Jeśli spojrzymy na różne motywy postępowania, przekonamy się, że jeden człowiek bywa surowy z powodu miłości, a drugi bywa uprzejmy z powodu nieprawości. (…) Wiele działań, które wydają się dobre, nie ma korzenia w miłości. Nawet ciernie mają kwiaty. Są rzeczy, które wyglądają na surowe i okrutne, a mimo to dokonuje się ich z miłości, by przywrócić dyscyplinę. Dlatego raz na zawsze otrzymujesz krótkie przykazanie: kochaj i rób, co chcesz.
Jeśli milczysz – milcz z miłości,
Pomóż w rozwoju naszego portalu
jeśli mówisz – mów z miłości,
jeśli upominasz – upominaj z miłości,
jeśli przebaczasz – przebacz z miłości.
Niech w tobie będzie korzeń miłości, bo z tego korzenia nie może wyrastać nic innego, jak tylko dobro.
Komentarz do 1 Listu św. Jana, VII 8
Miłość braterska
Reklama
Być może ktoś z was zastanawiał się, dlaczego Jan niemal nieustannie zaleca miłość braterską. Mówi: „Kto miłuje swego brata” (1 J 2,10), a chwilę potem dodaje: „A to jest Jego przykazanie, abyśmy miłowali się wzajemnie zgodnie z przykazaniem, jakie nam dał” (1 J 3,23). Nie przestaje przypominać o miłości braterskiej, podczas gdy miłość do Boga – czyli ta miłość, którą my mamy kochać Boga – pojawia się u niego rzadziej, choć nie całkiem ją przemilcza. Natomiast miłości do nieprzyjaciół nie wspomina w niemal całym liście – choć tak mocno naucza i zaleca miłość, nie mówi ani razu, by kochać nieprzyjaciół. Mówi natomiast: kochajcie braci.
W Ewangelii czytamy: „Jeśli miłujecie tych, którzy was miłują, jaką macie z tego nagrodę? Czyż i celnicy tego nie czynią?” (Mt 5,46). Czemu Jan z taką stanowczością zaleca miłość braterską jako drogę do doskonałości, skoro Pan uczy, że samo kochanie braci nie wystarcza, lecz trzeba miłować nawet nieprzyjaciół?
Ten, kto potrafi miłować nieprzyjaciół, nie zaniedbuje miłości braci. Powinien raczej postępować jak ogień: najpierw obejmuje to, co bliskie, a dopiero potem się rozprzestrzenia. Brat jest bliższy tobie niż ktokolwiek inny. A ktoś nieznajomy, który nie jest twoim wrogiem, jest ci bliższy niż wróg występujący przeciw tobie.
Rozszerzaj więc swoją miłość na tych, którzy są najbliżej, ale nie sądź, że to już wszystko. Jeśli kochasz tylko tych, którzy są blisko, w gruncie rzeczy kochasz samego siebie. Idź dalej: kochaj tych, których nie znasz i którzy nic ci nie uczynili. A potem idź jeszcze dalej – kochaj także nieprzyjaciół. Tego z całą pewnością domaga się od ciebie Pan.
Komentarz do 1 Listu św. Jana, VIII 4
Miłość zakłada życzliwość wobec tych, których kochamy
Reklama
Każda miłość zakłada pewną życzliwość wobec tych, których kochamy. Nie powinniśmy bowiem miłować ludzi tak, jak łakomczuch kocha drozdy. On mówi, że je „kocha”, lecz kocha je po to, by je zabić i zjeść. Mówi, że je kocha – i rzeczywiście „kocha”, ale po to, by ich już nie było; kocha je, aby je unicestwić. Wszystko, co kochamy jako pokarm, kochamy po to, by je spożyć, skonsumować i z niego czerpać siłę. Czy więc ludzi mamy kochać w ten sposób – jakby po to, by ich „pożreć”? Bynajmniej!
Jest też przyjaźń zakorzeniona w życzliwości – taka, którą nieraz obdarowujemy tych, których kochamy. A jeśli nie ma nic, co można by dać? Temu, kto miłuje, wystarcza sama życzliwość. Nie wolno nam bowiem życzyć sobie, by istnieli ludzie w potrzebie, tylko po to, abyśmy mogli czynić dzieła miłosierdzia. Karmisz głodnego chlebem – a przecież o ile lepiej byłoby, gdyby nikt nie był głodny, nawet gdybyś nie miał komu go dać. Ubierasz nagiego – a o ile lepiej byłoby, gdyby wszyscy byli odziani i nie było takiej nędzy. Grzebiesz zmarłego – a o ile lepiej byłoby, gdyby nastało życie, w którym nikt już nie umiera. Doprowadzasz do zgody zwaśnionych – oby zaistniał pokój wiecznej Jerozolimy, w której nikt nie będzie się kłócił. Są to obowiązki związane z określonymi potrzebami. Gdy zabraknie potrzebujących, ustaną uczynki miłosierdzia. Czy jednak zgaśnie wtedy miłość? Wprost przeciwnie – miłość do człowieka, który niczego nie potrzebuje i któremu nic nie musisz ofiarować, jest czystsza i znacznie bardziej autentyczna.
Jeśli pożyczasz człowiekowi w biedzie, może pojawić się chęć wynoszenia się nad nim, jakby był ci coś winien – właśnie dlatego, że mu pomogłeś. On był w potrzebie, ty dałeś; zdaje się więc, że stoisz wyżej. Pragnij raczej równości, byście obaj byli poddani jednemu Panu, któremu niczego ofiarować nie sposób.
Reklama
Komentarz do 1 Listu św. Jana, VIII 5
Kochając nieprzyjaciela, kochasz brata
Bądźcie więc miłosierni i współczujący, bo gdy kochacie nieprzyjaciół, w rzeczywistości kochacie braci. Nie sądźcie, że Jan pominął temat miłości nieprzyjaciół – mówił o niej, gdy pisał o miłości braterskiej.
Zapytasz: jak mam kochać braci? Odpowiem: spójrz, dlaczego kochasz nieprzyjaciela. Dlaczego go kochasz? Czy dlatego, żeby w tym życiu był zdrowy? A co, jeśli zdrowie mu nie pomoże? Czy dlatego, żeby był bogaty? A jeśli bogactwo go zaślepi? Czy dlatego, żeby się ożenił? A jeśli w związku nie będzie szczęśliwy? Czy dlatego, żeby miał dzieci? A co z tego, jeśli okażą się złymi ludźmi?
Wszystkie te dobra, których – jak sądzisz – powinieneś życzyć nieprzyjacielowi, skoro go kochasz, są nietrwałe. Lepiej pragnij, by razem z tobą osiągnął życie wieczne i by stał się twoim bratem. Jeśli zatem, miłując nieprzyjaciela, pragniesz, by stał się twoim bratem, to miłując go, miłujesz brata. Nie miłujesz w nim tego, kim jest obecnie, lecz to, czym pragniesz, aby się stał.
Komentarz do 1 Listu św. Jana, VIII 10
Artykuł zawiera fragment z książki „Kochaj i rób co chcesz. O miłości” św. Augustyn, wyd. eSPe. Zobacz więcej: boskieksiazki.pl.

