Reklama

W drodze na synod diecezjalny (1)

Synod diecezjalny. Jak to dawniej bywało?

2015-09-24 12:02

Ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 39/2015, str. 4-5

Archiwum "Aspektów"
Relikwiarz pierwszych męczenników

Podczas Paradyskich Dni Duszpasterskich w dniach 27-28 sierpnia bp Stefan Regmunt ogłosił zwołanie synodu diecezjalnego. Dekret zwołujący to zgromadzenie zostanie uroczyście podpisany przez Księdza Biskupa 13 listopada w sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski w Międzyrzeczu. To będzie pierwszy synod w dziejach naszej diecezji. Sam fakt jego zwołania już zalicza się do najważniejszych wydarzeń w dziejach Kościoła nad dolną Wartą i środkową Odrą

W naszej redakcji postanowiliśmy przygotować kilka tekstów przybliżających naszym Czytelnikom ideę i sens synodu diecezjalnego. W tym numerze chcemy przybliżyć, jak wyglądały synody dawniej w Kościele lubuskim.

Synody w Kościele

Synody w Kościele mają bardzo długą tradycję. Zwyczaj ich zwoływania na Wschodzie pojawił się w II wieku, a w Kościele na Zachodzie w wieku III. Synod był spotkaniem duchowieństwa danej diecezji, zgromadzonego wokół swojego biskupa, by rozważyć ważne dla danego Kościoła lokalnego sprawy. Decyzje podejmował biskup danej diecezji, radząc się swojego duchowieństwa.

W średniowieczu utrwalił się zwyczaj corocznego odbywania synodów diecezjalnych. Z czasem zwyczaj ten stał się prawem nadanym dekretem Soboru Laterańskiego IV z 1215 r. Zatem nasz synod diecezjalny zostaje zwołany dokładnie w 800. rocznicę wprowadzenia tego soborowego prawa. W przypadku polskiej prowincji kościelnej chyba nie do końca przestrzegano tego nakazu, skoro w 1406 r. przypomniano ten przepis i obarczono go sankcjami kościelnymi.

Reklama

Synody diecezjalne zwoływano w różnych celach. Głównie chodziło o dbanie o czystość wiary, kościelnej dyscypliny i porządku. Na synodach ogłaszano duchowieństwu zarządzenia Stolicy Apostolskiej oraz uchwały synodów prowincjonalnych. Podczas synodów dokonywano zmian w rubrykach liturgicznych, a także podawano do wiadomości instrukcje własne biskupa. Dekrety i inne decyzje biskupa ogłaszane na synodzie wchodziły w skład prawa diecezjalnego.

Z urzędu w synodzie miała uczestniczyć kapituła katedralna, duchowieństwo stolicy diecezji oraz przedstawiciele księży z terenu. Jedynie biskup posiadał władzę stanowienia prawa i był jedynym prawodawcą. Wszyscy pozostali mieli głos doradczy.

A jak było u nas?

Istniejąca w średniowieczu nad dolną Wartą i środkową Odrą diecezja lubuska nie pozostawiła nam zbyt wielu informacji o swoich synodach. Z sąsiednich diecezji – kamieńskiej i poznańskiej także pozostało niewiele informacji. W przypadku diecezji lubuskiej mogło to wynikać ze zbyt małego obszaru diecezji. Jej niewielki obszar pozwalał na stosunkowo szybkie dotarcie nawet do najdalej położonych parafii. Większość odbywanych synodów ograniczała się tylko do przyjęcia decyzji synodów prowincjonalnych oraz aktualnych spraw diecezjalnych.

Pierwszy znany nam synod lubuski odbył się za rządów biskupa Fryderyka (1308-17). Podczas tego synodu zajęto się sprawami majątkowymi po zmarłych księżach proboszczach. Inny znany nam synod lubuski, który odbył się 21 kwietnia 1422 r., zajął się sprawą modlitwy za zmarłych kapłanów. Musiały być w tej materii jakieś zaniedbania. Być może istniał jakiś obowiązek odprawienia Mszy św. czy innych modlitw za zmarłych księży. Może istniejące zaniedbania spowodowały przypomnienie tego przepisu na synodzie? Inną sprawą, którą podjęto na synodzie, była kwestia spraw majątkowych. Chodziło o wyraźne uregulowanie obowiązków pomiędzy patronami kościoła a wikariuszami. Na tym synodzie przyjęto także Statuty prymasa Mikołaja Trąby.

Synodalne motywy

Dlaczego zwoływano synody? Jedną z najbardziej praktycznych przyczyn była sprawa zapoznania księży ze zmianami w kalendarzu liturgicznym. Współcześnie na każdy rok przygotowywany jest z upoważnienia biskupa diecezjalnego Kalendarz liturgiczny diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, który zawiera w sobie uroczystości, święta i wspomnienia z Kalendarza rzymskiego, Kalendarza dla diecezji polskich czy decyzje diecezjalne. Kiedyś tak nie było, a występujące zmiany i nowe wspomnienia i święta dyktowano kapłanom zebranym na synodzie. Ciekawym świadectwem takiego postępowania jest zachowana w Archiwum Archidiecezjalnym w Poznaniu kartka. Jest to jedyna pozostałość po ostatnim znanym nam synodzie diecezjalnym lubuskim z 1450 r. Na kartce tej zapisano zmiany w kalendarzu z lat 1449-51. Tylko tyle – do dziś – zostało z ostatniego lubuskiego synodu. Być może gdzieś w jakiś archiwach spoczywają jeszcze inne nieznane nam dokumenty. Dziś ich nie znamy.

Co ciekawe – nic nie wiemy o synodzie z początku XVI wieku. W tym okresie odnowiono księgi liturgiczne, a przyjęcie ich w diecezji lubuskiej nie dokonało się na synodzie, tylko listem pasterskim biskupa.

Późniejszy okres

Wraz z upadkiem diecezji lubuskiej w połowie XVI wieku nie odbywały się już żadne synody lubuskie. Zorganizowana na tym terenie administracja ewangelicka zwoływała swoje synody kościelne. Po II wojnie światowej, gdy zorganizowano na naszych ziemiach Administrację Kamieńską, Lubuską i Prałatury Pilskiej, nie było wystarczających możliwości zwołania księży na obrady. Brak odpowiedniej liczby kapłanów, zniszczone kościoły, powojenna rzeczywistość nie pozwalały na zwołanie synodu. Z drugiej strony sytuacja prawna Kościoła także nie pozwalała zwołać synodu. Kanonicznie nasza diecezja została utworzona jako gorzowska w 1972 r. To czas wprowadzania reform soborowych i wielu zmian w Kościele.

Jest jednak mała ciekawostka z tego okresu. W 1978 r. odbył się w Paradyżu kurs duszpasterski zorganizowany w 20. rocznicę rządów pasterskich sługi Bożego bp. Wilhelma Pluty. Podczas kursu bardzo dokładnie omówiono w licznych referatach i wystąpieniach program duszpasterski Księdza Biskupa. Bp Pluta był bardzo zadowolony z przebiegu obrad. Miał wówczas powiedzieć, że choć nie był to kanonicznie zwołany synod diecezjalny, to był nim ten kurs nieformalnie.

Później nadszedł czas II Polskiego Synodu Plenarnego i prac synodalnych na poziomie ogólnopolskim. O potrzebie synodu diecezjalnego mówiło się w naszej diecezji już od jakiegoś czasu. Istotnym krokiem na tej drodze było zwołanie 22 stycznia 2010 r. synodu metropolitalnego dla archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej oraz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i naszej. Synod ten ma się zakończyć 21 listopada w Szczecinie. W tym czasie zwołany już będzie nasz synod diecezjalny.

I Synod Diecezjalny Zielonogórsko-Gorzowski dlatego, że jest pierwszy, już jest wielkim wydarzeniem historycznym. Od całej wspólnoty diecezjalnej zależy, jaką treścią go wypełnimy. Już dziś każdy z nas może zrobić wiele – modlić się w intencji synodu. I druga sprawa – gdy nasi duszpasterze poproszą nas o pomoc w pracach synodalnych, odpowiedzmy na to wezwanie z ufnością. Synod to wielkie święto Kościoła diecezjalnego, który zatrzymuje się w drodze, by uważniej wsłuchać się w głos swojego Pana.

Tagi:
synod

Reklama

Synod Ukraińskiego Kościoła Greckokatolicki u papieża w Watykanie

2019-07-05 14:20

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Dwa dni spotkań, rozmów, wzajemnego słuchania i wspólnej modlitwy. W Watykanie rozpoczęło się spotkanie papieża oraz jego współpracowników z członkami Synodu Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.

Agnieszka Kutyła

Zostało ono zorganizowane z inicjatywy Franciszka, który chciał spotkać się z biskupami w obliczu delikatnej i złożonej sytuacji panującej na Ukrainie. Zapraszając ich w maju tego roku stwierdził, że pragnie w ten sposób wyrazić swoją bliskość ze wspólnotą Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego oraz pogłębić wzajemną znajomość i relacje.

Papież wielokrotnie dawał dowody swojego zainteresowania Ukrainą. Z jego inicjatywy została zorganizowana zbiórka funduszy na potrzeby tamtejszej wspólnoty we wszystkich Kościołach w Europie. W swoim tegorocznym orędziu wielkanocnym oraz bożonarodzeniowym w roku ubiegłym nawoływał do zaprzestania walk na wschodzie Ukrainy oraz zapewniał o swej bliskości i modlitwie. W tym duchu także spotkał się w styczniu 2018 r. ze wspólnotą Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Rzymie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Archiwum kard. Newmana w internecie

2019-08-24 08:03

vaticannews / Birmingham (KAI)

W związku z zapowiedzianą na październik kanonizacją kard. Johna Henry’ego Newmana wzrasta zainteresowanie jego postacią i twórczością. Ten XIX-wieczny myśliciel i konwertyta pozostawił po sobie ogromną spuściznę. Na wielkie newmanowskie archiwum składają się tysiące listów, zapisków i fotografii. Do niedawna było ono pilnie strzeżone w założonym przez Newmana oratorium w Birmingham. Teraz trwają jednak intensywne prace nad jego digitalizacją.

Emmeline Deane - National Portrait Gallery
Bł. John Henry Newman

Zajmuje się tym w Stanach Zjednoczonych amerykański Krajowy Instytut Studiów nad Newmanem (National Institute for Newman Studies – NINS). Zeskanowanych zostało niemal ćwierć miliona kartek, które teraz stopniowo udostępniane są w internecie. Do końca przyszłego roku będzie już można korzystać z większości zasobów.

Nowoczesne oprogramowanie pozwala na pracę z rękopisami w wysokiej rozdzielczości, zestawianie ich i porównywanie z różnymi wydaniami książkowymi. Dzięki rejestrom z oksfordzkiej biblioteki, można się też dowiedzieć, do jakich książek zaglądał Newman w różnych okresach swego życia. Archiwum zawiera też wielotysięczną kolekcję listów skierowanych do Newmana, jak również najobszerniejszy na świecie zbiór książek, artykułów i innych publikacji na jego temat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem