musieli zająć stanowisko w sprawie przestrzegania Prawa przez pogan. Przedstawiają racje, czasem bolesne, a potem słuchają, co postanowi Kościół wraz z Duchem Świętym. Taka jest logika krzyża w Kościele, który łamie go i zespala, jak białą hostię w jedno Ciało.

Jak niebo przez szybę

Przy drodze z Rieti do Avezzano jest miejscowość Fiumata. Minęło już trochę lat od śmierci tamtejszego aptekarza, ale ludzie do dziś go pamiętają. Aptekarz ukląkł kiedyś w konfesjonale Ojca Pio. Świątynia się zatrzęsła. Mówią, że był diabłem wcielonym. Od kratek odszedł ze wstydem, ale wrócił do Ojca Pio jak święty.

Święci są czasem nieznośni, trudni, wymagający. Ze świętymi trudno żyć.

W kościele San Salvatore in Lauro w Rzymie do spowiedzi ustawiają się tłumy. Każdego 23. dnia miesiąca przyjeżdżają tu ludzie z Rzymu i okolic, nawet z dość dalekiej Latiny. Proboszcz – don Pietro błogosławi peleryną, którą nosił św. Ojciec Pio. Pokazuje też jego ulubioną figurę Dzieciątka. Dla wielu to prawie jak dotknąć nieba przez celofan lub szybę. Wystarczy się rozmarzyć, a poczujemy, że w Kościele czas i przestrzeń od wieków mają swój kalendarz. W tym roku z rzymskiego kościoła przy Via dei Coronari w rocznicę śmierci Ojca Pio znów wyjdzie procesja na Piazza Navona, będzie uroczyście i kolorowo. Figurki, naklejki, odświętne stroje nie zastąpią jednak żywego spotkania z Chrystusem, biorącym na siebie nasze cierpienia – które bolą nas tylko pozornie. Nigdy bowiem nie dotkną skutecznie tego, co w nas najprawdziwsze, najświętsze i niezniszczalne: obrazu dziecka, które Bóg ukochał miłością bez granic i sam, cierpiąc za nie, chroni jak ojciec i matka.

* * *

W Watykanie Zostaną wystawione relikwie św. Ojca Pio

Z okazji Świętego Roku Miłosierdzia w dniach 8-14 lutego 2016 r. w Bazylice Watykańskiej zostaną wystawione relikwie św. Ojca Pio. Poinformowano o tym na stronie internetowej sanktuarium włoskiego świętego w San Giovanni Rotondo w Apulii. Jest to odpowiedź na życzenie papieża Franciszka, aby relikwie najbardziej czczonego we Włoszech świętego kapucyna były wystawione w Bazylice św. Piotra w okolicach Środy Popielcowej. W czasie gdy urna z ciałem Świętego będzie wystawiona, papież Franciszek przyjmie na audiencji Grupy Modlitewne św. Ojca Pio.

Tagi:
wspomnienia O. Pio Pio

Relikwie o. Pio w „Niedzieli”

2019-06-06 11:43

Marian Florek

W drodze do Wilna w dniu 5 czerwca br. redakcję Tygodnika Katolickiego "Niedziela" nawiedziły relikwie I stopnia św. o. Pio. Zostały powitane w redakcyjnej kaplicy przez ks. Jarosława Grabowskiego, redaktora naczelnego "Niedzieli" oraz pracowników tygodnika. Po modlitwie br. Zdzisław Duma wyjaśnił cel wizyty i objasnił charakter relikwii. Potem była możliwość ucałowania relikwii i osobistej modlitwy.

Są to relikwie przesiąknięte krwią Świętego z Pietrelciny. Jedna to prawa rękawica, która ochraniała dłoń ze stygmatami, którą błogosławił i rozgrzeszał. Druga relikwia to płótno, które ochraniało ranę serca. Przez pięćdziesiąt lat noszenia stygmatów na swoim ciele z organizmu o. Pio wypłynęło ponad 1000 l. krwi. Zaprezentowane relikwie są w posiadaniu Prowincji Krakowskiej Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów.

Kult o. Pio w Polsce jest bardzo żywy. W naszej ojczyźnie mamy juz ponad 380 Grup Modlitewnych o. Pio i jesteśmy pod tym względem tuż za wiernymi z Włoch.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Karmelita o symbolice szkaplerznej szaty

2019-07-16 09:38

rk / Wadowice (KAI)

Na to, że szkaplerz przypomina o chrześcijańskiej i maryjnej tożsamości wierzącego oraz pomaga mu wewnętrznie przyoblekać się w Jezusa Chrystusa – zwrócił uwagę o. dr. hab. Szczepan T. Praśkiewicz OCD, karmelita z Wadowic. Konsultor ds. kanonizacyjnych w Kurii Rzymskiej i w kurii metropolitalnej krakowskiej zachęcił, by docenić wartość daru szkaplerza karmelitańskiego i nosić go z należnym szacunkiem. Kościół obchodzi 16 lipca święto Matki Bożej z góry Karmel, znane także jako wspomnienie Matki Bożej Szkaplerznej.

B. Sztajner/Niedziela

Jak zauważył karmelita, wymowa teologiczna i duchowa oraz symbolika szkaplerznej szaty odwołuje się m.in. do Starego Testamentu, w którym ubiór był znakiem opieki Opatrzności oraz mocy udzielonej człowiekowi posłanemu przez Boga. „Specjalna szata Józefa egipskiego była symbolem miłości jego ojca do niego. Płaszcz darowany przez Jonatana Dawidowi był symbolem przyjaźni. Kiedy zaś św. Eliasz został wzięty do nieba, zrzucił swój płaszcz św. Elizeuszowi i w ten sposób duch mistrza przeszedł na ucznia” – wskazał duchowny.

Przypomniał też, że w Nowym Testamencie „nawet frędzle płaszcza Jezusa dotknięte z wiarą przez pobożną kobietę przekazują dobroczynną moc”. - Św. Paweł wielokrotnie przedstawia życie w Chrystusie jako przyoblekanie się w Niego, przyoblekanie się w ucznia Jezusa – zaznaczył zakonnik.

Zdaniem o. Praśkiewicza, habit zakonny, którego szkaplerz jest częścią, w sposób szczególny oznacza naśladowanie Jezusa i jest znakiem konsekracji, na wzór Maryi – „pierwszej i najdoskonalszej uczennicy Jezusa”.

„Jedna część szkaplerza opada na naszą pierś, okrywa nasze serce. Oznacza to, że nasze serca mają bić wespół z sercem Maryi, w rytmie bicia Jej Niepokalanego Serca; że mają one bić dla Chrystusa i dla bliźnich; że te nasze serca mają być otwarte na natchnienia Ducha Świętego, tak, jak było na nie otwartym serce Maryi z Nazaretu” – wyjaśnił karmelita bosy i zauważył, że druga część szkaplerza, opadająca na plecy, oznacza to, że ludzkie „trudy, wysiłki, cierpienia i krzyże musimy łączyć z trudami i cierpieniami Maryi, Tej, która jako Współodkupicielka szła wiernie za Chrystusem od betlejemskiej groty aż po szczyt Golgoty”.

„Tę symbolikę zachowuje także szkaplerz przystosowany do użytku osób świeckich. Są to też dwa kawałki brązowego materiału, takiego samego, z jakiego uszyty jest habit zakonny. Połączone tasiemką opadają one - jak szkaplerz zakonny - na pierś i na plecy” – wytłuamczył.

W opinii karmelity, szkaplerz „przypomina nam o naszej chrześcijańskiej i maryjnej tożsamości, przypomina nam czyimi jesteśmy dziećmi i jaką mamy w Niebie Matkę i Królową”. „Przyoblekając go, przyoblekajmy się w Chrystusa, który – jak głosi psalm – jest Królem chwały i dla którego – dzięki Maryi – otwarły się prastare podwoje, a nadto naśladujmy cnoty Jego Matki, która i dla nas, jako Brama Niebios, pragnie otworzyć niebieskie podwoje” – zachęcił.

W karmelitańskim sanktuarium „na Górce” w Wadowicach, w wielu parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej i w klasztorach sióstr karmelitanek bosych dobiegły końca nowenny i tridua szkaplerzne.

Wtorkowym uroczystościom odpustowym, z nałożeniem szkaplerza, będzie u wadowickich karmelitów bosych o godz. 18.00 przewodniczył o. Franciszek Czaicki OCD, przeor klasztoru w Munster (USA). W Karmelu w Oświęcimiu, u sióstr karmelitanek bosych, uroczystą Eucharystię ku czci szkaplerznej Madonny odprawi o godz. 17.00 bp Roman Pindel.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś największy lipcowy odpust maryjny na Jasnej Górze

2019-07-16 17:49

mir / Jasna Góra (KAI)

Podprzeor Jasnej Góry o. Mieczysław Polak podziękował pieszym pątnikom zgromadzonym na odpustowej sumie w dzisiejsze wspomnienie Matki Bożej z Góry Karmel, zwanej Szkaplerzną, że „stają w obronie wartości chrześcijańskich, będąc świadkami tego, co dobre i prawdziwe”. Ponad 4 tys. osób dotarło w pieszych pielgrzymkach na największy lipcowy odpust maryjny na Jasnej Górze.

Bożena Sztajner/Niedziela

Suma odpustowa odprawiona została na jasnogórskim szczycie o godz. 11.00. Na uroczystości przybyli pielgrzymi piesi z Poznania, Przemyśla, Piotrkowa Trybunalskiego w archidiecezji łódzkiej i z parafii arch. częstochowskiej; m.in. Gorzkowic, Rozprzy, Kamieńska oraz z Trzemeśni w arch. krakowskiej. Dotarła także licząca 75 osób Franciszkańska Pielgrzymka Rowerowa ze Wschowy w diec. zielonogórsko-gorzowskiej.

- Chodziliśmy od małego – przyznaje wielu jasnogórskich pielgrzymów. Od pokoleń pielgrzymują pieszo, przekazując wiarę, miłość do Boga i umiłowanie pielgrzymowania swoim dzieciom. Od 150 lat wędrują wierni z Piotrkowa Trybunalskiego.

- Można powiedzieć, że podróżujemy 'od Matki do Matki', ponieważ Piotrków Trybunalski również ma swoją Maryję, którą oczywiście czcimy - wyjaśniał kierownik grupy ks. Jacek Tyluś. Najstarszym pielgrzymem była w tej grupie 82-letnia Janina, najmłodszymi 13-miesięczy Jaś i 16-miesięczna Marcelina. Wierni z Piotrkowa Trybunalskiego także pieszo wracają do domów. Tradycyjnie w dzień poświęcony Najświętszej Maryi Pannie z Góry Karmel na Jasną Górę przybyła też grupa z Rozprzy z sanktuarium, w którym Maryję czci się jako Matkę Życia. Także ci pielgrzymi wracają pieszo.

Odprawiający rekolekcje w drodze modlili się o wstawiennictwo Maryi w wiernym naśladowaniu Jej Syna. O. Mieczysław Polak, podprzeor Jasnej Góry podziękował pielgrzymom, że „stają w obronie wartości chrześcijańskich, będąc świadkami tego, co dobre i prawdziwe”.

Mszy św. przewodniczył ks. Jan Markowski, kierownik 85. Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki, a koncelebrowali m.in.: ks. Łukasz Łukasik, ojciec duchowy 85. Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki i ks. Jacek Tyluś, kierownik 150. Jubileuszowej Pielgrzymki Piotrkowskiej.

O tym, by wiara nie była tylko przyzwyczajeniem i tradycją, lecz żywą relacją z Jezusem i Jego Matką mówił w kazaniu ks. Łukasz Łukasik. - Przychodzimy do Maryi na Jasną Górę, aby zawierzyć Jej sprawę naszej wiary i tego, jak ta wiara w naszym życiu jest postrzegana, a przede wszystkim, jak jest wyznawana – mówił kaznodzieja – To właśnie w naszym sercu rodzi się ta walka związana z wiarą, to właśnie w naszym sercu, w dzisiejszych czasach, rodzi się największa walka o chrześcijaństwo i o Jezusa Chrystusa”.

Z racji odpustu Matki Bożej Szkaplerznej, w Kaplicy Cudownego Obrazu odprawione zostały Nieszpory połączone z nabożeństwem tzw. klęczek. Podczas nabożeństwa ojcowie i bracia paulini modlili się wezwaniami Litanii Loretańskiej i ze wzniesionymi ku górze rękami śpiewali łacińską antyfonę „Monstra Te esse Matrem” („Okaż nam się Matką”).

Święto Matki Bożej Szkaplerznej jest dla niektórych pielgrzymów okazją do uroczystego założenia tego szczególnego znaku zawierzenia Maryi.

Historia szkaplerza sięga połowy XIII w., kiedy to ówczesny generał karmelitów o. Szymon Stock prosił Matkę Bożą o pomoc w uratowaniu zakonu przed kasatą. Jak podaje tradycja, w odpowiedzi Maryja ofiarowała karmelicie płócienną szatę jako znak schronienia pod Jej macierzyńską opiekę. Z noszeniem szkaplerza związane są tzw. przywileje szkaplerzne, czyli łaski obiecane przez Matkę Bożą. Po pierwsze, gwarantuje on szczególną opiekę Najświętszej Maryi Panny w trudnych sytuacjach i niebezpieczeństwach doczesnego życia, a po drugie - w znaku szkaplerza Maryja obiecała szczęśliwą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia.

- Dzisiejsze święto to także ważny dzień w duchowości paulinów - wyjaśnia o. Piotr Łoza. Życie patriarchy Zakonu Paulinów św. Pawła Pierwszego Pustelnika było naśladowaniem życia proroka Eliasza. - Karmel to Góra proroków i pustelników - zauważa o. Łoza – I w tej tajemnicy można odkrywać i dziś co to znaczy życie pustelnicze. Życie pustelnicze to życie prorockie. Pustelnik ma być prorokiem dla tego świata, czyli żyć tym, co jest nadprzyrodzone. Życie według Boga jest proroctwem, czasami nic nie trzeba mówić, tylko żyć według Boga, żeby być prorokiem – wyjaśniał zakonnik.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem