Reklama

Ziemia obiecana?

2015-10-07 08:41

Beata Piliszek-Słowińska
Niedziela Ogólnopolska 41/2015, str. 40-41

Beata Piliszek-Słowińska
Szkoła w Coniewie otwarta jest na różne kultury i religie

O migracjach ludności czytamy na kartach Starego Testamentu i w książkach o prapoczątkach Słowian. Od wieków skłonność do porzucania ojczyzny była uzależniona od możliwości utrzymania siebie i rodziny oraz poczucia bezpieczeństwa, o czym my, Polacy, doskonale wiemy

Według raportu Europejskiej Sieci Migracyjnej w pierwszym półroczu 2015 r. w Polsce odnotowano tylko 11-procentowy wzrost liczby wniosków o udzielenie ochrony międzynarodowej, w przeciwieństwie do krajów takich, jak Niemcy i Szwecja, gdzie fala uchodźców widoczna jest od miesięcy (zwiększenie o 68 proc.).

Uchodźcy w Polsce

Z raportów Urzędu do Spraw Cudzoziemców (UDSC) wynika, że do 27 sierpnia 2015 r. wnioski o nadanie statusu uchodźcy złożyły 6534 osoby, z czego 57 proc. stanowili Rosjanie (w ogromnej większości Czeczeni), 25 proc. – Ukraińcy, po ok. 4 proc. – Gruzini i Syryjczycy, 3 proc. – Tadżykowie oraz po 1 proc. – Irakijczycy, Kirgizowie i Wietnamczycy. Liczba składanych wniosków zwiększyła się o 27 proc. (przez obywateli Rosji – o 35 proc., Ukrainy – o 22 proc.). Do początku lipca 2015 r. prawie połowę spośród zgłoszonych stanowiły kobiety. Odnotowano nieznacznie zwiększony napływ Syryjczyków, Irakijczyków i obywateli Tadżykistanu.

W pierwszym półroczu ochrony udzielono jednak tylko 273 osobom, m.in. 27 Syryjczykom, 15 Egipcjanom i 14 Irakijczykom. Odmownie rozpatrzono lub umorzono ponad 4,5 tys. wniosków o ochronę, a procedura weryfikacyjna trwała średnio ponad 5 miesięcy (ustawowo do pół roku). Urzędy szczegółowo weryfikują wnioski i – mimo wzrostu liczby starających się – procentowo mniej osób uzyskuje status uchodźcy lub inną ochronę.

Reklama

Dialog i zrozumienie

Zdarza się, że obcokrajowcy są rozczarowani poziomem życia i świadczeń w Polsce. Od utworzenia w 2005 r. ośrodka dla uchodźców w Lininie k. Góry Kalwarii incydentalnie dochodziło do zaostrzenia sytuacji, ale problemy rozwiązywano na bieżąco. – Od razu reagujemy, cudzoziemcy podlegają prawu polskiemu, które jest – jak wszędzie – egzekwowane, a dodatkowo obcokrajowcy muszą przestrzegać regulaminu ośrodka. Z drugiej strony staramy się, aby ośrodek stał się wspólnym domem dla wszystkich mieszkańców. Dialog, otwartość, zainteresowanie, życzliwość i zrozumienie są podstawą relacji i to procentuje. Przebywa u nas ok. 170 osób, w zdecydowanej większości są to Czeczeni, mniejszość stanowią Ukraińcy i Gruzini oraz nieliczni przedstawiciele innych państw – opisuje realia kierownik ośrodka w Lininie Mariusz Stańczyk.

Cudzoziemcy dostają w ośrodku pokój w zależności od wielkości rodziny (łazienka i kuchnia są w korytarzu). Samotni obcokrajowcy są kwaterowani w pokojach wieloosobowych. Otrzymują trzy posiłki dziennie, przygotowane zgodnie z nakazami religijnymi. Na terenie ośrodka znajdują się też: przedszkole, czynne kilka godzin w ciągu dnia, sala lekcyjna, ambulatorium z lekarzem i psychologiem, boiska, plac zabaw oraz siłownie – na powietrzu i w budynku.

Do czasu otrzymania decyzji o przyznaniu lub odmowie nadania statusu uchodźcy cudzoziemcy mogą uczestniczyć w zawodowych kursach doszkalających i uczyć się języka polskiego. Otrzymują 70 zł „kieszonkowego” na miesiąc, z czego 20 zł przeznaczane jest na środki czystości. – Z chwilą złożenia dokumentów o nadanie statusu uchodźcy w placówce Straży Granicznej deponuje się paszporty w jednostkach UDSC, a w ich miejsce wydajemy polskie tymczasowe zaświadczenie tożsamości cudzoziemca o miesięcznym terminie ważności z możliwością jego przedłużenia – opisuje procedury kierownik ośrodka. – Odwiedzają nas wycieczki ze szkół, organizujemy dni otwarte. Naprawdę wiele osób i instytucji nam pomaga. Całość jest zlokalizowana na terenie 5-hektarowego kompleksu leśnego i w dużej mierze została sfinansowana z programów unijnych – dodaje.

Liczba cudzoziemców nie zmienia się znacząco od kilku lat. Gdy Polska wchodziła do strefy Schengen, w ośrodku mieszkało ponad 400 cudzoziemców. Na początku jego istnienia przybywali ludzie doskonale wykształceni: nauczyciele, profesorowie, lekarze, teraz już rzadko. Po uzyskaniu statusu uchodźcy lub innej formy ochrony zgłaszają się do Centrum Pomocy Rodzinie i opuszczają ośrodek, wchodząc w 12-miesięczny program integracyjny (otrzymują wtedy 1300 zł i więcej, w zależności od liczebności rodziny, na mieszkanie oraz żywność). Niektórzy świetnie sobie radzą, są czołowymi pracownikami, natomiast gros ludzi wyjeżdża dalej lub wraca do siebie.

– Jeśli obcokrajowcy mają jakieś szczególne życzenia, potrzebują np. sali do modlitw, to staramy się na nie reagować. Każdy nowy kraj to inne uwarunkowania, ale ośrodki są przygotowane na różne wyzwania i kilka dni wystarczy, aby dostosować się do nowych potrzeb. Przebywający w ośrodku nie mogą podejmować pracy w okresie do 6 miesięcy, jeżeli nie zostanie im wydana decyzja dotycząca nadania lub odmowy statusu uchodźcy. Potem mogą wystąpić z podaniem do dyrekcji Urzędu do Spraw Cudzoziemców o wydanie zgody na zatrudnienie. Mieszkańcy ośrodka dla cudzoziemców swobodnie wychodzą na zewnątrz, ale są zobowiązani do powrotu do 23.00. Gdy cudzoziemiec chce wrócić do ojczyzny, my – jako Urząd do Spraw Cudzoziemców – pomagamy mu i finansujemy zakup biletów. W każdym miesiącu 2-3 wieloosobowe rodziny wracają do swoich ojczyzn – podsumowuje Mariusz Stańczyk.

Po unormowaniu sytuacji obcokrajowcy mają podobne prawa jak obywatele polscy, łącznie z możliwością przekraczania granic, zatrudniania się, prowadzenia działalności gospodarczej i otrzymywania świadczeń socjalnych.

Szkoła koegzystencji

Dzieci uchodźców dowożone są bezpłatnym transportem do placówek położonych w promieniu kilku kilometrów, m.in. do Szkoły Podstawowej i Gimnazjum im. W. Reymonta w Coniewie. Na 170 uczniów przypada tam 48 dzieci z Czeczenii i Ukrainy oraz Kirgistanu. Rozdziela się je rocznikami po zapoznaniu się z przebiegiem kształcenia, ale honorowane są także ustne oświadczenia o ukończeniu poszczególnych klas. Uczniowie – według przepisów prawa – muszą być przyjmowani do szkół na takich samych zasadach jak uczniowie polscy, do przedszkoli także. Również wymagania wobec nich są takie same jak wobec Polaków. Na początku dzieciom i młodzieży bardzo trudno odnaleźć się w nowej rzeczywistości, choć ośrodek dla uchodźców na miejscu zapewnia kilka godzin bezpłatnej nauki języka, a ponadto dyrektor szkoły proponuje 2 godziny nauki języka polskiego w tygodniu i zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze.

– Trafiają do nas przeważnie muzułmanie, mamy też protestantów, ale to trudności językowe są największą barierą, gdy uczeń przybywa do Polski i uczestniczy w lekcjach, nie znając nawet alfabetu łacińskiego – opisuje szkolną rzeczywistość dyrektorka szkoły Bogumiła Lachowicz.

W czasie lekcji religii muzułmanie z zasady odbywają zajęcia świetlicowe, ale katechetka jest osobą lubianą i szanowaną przez wszystkich, bez względu na wyznanie. Podczas wizytacji biskupa w szkole wszyscy uczniowie uczestniczyli w części wstępnej, ale gdy rozpoczęła się modlitwa, muzułmanie opuścili salę. Współpraca z księdzem mimo wielokulturowości dzieci układa się dobrze. Dziewczynki muzułmanki zazwyczaj po 13. urodzinach zaczynają nosić nakrycia głowy i dłuższe suknie, podobnie jak kobiety zamężne. Kiedy chłopcy chcą chodzić w czapkach w czasie zajęć szkolnych, też jest to respektowane przez społeczność szkolną. Dokonują ablucji, ale dotychczas nie występowali do nas o wydzielenie sali do modlitw, choć w innych szkołach miało to już miejsce. Na korytarzu w widocznym miejscu wisi krzyż i nie przeszkadza on wyznawcom innych religii. Boimy się tych, których nie znamy – zauważa Bogumiła Lachowicz.

Problemy wychowawcze zdarzają się, ale mają też miejsce w szkołach jednorodnych narodowościowo. – Dzieci cudzoziemców bywają bardziej żywiołowe. W kulturze Kaukazu młodzi chłopcy bardziej ze sobą rywalizują, a zapasy to ich narodowy sport – opowiada dyrektor Lachowicz. – Na początku edukacji każdy uczeń otrzymuje kodeks zachowania się w szkole (w języku polskim i rosyjskim). Wyznacza on jasno granice: nie wolno się bić, nie można przynosić ostrych przedmiotów, należy słuchać nauczyciela i siedzieć w ławce podczas lekcji. Na początku było znacznie trudniej i wciąż zdarzają się różne sytuacje. Czasami cudzoziemcy stanowią 1/3 uczniów, ale udaje się ich okiełznać i pokonujemy przeszkody, a nawet odnosimy sukcesy. Polskie dzieci coraz lepiej przyjmują uczniów z innych kultur. Wnoszą oni w życie szkoły nowy koloryt, prezentują swoje potrawy regionalne, stroje narodowe, zapraszają rodziców, by wspólnie uczestniczyli w niektórych uroczystościach szkolnych.

Bogumiła Lachowicz zastanawia się nad trudnościami w przyjęciu uchodźców z jeszcze innych rejonów świata i dostrzega dodatkowe problemy: – Jeśli uczeń nie zna alfabetu łacińskiego ani cyrylicy, a uczniowie z Syrii znają tylko język arabski, to jak się z nimi porozumieć? Najważniejsze na początek są intensywne kursy językowe. Aby uczyć arabskie dzieci, konieczna jest obecność asystenta kulturowego z tamtego rejonu, znającego język arabski i polski. Dzieci z Syrii przyzwyczajone są do surowego reżimu szkolnego, pamięciowego opanowywania treści szkolnych i braku interakcji z nauczycielem. Ponadto z pewnością będą naznaczone traumą po tym, co widziały w czasie wojny i ucieczki – to także nowa wiedza dla nauczycieli, którzy muszą nauczyć się metod pracy z nimi.

Przystanek Polska

Niektórzy obcokrajowcy może i zostaliby w Polsce, ale czy znajdą pracę? Tracą siły, chęć do życia i niewiele mogą z siebie dać. Głównym problemem uczniów, ale i ich rodziców, jest tymczasowość – prawie wszyscy kierują się do krajów uznawanych za zasobniejsze, gdzie mają już rodziny, i tam zostają na stałe. Wielu z nich podlega deportacji do kraju pochodzenia, kraju, w którym po raz pierwszy legalnie przekroczyli granicę Unii Europejskiej (Konwencja Dublin II). Muszą tam pozostać, chyba że dostaną status uchodźcy. – Tylko te dzieci, których rodzice wiążą przyszłość z naszym krajem, uczą się polskiego. Dziwne jest dla mnie to, że czasami nie chcą się uczyć angielskiego, choć myślą o tym, by wyjechać z Polski – mówi dyrektor szkoły w Coniewie. Mniejsze zainteresowanie nauką wynika ze specyfiki kultury Kaukazu – ceni się tam przede wszystkim posiadanie rodziny, bycie ojcem rodu i bojownikiem. Uchodźcy chcą wyższego statusu materialnego, ale nie łączą go ani z kształceniem, ani z... Polską.

Nie wszyscy cudzoziemcy chcą przebywać w ośrodkach. Tylko w pierwszym półroczu 2015 r. wojewodowie przyjęli ponad 47 tys. wniosków o uznanie pobytu czasowego i stałego (to o 77 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku minionego!). W Polsce chcą przebywać głównie obywatele Ukrainy (ponad 28 tys.), a także Chin, Białorusi, Wietnamu, Rosji czy Indii. Ta grupa z pewnością chce poprawić swój status materialny.

Wiele osób opuszcza miejsca zamieszkania w poszukiwaniu spokojnej przystani i cierpi z tego powodu. Uniwersalnym rozwiązaniem problemu migracji jest zapewnianie bezpieczeństwa i godnego życia w krajach zamieszkania. Ale czy to realne?

Tagi:
emigracja imigranci

Papież odprawił Mszę św. z okazji 105. Światowego Dnia Migrantów i Uchodźców

2019-09-29 15:05

tom, st (KAI) / Watykan

Z okazji obchodzonego dzisiaj 105. Światowego Dnia Migrantów i Uchodźców papież Franciszek odprawił Mszę św. na placu Świętego Piotra. Przybyło tysiące wiernych z wielu stron świata. W homilii papież przestrzegł przed kulturą dobrobytu, która prowadzi do myślenia tylko o sobie, nieczułości i globalizacji zobojętnienia.

Grzegorz Gałązka

W homilii Franciszek nawiązał do odczytywanego dzisiaj Psalmu, w którym cudzoziemcy, sieroty i wdowy są osobami pozbawionymi praw, wykluczonymi, usuwanymi na margines, o które "Pan szczególnie się troszczy" oraz ksiąg Starego Testamentu, w których Bóg przestrzega przed poniewieraniem sierot,wdów i cudzoziemców. "Ta miłująca troska o mniej uprzywilejowanych jest przedstawiana jako cecha charakterystyczna Boga Izraela i żąda się jej również, jako obowiązek moralny, od tych wszystkich, którzy chcą należeć do Jego ludu" - przypomniał papież i dodał: "Dlatego musimy zwracać szczególną uwagę na cudzoziemców, a także wdowy, sieroty i wszystkich odrzuconych w naszych czasach".

Nawiązując do orędzia na 105. Światowy Dzień Migrantów i Uchodźców Franciszek zwrócił uwagę, że chodzi w nim nie tylko o migrantów, ale wszystkich mieszkańców peryferii egzystencjalnych, którzy wraz z migrantami i uchodźcami są ofiarami kultury odrzucenia. "Pan żąda od nas byśmy realizowali wobec nich miłość; żąda od nas odnowienia ich człowieczeństwa wraz z naszym, nikogo nie wykluczając, nikogo nie pozostawiając na zewnątrz" - powiedział papież.

Franciszek wezwał do refleksji nad niesprawiedliwościami, które rodzą wykluczenie, a zwłaszcza nad przywilejami nielicznych, którzy po to, by je utrzymać wyrządzają szkodę wielu osobom. Wskazał na elitarność i okrucieństwo wobec wykluczonych, ogałacanie krajów rozwijających się z najlepszych zasobów naturalnych i ludzkich, wojny oraz handel bronią, którą sprzedają kraje bogate i które następnie nie chcą przyjmować uchodźców, będących efektem konfliktów.

W tym kontekście Franciszek przywołał surowe słowa proroka Amosa, który przestrzega beztroskich i radujących, zajętych zapewnieniem sobie dobrobytu. "To przerażające, że po 28 wiekach ostrzeżenia te zachowują stałą aktualność" - powiedział papież i zaznaczył, że i "dzisiaj kultura dobrobytu prowadzi do myślenia tylko o sobie, nieczułości i globalizacji zobojętnienia.

Franciszek przytoczył przypowieść z dzisiejszej Ewangelii o bogaczu, który nie widzi cierpień Łazarza. "Również nam, zbytnio zajętym utrzymywaniem naszego dobrobytu grozi, że nie dostrzeżemy naszego brata i siostry znajdujących się w trudnej sytuacji" - przestrzegł papież i wezwał: "Jako chrześcijanie nie możemy być obojętni na dramat dawnych i nowych form ubóstwa, najbardziej mrocznych samotności, pogardy i dyskryminacji tych, którzy nie należą do `naszej` grupy".

Franciszek przypomniał podstawowe przykazanie o miłości Boga i bliźniego, których nie można rozdzielać. "A miłowanie bliźniego jak siebie samego oznacza także poważne zaangażowanie się w budowanie bardziej sprawiedliwego świata, w którym wszyscy mieliby dostęp do dóbr ziemi, gdzie każdy miałby możliwość urzeczywistnienia siebie jako osoby i jako rodziny, w którym wszystkim zapewniono by prawa podstawowe i godność" - wyjaśniał Ojciec Święty.

Franciszek podkreślił, że miłowanie bliźniego oznacza stawanie się bliźnimi wszystkich podróżnych pobitych i porzuconych na drogach świata, aby ukoić ich rany i zabrać ich do najbliższego miejsca gościny, gdzie można by zaspokoić ich potrzeby i zaapelował o budowę rodziny ludzkiej zgodnie z pierwotnym planem objawionym w Jezusie Chrystusie, że wszyscy winniśmy być braćmi, dziećmi jednego Ojca.

Na zakończenie wezwał: "Dzisiaj powierzamy macierzyńskiej miłości Maryi, Matki Dobrej Drogi migrantów i uchodźców, wraz z mieszkańcami peryferii świata i tych, którzy stają się ich towarzyszami podróży".

W modlitwie wiernych wznoszono intencje: po chińsku, za Kościół, aby Pan ożywiał w nim pragnienie dążenia do sprawiedliwości, pobożności, wiary, miłości, cierpliwości i łagodności; po włosku, za sprawujących władzę, aby Pan, obdarzał ich radością uczestniczenia w Jego dziele dawania chleba głodnym i oddawania sprawiedliwości uciśnionym; po arabsku, aby Pan prowadził migrantów, zbawił poległych, chronił cudzoziemców, uwalniał więźniów i prostował drogi niegodziwych; po francusku, o umocnienie prześladowanych chrześcijan w walce o wiarę, aby dawali światu świadectwo zmartwychwstałego Jezusa i w języku suahili, za zmarłych braci, oczekujących prawdziwej wolności i wzbudzenia w każdym z nas pragnienia życia wiecznego.

Na zakończenie uroczystości kardynał Gualtiero Bassetti, przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch, podziękował Franciszkowi za przewodniczenie Mszy św., która zgromadziła przy ołtarzu „ludzi z całego świata, zjednoczonych w duchu uwielbienia dla Pana, Ojca całej ludzkości”. Następnie mówił o dramacie migracji, który jest wielkim wyzwaniem dla Kościoła we Włoszech. „Jest to ogromny ruch ludu dręczonego przemocą, głodem, rozpaczą, który szuka pomocy w najbogatszych i rozwiniętych krajach. Wyciągają ręce, jak biedny Łazarz, prosząc o przynajmniej okruchy chleba, aby się wyżywić. Ale bogacz z przypowieści nie chce widzieć ani słyszeć, jego bogactwo uczyniło go obojętnym i wysuszyło jego serce. Nie chce dzielić się swoimi bogactwami z innymi, a dobrobyt uważa za to, co prywatne. Ale Pan, swoim Słowem i przykładem miłości, zachęca nas do solidarności, abyśmy nie ulegali niesprawiedliwości i bezbożności" - mówił kard. Bassetti i zakończył: „Dziękuję Ojcze Święty za przykład i siłę słowa. Kościół włoski poprzez Caritas i Migrantes stara się ożywić Ewangelię miłości i radości”.

Przed modlitwą Anioł Pański Franciszek dziękując zgromadzonym powiedział: "Pragnę pozdrowić was wszystkich, którzy uczestniczyliście w tej modlitwie, poprzez którą ponowiliśmy zainteresowanie Kościoła różnymi kategoriami osób najbardziej zagrożonych, przemieszczających się. W jedności z wiernymi wszystkich diecezji świata świętowaliśmy Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy, pragnąc potwierdzić konieczność, żeby nikt nie był wykluczony ze społeczeństwa, niezależnie od tego czy byłby to obywatel mieszkający na stałe od dawna, czy też nowo przybyły".

W Mszy św. uczestniczyli mężczyźni i kobiety z wielu stron świata w tradycyjnych strojach. Wielu nosiło kolorowe koszulki z hasłem tegorocznego Światowego Dnia Migrantów i Uchodźców: „Nie chodzi tylko o migrantów”. Członkowie wieloetnicznego chóru z Sri Lanki, Indii, Indonezji, Filipin, Meksyku, Konga, Peru i Włoch śpiewali pieśni w różnych językach.

Po Eucharystii papież objeżdżał sektory entuzjastycznie witany przez zgromadzonych. Zatrzymał się po lewej stronie Kolumnady Berniniego, gdzie odsłonił wykonaną z brązu i gliny rzeźbę przedstawiająca grupę migrantów z różnych kultur i różnych okresów historycznych. Tematem przewodnim monumentu są słowa Listu do Hebrajczyków: „Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę”. "Chciałem, aby to dzieło artystyczne znalazło się tutaj, na Placu św. Piotra, żeby przypominało wszystkim o ewangelicznym wyzwaniu gościnności" - powiedział papież.

Autorem monumentu "Angels Unwares" (Aniołowie nieświadomi) jest kanadyjski rzeźbiarz Timothy Schmalz. Jest to pierwszy od ponad 400 lat pomnik ustawiony na placu św. Piotra.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bracia 24h

2019-10-18 15:05

Marian Florek

Na pierwszy rzut oka trudno ich odróżnić od ojców zakonnych. Noszą takie same, przypisane dla danego zakonu, szaty. Na powitanie serwują szczery, serdeczny uśmiech; otwierają na oścież serca i ramiona. Chociaż nie są obiektem szczególnych zainteresowań mediów, to jednak na widok telewizyjnej kamery się nie peszą. Chętnie dzielą się myślami na temat swojego powołania.

Marian Florek

Przedstawiają proste, wiarygodne, czasami żarliwe świadectwo życia. Nic nie ujmując ojcom, zakonnym kapłanom, należy oddać braciom zakonnym to, co braterskie w ich powołaniu i posłudze i to, co ich odróżnia od innych profesji. Pytany o tę zauważalną przez postronnego obserwatora różnicę bp Jacek Kiciński CMF, przewodniczący Komisji ds. Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego KEP, sięga do historii zakonów i przypomina, że pierwsi krzewiciele życia monastycznego byli tylko braćmi. Dalej zgodził się z opinią, że powołanie brackie ma swą specyfikę, obecną również w jakiś sposób w ojcowsko-kapłańskiej posłudze. „Tam gdzie nie dociera miłość Boga Ojca przez posługę kapłanów, tam my wchodzimy z darem pociechy, służby i dobrego słowa” powiedział br. Hieronim, duchacz. I rzeczywiście bracia chociaż nie mają przywileju przeistaczania w imieniu Chrystusa chleba i wina w Ciało i Krew Pańską to jednak swoją posługą i miłością potrafią przemieniać ludzkie cierpienia i łzy w sens, który nas wszystkich umacnia w cierpliwym znoszeniu przeciwności dnia codziennego.

Sami bracia, pytani o swoje powołanie, wskazują na tajemnicę. Trudno im tak po ludzku wytłumaczyć, dlaczego podjęli taki trud służenia Bogu i ludziom. I zgodnie, jak br. Serafin (bonifrater) i br. Dawid (redemptorysta), potwierdzają opinię, że nie ma kryzysu brackich powołań. Bóg stale powołuje, ale brak odwagi u młodych mężczyzn aby porzucić „oswojone życie”, i poddać się woli Pana Boga i zostać Jego bratem.

I właśnie pod hasłem „Być bratem Boga” w dniach od 17 do 18 października br. odbyła się 37. Pielgrzymka Braci Zakonnych na Jasną Górę. Rozpoczęła się od spotkania w Auli Jana Pawła II, w której grupa ok. 200 braci pod przewodnictwem braci redemptorystów odmówiła Jutrznię i wysłuchała słów umocnienia bp. Jacka Kicińskiego. Potem hierarcha w Kaplicy Matki Bożej odprawił dla brackich pielgrzymów Mszę św., na której wstępie wszystkich zebranych w imieniu Jasnej Góry powitał podprzeor o. Jan Poteralski.

Po obiedzie bracia zebrali się w bazylice jasnogórskiej i pod kierunkiem braci salwatorianów odmówili Koronkę do Miłosierdzia Bożego, a potem udali się na wały aby odprawić Drogę Krzyżową. Bracia z poszczególnych zgromadzeń nieśli krzyż w rytm rozważań przygotowanych przez braci chrystusowców.

Po zakończonej Drodze Krzyżowej w Domu Pielgrzyma odbyło się spotkanie przy kawie i ciastku.

W drugim i ostatnim dniu pielgrzymki harmonogram zajęć był podobny. Jutrzni przewodniczyli bracia michalici, a konferencyjny wykład zaprezentował ks. Dariusz Wilk, generał Zakonu Michalitów, który podczas odprawionej tradycyjnie w Kaplicy Matki Bożej Mszy św. - wygłosił również homilię

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem